Nie chciał żyć, kto nie chce umrzeć. Życie bowiem zostało dane pod warunkiem śmierci. Ku niej idziemy. Dlatego głupotą jest lękać się jej, ponieważ boimy się tego co niepewne, na to co pewne, czekamy.
Seneka, Listy moralne do Lucyliusza
#stoicyzm
@splash545 wakacjuje i zastępstwo nieproszone przyszło marne.
Dzisiaj nietypowo, bo historia będzie jednak podzielona na 2 części. Dłuższych nikt raczej nie czyta. Jak jesteście @bojowonastawionaowca , to uwaga na skakanie w czasie. Historia ma miejsce w 2 jasno oznaczonych liniach czasowych, które z pozoru mają brzmieć, jakby to była jedna linia. Łatwo się zgubić, jak ktoś nie będzie uważny.
Polecam nieskromnie przed przeczytaniem posłuchać przynajmniej kawałka piosenki odcinka, żeby się mentalnie nastawić na tę opowieść. Jest inna, niż pozostałe.
Wcześniejsze odcinki są pod tagiem #hejtodetectivesquad .
---------------------------------
PSALM ROZPACZY
CZĘŚĆ 1
/ 3 LATA WCZEŚNIEJ /
To był poranek jak wiele innych w Hejto City, przesiąknięty deszczem, który zmywał brud z popękanych chodników i rdzewiejących latarni. Gęsta chmura smogu wisiała nad miastem, tłumiąc blade promienie słońca, które ledwo przebijały się przez ciężką powłokę brudu. W dusznej, ciemnej alejce siedziała koścista postać – mężczyzna w średnim wieku, z którego życie uciekało jak dym z niedopałka papierosa, porzuconego na mokrym bruku. Otaczała go woń taniego alkoholu zmieszanego z zapachem pleśni i nieuchronnym rozkładem, który przenikał jego przemoczone ubrania. Długie, skołtunione włosy, siwiejące na skroniach, zakrywały jego oczy, które patrzyły gdzieś w nicość, jakby był zawieszony między istnieniem a pustką, kontemplując swoje życie.
- Ni-eee musisz tak żyć. - Powiedziała tajemnicza postać, której kontury ledwo widoczne były w mroku. Bezdomny, myśląc, że rozmawia ze swoim sumieniem, nie podniósł nawet głowy.
- Gdybym nie musiał, to bym tak nie żył. - Wymamrotał pod nosem.
- Je-eee-st pewne miejsce dla takich ja-aaa-k ty.
- Nie mam zamiaru żyć w przytułku...
- Le-eee-piej marznąć na ulicy?
- Po tym, co zrobiłem? Nie zasługuję na nic więcej.
- W mie-eee-ście jest świątynia. Tam znajdziesz ooo-dkupienie.
Bezdomny poczuł lekkie muśnięcie na dłoni, w której nagle pojawiła się kartka papieru. Na niej była starannie narysowana mapa Hejto City z zaznaczonym budynkiem w centrum:
TEMPLUM ARAENAE
/ OBECNIE /
Stanęliśmy przed drzwiami do jakiejś piwnicy.
- Jesteś pewny, że to tu?
- Tak, widziałem to miejsce dawno temu, na jednej z ulotek wręczanych niektórym bezdomnym.
- Wręczano je bezdomnym?
- Podobno mieli tu otrzymywać pomoc, ale nie sądzę, by wielu z nas tam weszło.
- Nie wygląda na miejsce pomocy.
- Nie, nie wygląda.
Skrzypiące zawiasy zdradzały, że drzwi nie były otwierane od jakiegoś czasu. Przy każdym ruchu dźwięk przypominał jęki dawno zmarłych dusz. Wnętrze było wilgotne i zimne, ściany pokryte odpadającą farbą, a powietrze gęste od zapachu pleśni i starości. Miejsce wyglądało na opuszczone od lat, a jedyne, co przyciągało uwagę, to stare, porzucone przedmioty, jakby należące do ludzi, którzy zaginęli wieki temu.
- Widzisz to? - Zapytał Smok.
- Czerwony znak falliczny, ze skrzydełkami...
Obok znaku znajdowała się niepozorna osierocona futryna, a za nią wnęka, która prowadziła do głębokiej jaskini. Jej ściany były pokryte pajęczynami i korzeniami, które zdawały się pulsować w świetle naszych latarni, gdy wchodziliśmy głębiej w odmęty nieznanego.
- Patrz! - Smok wskazał na sieć, w której znajdowała się wełna.
