Zdjęcie w tle

BapitanKomba

Osobistość
  • 80wpisów
  • 1152komentarzy

15:30, głos oddany. Niestety nie pomyślałem, by zrobić zdjęcie karty Ale zawsze będę mógł wrzucić zdjęcie identyfikatora członka komisji wyborczej. Kilka godzin przerwy i o 21 rozpoczynamy liczenie głosów. #wybory #polityka

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

909 + 1 = 910


Tytuł: Portret Izaaka Newtona

Autor: Frank E. Manuel

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 83-7180-045-2

Liczba stron: 489

Ocena: 3/10


Prywatny licznik 5/50


Nie potrafię znaleźć porównania, ale jeśli ktoś gustuje w złych filmach i miał okazję obejrzeć klasyczny polski paździerz, jakim były "Kobiety bez wstydu" to będzie czuć tę samą "przyjemność" czytając tę książkę. Niby Newton, a jednak Freud.


Książka stanowi tłumaczenie książki Franka E. Manuela wydanej w 1968 roku. Polskie wydanie ukazało się 30 lat później, w ramach serii "Na ścieżkach nauki". Nie mogę za bardzo narzekać, bo na okładce znalazła się informacja, że książka odbiega od typowej biografii stanowiącej hołd lub analizę badań naukowych danego uczonego. Zgodnie z ostrzeżeniem na okładce dostałem psychoanalizę, tylko napisaną wyjątkowo topornie. Nie czytałem oryginału, więc nie ocenię, czy wina leży po stronie autora czy tłumacza (Stefana Amsterdamskiego). Jak już przy tłumaczu jesteśmy to niestety, ale ani on, a ni redakcja nie popisały się, co kilka stron pojawia się natrętnie "a mianowicie", raz też przeczytałem "przekonywująco" (sic!). Ostatnie 90 stron książki to przypisy. Pewnie wywalono je na koniec, by nie zniechęcały czytelnika...


Zakładając jednak, że psychoanaliza jest jednak nauką, ciężko mi powiedzieć, czy to jest książka naukowa czy popularnonaukowa. Pisana z aparatem naukowym, własnymi badaniami, więc niby naukowa. Ale sprzedawana jako popularnonaukowa.


Mając na uwadze datę wydania oryginalnej wersji książki, nie polecę jej osobom interesującym się historią nauki, którzy chcą poczytać cokolwiek o Newtonie. No książka jest przestarzała. Mogę ją polecić tylko tym, którzy już znają Newtona i orientują się z grubsza nad obecnym stanem wiedzy. Kto interesuje się fizyką bardzo się rozczaruje, bo tej prawie nie ma... Chciałem rzucić tę książkę po kilkudziesięciu stronach, ale przecierpiałem, byście wy nie musieli.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #historia #fizyka #bapitankombaczyta

149e1542-13cf-4bea-8685-4dc6855ad927

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

819 + 1 = 820


Tytuł: Dystopia

Autor: Vincent V. Severski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8252-637-0

Liczba stron: 535

Ocena: 6/10


Prywatny licznik 4/50


Polska współczesna. Wicepremierem jest agent GRU Jerzy Kaziura, który doprowadza do chaosu na najwyższych szczeblach władzy. Agencja Wywiadu została rozwiązana, ważniejsi agenci trafiają do aresztu. W ich obronie stają trzy kobiety, które prowadzą misję uwolnienia aresztowanych przyjaciół. Mają wsparcie ze strony MI6, asystenta Sekretarza Generalnego NATO i byłego oficera rosyjskiego wywiadu.


Książka ta wchodzi w składy cyklu "Sekcja", o czym dowiedziałem się kilkanaście minut po zakończeniu lektury. Oderwany, nie wiedząc, w jakim stopniu czytana książka odwołuje się do poprzednich, jakoś wgryzłem się w tę historię.


Na lubimyczytac dominują bardzo wysokie oceny. Nie powiem, nie czytało mi się źle tej książki, ale jakoś nie czuję potrzeby, by w przyszłości wracać do tego tytułu. Do lektury w pociągu, jak najbardziej, polecam. Ale żeby specjalnie brać dzień wolny na lekturę - niekoniecznie.


