Zdjęcie w tle

BapitanKomba

Osobistość
  • 80wpisów
  • 1152komentarzy

1294 + 1 = 1295


Tytuł: Generał Grot. Kulisy zdrady i śmierci

Autor: Witold Pronobis

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Editions Spotkania

Format: papierowa

ISBN: 978-8-37965-000-2

Liczba stron: 296

Ocena: 7/10


Prywatny licznik: 17/50


Książka jest reportażem dokumentującym starającym się jak najpełniej odtworzyć ostatnie miesiące z życia gen. Stefana "Grota" Roweckiego (Komendanta Głównego ZWZ-AK) oraz losy Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego i Blanki Kaczorowskiej, którzy zdecydowali się kolaborować z Niemcami. Trójka ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia, w tym wydała w ręce Niemców gen. Roweckiego.


Książki tej nie należy jednak wyłącznie jako kolejnego reportażu historycznego. Autor tej książki nie tylko jest historykiem i byłym dziennikarzem Radia Wolna Europa, ale również krewnym gen. Roweckiego. Jako dziennikarz RWE w 1990 roku spotkał się z niejakim Edwardem Ciesielskim, który rzekomo miał chronić żołnierzy AK przed komunistycznym podziemiem, przez co później musiał uciec z Polski. Po chwili rozmowy Pronobis poznał, że przykuty do łóżka starszy schorowany człowiek to Kalkstein, ten sam, który wydał Niemcom Komendanta Głównego AK. Wywiad nie został przeprowadzony, ale dziennikarzowi udało się wynieść teczkę z dokumentami potwierdzającymi prawdziwą tożsamość Kalksteina oraz dowody jego współpracy z komunistyczną bezpieką.


"Kulisy zdrady" czyta się dobrze. Niewątpliwie największą siłą tego reportażu jest przedstawiona konfrontacja z Kalksteinem/Ciesielskim. Książka może wzbudzić pewne trudności osobom niezorientowanym w historii II wojny światowej (pełno w niej szczegółów). Nie ułatwia fakt, że w swoich relacjach Kalkstein i Kaczorowska kłamali jak z nut, przez co czasami nawet ja w kilku momentach musiałem się zatrzymywać i porządkować to, co przeczytałem. Cennym uzupełnieniem jest Aneks z relacjami świadków - m.in. gen. Pełczyńskiego, dotyczące znajomości, okoliczności aresztowania i poznania dalszych losów gen. Roweckiego, czy protokołu Harro Thomsena (Referata D 2 w Wydziale IV Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) który w 1948 roku złożył zeznanie dotyczące gen. Roweckiego.


Po lekturze człowieka tylko szlag trafia, że z trojga zdrajców odpowiedni los spotkał wyłącznie Świerczewskiego. Kalkstein i Kaczorowska dożyli sędziwego wieku. Niewielka namiastka, że w historii Polski na zawsze pozostaną zdrajcami.


#bookmeter #bapitankombaczyta #historia #reportaz #iiwojnaswiatowa

b7c384d9-8c5e-4d92-9e68-4a590cc0c0ef

Krzysztof Śmieszek i Robert Biedroń podczas pierwszego orędzia prezydenckiego, dzień po zalegalizowaniu małżeństw homoseksualnych, Polska 2030


#heheszki #milionerzy #awanturaokase #polityka #polsat

e7a2542a-3a69-4db1-b145-624b9376348a

@Sweet_acc_pr0sa Crossover, jakiego Polsat nie wymyślił od czasu Kiepskich, gdzie w odcinku "Wielki bal" pojawily się postacie z Miodowych lat i Graczykow.

Zaloguj się aby komentować

1260 + 1 = 1261


Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945

Autor: Alicja Balcerzak

Kategoria: książka popularnonaukowa

Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury

Format: papierowa

ISBN: 978-83-8365-087-6

Liczba stron: 291

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 16/50


W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.


Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.


#bookmeter #bapitankombaczyta #ksiazki #historia #herstoria

c1118837-82b3-4836-8acc-75e630117ece

Ostatnio modne jest wyłuskiwanie historii kobiet. W podobnym duchu jest książka Wypędzone Helene Plüschke, która zawiera kilka historii kobiet ze Śląska. Jedynie opowieść hrabiny jest pisana i redagowana po latach, co powoduje że jest najsłabsza z całego zbioru. Ale pozycja warta uwagi

Zaloguj się aby komentować

1230 + 1 = 1231


Tytuł: Władca much

Autor: William Golding

Kategoria: powieść

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: papierowa

ISBN: 83-89651-78-5

Liczba stron: 181

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 15/50


Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.


Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.


Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.


Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.


Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.


#bookmeter #bapitankombaczyta #powiesc #antyutopia

f8d7184c-2a9a-4e84-989e-d1d0d47ab5ab

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;

“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”

Zaloguj się aby komentować

1205 + 1 = 1206


Tytuł: Kronika polska

Autor: Gall Anonim

Kategoria: kronika

Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini

Format: papierowa

ISBN: 83-7316-258-5

Liczba stron: 267

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 14/50


Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.


Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.


Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.


Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.


#bookmeter #bapitankombaczyta #historia

7463697c-261a-4230-aa02-369d37744f0a

Zaloguj się aby komentować

1202 + 1 = 1203


Tytuł: My

Autor: Jewgienij Zamiatin

Kategoria: dystopia

Wydawnictwo: Alfa

Format: papierowa

ISBN: 83-7001-293-0

Liczba stron: 183

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 13/50


Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.


To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.


Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.


Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.


