Zdjęcie w tle

BapitanKomba

Osobistość
  • 93wpisów
  • 1243komentarzy

805 + 1 = 806


Tytuł: Świadkowie Jehowy? Dylematy mojej matki

Autor: E. Bruce Price

Kategoria: religijna

Wydawnictwo: Orion Plus

Format: papierowa

Liczba stron: 142

Ocena: no nie da się ocenić w skali od 1 do 10, ale przynajmniej po lekturze dostałem status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu


Jadąc w ubiegłym tygodniu do Bydgoszczy znalazłem tę ciekawostkę w półce bookcrossingowej. Patrzę na okładkę i widzę, że może to być coś interesującego, bo na okładce są różne daty końców świata, które przepowiadali świadkowie Jehowy. Odwracam i na tylnej okładce widzę wydawnictwo Orion Plus. No to już wiem, że to coś będzie dla mnie.

Orion Plus to wydawnictwo adwentystów Dnia Siódmego. Czemu Orion? Cóż, adwentyści mają dziwne zainteresowanie gwiazdozbiorem Oriona, zakrawające o kult. Interesujące jak na kościół chrześcijański, ale to dygresja. Ważne jest, że znak Orion Plus sprawia mi tyle samo radości co logo The Cannon Group na początku filmu, zapowiadający niskobudżetowy, ale sprawiający pełno frajdy film wpierdolu z Chuckiem Norrissem. Logo wydawnictwa Orion Plus od razu wskazuje, kto stoi za książką. Jest Orion, a co za tym idzie będzie ciekawie.


Książka przedstawia historię pewnej australijskiej rodziny ze świadków Jehowy, którzy decydują się przejść do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jedno muszę przyznać – interesujące jest wyjście ze swojej bańki i czytanie krytyki sekty ze strony innego bardzo kontrowersyjnego wyznania religijnego. Cóż, adwentyści wierzący w biblijną wizję stworzenia świata i poważnie wierzący, że świat liczy 6 tys. lat, są takimi samymi szkodnikami co świadkowie Jehowy, którzy dosłownie czytając swój przekład Biblii również plują na naukę, przynajmniej na poziomie transfuzji krwi. W zasadzie gdybym potrafił obsługiwać wideo, miał warunki i za dużo wolnego... a nie, mam za dużo wolnego czasu, skoro czytam takie książki. W każdym razie gdybym rozpoczął serię filmów commentary o adwentystach to zrobiłbym SciFunowi dużą konkurencję wobec jego serii o płaskiej Ziemi.


Jak ktoś byłby zainteresowany argumentami, jakimi pastor przekonał świadków do swojego kościoła, to mogę przytoczyć, ale moim zdaniem byłoby to nudne dla przeciętnego czytelnika. To jest nic innego jak rozmowa o hrabinę Szlezwig-Holsztain, która przypadkiem nadepnęła na nogę cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus #pdk Mnie takie wymiany poglądów interesują, ale traktuje to jako intelektualne guilty pleasure.


Jak ktoś lubi tematykę sekt religijnych - polecam. Jak ktoś ma takie szczęście jak ja, że co trzy miesiące dostaje telefon od mormonów, na swoim przystanku autobusowym regularnie widzi wydawnictwa adwentystów, jako jedyny na osiedlu jest odwiedzany przez świadków Jehowy, a na Gdańsku Głównym gdy jest tłum z setką ludzi to tylko do mnie podejście bez powodu zielonoświątkowiec – no to też polecam, bo zawsze można czegoś się nauczyć i mieć tę dodatkową ripostę w głowie. Jak ktoś ma za dużo czasu – polecam. Kupić piwo i przeczytać cokolwiek innego, np. instrukcję obsługi pralki. Po serbsku.


Prywatny licznik: 17/50


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #bapitankombaczyta #religia #sekty #swiadkowiejehowy

92a015ec-9b45-4ab4-941b-9b2d05ce13dc

Zaloguj się aby komentować

801 + 1 = 802


Tytuł: Bestie, które żyły przed nami. Nowa historia pochodzenia i ewolucji ssaków

Autor:Elsa Panciroli

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: papierowa

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10


"Bestie, które żyły przed nami" to książka popularnonaukowa prezentująca ewolucję ssaków. Głównym celem książki było obalenie mitu, że ssaki rozwinęły się dopiero po katastrofie sprzed 66 mln lat, która zmiotła z Ziemi dinozaury. Autorka zwraca uwagę, że ssaki pojawiły się na Ziemi już 300 mln lat temu, a co za tym idzie ich historia jest o wiele dłuższa i bardziej złożona, ale w gruncie rzeczy nieznana przez powszechną fascynację dinozaurami, którzy je przyćmili.


Książka była niezła, ale autorka zbyt często popada w dygresje, za dużo opowiada o sobie oraz wplata swoje poglądy do książki (trzecią uwagę odnotowuje tylko z kronikarskiego obowiązku, sam pisząc na tagu recenzje wplatam swoje poglądy, wobec czego nie chcąc wyjść na hipokrytę drugi zarzut wobec autorki uważam za niebyły). Jest trochę zdjęć przedstawiających szczątki ssaków, wykopaliska oraz wykopaliska, ale są wrzucone na odczepnego do wkładki wewnętrznej. Powinny być rozłożone w odpowiednich miejscach książki, by zdjęcie pokrywało się z rozdziałem.


Wydaje mi się, że najbardziej interesującym dla czytelnika będzie rozdział poświęcony wieloguzkowcom (ssaki wielkości gryzoni, ale prawdopodobnie jajorodne. Badania nad wieloguzkowcami opierają się przede wszystkim na badaniach Zofii Kielan-Jaworowskiej, która zdaniem autorki książki "nadała kształt naszej wiedzy o mezozoicznych ssakach i wprowadziła ją w XXI wiek". Przyznać się, kto z was znał wcześniej Kielan-Jaworowską? Wstyd mi, że o tak wybitnej paleobiolog dowiedziałem się dopiero od brytyjskiej autorki. Wstyd dla Polski, że w czasach, gdy wszyscy ględzą o roli kobiet w historii, herstoria u nas stanowi tylko i wyłącznie modę, a książki poświęcone historii kobiet są po prostu literacką makulaturą. Tu zaś mamy naukowiec szanowaną na całym świecie, która w Polsce jest znana tylko w środowisku naukowym.


