Dzis zostałem pełnoprawnym użytkownikiem Hejto.
#hejto30plus #urodziny

Dzis zostałem pełnoprawnym użytkownikiem Hejto.
#hejto30plus #urodziny
Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo:
@cebulaZrosolu @bojowonastawionaowca @Vampiress @Cybulion @Belzebub @Z_buta_za_horyzont
@dez_ @konto_na_wykop_pl @sireplama @vredo Mam trochę cukierków, proszę się częstować wedle uznania. W mieszance: Prozac – na chęć życia. Geriavit – na się niestarzenie. Nootropil – na lepsze funkcjonowanie metabolizmu mózgu. Enkopiryna – profilaktycznie.
Zaloguj się aby komentować
77 + 1 = 78
Tytuł: Życie i śmierć. Wielka księga pytań
Autor: Juan Luis Arsuaga, Juan José Millás
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Znak
Format: papierowa
ISBN: 9788324066728
Liczba stron: 548
Ocena: 7/10
Zbiór rozmów między hiszpańskim pisarzem i dziennikarzem Juanem José Millásem a biologiem i paleontologiem Juanem Luisem Arsuagam o tym, jak powstaje życie i dlaczego życie sprowadza się do śmierci. Filozofii jest tutaj bardzo mało. W zasadzie 80% książki to rozmowa między Arsuagem i Millásem o biologicznych podstawach życia i śmierci - dlaczego one są, jakie pełnią funkcję, co jest prawda, a co plotką. Reszta to dialogi o życiu codziennym i refleksje Millása. Tu warto zaznaczyć, że choć książka ma dwóch autorów, to jednak głównym jest dziennikarz, który spisuje te wszystkie rozmowy i uzupełnia je swoimi uwagami.
W zasadzie nie jest to pierwsza książka Arsuagi, którą czytam. Zacząłem czytać "Życie. Fascynującą podróż przez 4 miliardy lat", ale liczba szczegółów wartych uważnego przeczytania i zapamiętania jest tak duża, że czytam na raty, robiąc podczas lektury notatki. W "Życiu i śmierci" odpuściłem przygotowywanie notatek zakładając, że książka będzie lżejsza. O ja naiwny. Rozmowy te były także interesujące, ale jednocześnie pełne szczegółów, przez co część informacji zapewne upłynie. Losowe ciekawostki z książki:
bambus rozrasta się dlatego, że korzeń wypuszcza coraz to nowe pędy i może rosnąć na dowolnym kontynencie, zajmując duże połacie bez należytej kontroli;
jest hipoteza, zgodnie z którą menopauza istnieje przede wszystkim po to, by kobieta przejęła bezpośrednio rolę babci. Samo rodzenie dzieci w wieku 50 czy 60 lat miałoby być po prostu absurdalne, bo przez setki lat niewiele kobiet dożywało takiego wieku, wobec czego rodzenie dzieci po 50 czy 60 znacząco podnosiło ryzyko, że dzieci skończy jako sierota;
wytrysk konia liczy od 40 do stu kilkudziesięciu mm (wiem, bezużyteczna wiedza).
Nie będę jednak ukrywać, że do tej książki... nie będę wracać. Arsuaga ma bardzo dużą wiedzę na temat biologii, ale w tych wywiadach jawił mi się jako wywyższający się arogant, który czerpie przyjemność z tego, by pokazać Millásowi, że ten prawie nic nie wie. Jeśli to jest jakiś rodzaj hiszpańskiego poczucia humoru to do mnie nie trafia. W książce był fragment, gdzie Millás przyznaje Arsuadze, że nie są przyjaciółmi. Nie jestem zaskoczony, nie było żadnej chemii między tą dwójką.
Osobisty licznik: 1/50 (w zeszłym roku się nie udało, w październiku i listopadzie miałem kryzys i nie dodawałem wpisów, a w grudniu nie chciałem zasypywać, mając i tak ok. 35 pozycji w ogóle)
#bookmeter #biologia #paleontologia #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Jako jeden z najmłodszych użytkowników tego portalu w Noc Sylwestrową poczułem się tak staro jak większość z was, gdy od czasu do czasu czyta moje wpisy. Wybiła północ, ze swoimi znajomymi wyszliśmy oglądać fajerwerki. Po drugiej stronie ulicy była grupa nastolatków. Od razu wszyscy poszliśmy się przywitać i złożyć życzenia, atmosfera była bardzo miła. Jeden z chłopaków miał na imię Rysiek. Mówię do niego, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki. Odpowiedź?
Wow, mówisz do mnie tak jak moja pani od polskiego! Do dziś nie wiem, dlaczego akurat tak mówi xD
Inny chłopak był równie zaskoczony jak powiedziałem, że nie odnajdzie mnie na Instagramie, bo nigdy nie miałem tam konta. Ot różnica pokoleniowa. Ale przynajmniej nie mówili do mnie per pan.
#sylwester #nowyrok
Zaloguj się aby komentować