(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)


#bookmeter #bapitankombaczyta #literatura #dystopia #antyutopia

d2df2d34-11f5-4f59-89a7-c5aed0564c44

@BapitanKomba Jako debila matematycznego, denerwowały mnie te wstawki liczbowe. Poza tym fajna książka. "Nowego Wspaniałego Świata", mojej ulubionej antyutopii, nie przebije ale jest blisko.

Zaloguj się aby komentować

1133 + 1 = 1134


Tytuł: Imię róży

Autor: Umbert Eco

Kategoria: powieść kryminalna

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Format: papierowa

ISBN: 83-7392-133-8

Liczba stron: 605

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 12/50


Jest rok 1327. Bo opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywa uczony franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem i sekretarzem Adso z Melku. W klasztorze jest problem - za kilka dni ma tam odbyć się debata teologiczna, a tu nagle w tajemniczych okolicznościach ginie mnich. Z kolejnym dniem giną kolejni zakonnicy. Wilhelm z Baskerville orientuje się, że wyjaśnienie tajemniczych zgonów kryje się w klasztornej bibliotece, gdzie w salach tworzących labirynt zgromadzono tysiące tytułów, w tym te uważane za niebezpieczne.


Raptem trzy lata książka czekała na półce do przeczytania. W sobotę zabrałem się do jej czytania, by mieć co robić w drodze do Krakowa. Poszło pierwsze 250 stron i obiecałem sobie, że szybko dokończę, bo historia bardzo wciągnęła. No i dzisiaj udało się ukończyć.


Nie była to łatwa książka, część pobocznych wątków mi umknęła. Książka jest obfita w różne motywy z historii, sztuki, religii i pełna zwrotów w języku łacińskim, co nieco przytłaczało. No... momentami czułem się jak ignorant.


Na pewno w przyszłości wrócę do tej książki. W weekend zaś biorę się za ekranizację.


#bookmeter #kryminal #sredniowiecze #bapitankombaczyta

06358d4b-3dc5-4675-b58a-c6d6b3d0d97a

@John_polack Tak. Choć filmu nie oglądałem to widział fotosy i momentami wyobrażałem sobie Wilhelma jako Seana Connery'ego. Ale zawsze ilekroć pojawiał się Salwator to przed oczami miałem Rona Perlmana.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

1113 + 1 = 1114


Tytuł: Sztuka Syrii

Autor: Michał Gawlikowski

Kategoria: album, książka popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe

Liczba stron: 302

Ocena: 7/10


Prywatny licznik 11/50


Tytuł mówi prawie wszystko. Album jest poświęcony sztuce Syrii od czasów najdawniejszych po Syrię chrześcijańską. Książeczkę kupiłem na wyprzedaży taniej książki za 2 zł. Ciekawe się to czytało, ale że nie jestem aż tak dobrze zorientowany to stosunkowo niewiele zapamiętałem. Na pewno będę w przyszłości wracać do jakichś fragmentów, np. o Palmyrze (j⁎⁎ać ISIS za zniszczenie Palmyry). Książka została wydana w 1976 roku, przez co muszę nieco ostrożnie podchodzić do informacji w niej zawartych, bo szczegóły dotyczące dat, władców, zabytków mogły się zmienić wraz z kolejnymi badaniami archeologicznymi.


#bookmeter #bapitankombaczyta #historia #sztuka #archeologia #syria #ksiazki

dc053425-6609-403a-875c-d3b628b01969

Zaloguj się aby komentować

Akurat o nim dzisiaj pomyślałem przypominając sobie Gumball 3000, z przed chyba ponad dekady, który odwiedzał Kraków. Świat jest mały.

Zaloguj się aby komentować

1052 + 1 = 1053


Tytuł: Diabelska alternatywa

Autor: Frederick Forsyth

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

ISBN: 83-85779-17-3

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10


Prywatny licznik 10/50


Na skutek bardzo słabych plonów ZSRR grozi klęska głodu na niespotykaną skalę. Świat staje w obliczu kryzysu, ZSRR chcąc za wszelką cenę zapobiec katastrofę u siebie jest gotowy na wszystko, łącznie na taktyczne uderzenie bronią nuklearną. W tym samym czasie dochodzi do morderstwa szefa KGB. Po tym jak mordercy zostają ujęci, ich mocodawca Andrew Drake, fanatyczny Ukrainiec nienawidzący ZSRR za wszystkie krzywdy, porywa norweski tankowiec wiozący miliony ton ropy naftowej. Grożąc skażeniem Morza Północnego domaga się uwolnienia swoich towarzyszy. Kryzys może rozwiązać brytyjski agent zainstalowany w Moskwie, Adam Munro.


To jest druga, po "Dniu Szakala" powieść Forsytha, którą przeczytałem. Książkę kupiłem na kiermaszu za 2 złote. Używana i brzydko wydana książka czekała wiele miesięcy, aż w końcu po nią sięgnę. W końcu się zmobilizowałem w połowie czerwca, gdy świat obiegła informacja o śmierci pisarza.


"Diabelską alternatywę" czytało się dobrze, ale muszę przyznać, że w decydującym dla opowieści momencie tempo wyraźnie siadło. Czytając łatwo można było dostrzec podobieństwa do rzeczywistych postaci (premier Joan Carpenter to oczywiście Margaret Thatcher, a Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanislaw Poklewski to nikt inny jak Zbigniew Brzezinski. Radzieccy generałowie to stereotypowi radzieccy generałowie. Szpiedzy jak to u Forsytha, wykonują swoją pracę, wdają się w intrygi, ale nie wzbudzają oni takiej niechęci jak błaznujący Bond. Można przeczytać, choć nie jest to powieść dorównująca "Dniu Szakala".