Prywatny licznik: 16/50


#bookmeter #biologia #bapitankombaczyta #ksiazki #czytajzhejto

8e26b9e7-9c55-4d0d-a614-b53bc29f101d

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj pod memem o Lippy i Messy śmiałem się, że w tym badziewiu grał Sanjaya z Lehji, a dzisiaj dostałem wiadomość, że Sanjaya kilka dni temu miał umrzeć. Sekta uległa rozwiązaniu, na stronie jasnastronamocy.info jest informacja o zakończeniu działalności, zaś na kanale JSM opublikowano nekrolog Sanjayi. Nie wiem, czy Sanjaya faktycznie zmarł czy doszło do jakiegoś szwindlu, ale sprawa wydaje się być interesująca.


Zwłaszcza, że dwa tygodnie temu Onet zrobił serię reportaży o tej sekcie, gdzie zwracano szczególną uwagę na powiązanie jej członków z władzami lokalnymi.


#sekty #wydarzenia

6b285f88-4fff-4070-8daa-22b182079c4b

@BapitanKomba niee to na pewno światowy rząd wydał na niego wyrok egzekucji (czy jak to tam szło) i musi się ukrywać, żeby nie był udany xDDDDDDDDDDDDDDD Ale tak serio to nie powiem- sekciarz i tak się długo utrzymał, chociaż to może temu, że był stosunkowo niegroźny poza tym swoim pierdoleniem, z którego scifun już przy okazji swojego płaskoziemskiego opus magnum darł łacha

Zaloguj się aby komentować

Ktoś korzysta z InCoinów oferowanych przez #inpost ? Mam to badziewie na telefonie, wszystkie oferowane "nagrody" są dla mnie zwykłymi śmieciami, wreszcie kompletnie nie rozumiem, dlaczego nawet z apki do przesyłania paczek zrobiono duolingowe gówno z masą wodotrysków, animacji i programów, które nie służą do niczego poza sztucznym nakręcaniem rynku. Mam na aplikacji nawalone 1350 punktów. Widzę w Internecie oferty kupna / sprzedaży InCoinów, gdzie zasada jest taka, że właściciel coinów odbiera nagrodę (kod rabatowy, voucher itd.), po czym oddaje nagrodę kupującego, który po odebraniu odsyła blikiem pieniądze. W dużej mierze śmierdzi mi to scamem. Ktoś z was korzysta z tego programu lojalności i odbiera nagrody bądź je sprzedaje? Nie wiem czy po prostu zignorować ten cały śmietnik i patrzeć jak wszystko przepada po zakończeniu programu lojalnościowego czy jednak nie wymienić/sprzedać tego szrotu. Wiele tego nie jest, patrząc po cennikach w Internecie mam równowartość góra 70-80 zł.

To tak zbiorowo: @AdelbertVonBimberstein @Astro @wonsz @MalyDiabel Dzięki za komentarze, podpowiedzi, propozycje. Podejrzewam, że gdyby ktoś coś przesyłam Inpostem to prędzej czy później zajrzy do tagu, znajdzie ten wpis i skontaktuję się ze mną, wobec czego będę mógł tutaj pomóc z udostępnieniem kodu rabatowego do wysyłki paczki. Gdybyście sami potrzebowali to rzecz jasna mogę się podzielić.

Zaloguj się aby komentować

776 + 1 = 777


Tytuł: Bóg. Ludzka historia religii

Autor: Reza Aslan

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

Liczba stron: 316

Ocena: 9/10


Uprzedzam, będzie we wpisie więcej prywaty niż samej książki.


Nieco rozbudowany esej poświęcony historii religii, a właściwie tego, jak powstawało nasze wyobrażenie o Bogach, a następnie Bogu, na nasz obraz i podobieństwo. Nie jest to praca poruszająca wszystkie możliwe religie, autor skupia się głównie na prehistorii i Bliskim Wschodzie skąd wywodzą się trzy największe religie monoteistyczne świata. Niewątpliwie adresatem książki jest szeroko pojęty świat zachodni i muzułmański. Autor tej pracy jest ateistą i opisując religie zwraca uwagę, jak stopniowo powstawały judaizm, chrześcijaństwo i islam, ale do wszelkich systemów wierzeń odnosi się z szacunkiem.


Książkę tę czytałem po raz pierwszy pięć lat temu, krótko po ukazaniu się polskiego wydania, niedawno odświeżyłem sobie ten tytuł. Nie ukrywam, że ta książka przyczyniła się do tego, że zostałem ateistą. Moja rewolucja z katolika do agnostyka była stopniowa i wieloletnia, zaś proces przejścia na ateizm był już gwałtowny, właśnie dzięki tej książce, która uporządkowała moją wiedzę i zabrała wszelkie złudzenia. Cóż, żadnych bóstw nie ma. Niewiele to zmieniło w moim życiu poza faktem, że śmierć fizyczna skończy się utratą świadomości, poprzedzoną bólem fizycznym i psychicznym. A potem przyjście druga śmierć, gdy umrą wszyscy, którzy o mnie pamiętają. Ot nic po nas nie zostanie, a wiara w Boga, którego stworzyli sobie ludzie, stanowi zwykłe oszustwo.


Dałbym 10/10, ale wydawnictwo Znak wpadło na genialny pomysł, by przypisy (liczące 100 stron) wywalić poza część główną książki. Super pomysł...


Prywatny licznik: 15/50


#bookmeter #ksiazki #religia #historia #bapitankombaczyta

426ae677-1ba0-4c26-9cf4-82f053e64aea

@Hilalum Cholera, możesz mieć rację ( ͠° ͟ʖ ͡°) O poglądach religijnych Aslana czytałem kilka lat temu w wywiadzie dla Wyborczej i wydawało mi się, że deklarował ateizm, gdzie jednocześnie odcinał się od Dawkinsa. Pobieżna kwerenda w wyszukiwarce zwraca wyniki, że identyfikuje się jako muzułmanin, ale są to artykuły sprzed 10-15 lat. Gdyby to było źródło po 2021 miałbym pewność, że się pomyliłem. No nic, jeszcze będę sprawdzać.

@BapitanKomba "poprzedzoną bólem fizycznym i psychicznym" - nie łam się, może potrąci cię auto jadące 200?

