
BapitanKomba
- 122wpisów
- 1414komentarzy

Zaloguj się aby komentować
976 + 1 = 977
Tytuł: Ewangelia Filipa
Autor: Jean-Yves Leloup (główny autor), Ewa Mickiewicz (przekład)
Kategoria: religijne
Wydawnictwo: Purana
Format: książka papierowa
Liczba stron: 167
Ocena: 3/10
W ubiegłym tygodniu, jadąc do Szczecina, znalazłem na półeczce z bookcrossingiem "Ewangelię Filipa". Nic nadzwyczajnego, wiem, że na tej półce od lat adwentyści, katolicy i świadkowie Jehowy rywalizują ze sobą w dostarczaniu książek religijnych. O apokryfach troszkę czytałem, wiedziałem, czym są one, jak należy je rozumieć itd., ale jakoś nie miałem okazji przeczytać żadnego takiego utworu. No to pożyczyłem sobie książkę, planując po jej lekturze odnieść ją na półkę na dworcu.
Autorem opracowania jest Jean-Yves Leloup, francuski duchowny... prawosławny. Ciekawe połączenie. Za przekład książki odpowiada zaś niejaka Ewa Mickiewicz. Książkę poprzedza wstęp, który z grubsza przybliża historię apokryfu. Część właściwą stanowi treść ewangelii w języku koptyjskim (lewa strona) i jego polski przekład po prawej.
Nie potrafię potwierdzić, czy pani Mickiewicz tłumaczyła z francuskiego czy tekst Ewangelii tłumaczyła bezpośrednio z koptyjskiego. Podejrzewam, że jest to przekład przekładu francuskiego, ale nie mam jednak na to dowodów. Przetłumaczona Ewangelia nie ma stylu biblijnego, sam tekst jest bardzo suchy i przypomina słabo zredagowany katechizm (czym istocie była owa Ewangelia). Razi brak przypisów do problematycznych fragmentów, które wyjaśniłyby co trudniejsze, dwuznaczne rzeczy.
Jeśli ktoś interesujące się apokryfami lub historią Biblii to raczej powinien kojarzyć Ewangelię Filipa, która jest równie znanym apokryfem jak Ewangelia Judasza, Ewangelia Tomasza czy Księga Henocha. Ewangelia Filipa zasłynęła opisem relacji między Jezusem a Marią Magdaleną. No, jest tam wpleciony taki wątek, ale sam fragment był tak suchy, że w zasadzie go przeczytałem bez zainteresowania.
Wydawcą książki jest niejaka Purana, oferująca głównie książki o zdrowiu i rozwoju osobistym. Obecność w ich wydawnictwie książki o tematyce religijnej odbieram wyłącznie jako słabą próbę zarobienia na sensacji, gdzie można głosić "prawdę wielką" o Ewangelii opisującej romans Jezusa.
Jakość wydania jest dość słaba i w zasadzie nie polecam tego konkretnie przekładu. Gdyby książka była grubsza, rzuciłbym ją w kąt zapominając, że na wypożyczonym egzemplarzu ktoś napisał "7. Nie kradnij.", "7a. Zostaw, niech czytają inni!", "Własność SB" i wreszcie "Sowa z Grudziądza tu był!". Na okładce jest również nabazgrane "Naznaczona boskością". Nie ukrywam, podpisy wzbudzają we mnie większe zainteresowanie - czyja to książka, jak ona krąży, kto ma jakie przemyślenia. Dopiszę się do tego łańcuszka, niech coś po mnie zostanie.
Prywatny licznik: 22/50
#bookmeter #czytajzhejto #religia #apokryfy #biblia #bapitankombaczyta

Zaloguj się aby komentować
Polskie media to nieśmieszny żart. Wiem, że jest to taka sama oczywistość jak informacja, że po ulewie jest mokro, ale należy to podkreślać na każdym kroku. Dzisiejszy przykład skundlenia polskich mediów.
Dzisiaj przypada setka rocznica śmierci Gaudíego, katalońskiego architekta, który przeszedł do historii jako autor Sagrada Família. Z tej okazji dzisiaj w Barcelonie wielkie święto, bo dzisiaj właśnie będzie uroczyste ukończenie budowy kościoła, a w wieczornej uroczystości udział weźmie papież Leon XIV. Nie mówimy tutaj o pierwszej lepszej wizycie papieża gdzieś na świecie, bo pielgrzymki te spowszechniały za sprawą Jana Pawła II. Mówimy tutaj o wielkim wydarzeniu w naszej kulturze europejskiej.
Wchodzę na stronę główną Onetu - zero informacji, po wpisaniu Ctrl+F nigdzie nie wyskakuje mi ciąg "Sag", która mogłaby naprowadzić do kościoła. WP tak samo. Ale próbuje z "Bar" do Barcelony. No oczywiście jest, piłeczka. WP: Dzieje się w Hiszpanii. Barcelona reaguje na ruch Realu Madryt . Onet? W tym klubie zagra Bartosz Kurek. "Z przyjemnością informujemy", Tak Barcelona nazwała Szczęsnego i Lewandowskiego. Poszło w świat i trzy inne wyniki ze słowami: soundbar, baraże, [sąd] obarczył. Gazeta również nic z "Sag", a ciąg "Bar" sprowadza tylko do piłeczki i barana (tu wyjątkowo do znaku zodiaku, a nie do mnie, który łudził się, że ten serwis cokolwiek ze sobą reprezentuje). Ok, spróbuję z czymś z ambitniejszym. Wyborcza na stronie głównej też nic nie pisze o kościele, po wpisaniu "bar" dostaje wyłącznie Bartosza [autora] i Lubartów.
RMF przynajmniej z rozumem i godnością człowieka, choć też mam zastrzeżenia. W radiowym serwisie informacyjnym o 8:30 wizyta papieża i ogłoszenie ukończenia prac były wydarzeniem numer dwa. Zakładam, że na RMF24 cała wizyta papieża jak i historia kościoła będą szerzej komentowane, zwłaszcza że w radiu stałym komentatorem jest Terlikowski, który dość często relacjonuje bieżące wydarzenia z Watykanu lub od polskiego episkopatu. Na stronie głównej RMF jest link do artykułu o ukończeniu budowy. Schowany pod pierdołami o sondażu, na którym Tusk dostał czerwoną kartkę i... otwarciu największego hotelu w Polsce (sic!) ale jest wzmianka o Sagrada Familia.
#polskiemedia #wydarzenia #kosciolkatolicki #architektura #hiszpania #papiez
Zaloguj się aby komentować
Mam nadzieję, że nie będzie chaotycznie, ale szlag mnie trafia i muszę po prostu wypluć z siebie parę słów.