#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta

a1e71673-da71-4521-98ef-082cb9bda9fd

Zaloguj się aby komentować

Super robota #nestle, nie dosyć, że wciskacie dzieciom batonik pełen cukru na śniadanie, to jeszcze apelujecie do rodziców, by to śniadanie urozmaicić kolejnymi cukrami, tym razem z mleka i owoców. Nie ma to jak faszerować ludzi tonami cukru, ohyda.


#zdrowie #cukier

3cecb3dd-1be5-4bdd-b095-b0eb27664955

Zaloguj się aby komentować

994 + 1 = 995


Tytuł: UFO, Däniken i zdrowy rozsądek

Autor: Janusz Gil

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wiedza i Życie

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-86805-12-9

Liczba stron: 222

Ocena: 7/10


Prywatny licznik 9/50


Zacznę od dygresji. Wyobrażacie sobie, że w tych nieszczęsnych latach 90., gdy zniesiono cenzurę, a Polskę zalała fala nieznanych wcześniej przeciętnemu Kowalskiemu ruchów religijnych, pseudonauki, kontrowersyjnych ideologii i innych dziwactw ktoś w Ministerstwie Edukacji Narodowej wpadł na pomysł, by do listy zalecanych lektur na poziomie szkoły średniej dać podręcznik profesora nauk fizycznych, który wyjaśnia błędy w książkach Dänikena, będącego ikoną pseudonauki. Co k⁎⁎wa poszło nie tak, że dzisiaj polska edukacja jest gówno warta, skoro ma głęboko w nosie nauczanie fizyki i innych nauk ścisłych i przyrodniczych, ograniczając program do absolutnego minimum?


Książka Janusza Gila to popularnonaukowa rozprawka wyjaśniająca błędy i przeinaczenia w publikacjach Dänikena. "UFO, Däniken i zdrowy rozsądek" składają się z sześciu rozdziałów, przy czym trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tylko jeden z nich (stanowiący co prawda jedną trzecią książki, ale jednak nie większość) dotyczy stricte Dänikena. Pozostałe rozdziały poświęcone są odpowiednio: fenomenowi UFO, teorii względności i paradoksowi bliźniąt, "czym jest teoria" (o roli zdrowego rozsądku i prawidłowym stawianiu pytań w badaniach naukowych), historii Wszechświata i poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich. Rozdziały są tak napisane, że można je czytać w dowolnej kolejności.


Janusz Gil pisze przystępnie. Nie ukrywa, że niektóre rzeczy wymagają dokładniejszej lektury. Gdyby ktoś liczył na ostrzejsze pióro, np. w stylu Dawkinsa walczącego z kreacjonizmem religijnym, to już studzę nadzieję: Gil podchodzi do tematu na spokojnie, gdzie trzeba gani Dänikena, ale w jakiś sposób tłumaczy jego zachowanie i jest taktowny.


Książka ma trochę fajnych ciekawostek, które można byłoby wrzucić na hejto w krótkiej serii wpisów wyjaśniających błędy wokół Dänikena i jemu podobnych zwolenników paleoastronautyki. Moją ulubioną jest opis rzekomego odnalezienia UFO w górach Kaukazu, który miał wzbudzić zainteresowanie czytelników jednego ze światowych bestsellerów poświęconych pojazdom pozaziemskim. UFO okazało się być makietą zbudowaną na potrzeby filmu "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. Cieszy mnie polski wkład w obalanie fałszywek.


Recenzowaną książkę należy dzisiaj czytać ostrożnie. Przyczyna jest prozaiczna: książkę wydano trzydzieści lat temu i część informacji (zwłaszcza te o historii Wszechświata) są nieaktualne. Według dzisiejszej nauki wiek Wszechświata to 13,7 lub 13,8 mld lat, a nie 15 mld. Nadmienione odkrycia planet pozasłonecznych przez Wolszczana są traktowane jako coś, co znacznie wzmacnia hipotezę o istnieniu planet wokół innych "słońc". W 2022 roku znano ok. 5 tys. planet pozasłonecznych. Na pewno przez ostatnie trzy lata liczba ta wzrosła. No i Plutona zdegradowano do planety karłowatej Główne mięsko, jakim jest analiza poglądów Dänikena broni się nadal.


#bookmeter #ksiazki #astronomia #pseudonauka #bapitankombaczyta

3c019c2d-2db9-42fa-b888-0cddc99938a3

@BapitanKomba o panie, ja "odziedziczyłem" chyba z 15 książek tego mitomana. I tak, byłem już w tamtym momencie świadom tego, że Daniken tworzy sobie te wszystkie opowieści dziwnych treści i próbuje to cisnąć jako literaturę faktu (xD) i miałem to po prostu wy⁎⁎⁎ać z miejsca do śmieci, ale jakoś tak ciekawość mnie wzięła i stwierdziłem "c⁎⁎j, muszę to sprawdzić, najwyżej będzie zabawnie".