Szybko i bez stresu

@LaMo.zord @pizzzamonter @Hilalum Ok, zbiorowo. Widzę, że miałem dzisiaj słabszy dzień, zaćmiło mnie i bardzo niedokładnie napisałem komentarz, przez co wyszedłem na ignoranta i półanalfabetę. Nie będę tego usprawiedliwiać, ale przyjmuję krytykę.

@BapitanKomba w sumie to nie wiem o co się czepiają. Całkiem spoko wpis. Chyba że chodzi o jakieś odniesienie do komentarzy poza nim, w innych wpisach.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

721 + 1 = 722


Tytuł: 1985

Autor: Anthony Burgess

Kategoria: powieść

Wydawnictwo: Vis-à-vis Etiuda

Format: papierowa

Liczba stron: 295

Ocena: 7/10


Książka składa się z dwóch części. Zacznijmy od drugiej, będącej opowieścią o Zuklandii, dawnej Wielkiej Brytanii. Zuklandia jest państwem upadłym, stanowiącym przedziwną dystopię, sterroryzowanej przez związki zawodowe i antyspołeczne gangi nastolatków, a także Arabów, wykupujących lub przejmujących brytyjski majątek. Tym pierwszym przeciwstawia się Bevin Jones. Pracował wcześniej jako nauczyciel historii, ale nie chcąc podporządkować się zmianom w podstawie programowej (której wymagania regularnie obniżano, by dostosować się do nizin społecznych) przeniósł się do fabryki produkującej słodycze. Po raz kolejny Jones się buntuje, kiedy przez strajkujących strażaków w pożarze ginęła jego żona. Sprowadza na siebie kłopoty, gdy decyduje się publicznie domagać prawa do pracy, gdy reszta woli czekać z założonymi rękami, aż władza ugnie się pod jej kolejnymi żądaniami.


Pierwsza część książki stanowi zaś serię esejów i wywiadów Burgessa z samym sobą na temat "Roku 1984" Orwella. Najciekawszy spośród wszystkich tekstów jest z pewnością wywiad zatytułowany "1948: wywiad ze starszym Panem", w której Burgess pokazuje, że "Rok 1984" Orwella to przede wszystkim czarna komedia, w której punktuje niską jakość życia Brytyjczyków w okolicach 1948 roku.


Książkę czyta się dobrze, historia (ze względu na bardzo dużo podobieństw do świata rzeczywistego) jest niepokojąca. U Burgessa dzieciaki są bezmyślną masą gapiącą się w telewizor, w której BBC emituje bardzo niskiej jakości kreskówki. My dziś mamy TikTok. O populizmie, rządach bojących się podejmowania jakiejkolwiek decyzji na rzecz Państwa (chwilowym koszem roszczeniowych grup społecznych), bardzo niskiej jakości edukacji nie będę się rozpisywać, bo to wszystko mamy codziennie w serwisach informacyjnych.


Cóż, kto by się spodziewał, że w Wielkiej Brytanii rok 1984 upłynie pod znakiem Margaret Thatcher, która nie patyczkowała się ze związkami zawodowymi oraz wspierała Reagana w walce z totalitarnym ZSRR.


Na koniec parę słów o tłumaczach i wydawnictwie. Eseje o "Roku 1984" przetłumaczył Zbigniew Batko, opowiadanie Robert Stiller. Ten drugi dołączył do powieści "przypisy" (właściwie mini-encyklopedię), w której w swoim charakterystycznym stylu ocenia błędy innych, czyjeś dzieła itd. Nie wiem po cholerę komu negatywna opinia Stillera o twórczości Agathy Christe czy krytyka... rozwiązań językowych Burgessa w jego własnym dziele. Krakowska Vis-à-vis Etiuda jest naprawdę ślepa w zachwytach nad Stillerem, wydając wszystkie jego druki. W ogóle śmieszna sprawa. Stiller uchodził za pedanta, który potrafił opluć w felietonach różnych korektorów, którzy nie znają się na swojej pracy. Tymczasem moje wydanie "Roku 1985" zawiera sporo literówek. A czytałem jedno z późniejszych wydań, które ukazało się w 2024 roku.


Prywatny licznik: 14/50


#bookmeter #ksiazki

17541a6c-b984-4442-9d1f-c40e58fcc67e

@BapitanKomba za każdym razem jak jestem w Dedalusie, to sobie obiecuję, że ją kupię, to chyba teraz mam motywację, żeby to zrobić, dziękuję za polecajkę

@WujekAlien Koniecznie kup. Ja kupiłem egzemplarz za 25 zł, co było świetna okazją, ponieważ poza niewielkim nakładem drugiego wydania pozostają używane papierowe wydania na rynku wtórnym po 150-200 zł.

Zaloguj się aby komentować

Co prawda sieć ta pojawiła się w 2001 roku, ale gdyby ktoś robił podsumowanie lat 90. to klamrą zamykają rozdział o problemach społeczno-gospodarczych Polaków powinna być ta nieszczęsna sieć sklepów. Klienci mieli świadomość, że sklep sprzedaje najgorszą możliwą padlinę do spożycia, a warunki pracy pozostawiają bardzo wiele do życzenia, ale bieda zmuszała wielu do robienia zakupów w tejże sieci. Na sam widok loga człowiek dostaje zgagi oraz bólu serca ( ͠° ͟ʖ ͡°)


#sklepy #leaderprice #gospodarka #bieda

7710d7f1-4af2-4c1c-8f3e-7489f598a6d8

Kojarzę jakiś reportaż o szajsie, który się tam wydarzał - typu że na mięsnym jak już była myta lada, to się zdarzyło że np. proszek do mycia się rozsypał na mięso, to tylko je lekko wytarli ściereczką i dalej poszło na sprzedaż. To był lider szajs i jeszcze globi.


Mam wrażenie że to właśnie wtedy, przez te sklepy pojawiło mi się w głowie żeby nie kupować najtańszej coli po 60gr za 2l i do niedawna miałem te opory przed np. biedronkową Top Colą, co dzisiaj jest bezpodstawne. Kupowanie Coca Coli czy Pepsi to frajerstwo, inne marki są co najmniej równie dobre, a dużo tańsze.