#podsumowanieroku Niespecjalnie lubię opowiadać o siebie, nie pisze podsumowań, niewiele zdołałem osiągnięć w ubiegłym roku, ale jest jedna jedyna rzecz, która sprawia mi satysfakcję. Przekonałem swoją mamę (55 lat za tydzień) że warto chociaż raz w życiu pojechać zagranicę, żeby miała coś z zucia. Wiele mnie to psychicznie kosztowało, ale we wrześniu pojechałem z nią do Pragi, przez kilka dni zwiedziała sobie miasto, podczas gdy ja dr facto pracowalem jako tłumacz. Uparłem się, że się choć raz moja mama zobacxy coś poza Polską i jakoś udało mi się postawić na swoim. Mama zadowolona, mówi, że jak odłoży pieniądze to poprosi mnie o pomoc w organizacji kolejnego wyjazdu, bo marzy jej się Wiedeń.
Zaloguj się aby komentować
Po cholerę komu ósemki. Ewolucjo, ogarnij zęby trochę szybciej.
Tak, za dziesięć minut czeka mnie usunięcie zęba. Dentystów zazwyczaj się nie boję, ale jak kilka lat temu traciłem pierwsza ósemkę to wyrywał go dwumetrowy dentysta, który z pielęgniarka rozmawiał po rosyjsku to po raz pierwszy czułem stres
#gownowpis #zalesie
Zaloguj się aby komentować
Gdy wieczorne zgasną zorze,
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę
Bogu Ojcu i Synowi:
"Dopierdolcie Putinowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
Tylko o Norymbergę proszę."
Kto ja jestem? Polak śmiały
Dumny, bogaty, zaradny
Jaki znak mój? Orzeł biały.
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna:
"Zniszczcie tego sk⁎⁎⁎⁎syna
Kacapa, sąsiada,
Tego wroga, tego gada."
Żeby przeszedł z dronów orkan
Żeby rogi doprawiał Orban
martwy był każdy jego trep
Niech również dostanie bombą w łeb,
Żeby pożegnał się z dobytkiem
I w ogóle żeby ciągnął Chinom z połykiem
Żeby miał AIDS-a i raka."
Oto modlitwa Polaka.
#rosja
Zaloguj się aby komentować
1294 + 1 = 1295
Tytuł: Generał Grot. Kulisy zdrady i śmierci
Autor: Witold Pronobis
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Editions Spotkania
Format: papierowa
ISBN: 978-8-37965-000-2
Liczba stron: 296
Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 17/50
Książka jest reportażem dokumentującym starającym się jak najpełniej odtworzyć ostatnie miesiące z życia gen. Stefana "Grota" Roweckiego (Komendanta Głównego ZWZ-AK) oraz losy Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego i Blanki Kaczorowskiej, którzy zdecydowali się kolaborować z Niemcami. Trójka ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia, w tym wydała w ręce Niemców gen. Roweckiego.
Książki tej nie należy jednak wyłącznie jako kolejnego reportażu historycznego. Autor tej książki nie tylko jest historykiem i byłym dziennikarzem Radia Wolna Europa, ale również krewnym gen. Roweckiego. Jako dziennikarz RWE w 1990 roku spotkał się z niejakim Edwardem Ciesielskim, który rzekomo miał chronić żołnierzy AK przed komunistycznym podziemiem, przez co później musiał uciec z Polski. Po chwili rozmowy Pronobis poznał, że przykuty do łóżka starszy schorowany człowiek to Kalkstein, ten sam, który wydał Niemcom Komendanta Głównego AK. Wywiad nie został przeprowadzony, ale dziennikarzowi udało się wynieść teczkę z dokumentami potwierdzającymi prawdziwą tożsamość Kalksteina oraz dowody jego współpracy z komunistyczną bezpieką.
"Kulisy zdrady" czyta się dobrze. Niewątpliwie największą siłą tego reportażu jest przedstawiona konfrontacja z Kalksteinem/Ciesielskim. Książka może wzbudzić pewne trudności osobom niezorientowanym w historii II wojny światowej (pełno w niej szczegółów). Nie ułatwia fakt, że w swoich relacjach Kalkstein i Kaczorowska kłamali jak z nut, przez co czasami nawet ja w kilku momentach musiałem się zatrzymywać i porządkować to, co przeczytałem. Cennym uzupełnieniem jest Aneks z relacjami świadków - m.in. gen. Pełczyńskiego, dotyczące znajomości, okoliczności aresztowania i poznania dalszych losów gen. Roweckiego, czy protokołu Harro Thomsena (Referata D 2 w Wydziale IV Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) który w 1948 roku złożył zeznanie dotyczące gen. Roweckiego.
Po lekturze człowieka tylko szlag trafia, że z trojga zdrajców odpowiedni los spotkał wyłącznie Świerczewskiego. Kalkstein i Kaczorowska dożyli sędziwego wieku. Niewielka namiastka, że w historii Polski na zawsze pozostaną zdrajcami.
#bookmeter #bapitankombaczyta #historia #reportaz #iiwojnaswiatowa