Budowa fabuły i akcji trwa jakieś 2/3 książki. Finał jest szybki, wręcz po łebkach. Postacie wydają mi się dość papierowe, ale a) w powieści szpiegowskiej szukam polityki, zabawek technicznych, relacji historia-teraźniejszość, geografii, a postacie ludzkie najmniej mi obchodzą b) jak napisałem wcześniej, jest to książka z cyklu. Zapewne autor nie chciał się powtarzać, co jest w pełni zrozumiałe. Zwracam uwagę na ten szczegół wyłącznie dla tych, którzy chcieliby przeczytać tę książkę.


Największa wada książki? Pierwsza lepsza gazeta relacjonująca naszą nieszczęsną politykę i mieszanie się Rosjan w sprawy polskie jest ciekawsza od powieści, opowiadającej fikcyjną historię.


#bookmeter #ksiazki

3bc3dfd2-acc7-45a5-9bc8-82b9746f2bba

Zaloguj się aby komentować

Nie wiem kto wykazał się większą bezmyślnością - mój ojciec czy kurier. Ojciec zamówił coś z Allegro. Poprosił kuriera, by zostawił paczkę rzuconą pod drzwi. Czyli: kurier miał tylko otworzyć sobie furtkę, zostawić rzecz i pójść sobie. Kurierowi w to graj, bo po prostu rzuci paczkę i będzie miał spokój. Cóż, paczka przepadła. Ojciec jest wściekły i obwinia całą rodzinę, że ukrywa przed nim jego przesyłkę. On i kurier oczywiście niewinny.


Nie wiem co się stało z paczką, ale szczerze mówiąc mam to w nosie, czy ktoś ją ukradł czy wiatr przewrócił i gdzieś leży lub czy w ogóle została dostarczona. Wytłumaczcie mi, jak k⁎⁎wa można być tak bezmyślnym i tak załatwiać rzeczy, nie rozumiem tego. Nie możesz odebrać osobiście od kuriera to wybierz np. InPost. Rodzina ma odebrać? Dobrze, odbierze, ale niech zostanie poinformowana, że będzie kurier. A kurier niech okaże szacunek i zadzwoni dzwonkiem, a nie j⁎⁎⁎ie paczkę gdzieś pod drzwi. Ale nie, ojciec jest ultra leniwy i nie pójdzie do Paczkomatu, bo mu za daleko, a domowników nie uprzedzi *bo przecież i tak zobaczycie paczkę*. A tu zaskoczenie, bo wszyscy domownicy w pracy. Kurier oczywiście okazał się równie leniwy co i bezmyślny. Do łba mu nie przyszło, że jakby paczka przepadła to na 99% on miałby z tego powodu nieprzyjemności. Zamiast opierdolić ojca za ten pomysł i zaznaczyć, że da paczkę do ręki jemu lub komuś z domowników to wolał j⁎⁎⁎ąć rzecz i mieć wywalone. Zero rozumu i odpowiedzialności.


#gownowpis

Zaloguj się aby komentować

719 + 1 = 720


Tytuł: Polak w kosmosie

Autor: Andrzej Marks

Wydawnictwo: Książka i Wiedza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 287

Ocena: 5/10


Prywatny licznik 3/50


Kilka tygodni temu kupiłem na kiermaszu taniej książki tytuł pt. "Polak w kosmosie" z 1978 roku zakładając, że książka w całości jest poświęcona misji Mirosława Hermaszewskiego. Ot interesuję się astronomią, a że teraz w komos leci Sławosz Uznański to uznałem, że warto poczytać o tym pierwszym, który poleci. Mając jednocześnie świadomość, że książka powstała prawie 50 lat temu, przez co będzie w pewnej mierze zdezaktualizowana.