@ZohanTSW bo kiedyś w biedrze było coś takiego jak Tęczowa Cola/Tęcza Cola. I chyba było jeszcze coś poziom niżej. Nie dziwie się, że miałeś opory przed Top Colą skoro człowiek pamięta jaki to był syf xd

@ZohanTSW u mnie jest market który przejął budynek po globi i nawet do tej pory na szczycie marketu jest jeszcze nadal ta kula xd

@Gilgamesh Nie wiem czy wszystkie, ale zdecydowana większość sklepów Leader Price zostało po 2006 roku zamieniona na Tesco. Z kolei jak kilka lat temu Brytyjczycy odchodzili z Polski to większość Tesco sprzedali duńskiemu Netto. Kilka lat temu na Wykopie widziałem zdjęcie, które przedstawiało remont dawnego Tesco. Jak zdjęto szyldy ostatniego sklepu to oczom wszystkich ukazał się romb Leader Price, który kilka dni później został zakryty logo Netto.

W latach 00 byliśmy tymi biedakami i rodzice robili tam zakupy.

Zawsze było zażenowanie i gorycz jak koledzy jezdzili do Real, Geant albo Auchan...

A do Makro jeździła szlachta

@ytilibuuun Nie ty jeden, na początku 00 miałem na typowej postpgr-owskiej wsi, gdzie jak jeździło się do supermarketu to do najbliższego miasta, gdzie do wyboru był Leader Price, Biedronka i Polomarket. Geant się odwiedzało raz w roku, gdy trzeba było kupić wyprawkę szkolną, bo jako jedyna w promieniu 50 km miała wszystkie towary szkolne w jednym miejscu.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

635 + 1 = 636


Tytuł: Państwo Hitlera

Autor: Götz Aly

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Fundacja Historia.pl

Format: papierowa

Liczba stron: 480

Ocena: 4/10


Mam problem z tą książką. „Państwo Hitlera” jest reklamowane jako nowatorskie, sensacyjne spojrzenie na narodowy socjalizm Hitlera. W zasadzie tak jest. Książkę można podsumować w paru zdaniach: Niemcy podczas II wojny światowej byli skurwielami, a to że ubierali się lepiej od trepa Saszki z Irkucka nie sprawia, że należy ich stawiać wyżej. Tak samo kradli i mordowali. W całej Europie.


Książka jest poświęcona ekonomii III Rzeszy. Götz Aly wyjaśnia, dlaczego gospodarka Niemiec mimo wojny zdołała się utrzymać, a Niemcy zaślepieni ideologią i nakarmieni kosztem całej okupowanej Europy do końca wojny popierali Hitlera. Tu właśnie pojawia się problem, od którego zacząłem ten wpis. Aly podaje bardzo dużo danych statystycznych, cytatów, przykładów. Nie jest to książka łatwa w lekturze, bo tak duży zbiór danych nuży. Czy mimo to odradzam przeczytanie tej książki? Właściwie nie, bo ta książka po prostu jest potrzebna do zrozumienia ekonomii III Rzeszy, który odgrywał bardzo dużą rolę w polityce Hitlera. Autor (Niemiec) nie bawi się w eufemizmy i mówi wprost: Niemcy żyli w dobrobycie, bo w sposób masowy i systematyczny mordowała i grabiła Europejczyków, byle tylko przejąć ich majątek. Ideologia nazistowska odgrywała pewną rolę w tym mechanizmie, ale wielu Niemców było konformistami, którzy mając wymówki o "ostatecznych rozwiązaniach" czy "przestrzeni życiowej" po prostu dokonywała skurwysyństw, byle tylko zapewnić sobie i rodzinie lepsze życie.


No ale czemu napisałem, że "właściwie" należałoby przeczytać książkę? Problem polega na tym, iż polskie wydania tejże potrzebnej książki są niestety niechlujne Ja czytałem (zdaje się najnowsze) IV wydanie z 2023 roku. Książka nie miała porządnej redakcji w ostatnim wydaniu. Nie jestem purystą językowym, sam robię sporo gaf, ale nie popełniam tak powszechnych błędów i nie mówię bądź piszę "a mianowicie" (w książce to obrzydlistwo pojawia się kilkadziesiąt razy). Staram się być konsekwentny i jak piszę o Göringu to zawsze pamiętam o umlaucie (w książce obok poprawnej formy zdarzyło się przeczytać o "Goeringu". Rozumiem, jak jedna osoba dokona wpadki. Ale ta książka miała tłumacza, redaktora i ukazała się parokrotnie - nikt przez ten czas nie zauważył tego, nie zgłosił wydawcy błędu?). Wreszcie szlag mnie trafił, jak przeczytałem cytat "Rafaela Lemkina" z 1994 roku. Primo - RAFAŁA, ten wybitny prawnik był Polakiem pochodzenia żydowskiego. Secundo - Lemkin był prawnikiem polskim i amerykańskim, jeśli jego imię miało być z angielskiego to powinno brzmieć "Raphael". Byłby to błąd, ale dający się usprawiedliwić. Tertio - Lemkin zmarł w 1959 roku... Wypowiedź Lemkina pochodziła z 1944 roku. Niby czepianie się, bo 1944 i 1994 wyglądają podobnie, ale jest to rażący babol, coś jak napisanie, że konferencja w Wannsee odbyła się w 1924, no bo 24 i 42 łatwo pomylić... Przez takie niechlujstwa językowe i merytoryczne książka traci. A strata jest tym większa, gdy ma się przed sobą CZWARTE WYDANIE. Naprawdę wydawcy nie mogli zadbać o to, by przed kolejnymi wydaniami nanieść potrzebne poprawki merytoryczne i językowe?


Jak ktoś interesuje się historią II wojny światowej to powinien przeczytać tę książkę. Ale niech zapozna się z oryginałem w języku niemieckim albo spróbuje przeczytać inne tłumaczenia. Polskie wydania niestety leży i dlatego moja prywatna ocena jest tak niska. Polski wydawca umieścił tę książkę w tzw. Złotej serii. Złoto okazało się być tombakiem.


Prywatny licznik: 13/50


#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta #historia #hitler

ed5f596e-7964-4d33-adb1-18891654b061

@cremaster No właśnie nie, w języku polskim obowiązuje zasada, że słowa obcojęzyczne zapisywane w alfabecie łacińskim piszemy zgodnie z oryginałem. Dlatego mamy Hermanna Göringa, Slobodana Miloševicia czy też Françoisa Mitterranda, a nie Goeringa, Miloszevicia/Miloszewicia czy też Francoisa Mitterranda.