Cała Polska od kilku tygodni przeżywa akcje #latwogang Chłopaka nie darzę ani gramem zaufania, typ już na pierwszej akcji denerwował mnie, że wpuszcza do swojego mieszkania setki "artystów" i influencerów, którzy masowo lecieli w kulki, unikając płacenia podatków. Może ten cały Hancke ma dobre serce, ale wkurwia mnie jego bezmyślność, wręcz ostentacyjna naiwność. Niedawno zrobił sobie rajd po Polsce, bo trzeba było zebrać na chłopca chorującego na NIEULECZALNĄ CHOROBĘ DMD. Dwanaście milionów na terapię w USA, która jest tak dobra, że w Europie nie doczekała się refundacji, bo nie ma dowodów, że działa. Prawie cała Polska dostała orgazmu, bo chłopak jechał na rowerze. Te wszystkie zasrane TVN-y, TVP, Polityki i inne Wyborcze przeżywają całą tą szopkę i prawie jednogłośnie nie pytają się CZEMU K⁎⁎WA TAK BOGATY KRAJ NADAL UDAJE, ŻE ŻYJE NA DOROBKU I MUSI ZBIERAĆ KOLEKTĘ PO POLAKACH. PAŃSTWO W G20, KTÓRE STAĆ NA DARMOZJAZDÓW Z PRZYWIELAJMI EMERYTALNYMI, LICZNE ZWOLNIENIA Z PODATKÓW, DOSTAJE TYLE PIENIĘDZY Z UE, A NIE UMIE ZAPEWNIĆ DOBREJ OCHRONY ZDROWIA I NIE UMIE SFINANSOWAĆ PORZĄDNIE SEKTORA NAUKOWEGO, KTÓRY MÓGŁBY PRACOWAĆ NAD OPRACOWANIEM FAKTYCZNIE DZIAŁAJĄCEGO LEKU NA DMD.
Wiecie jednak, co mnie w tym wszystkim najbardziej denerwuje? Że dostrzegłem u siebie hipokryzję, bo przez lata co miesiąc dawałem jakieś drobne na #wosp, bo na Państwo nie można było (i nie można nadal) liczyć. Owsiak też miał dobre intencje, ale zrobił coś strasznego. Nauczył nas Polaków, że wszystko da się rozwiązać zbiórkami. Po co komuś reformy, praca u podstaw. Teraz u władzy mamy menelstwo intelektualne (na obraz nas Polaków, którzy wybrali sobie takich ludzi), którzy robią w gacie na samą myśl, by dokonać jakiś cięć w budżecie lub by podnieść składkę zdrowotną, bo przecież Polakowi nie wytłumaczysz, że budżet nie jest z gumy. Teraz ten cały Łatwogang apeluje do polityków, by rzucili pieniądze na niedziałającą terapię. Ktoś od Nawrockiego już odpowiedział, że się tym państwo zajmuje. Może niech się wytłumaczy czemu snus u piwnego chlora obiecał, że zawetuje wszystkie ustawy podnoszące jakiekolwiek podatki i inne opłaty. No przy takiej polityce to ochrona zdrowia będzie trzymać się na zbiórkach, czy to organizowanych przez Owsiaka czy Hanckego.
Dosyć k⁎⁎wa, skończyło się moje dobre serduszko, każdego domagającego się ode mnie pieniążków na chore dzieci będę odsyłać z kwitkiem, bo k⁎⁎wa płacę składkę zdrowotną, a co za tym idzie, dołożyłem się wcześniej. Niech te wszystkie jebane złote cielce i zaślepione bożki wyciągają pieniądze do tych, co nie płacą podatków. Niech sobie oni finansują te niesprawdzone terapie. Co do Wielkiej Orkiestry też jestem na nie, ale tutaj "buntuje się po smutnemu". Sprzęt medyczny niech kupuje Państwo, które k⁎⁎wa ma aspirację do G20. Nie kupuje tych kawałków o państwie, który od 36 lat jest na dorobku. Pieniądze są, tylko my wydaje na jakieś zasrane nierentowne górnictwo, KRUS, TVP, IPN, gówno studia o gender, te wszsytkie zasrane spółki obsadzone przez każdą możliwą partię. No k⁎⁎wa są pieniądze tylko trzeba wywalić darmozjadów i przekierować środki na rzeczy faktycznie potrzebne. Skoro państwo nie jest w stanie zrobić z tym porządku, bo politycy reprezentują wszystko co najgorsze, (a rząd Polacy wybrali na swój obraz i podobieństwo!) to znaczy, że tego sprzętu tak naprawdę nie potrzebujemy.
#polityka #gownowpis #niepopularnaopinia
@BapitanKomba To co teraz należy robić? Jak walczyć z tym zjawiskiem?
Dla mnie krokiem w celowanie do polityków, którym pewnie to wszystko pasuje stan rzeczy. Tylko nawet nie wiem jak ustawodawstwo obecnie działa. Czy można to urestrykcyjnić?
Natomiast czego bym oczekiwał w pierwszej kolejności:
zbiórki jak jakaś (alternatywka) loszka zbiera sobie "start w dorosłe życie" nie powinny mieć nigdy miejsca, jak i również na zbiórkę tego leku który nie jest dozwolony w UE
wszelacy politycy afiszujący się w akcje powinny dostać melę na ryj. Zamiast się pchać na szkło to powinni zapierdalać, bo poniekąd ich klasa stoi za przyczyną istnienia części tych zbiórek
Zaloguj się aby komentować
872 + 1 = 873
Tytuł: Cosmopolis
Autor: Ella Hyciek
Kategoria: poezja
Wydawnictwo: Nauczycielki Klub Literacki Biblioteka NKL nr 127
Format: książka papierowa
Liczba stron: 233
Ocena: 1/10 + status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu
Nie wiem jak to się stało, że książka ta trafiła w moje ręce. Jeśli pamięć mnie nie myli, tytuł ten podrzuciła mi koleżanka z pracy, który robiła porządki w bibliotece i chciała oddać ten tytuł do bookcrossingu. Dała mi plik książek do przeglądu, ja z ciekawości wyłuskałem sobie ten tytuł, bo zainteresowały mnie wplecione pomiędzy wiersze w języku polskim ich tłumaczenia po angielsku, niemiecku, francusku, włosku, hiszpańsku, rosyjsku, japońsku, esperanto, słowacku, słoweńsku i litewsku. Tak. Wiedziałem doskonale, że to może być coś potężnego, skarb, którego nie znajdziesz wypatrując go z góry, lecąc na wielkim paździerzolocie. Takie rzeczy trzeba odkopać. A że to, co miało być fragmentem starożytnej amfory okazuje się być fragmentem rury PCV nie odbiera radości z poszukiwań.
Zbiór wierszy "Cosmopolis" (z podtytułęm Książka dla Europy 2016) napisała Ella Hyciek, poetka i malarka żyjąca w Niemczech i we Francji, ale zawsze z tęsknotą wracająca do Torunia. Nie znam się na malarstwie, ale wydaje mi się, że jest pionierką jakiegoś nieznanego mi z nazwy kierunku, łączącego kolaże z grażynacore'm. Od 1991 coś pisze, recenzowana tu książka została wydana w 2009 roku. "Cosmopolis" miało promować Toruń, ubiegający się wówczas o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Aby zwiększyć zasięg, wybrane wiersze przetłumaczono na różne języki. Nie wyszło, Toruń przegrał z Wrocławiem. Został jednak zbiór wierszy wychwalających Toruń. I marszałka województwa kujawsko-pomorskiego Całbeckiego, ale o nim za chwilę.