... to może tak. Gdyby poprawić warsztat pisarski, trochę zmienić styl i rozszerzyć kontekst, to spokojnie możnaby z tego zrobić jakiś nie wiem... spinoff Pana Lodowego Ogrodu, albo coś w tym stylu. Ale jeśli chcesz to czytać na poważnie to ja naprawdę nie byłem przygotowany na to. Bardzo nie byłem. Scrollowanie przez materiały na sadolu przez godzinę było mniej drenujące, niż czytanie tego... czegoś. I im dłużej to czytałem tym bardziej miałem takie uczucie, że jestem szambonurkiem w jednym z tych magicznych kostiumów, w które się ubierają jak wchodzą do pełnego szamba... tylko że będąc w środku okazuje się, że w tym kostiumie jest malutka dziurka, przez którą sączy się gówno.

Zaloguj się aby komentować

Być może ktoś to spostrzegł o wiele wcześniej, ale chyba już wiem, skąd #walaszek wziął do #kapitanbomba motyw pizzy hawajskiej dla każdego. Z nudów oglądam #swiatwedlugkiepskich gdzie jest odcinek "Biały miś" opowiadający o tym, jak Kiepscy dostają deputaty dla najuboższych, podczas gdy Paździoch i pracownice pomocy społecznej organizują się przeciwko rozdawnictwu pomocy dla takich jak Ferdek. Jest scena, jak Paździoch z Boczkiem idą do Ferdka zapytać się o zawartość paczek. Na pytanie Boczka, czy jest tam może hawajska, Ferdek złośliwie mówi Boczkowi Oj ciepło, ciepło, chcąc wywołać u sąsiada zazdrość. Hawajska jest - jest. Z taniego populistycznego programu społecznego - jest, bo pracownice z pomocy społecznej (lub jak to mówił Walduś - trumniaki) wprost przyznały, że władze rozdają pomoc tuż przed wyborami.

Zaloguj się aby komentować

977 + 1 = 978


Tytuł: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

Autor: Dorota Masłowska

Kategoria: pastisz

Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-89603-63-0

Liczba stron: 207

Ocena: 6/10


Prywatny licznik 8/50


(wpis dodany ręcznie, Bookmeter coś nie działa)


Miałem zacząć jakimś przemówieniem, że każdy słysz... dobra, dobra, Lewy, oddaję Ci głos:


CO K⁎⁎WA, LEJ TĄ WODĘ I STRESZCZAJ SIĘ Z #codziennepiciu PRZEZ TAGI, BO @Wrzoo CHCE SIĘ PIĆ, K⁎⁎WA, A JA NIE, TO JA TAM WEJDĘ I CI NALEJĘ, LECZ TEGO BYŚ NIE CHCIAŁ(A).


Dziękuję Lewemu za komentarz, który idealnie oddaje to, co mamy w książkę. Każdy słyszał, ale zapewne niewielu czytało, jak to z każdym przebojem bestsellerem literackim w Polsce. Książka ukazała się w 2002 roku, gdy miałem sześć lat. Przez lata słyszałem o tej książce, ale zawsze w kontekście "Co ta Masłowska pisze, to upadek języka polskiego, tania prowokacja". Pierwszy raz czytałem "Wojnę" pięć lat temu, lecz niewiele z niej rozumiałem. Eksperyment językowy mi się nawet spodobał, ale brak fabuły sprawił, że gdzieś od połowy książkę zacząłem kartkować książkę bez większego zrozumienia, byle ją "zaliczyć". Po raz drugi podszedłem do tej książki w tym tygodniu za sprawą nowego odcinka Podcastexu o Dorocie Masłowskiej.


Język, którymi posługują się bohaterowie, nadal mnie ciekawi. Nie zgodzę się jednak z opinią, że była to pierwsza powieść dresiarska, ponieważ po stereotypowych dresach nie spodziewałbym się takiego słownictwa. Niby bogatego, a faktycznie będącego literaturoznawczym odpowiednikiem zimbabwejskiej hiperinflacji. Trzeba jednak mieć głowę, by wymyślić np. takie coś: "Iż Zachód śmierdzi, ma zniszczone środowisko, które zaśmieca różnymi związkami nienaturalnymi, PCV, CHVDP. Iż panują tam żydobójcy, robotnikobójcy, mordercy, którzy utrzymują się i swe nieślubne dzieci z ucisku, z tego, że sprzedają ludziom firmowe gówna w firmowym papierku sprzedawane przez firmę Mc Donald's". Po stereotypowym dresie spodziewałbym się zdecydowanie uboższych zdań i brak jakiekolwiek własnego zdania.


Fabułę zrozumiałem, ale jest ona niezwykłe uboga. Ot Silny ma problemy z kobietami, zdycha jego pies, idzie z Lewym do baru, bije się z Lewym i trafia na komisariat. W końcu z grubsza wiem, o co chodzi w tej książce, ale sama historia kompletnie mnie nie interesuje, jest po prostu nudna. Powiedzmy jednak, że fabuła stanowi dodatek do dresiarskiego pidżynu.


Wydanie, które mam teraz na biurku, pochodzi z 2009 roku i trafiło do księgarń za sprawą zbliżającej się wówczas ekranizacji powieści. Książkę zdobią kadry lub zdjęcia promocyjne filmu (nie wiem dokładnie, nie oglądałem ekranizacji). Na stronach 110-111 jest zdjęcie grilla. Na ruszcie kiełbaski, inne mięso i ludzka głowa. Na drugim planie, za grillem, załamane małżeństwo, na około 60-latków. Ta obcięta głowa to mój stan wyjściowy po przeczytaniu książki.


Oj polska kultura pop wiele by zyskała, gdyby Walaszek nakręciłby crossover Blok Ekipy z Silnym i jego znajomymi.


