Mit boga z brodą. Czy Aztekowie naprawdę uznali Cortésa za Quetzalcoatla?
W historii funkcjonuje od lat kuszący, wręcz filmowy obraz: Hernán Cortés, hiszpański konkwistador, staje na wybrzeżu Meksyku w 1519 roku i zostaje powitany przez władcę potężnego azteckiego imperium jak długo oczekiwany bóg. Moctezuma II, zamiast bronić swojej stolicy, zaprasza obcych do pałacu i przekazuje im hojne dary. Dlaczego? Bo uznał, że Cortés to powracający Quetzalcoatl - bóg wiatru, nauki i cywilizacji, który według azteckich wierzeń miał odejść na wschód i kiedyś wrócić. Historia tak dobrze wpisuje się w symboliczny schemat "upadku przez złudzenie", że trudno się jej oprzeć. Ale coraz więcej badaczy podważa tę narrację. I mają ku temu bardzo solidne podstawy.
Napisałem to głównie dlatego, że znalazłem kilka artykułów w dużych gazetach, które podają ten mit, jako fakt historyczny. W rzeczywistości przynajmniej od 2003 roku uznaje się go za nieprawdę.
Głos sprzed wieków, czyli co naprawdę mówią źródła
Najstarsze relacje z czasu podboju Meksyku nie zawierają wcale informacji o tym, że Aztekowie uznali Cortésa za boga. Sam Cortés w listach do króla Karola V - napisanych zresztą z wyraźnym zamiarem usprawiedliwienia swoich działań - cytuje rzekomą mowę Moctezumy, w której ten przyznaje, że hiszpański monarcha jest jego prawowitym władcą, a Cortés działa w jego imieniu. Fragment ten, napisany w duchu politycznej autoreklamy, nie zawiera żadnej wzmianki o Quetzalcoatlu. W rzeczywistości brzmi bardziej jak deklaracja lojalności podbita retoryką podporządkowania, która dobrze wyglądała na papierze przesyłanym do Europy.
W jednym z fragmentów Cortés cytuje Moctezumę mówiącego: „Zobacz, że jestem z ciała i krwi jak ty i wszyscy inni ludzie, i jestem śmiertelny i materialny” . Gdyby Moctezuma rzeczywiście uznał Cortésa za boga, Hiszpan z pewnością by to odnotował, by wzmocnić swoją pozycję i legitymizować podbój.
Relacja Bernala Díaza del Castillo, jednego z żołnierzy biorących udział w ekspedycji, także milczy na temat boskiej identyfikacji Cortésa. Díaz, pisząc swoje wspomnienia w latach 60. XVI wieku, podkreślał wojskowy aspekt wyprawy i często przypisywał sukces armii hiszpańskiej nie boskiej interwencji, lecz sprytowi, determinacji i brutalności. W jego opisie Moctezuma jest raczej ostrożnym, nieufnym władcą, niż naiwnym kapłanem wpatrzonym w mit.
Dopiero późniejsze teksty, pisane przez hiszpańskich misjonarzy, zaczynają budować narrację o Cortésie jako rzekomym bogu. Najbardziej znany z tych źródeł to Florentine Codex, opracowany przez franciszkanina Bernardino de Sahagúna między latami 1540 a 1560. Oparty na wywiadach z miejscową ludnością, zawiera wersję przemowy Moctezumy, w której ten rzekomo oddaje władzę boskiemu przybyszowi. Problem w tym, że Sahagún pisał ponad trzy dekady po wydarzeniach i sam był mocno zainteresowany ukazaniem religii Azteków jako naiwnej, by skuteczniej uzasadniać chrześcijańską misję.
Historia napisana przez zwycięzców
Nowoczesna historiografia coraz śmielej kwestionuje autentyczność tej narracji. Camilla Townsend, historyczka specjalizująca się w źródłach rdzennych mieszkańców Ameryki, argumentuje w artykule „_Burying the White Gods_” (American Historical Review, 2003), że przekonanie, jakoby Moctezuma uważał Cortésa za boga, nie znajduje potwierdzenia w żadnym źródle bliskim czasowo wydarzeniom. Co więcej, jej zdaniem opowieść ta została skonstruowana po fakcie - i to niekoniecznie w złej wierze, ale raczej jako efekt kulturowego nieporozumienia, propagandy i tłumaczenia sobie katastrofy, której skali nie dało się racjonalnie pojąć.