- Był tu. - W tym momencie dostrzegłem, jak wiele sieci ma przyklejoną sierść z owczego runa.
- Musiał tu przychodzić dość często.
- Albo łysieje. - Dodałem z krzywym uśmiechem.
Nagle naszym oczom ukazała się ogromna struktura – świątynia, ukryta w głębi jaskini. Jej złowrogie, gotyckie łuki i kamienne filary wznosiły się ku górze, jakby chciały dotknąć nieba, przebijając się przez sklepienie, a wijące się sieci na których siedział rzeźbiony pająk, tworzyły niemal organiczną, żyjącą strukturę. Masywne wejście sprawiało, że moje pióra mimowolnie stawały na baczność.
/ 3 LATA WCZEŚNIEJ /
Przed bezdomnym znajdowały się wielkie drzwi, które zdawały się otworzyć na sekundę przed tym, jak jego drżąca ręka dotknęła klamki. Na policzkach poczuł dotyk mroźnego powietrza, które jakby zaczęło szeptać.
...Był twoim wujkiem...
...
...Dbał o ciebie...
Mężczyzna poczuł, jak zimny dreszcz przechodzi mu po plecach. Każde słowo wydawało się krokiem w stronę szaleństwa, ale on parł do przodu, zmuszając swoje nogi do ruchu, mimo narastającego lęku.
...Wiemy, co zrobiłeś...
...
...Próbowałeś uciec...
...
...Zapomnieć...
Jego serce biło jak oszalałe, a oddech stawał się coraz bardziej rwany. Wiedział, że musi iść dalej, mimo że czuł, jakby coś wciągało go w otchłań.
...Przeszłość nigdy nie zapomina...
...
...Widzieliśmy twoją mękę...
...
...Nie walcz...
Gdy w końcu dotarł do centralnego miejsca świątyni, jego oczom ukazał się majestatyczny pająk, tkwiący na gęstej pajęczynie rozpostartej między kamiennymi filarami. Cała konstrukcja wydawała się żywa, pulsująca ciemną energią. Pajęczyny splatały się z korzeniami, tworząc skomplikowany wzór, jakby to miejsce było stworzone przez samą naturę. Wszystko było pokryte cienką warstwą wilgoci, która odbijała słabe światło, tworząc upiorną atmosferę. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny i pleśni, zmieszany z czymś, co przypominało woń starego drewna.
Każdy krok był echem w pustce, a cisza zdawała się być równie głośna, co jego myśli. Mężczyzna zatrzymał się na chwilę, próbując zrozumieć, co widzi. Wiedział, że coś jest nie tak, ale głosy w jego głowie nadal pchały go do przodu, mimo rosnącego przerażenia.
...Musisz zaakceptować swoje przeznaczenie...
...
...Nie uciekaj przed tym, kim jesteś...
Jego serce biło coraz szybciej, a oddech stawał się coraz płytszy i niepewny. Czuł, że traci kontrolę nad swoim ciałem, jakby coś przejmowało nad nim władzę. W końcu poddał się, pozwalając, by mroczne siły zawładnęły jego umysłem. To było jego odkupienie - a może wieczne potępienie.
...Los jest nieuchronny, przyjmij go z godnością...
/ OBECNIE /
...Obiecałeś...
...
...Nie pomogłeś jej...
- Słyszysz to? - Spytał Smok, rozglądając się nerwowo.
- W mojej głowie już żyje tysiące innych, które nie płacą czynszu, jeden więcej nie robi różnicy.
- Heh. Dla byłego ćpuna to jak łaskotanie, ale niech próbują. - Zaśmiał się Czosnek, choć w jego śmiechu było więcej napięcia niż radości.
Zbliżaliśmy się do serca świątyni, a atmosfera wokół nas gęstniała. Ściany były pokryte starodawnymi malowidłami przedstawiającymi pająki i ludzi w dziwnych, ceremonialnych pozach. Towarzyszyły im też słowa w nieznanym mi języku.
- In templum araneae, voci caligari.
- W świątyni pająka, głos mroczny. - Powiedział jakby od niechcenia Smok.
- Rozumiesz te teksty?
- Łacina była częścią treningu w akademii w Oil-Ren. Na wyższych szczeblach posługiwano się tylko tym językiem.
- ... - Zamyśliłem się lekko.
- Kości. - przerwał ciszę Smok, wskazując na ziemię. - Spójrz na to.
- ...
- Ułożone, jakby... - Smok z trudem przełknął ślinę.