Wbrew pozorom nie jest to książka wyłącznie o misji Hermaszewskiego, a o misjach kosmicznych od Sputnika po misje w ramach programu Interkosmos. Jest to całkiem dobry leksykon poświęcony historii astronautyki, chociaż książka w niektórych miejscach jest już przestarzała. Oczywiście książka przedstawia stan techniki na koniec lat 70. XX wieku, przez te prawie 50 lat ludzkość doszła do wielu nowych rozwiązań. No i kolejny mankament to oczywiście okoliczności, w jakich powstała ta książka. Trochę tej propagandy ku chwalę ZSRR i Polski Ludowej jednak jest. Jak przy Amerykanach wspomina się, że przed wysłaniem ludzi w kosmos wysłali statki ze zwierzętami, podczas których padły muszki i jeden z pająków, tak przy Łajce nie ma ani słowa o jej śmierci podczas lotu. Jak dumnie pokazano radzieckiego Sputnika, tak misja Amerykanów na Księżycu została opisana bardzo sucho. Faktograficznie wszystko się zgadza, ale autor nie podzielił się swoją ekscytacją. Ale później już pochwalił Amerykanów, którzy z Sowietami zrealizowali program Apollo-Sojuz. Wreszcie na samym początku są sylwetki biograficzne Hermaszewskiego i Jankowskiego. Przy Hermaszewskim wspomniano, że jego ojciec został zamordowany przez "hitlerowców" . Cudzysłów, bo w książce są "hitlerowcy", ale k⁎⁎wa Polaków mordowali Niemcy. I Rosjanie. I Ukraińcy. I tu zaskoczenie, bo Wikipedia podaje, że ojciec Hermaszewskiego (i inni krewni przyszłego kosmonauty) zostali zamordowani przez UPA. Podejrzewam, że to było jawne łgarstwo ze strony autora, który na wszelki wypadek nie chciał pisać o obywatelach, bądź co bądź, bratniego narodu. Urocze jest również pisanie, że cała Polska żyła lotem Hermaszewskiego. No, żyła raczej brakami w sklepie i długami, w jakie wpakował nam Gierek. A w październiku show skradł Wojtyła. O, znowu nawiązanie do 2025 roku, tym razem do konklawe.


O wielkim przegranym Zenonie Jankowskim ciężko mi coś napisać. Niedoszłego kosmonautę kojarzę wyłącznie z serialu komediowego "Bulionerzy", gdzie scenarzyści uznali, że teściem głównego bohatera musi być właśnie kosmonauta Zenek Jankowski. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale nieprzyznanie tej osobie Złotej Kamery za najbardziej popierzony pozytywnie pomysł uważam za jeden z większych skandali polskiej telewizji.


Wróćmy do książki. Można ją poczytać wyłącznie jako ciekawostkę. Polecam, ale raczej tym, którzy mają jakieś pojęcie o lotach w kosmos i będą w stanie odsiać ziarno od plew. Ja aż takiej dużej wiedzy nie mam, więc tę książkę odłożę na bok i długo do niej nie będę wracać. Pozostałych zachęcam do poszukania nowszych tytułów.


Aby jednak coś pozytywnego wynieść z tej książki zostawiam. Kosmoplan - tak miały nazywać się wahadłowce. Na stronie 93. wspomniano jako ciekawostkę koncept statku kosmicznego wielokrotnego użytku.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytanie #ksiazki #astronomia #historia #bapitankombaczyta

ddebd2ca-777d-4e42-85c3-c491348d8c3b

Zaloguj się aby komentować

711 + 1 = 712


Tytuł: Koncern autokracja

Autor: Anne Applebaum

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Agora

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8380-083-7

Liczba stron: 226

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 2/50


Esej poświęcony państwom autokratycznym, które pomimo różnic ideologicznych i narzędzi do sprawowania kontroli nad obywateli zawiązują sojusze, które mają umocnić ich władze.