Oczywiście nie czepiam się, jak ktoś upraszcza zapisy nazw własnych na forum, w prywatnym mailu czy też w notatce, nie wymagam od wszystkich, by kopiowali litery niewystępujące w języku polskim. Ale inna sytuacja dotyczy książki kierowanej do tysięcy czytelników, gdzie trzeba zadbać o ortografię. Gdyby chociaż "Goering" był stosowany konsekwentnie, machnąłbym ręką przyjmując, że redaktor tak zdecydował. Ale pisanie raz o Göringu, a raz o Goeringu traktuje wyłącznie jako rodzaj niechlujstwa, który obniża wartość jest potrzebnej książki

Zaloguj się aby komentować

630 +1 = 631

Tytuł: Od Edfu do Faras

Autor: Kazimierz Michałowski

Kategoria: wspomnienia, popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe

Format: papierowa

Liczba stron: 269

Ocena: 6/10


Książeczka stanowi opis wybranych odkryć archeologicznych, których kierownikiem był Kazimierz Michałowski, symbol polskiej archeologii, członek zdecydowanie zasłużony dla polskiej nauki i niestety dość mało znany opinii publicznej (smutne tym bardziej, iż za Gierka Michałowski cieszył się naprawdę wielką popularnością, wyobrażacie sobie dzisiaj naukowca-celebrytę?). Książka ta została wydana w latach 70. w popularnej wówczas serii opracowań poświęconych starożytności, które były sygnowane charakterystycznym rysunkiem popiersia Nefretete z boku. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są zazwyczaj kolejnym stanowiskom archeologicznym (m.in: Edfu, Mirmeki, Nubia, Palmyra, Faras, Abu Simbel).


Książka ta stanowi przykład pracy, które zaspakaja podstawowy głód, nie dając nic więcej. Cieszy mnie bardzo, że prof. Michałowski spisał za życia swoje relacje z badań archeologicznych. Cieszy mnie, że powstała popularnnaukowa synteza zawierająca najważniejsze informacje o badaniach polskich archeologów w rejonie Morza Śródziemnego. Cieszy mnie, że ta książka była tak ważna, że 50 lat późnmiej Tomasz Derda napisał kontynuację, która dokumentuje dalsze sukcesy polskich archeologów. Tylko kurczę, w książce jest więcej ziemniaczków niż mięsa. Za mało być archeologii samej w sobie, zaś nieco za dużo było osobistych wspomnień, szczegółów o tym, jak i z kim trzeba było kombinować, by niskimi kosztami można było osiągnąć dużo. Swoje robi też to, że książka choć liczy 269 stron, to tekst stanowi ok. 150 stron, reszta to fotografie, rysunki, spis ilustracji i wreszcie spis nazwisk członków ekspedycji, liczący 30 stron. Nie mogę narzekać na formę, bo ograniczona objętość oraz pierwotna forma (miał to być pamiętnik) narzuciły kierunek, ale nie pogniewałbym się, gdyby więcej było archeologii samej w sobie.


Prywatny licznik: 12/50


#bookmeter #ksiazki #bapitankombaczyta #archeologia #historia

f5d0ad27-8ed9-4cc5-943f-ebc47da61764

Zaloguj się aby komentować

Wprowadzenie: wczoraj na Bookmerze wrzuciłem recenzję książki "Neandertalczyk odkryty na nowo", która stanowi podsumowanie "dotychczasowego" stanu badań nad neandertalczykami. Cudzysłów jest tutaj zamierzony, gdyż postęp w badaniach jest tak duży, że książka zapewne zaczęła się dezaktualizować już na etapie wychodzenia z drukarni. Jako niezamierzony brak w książce wskazałem na powstałą niedawno hipotezę o roli neandertalskiego DNA na zdolności poznawcze współczesnych ludzi. Hipoteza jest całkiem ważna, ponieważ być może pozwoli ona wyjaśnić, skąd wziął się autyzm.


Hipotezę o roli neandertalskiego DNA czytałem w "Świecie Nauki", stanowiąc polską edycję "Scientific American". Tekst ten opublikowano w numerze z kwietnia 2025, autorami tekst są neurobiolożka Emily L. Casanova oraz genetyk i biochemik F. Alex Feltus. Zainteresowanym obiecałem podrzucić zdjęcia z książki. Jako, że @KatieWee jest zainteresowana to zgodnie z obietnicą dowożę. Artykuł publikuje w oddzielnym wpisie, by zwiększyć potencjalny zasięg osób zainteresowanych.


#neurobiologia #nauka #ciekawostki

e12c7015-bfcb-4abc-a4b0-ab04d120b0ad
f3d1072d-22c6-4e39-becc-882cf02a0cd9
d1b79a99-b61e-4dc4-9ed2-89fece5e18db
3bdeed80-b470-4641-9a00-05235239f434
13808f0d-4a4f-4a06-b983-0686fcf9d98f

Zaloguj się aby komentować

593 + 1 = 594


Tytuł: Neandertalczyk odkryty na nowo

Autor: Dimitra Papagianni, Michael A. Morse

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: papierowa

ISBN: 9788382951127

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10


Ta popularnonaukowa książka miała za zadanie na nowo opisać neandertalczyka, zgodnie z najnowszymi odkryciami naukowymi, których w przeciągu kilku, kilkunastu lat dokonały takiego zamieszania, jakiego teraz dokonują najnowsze modele sztucznej inteligencji w informatyce. To że neandertalczyk wcale nie był prymitywnym dzikusem o twarzy Rona Perlmana wiedziano (a przynajmniej przypuszczano) najpóźniej na pocz. lat 90. XX. Przez ostatnie lata wyszło jednak na to, że neandertalczycy byli o wiele bardziej zaawansowanym gatunkiem i w zasadzie pod względem zachowań nieszczególnie różnili się od nas homo sapiens, chociażby także chowali swoich zmarłych, dbali o chorych, posługiwali się mową oraz łowili ryby. Nie byli dzikusami spożywającymi na co dzień mięso ludzkie, nie mieli większych oporów współżyć z homo sapiens, w miarę radzili sobie na świecie. Otwartą kwestią zostaje znajomość muzyki, tu naukowcy się spierają.


Książka składa się z siedmiu rozdziałów: wstępu krytycznie odnoszącego się do stereotypowego postrzegania neandertalczyków, dwóch rozdziałów przedstawiających ewolucję gatunków człowieka, trzech kolejnych poświęconych stricte neandertalczykom (pojawienie się na świecie, kontakty z homo sapiens, tajemnicze wyginięcie) i wreszcie ostatniego, stanowiącego komentarz do ważniejszych dzieł kultury, w których pojawiają się neandertalczycy.