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kalkstein
Bilans działalności Kalksteina w okresie 1942–1943 to ponad 500[9] aresztowanych dowódców i współpracowników wywiadu Armii Krajowej.
Zaloguj się aby komentować
Krzysztof Śmieszek i Robert Biedroń podczas pierwszego orędzia prezydenckiego, dzień po zalegalizowaniu małżeństw homoseksualnych, Polska 2030
#heheszki #milionerzy #awanturaokase #polityka #polsat

Zaloguj się aby komentować
1260 + 1 = 1261
Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945
Autor: Alicja Balcerzak
Kategoria: książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury
Format: papierowa
ISBN: 978-83-8365-087-6
Liczba stron: 291
Ocena: 8/10
Prywatny licznik 16/50
W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.
Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.
#bookmeter #bapitankombaczyta #ksiazki #historia #herstoria

Zaloguj się aby komentować
1230 + 1 = 1231
Tytuł: Władca much
Autor: William Golding
Kategoria: powieść
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Format: papierowa
ISBN: 83-89651-78-5
Liczba stron: 181
Ocena: 9/10
Prywatny licznik 15/50
Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.
Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.
Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.
Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.
Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.
#bookmeter #bapitankombaczyta #powiesc #antyutopia

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;
“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”
Zaloguj się aby komentować
1205 + 1 = 1206
Tytuł: Kronika polska
Autor: Gall Anonim
Kategoria: kronika
Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini
Format: papierowa
ISBN: 83-7316-258-5
Liczba stron: 267
Ocena: 8/10
Prywatny licznik 14/50
Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.
Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.
Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.
Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.
#bookmeter #bapitankombaczyta #historia

Zaloguj się aby komentować
1202 + 1 = 1203
Tytuł: My
Autor: Jewgienij Zamiatin
Kategoria: dystopia
Wydawnictwo: Alfa
Format: papierowa
ISBN: 83-7001-293-0
Liczba stron: 183
Ocena: 9/10
Prywatny licznik 13/50
Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.
To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.
Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.
(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)
#bookmeter #bapitankombaczyta #literatura #dystopia #antyutopia