- Jakby próbowali przed czymś uciec.
- Czymkolwiek to coś było, nie zdążyli. - Zauważył, jego oczy skanowały otoczenie w poszukiwaniu kolejnych wskazówek.
Przy każdej ścianie leżały resztki tkanin i starych przedmiotów, jakby świątynia była nie tylko miejscem kultu, ale i schronieniem dla tych, którzy tu przybywali. W centrum pomieszczenia stał posąg pająka, masywny i budzący grozę, a u jego stóp leżał człowiek, wychudzony do granic możliwości, z siwymi włosami pokrytymi brudem i zaschniętą krwią. Zbliżyliśmy się ostrożnie, starając się nie hałasować. Będąc dostatecznie blisko, ukazał nam się podstarzały mężczyzna, który trzyma w rękach martwego szczura. Jego usta były pokryte świeżą krwią zwierzęcia.
- Mój Boże...
Mężczyzna nagle otworzył oczy i spojrzał na nas z dzikim błyskiem. W jego spojrzeniu było coś pierwotnego, coś, co sprawiało, że czułem, jakbyśmy byli obserwowani przez drapieżnika.
- Życie zgodne z naturą jest celem człowieka. - Wyszeptał, a jego głos brzmiał nienaturalnie spokojnie. Te słowa były podobne do cytatów z notatnika Owcena.
- Przeszłość nie ma mocy nad teraźniejszością, chyba że na to pozwolisz.
- Chcemy ci pomóc.
- Człowiek nie jest zaniepokojony przez rzeczy, ale przez swoje myśli o nich. - Odpowiedział, jego oczy błyszczały szaleństwem, ale i głęboką mądrością.
- Nic do niego nie dociera. - Przyznałem zawiedzionym głosem.
- Utrata iluzji jest także początkiem rozczarowania.
- Musimy przeszukać inne komnaty. - Powiedział zdecydowanie Smok. - Może znajdziemy więcej wskazówek, co tu się naprawdę działo.
Chyba najlepszy, jak dotąd utwór, który powstał pod HDS.
Z tą łaciną to regionalizm. U nas mówiło się tak na mowę przesączoną przekleństwami. Piosenka została stworzona w oparciu o słowa, które znajdziemy w świątyni. No i jak ktoś nie wie, to @splash545 jest naszym bezdomnym. Mam nadzieję, że wychwyciłem wszystkie błędy, bo zmieniałem ten tekst kilka razy.
Dzisiaj bez hasła bo krótkie. Plus Bojowen i Pajonk są nieobecni. xD
@Wrzoo pacz jak cię zawołałem. xD
---------LISTA ODCINKÓW---------
01 UMITA DAMA
02 WODNA KRÓLOWA
03 DAVID ENTROPIUS
04 MONGOŁ I GRZYB
05 ŚLEPY ZAUŁEK
06 DZIWNY TROP
07PSALM ROZPACZY cz. 1 (Jesteśmy tutaj)
08 PSALM ROZPACZY cz. 2
Wszystkie linki są w poprzednim odcinku, muszę ogarnąć, jak dodać sam kod, bo dodawanie tego ręcznie (każdego linku z osobna) to masakra.
@Dziwen za⁎⁎⁎⁎sty! Ten dialog końcowy szaleństwo ze stoickimi mądrościami majstersztyk No i w ogóle mega klimat, który dopełnia utwór. Jestem zadowolony z pajęczego odcinka i czekam na drugą część
Ehh Hejto piwo jest dla zarzadu… dla mnie jest deszcz i jeszcze k⁎⁎wa soczku nawet niema na śniadanie… ehh idę cyckow poszukać jakiś fajnych a potem trzeba się brać za coś
A kro mi zabroni was poczęstować tym razem oficjalnym teaserem historii naszego Stoika? Głosy w mojej głowie? Jak zaczną na siebie zarabiać, to pogadamy. Draft jest gotowy, zostały opisy i kilka dialogów. Teraz niech Pajonk żyje w niepewności, czy poczekam z wypuszczeniem odcinka, aż wróci, czy będzie szkalowanie pod nieobecność. XD
Piosenka po łacinie zdradza historię, ale tu nikt tego języka nie zna, więc nie ma obaw o spoilery.
Bydzie mrocznie i niekomfortowo. Wychodzę z założenia, że to ma mnie jakoś rozwijać, dlatego lecimy w naprawdę gruby klimat. Taką mam przynajmniej nadzieję.
Kurde tylko ja oglądałem mecz Wisły Kraków z Rapidem Wiedeń? Cisza na tagu straszna.