Koncept książki jak najbardziej jest dobry, tylko postęp w badaniach okazuje się być tak duży, że książka zaczęła się dezaktualizować krótko po wydaniu (chociażby pojawiła się hipoteza, że geny odziedziczone po neandertalczykach mogą mieć wpływ na zdolności poznawcze homo sapiens i odpowiadać za autyzm - kto jest zainteresowany odsyłam do polskiego wydania "Scientific American" z kwietnia 2025, mogę podesłać zdjęcia artykułu). Nic tylko czekać na kolejne artykuły z najnowszymi badaniami. Jestem prostym chłopakiem po historii, nie antropogenezie, więc nie zdołam odczuć, że nie jestem nie na bieżąco. Wystarczy mi raz na jakiś czas przeczytanie dobrej popularnonaukowej książki, która uporządkuje i uzupełni dany temat w stopniu podstawowym.


Prywatny licznik: 11/50


#bookmeter #bapitankombaczyta #biologia

21d3bf3a-0101-41ad-bcc0-75fdb261f861

508 + 1 = 509


Tytuł: Tu byłem. Tony Halik

Autor: Mirosław Wlekły

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: papierowa

ISBN: 9788326841231

Liczba stron: 485

Ocena: 8/10


Jakieś dwa-trzy lata zabierałem się za wypożyczenie z biblioteki i przeczytanie tego reportażu, zaś przełom nastąpił po tym znalezisku: https://www.hejto.pl/wpis/tony-halik-i-jego-droga-do-slawy?commentId=62d3f5dd-b26f-4e3e-aaf9-c8674afcea3a Wcześniej wiedziałem, że Halik popełnił kilka błędów, przez co jego obraz mocno mi się zachciał, a jego obraz stał się ambiwalentny. Wszystko jednak pochodziło z wywiadów, wypowiedzi prasowych, komentarzy, ale nie z samego źródła, jakim był reportaż Wlekłego. Konieczne było nadrobienie tegoż braku.


Wydany w 2021 roku reportaż był polecany m.in. przez Elżbietę Dzikowską. Na tylnej okładce książki jest jej komentarz, gdzie zaznaczyła, że bała się wyjawienia tajemnic z życia jej męża, ponieważ te mogły stać się sensacją na naszym nieszczęsnym rynku dziennikarskim. Dzikowska doceniła jednak, że Wlekły poszedł do życia Halika uczciwie, starał się zrozumieć motywy jego postępowania oraz wyjaśniał powiązania pomiędzy wyborami Halika a okolicznościami.


Z jednej strony Halik był świetnym popularyzatorem i showman, z drugiej oskarżono go o mitomanie, kontakty z SB i przynależność do Wehrmachtu. Po przeczytaniu reportażu ponownie polubiłem Halika, który przy swoich wadach pozostał życzliwym człowiekiem. Koloryzował opowieści? Tak, tego nie jestem w stanie zrozumieć, bo Halik miał tak bogaty życiorys, że nie musiał dodawać historii od siebie. Halik nie kłamał jednak świadomie, po prostu czuł, że ludzie potrzebują show i to show oddawał z całego serca. W pracy dawał z siebie 100%, naprawdę żył tym, co opowiada. Kontakty z SB? Trochę był łatwowierny, ale z reportażu wynika, że nikomu nie zaszkodził, a jako informator służb sprawdzał się równie skutecznie jak Cejrowski jako moralizator uczący w swoich reportażach, jak powinno wyglądać społeczeństwo, a zwłaszcza małżeństwa w duchu katolickim. Sam Halik nawet pomagał opozycji, bo miał kontakty z Solidarnością, czy to na polu zawodowym jako reportażysta, czy prywatnie, przyjaźniąc się z aktorem Kazimierzem Kaczorem. Docinki na temat jego majątku powinienem przemilczeć, bo jeśli pracowało się w USA, a mieszkało w Polsce to dlaczego miałbym wypominać, że chciał żyć jak człowiek i zakupy robił w Pewexach? Sam mając taką możliwość starałbym się ułatwić sobie życie. Wehrmacht? Tysiące Polaków było siłą wcieloną do wojsk niemieckich, Halik nie był jedyny. Musiał mieć świadomość, że w Polsce komunistycznej uchodziłby za zdrajcę, wobec czego do końca życia świadomie lub na skutek wyparcia podawał zniekształcony życiorys. Podejście jest tym bardziej usprawiedliwione mając na uwadze, co zrobił Jacek Kurwski w 2005 czy też jak prawica atakowała autorów wystawy "Nasi chłopcy" w Gdańsku.


Celowo autor nie przedstawił życia Halika w porządku chronologicznym, zaczynając od relacji Halika z Dzikowską, pracy w telewizji, sukcesu medialnego. Następnie pojawia się część poświęcona pierwszej żonie Halika i podróżom po obu Amerykach, wreszcie na końcu są te najtrudniejsze epizody z życia Halika. Reportaż jest napisany sprawnie, autor poświęcił bardzo dużo czasu, by zebrać materiały. Zdołał skontaktować się z wieloma osobami, informacje zaciągnął m.in. w Argentynie i Meksyku, w których Halik żył i pracował.


A, no i na zawsze kotwica w plecy kretynom z Agory, która systematycznie przerzuca przypisy na koniec książki.


#bookmeter #bapitankombaczyta #reportaz #telewizja


Prywatny licznik: 10/50

d672e0ab-18b5-490a-ad0e-ea355f775a23

@BapitanKomba zacząłem słuchać audiobooka ale dość szybko porzuciłem, jakoś nie pod pasował mi narrator i nie zaciekawiło mnie.

Zaloguj się aby komentować

Wracasz sobie z pracy, a tu się załapujesz od razu na darmowy koncert Raya Wilsona. Mam świadomość, że nie jest Collinsem, ale chłop z zespołem dają radę. Nie jestem zaskoczony, że przez dwa lata zastępował Collinsa w Genesis, ma talent. Koncert trwał pół godziny, poszły odpowiednio: "Land of confusion", "Mama", "Another Day in Paradise", "Home by the Sea", "In the Air Tonight" i (chyba trochę dla strollowania) "Knockin' on Heaven's Door".


Nagrań nie robiłem, na koncercie wolałem się bawić. Zrobiłem tylko jedno foto jako dowód obecności.