Zaloguj się aby komentować
1133 + 1 = 1134
Tytuł: Imię róży
Autor: Umbert Eco
Kategoria: powieść kryminalna
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Format: papierowa
ISBN: 83-7392-133-8
Liczba stron: 605
Ocena: 9/10
Prywatny licznik 12/50
Jest rok 1327. Bo opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywa uczony franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem i sekretarzem Adso z Melku. W klasztorze jest problem - za kilka dni ma tam odbyć się debata teologiczna, a tu nagle w tajemniczych okolicznościach ginie mnich. Z kolejnym dniem giną kolejni zakonnicy. Wilhelm z Baskerville orientuje się, że wyjaśnienie tajemniczych zgonów kryje się w klasztornej bibliotece, gdzie w salach tworzących labirynt zgromadzono tysiące tytułów, w tym te uważane za niebezpieczne.
Raptem trzy lata książka czekała na półce do przeczytania. W sobotę zabrałem się do jej czytania, by mieć co robić w drodze do Krakowa. Poszło pierwsze 250 stron i obiecałem sobie, że szybko dokończę, bo historia bardzo wciągnęła. No i dzisiaj udało się ukończyć.
Nie była to łatwa książka, część pobocznych wątków mi umknęła. Książka jest obfita w różne motywy z historii, sztuki, religii i pełna zwrotów w języku łacińskim, co nieco przytłaczało. No... momentami czułem się jak ignorant.
Na pewno w przyszłości wrócę do tej książki. W weekend zaś biorę się za ekranizację.
#bookmeter #kryminal #sredniowiecze #bapitankombaczyta

Zaloguj się aby komentować
Właśnie wracam pociągiem z Krakowa, więc podzielę się znaną i tematyczną historią z cyklu #wesoleperypetie

Zaloguj się aby komentować
1113 + 1 = 1114
Tytuł: Sztuka Syrii
Autor: Michał Gawlikowski
Kategoria: album, książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Liczba stron: 302
Ocena: 7/10
Prywatny licznik 11/50
Tytuł mówi prawie wszystko. Album jest poświęcony sztuce Syrii od czasów najdawniejszych po Syrię chrześcijańską. Książeczkę kupiłem na wyprzedaży taniej książki za 2 zł. Ciekawe się to czytało, ale że nie jestem aż tak dobrze zorientowany to stosunkowo niewiele zapamiętałem. Na pewno będę w przyszłości wracać do jakichś fragmentów, np. o Palmyrze (j⁎⁎ać ISIS za zniszczenie Palmyry). Książka została wydana w 1976 roku, przez co muszę nieco ostrożnie podchodzić do informacji w niej zawartych, bo szczegóły dotyczące dat, władców, zabytków mogły się zmienić wraz z kolejnymi badaniami archeologicznymi.
#bookmeter #bapitankombaczyta #historia #sztuka #archeologia #syria #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
To tylko obchodzący dzisiaj urodziny David Hasselhoff na wycieczce w Karpnikiach. Możecie przewijać dalej.
#rower

