Zdjęcie w tle

Dziwen

GURU
  • 824wpisy
  • 7665komentarzy

To tylko przerwa...

Człowiek szanuje lasy, jest eko i większość książek ma w formie cyfrowej, a potem nawet pieczątki nie dostanie, bo Manat pokemona nie potrafi na Kindlu postawić, bo mało mu miejsca. (╯°□°)╯︵ ┻━┻


#domowabiblioteczka #sowapogodzinach #dziwensiezali @Rozpierpapierduchacz

efe598ca-e86a-46de-894a-08b0ac242785

Zaloguj się aby komentować

SAMO GĘSTE

POGOŃ SZCZECIN EDYSZYNvol. 2

Czyli nikomu niepotrzebne newsy wracają z kopem w drzwi i wchodzą do pokoju, który był pustostanem. Zapraszam.


-----------

Warto wrócić do pierwszego wpisu o Pogoni , o ile ktoś go nie przeczytał, bo ten tekst pewnie w mniej śmieszkowy sposób wyjaśni co działo się dalej. Ostatnio skończyliśmy na tym, że Brazylijski Książe [Nilo Effori] jest gołodupcem, a Jarosław Mroczek, czyli osoba reprezentująca firmę, która poprzednio miała 85% akcji klubu nie zabezpieczył się na taką ewentualność. Alex Haditaghi [pierwszy inwestor, którego oferta została odrzucona] był poza grą, choć ujadał zza płotu. 

-----------


BRAZYLIJSKI KSIĄŻE I PLAN DOSKONAŁY

Zastanawiacie się pewnie: po co ktoś kupuje klub piłkarski, jeśli nie ma pieniędzy? Otóż Effori miał plan. Genialny. Sprytny i absolutnie skazany na sukces. Gdy rozmowy z Haditaghim zakończyły się katastrofą, a były już właściciel Pogoni, Jarosław Mroczek, desperacko szukał kogokolwiek, kto weźmie na siebie to finansowe cudo, pojawił się Effori. Oferował nawet więcej niż Haditaghi! Tylko że był jeden haczyk: nie zdradził, skąd weźmie pieniądze.


Oficjalnie zapłacić za to miał fundusz o generycznej nazwie Sport Strategy and Investments, a jak wyglądała prawda? Nie stał za nim nikt. W rzeczywistości Effori miał tylko ustne zapewnienie od bliżej nieokreślonego inwestora z Izraela i paru znajomych, w tym jakiegoś agenta piłkarskiego. Nie było żadnej gwarancji, żadnej umowy, żadnych pieniędzy na stole. Po prostu czyste powietrze i nadzieja, że wszystko się jakoś ułoży. Tylko przypadek zdecydował, że ów inwestor wycofał się w dniu przejęcia klubu. Można sobie wyobrazić minę Efforiego, gdy zdał sobie sprawę, że kupił klub, nie mając na to ani grosza. Co zrobił wtedy nowy właściciel? Obiecał, że znajdzie nowego inwestora.


No i znalazł. ALEXA „Mówię Prawdę” HADITAGHIEGO. Dobrze czytasz. Nowy właściciel Pogoni po miesiącu gorączkowych poszukiwań inwestora znalazł dokładnie tego samego człowieka, którego wcześniej odrzucono, bo był zbyt skory do ujawniania szczegółów tajnych negocjacji w mediach. Czyli dosłownie wróciliśmy do punktu wyjścia, tylko z jeszcze większym chaosem. Oczywiście Effori szukał kogoś innego, ale okazało się, że nikt nie chce kupić polskiego finansowego trupa. Z pewnością jest to zaskakujące.


Alex jest jednym z tych ludzi, którzy lubią sobie trochę pokłamać, ale ciotka Grażyna stajl, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy wrzucił zdjęcie szczecińskiej katedry z grafiki google, jako swoje zdjęcie, które miało udowodnić, że właśnie jest w mieście i zwiedza, bo pikne? No właśnie. Zapytasz - Jak został zdemaskowany? Otóż katedra była w remoncie i ma nowy kolor dachu, co nie dostało się jeszcze do googla. xD


IV LIGA JUŻ MACHA

Za chwilę - dosłownie za tydzień lub dwa - Pogoń czeka kolejny etap tej telenoweli: piłkarze będą mogli rozwiązać kontrakty z winy klubu, a to nie oznacza tylko, że odejdą. Oznacza to, że klub będzie musiał wypłacić im CAŁE zaległe wynagrodzenia, plus odsetki, plus resztę kontraktu, jeśli nie znajdzie się inne rozwiązanie. Nie zaskoczę was pisząc, że w Szczecinie po prostu nie ma na to pieniędzy. W klubie jest 13 zagranicznych zawodników i wielu z nich gra w pierwszym składzie. Trudno oczekiwać, by chcieli w Pogoni pozostać i ryzykować, że każdy kolejny miesiąc będą marnować za darmo, bo tak by się to mogło skończyć w przypadku ogłoszenia przez klub upadłości. Niektórzy czują się związani z klubem i będą gotowi pozostać tak długo, jak trzeba, choć trudno powiedzieć ilu dokładnie ich jest.


NO TO MOŻE TEN ALEX?

Nie ma jak, nawet gdyby chciał i gdyby ktokolwiek mu ufał - nikt mu nie ufa. Inwestor jest gotowy wyłożyć pieniądze, ale za udziały, których Effori nie może sprzedać. Ostatnio pisałem, że poprzedni właściciele nie przygotowali się na to, że Nilo może być gołodupcem i po części jest to prawda. W umowie nie było żadnych zapisów na taki wypadek, dlatego Jarek Mroczek zgłosił sprawę do sądu gospodarczego, który zamroził akcje spółki do czasu, gdy sprawa się nie wyjaśni lub zaległa kasa się nie znajdzie. Sądy gospodarcze bywają szybsze, niż zwykłe, ale trudno uwierzyć, by decyzja mogła zapaść w tydzień lub dwa. 