Koncert odbył się w Toruniu z okazji Halowych Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce Kujawy Pomorze 26.


#genesis #muzyka #torun

c8d550a5-9ebd-4c9d-b03b-a8da09c7c715

Zaloguj się aby komentować

402 + 1 = 403


Tytuł: Ucz się do Wielkiego Nauczyciela

Autor: anonimowy, czemu się nie dziwię

Kategoria: mózgotrzep

Wydawnictwo: Watchtower Bible and Tract Society

Format: papierowa

ISBN: 8386930632

Liczba stron: 256

Ocena: 0/10 i honorowa karta VIP szpitala psychiatrycznego w Świeciu


Hello, I'm the BapitanKomba I remember it so you don't have to!


Zacznijmy od tego, jak to się stało, że publikacja świadków Jehowy trafiła w moje ręce. Otóż w pracy mamy inwentaryzację i plikach dokumentów znalazła się ta publikacja. Okazało się, że kilkanaście lat temu pracowała sprzątaczka reprezentująca ŚJ. Ta aż do momentu nieprzedłużenia umowy przynosiła do pracy publikacje, które regularnie były wyrzucane na makulaturę. Ta jedna ocalała. Miała iść na makulaturę, ale z ciekawości wziąłem ją ze sobą do domu, by ją przeczytać, byście mieli o czym rozmawiać, gdy ktoś zacznie was nękać w sobotę o jedenastej.


Publikacja ŚJ kierowana do dzieci, jednak wstęp do książki jest adresowany do rodziców. Cel? Biblia zachęca rodziców, żeby usilnie starali się zaszczepić dzieciom właściwe zasady. Często jednak bywa tak, że im dzieci są starsze, tym trudniej rozmawiać z nimi o sprawach najważniejszych. Książka "Ucz się od Wielkiego Nauczyciela" ma Wam pomóc nie dopuścić do tego, by taka sytuacja wytworzyła się w Waszej rodzinie. Dostarcza rodzicom i dzieciom lektury pożytecznej pod względem duchowym. Co więcej, została tak pomyślana, by pobudzić do wymiany myśli oraz: Co jednak ważniejsze, dzięki tym pytaniom łatwiej się zorientować, co dziecko myśli. Oczywiście jego odpowiedzi mogą pozostawiać sporo do życzenia. Ale po każdym pytaniu znajduje się wyjaśnienie, które ma naprowadzić dziecko na poprawne rozumowanie. Aby ułatwić rodzicom zadanie, wszystkie pytania mają charakter opisowy, gdzie teza zostaje narzucona już w pytaniu. Klasyka gatunku, niech dzieci od małego będą upupiani jak ich rodzice, gdy starszy zboru zadanie pytanie na spotkaniu.


Jest to typowa dla świadków Jehowych publikacja z ich systemem wiary, wobec czego jak ktoś trzymał w dłoni COKOLWIEK od nich to w zasadzie zna już 90% zawartości tej publikacji. Jak trzeba oprzeć swoje dogmaty badaniami naukowymi, nie podaje się konkretnego nazwiska tylko pisze o "pewnym historyku" czy też "pewnym naukowcu". Raz tylko odwołano się bezpośrednio do "The Catholic Encyclopedia". Jak to tak ŚJ korzystają z wydawnictwa wydanego przez Wielki Babilon?!


Interesujące mogą być tylko wstawki o seksie. No kurczę, ŚJ nie bawią się w żadne kiełkujące nasionka tylko w rozdziale "Jezus ma większą moc niż demony" mówią, czym jest stosunek seksualny, penis i srom. Nigdy nie przypuszczałbym, że ŚJ będą skuteczniejsi od Nowackiej.

Jest również inny rozdział poświęcony pedofilom, gdzie dzieciaki są uświadamiane, że nikt nie ma prawa dotykać ich narządów płciowych, a każdą taką próbę mają zgłaszać najbliższym. Pochwaliłbym, ale wiem jak te k⁎⁎wy systematycznie ukrywają skandale seksualne, przez co ten rozdział stanowi obrzydliwy przejaw hipokryzji.


Parę innych ciekawostek z tej książki:

* dzieci aniołów i ziemskich-kobiet poginęły w potopie, anioły zaś ocalały, dołączać do Szatana i stając się demonami. Trochę to nieetyczne pisać, że dzieci, które nie prosiły się na świat, są złe z natury i muszą zginąć pod wielką wodą, a demony żyją po dziś dzień jak nigdy nic;

* Jehowa nie kazał aniołom chronić nas przed każdym nieszczęściem. W zasadzie nigdy nie zastanawiałem się, czy ŚJ wierzą w aniołów stróżów. Cóż, oni ich nie uznają, taka ciekawostka;

* jak ktoś cię uderzy to nie oddawaj tylko przeczekaj, bo ograniczy się tylko do kilku szturchnięć. Z kolei jak są bójki, odejdź jak najdalej i zgłoś sprawę nauczycielom. Pedagogika poziom szkolny pedagog "nieważne, kto zaczął";

* nie wolno obchodzić urodzin, ale można "w dowolnym dniu w roku" przygotować jakieś przyjęcie. Czyli można świętować w dniu urodzin, tylko składamy się po prostu życzenia, nie mówiąc, że to z okazji urodzin?


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #ksiazki #swiadkowiejehowy

479eb17c-0f48-4711-a85b-a70891497b53

@BapitanKomba 

Ocena: 0/10 i honorowa karta VIP szpitala psychiatrycznego w Świeciu


Kurka wodna, moje rodzinne miasto!

Zaloguj się aby komentować

Zdecydowana większość osób (słusznie) krytykuje system kaucji, ale ogólnie system sortowania śmieci w Polsce to niesmaczny dowcip. Mam plik starych kaset magnetofonowych, od dwóch tygodniu zbieram się do ich wyrzucenia. Sprawdzam, gdzie je wyrzucić. Wyszukiwarki zwracają mi sprzeczne wyniki: albo do elektrośmieci albo do zwykłego żółtego worka. Skąd taki wynik?