Zaloguj się aby komentować
1052 + 1 = 1053
Tytuł: Diabelska alternatywa
Autor: Frederick Forsyth
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 83-85779-17-3
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10
Prywatny licznik 10/50
Na skutek bardzo słabych plonów ZSRR grozi klęska głodu na niespotykaną skalę. Świat staje w obliczu kryzysu, ZSRR chcąc za wszelką cenę zapobiec katastrofę u siebie jest gotowy na wszystko, łącznie na taktyczne uderzenie bronią nuklearną. W tym samym czasie dochodzi do morderstwa szefa KGB. Po tym jak mordercy zostają ujęci, ich mocodawca Andrew Drake, fanatyczny Ukrainiec nienawidzący ZSRR za wszystkie krzywdy, porywa norweski tankowiec wiozący miliony ton ropy naftowej. Grożąc skażeniem Morza Północnego domaga się uwolnienia swoich towarzyszy. Kryzys może rozwiązać brytyjski agent zainstalowany w Moskwie, Adam Munro.
To jest druga, po "Dniu Szakala" powieść Forsytha, którą przeczytałem. Książkę kupiłem na kiermaszu za 2 złote. Używana i brzydko wydana książka czekała wiele miesięcy, aż w końcu po nią sięgnę. W końcu się zmobilizowałem w połowie czerwca, gdy świat obiegła informacja o śmierci pisarza.
"Diabelską alternatywę" czytało się dobrze, ale muszę przyznać, że w decydującym dla opowieści momencie tempo wyraźnie siadło. Czytając łatwo można było dostrzec podobieństwa do rzeczywistych postaci (premier Joan Carpenter to oczywiście Margaret Thatcher, a Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanislaw Poklewski to nikt inny jak Zbigniew Brzezinski. Radzieccy generałowie to stereotypowi radzieccy generałowie. Szpiedzy jak to u Forsytha, wykonują swoją pracę, wdają się w intrygi, ale nie wzbudzają oni takiej niechęci jak błaznujący Bond. Można przeczytać, choć nie jest to powieść dorównująca "Dniu Szakala".
#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta

Zaloguj się aby komentować
Super robota #nestle, nie dosyć, że wciskacie dzieciom batonik pełen cukru na śniadanie, to jeszcze apelujecie do rodziców, by to śniadanie urozmaicić kolejnymi cukrami, tym razem z mleka i owoców. Nie ma to jak faszerować ludzi tonami cukru, ohyda.
#zdrowie #cukier

Zaloguj się aby komentować
994 + 1 = 995
Tytuł: UFO, Däniken i zdrowy rozsądek
Autor: Janusz Gil
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wiedza i Życie
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-86805-12-9
Liczba stron: 222
Ocena: 7/10
Prywatny licznik 9/50
Zacznę od dygresji. Wyobrażacie sobie, że w tych nieszczęsnych latach 90., gdy zniesiono cenzurę, a Polskę zalała fala nieznanych wcześniej przeciętnemu Kowalskiemu ruchów religijnych, pseudonauki, kontrowersyjnych ideologii i innych dziwactw ktoś w Ministerstwie Edukacji Narodowej wpadł na pomysł, by do listy zalecanych lektur na poziomie szkoły średniej dać podręcznik profesora nauk fizycznych, który wyjaśnia błędy w książkach Dänikena, będącego ikoną pseudonauki. Co k⁎⁎wa poszło nie tak, że dzisiaj polska edukacja jest gówno warta, skoro ma głęboko w nosie nauczanie fizyki i innych nauk ścisłych i przyrodniczych, ograniczając program do absolutnego minimum?
Książka Janusza Gila to popularnonaukowa rozprawka wyjaśniająca błędy i przeinaczenia w publikacjach Dänikena. "UFO, Däniken i zdrowy rozsądek" składają się z sześciu rozdziałów, przy czym trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tylko jeden z nich (stanowiący co prawda jedną trzecią książki, ale jednak nie większość) dotyczy stricte Dänikena. Pozostałe rozdziały poświęcone są odpowiednio: fenomenowi UFO, teorii względności i paradoksowi bliźniąt, "czym jest teoria" (o roli zdrowego rozsądku i prawidłowym stawianiu pytań w badaniach naukowych), historii Wszechświata i poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich. Rozdziały są tak napisane, że można je czytać w dowolnej kolejności.
Janusz Gil pisze przystępnie. Nie ukrywa, że niektóre rzeczy wymagają dokładniejszej lektury. Gdyby ktoś liczył na ostrzejsze pióro, np. w stylu Dawkinsa walczącego z kreacjonizmem religijnym, to już studzę nadzieję: Gil podchodzi do tematu na spokojnie, gdzie trzeba gani Dänikena, ale w jakiś sposób tłumaczy jego zachowanie i jest taktowny.
Książka ma trochę fajnych ciekawostek, które można byłoby wrzucić na hejto w krótkiej serii wpisów wyjaśniających błędy wokół Dänikena i jemu podobnych zwolenników paleoastronautyki. Moją ulubioną jest opis rzekomego odnalezienia UFO w górach Kaukazu, który miał wzbudzić zainteresowanie czytelników jednego ze światowych bestsellerów poświęconych pojazdom pozaziemskim. UFO okazało się być makietą zbudowaną na potrzeby filmu "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. Cieszy mnie polski wkład w obalanie fałszywek.
Recenzowaną książkę należy dzisiaj czytać ostrożnie. Przyczyna jest prozaiczna: książkę wydano trzydzieści lat temu i część informacji (zwłaszcza te o historii Wszechświata) są nieaktualne. Według dzisiejszej nauki wiek Wszechświata to 13,7 lub 13,8 mld lat, a nie 15 mld. Nadmienione odkrycia planet pozasłonecznych przez Wolszczana są traktowane jako coś, co znacznie wzmacnia hipotezę o istnieniu planet wokół innych "słońc". W 2022 roku znano ok. 5 tys. planet pozasłonecznych. Na pewno przez ostatnie trzy lata liczba ta wzrosła. No i Plutona zdegradowano do planety karłowatej
#bookmeter #ksiazki #astronomia #pseudonauka #bapitankombaczyta