Jeżeli Pogoń faktycznie z hukiem spadnie do IV ligi, co jeszcze jest w miarę odległą wizją, to pojawi się kolejny problem - co zrobić ze stadionem, który kosztował trochę ponad 360mln zł i został ukończony jakieś dwa lata temu. Miasto w takim przypadku będzie musiało znaleźć dla niego inne zastosowanie - i ponosić gigantyczne straty. Nawet w I lidze klubu nie byłoby stać na grę, na tak dużym obiekcie. 


----------------------------

Teksty z tej serii lądują w społeczność:

SAMO GĘSTE | SPORTOWE

I pod tagiem #samogeste

----------------------------

#ekstraklasa #pilkanozna #patologiabiznesu #pogonszczecin

6807aec5-9ace-422f-8d35-dc0e0e4afa52

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry. XD

@owczareknietrzymryjski @KatieWee @Rozpierpapierduchacz

-----------------

Trochę #perypetiedziwena , trochę #perypetiemanata , trochę #domowabiblioteczka , trochę #heheszki , trochę #czerstwyhumor i trochę #memy .

c6059764-f196-495f-9d5b-0fe29a6bc39d

Zaloguj się aby komentować

KANADA

PODWODNA BAGIETKA WYNURZYŁA SIĘ W NOWEJ SZKOCJI

To będzie krótki wpis, który trochę sprostuje to, na co mogliście trafić w sieci.


----------------------

W mediach społecznościowych obrót robią zdjęcia łodzi podwodnej, która wynurzyła się 10 marca w Nowej Szkocji i zacumowała w porcie Halifax. Narracja kreowana głównie przez obserwatorów amerykańskich i kanadyjskich wokół tego wydarzenia, sprzedaje historię, że to pokazanie siły przez Macrona, którego Francja jest gotowa bronić integralności terytorialnej Kanady po tym, jak Trump zaostrzył wojnę handlową. Może Francja byłaby na to gotowa, z tym dyskutował nie będę, ale sama akcja z podwodną bagietką ma podłoże finansowe.


Kanada kilka miesięcy temu zorganizowała przetarg na nowe łodzie podwodne. W sumie 12 jednostek bojowych ma zasilić ich flotę do 2035 roku. Francuskie przedsiębiorstwo Naval Group jest bliskie dopięcia tego kontraktu, który wymaga specjalistycznych testów, bo łodzie będą funkcjonować również w wodach skutych lodem. Na zajęciach jest Tourville, trzeci egzemplarz klasy Suffren zbudowany w bazie Naval Group w Cherbourg-en-Cotentin.


To, co widzimy jest po prostu jazdą próbną. Ostatecznym testem. Kontrakt ma być jednym z największych w ostatnich latach, bo to około 40 miliardów Euro.


Sama firma jest numerem jeden w Europie, w swoim sektorze i rok temu dopięła podobny deal - choć na sporo niższą sumę - z Niderlandami.


---------------------

Swoją drogą przyzwyczajacie się do używania nazwy Niderlandy, zamiast Holandia?

---------------------

Można obserwować:

Agencja Prasowa WDN i tag #apwdndziwen


#usa #kanada #politykazagraniczna #wiadomosciswiat #francja


Źródełka dzisiaj mamy francuskie. Pewnie dlatego jest tak dużo fałszywych narracji wokół tego wydarzenia:

https://actu.fr/normandie/cherbourg-en-cotentin\_50129/un-sous-marin-nucleaire-barracuda-traverse-latlantique-pour-la-premiere-fois-et-fait-escale-en-mode-vrp\_62357584.html

https://actu.fr/normandie/cherbourg-en-cotentin\_50129/sous-marins-au-canada-naval-group-se-lance-avec-le-barracuda-et-lorgne-un-marche-a-40-milliar

ds-deuros_62267018.html

3ab2bf31-7479-4ee5-b409-050e1cd98692
54f3a03a-743b-431b-ab3c-7a632173898b

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

TYBET

POCHÓWEK NIEBIAŃSKI

To, co niżej przeczytacie jest opowieścią ze zmyślonymi postaciami, która pokazuje jak w niektórych, choć nie wszystkich regionach Himalajów wygląda niebiański pochówek. Jest to jak najbardziej prawdziwy obraz tego obrzędu. Uznałem, że tego typu narracja sprawia, że będzie bardziej zrozumiały nawet dla nas, czyli osób, które mogłyby to uważać za jakiś rodzaj barbarzyństwa lub słowa jemu pokrewne. Starałem się wpleść wierzenia i fakty tak, by dać mu możliwie najpełniejszy obraz.


Ostrzegam, że nawet google wyświetli wam bardzo brutalne zdjęcia po wpisaniu Sky Burial lub Pochówek Niebiański, więc wchodzicie tam na własną odpowiedzialność. Ja nie będę tego tu wrzucał, bo nie chcę ukrywać tekstu za blurką NSFW i tagami typu gore.


--------------------------


RODZINA

Gęsty i duszący zapach palonego jałowca wypełnia izbę, snując się między drewnianymi belkami jak niewidzialna obecność. Tenpa siedzi w milczeniu, wsłuchując się w rytmiczne intonacje lamy, który od kilku dni przychodzi odprawiać modły. Głębokie, powtarzalne tony Bardo Thodol - Tybetańskiej Księgi Umarłych - mają poprowadzić duszę jego matki przez przestrzeń między tym życiem, a następnym. Dla Tenpy są czymś więcej. Są przypomnieniem, że dziś jej ciało zostanie zabrane, oddane niebu, i że nigdy więcej już jej nie zobaczy.