Liczba pochwał skierowanych w stronę Torunia jest przeciw proporcjonalna do liczby kropek i rymów. Tych pierwszych jest jak na lekarstwo, te drugie po raz pierwszy pojawiają się na 104. stronie. No ale wiersz biały rządzi się swoimi prawami. Hyciek również ma swoje prawa, uznaje, że liczba sylab, akcenty, układ i inne technikalia to zawracanie głowy, trzeba pisać po swojemu i samemu zrobić przewrót, jakiego Toruń nie widział od czasu wydania "O obrotach". Ważny w wierszu jest przekaz, to on decyduje o sukcesie utworu!!!
Sprawdzam po cytatach. Nową linię zaznaczam ukośnikami, na końcu podaję numer strony oraz dodatkowe uwagi:
Światła nad UNESCO AREA / jak garść diamentów / Toruńska Starówka cud Polski / pomiędzy szaleństwem a geniuszem / w świat otwartych granic / na randkę idzie z Bydgoszczą (str. 18, taka niby wielbicielka Torunia, a zaśmieca Perłę Pomorza gwarą warszawską. Starówka jest u Wiecha, Toruń ma Stare Miasto)
Jestem / W czerwonej sukience / Nad Wisłą / Przy Mostowej Bramie / Ptasi świergot / Głosi metropolię Byd-Tor (str. 47)
Bydgoskie City Center wkrótce wybudują / już się Całbecki z Dombrowiczem i Figasem całują / pomoże Euroland, Platforma, EUK, / menedżery i sponsory / jak wygasną miast ambicyjne spory (str. 104)
gród Kopernika hucznie celebruje / Międzynarodowy Rok Astronomii / pomnik planetoidy 12999 Toruń / przy fontannie Cosmopolis / muzyka Krzesimira Dębskiego Cosmopolis / Elly Hyciek książka poetycko-malarska Cosmopolis (str. 106)
Więc piękny Toruń miasto wspaniałe / stworzyło muzeum bardzo okazałe / w 12 legendach wszystko opisane / przez Ella von Hyciek też zilustrowane (str. 187)
Czasy się zmieniają, / ale pan zawsze jest w komisjach (str… a nie, przepraszam, to akurat moja twórczość i próba napisania jakiegoś wiersza o Całbeckim)
Tak jest, wiersze te idealnie oddają duch grodu Kopernika. Ten wielki astronom ustawił orbity planet we właściwym miejscu. Pani Hyciek zaś sprawiła, że moje oczy wyszły z orbit.
Nie jest mi znana historia tej książki, ale autorka na pierwszej stronie podziękowała Całbeckiemu za wsparcie oraz umieściła skan dyplomu, który potwierdza przyznanie Hyciek stypendium o wartości 4 tys. złotych. Jeśli województwo kujawsko-pomorskie odpowiada za druk książki to mogli dołożyć tę parę stów więcej na konsultanta, bo czytanie o z "Filadelfia Bulwar" (tj. Bulwarze Filadelfijskim, takim deptaku nad Wisłą, który miał swoje pięć minut, gdy znaleziono na nim łabędzia-zero podczas epidemii ptasiej grypy w 2006) boli, a człowiek czuje się jak ten łabędź.
Książkę zdobią rysunki Starego Miasta (no, są, rysunki jak rysunki) i kolaże (na co najmniej czterech jest marszałek Całbecki. No, może pięciu, bo na 148 str. jest osiołek-pręgierz).
Z wiersza "w strony świata": Turysto weź Toruń pod rękę / do twarzy Ci w jego kolorach. "Bydgoszcz" jest rodzaju żeńskiego. Jestem hetero, wobec czego z nią pójdę na randkę.
Prywatny licznik: 21/50
#bookmeter #czytajzhejto #poezja #torun #bapitankombaczyta

Zaloguj się aby komentować
865 + 1 = 866
Tytuł: Bitwa o Polskę
Autor: Jan Maria Jackowski
Kategoria: polityka
Wydawnictwo: Ad Astra
Format: książka papierowa
ISBN: 69457778
Liczba stron: 189
Ocena: 2/10 + status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu
Ktoś znajomy podrzucił mi tę książkę, mówiąc, że sprawi mi wiele radości, bo rzekomo lubię kuriozalne ciekawostki, wywołujące pusty rechot. W zasadzie tak właśnie jest i lubię od czasu do czasu przeczytać jakiś odmóżdżacz. Nic nie sprawia większej przyjemności niż papierowe odpowiedniki "Klątwy Doliny Węży", "Serca gór" lub innego "Gierka". Niestety, "Bitwa o Polskę" Jana Marii Jackowskiego to odpowiednik polskiego kina historycznego, w której to Polak wiecznie użala się nad sobą i smęci, że czuje się wyobcowany przez Niemców.
Ciężko mi napisać parę zabawnych zdań o książce, w której autor na dzień dobry pieprzy, że I Sekretarzem [w 1970] KC PZPR został Edward Gierek, który obiecał, że siły przeciwko narodowi nie użyje i słowa tego dotrzymał do końca swoich rządów w 1980 r.. Pozdrawiam z tego miejsca #radom Autor tego kuriozum nie był jednak komunistą z krwi i kości, a... opozycjonistą z lat 80., który w latach 90. był jednym z założyciel Stowarzyszenia Rodzina Polska, ściśle związanego z Radiem Maryja. Kaczyński nie był pierwszy, pierdoląc coś o komunistycznym patriocie, zapominając, jak się Gierek płaszczył przed Breżniewem oraz co wygadywał o robotnikach w 1976.
Cała książka jest symulatorem typowego przedstawiciela głównej Wykopu, który wszędzie widzi niemiecki spisek. Łatwo jednak odróżnić Jackowskiego od Wykopka, gdyż ten pierwszy deklinuje co akapit Balcerowicza, z drugi Tuska. Interesujące u Jackowskiego jest zastępowanie nawiasów ukośnikami (np. Ten były pułkownik MON [Ryszard Kukliński], przez innych nazywany zdrajcą i agentem CIA /Jerzy Urban, Wiesław Górnicki/, przez drugich bohaterem i wielkim patriotą /Zbigniew Brzeziński, Jan Nowak-Jeziorański/ funkcjonował w sferze najdelikatniejszych problemów bezpieczeństwa i obronności państwa (…)). I tak do 187 strony. Wiem, że Polska w 1993 roku była bardzo biedna i dopiero wychodziła z dna. Nie sądziłem jednak, że była taka bieda, że ludzi nie było stać nawet na nawiasy.