NO BO KAŻDA FIRMA ODBIERAJĄCA ŚMIECI MA INNE ZASADY ODBIORU I DLA CZĘŚCI ODBIORCÓW KASETA MAGNETOFONOWA TO ZWYKŁY ODPAD PLASTIKOWY DO ŻÓŁTEGO WORKA, DLA INNYCH ŚMIEĆ NIENADAJĄCY SIĘ DO RECYKLINGU, ALE NADAJĄCY SIĘ DO ZMIESZANYCH, A DLA INNYCH ELEKTROŚMIECI Z RACJI TAŚMY XD


To jest jakiś k⁎⁎wa niesmaczny dowcip, że w Polsce nie ma jednolitego systemu. W Toruniu i w Bydgoszczy mogę wyrzucić kasety do odpadów zmieszanych, w Warszawie zaś do punktu zbiórki zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego... lub do żółtego worka na metale i plastik (IMO absurd zupełny, bo przez lata wszyscy byli uczeni, że elektrośmieci są szczególnie niebezpieczne i te należy oddawać bez wyjątku do specjalnego punktu. No to co, teraz to bez różnicy, gdzie warszawiak wyrzuci ten konkretny odpad?).


Może ja jestem ciemny i czegoś nie rozumiem. Ale jeśli ja jestem w błędzie to i tak system sortowania leży, tylko w tym momencie problemem jest bardzo słaby system informacji.


#ekologia #absurd

@Odwrocuawiacz Wyrzuciłem już z odpadami zmieszanymi, wraz z resztą śmieci, która czekała na mnie pod zlewem w kuchni. Napisałem post tylko dlatego, że wkurza mnie ten absurd. To tylko jeden przykład, ale cały system odbioru śmieci składa się w wielu absurdów. Absolutnie nie dziwi mnie, że tak wielkim problemem w Polsce są dzikie wysypiska śmieci. Na dobrą sprawę każdy przejaw buntu przeciwko tym absurdom, jaki zapewniło menelstwo intelektualne na poziomie Sejmu i lokalnym zasługuje na pochwałę lub przynajmniej skwitowanie słynnym nie popieram, ale rozumiem*.

ja doszedlem do wniosku, ze jak sie ma watpliwosci, to trzeba walic do czarnego i elo, nawet zastanawianie sie pochlania najbardziej wartosciowy, nieodnawialny zasob jakim jest Twoj czas i mentalny wysilek

@5tgbnhy6 Człowiek po prostu chce dobrze, a za każdym razem dostaję lepę na dziąsło. Pieprzenie o śladzie węglowym od lat spływa po mnie jak po kaczce, niech ci pieprzący o ekologii zaczną od bojkotowania Taylor Swift, która w miesiąc produkuje tyle CO2, ile wyprodukuje ja przez całe życie. Systemu kaucyjnego nie bojkotuję tylko dlatego, że nie jestem bogaty i dla mnie odzyskanie nawet tych pojedynczych groszy stanowi wartość realną.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

281 + 1 = 282


Tytuł: Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara

Autor: Paweł Machcewicz

Kategoria: naukowa

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: papierowa

ISBN: 9788368267204

Liczba stron: 544

Ocena: 10/10


(poniższa recenzja w pewnym momencie przeplata się z prywatnymi poglądami autora)


Właśnie takie książki historyczne powinny być bestsellerami. Nie żadna pulpa masowa, bo na modzie jest herstoria i chłopomania, tylko rzetelna praca naukowa na konkretny temat, której rzetelność potwierdza bogata bibliografia.


Książka opisuje działalność ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara i jego zwolenników w latach 60. XX wieku, tu określanej mianem partyzantów. Praca bardzo dogłębnie wyjaśnia sukces tego ruchu, narzuconej przez partyzantów wizji patriotyzmu, która łączyła ze sobą martyrologię i tradycję historyczną, nacjonalizm i antysemityzm, gdzie patriotami byli już nie tylko żołnierze Gwardii Ludowej/Armii Ludowej, ale także szeregowi żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich czy też Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy zaczęli być doceniani za walkę z Niemcami. Autor prezentuje zakorzenione społecznie wcześniejsze wzory mentalne i ideowe, które wykorzystali Moczarowcy, wyjaśnia, dlaczego pomimo ogromnego triumfu partyzantów w latach 60. ruch ten zapadł się, a jego cieniem był późniejszy Grunwald oraz porównuje ideologię partyzantów z jej odpowiednikami w bloku wschodnim (tu: z ZSRR, NRD i Rumunii) i Jugosławii, gdzie ruch partyzantki stanowił sens polityki Broz-Tity.


Wiele wniosków jest niestety aktualnych, a mechanizmy stosowane przez Moczara można podejrzeć również dziś. Zmieniły się tylko osoby, "zaczyn" i technologie. Z drugiej strony w przyszłości sukces zapewne odniesie książka porównująca Moczarowców z dzisiejszym antysemityzmem, gdzie dziś ta łatka jest instrumentalnie traktowana przez Izrael, którego władze (wybrane demokratycznie!) nazywają antysemitami wszystkich, którzy stają w obronę Palestyńczyków. Paradoks, książka, która poświęciła sporo uwagi na wyjaśnienie, dlaczego w Polsce niechęć wobec ludności żydowskiej była tak wielka i bardzo krytycznie odnosząca się do tego, do czego dopuścili się Polacy, została wydana w czasie, gdy z jednej strony skrajna prawica od Brauna tworzy nową odsłonę partyzantów/Grunwaldu, a z drugiej same władze Izraela cynicznie żongluje jednym słowem, by uciszyć krytyków ich polityki wewnętrznej. Przy takiej polityce nie mogę się dziwić, że znajdują się tacy, którzy potem łapią tępy antysemityzm, polegający na rzucaniu haseł o wypędzeniu Żydów, Polinie, wyprzedaży kamienic itp. Jakby nie patrzeć ta tępa propaganda w latach 60. też miała solidną podstawę, gdyż w MBP faktycznie był spory odsetek ludności żydowskiej.


Ciekawostka. Muszę powiedzieć jedno. W grudniu miałem dość wątpliwą przyjemność otrzymać w pracy gazetkę braci Karnowskich, gdzie ukazała się recenzja książki. Recenzent, choć negatywnie odnosił się do poglądów Machcewicza, pochwalił książkę i uznał ją za ważną. Jeżeli różne środowiska doceniają rzetelność autora i bogactwo treści, a różnice dotyczą wyłącznie wniosków, gdzie historia przechodzi w politykę, to możemy mówić o pracy wybitnej i potrzebnej.


Prywatny licznik: 7/50


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #ksiazki #historia

4db7c376-da3c-41f8-9ae1-0ed6effa0d32

Zaloguj się aby komentować