Śmierć nie jest końcem. Nie w sposób, w jaki wyobrażają to sobie ludzie z zewnątrz. Tutaj, na wyżynach, gdzie ziemia jest zbyt twarda, by kopać groby, a drewno zbyt cenne, by je marnować na stosy pogrzebowe, ciało jest tylko naczyniem. Dusza już odeszła, a to, co pozostało, jest pustą skorupą, przeznaczoną do ostatniej ofiary, tak jak robili to przodkowie od pokoleń.


Tenpa wie o tym od dziecka. Pamięta, jak jako chłopiec stał na uboczu podczas jhator - pochówku niebiańskiego, zaglądając zza kamieni, podczas gdy ojciec szeptem tłumaczył mu, co się dzieje. Patrzył z szeroko otwartymi oczami, gdy wielkie himalajskie sępy krążyły nad nimi, czekając na rozpoczęcie rytuału. Wtedy go to przerażało - ta nieodwracalność, brutalna ostateczność. Ojciec położył mu dłoń na ramieniu i powiedział: "To dar, ostatni, jaki możemy dać."


Minęły lata i Tenpa wreszcie zrozumiał te słowa. Choć pochówek niebiański jest honorowy, nie zawsze jest dostępny dla każdego. Rodziny muszą mieć środki, by opłacić ceremonię, co sprawia, że czasem wybiera się inne formy pochówku, jak kremacja lub mniej honorowy pochówek wodny. Jednak dziś jego matka dostąpi tego zaszczytu - jej ciało nie zostanie pochowane w ziemi, nie zamkną jej na wieczność w ciemności, nie spalą, rozsypując powstałe tak prochy. Jej ciało wzniesie się na skrzydłach stworzeń, które nie znają granic. Jej mięso wróci do ziemi, a kości zostaną zabrane, by nie pozostało po nich nic. To nie jest tylko tybetańska tradycja. Rozciąga się na cały płaskowyż Himalajów, sięga Bhutanu, Mongolii i wysoko położonych regionów Indii. Zwyczaj ten jest tak stary, jak same góry - święty cykl nietrwałości.


Nadszedł ten dzień. Siedząc w półmroku kamiennego domu, Tenpa wziął głęboki oddech. Ostry zapach jałowca piecze go w nozdrza, utrzymując go w tej chwili. Ciało matki, które zaraz po śmierci zostało obmyte i owinięte w białe płótno leży na środku izby. Wkrótce nadejdzie tragarz, a Tenpa będzie patrzył, jak zostaje zabrane. Nie pójdzie za nim. To nie jego rola. Rodzina nie zawsze uczestniczy w samej ceremonii, bo w niektórych tradycjach uważa się, że ich obecność mogłaby zakłócić przejście duszy, przywiązując ją do świata żywych. W innych przypadkach mogą obserwować rytuał z oddali, w ciszy i modlitwie. Teraz to zadanie powierzono innym, tym, którzy znają rytuał i wiedzą, jak zapewnić zmarłemu spokojne odejście. Tenpa przez kolejne tygodnie wraz z rodziną będzie odmawiał modlitwy i recytował fragmenty Bardo Thodol. Na tym, po 49 dniach od śmierci matki, jego rola się zakończy.


TRAGARZ

Jigme poprawia pas na ramieniu, czując znajome napięcie w mięśniach, gdy podnosi nosze. Ciało waży mniej, niż się spodziewał - śmierć odbiera człowiekowi ciężar w sposób, którego nie da się wytłumaczyć. Rusza powoli, czując na sobie spojrzenia rodziny. Zawsze tak było. Milcząca obecność, dłonie złożone w modlitwie, oczy wypełnione smutkiem, ale bez rozpaczy. To nie jest moment na płacz.


Droga przed nim jest dobrze znana, choć za każdym razem inna. W niektórych przypadkach tragarze używają motocykli, by przyspieszyć transport ciała na dalsze platformy, jednak dzisiejszy szlak jest zbyt stromy i skalisty - jedyną możliwością jest niesienie ciała na własnych barkach. Nie każda platforma znajduje się wysoko w górach. Niektóre są bliżej, w pobliżu świątyń i klasztorów, gdzie mnisi sprawują pieczę nad ceremonią. Dziś Jigme musi iść daleko. Szlak prowadzi go stromo pod górę, w stronę odosobnionej kamiennej półki, gdzie czeka rogyapa. Każdy krok jest wyważony nie tylko z powodu ciężaru, ale też ze świadomości, że ciało nie może upaść, nie może zostać zbezczeszczone przez przypadek. To jest jego obowiązek, powierzone mu zaufanie.


Wiatr smaga jego twarz, gdy zbliża się do przełęczy. Wysokość daje się we znaki, powietrze jest rzadsze, a każdy oddech płytszy. Nie może się zatrzymać, choć plecy pulsują bólem. Jego ojciec robił to samo przed nim. Jego dziadek również. Niesie w sobie ich siłę, ich obowiązek wobec doliny, wobec tych, którzy powierzyli mu swoich zmarłych. Ludzie wiedzą, że Jigme dostarczy ciało tam, gdzie powinno trafić.


Gdy w końcu dociera na miejsce, rogyapa już czeka. Człowiek ten jest odpowiedzialny za przeprowadzenie właściwej części rytuału - przygotowanie ciała do ostatniej ofiary. Jego praca jest brutalna, ale konieczna. To on dokonuje transformacji, pozwalając zmarłemu przejść do nowego etapu istnienia. Jigme zna go z imienia, ale ich role nigdy się nie przecinają - ich obowiązki zaczynają się i kończą w różnych miejscach. Sępy krążą w oddali, jakby czuły, że ich czas jest bliski. Jigme ostrożnie kładzie nosze na kamiennej platformie i prostuje się, wciągając powietrze do płuc. To jest granica jego obowiązku. Odtąd zmarły należy do nieba, a on może wrócić do doliny.