Książka ta to XXI-wieczny odpowiednik "Księgi" Goldsteina - jest to synteza najważniejszych informacji poświęconych współczesnym dyktaturom, powstałym w ciągu ostatnich dwudziestu bądź trzydziestu lat. O ile w XX wieku stawiono na propagandę, która miała pokazać idealny obraz dyktatury, tak dzisiaj dyktatura nie ukrywa, że żyje się źle, ale i tak jest dobrze, bo u innych jest gorzej. Dyktatury mają się dobrze, bo wszystkim ważnym graczom pasują istniejące układy. Ruchy prodemokratyczne upadają, bo dyktatorzy uczą się na błędach. Jako punkt odniesienia Applebaum podaje ruchy demokratyczne w Hongkongu, które uczyły się walczyć z książeczką "Od dyktatury do demokracji" Gene'a Sharpa, ale zwraca również uwagę, że chińscy komuniści również czytali ten tytuł, co pozwoliło stłumić bunt w tej dawnej kolonii brytyjskiej.


Perspektywy są dalekie od optymizmu, odkąd w Białym Domu przebywa rednecki głupek i jego klakierzy, którym odpowiadają takie mendy jak Putin. Nie mniej zachęcam do zapoznania się z tą książką, jeśli ktoś chce mieć lepszy obraz polityki międzynarodowej.


#bookmeter #czytanie #ksiazki #polityka #bapitankombaczyta

4cd6f39a-bbac-45ba-9100-e2def872e298

Zaloguj się aby komentować

710 + 1 = 711


Tytuł: Rok 1989. Geremek odpowiada Żakowski pyta

Autor: Bronisław Geremek, Jacek Żakowski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Plejada

Format: książka papierowa

Liczba stron: 380

Ocena: 7/10


Prywatny licznik 1/50


Wypadałoby w końcu dołączyć do tagu, zwłaszcza, że sporo czytam. Nie będę jednak zasypywać Hejto wpisami, więc licznik zaczynamy wyjątkowo od zera, dodając po prostu to, co teraz wpadło mi w ręce.


Tytuł książki w zasadzie mówi wszystko. Jest to wywiad, w którym Geremek opowiada o przemianach w Polsce w 1989 roku. Bardzo dziwnie (i smutno) czyta się tę książkę, bo widać ogromną przepaść intelektualną pomiędzy ówczesnymi politykami a dzisiejszymi. Politycy niesamowicie schamieli. Przez lata Geremek uchodził za bardzo zarozumiałego typa, który uważał się za lepszego z racji swojego obycia. Po lekturze wywiadu kompletnie go tak nie odbieram. Ot po prostu trzeźwo myślący polityk, który potrafił wziąć na siebie odpowiedzialność za podjęte decyzje w 1989.


Z drobnych szczegółów wartych uwagi. Już w 89 roku widziano w Adamie Michniku i Jarosławie Kaczyńskim mącicieli i cwaniaczków. Pierwszy tym słynnym artykułem "Wasz prezydent - nasz premier" napsuł krwi obu stronom, drugi po prostu miał za duże ambicje i apetyt na władzę. Pod koniec książki Geremek opowiada o polityce zagranicznej. Doceniam, że Polska starała się uzyskać kontakty z opozycją na Litwie i Ukrainie, ale szkoda, że nie wspomniano nic o Białorusi. Nic tam się nie działo? Przerażające było czytać, że w 89 stawiano, że jeśli wybuchnie wojna w Europie to zacznie się w Sarajewie. Książka została wydrukowana w 1990 roku, wojna wybuchła dwa lata poźniej. ZSRR/Rosja klasycznie - o ile odpuściła sobie Litwę tak Geremek z ekipą mieli w głowie słowie Gorbaczowa, żeby nie wpierdalać się do Ukrainy, bo to ich strefa wpływów. Moskwa nic się nie zmieniła.


Książka ma dwa pytania, ja korzystałem z pierwszej z 1990 roku. Fundacja Geremek udostępniła wywiad online w drugiej wersji, opatrzonej przypisami redaktorskimi.


#bookmeter #czytanie #ksiazki #historia #polityka #bapitankombaczyta

d72cac1e-3519-4baf-b3fa-562f3f1cbc2c

Ja tylko chciałbym napisać, że pluje na ryj antyszczepionkowcom i na zlosc szurom opowiadam się za pełną akcja proszczepienną. W zeszłym tygodniu zaszczepiłem się na COVID, dziś na krztusiec i tężec, za tydzień na grypę. Zdrowie też jest ważne, ale wywołanie bólu d⁎⁎a u szurów ważniejsze. Nie dajcie się omamić ignorantom, zaufajcie lekarzom i zadbajcie o swoje zdanie.