Wisła przegrała właśnie pierwszy mecz u siebie 1:2 i może mieć spory niedosyt, bo gdzieś od 60-65 minuty realnie zaczęła deklasować rywala, tak, jakby to ona grała w Austriackiej Bundeslidze, a Rapid był na 10 miejscu 2 ligii za poprzedni sezon (no pierwszej, ale wiecie, że nazewnictwo jest p....ne). Najlepszy był moim zdaniem Sukiennicki, bo chyba nikt mu nie powiedział, że w polskiej lidze się nie drybluje. Kozackie akcje i wejścia, kontrola piłki świetna.
Grali z przewagą zawodnika, ale mimo wszystko, w pewnym momencie wychodziło wszystko, poza ostatnim podaniem i strzałem. Tych szkoda, bo często brakowało bardzo niewiele. Nie ma raczej nadziei na pozytywny rewanż, ale moim zdaniem zaprezentowali się dobrze. Austriacy odetchnęli po ostatnim gwizdku, bo nawet w ostatniej akcji Wisła miała niemal 100% okazję.
Wrzucam to w społeczność Ekstraklasa, bo ten sam poziom mentalny. #mecz #pilkanozna #wislakrakow #ligaeuropy
Jest rok 2009, odpalasz sobie nowego Need For Speeda, spiraconego, bo wiadomo, że jesteś biedakiem cebulakiem, co hajs widział tylko, jak stary wymieniał antyczną Skodę na jakiego Forda u Mirka, co sprowadzał auta z Niemiec. Myślisz, no słabe, bo to NFS Shift i nielegalne ściganie zastąpili jakimś klonem Gran Turismo, czy coś po torach. Nuda, ale w pewnym momencie słyszysz znajome Łooo o o o. I zdajesz sobie sprawę, że Polska Sktonk, bo w NFS'ie jest Jamal . Nawet jakiś taki mniej ... był ten NFS przez moment.
Śmiesznie, bo wczoraj oglądałem jakaś topke gier na xp i koles m.in. wstawił tam Underground 2.
I naszła mnie ochota i nostalgia, chciałem kupić, ale nie dało się nigdzie, chyba EA ma już wywalone na tak stara grę. Więc pobrałem sobie z jakiegoś portalu o starych grach xD. Myślałem że może być kłopot na win11, ale działa legitnie. Pół nocki zarwane, ledwo wstałem do roboty,ale było warto xD
Czyli seria o smaczkach wokół pilskiej piłki, na którą nikt nie czeka, której nikt nie potrzebuje, ale i tak się pojawia. Dzisiaj z podwójną dawką nonsensu.
--------------------
- Czy 10mln złotych z miejskiej kasy wystarczy, by pokonać beniaminka pierwszej ligii, u którego już przed sezonem zakręcono w kranach ciepłą wodę, a piłkarze są utrzymywani na diecie gipsowej, jedząc tynk ze ścian? Przykład Wisły Płock, która zremisowała inauguracyjny mecz z Kotwicą Kołobrzeg pokazuje, że raczej nie.
- Co łączy Christophera Velde (gracz Lecha Poznań) i autonomicznego robota koszącego? Obrazek niżej zawiera odpowiedź.
- Patryk Klimala prawie znalazł klub. Standard Liege, czyli 6 drużyna poprzedniego sezonu ligii belgijskiej po nacisku swoich kibiców wycofuje zainteresowanie zawodnikiem. Jak donosi jeden z lokalnych dziennikarzy, powodem miały być szydercze żarty fanów Śląska Wrocław. Ci rozumiejąc swój błąd, postanowili pierwszy raz na świecie zastosować taktykę odwróconego Besiktasu. Niestety teksty "Klimala please go to Standard Liege!" i "Klimala? Great striker in szatnia!" nie zadziałały. Redakcja Dziwen Sport, rozumiejąc powagę sytuacji, wysyła cyfrową świeczkę [*] z dedykacją dla Wrocławskiego Zoo. Patrząc na pensję Patryka, w tym roku słonie mogą liczyć co najwyżej na dietę.