ROGYAPA

Norbu przyklęka obok ciała, przeciągając palcami po wytartym ostrzu noża. Jest ubrany w prosty, zielony kombinezon ochronny, jak wielu przed nim. Na fartuchu widnieją ślady starych cięć, świadectwa jego rzemiosła. W dłoni trzyma rytualny nóż, a tuż obok leży również młot. Metal jest zimny, niezawodny, a jego krawędź lśni w porannym świetle. Wiele ciał przeszło przez jego dłonie - niby każde inne, ale dla niego wszystkie takie same. Nie myśli o nich jak o ludziach. Nie w tej chwili. To teraz jest tylko mięso, które należy przygotować.


Mnisi siedzą w kręgu, a ich mantry płyną przez zimne powietrze. Nie patrzą na jego dłonie, ale czują każdy jego ruch. On także czuje ich obecność. To nie jest rytuał, który mógłby wykonać bez nich. Wszystko musi zostać zrobione we właściwy sposób, we właściwym czasie. Choć w innych regionach czasem pozwala się na obecność turystów i obserwatorów, tutaj nie ma na to miejsca. To nie jest spektakl ani atrakcja dla ciekawskich. Każdy, kto tu jest, ma swoją rolę. Cisza ma swoje znaczenie. Każdy szmer, każde słowo ma wagę. Norbu nie musi oglądać się za siebie, by wiedzieć, że poza nim i mnichami nie ma nikogo, kto nie powinien tu być.


Sępy już czekają. Nie hodowane, nie tresowane - nauczyły się same. Każdy zapach śmierci jest dla nich sygnałem, instynktownie rozumieją, kiedy zbliża się ich pora. Na razie jeszcze nie schodzą, ale Norbu widzi, jak rozpościerają skrzydła na pobliskich skałach, gotowe w każdej chwili.


Rogyapa przecina pierwszą warstwę skóry. Ciało ustępuje bez oporu, jakby przyjmowało z pokorą swój los. Krew nie płynie - śmierć wysusza człowieka szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Nożem oddziela mięśnie od kości, ruchami wprawnymi i mechanicznymi. Potem roztrzaskuje piszczele, miażdżąc je na drobne kawałki. Wszystko musi zniknąć. To, czego nie porwą sępy, zostanie zmieszane z mąką jęczmienną, by inne ptaki mogły dokończyć rytuał.


Sępy nie czekają na znak lamy - zaczęły zbliżać się wcześniej, podniecone zapachem krwi. Norbu odruchowo unosi rękę, odpędzając najśmielsze osobniki. Wie, że nie mogą zacząć za wcześnie. Ich ostre dzioby są niecierpliwe, skrzydła trzepocą w napięciu, ale muszą czekać. Dopiero kiedy ostatnie uderzenie młota roztrzaskuje kości na drobne kawałki, Norbu cofa się o krok. Wtedy ruszają. Sępy go rozumieją. W jednym momencie kilkadziesiąt osobników rozpościera skrzydła i w ciszy spada na ciało. Nie ma wrzasków, nie ma chaosu. Tylko czysta, naturalna kolej rzeczy. W kilka minut zmarły znika.


Norbu wyprostował się i otarł czoło. To było wszystko. Mnisi dokończą modlitwy. On oczyści kamienie, przygotuje miejsce na kolejne ciało. Tak wygląda życie rogyapy. Tak wygląda dla niego śmierć.


MNICH

Lama Tenzin siedzi w pozycji lotosu, czując pod sobą zimny kamień. Jest nie tylko mnichem, ale także nauczycielem - lamą, przewodnikiem duchowym, który ma poprowadzić duszę zmarłego przez stan bardo. Wie, że nie jest to chwila końca, lecz moment przejścia, czas, w którym świadomość zmarłego unosi się między światami, szukając drogi do kolejnego wcielenia. Jego myśli nie ma w cielesnym świecie, nie w tym, co jeszcze przed chwilą działo się na platformie. Oczy ma przymknięte, a usta poruszają się delikatnie, kontynuując recytację mantr. Wokół niego inni mnisi robią to samo, a ich głosy splatają się w jeden dźwięk, wibrację, która unosi się nad miejscem pochówku.


Ciało już nie istnieje, ale ono nigdy nie miało znaczenia. To duchowa esencja człowieka podąża ścieżką, którą wyznaczały jego czyny, a mnisi swoją recytacją pomagają mu odnaleźć właściwy kierunek. W tych chwilach ich głosy są przewodnikami, latarniami w ciemności bardo, wskazującymi duszy, by nie zbłądziła, nie utkwiła między światami. To było jedynie tymczasowym naczyniem, chwilowym schronieniem dla duszy, która musi teraz odnaleźć drogę do następnego życia. Niektórzy widzą w tym brutalność, nie dostrzegają współczucia, które tkwi w tym darze. Najgorszym losem byłoby zamknięcie w ziemi, gnicie w ciemności, wypuszczenie w objęcia rzeki, czy pozostawienie ciała, by gniło gdzieś na wyżynie, odrywając je od cyklu życia. Tu, na tej skale, wśród świętych ptaków, dusza może odejść lekka, nieobciążona materią.


Lama Tenzin wziął spokojny oddech. Wszystko jest zgodne z naukami. Życie jest złudzeniem, formą nietrwałą, która nie może być zatrzymana. Śmierć nie jest końcem, a jedynie przejściem. Człowiek nie umiera, tylko zmienia formę. Nie ma powodu do smutku. Dlatego tu, na tym płaskowyżu, nie ma łez, nie ma zawodzenia. Jest tylko spokojne przyjęcie tego, co nieuniknione.


Kiedy sępy odlatują, nie patrzy w ich stronę. Nie musi. Wie, że zrobiły to, co było ich rolą w tym świecie. Wkrótce z platformy zostaną usunięte ostatnie ślady, a kamienie przygotowane na następnego zmarłego. Koło życia i śmierci nie zatrzymuje się nigdy. Tenzin pochyla głowę w ostatniej modlitwie, potem wstaje i odwraca się od miejsca pochówku. Za sobą zostawia tylko ciszę.