Zarówno dla Hiszpanów, jak i dla podbitych ludów, ta wersja historii była po prostu wygodna. Dla konkwistadorów oznaczała legitymizację ich brutalnych działań - nie złamali potężnego imperium podstępem i przemocą, ale „odebrali” to, co było im rzekomo dane. Dla Kościoła była potwierdzeniem, że pogańskie religie były naiwne i słabe - skoro ich wyznawcy potrafili pomylić człowieka z bogiem. Nawet dla samych Azteków, a raczej tych, którzy przeżyli i musieli żyć w nowej rzeczywistości, mogło to być formą wyjaśnienia: nie przegraliśmy, bo byliśmy słabi - przegraliśmy, bo to była wola bogów.
Zamiast mitu: strach, polityka i wojna
Co zatem mogło rzeczywiście stać za zachowaniem Moctezumy? Zamiast wierzyć w cudowne proroctwa, lepiej spojrzeć na sytuację z perspektywy politycznej i psychologicznej. W 1519 roku azteckie imperium było osłabione, wewnętrznie skonfliktowane, a wiele podporządkowanych ludów - jak Tlaxcalanie - było gotowych sprzymierzyć się z każdym, kto obieca uwolnienie od danin i przymusowych ofiar. Cortés nie był bogiem - był wyrachowanym graczem, który wykorzystał te napięcia do własnych celów.
Moctezuma, z kolei, nie był naiwnym mistykiem, ale władcą próbującym zyskać na czasie. Dary, zaproszenia i grzeczności - często interpretowane jako dowód religijnego złudzenia - można też odczytać jako element politycznej strategii. Władca, który nie zna przeciwnika, może próbować najpierw go udobruchać. Niestety, ta strategia zawiodła.
Koniec z bajką
Mit Cortésa jako Quetzalcoatla jest jednym z najbardziej uporczywych fałszów, jakie przylgnęły do opowieści o podboju Ameryki. Żyje w muzeach, podręcznikach, filmach i anegdotach. Ale współczesna historia coraz wyraźniej pokazuje, że to nie boskość Hiszpana zadecydowała o losie Azteków, lecz broń, sojusze, choroby i polityczna rzeczywistość.
------------
Tekst powstał trochę pod test nowego sposobu dodawania wpisów, nad którym pracuję, trochę na wzór Imperium Romanum, gdzie muszę się skupić tylko na wyszukiwaniu i pisaniu, a skrypt wgrywa sformatowany tekst za mnie w określony dzień. Przynajmniej w teorii tak to powinno działać. Zobaczymy. TLDR: Testy na produkcji! xD
I na koniec cios prosto w ... od @bojowonastawionaowca . Bardzo się cieszę, że wreszcie będę mógł sobie odblokować powiadomienia i żyć spokojnie, choć z dyskomfortem. xD
Tak więc #perypetiedziwena z dedykacją dla wszystkich, którzy przyłożyli łapy do tego, co tu się wydarzyło. Oby was spotkał los przynajmniej podobny, a Liderzy niech się dobrze zastanowią, bo Starter Pack tam też jest niewygodny. xD
Przyszedł nowy ziomeczek wczoraj i chyba się znowu zakochałem. Nie do końca jeszcze rozumiem jak to się operuje, bo sporo tu się różni od moich innych aparatów, ale łatwość z jaką cyka się zdjęcia, jak i łatwość łączenia tego z androidem jest jak skok w przyszłość.
Spodziewałem się, że spadek jakości będzie przynajmniej trochę odczuwalny, bo zmieniam APS-C na M43, a jest odwrotnie (pewnie przez to, że jednak porównuję różne generacje aparatów).
Zdjęcia nie są jakieś wybitne, zwłaszcza nieostry bączek (bo strzela dyletant), ale widzę potencjał, no i znowu się jaram. XD
-------
Olympus OM-D E-M10 Mark IV, a obiektyw to Panasonic G 42.5mm f/1.7
Fotki z moim własnym presetem z Lightrooma, trochę matowym, bo takie lubię najbardziej.
Jestem amatorem ale największą bolączką w tym aparacie jest brak możliwości podłączenia spustu migawki na kablu. Wszystkie zdjęcia z długim czasem otwarcia migawki ze statywu trzeba robić zdalnie przez aplikację 🫤
Trochę testowy rysunek. W zasadzie cały dzień męczyłem się z tym, jak tego typu niebo narysować. Chyba pomogło dodanie szumu i nie przesadzanie z kontrastem.