- Lech Poznań znowu to zrobił. W rankingu klubów, które potrafią rozwścieczyć swoich kibiców najbardziej, ten z Wielkopolski wydaje się być niekwestionowanym liderem, a gdyby przyznawano za to trofea, ich gablota byłaby pełna. W ramach upałów dobroduszny klub postanowił sprzedawać wodę w sklepikach na stadionie po promocyjnej cenie, a każdy kibic dostał pozwolenie na wniesienie drobnych ilości z zewnątrz. Zapytasz - dobra, ale gdzie problem? - w cenie. 5zł za 0.5l, co jest uznawane za standard na innych stadionach, z pominięciem koncertów na Narodowym, bo tam to trzeba zastawić w lombardzie pół wątroby, by mieć hajs na jej przepłukanie wodą. Niektórzy kibice postanowili zapytać retorycznie: "Te 5zł to przed obniżką, czy po?". Klub po zarobieniu 1000zł na szkotach i jakichś 4000zł na wodzie, zmierza po zielone słupki w Excelu, jak po swoje.
W zasadzie to jednej z wielu, ale ciekawej. Tłumaczenie na prawie szybko, więc polecam angielski artykuł, jak znacie ten język. Przez moskitierę rozumiemy to, co macie niżej na zdjęciu, pewnie nr 2.
----------------------------------------
Przez dziesięciolecia moskitiery nasączane środkami owadobójczymi i spryskiwanie tymi środkami wnętrz pomieszczeń, były ważnymi - i powszechnie skutecznymi metodami zwalczania komarów przenoszących malarię. Przez pewien czas zabiegi te usuwały także niepożądane owady domowe, takie jak pluskwy, karaluchy i muchy.
Nowe badanie North Carolina State University, w którym dokonano przeglądu literatury naukowej na temat zwalczania szkodników w pomieszczeniach, pokazuje, że wraz z rozwojem odporności owadów domowych na środki owadobójcze skierowane przeciwko komarom, powrót pluskiew, karaluchów i much do domów doprowadził do nieufności i często porzucenia tych metod zwalczania - a także pośrednio do wzrostu zachorowań na malarię.
Krótko mówiąc, moskitiery i środki owadobójcze, które były tak skuteczne w zapobieganiu ukąszeniom komarów - a tym samym malarii - są coraz częściej postrzegane jako przyczyny odradzania się szkodników domowych.
"Te moskitiery nasączone środkami owadobójczymi nie były przeznaczone do zabijania szkodników domowych, takich jak pluskwy, ale były w tym naprawdę dobre" - powiedział Chris Hayes, współautor pracy. "To było to, co ludzie naprawdę lubili, ale środki owadobójcze nie działają już tak skutecznie na szkodniki domowe".
"Efekty uboczne są zwykle szkodliwe, ale w tym przypadku były korzystne" - Coby Schal, współautor.
"Wartość dla ludzi niekoniecznie polegała na ograniczeniu malarii, ale na zabijaniu innych szkodników" - dodał Hayes. "Prawdopodobnie istnieje związek między stosowaniem tych moskitier a powszechną odpornością szkodników domowych na środki owadobójcze, przynajmniej w Afryce".
Naukowcy dodają, że do wzrostu zachorowań na malarię mogą przyczyniać się również inne czynniki - na przykład głód, wojny, podziały między wsią a miastem oraz przesiedlenia ludności.
W jednej z prac - na podstawie ankiety przeprowadzonej w 2022 roku w 1000 gospodarstw domowych w Botswanie - stwierdzono, że podczas gdy 58% z nich najbardziej martwiło się komarami w domach, ponad 40% najbardziej martwiło się karaluchami i muchami.
"Istnieją pewne dowody na to, że ludzie przestają używać moskitier, gdy te nie zwalczają szkodników"
Myślę, że ciekawy temat. Autorzy sugerują dwa rozwiązania, z których jedno wydaje się być zarówno proste, jak i potencjalnie skuteczne. Dodatkowy środek owadobójczy stosowany na dole moskitiery. Ogólnie sama PRACA NAUKOWA była na podstawie 28 innych, które wyselekcjonowano z puli 1200, tak by pasowały do tematu.
----------------------------------------
No, znowu godzinka zmarnowana, dlatego dajcie znać, czy info jest spoko.
Tego typu rzeczy ode mnie, choć niekoniecznie w formie artykułu do czytania można szukać w społeczności CZARNA DZIURA INTELEKTU .
.. albo jeszcze się nie obudziłem, albo mam wrażenie, że połowa tego to jest powtarzanie jednego i tego samego zdania "tak żeby facetka się nie skapnęła"
@NiebieskiSzpadelNihilizmu pewnie dałoby się to sklecić w kilka linijek mniej, ale trudno mi wycinać same cytaty, stąd pewnie takie wrażenie, bo o ile moim zdaniem każdy z nich dodaje coś do tematu, jak motyw ludzkiego działania, tak faktycznie zaczynają się od stwierdzeń, które już padły w opisie na początku.