--------------------------

Bardzo dziękuję niezastąpionej @Wrzoo za przejrzenie tego tekstu i sugestie co do pewnych jego aspektów, jak i rzeczy, o których mógłbym wspomnieć. W sumie siedziałem nad tym jakieś 6h, nie wliczając w to wcześniejszego czytania o tym zwyczaju. Pozdrawiam wszystkie 3osoby, którym taka nietypowa forma się spodoba.


Siłą rzeczy musiałem na czymś przyciąć, bo tekst by był 2x dłuższy. Nie bijcie, jak nie wspomniałem o waszej ulubionej ciekawostce związanej z rozdziobywaniem lub wrzucaniem ciała do rzeki. xd

Niektóre źródła miały skonfliktowane informacje, dlatego po prostu ich nie brałem pod uwagę. Przykładem wzmianka o tym, że tylko osoby zmarłe z przyczyn naturalnych mogą dostąpić tego zaszczytu, która raz się pojawia, a raz nie.

--------------------------

Różne, bardziej ciekawostkowe teksty wrzucam w społeczność APWDN Extra , a suma obu społeczności związanych z WDN jest pod tagiem #apwdndziwen .

Teksty pisane przeze mnie, a nie tylko kopiowane dodatkowo mają własny tag #apwdnfeature .

--------------------------

#ciekawostki #opowiesc #tybet #azja #himalaje #wierzeniaizwyczaje

--------------------------

Niektóre Źródełka:

https://www.tibettravel.org/tibetan-local-customs/tibetan-funeral.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Sky_burial

https://www.wondersoftibet.com/about-tibet/tibetan-sky-burial/

https://nawlasneoczy.wordpress.com/2011/10/23/z-wizyta-w-larung-czyli-miasto-mnichow-blogoslawiensto-lamy-i-niebianski-pochowek/

00c4df0c-c780-46ee-a84c-b009596c894f
b2d4ad25-c4b3-4085-9ff4-dc9d7d228cf0
938b2140-a37d-4e07-9941-db4f40b2d0c2
d2454457-0b05-40f1-a4b2-fdfc2c3928bd
5e559cdb-fd3b-44e4-858e-7c1e8cbc0789

Zaloguj się aby komentować

SAMO GĘSTE

Pogoń Szczecin Edyszyn


Dawno, dawno temu, w mieście nad Odrą, istniał klub piłkarski pełen słownych ambicji i marzeń o podboju Europy. Kibice śnili o wielkich sukcesach, sponsorzy liczyli na rozgłos, a zarząd, jak to zarząd, wpisywał sobie w budżet kasę za przyszłe sukcesy i uznawał, że to się poklei. Wtem przyszła zła hexa i sprawiła, że to Wisła Kraków wygrała Puchar Polski, gwarantując sobie nie tylko ładnych parę milionów złotych już wtedy, ale i grę w eliminacjach do Ligii Europy, czyli dodatkowy hajs, który można wpisać jako pewniaczek do budżetu! Żeby tam zarobić, trzeba jeszcze wygrywać mecze, ale to nie stało na przeszkodzie w przypadku PP, to czemu miałoby przeszkadzać w Europejskich Pucharach? No właśnie.


NIESPRZEDAŻ

Jak już dowiedzieliśmy się kto odpowiada za długi w Pogonii - Wisła Kraków - to możemy przejść do mięsa. Co dalej? Ano pojawił się taki jeden człowiek z Kanady. Alex Haditaghi to bogaty filantrop, przedsiębiorca i człowiek wizji. Pogoń miała być jego oczkiem w głowie i przebić sukces, jaki osiągał po kupnie greckiej AO Kavalii. Jaki sukces? Większy chaos finansowo-organizacyjny, niż panował przed przejęciem klubu. Imponujące, prawda?


Haditaghi przyjechał do Szczecina, zajrzał pod maskę klubu i od razu odkrył, że może i właściciel przyznał się do kilku mniejszych usterek, ale uszczelka pęknięta. Część długów klubu miała być przed nim zatajona, co mu się bardzo nie spodobało i zaczęła się mała wojenka medialna. Wtedy dowiedzieliśmy się o prawdziwym zadłużeniu klubu opiewającym na 50 mln złotych, w tym główna część z krótkim terminem spłaty. Alex zadeklarował, że spłaci na początek jego część, ale tylko, gdy wierzyciele - których jest kilku - zgodzą się na odroczenie terminu zapłaty. Tak się nie stało i sympatia szybko przerodziła się w znajomość toksyczną. Negocjacje w tym przypadku zakończyły się szybciej, niż piłkarze Pogoni mogą powiedzieć "nie dostaliśmy pensji od listopada." Haditaghi nie odpuszcza i nadal chce przejąć jakiś klub w Ekstraklasie, a dodatkowo nie szczędzi momentów, w których można wbić szpilkę poprzednim właścicielom Pogonii.


BRAZYLIJSKI KSIĄŻE

Poprzednim, bo jak już gasła nadzieja kibiców na wyjście z tarapatów finansowych, na białym koniu w połowie lutego wjechał on, brazylijski prawnik od prawa sportowego, Nillo Effori. Ten człowiek, za którym stał duży fundusz inwestycyjny Sport Strategy and Investments, przekonał wszystkich, że uratuje klub, spłaci długi i doprowadzi go do sukcesu, nie tylko działając długofalowo, ale i łącząc biznesowo Brazylię z Polską. No i trzeba mu przyznać, że przynajmniej jedną z tych obietnic spełnił, tylko niekoniecznie w sposób, który można uznać za pozytywny.