@BapitanKomba o panie, ja "odziedziczyłem" chyba z 15 książek tego mitomana. I tak, byłem już w tamtym momencie świadom tego, że Daniken tworzy sobie te wszystkie opowieści dziwnych treści i próbuje to cisnąć jako literaturę faktu (xD) i miałem to po prostu wy⁎⁎⁎ać z miejsca do śmieci, ale jakoś tak ciekawość mnie wzięła i stwierdziłem "c⁎⁎j, muszę to sprawdzić, najwyżej będzie zabawnie".
... to może tak. Gdyby poprawić warsztat pisarski, trochę zmienić styl i rozszerzyć kontekst, to spokojnie możnaby z tego zrobić jakiś nie wiem... spinoff Pana Lodowego Ogrodu, albo coś w tym stylu. Ale jeśli chcesz to czytać na poważnie to ja naprawdę nie byłem przygotowany na to. Bardzo nie byłem. Scrollowanie przez materiały na sadolu przez godzinę było mniej drenujące, niż czytanie tego... czegoś. I im dłużej to czytałem tym bardziej miałem takie uczucie, że jestem szambonurkiem w jednym z tych magicznych kostiumów, w które się ubierają jak wchodzą do pełnego szamba... tylko że będąc w środku okazuje się, że w tym kostiumie jest malutka dziurka, przez którą sączy się gówno.
Zaloguj się aby komentować
Być może ktoś to spostrzegł o wiele wcześniej, ale chyba już wiem, skąd #walaszek wziął do #kapitanbomba motyw pizzy hawajskiej dla każdego. Z nudów oglądam #swiatwedlugkiepskich gdzie jest odcinek "Biały miś" opowiadający o tym, jak Kiepscy dostają deputaty dla najuboższych, podczas gdy Paździoch i pracownice pomocy społecznej organizują się przeciwko rozdawnictwu pomocy dla takich jak Ferdek. Jest scena, jak Paździoch z Boczkiem idą do Ferdka zapytać się o zawartość paczek. Na pytanie Boczka, czy jest tam może hawajska, Ferdek złośliwie mówi Boczkowi Oj ciepło, ciepło, chcąc wywołać u sąsiada zazdrość. Hawajska jest - jest. Z taniego populistycznego programu społecznego - jest, bo pracownice z pomocy społecznej (lub jak to mówił Walduś - trumniaki) wprost przyznały, że władze rozdają pomoc tuż przed wyborami.
@jimmy_gonzale ...a to Tanajno nie ukradł od Walaszka?
Edit: Polityka podaje, że Tanajno wziął hawajską od Walaszka https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1956102,1,kto-chce-zyskac-na-buncie-przedsiebiorcow.read
Zaloguj się aby komentować