Książka składa się z trzech części, noszących tytuły: Ukąszenie Hegla (to jest historia polityczna Polski lat 1945-1992), anatomia soc-demoliberalizmu (???) i pole bitwy (czyli wizja autora, w jakim kierunku ma iść Polska. W ogóle widzę, że nadużywam pisania w nawiasach. Oj od dobrobytu mi się w tyłku przewraca, stać mnie na nawiasy, a nawet na litery z dowolnego alfabetu!). Nie pytajcie mnie, o co chodzi w anatomii soc-demoliberalizmu, tam są rozdziały zatytułowane "Era Wodnika", "Oblicze Lewiatana" czy też "Soft ideology". Są tam jakieś losowe fakty o religii, o filozofii, o historii, ale całość przybiera kształt bezkształtnej brei. O co chodzi z tym Heglem, też nie wiem. Francis Fukuyama w "Końcu historii" też pisał sporo o filozofii i wtedy też guzik zrozumiałem, traktując cały ten wywód jako paplaninę. Nie pamiętam jednak, czy Fukuyama odnosił się właśnie do Hegla, a stąd Jackowski nawiązywał do Fukuyamy. Problem absolutnie nie jest fakt, że Jackowski ma zupełnie inne poglądy od moich. Problemem jest poziom argumentacji i bardzo płytkie traktowanie problemów, gdzie za wszystko odpowiada zagranica i komuniści nadali z polecenia Moskwy, a ratunkiem będzie powrót do wiary katolickiej i polityka zgodna z encyklikami Jana Pawła II.
Daje tę jedną marną gwiazdkę tylko dlatego, że są tam jakieś pojedyncze informacje o Polsce z przełomu lat 80. i 90., które mogą zainteresować historyków. Przeczytałem tę książkę licząc na kolejne skandaliczne fragmenty, jak ten z Radomiem. Ot miałbym po prostu pewność, że coś z tej książki wyniosę i będę mógł bezkarnie atakować gościa, który do 2023 roku kręcił się w polityce z list PiS. No ale to typowa prawicowa książka, z prawicowym punktem widzenia, gdzie autor ma ból d⁎⁎y, gdy np. premier wyrzuca na zbity pysk ministra zdrowia za homofobię oraz gdy widzi, że fabryka jest sprzedawana Niemcowi, bo ten jako jedyny ma kapitał na plan naprawczy zakładu. Muszę jednak za jedną rzecz podziękować Jackowskiemu, choć nie będzie to miało związku z jego książką. Co by nie mówić, głosował za powołaniem komisji ds. Pegasusa i opieprzył koleżeństwo z partii za kpiny, żarty i porównania do konsoli zwracając uwagę, że sprawa jest poważna i musi być transparentnie wyjaśniona.
Aby jeszcze bardziej was pocieszyć, napiszę, że niebawem będzie kolejna recenzja wysokooktanej głupoty, którą spisano i wydano w paździerzolocie. Tym razem jednak zamiast szpitala psychiatrycznego był chirurg plastyczny, który usunął mi mordę wykrzywioną po pustym rechocie. Chyba muszę pomyśleć nad założeniem kolejnego autorskiego tagu, gdzie będę recenzować najgorsze książki.
#bookmeter #czytajzhejto #polityka #historia #bapitankombaczyta
Prywatny licznik: 20/50

Zaloguj się aby komentować
841 + 1 = 842
Tytuł: Mieczysław F. Rakowski, Biografia polityczna
Autor: Michał Przeperski
Kategoria: naukowa, historyczna, biogram
Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej
Format: książka papierowa
ISBN: 9788382292213
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10
Biografia naukowa poświęcona ostatniemu I sekretarzowi KC PZPR, premierowi, współtwórcy "Polityki". Rakowski to ciekawa postać, głównie za sprawą beznadziejnego lawirowania w systemie komunistycznym, gdzie chciało się być liberalnym w systemie, który miał za zadanie kontrolować każdy aspekt życia i w którym jedyna droga awansu wiodła przez ciągłe umizgiwanie się władzy komunistycznej i ściąganiu w dół każdego niezależnie myślącego, stanowiącego zagrożenie. Przeperski zdecydował się przedstawić Rakowskiego jako człowieka sukcesu, który zbudował swoją karierę, korzystając z możliwości, jakie dawał komunizm.
Z racji tego, że mówimy tutaj o biografii naukowej, dość ciężko mi polecić każdemu tę książkę, bo ta jest po prostu trudna i sucha w treści. Nie jest to zarzut, książki naukowe tak po prostu piszemy. Źródeł było tak dużo, że autor momentami chyba sam nie wiedział, na czym należy się skupić, na co należy położyć większy akcent i gdzie należy wyznaczyć granice, by treść pozostała spójna. Najważniejszy dla Rakowskiego okres życia, przypadający na lata 80., został napisany chaotycznie, autora przerosła skala źródeł, relacji i informacji.
Nie wiem czy ktoś z was miał okazję czytać "Dzienniki" Rakowskiego, ale Przeperski mając wgląd do oryginałów w książce pozdrawia zwolenników Rakowskiego machającym_papieżem.jpg. Autor wykonał dobrą robotę, weryfikując relacje Rakowskiego, zarówno ze wcześniejszymi wersjami notatek jak i z relacjami innych świadków. Po weryfikacji wyszedł Rakowski "liberał", który mając do wyboru postawienie na swoim a zaufanie Gomułce, Gierkowi czy Jaruzelskiemu stawiał prawie zawsze na to drugie.
Jako historyk z wykształcenia jestem zadowolony z lektury, ale wiem, że większość z was na pewno wolałaby książkę napisaną żywszym językiem, gdzie autor odważniej polemizuje z bohaterem książki. Też lubię takie książki, ale mając przed sobą biogram naukowy oczekuje, że przeczytam właśnie taki biogram.
(No dobrze, gdybym był autorem tegoż biogramu to pewnie waliłbym śmielej w Rakowskiego za oportunizm i jednocześnie chwalił za krytykę megalomańskich żądań Solidarności, przy których PRL po dziesięciu latach Gierka byłaby krajem naprawdę dobrze zarządzanym)
Ciekawostka. Rakowski jako premier wycofywał wiele przepisów regulujących gospodarkę. Ale deregulując gospodarkę nie sprawdzał, czy dany przepis nie odnosi się do innego lub też czy nowe, prostsze prawo, nie jest sprzeczne z jakimś innym. Wychodził z tego taki bałagan, że po kilku miesiącach urzędowania połowa regulacji wróciła, bo na bieżąco odkrywano sprzeczności w przepisach i trzeba było coś z tym zrobić. Cóż, Mentzen nie byłby pierwszy ze swoimi stoma ustawami.