#szczepienia #prosba #apel #antyszczepionkowcy #jebacszurow

Zaloguj się aby komentować

Kiepscy to polscy Simpsonowie, odcinek 2137. Mało kto wie, ale Boczek to parodia kandydata obywatelskiego Karola Nawrockiego. W odcinku Krawczyk (kadr niżej) wyśmiano jego kiełbasę, a w "Galarecie społecznej" program wyborczy.


#kiepscy #polityka #heheszki

b5bd11ec-5df4-4c6a-a5a2-7a63ec6ea248

@BapitanKomba Apropo tego drugiego to cytat Mariana Janusza Paździocha ''Dzisiaj grubas nie wie, czy ciepło czy zimno, a jutro pójdzie do urny głosować, i nie dziw się pan, że pojutrze obudzisz się pan w trzeciej rzeszy'' jest prawdziwy jak nigdy wcześniej

Zaloguj się aby komentować

Właśnie rozliczyłem się online z PIT. Dostanę zwrot podatku w wysokości... dwóch złotych. Obawiam się, że inflacja poszła tak do przodu, że ta dwuzłotówka będzie bezużyteczna nawet w formie żetonu do wózku sklepowego.


#gownowpis

Zaloguj się aby komentować

Inaczej mówiąc @moll, nazywana tutaj Ciocią Moll, robi tutaj za Kawalca i organizuje nową wersję Randki w ciemno, a część par już zaczęła brac rozwody. Ok, to ma sens

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj minęła dziesiąta rocznica śmierci Stanisława Barańczaka, jednego z ważniejszych tłumaczy i poetów współczesnej Polski. Nie jestem żadnym poważnym znawcą literatury, a twórczość Barańczaka znam dość słabo, ale niedawno ów zmarły twórca wzbudził we mnie wiele radości, prezentując co bardziej interesującą grafomanię w esejach Książki najgorsze. Chcąc mu podziękować za to dzieło uznałem, że najlepszy byłby wpis, w której ja-bądź co bądź ignorant literacki, ale mający minimalne poczucie przyzwoitości, chociaż symbolicznie pomogę mu w walce z beztalenciami literackimi, które z niewiadomych przyczyn odniosły sukces...


...a skoro już mam bardzo dobry termin to wezmę na temat glejaka intelektualnego, jakim jest piosenka Miłość jest ślepa Sanah. Smutno się robi na samą myśl, że w mediach (a jeszcze niedawno również na Wikipedii) jej twórczość była zaliczana jako quality pop. Niby jej maniera śpiewu i poezja miała uzdrowić polski miałki pop poprzez podanie czegoś ambitniejszego, ale zdrowy to po łacinie sanus. Z stąd już łatwo do sanacji, a tym samym do dyktatury tłumoka Dyzmy. Wyszło interesująco, sanus i Sanah są bardzo blisko w słowniku. Czyżby tandetne rymy, brak sensu w tekstach, okropna maniera, sztuczna grzeczność i niewinność, jako całość uchodzące przez twoją dwunastoletnią siostrzenicę za coś interesującego są objawami powstającego nowego nurtu w sztuce, jakim okaże się sanahzja?


Zostawmy jednak sanahzję, która swoimi kontrowersjami wkrótce przebije pokolenie bruLionu, TotArtu i innych ni artystów ni skandalistów, którzy odnosili sukcesy przed latami. Wróćmy do piosenki. O czym więc śpiewa nasza pani Zuzanna Grabowska, która wzorem innego Grabowskiego gra przedstawiciela rodziny z Kiepskich? Nie wiem. Podmiot liryczny w postaci żeńskiej raz śpiewa o tym, że jej ukochany będzie miał z nią poważne problemy (Kochanie mnie to poza do skoku), by potem wyszło, że ten ukochany kocha kogoś innego (Ona nie grosza warta / Puść ją wolno), by znowu wrócić do ukochanego jako miłości podmiotu lirycznego i ponownie przejść do opisu relacji dwojga obcych ludzi. Może tekst nie wie o czym jest, ale utwór broni się w innych miejscach?