@Dziwen muchy i karalucha nie zabije. To sobie oleje temat całkowicie i pewnie zachoruje na malarię... No logika cudowna. Tam naprawdę potrzeba chociaż szczątkowej edukacji:/
Z moskitierami jest też taki problem, że z tych rozdawanych w ramach pomocy powszechnie robi się sieci rybackie, bardzo skuteczne zresztą.
Po prostu niektórzy wolą się najeść i zaryzykować chorobę, co niestety niesie mnóstwo dodatkowych problemów (np. moskitiery mają tak drobne oczka że łowią wszytkie najmniejsze ryby, zanim zdążą urosnąć).
Wyjątkowo pozwolę sobie podrzucić film znaleziony w tym drugim portalu, który dużo tłumaczy m.in. o moskitierach właśnie:
I dla zaawansowanych, zwyczajowo polecam też lekturę książki "Dziękujemy za palenie", którą zalecono mi preczytać, zanim sam pojechałem "pomagać"
Był za darmo PDF na stronie PAH-u, ale coś nie widzę Jeśli ktoś by chciał, to poszukam u siebie, lektura też otwiera oczy na całe to nasze "pomaganie".
O co dokładnie chodzi w Blue Screenach z ostatniej awarii i jak one w ogóle działają w Windowsie? O Kernel modzie, o tym, jak CrowdStrike wykorzystuje do niego dostęp itp. Lubię filmiki Dave'a , a może ktoś go nie zna jeszcze.
Nie wiem czy ktoś to już wrzucał, najwyżej Owcen skasuje dubla.
Ja słuchałem robiąc coś innego i szczerze mówiąc niewiele zrozumiałem. Ciekawostka, że obecny CEO Crowdstrike, George Kurtz, był też CEO McAfee 15 lat temu, kiedy też im wszystko pierdyknęło.
Kernel to jądro systemu, do którego dostęp mają tylko sam system i sterowniki, które muszą się bezpośrednio komunikować z maszyną. Każdy błąd w tamtym miejscu może oznaczać, że kluczowe sekcje systemu zostaną nadpisane i awaria będzie potężna. Blue Screen ma temu odpowiednio wcześniej zapobiedz, blokując system, który da się nadal odzyskać przez różne tryby uruchamiania i odinstalowanie wadliwych sterowników.
CrowdStrike to firma/soft, który zabezpiecza serwery i urządzenia firmowe, a mimo że nie jest sterownikiem, używa kernel moda do nadzorowania programów i systemu na wyższym poziomie. Firma, chcąc działać szybko, nie czekając na ataki, łata zagrożenia bez wcześniejszego wysyłania kodu do Microsoftu, żeby ten otrzymał cyfrowy certyfikat, potwierdzający bezpieczeństwo i bezawaryjność.
W konsekwencji wkradł się błąd i zablokowali masowo urządzenia. Ich program celowo blokuje możliwość odpalenia Windowsa bez CrowdStrike'a, co sprawia, że normalna metoda odzyskiwania kontroli nad systemem nie zadziała (tryb ze zmniejszoną ilością wczytywanych sterowników).
Ktoś mnie może poprawić, jak coś przekręciłem, ale mam wrażenie, że sens jest zachowany.
Mówię ci PILUP, zaczynasz od Growl, potem dojeżdżasz delikwenta Poundem, a jak ma specjalne słabości, to nie bawimy się w podchody. Wyciągasz Water Guna i dajesz pociskom zatańczyć fokstrota. No, tylko dopalę fajka i bierzemy się za tego dzieciaka z Turtwigiem.
@Zjedzon gdybym był trenerem, to bym palił. Miałbym zadymiony kantorek, jakąś gołą kobitę na plakacie i puchar zdobyty za staranie, a nie realnie wynik sportowy, ale przecież nikt tego nie sprawdza.
@Dziwen najgorzej jest siedzieć bezproduktywnie, bo czas wolno leci. Tylko i wyłącznie z tego tytułu trzymam stałą produktywność, bo bym oszalał w robocie, jakbym nie miał co robić.
Czyli nikomu nie potrzebne podsumowanie meczu, wraz z zachętą do pogawędki, jeżeli ktoś z was też oglądał.