#bookmeter #czytajzhejto #bapitankombaczyta #historia #polityka
Prywatny licznik: 19/50

Zaloguj się aby komentować
836 + 1 = 837
Tytuł: Okupowanej Warszawy dzień powszedni
Autor: Tomasz Szarota
Kategoria: naukowa, historyczna
Wydawnictwo: Czytelnik
Format: papierowa
Liczba stron: 654
Ocena: 7/10
W zasadzie tytuł zdradza (ale częściowo!) tematykę książki. "Okupowanej Warszawy dzień powszedni" to synteza naukowa przedstawiająca życie codzienne mieszkańców podczas II wojny światowej. Książka dzieli się na następujące rozdziały: strukturę ludności i jej problemy, warunki bytowe warszawiaków, życie kulturalne, życie codzienne Niemców, nastroje i postawy wobec wojny i wroga. Praca ta obejmuje jednak okres od września 1939 do lipca 1944, próżno tu więc szukać informacji o powstaniu warszawskim czy też robinsonach warszawskich.
Dość ciężko ocenia mi się książkę, ponieważ wydanie, które miałem w dłoni, pochodzi z 1988 roku. Tuż przed końcem czytania książki dowiedziałem się, że książka doczekała się reedycji w 2011 roku, gdzie m.in. poruszono reakcje warszawiaków na wiadomość o zbrodni w Katyniu. Egzemplarz z 1988 ma propagandowe naleciałości, ale w zasadzie tylko ostatnia część "nastrojów i postaw" jest pełnoprawną propagandą, którą trzeba pominąć lub przeczytać z wyraźną rezerwą. W pozostałej części tekstu wstawki propagandowe (w tym o Gwardii Ludowej/Armii Ludowej czy też Polskiej Partii Robotniczej) są nieliczne i wydają się być "dla zasady, by cenzor puścił". Opisy działalności Armii Krajowej są w zasadzie rzeczowe i neutralne. Jak na czasy, w których ta książka powstała, wyszło dobrze. Faktem jest jednak, że łatwiej wybrnąć z "kontrowersyjnych tematów", jak pisze się o życiu codziennym, gdzie trzeba skupić się na cenach żywności czy też czytelnictwie. Sporą część książki zajmują cytaty z relacji świadków, co przybliża tekst czytelnikowi, który może być znudzony encyklopedycznymi opisami poszczególnych aspektów życia mieszkańców stolicy.
Nie bez przyczyny "Okupowanej Warszawy dzień powszedni" uchodzi w Polsce za kanon literatury dotyczącej II wojny światowej. Opisy są rzeczowe, a wszystkie informacje podane w odpowiedniej kolejności. Napisałbym, że również nie ma się odczucia, że autor pominął lub zbagatelizował jakąś kwestię, ale to zapewne mógłbym spokojnie napisać o ostatnim wydaniu. Ogólnie polecam książkę każdemu, ale w ciemno ostatnie wydanie z 2011.
#bookmeter #historia #warszawa #iiwojnaswiatowa #czytajzhejto #bapitankombaczyta
Prywatny licznik: 18/50

Zaloguj się aby komentować
805 + 1 = 806
Tytuł: Świadkowie Jehowy? Dylematy mojej matki
Autor: E. Bruce Price
Kategoria: religijna
Wydawnictwo: Orion Plus
Format: papierowa
Liczba stron: 142
Ocena: no nie da się ocenić w skali od 1 do 10, ale przynajmniej po lekturze dostałem status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu
Jadąc w ubiegłym tygodniu do Bydgoszczy znalazłem tę ciekawostkę w półce bookcrossingowej. Patrzę na okładkę i widzę, że może to być coś interesującego, bo na okładce są różne daty końców świata, które przepowiadali świadkowie Jehowy. Odwracam i na tylnej okładce widzę wydawnictwo Orion Plus. No to już wiem, że to coś będzie dla mnie.
Orion Plus to wydawnictwo adwentystów Dnia Siódmego. Czemu Orion? Cóż, adwentyści mają dziwne zainteresowanie gwiazdozbiorem Oriona, zakrawające o kult. Interesujące jak na kościół chrześcijański, ale to dygresja. Ważne jest, że znak Orion Plus sprawia mi tyle samo radości co logo The Cannon Group na początku filmu, zapowiadający niskobudżetowy, ale sprawiający pełno frajdy film wpierdolu z Chuckiem Norrissem. Logo wydawnictwa Orion Plus od razu wskazuje, kto stoi za książką. Jest Orion, a co za tym idzie będzie ciekawie.
Książka przedstawia historię pewnej australijskiej rodziny ze świadków Jehowy, którzy decydują się przejść do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jedno muszę przyznać – interesujące jest wyjście ze swojej bańki i czytanie krytyki sekty ze strony innego bardzo kontrowersyjnego wyznania religijnego. Cóż, adwentyści wierzący w biblijną wizję stworzenia świata i poważnie wierzący, że świat liczy 6 tys. lat, są takimi samymi szkodnikami co świadkowie Jehowy, którzy dosłownie czytając swój przekład Biblii również plują na naukę, przynajmniej na poziomie transfuzji krwi. W zasadzie gdybym potrafił obsługiwać wideo, miał warunki i za dużo wolnego... a nie, mam za dużo wolnego czasu, skoro czytam takie książki. W każdym razie gdybym rozpoczął serię filmów commentary o adwentystach to zrobiłbym SciFunowi dużą konkurencję wobec jego serii o płaskiej Ziemi.
Jak ktoś byłby zainteresowany argumentami, jakimi pastor przekonał świadków do swojego kościoła, to mogę przytoczyć, ale moim zdaniem byłoby to nudne dla przeciętnego czytelnika. To jest nic innego jak rozmowa o hrabinę Szlezwig-Holsztain, która przypadkiem nadepnęła na nogę cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus #pdk Mnie takie wymiany poglądów interesują, ale traktuje to jako intelektualne guilty pleasure.
Jak ktoś lubi tematykę sekt religijnych - polecam. Jak ktoś ma takie szczęście jak ja, że co trzy miesiące dostaje telefon od mormonów, na swoim przystanku autobusowym regularnie widzi wydawnictwa adwentystów, jako jedyny na osiedlu jest odwiedzany przez świadków Jehowy, a na Gdańsku Głównym gdy jest tłum z setką ludzi to tylko do mnie podejście bez powodu zielonoświątkowiec – no to też polecam, bo zawsze można czegoś się nauczyć i mieć tę dodatkową ripostę w głowie. Jak ktoś ma za dużo czasu – polecam. Kupić piwo i przeczytać cokolwiek innego, np. instrukcję obsługi pralki. Po serbsku.
Prywatny licznik: 17/50
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #bapitankombaczyta #religia #sekty #swiadkowiejehowy

Zaloguj się aby komentować
801 + 1 = 802
Tytuł: Bestie, które żyły przed nami. Nowa historia pochodzenia i ewolucji ssaków
Autor:Elsa Panciroli
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: papierowa
Liczba stron: 416
Ocena: 6/10
"Bestie, które żyły przed nami" to książka popularnonaukowa prezentująca ewolucję ssaków. Głównym celem książki było obalenie mitu, że ssaki rozwinęły się dopiero po katastrofie sprzed 66 mln lat, która zmiotła z Ziemi dinozaury. Autorka zwraca uwagę, że ssaki pojawiły się na Ziemi już 300 mln lat temu, a co za tym idzie ich historia jest o wiele dłuższa i bardziej złożona, ale w gruncie rzeczy nieznana przez powszechną fascynację dinozaurami, którzy je przyćmili.