Chyba można tak powiedzieć, gdyż pani Grabowska raczy nas niesamowicie wyszukanymi rymami. Jeżeli razi Cię drogi czytelniku tania para roku / mroku to poczekaj, bo w drugiej zwrotce pojawia się para pergoli / przyfasoli. Pamiętam jak Sanah w jednym z wywiadów przyznawała się, że uwielbia wyszukiwać rzadko używane słowa typu fora ze dwora. Narzekaliśmy, że Sanah zgwałciła poezję Szymborskiej, to teraz módlmy się, żeby Sanah nie poznała twórczości Wiecha, bo jej kolejne teksty będą obfitować w gwarę warszawską i będą bardziej niezrozumiały niż Ślązak, który patrząc na kierunek artystyczny Zuzi krzyknie KAJ TY JEDZIESZ DZIOŁCHA. Jaki rym najlepiej będzie pasować do słucha Mozarta? Moi mili, z Mozartem będzie dobra bułka tarta. Do bułki tartej dobra jest (jakby nie patrzeć - nomen omen) fasola szparagowa.


Piosenka zaczyna się od słów: Kochanie mnie to jak pory roku / Po miesiącach w mroku. Droga Zuzanno, wiesz, ale po miesiącach nie następują pory roku. To jest tak, że na podczas jednej pory roku mijają trzy miesiące. Nie do końca pełnie, bo np. część grudnia przypada jeszcze na jesień, a część na zimę. Tak tylko mówię, bo może przegapiłaś to w drugiej klasie szkoły podstawowej. A co może znaczyć zwrotka: Słyszę, jak ptak o tym śpiewa / Kwiaty, trawa, cały świat / I potoki, i drzewa / Gawędzą sobie tak. Rozumiem metaforę z gawędzeniem, ale z tego wszystkiego wynika, że potoki i drzewa nie należą do świata. I o czym śpiewa ptak? Wers wyżej brzmi: Ale dosyć mam szkód. Zuziu, czy nie powinno być jak ptak o nich [szkodach] śpiewa? Nadal nie ma to sensu, ale przynajmniej nie razi tak w oczy.


Dalej nie lepiej, więc pozwolę sobie już na swobodną interpretację licząc na to, że dostanę te 30% z matury ustnej. A ty liczysz na cud / Uciekam, ale idę powoli / Może ktoś mnie dogoni / Ale dosyć mam szkód. Traktując, że Sanah i podmiot liryczny to jedna i ta sama osoba traktuję tę zwrotkę jako wzorowy dystans do siebie. Liczę na cud, jakim jest zajęcia pierwszego miejsca na listach przebojów. Uciekasz, cieszysz się większą popularnością i lepszą pozycją, ale dystans się zmniejsza, moja grafomania jest lepsza od twojej. Ale ktoś inny mnie wyręcza i Cię prześciga. Widzisz, jakie szkody narobiła twoja twórczość i decydujesz się odejść z show-biznesu. Brawo Zuziu.


Najbardziej interesująca jest zwrotka: Kochanie mnie to jak ze storczykiem / Bo się wiąże z ryzykiem / Padnie drugiego dnia / Kochanie mnie jak walka z nawykiem. Nie posądzałbym pani Grabowskiej o pornografię, ale tutaj mamy Pornhuba za kulisami. Storczyk ma pełno znaczeń, więc pomińmy tę roślinę, bo pewnie sama Sanah nie wiedziała, o co chodzi z tym kwiatem. Ale czy mam rozumieć ten tekstu tak, że seks z podmiotem lirycznym wiąże się z ryzykiem złapania choroby wenerycznej, która doprowadza do impotencji po dwóch dniach od stosunku? Czy też paskudztwo złapał podmiot liryczny, a jej partner musi podjąć walkę z nawykiem, jakim jest masturbacja co wieczór?! Chyba to pierwsze, bo kolejna zwrotka brzmi: Nie pozbędziesz się mykiem / A ta batalia trwa / Więc upadam i się ratuje krzykiem / Cichym ciemnym kącikiem. Mamy tutaj bardzo poważną chorobę weneryczną, której nie wyleczymy w tydzień. Organizm jednak walczy, ale ta walka wzbudza ogromny ból. Jednocześnie chorzy na kiły, rzeżączki i inne świństwa są stygmatyzowani. Chowają się w owych cichych, ciemnych kącikach i czekają, by po cichu zapłacić za bardzo drogie leczenie (Potem już cicho-sza / Czy za błędy mogę przelać ci BLIK-iem / Ja mam problem z cennikiem / Dobrze wie, kto mnie zna). Doceniam rym BLIK-iem / cennikiem, gdyż tutaj mamy ukryty żart, w którym cennik jest eufemizmem od cewnika. Wszystko wraca do anatomii prącia.