Przede wszystkim można powiedzieć, że to było całkiem porządne spotkanie. Fajnie że akcja nie była tylko pod jedną z bramek. Dwie kontrowersje, choć moim zdaniem rozegrane dobrze, bo po lekkim kontakcie w pierwszej połowie mógł być podyktowany rzut karny dla Jagiellonii, ale według nowych zasad takich się nie dyktuje, co dla mnie, jako neutralnego kibica jest fajne. W drugiej połowie lekkie kopnięcie zawodnika Puszczy, potencjalny karny, moim zdaniem podobnie lekki, choć tym razem sprawdzany dość długo, przez szukanie spalonego, który miał nastąpić wcześniej. Wreszcie sędzia został zawołany do monitora i co dziwne, sam zadecydował, że był spalony, patrząc na powtórki. Decyzja z duchem gry, choć od strony przepisów, Dziwen.
• Highlightem spotkania moim zdaniem było wejście na boisko Villara i Moutinho, bo po ich akcji padł pierwszy gol. Widzę oczami wyobraźni, jak przy lepszym ograniu mogą zacząć hulać na lewej stronie.
• Na plus też Diaby. Gdyby nie strzelił, a był w swojej akcji mega egoistyczny, to była by drama, a tak trudno go sądzić. Marczuk, który był na wolnej pozycji też nie jest jakimś specem od wykańczania. Fajna scena, jak biegnie tulić pewnie ojca po strzeleniu gola.
• Abramowicz się nie spalił, a mógł (Bramkarz).
• Puszcza jako całość moim zdaniem zagrała fajnie i miała swoje okazje, a z Lee Jin-Hyuna może być naprawdę fajny grajek. Ten strzał w okienko, to aż szkoda, że nie wpadł.
× Anty-highlightem jest Skrzypczak. Ten koleś to taki nieogar, że jak wyjdzie w podstawie na puchary, to z automatu 0:1 dla przeciwnika. Absolutne zero obczajki, że ma rywala za sobą i kiwa będąc ostatnim obrońcą.
Takie Dziwen podsumowanie meczu dla nikogo. Ogólnie fajne spotkanie i można bez problemu lecieć z odtworzenia.
× Anty-highlightem jest Skrzypczak. Ten koleś to taki nieogar, że jak wyjdzie w podstawie na puchary, to z automatu 0:1 dla przeciwnika. Absolutne zero obczajki, że ma rywala za sobą i kiwa będąc ostatnim obrońcą.
Ale umie podać i rozegrać i to się liczy. W Jadze nikt nie umie bronić w sumie
@zachlapany_szczypior jasne. Zwyczajnie on moim zdaniem jest najgorszy, a tylko fart sprawił, że z tych jego podań nie padły gole dla przeciwnika. Oglądając jego grę wczoraj miałem flashe z jego początków w Jadze, gdzie ktoś jednak był w stanie te błędy wykorzystywać.
@paulusll właśnie oglądam z odtworzenia i nie czaję, jak zespół, który nie ma ani jednego lewego obrońcy, może za swój priorytet wyznaczać jakiegoś pomocnika. No ale Dawid Balda to najlepszy dyrektor sportowy w Polsce (zawsze tak o sobie mówi), więc on pewnie wie lepiej. XD
@Dziwen Ja sytuację z VAR interpretuję tak, że sędzia nie sprawdzał na powtórce czy był spalony, ale czy można uznać spalony jako fazę gry bezpośrednio poprzedzającą ewentualny faul na polu karnym, czy była to oddzielna akcja.
@favien-freize w sumie ma sens. Nie pamiętam już co dostał na ekranie, ale jeżeli mu cofnęli akcję aż do spalonego, na podglądzie, to kupuję taką interpretację.
Mam nadzieję, że nikogo nie rozczaruje forma tekstowa w tej społeczności. Postaram się to opisać w miarę skrótowo.
Tydzień temu na plaży, na wyspie Sanday będącej w archipelagu Orkady, znaleziono 77 grindwali długopłetwych wyrzuconych na brzeg, co jest największym jak dotąd odnotowanym tego typu przypadkiem. Część z nich jeszcze żyła po odnalezieniu, ale nie udało się im pomóc. Miało to miejsce niemal dokładnie rok po tym, jak 55 grindwali długopłetwych skończyło w podobny sposób na wyspie Lewis, na Hebrydach. Wtedy jeden wodny ssak przeżył. Według organizacji zajmującej się badaniem tego typu zjawisk w Szkocji (SMASS) i jej dyrektora dr Dr Andrew Brownlowa, trend rośnie wykładniczo.