Książka była niezła, ale autorka zbyt często popada w dygresje, za dużo opowiada o sobie oraz wplata swoje poglądy do książki (trzecią uwagę odnotowuje tylko z kronikarskiego obowiązku, sam pisząc na tagu recenzje wplatam swoje poglądy, wobec czego nie chcąc wyjść na hipokrytę drugi zarzut wobec autorki uważam za niebyły). Jest trochę zdjęć przedstawiających szczątki ssaków, wykopaliska oraz wykopaliska, ale są wrzucone na odczepnego do wkładki wewnętrznej. Powinny być rozłożone w odpowiednich miejscach książki, by zdjęcie pokrywało się z rozdziałem.
Wydaje mi się, że najbardziej interesującym dla czytelnika będzie rozdział poświęcony wieloguzkowcom (ssaki wielkości gryzoni, ale prawdopodobnie jajorodne. Badania nad wieloguzkowcami opierają się przede wszystkim na badaniach Zofii Kielan-Jaworowskiej, która zdaniem autorki książki "nadała kształt naszej wiedzy o mezozoicznych ssakach i wprowadziła ją w XXI wiek". Przyznać się, kto z was znał wcześniej Kielan-Jaworowską? Wstyd mi, że o tak wybitnej paleobiolog dowiedziałem się dopiero od brytyjskiej autorki. Wstyd dla Polski, że w czasach, gdy wszyscy ględzą o roli kobiet w historii, herstoria u nas stanowi tylko i wyłącznie modę, a książki poświęcone historii kobiet są po prostu literacką makulaturą. Tu zaś mamy naukowiec szanowaną na całym świecie, która w Polsce jest znana tylko w środowisku naukowym.
Prywatny licznik: 16/50
#bookmeter #biologia #bapitankombaczyta #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Wczoraj pod memem o Lippy i Messy śmiałem się, że w tym badziewiu grał Sanjaya z Lehji, a dzisiaj dostałem wiadomość, że Sanjaya kilka dni temu miał umrzeć. Sekta uległa rozwiązaniu, na stronie jasnastronamocy.info jest informacja o zakończeniu działalności, zaś na kanale JSM opublikowano nekrolog Sanjayi. Nie wiem, czy Sanjaya faktycznie zmarł czy doszło do jakiegoś szwindlu, ale sprawa wydaje się być interesująca.
Zwłaszcza, że dwa tygodnie temu Onet zrobił serię reportaży o tej sekcie, gdzie zwracano szczególną uwagę na powiązanie jej członków z władzami lokalnymi.
#sekty #wydarzenia

@BapitanKomba niee to na pewno światowy rząd wydał na niego wyrok egzekucji (czy jak to tam szło) i musi się ukrywać, żeby nie był udany xDDDDDDDDDDDDDDD Ale tak serio to nie powiem- sekciarz i tak się długo utrzymał, chociaż to może temu, że był stosunkowo niegroźny poza tym swoim pierdoleniem, z którego scifun już przy okazji swojego płaskoziemskiego opus magnum darł łacha
Zaloguj się aby komentować
Ktoś korzysta z InCoinów oferowanych przez #inpost ? Mam to badziewie na telefonie, wszystkie oferowane "nagrody" są dla mnie zwykłymi śmieciami, wreszcie kompletnie nie rozumiem, dlaczego nawet z apki do przesyłania paczek zrobiono duolingowe gówno z masą wodotrysków, animacji i programów, które nie służą do niczego poza sztucznym nakręcaniem rynku. Mam na aplikacji nawalone 1350 punktów. Widzę w Internecie oferty kupna / sprzedaży InCoinów, gdzie zasada jest taka, że właściciel coinów odbiera nagrodę (kod rabatowy, voucher itd.), po czym oddaje nagrodę kupującego, który po odebraniu odsyła blikiem pieniądze. W dużej mierze śmierdzi mi to scamem. Ktoś z was korzysta z tego programu lojalności i odbiera nagrody bądź je sprzedaje? Nie wiem czy po prostu zignorować ten cały śmietnik i patrzeć jak wszystko przepada po zakończeniu programu lojalnościowego czy jednak nie wymienić/sprzedać tego szrotu. Wiele tego nie jest, patrząc po cennikach w Internecie mam równowartość góra 70-80 zł.
To tak zbiorowo: @AdelbertVonBimberstein @Astro @wonsz @MalyDiabel Dzięki za komentarze, podpowiedzi, propozycje. Podejrzewam, że gdyby ktoś coś przesyłam Inpostem to prędzej czy później zajrzy do tagu, znajdzie ten wpis i skontaktuję się ze mną, wobec czego będę mógł tutaj pomóc z udostępnieniem kodu rabatowego do wysyłki paczki. Gdybyście sami potrzebowali to rzecz jasna mogę się podzielić.
Zaloguj się aby komentować
776 + 1 = 777
Tytuł: Bóg. Ludzka historia religii
Autor: Reza Aslan
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Znak
Format: papierowa
Liczba stron: 316
Ocena: 9/10
Uprzedzam, będzie we wpisie więcej prywaty niż samej książki.
Nieco rozbudowany esej poświęcony historii religii, a właściwie tego, jak powstawało nasze wyobrażenie o Bogach, a następnie Bogu, na nasz obraz i podobieństwo. Nie jest to praca poruszająca wszystkie możliwe religie, autor skupia się głównie na prehistorii i Bliskim Wschodzie skąd wywodzą się trzy największe religie monoteistyczne świata. Niewątpliwie adresatem książki jest szeroko pojęty świat zachodni i muzułmański. Autor tej pracy jest ateistą i opisując religie zwraca uwagę, jak stopniowo powstawały judaizm, chrześcijaństwo i islam, ale do wszelkich systemów wierzeń odnosi się z szacunkiem.
Książkę tę czytałem po raz pierwszy pięć lat temu, krótko po ukazaniu się polskiego wydania, niedawno odświeżyłem sobie ten tytuł. Nie ukrywam, że ta książka przyczyniła się do tego, że zostałem ateistą. Moja rewolucja z katolika do agnostyka była stopniowa i wieloletnia, zaś proces przejścia na ateizm był już gwałtowny, właśnie dzięki tej książce, która uporządkowała moją wiedzę i zabrała wszelkie złudzenia. Cóż, żadnych bóstw nie ma. Niewiele to zmieniło w moim życiu poza faktem, że śmierć fizyczna skończy się utratą świadomości, poprzedzoną bólem fizycznym i psychicznym. A potem przyjście druga śmierć, gdy umrą wszyscy, którzy o mnie pamiętają. Ot nic po nas nie zostanie, a wiara w Boga, którego stworzyli sobie ludzie, stanowi zwykłe oszustwo.
Dałbym 10/10, ale wydawnictwo Znak wpadło na genialny pomysł, by przypisy (liczące 100 stron) wywalić poza część główną książki. Super pomysł...