Effori obiecał transfery i faktycznie sprowadził do klubu trzech zawodników - Luizão, Renyera i Benjamína Rojasa. Ale skąd wziął na to pieniądze? Sam zapłacił? Otóż nie. Effori do tej pory nie wpłacił do Pogonii Szczecin ani złotówki z prywatnych pieniędzy, a jako rasowy biznesmen do sfinansowania kontraktów tych zawodników użył pieniędzy, które już w klubie były - najprawdopodobniej za transfer wychodzący Vahana Bichakhchyana do Legii Warszawa.


Vahan został sprzedany za malutką jak na realia ekstraklasy kwotę, a jeżeli wierzyć doniesieniom prasowym, obecni piłkarze czekają na pensje już od 3 miesięcy. Komisja licencyjna pokazała w przypadku Lechii Gdańsk, że przestaje przymykać oczy na takie sytuacje i z pewnością to może zrodzić kolejne problemy.


QUO VADIS?

Nigdzie. W obecnej sytuacji, która z dnia na dzień się pogarsza, wydaje się, że jedyną opcją na jej rozwiązanie, jest wiara w dobre serduszko Nilo Efforiego. Poprzedni właściciele najprawdopodobniej nie zabezpieczyli się na wypadek w którym klub przejmuje gołodupiec. Jarosław Mroczek ma go przekonywać, by ten oddał klub ponownie w jego ręce - Nilo posiada 85% udziałów.


Nawet jeżeli do tego dojdzie, to najprawdopodobniej miasto będzie przez jakiś czas finansowało ten prywatny biznesik - wszak nie od dzisiaj wiadomo, że nie ma lepszego zastosowania dla publicznych pieniędzy, niż ratunek źle zarządzanemu klubowi piłkarskiemu.


Jeżeli do końca marca większość zaległości nie zostanie uregulowana, to trzeba się liczyć z realnym ryzykiem, że ten statek stanie się łodzią podwodną i wynurzy się dopiero w 1 Lidze lub niżej, zależnie od tego gdzie będzie go niósł gęsty prąd morski.


----------------------------

Od dzisiaj teksty z tej serii będę wrzucał w społeczność:

SAMO GĘSTE | SPORTOWE

I pod tag #samogeste

----------------------------

#ekstraklasa #pilkanozna #patologiabiznesu #pogonszczecin

f1b82ad5-378e-48ff-ac7b-5be52cb37c4c
5f677a03-86b8-410f-8c34-eb5c8268c9d6
08de3118-37f3-4880-8997-a89e269be611
aeabda7e-89a2-4eab-831c-b87bf984e99c
37ac064e-7178-4cfa-82fa-589b57d585aa

Zaloguj się aby komentować

Dobra, specjalnie na prośbę z tagu #memyksiazkowe , czy tam #memybiblioteczne (jak któryś jest prywatny, to mea culpa), prosz. Wersja zaproponowana przez @Michot .


#perypetiedziwena #dziwenrysuje #memy @cyberpunkowy_neuromantyk @moll Kto znajdzie, ten znajdzie. Rysowane wiadomo gdzie. XD

347321d3-4408-4b03-9375-c9c56947f9aa

Ja tak za dzieciaka czytałam, bo jak trzeba było iść spać i gasić światło to w toalecie pełne oświetlenie na legalu

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Kontent kontrowersyjny, jako nawiązanie do TEGO wpisu @Rozpierpapierduchacz . Istnieje droga. Lepsza droga. Droga, która nie odrzuca. Brand, który z octu nie robi małpek... #pomorskihooligans . XD

---------

#perypetiedziwena #memy #wojnymajonezowe i #heheszki z K... XD

Przerysowane, bo mi się nudziło.

3bcc42d3-5618-4763-98f2-469184a07c49

Zaloguj się aby komentować

Grafika przedstawia jak będzie wyglądać pewna użytkowniczka pod koniec roku, gdy utrzyma obecne tempo czytania książek. Tak sobie to wyobrażam. XD


Pewnie pasuje też do kilku innych osób z naszych tagów książkowych, ale to królowa wody obecnie się wyróżnia. XD

#heheszki #memy @Wrzoo

1480e017-5cb8-410c-ae6a-f916484c4021
bcc9d8ab-cfd1-4be4-8bee-08c1a1849da7
358cda8a-fd7e-4208-b87e-299f48feec62

Zaloguj się aby komentować

Mam wrażenie, że książka Czerwony Świt jest jednym z moich najbardziej zaskakujących odkryć. Często mam problem z fantastyką, bo wizje autorów i ich dziwne wybory potrafią mnie wybijać z immersji. Ta książka - choć w tym przypadku pewnie lepiej byłoby wprost powiedzieć, że audiobook - wpisała się idealnie w to, czego od takich historii oczekuję. Bohaterowie, którzy nie są głupi tylko po to, by osiągnąć jakiś efekt fabularny, zwroty akcji, które faktycznie bywają zaskakujące i trudne do przewidzenia, sojusze, w których sam zaczynałem kwestionować "po czyjej jestem stronie?". No i zakończenie...


Najlepsze jest to, że autor straszył stworzeniem Mary Sue, ale tak nie jest. Czułem, jakby Darrow bardziej był mniej wkurzajacy Markiem z komiksów Invincible, aniżeli jakimś niszczycielem światów.


To jest też jedna z tych historii, w których lepiej nie czytać opisu na "Lubimy Czytać", bo ten zawiera spoilery.


Tyle powinno wystarczyć:

Darrow jest Czerwonym, przedstawicielem najniższej kasty w zhierarchizowanym według kolorów społeczeństwie przyszłości. Czerwoni harują od świtu do zmierzchu, święcie przekonani, że ich wysiłki mają na celu przystosowanie powierzchni Marsa do zamieszkania przez przyszłe pokolenia. Darrow pracuje chętnie, bo wierzy, że jego krew i pot przyczyniają się do powstania lepszego świata, w którym żyć będą jego dzieci.