#bookmeter #ksiazki #literatura #bapitankombaczyta

d2dd16f9-7459-452f-8176-d69fe69d0fbe

Nie znam się to się wypowiem. Na temat książki to się nie wypowiem nie czytałem, ekranizacja za to zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, jest to jeden z niewielu filmów które mogę oglądać co jakiś czas i zawsze będzie ciekawy. Kolejna ciekawostka to rola Soni Bohosiewicz bardzo mi się spodobała i dobrze to zagrała. To co później że sobą zrobiła to jakaś pomyłka, nie rozumiem dlaczego kobiety dąrzą do jakiegoś swojego wyimaginowanego ideału. Nie rozumieją że to właśnie jakieś niedociągnięcia są ich mocną stroną. Ale odjechałem

Pozdrawiam Serdecznie

Jeżeli chodzi o film to jest jedyny którego nie trawię mając jednocześnie odruchy wymiotne. Aktorzy perfekcyjnie zagrali postacie których się nie nienawidzi ale którymi się brzydzi bo tu wszystko jest obrzydliwe.

Zaloguj się aby komentować

968 + 1 = 969


Tytuł: Bohaterowie upodleni

Autor: Dariusz Rozwadowski

Wydawnictwo: Fortium Verb

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-953663-0-7

Liczba stron: 206

Ocena: 1/10


(sorry, ale Bookmeter nie przewiduje oceny 0/10, więc podniosłem do jedynki)


Prywatny licznik 7/50


Początkowo obiecywałem sobie, że będę wrzucać tutaj recenzje książek czytanych na bieżąco. Poniższy tytuł przeczytałem miesiąc przed dołączeniem do akcji. Obiecywałem sobie również, że nie będę uwzględniać książek, które czytam z racji pełnienia swojego zawodu. Ale kurczę, ta książka jest tak zła i dzisiaj znowu przewinęła mi się przez ręce, że uznałem dla dobra sprawy, by jednak coś o niej napisać.


Będą spoilery.


"Bohaterowie upodleni" Dariusza Rozwadowskiego to zbiór czterech opowiadań, których akcja toczy się z grubsza w I połowie XX wieku. Pierwsze opowiadanie ma miejsce podczas powstania warszawskiego i później. Młody chłopak bierze udział w powstaniu, widzi jak oddział Dirlewangera gwałci jego ukochaną (tak, powieść zaczynami od takich wątków). Jednocześnie próbuje uporządkować sobie życie po utracie ojca, którego zamordowano w Katyniu. Po wojnie chłopak dołącza do partyzantki. Ginie, jest chowany w bezimiennym grobie, jedyny ślad po nim to teczka (domyślnie w IPN), w której jest list od ojca.


Druga historia skupia się na losach trzech pilotów, którzy walczą na Zachodzie. Oczywiście piloci są niezłomni, ale Zachód ich zdradza. Tu strzelanie, tam romans, tam źli Anglicy, ogólnie chaos na papierze, który ciężko streścić. Wszyscy piloci umierają w przykrych okolicznościach, ostatni z nich w zapomnieniu jak Skalski, podczas gdy "komunistyczni oprawcy cieszyli się jesienią swojego życia w dostatku" (cytat z książki). Taka dygresja: Skalski miał przykre ostatnie lata życia, został okradziony i dożywał w domu pomocy społecznej, ale totalnie zapomniany nie został, skoro na jego pogrzebie stawili się Ryszard Kaczorowski i Andrzej Lepper. Inna sprawa, że Skalski na stare lata okazał się być nacjonalistą z krwi i kości, czym mógł zrazić wielu.


Trzecie opowiadanie jest poświęcone młodemu małżeństwu. Ona została wywieziona do robót przemysłowych, on trafił do Auschwitz. W Polsce stalinowskiej ona nie rozumie, dlaczego on podjął pracę w więzieniu mokotowskim jako strażnik. Tłem do opowieści jest historia rotmistrza Pileckiego (w powieści tylko rotmistrzem), który został zakatowany przez komunistę (też bezimienna postać, o kim nowa, akapit niżej), który handlując walutą i złotem zrabowanym przez Niemców więźniom miał bać się, że Pilecki ujawni prawdę o jego występkach. Małżeństwo popełnia samobójstwo - ona odbiera sobie życie nie mogąc pogodzić się z pracą jej męża, który biernie przyglądał się egzekucji rotmistrza. On zaś wiesza się z rozpaczy po utracie żony.


Zatrzymajmy się tutaj, bo od razu wychodzi największy problem z tą książką. Tak, wszystko jest pisane pod tezę, byle pokazać Polaków jako świętych, którzy są ofiarami Niemców, Sowietów/Rosjan, Zachodu, Ukraińców. Wszyscy patrioci kończą marnie. Ale nie, to nie jest główny problem z tą powieścią. Autor wykazał się wyjątkowym skurwysyństwem, oszukując czytelników fałszywym obrazem historii. Wróćmy do wątku rotmistrz-komunista. Na stronie 129 można przeczytać o więźniu nr 62933, który handlował złotem i miał podejrzane kontakty z gestapo. Nie wzbudzał zaufania, ale zdołał wkręcić się w ruch oporu organizowany przez rotmistrza. Po wojnie więzień nr 62933 został premierem. Bojąc się ujawnienia haniebnej przeszłości obozowej zdecydował się wydać wyrok śmierci na Pileckim. Po wpisaniu w Google "więzień + 62933 + Auschwitz" od razu dowiemy się, że autor pił do Cyrankiewicza. Skąd ta historia o jego haniebnej roli w Auschwitz? Plotkę stworzyli w 2007 roku Wprost i parę innych mediów prawicowych. Źródłem miały być jakieś nieznane wcześniej relacje więźniów oraz krewnych Pileckiego. Muzeum Auschwitz-Birkenau badając sprawę orzekło, że z zachowanych dokumentów wynika jednak, że Cyrankiewicz i Pilecki nie mieli okazji spotkać się w obozie, zaś gdyby Cyrankiewicz faktycznie należał do kolaborantów to Pilecki napisałby o tym w raporcie lub w którymś z meldunków. Sam Cyrankiewicz być może nawet nie wiedział, że Pilecki to nikt inny jak Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie. Cyrankiewicz to oczywiście menda zasługująca na potępienie chociażby za 1956, ale nie trzeba zmyślać dodatkowych historii, które mają go pokazać w jeszcze gorszym świetle. Zwłaszcza, że w Auschwitz faktycznie pomagał więźniom. Na tylnej okładce książki wydawca zapewnia, że cztery opowiadania sprawnie łączą fikcję literacką z prawdą historyczną. Nie chce pytać, co tutaj jest fikcją, a co prawdą. Fałszowanie historii pod płaszczem powieści, ohyda.