Prywatny licznik: 15/50
#bookmeter #ksiazki #religia #historia #bapitankombaczyta

Zaloguj się aby komentować
Nieźle w Warszawie, dobrze w Krakowie ale najlepiej jest w Kopydłowie!
https://www.youtube.com/watch?v=bv83gXksoIo
#heheszki #nostalgia #hejto30plus
Zaloguj się aby komentować
721 + 1 = 722
Tytuł: 1985
Autor: Anthony Burgess
Kategoria: powieść
Wydawnictwo: Vis-à-vis Etiuda
Format: papierowa
Liczba stron: 295
Ocena: 7/10
Książka składa się z dwóch części. Zacznijmy od drugiej, będącej opowieścią o Zuklandii, dawnej Wielkiej Brytanii. Zuklandia jest państwem upadłym, stanowiącym przedziwną dystopię, sterroryzowanej przez związki zawodowe i antyspołeczne gangi nastolatków, a także Arabów, wykupujących lub przejmujących brytyjski majątek. Tym pierwszym przeciwstawia się Bevin Jones. Pracował wcześniej jako nauczyciel historii, ale nie chcąc podporządkować się zmianom w podstawie programowej (której wymagania regularnie obniżano, by dostosować się do nizin społecznych) przeniósł się do fabryki produkującej słodycze. Po raz kolejny Jones się buntuje, kiedy przez strajkujących strażaków w pożarze ginęła jego żona. Sprowadza na siebie kłopoty, gdy decyduje się publicznie domagać prawa do pracy, gdy reszta woli czekać z założonymi rękami, aż władza ugnie się pod jej kolejnymi żądaniami.
Pierwsza część książki stanowi zaś serię esejów i wywiadów Burgessa z samym sobą na temat "Roku 1984" Orwella. Najciekawszy spośród wszystkich tekstów jest z pewnością wywiad zatytułowany "1948: wywiad ze starszym Panem", w której Burgess pokazuje, że "Rok 1984" Orwella to przede wszystkim czarna komedia, w której punktuje niską jakość życia Brytyjczyków w okolicach 1948 roku.
Książkę czyta się dobrze, historia (ze względu na bardzo dużo podobieństw do świata rzeczywistego) jest niepokojąca. U Burgessa dzieciaki są bezmyślną masą gapiącą się w telewizor, w której BBC emituje bardzo niskiej jakości kreskówki. My dziś mamy TikTok. O populizmie, rządach bojących się podejmowania jakiejkolwiek decyzji na rzecz Państwa (chwilowym koszem roszczeniowych grup społecznych), bardzo niskiej jakości edukacji nie będę się rozpisywać, bo to wszystko mamy codziennie w serwisach informacyjnych.
Cóż, kto by się spodziewał, że w Wielkiej Brytanii rok 1984 upłynie pod znakiem Margaret Thatcher, która nie patyczkowała się ze związkami zawodowymi oraz wspierała Reagana w walce z totalitarnym ZSRR.
Na koniec parę słów o tłumaczach i wydawnictwie. Eseje o "Roku 1984" przetłumaczył Zbigniew Batko, opowiadanie Robert Stiller. Ten drugi dołączył do powieści "przypisy" (właściwie mini-encyklopedię), w której w swoim charakterystycznym stylu ocenia błędy innych, czyjeś dzieła itd. Nie wiem po cholerę komu negatywna opinia Stillera o twórczości Agathy Christe czy krytyka... rozwiązań językowych Burgessa w jego własnym dziele. Krakowska Vis-à-vis Etiuda jest naprawdę ślepa w zachwytach nad Stillerem, wydając wszystkie jego druki. W ogóle śmieszna sprawa. Stiller uchodził za pedanta, który potrafił opluć w felietonach różnych korektorów, którzy nie znają się na swojej pracy. Tymczasem moje wydanie "Roku 1985" zawiera sporo literówek. A czytałem jedno z późniejszych wydań, które ukazało się w 2024 roku.
Prywatny licznik: 14/50
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Co prawda sieć ta pojawiła się w 2001 roku, ale gdyby ktoś robił podsumowanie lat 90. to klamrą zamykają rozdział o problemach społeczno-gospodarczych Polaków powinna być ta nieszczęsna sieć sklepów. Klienci mieli świadomość, że sklep sprzedaje najgorszą możliwą padlinę do spożycia, a warunki pracy pozostawiają bardzo wiele do życzenia, ale bieda zmuszała wielu do robienia zakupów w tejże sieci. Na sam widok loga człowiek dostaje zgagi oraz bólu serca ( ͠° ͟ʖ ͡°)
#sklepy #leaderprice #gospodarka #bieda

Kojarzę jakiś reportaż o szajsie, który się tam wydarzał - typu że na mięsnym jak już była myta lada, to się zdarzyło że np. proszek do mycia się rozsypał na mięso, to tylko je lekko wytarli ściereczką i dalej poszło na sprzedaż. To był lider szajs i jeszcze globi.
Mam wrażenie że to właśnie wtedy, przez te sklepy pojawiło mi się w głowie żeby nie kupować najtańszej coli po 60gr za 2l i do niedawna miałem te opory przed np. biedronkową Top Colą, co dzisiaj jest bezpodstawne. Kupowanie Coca Coli czy Pepsi to frajerstwo, inne marki są co najmniej równie dobre, a dużo tańsze.
@Gilgamesh Nie wiem czy wszystkie, ale zdecydowana większość sklepów Leader Price zostało po 2006 roku zamieniona na Tesco. Z kolei jak kilka lat temu Brytyjczycy odchodzili z Polski to większość Tesco sprzedali duńskiemu Netto. Kilka lat temu na Wykopie widziałem zdjęcie, które przedstawiało remont dawnego Tesco. Jak zdjęto szyldy ostatniego sklepu to oczom wszystkich ukazał się romb Leader Price, który kilka dni później został zakryty logo Netto.
@ytilibuuun Nie ty jeden, na początku 00 miałem na typowej postpgr-owskiej wsi, gdzie jak jeździło się do supermarketu to do najbliższego miasta, gdzie do wyboru był Leader Price, Biedronka i Polomarket. Geant się odwiedzało raz w roku, gdy trzeba było kupić wyprawkę szkolną, bo jako jedyna w promieniu 50 km miała wszystkie towary szkolne w jednym miejscu.
Zaloguj się aby komentować
@BapitanKomba Ziobro zapewne już ucieka dalej
Zaloguj się aby komentować
635 + 1 = 636
Tytuł: Państwo Hitlera
Autor: Götz Aly
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Fundacja Historia.pl
Format: papierowa
Liczba stron: 480
Ocena: 4/10
Mam problem z tą książką. „Państwo Hitlera” jest reklamowane jako nowatorskie, sensacyjne spojrzenie na narodowy socjalizm Hitlera. W zasadzie tak jest. Książkę można podsumować w paru zdaniach: Niemcy podczas II wojny światowej byli skurwielami, a to że ubierali się lepiej od trepa Saszki z Irkucka nie sprawia, że należy ich stawiać wyżej. Tak samo kradli i mordowali. W całej Europie.