Drogi hejtowiczu. Wyślij ten łańcuszek do pięciu rodziców, by ci wiedzieli, jakie zboczone rzeczy wyśpiewuje idolka ich córek. A jak nie wyślesz to dosięgnie Cię klątwa i za kilka dni w Sylwestra zamiast szampana będzie nieproszony gość, co mówi coś (o co mu chodzi?).


#muzyka #sanah #poezja

Śledzę na bieżąco #wybory w USA i niestety, ale nie jestem zaskoczony wynikami. Sam zagłosowałbym na Harris, ale oni te kampanię prowadzili jak u nas PO w 2015. No samym straszeniem się nie wygra. Dziś w RMF24 słuchałem wypowiedzi, że Trump wziął udział w dyskusji z wyborcami i przez trzy godziny odpowiadał na ich pytania, podczas gdy to samo spotkanie zignorowała Harris. No po prostu sztab Trumpa wykonał o wiele większą pracę, co zaprocentowało.


Mam bardzo poważne obawy co do polityki zagranicznej Trumpa, ale trudno, stało się i trzeba jakoś współpracować i tak się dogadywać, by zyskać jak najwięcej . Ciężko mi to sobie wyobrazić, ale nie da rady inaczej.


Dla porządku: #polityka

Zaloguj się aby komentować

Zagłosuję na dowolną partię, która wprowadzi mandaty za używanie słowa "pieniążki". Niech płonie w piekle ten, który jako pierwszy zaczął używać tego paskudnego zdrobnienia. #gownowpis #jezykpolski

@cebulaZrosolu @SuperSzturmowiec @BapitanKomba jak zatrudnialem sie w mojej robocie 15 prawie lat temu to za uzycie zdrobnienia przy gosciach typu "mleczko, Pieniażki, herbatka, kawka etc" byly kary :

1 raz - premia na miesiac won

2 raz - upomnienie, 3 msc bez premi

3 raz - nagana, rok bez premii.

4 raz - dyscyplinarka.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Właśnie w jednym z reportaży o księży dowiedziałem się, że partnerka księdza o statusie gospodyni na plebani to michałowa. A więc przez 15 lat błędnie myślałem, że w Ranczu proboszcz mówił do Michałowej po nazwisku. A u zonk, bo "Michałowa" jest od funkcji.


Czy jest tu jeszcze ktoś, kto nie znał tego słowa?


#ranczo #gownowpis ale również #ciekawostki.

Drodzy Moi, określenie Michałowa dotyczyło tego, że jej pierwszy mąż miał na imię Michał. Oficjalnie, po ślubie ze Stachem nazywała się już Japycz, więc teoretycznie powinni ją nazywać Japyczową, lecz zostało Michałowa. Imienia natomiast nie poznaliśmy nigdy.


Określenie "michałowa" na gosposię księdza w potocznym słownictwie uznaję za świetne!

@BapitanKomba ja nie znałem

Rancza nie oglądałem ale słyszałem 'Michałowa' i też myślałem że to imię czy coś.

Tak jak do niedawna myślałem że 'oponowac' to od opon

Zaloguj się aby komentować

Marzy mi się w sobotę zobaczyć miny Francuzów, gdy po przegranym meczu usłyszą z ust naszych donośne Daj nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy.


#siatkowka #igrzyskaolimpijskie

Zaloguj się aby komentować