Czwarte opowiadanie czytałem po łebkach, oburzony tym, co przeczytałem wcześniej. Mamy historię dowódców Wojska Polskiego II RP z perspektywy orląt lwowskich. W skrócie: dzieci wykazują się odwagą, najwyżsi wojskowi tchórzą. Bzdurne i szkodliwe.


Autor tej książki jest... nauczycielem historii. Po przeczytaniu tejże książki poszukałem dodatkowych informacji o autorze. Przed "Bohaterami upodlonymi" Rozwadowski napisał książkę "Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu". Jako historyk facet jest wyjątkowym szkodnikiem pokazującym czarno-biały i miejscami sfałszowany obraz historii Polski. Nie wiem do kogo adresowana jest ta książka, ale mając na uwadze wykonywany zawód podejrzewam, że dla młodzieży. Pod względem literackim czyta to się jak harlequin. Kiepskie pióro, postacie kartonowe i jednowymiarowe, dla przeciętnego czytelnika niezbyt wciągające. Historyk może się zainteresuje, ale w ramach ćwiczenia intelektualnego, by wynotować jak najwięcej absurdów i kłamstw historycznych.


Nie napiszę, że książka nadaje się do pieca, bo jeszcze autor zacznie porównywać się z niemieckimi intelektualistami, którzy po narażeniu się Hitlerowi musieli oglądać, jak ich książki są publicznie palone. Ale odradzić mogę z całego serca. Glejak intelektualny.


#bookmeter #czytanie #historia #bapitankombaczyta

eb3f5205-cb0e-4330-aca4-92a3e453e0a3

Zaloguj się aby komentować

961 + 1 = 962


Tytuł: Kosmos Einsteina

Autor: Michio Kaku

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8352-112-1

Liczba stron: 207

Ocena: 7/10


Prywatny licznik 6/50


Zgrabnie napisana biografia Alberta Einsteina i opis jego odkryć na polu fizyki. Odkrycia Einsteina zostały opisane przystępnym językiem, na tyle, by osoby niezwiązane z fizyką (np. ja) wiedziały, o co w tym wszystkim chodzi. Choć autor jest zafascynowany Einsteinem, jest na tyle uczciwy, by wskazywać gdzie konieczne, gdzie ów geniusz popełniał błędy zarówno w świecie naukowym jak i prywatnym. Książka składa się z kilku rozdziałów, każdy z nich jest poświęcony innemu zagadnieniu z życia Einsteina. Ostatni rozdział opisuje rolę odkryć Einsteina w badaniach prowadzonych po jego śmierci przez kolejne pokolenia fizyków.


Muszę docenić, że pisząc książkę Kaku przeprowadził głęboką kwerendę i korzystał z licznych materiałów archiwalnych, tu głównie kopii dokumentów o Einsteinie zgromadzonych w Uniwersytecie Princeton i Uniwersytecie Bostońskim. Możecie być pewni, że nie przeczytacie bredni o słabo uczącym się Einsteinie czy też wyssanych z palca późniejszych anegdot.


Książka jest stosunkowo krótka i stanowi wprawkę do kolejnych lektur o Einsteinie. Fizycy na pewno dostrzegą, że książka w zbyt małym stopniu stanowi analizę Einsteinowskich teorii. Jest tak, ale książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców, chcących po prostu przeczytać zwięzłą biografię i książkę popularnonaukową w jednym.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #fizyka #einstein #ksiazki #bapitankombaczyta

17bdadb8-ca66-448a-8f62-d4e9e6fb4db6

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@BapitanKomba

Chiński czat gpt potwierdza, że nic. Dzięki przewodniej sile partii kraj się rozwija wzorowo, a ludziom żyje się dostatnio.

cb71cb99-1843-4907-96ff-6149ef7e0b9d

Zaloguj się aby komentować

Wiem, że zaczynacie mieć temat #wybory i #polityka głęboko w nosie, ale jednak pozwolę sobie napisać parę słów. Pomimo bardzo złej kampanii nadal jestem rozczarowany i zrezygnowany, że ktoś taki jak Nawrocki został prezydentem. Cieszę się, że pracowałem w komisji i po szybkim zliczeniu głosów nie oglądałem serwisów informacyjnych tylko skoczyłem na piwo. Oczywiście wtedy ze znajomymi też komentowaliśmy wybory, ale jakoś odkąd dołączyłem do zabawy to nikt nie wspomniał o jednym fakcie, o którym dowiedziałem się następnego dnia. Rano obudziłem się z przepotężnym plaskaczem, jaki mi zapewnili Trzaskowski i Tusk. Pierwszy ogłaszając się zwycięzcą zanim zostały podane wyniki, drugi wiadomością, że bierze się do roboty. Jeszcze Hołownia dowalił, że koalicja zaraz ustali swoje priorytety. Mieli na to dwa lata.