Książka jest poświęcona ekonomii III Rzeszy. Götz Aly wyjaśnia, dlaczego gospodarka Niemiec mimo wojny zdołała się utrzymać, a Niemcy zaślepieni ideologią i nakarmieni kosztem całej okupowanej Europy do końca wojny popierali Hitlera. Tu właśnie pojawia się problem, od którego zacząłem ten wpis. Aly podaje bardzo dużo danych statystycznych, cytatów, przykładów. Nie jest to książka łatwa w lekturze, bo tak duży zbiór danych nuży. Czy mimo to odradzam przeczytanie tej książki? Właściwie nie, bo ta książka po prostu jest potrzebna do zrozumienia ekonomii III Rzeszy, który odgrywał bardzo dużą rolę w polityce Hitlera. Autor (Niemiec) nie bawi się w eufemizmy i mówi wprost: Niemcy żyli w dobrobycie, bo w sposób masowy i systematyczny mordowała i grabiła Europejczyków, byle tylko przejąć ich majątek. Ideologia nazistowska odgrywała pewną rolę w tym mechanizmie, ale wielu Niemców było konformistami, którzy mając wymówki o "ostatecznych rozwiązaniach" czy "przestrzeni życiowej" po prostu dokonywała skurwysyństw, byle tylko zapewnić sobie i rodzinie lepsze życie.
No ale czemu napisałem, że "właściwie" należałoby przeczytać książkę? Problem polega na tym, iż polskie wydania tejże potrzebnej książki są niestety niechlujne
Jak ktoś interesuje się historią II wojny światowej to powinien przeczytać tę książkę. Ale niech zapozna się z oryginałem w języku niemieckim albo spróbuje przeczytać inne tłumaczenia. Polskie wydania niestety leży i dlatego moja prywatna ocena jest tak niska. Polski wydawca umieścił tę książkę w tzw. Złotej serii. Złoto okazało się być tombakiem.
Prywatny licznik: 13/50
#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta #historia #hitler

@cremaster No właśnie nie, w języku polskim obowiązuje zasada, że słowa obcojęzyczne zapisywane w alfabecie łacińskim piszemy zgodnie z oryginałem. Dlatego mamy Hermanna Göringa, Slobodana Miloševicia czy też Françoisa Mitterranda, a nie Goeringa, Miloszevicia/Miloszewicia czy też Francoisa Mitterranda.
Oczywiście nie czepiam się, jak ktoś upraszcza zapisy nazw własnych na forum, w prywatnym mailu czy też w notatce, nie wymagam od wszystkich, by kopiowali litery niewystępujące w języku polskim. Ale inna sytuacja dotyczy książki kierowanej do tysięcy czytelników, gdzie trzeba zadbać o ortografię. Gdyby chociaż "Goering" był stosowany konsekwentnie, machnąłbym ręką przyjmując, że redaktor tak zdecydował. Ale pisanie raz o Göringu, a raz o Goeringu traktuje wyłącznie jako rodzaj niechlujstwa, który obniża wartość jest potrzebnej książki
Zaloguj się aby komentować
630 +1 = 631
Tytuł: Od Edfu do Faras
Autor: Kazimierz Michałowski
Kategoria: wspomnienia, popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Format: papierowa
Liczba stron: 269
Ocena: 6/10
Książeczka stanowi opis wybranych odkryć archeologicznych, których kierownikiem był Kazimierz Michałowski, symbol polskiej archeologii, członek zdecydowanie zasłużony dla polskiej nauki i niestety dość mało znany opinii publicznej (smutne tym bardziej, iż za Gierka Michałowski cieszył się naprawdę wielką popularnością, wyobrażacie sobie dzisiaj naukowca-celebrytę?). Książka ta została wydana w latach 70. w popularnej wówczas serii opracowań poświęconych starożytności, które były sygnowane charakterystycznym rysunkiem popiersia Nefretete z boku. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są zazwyczaj kolejnym stanowiskom archeologicznym (m.in: Edfu, Mirmeki, Nubia, Palmyra, Faras, Abu Simbel).
Książka ta stanowi przykład pracy, które zaspakaja podstawowy głód, nie dając nic więcej. Cieszy mnie bardzo, że prof. Michałowski spisał za życia swoje relacje z badań archeologicznych. Cieszy mnie, że powstała popularnnaukowa synteza zawierająca najważniejsze informacje o badaniach polskich archeologów w rejonie Morza Śródziemnego. Cieszy mnie, że ta książka była tak ważna, że 50 lat późnmiej Tomasz Derda napisał kontynuację, która dokumentuje dalsze sukcesy polskich archeologów. Tylko kurczę, w książce jest więcej ziemniaczków niż mięsa. Za mało być archeologii samej w sobie, zaś nieco za dużo było osobistych wspomnień, szczegółów o tym, jak i z kim trzeba było kombinować, by niskimi kosztami można było osiągnąć dużo. Swoje robi też to, że książka choć liczy 269 stron, to tekst stanowi ok. 150 stron, reszta to fotografie, rysunki, spis ilustracji i wreszcie spis nazwisk członków ekspedycji, liczący 30 stron. Nie mogę narzekać na formę, bo ograniczona objętość oraz pierwotna forma (miał to być pamiętnik) narzuciły kierunek, ale nie pogniewałbym się, gdyby więcej było archeologii samej w sobie.
Prywatny licznik: 12/50
#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta #archeologia #historia

Zaloguj się aby komentować
Wprowadzenie: wczoraj na Bookmerze wrzuciłem recenzję książki "Neandertalczyk odkryty na nowo", która stanowi podsumowanie "dotychczasowego" stanu badań nad neandertalczykami. Cudzysłów jest tutaj zamierzony, gdyż postęp w badaniach jest tak duży, że książka zapewne zaczęła się dezaktualizować już na etapie wychodzenia z drukarni. Jako niezamierzony brak w książce wskazałem na powstałą niedawno hipotezę o roli neandertalskiego DNA na zdolności poznawcze współczesnych ludzi. Hipoteza jest całkiem ważna, ponieważ być może pozwoli ona wyjaśnić, skąd wziął się autyzm.
Hipotezę o roli neandertalskiego DNA czytałem w "Świecie Nauki", stanowiąc polską edycję "Scientific American". Tekst ten opublikowano w numerze z kwietnia 2025, autorami tekst są neurobiolożka Emily L. Casanova oraz genetyk i biochemik F. Alex Feltus. Zainteresowanym obiecałem podrzucić zdjęcia z książki. Jako, że @KatieWee jest zainteresowana to zgodnie z obietnicą dowożę. Artykuł publikuje w oddzielnym wpisie, by zwiększyć potencjalny zasięg osób zainteresowanych.
#neurobiologia #nauka #ciekawostki





Zaloguj się aby komentować