A w sumie. Nocna edycja CZERSTWEGO! - wybucha jebutna armata z konfetti.
Hejto city, czy mnie słychać?!
Cisza mą odpowiedzią.
W akompaniamęcie wycia @bojowonastawionaowca i majowych kropel deszczu, cieknących po ścianach pewnego mieszkania pod Częstochową, zapraszam. Udziwnijmy sobie noc. xD
chyba pora w końcu zagrać w tego HL2. z tego co pamiętam to ta gra ma mieć jakąś rewolucyjną fizykę
a co do czwartego mema to w UK robił ze mną kiedyś taki Krzysiek, co go narzeczona zostawiła dla Rumuna którego poznała pod bankomatem xDDD tak mi się ta historia przypomniała
Ech. Dokonało się. Mechanizm automatycznej regulacji przesłony padł w moim głównym aparacie i wygląda na to, że jego piękny lot skończon tam, gdzie od dawna wiadomo było, że trafi. Pentaxy mają wadę fabryczną, a może po prostu ... element, który w tych średnich i tanich modelach pada po określonym czasie i można niby przy tym samemu dłubać, ale z tego, co czytałem, to lekka droga przez mękę. Miałem pod ręką w sumie tylko jeden w 100% ręczny obiektyw (udawane makro) i ten działa bez problemu, więc chociaż tyle. Ogólnie K-S1 to był dramat pod wieloma względami, ale swój dramat. Może i autofokus działał, jak lufa w czołgach z końca 1 Wojny Światowej (pod kątem szybkości i dźwięku, jaki wydawał, serio xD), a to, czy zdjęcie wyjdzie dowiadywałeś się dopiero po kilku strzałach testowych, ale to był swój chłop. Ech. Czeba się rozejrzeć za nowym ziomeczkiem, chociaż nie uśmiecha mi się znowu kupować obiektywów. Także ten. Została zabawa ręczną fotografią w pochmurne dni, jak ten dzisiaj (w sumie nawet nie najgorzej wyszedł ten bączek, mimo moich koślawych łap i braku statywu - bo lenistwo). xD
-------
#gorzkiezale #fotografia #dziwenfotografujeowady < bo lubi
@Dziwen wodzu, ten tzw. "solenoid" się naprawia w 15-30 minut. Sam wymieniłem już kiedyś w K-50 na nowy z Ali - wtedy za 25zł, teraz widzę 50-100zł kosztują, a można też próbować rozbierać stare napędy CD-ROM bo bodaj taki sam dynks był odpowiedzialny za wyrzut tacki/płyty. Tam nawet nie trzeba przelutowywać całego elementu, tylko wystarczy sam "środek" przełożyć - odkręcasz go, wymieniasz i przykręcasz nowy.
Ja długo używałem "kredki" tj. K-r i jakoś mimo wady fabrycznej (naprawili co prawda, ale później znowu wróciła - klepanie), do dzisiaj go posiadam (działa dobrze z naładowaną baterią, i obiektywami oryginalnymi, manuale totalnie nie działają przez tą wadę). Na pentax org pl znajdziesz może kogoś kto pomoże naprawić
@Dziwen Dobrze, że teraz są notatki. Wcześniej jak sprawdzałem kogo mam w zablokowanych to miałem: "Ale kto to jest i czemu jest tutaj" i robiłem to co na memie zazwyczaj XD
W sumie pokażę wam nad czym siedzę od dwóch tygodni. W sumie sam nie wiem po co tyle czasu na to tracę. Może sobie zrobię nadruk na jakiejś bluzie, jak kiedyś to skończę. W rogu zostawiłem ptaszka na którym się wzorowałem.
Ogólnie nie spodziewałem się, że nóżki mnie zamordują, bo okazały się absolutnie najtrudniejsze i trochę zmieniłem koncept dodając jeszcze nieskończoną gałązkę.
Apka pokazuje w sumie 16h i to czas liczony tylko, jak na ekranie pojawiają się kreski. Trochę mnie już ręka boli, bo to jakieś kilka tysięcy linii mazianych palcem, nie licząc tego, że kilka elementów (jak podbrzusze) rysowałem po kilka razy, bo coś mi tam nie pasowało. Daleka droga od rysowania awatarów do tego. XD
-----------
#tworczoscwlasna #dziwenrysuje #niecodziennyptaszek może mu rączki narysuję na końcu, żeby pasował do niecodziennego. XD