Jak mam się angażować w życie społeczne w tym kraju? Nie chcę być biernym Polakiem, też chcę mieć coś do powiedzenia i mieć wpływ na to, co budujemy. Szczyt PiS nadal obraża takich jak ja, ciesząc się, że wygrała "Polska normalna". Nie ma czegoś takiego jak "Polska normalna", jest po prostu Polska, dzieląca się na ludzi dobrych i złych. Tych pierwszych jest o wiele więcej i ci pierwsi mają zróżnicowane poglądy. Zaznaczę, szczyt PiS, bo choć jestem zdecydowanie KO to dwa lata temu świetnie się bawiłem na urodzinach przyjaciela, który jest jednym z radnych z PiS, a do zabawy zaprosił głównie swoich przyjaciół z partii. I wszyscy byli w porządku. Tylko o ile potrafiłem zrozumieć wiele w ich poglądach, tak teraz dostałem zawieszenia przy Nawrockim i jego życiorysie. Tu przydałby się ktoś obeznany w psychologii, na której nigdy się nie znałem.


No ale przejdźmy do drugiej strony. KO i jej partnerzy z koalicji traktują wyborców PiS, Konfederacji i jej podobnych jakby nie istniała. Byłem parę razy na wsi u dziadka, gdzie z nim i paroma jego sąsiadami rozmawialiśmy o polityce. Uchodziłem za ciekawostkę, bo niby bardzo blisko z PO, a jednak zainteresował się nimi i szanował ich pogląd na świat, choć zostając przy swoim zdaniu. Cała moja robota, by przekonać dziadka do rezygnacji z popierania Nawrockiego poszła na marne. Republice się udało umocnić to zdanie, cierpliwie tłumacząc dziadkowi, że Nawrocki może i ma coś na sumieniu, ale takie same lub gorsze rzeczy robi Tusk. Zadziałało. Jeszcze nie pytałem o kropkę na końcu zdania, ale pewnie ta kropka ma kształt ziemniaka od Gajewskiej. Niby tylko jedno zdjęcie, ale wyraża więcej niż tysiąc słów. O ile są zdjęcia Nawrockiego ze snusen, to jednak w oczach większości jest to wyłącznie zdjęcie wpadka, ot chłop dał się przyłapać. A Gajewska i jej znajomi odpowiedzi za social media przecież byli świadomi publikowania zdjęcia. Wyszło niezręcznie, bardzo niezręcznie. Jak prowincja (zaznaczę, że chodzi mi o termin geograficzny, a nie łatkę wobec jej mieszkańców!) nadal będzie ignorowana to życzę wszystkim powodzenia.


Piwo piłem z osobami, które głosowały na Trzaskowskiego. Mają swoje firmy, domy, wakacje po Europie, myślą o karierach politycznych. Choć podzielałem ich poglądy to jednak tego wieczoru czułem dystans, bo zamiast firmy mam etat za niewiele ponad minimalną, nadal jestem zmuszony mieszkać z rodzicami, na wakacje po Europie mogę pozwolić sobie tylko raz w roku i na tydzień, żyjąc na diecie czokoszokowej, a w polityce sukcesu nie odniosę, bo jestem wycofany i nie znoszę social media. Cóż, lepiej mi wychodzi pójście na piwo i dyskusja o polityce z kimś, kto ma inne poglądy, ale to jest passe, bo polityka opiera się na głupich memach i tiktokach od wszystkich stron. Jeśli ja czuję dystans, żyjąc względnie całkiem dobrze (inna sprawa, że z racji dokładania się do rachunków rodzicom a nie z życia od dziesiątego do dziesiątego w mikrokawalerce), to co ma powiedzieć kilku milionów Polaków żyjących naprawdę źle? Ci konserwatywni widząc Nawrockiego, który ludzi pokibicować i prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić jest po prostu wiarygodniejszy. Bardzo mnie boli takie postrzegane, ale poza rozmową nic więcej nie zrobię, dopóki nie obmyślę nowego sposobu na przekonanie do własnego zdania. Nie, tym sposobem nie będzie zakodowanie dekodera, by nie odbierał Republiki. Skuteczne to jak wylanie wódki u alkoholika, który ma pieniądze i monopolowy pod nosem i który za chwilę kupi sobie nową flaszkę i jeszcze wystawi mi rachunek za tamtą wylaną. Rząd miał dwa lata na spróbowanie zrobienia porządku z Republiką. Nawet nie podjęli próby, bo Prezydent i KRRiT zablokują. No nawet jeśli to doceniłbym chociaż gest.