Od 1992 roku odnotowano 13 podobnych zdarzeń, a 10 z nich w ciągu ostatniej dekady. Dowody wskazują, że sytuacja będzie się tylko pogarszać. Same grindwale długopłetwe mogą osiągać ponad 7 metrów długości i występują w umiarkowanych wodach na całym świecie. Ich angielska nazwa to PILOT whales, co odnosi się do ich skłonności podążania za osobnikiem prowadzącym, czasem nazywanym właśnie pilotem. Stąd ich niemal samobójcza chęć towarzyszenia np. choremu osobnikowi na lądzie.
W przeszłości winą za wyrzucanie na brzeg były obarczane trudne warunki pogodowe, choroby i burze słoneczne, które miały zakłócać naturalny system nawigacji tych ssaków. Poprzednio nie udało się dokładnie przebadać tych zwierząt ze względu na opóźnienia, upały i szybki rozkład zwłok. Obecnie przeprowadzono sekcję 20 osobników.
"Z kałamarnicami w żołądkach było jasne, że zwierzęta niedawno jadły" - mówi Mariel ten Doeschate, jedna z naukowców, wykluczając chorobę jako przyczynę wyrzucenia na brzeg. Wyjaśnia, że to były "bardzo zdrowe wieloryby", składające się nie z jednego stada, ale "agregacji mieszanych klanów, kilku różnych stad, które spotykają się, aby się rozmnażać". Wśród nich były dwa młode osobniki w wieku dwóch lub trzech tygodni, a co najmniej jedna z samic była w ciąży.
Co najważniejsze, Doeschate zauważa, że ich pozycja na plaży była "skupiona wokół kluczowych zwierząt w grupie". Sugeruje to, że zostały one przestraszone i wyszły na brzeg w ramach "reakcji na stres". Mogły uciekać przed drapieżnikami - orki były widziane w okolicy, mówi. Jednak skala wypadków na Orkadach może potwierdzać od dawna utrzymywane podejrzenia, że odpowiedzialne za nie były niezwykle głośne dźwięki powodowane przez ludzi.
W narządzie Cortiego osadzone są malutkie komórki włoskowate, które przekształcają dźwięki w sygnały elektryczne, które mogą być rozumiane przez mózg. Doeschate uważa, że tam znajdą dowody w postaci mikrouszkodzeń spowodowanych, przez silne dźwięki. Z racji bardzo trudnego dostępu do tego narządu, kość będzie musiała być rozpuszczana w pewnym roztworze nawet rok, zanim komórki włoskowate będą dostępne do badania.
Szef SMASS uważa, że za wszystko odpowiada fatalna kombinacja czynników. Ocieplające się wody wokół Szkocji zachęcają grindwale, ale też ich potencjalne ofiary do zapuszczania się w te tereny, których linii brzegowej często nie znają. To też zachęca do rozmnażania w tamtych rejonach. Ostatnim czynnikiem ma być właśnie hałas, często powodowany przez działalność człowieka, na którego szkodliwy wpływ wskazują od lat 80-tych naukowcy.
Brownlow zaleca jednak ostrożność, sugerując, że naturalne trzęsienia ziemi również mogą mieć taki sam efekt. Niezależnie od przyczyn wydarzenia na Orkadach, jego konsekwencje są poważne, nie tylko dla waleni, ale także dla zdrowia naszych mórz. Brownlow, wyważony i ostrożny naukowiec, przekazuje jednak surowe ostrzeżenie: "Musimy naprawdę uważać na to, co jeszcze robimy na tych wodach."
------------------------------------------
I tak się moi drodzy wywala do kosza ponad godzinę z życia na tłumaczenie, skracanie i sprawdzanie faktów/nazewnictwa. Mam nadzieję, że komuś się spodoba. : )
@Half_NEET_Half_Amazing zależy o co pytasz. Jak o to, czemu ostatnio mieli opóźnienia, to trzeba pamiętać, że teren nie jest wcale taki mały, bo mówimy o kilku archipelagach wokół Szkocji, ktoś musi to odpowiednio szybko zgłosić, jak masz złą pogodę, to chyba można mieć zakaz lotów. No i sam fakt, że to trochę jak ze strażakami, tylko że tu pożar wybucha raz, może dwa razy do roku. Trudno też ocenić, jakie mają dofinansowanie i możliwości.
Ich angielska nazwa to PILOT whales, co odnosi się do ich skłonności podążania za osobnikiem prowadzącym, czasem nazywanym właśnie pilotem. Stąd ich niemal samobójcza chęć towarzyszenia np. choremu osobnikowi na lądzie.