--------

Wahałem się czy dodać to jako bookmetr, ale ja wielkim krytykiem #ksiazki nie jestem, a moja opinia nawet nie jest konstruktywna. Dlatego zostanie jako #sowapogodzinach obrandowana SOWIM ZNAKIEM JAKOŚCI #dziwenawards . XD


Książka jest w pytę. XD


#redrising #czerwonyswit #fantastykanaukowa #fantastyka

bbd21523-d450-482b-b776-bcf41460e559

@Dziwen Jak pierwszy tom Ci tak przypadł do gustu to kolejne wcisną w fotel. Wydawca wymógł na Brownie wiele rzeczy a dopiero od drugiego tomu autor robi co zechce z fabułą. Początkowo książka była zbyt dorosła i została trochę sprowadzona do YA

Musiałem się mocniej wczytać w Twój wpis, bo po tytule myślałem że piszesz o tym, nawet fajnym, filmie z Patrickiem Swayze i Charliem Sheen'em z lat '80.

Zaloguj się aby komentować

USA

LUIGI MANGIONE

oskarżony o zabójstwo dyrektora generalnego UnitedHealthcare, Briana Thompsona, stoi w obliczu poważnych zarzutów, w tym morderstwa. Jako, że interesuję się trochę tą sprawą, przybliżę wam kilka najnowszych kontrowersji z nim związanych. UWAGA, tekst podzieliłem na dwie części. Jeżeli znacie tę sprawę, możecie odpuścić sobie część pierwszą.


CZĘŚĆ PIERWSZA:ZBRODNIA

Luigi Nicholas Mangione to 26-letni Amerykanin, który został zidentyfikowany jako podejrzany o morderstwo Briana Thompsona, dyrektora generalnego UnitedHealthcare, które miało miejsce w Nowym Jorku 4 grudnia 2024 roku.


Mangione został aresztowany i oskarżony w Altoona w Pensylwanii pięć dni po zdarzeniu. Po zrzeczeniu się ekstradycji w Pensylwanii, pojawił się w sądzie federalnym w Nowym Jorku. Mangione został oskarżony w Sądzie Najwyższym Nowego Jorku i nie przyznał się do winy w związku z zarzutami stanowymi. Zostało mu postawione w sumie jedenaście zarzutów stanowych i stoi w obliczu czterech zarzutów federalnych. Obejmują one morderstwo pierwszego stopnia, morderstwo w celu wspierania terroryzmu, przestępcze posiadanie broni i prześladowanie. Federalne oskarżenie o morderstwo z użyciem broni palnej kwalifikuje go do kary śmierci.


OFIARA

Brian Thompson, dyrektor generalny amerykańskiej firmy ubezpieczeniowej UnitedHealthcare, został zastrzelony w Midtown Manhattan w Nowym Jorku 4 grudnia 2024 roku. Do zdarzenia doszło wczesnym rankiem przed wejściem do nowojorskiego hotelu Hilton Midtown. Thompson był w mieście, aby wziąć udział w corocznym spotkaniu inwestorów spółki macierzystej UnitedHealthcare, UnitedHealth Group. Podejrzany, początkowo opisywany jako biały mężczyzna w masce, uciekł z miejsca zdarzenia.


Strzelec był zamaskowany i przyjechał do Nowego Jorku autobusem z Atlanty. Na zużytych łuskach nabojów widniały wyryte słowa "delay", "deny" i "depose". Te trzy słowa są podobne do wyrażenia "opóźnić, zaprzeczyć, bronić", dobrze znanego w branży ubezpieczeniowej, nawiązującego do wysiłków firm ubezpieczeniowych, aby nie wypłacać roszczeń. Podejrzany prawdopodobnie opuścił miasto, a następnie był widziany na terminalu autobusowym.


Na platformach mediów społecznościowych wybuchł gniew na Thompsona, UnitedHealth i ogólnie system ubezpieczeń zdrowotnych, a wielu chwaliło morderstwo, widząc w tym jakiś rodzaj sprawiedliwości.


ZATRZYMANIE

W dniu 9 grudnia 2024 r. lokalna policja aresztowała Luigiego w restauracji McDonald's w Altoona w Pensylwanii, odpowiadając na telefon od pracownika wykonany w odpowiedzi na klienta, który podejrzewał podobieństwa między wyglądem Mangione a zdjęciami domniemanego zabójcy Thompsona opublikowanymi przez Departament Policji w Nowym Jorku. Altoona znajduje się około 450 km na zachód od Nowego Jorku. Policja poinformowała, że był "wyraźnie wstrząśnięty", gdy zapytali go, czy niedawno odwiedził Nowy Jork.


Podczas przeszukania Luigiego, policja stwierdziła, że znalazła pistolet z drukarki 3D i tłumik wykonany tą samą metodą, podobny do broni użytej do zamordowania Thompsona, oraz fałszywe prawo jazdy z New Jersey z nazwiskiem "Mark Rosario", tym samym nazwiskiem, którego użył domniemany strzelec do zameldowania się w hostelu na Manhattanie. Łuski znalezione na miejscu zbrodni podobno pasowały do pistoletu. Policja powiedziała również, że kiedy aresztowali Mangione, znaleźli odręczny dokument częściowo dotyczący amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej, który został scharakteryzowany przez wiele mediów, jako manifest. Mangione nie był wcześniej karany.


CZĘŚĆ DRUGA:NIEPRAWIDŁOWOŚCI

W trakcie śledztwa pojawiły się kontrowersje dotyczące działań organów ścigania. Po pierwsze, burmistrz Nowego Jorku, Eric Adams, oraz szef detektywów NYPD, Joseph Kenny, udzielili wywiadów do dokumentu "Who Is Luigi Mangione?", gdzie omawiali pewne dowody w sprawie. Obrona argumentuje, że robienie tego publicznie przed ich formalnym przedstawieniem w sądzie może naruszać prawo oskarżonego do rzetelnego procesu, wpływając na opinię publiczną i potencjalnych przysięgłych, choć to nie jest największym problemem. Jest nim fakt, że obrona nie dostała tych dokumentów i dowodów odpowiednio wcześniej. Mówimy tu między innymi o raportach policyjnych, nagraniach z kamer i omawianym w tym dokumencie notatniku Luigiego, co do którego pojawiają się obawy o autentyczność.