PiS pluje na mnie, pokazuje, że mogę sobie w d⁎⁎ę wsadzić swoją uczciwość, skoro byle kryminalista dostaje azyl w Pałacu Prezydenckim, a inny niebawem obejmie urząd w tymże. Boli mnie, że ich nienawiść wylewa się na wielu ludzi, którzy będą gotowi podnieść rękę na innych, którzy mają inne poglądy. No ale k⁎⁎wa również dostrzegam, że PiS jako jedyny "dowoził ustawy". Może i poszli na łatwiznę dając 500+ do ręki, ale k⁎⁎wa w jakiś sposób pomogli najuboższym. Te tysiące, co tak poparło Nawrockiego, jest karmione papką z Republiki i tym podobnych, wiązane z zasiłkami przyznanymi przez PiS. Drugie tysiące patrzy na tych pierwszych z pogardą, widząc w nich "wsiowych głupków, którzy dali się przekupić". Wszystko poszło za daleko. Jedni zagryzą jak wymusisz detoks od Sakiewicza, drudzy czytając nagłówki Newsweeka i Politykę będą ignorować resztę kraju i uważać się za oświeconych.


Czuję się głęboko zrezygnowany, bo PiS za chwilę wróci do władzy. Przyspieszone wybory są faktem, to przewidziałby nawet Jackowski. A po plaskaczach od Trzaskowskiego i Tuska dodatkowo chodzę wkurwiony przez ich pychę i lenistwo. Mam k⁎⁎wa za swoje. 13 kandydatów, co inny to lepszy. Jestem zaskoczony, że ta skundlona polityka jeszcze się trzyma. Jestem zaskoczony, że w tym kraju jakiś wariat lub człowiek wyjątkowo zły nie zapragnął dokończyć tego, co planował Brunon K. I wreszcie jestem zaskoczony, że jeszcze nie staliśmy się Rwandą.


Najwyższa pora wydorośleć i przestać udzielać się pod #polityka W tym kraju po prostu się nie da. Już czuję dystans i dostrzegam, że lada moment każda wierchuszka z chęcią skundli mnie na amen. Mam jedno życie i widząc, że każdy u góry ma mnie w piździe wolę spędzić kolejne lata przy innych zajęciach. Wolę resztę życia spędzić obserwując jeże w ogródki i jaszczurki na kamieniach niż z jakąkolwiek gazetą lub telefonem, gdzie na pierwszej stronie jest polityka.

@JapyczStasiek Samoobrona i LPR, Palikot, Nowoczesna, Kukiz, Polska 2025... Dziękuję, już mam kurwa tych trzecich z koncesją na bycie sezonową alternatywą głęboko w dupie.

@BapitanKomba Ja uważam, że jest wręcz odwrotnie i udzielać się należy, ale inaczej niż do tej pory.


Przekonywanie ludzi żeby głosowali na którąś z obecnych na scenie politycznej opcji - jest obecnie z gruntu skazane na porażkę. Nawet wśród ludzi o zbliżonych poglądach jest mnóstwo takich, którzy po prostu nie oddadzą głosu na PO, czy Tuska, bo ta partia wiele razy zawiodła ich zaufanie. Wszelkie przybudówki natomiast szybko wchodzą w koalicję.


Sądzę, że zamiast ciągłych miałkich dyskusji należałoby, aby nasze pokolenie w końcu wzięło sprawy w swoje ręce. Tak po prostu coś organizować, przestać obrzydzać się polityką i zauważyć, że to nasz interes. Ale nie angażować się dla Tusków i innych starych wygów. Tylko zacząć wspierać tworzące się ruchy, by nie umierały tak szybko, bo ludziom się nie chce. Ile to już lat Bo potem cokolwiek potrafi podskoczyć tylko z dużym finansowaniem niewiadomego pochodzenia i stąd szybkie wchłonięcia. A takich niewielkich było sporo, ale ginęły z kompletnego braku zainteresowania. Zaczynały przyciągać tylko wszelkich trolli i wariatów, którzy jedynie dyskredytowali i niszczyli wysiłek. A nasze pokolenie olewało temat, bo przecież "nie mów mi o polityce, nie chce mi się". I nagle zdziwienie co robi pis.


Tak skłócony kraj może zjednać partia centrowa, może lekko centro liberalna, ale jak to centrum - może mieć wypustki, może więc zostawić sporo miejsca na chrześcijańską kulturowość i fragment jej konserwatywnej tożsamości. Ruch, któremu rzeczywiście zależy na Polsce. Zostawia wolność, zostawia demokrację, ale odbiera z rąk argumenty Mentzenom, bo nie musi być proimigrancka, czy popierać poszerzanie kompetencji unijnych. A skrajnie lewicowe głosy i tak odpadają, bo ten rodzaj wrażliwości i tak jest w Polsce marginalny, a w wersji skrajnej wręcz nieakceptowany.

@onpanopticon Napisałbym, że masz rację, ale mam przed oczami młode wilki pokroju Berkowicza, Jakiego czy też nawet Myrchy i Gajewskiej. Wymieniłbym kogoś z Lewicy (czy tej w koalicji czy z Razem), ale oni są tak leniwi i tak się nie angażują, że ich nie znam. Hołownia ze swoim ruchem miała przynieść nową jakość i co? I gówno, weszli w koalicję z PSL, a dziś mówią o tym, że trzeba ustalić konkrety. I co, kolejny oddolny ruch, tym razem młodych, cokolwiek zmieni? Też będzie przybudówką.

@BapitanKomba warcholstwo wygrywa tam, gdzie przyzwoici ludzie odpuścili.


Co do Hołowni, to cóż. To trochę naiwny człowiek. Dobry, ale nie do stania na czele, bo politykiem jest słabym i nie wyczuwa wiatrów społeczeństwa.

Uważam, że bardzo się mylisz w sprawie wcześniejszych wyborów, które nazywasz faktem. No, ale skoro powołujesz się a jasnowidza Jackowskiego, to nic dziwnego.

Zaloguj się aby komentować