W amerykańskim systemie prawnym takie działania mogą prowadzić do poważnych konsekwencji, w tym przypadku do wykluczenia kluczowych dowodów. W przeciwieństwie do wielu europejskich systemów prawnych, gdzie sędziowie mają większą swobodę w ocenie dowodów, w USA nacisk kładziony jest na ochronę praw oskarżonego, a naruszenia proceduralne mogą znacząco wpłynąć na przebieg i wynik procesu. No przynajmniej w teorii. Sami wiecie, że tam proces karny można mieć za pierdnięcie i dlatego zwłaszcza organy takie, jak policja, czy sądy, muszą w miarę dobrze trzymać się procedur.


Dodatkowo obrona Mangione twierdzi, że policja w Altoonie, w Pensylwanii, mogła przeprowadzić nielegalne przeszukanie podczas jego aresztowania, co może skutkować wykluczeniem niektórych dowodów z procesu, takich jak plecak oskarżonego i broń, która miała się w nim znajdować. W amerykańskim systemie prawnym obowiązuje zasada wykluczenia (exclusionary rule), która uniemożliwia wykorzystanie w sądzie dowodów zdobytych z naruszeniem praw konstytucyjnych oskarżonego.


Nie mamy dobrych źródeł opisujących to przeszukanie, więc to, co napiszę niżej traktujcie bardziej, jako spekulacje, choć istnieją podstawy, by w taki bieg wydarzeń wierzyć. Chodzi o w sumie błahostkę, choć jak oglądaliście amerykańskie filmy o policjantach, to pewnie znacie formułkę w stylu "wszystko, co powiesz może być użyte przeciwko tobie" itd. To tak zwane Prawa Mirandy, które zawierają prawo do bycia poinformowanym o skutkach prawnych współpracy z policją podczas aresztowania pod rygorem niedopuszczalności zeznań jako dowodu w wynikającej z tego sprawie karnej, choć w tym przypadku mówimy też o niedopuszczeniu dowodów zebranych w taki sposób, czyli plecaka z bronią. Dlaczego? Bo te prawa miały zostać przedstawione Luigiemu na 17 minut po zatrzymaniu, już po przeszukaniu jego rzeczy. Dodatkowo w tym czasie jeden z funkcjonariuszy miał zapewniać podejrzanego o tym, że nie jest zatrzymany, mimo że uniemożliwiano mu opuszczenie restauracji, w której do zatrzymania doszło. Samo to od strony prawnej jest uznawane za zatrzymanie, które wymaga odczytania Praw Mirandy.


Warto też wspomnieć o tym, że proces federalny znacząco utrudnia obronę w procesie stanowym. Według obrony, Luigi przynajmniej raz nIe mógł się stawić przez to na przesłuchaniu.


--------------

Nie sprawdzałem gdzie dokładnie można zobaczyć dokument "Who Is Luigi Mangione?" w Polsce, ale jego stronkę na IMDB macie tutaj: https://m.imdb.com/title/tt35816740/

-------------------

Źródełka:

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Luigi\_Mangione

https://www.reuters.com/legal/luigi-mangione-due-back-ny-court-charges-killing-health-insurance-ceo-2025-02-21/

https://www.npr.org/2025/02/21/g-s1-49892/luigi-mangiones-lawyer-claims-he-was-searched-illegally-during-arrest

https://www.theverge.com/law/617946/luigi-mangione-unitedhealth-ceo-february-hearing-protest


-----------------

Tekst wyszedł ogromny, więc jak są jakieś błędy, to mea culpa i mi scusi. Na telefonie średnio się pisze takie teksty.

-----------------

Społeczność i tag w które wrzucam takie rzeczy:

Agencja Prasowa WDN

#apwdndziwen


#usa #wiadomosciswiat #luigimangione #morderstwo

7e84870a-a4f1-4382-9bcc-7d98702d25d1
465f6689-f723-4be7-84b5-11156749d725
314dea1e-b9dd-407b-b192-9aa20bedad61
5e95d6ae-cd9e-414c-90cc-fed76b774bb1
07701c2f-ed4d-452f-af3d-43515adea81e

@Dziwen Dobrze rozumiem? Z prawnego punktu widzenia można ujebać oskarżenia. ALE, nawet dowody z zatrutego drzewa MOGĄ być uwzględnione pod pewnymi warunkami:

https://en.wikipedia.org/wiki/Fruit_of_the_poisonous_tree


Ponadto jeszcze i o dziwo głośno się mówi o jury nullification. Ale to kolejny drugi taki felieton do napisania. Tylko czy do tej tej pory było coś takiego, że ludzie medialnie dowiadują się o takiej opcji by to świdomie wykorzystywać, a nie pod wpływem nagłego moralno/etycznego/społecznego natchnienia przy posiedzeniu ławy przysięgłych?

W sumie ciekawet czy jury nullification było używane z premedytacją do uniewinniania ludzi od wieszania czarnych


Bo jakoś pewnie przy sprawie https://en.wikipedia.org/wiki/John_Peter_Zenger na pewno takowej premedytacji nie było.

Nie znam nastrojów w USA, parafrazując to daleko i mam w l4 co tam się dzieje. Ale nie klei mi się obrona moralna Luigiego i poparcie dla Trumpa przez tych mniej zamożnych, uciskanych obywateli. No chyba, że nie rozumiem tego zupełnie i zaraz wjedzie Trump cały na pomarańczowo i da każdemu dostęp do darmowej opieki zdrowotnej.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować