Zdjęcie w tle

BapitanKomba

Osobistość
  • 74wpisy
  • 1066komentarzy

281 + 1 = 282


Tytuł: Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara

Autor: Paweł Machcewicz

Kategoria: naukowa

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: papierowa

ISBN: 9788368267204

Liczba stron: 544

Ocena: 10/10


(poniższa recenzja w pewnym momencie przeplata się z prywatnymi poglądami autora)


Właśnie takie książki historyczne powinny być bestsellerami. Nie żadna pulpa masowa, bo na modzie jest herstoria i chłopomania, tylko rzetelna praca naukowa na konkretny temat, której rzetelność potwierdza bogata bibliografia.


Książka opisuje działalność ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara i jego zwolenników w latach 60. XX wieku, tu określanej mianem partyzantów. Praca bardzo dogłębnie wyjaśnia sukces tego ruchu, narzuconej przez partyzantów wizji patriotyzmu, która łączyła ze sobą martyrologię i tradycję historyczną, nacjonalizm i antysemityzm, gdzie patriotami byli już nie tylko żołnierze Gwardii Ludowej/Armii Ludowej, ale także szeregowi żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich czy też Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy zaczęli być doceniani za walkę z Niemcami. Autor prezentuje zakorzenione społecznie wcześniejsze wzory mentalne i ideowe, które wykorzystali Moczarowcy, wyjaśnia, dlaczego pomimo ogromnego triumfu partyzantów w latach 60. ruch ten zapadł się, a jego cieniem był późniejszy Grunwald oraz porównuje ideologię partyzantów z jej odpowiednikami w bloku wschodnim (tu: z ZSRR, NRD i Rumunii) i Jugosławii, gdzie ruch partyzantki stanowił sens polityki Broz-Tity.


Wiele wniosków jest niestety aktualnych, a mechanizmy stosowane przez Moczara można podejrzeć również dziś. Zmieniły się tylko osoby, "zaczyn" i technologie. Z drugiej strony w przyszłości sukces zapewne odniesie książka porównująca Moczarowców z dzisiejszym antysemityzmem, gdzie dziś ta łatka jest instrumentalnie traktowana przez Izrael, którego władze (wybrane demokratycznie!) nazywają antysemitami wszystkich, którzy stają w obronę Palestyńczyków. Paradoks, książka, która poświęciła sporo uwagi na wyjaśnienie, dlaczego w Polsce niechęć wobec ludności żydowskiej była tak wielka i bardzo krytycznie odnosząca się do tego, do czego dopuścili się Polacy, została wydana w czasie, gdy z jednej strony skrajna prawica od Brauna tworzy nową odsłonę partyzantów/Grunwaldu, a z drugiej same władze Izraela cynicznie żongluje jednym słowem, by uciszyć krytyków ich polityki wewnętrznej. Przy takiej polityce nie mogę się dziwić, że znajdują się tacy, którzy potem łapią tępy antysemityzm, polegający na rzucaniu haseł o wypędzeniu Żydów, Polinie, wyprzedaży kamienic itp. Jakby nie patrzeć ta tępa propaganda w latach 60. też miała solidną podstawę, gdyż w MBP faktycznie był spory odsetek ludności żydowskiej.


Ciekawostka. Muszę powiedzieć jedno. W grudniu miałem dość wątpliwą przyjemność otrzymać w pracy gazetkę braci Karnowskich, gdzie ukazała się recenzja książki. Recenzent, choć negatywnie odnosił się do poglądów Machcewicza, pochwalił książkę i uznał ją za ważną. Jeżeli różne środowiska doceniają rzetelność autora i bogactwo treści, a różnice dotyczą wyłącznie wniosków, gdzie historia przechodzi w politykę, to możemy mówić o pracy wybitnej i potrzebnej.


Prywatny licznik: 7/50


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #ksiazki #historia

4db7c376-da3c-41f8-9ae1-0ed6effa0d32

Zaloguj się aby komentować

266 + 1 = 267


Tytuł: Liczby nie kłamią. 71 rzeczy, które trzeba wiedzieć o świecie

Autor: Vaclav Smil

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Insignis

Format: papierowa

ISBN: 9788366874650

Liczba stron: 431

Ocena: 6/10


Książka stanowi zbiór 71 rozdziałów poświęconych różnym zagadnieniom ze świata statystyki, techniki, demografii i ekonomii. Zamierzeniem autora było przedstawienie pewnego problemu, wyjaśnienie jego wpływu na planetę i pokazanie, że wiele powszechnych opinii nie jest zgodnych ze statystyką. Wiele tekstów stanowi uargumentowanie stanowiska autora, który korzystając z danych statystyk jednoznacznie określa swoje stanowisko.


Książka stanowi zbiór ciekawostek i powinniśmy ją traktować jako papierowe Galileo, ale merytorycznie stojące kilka stopni wyżej. Na pewno będzie dobra dla osób, które potrzebują zgrabnej odpowiedzi na pytania, czy np. elektrownie jądrowe są opłacalne, czy dla historii techniki przełomowy był XIX wiek czy jednak obecny, gdzie dokonuje się rewolucja AI czy też czy Chiny będą najpotężniejszym państwem na świecie. Jeśli ktoś szuka dogłębnego opisu danego problemu to musi szukać w innych miejscach.


Jako lektura przed snem lub podczas krótkiej podróży z pewnością się nada.


Prywatny licznik: 6/50


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #ksiazki

b6426fed-fd5e-4d29-9fdf-c0ca7450aa19

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

197 + 1 = 198


Tytuł: Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324060214

Liczba stron: 600

Ocena: 7/10


Przygodę z książkami Arsuagi rozpocząłem od tej książki i... tą książką skończyłem ten cykl, czytając ją na raty. No ale wczoraj późnym wieczorem się udało. Nie będę rozpisywać się za bardzo nad zaletami, książka pod względem merytorycznym niczym nie ustępuje "Ciału. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji" (recenzja) czy też "Życiu i śmierci. Wielkiej księdze pytań" (recenzja). W porównaniu do "Ciała" nie ma porównań anatomii ludzkiej do sztuki. Ot czysta książka popularnonaukowa o powstawaniu życia na Ziemi i człowieka, z dołączonymi opiniami światowych ewolucjonistów i komentarzami autora, po czyjej stronie się opowiada. Jeśli ktoś szuka tutaj całych rozdziałów o dinozaurach to się rozczaruje, autor większą część książki traktuje o człowieku. Książka warta polecenia osobom interesującym się biologią oraz wszystkim, którzy mają ochotę spalić na stosie wszystkich kreacjonistów i innych przeciwników nauki.


Jak poprzednio parę ciekawostek z notatek, które robiłem sobie podczas lektury:

* XX-wiecznym chadem wśród paleontologów był George Gaylord Simpson, który jednym tekstem zgasił tysiące naukowców zastanawiających się, jacy będą kosmici. Simpson stwierdził, że liczba czynników, które z pierwszej komórki ewoluowały do postaci człowieka jest tak wielka, że prawdopodobieństwo wystąpienia zielonych ludzików jest w zasadzie zerowa;

* mamy trzy typy ssaków: torbacze, łożyskowce i stekowce (znoszące jaja). Niby to wiedza na poziomie gimnazjum, ale zapomniałem o istnieniu dziobaków;

* badania potwierdziły, że człowiek jest w stanie znieść o wiele większy ból fizyczny dla kibiców swojej drużyny niż kibiców drużyny przeciwnej [tu autor ugryzł się w język i wyciąg dygresję o Karolu Nawrockim]

* biomasa ssaków rozkłada się z grubsza następująco: 36% ludzie, 60% zwierzęta domowe, w większości świnie i bydło, 4% pozostałe ssaki. Biomasa ptaków domowych (kury, gęsi, kaczki) stanowi trzykrotność biomasy ptaków dzikich. Spośród biomasy wszystkich zwierząt stawonogi stanowią jej połowę. Ludzie i zwierzęta hodowlane - 8%;

* przez lata uczono w szkołach, że lewa półkula mózgu odpowiada za nauki ścisłe, a prawa za artystyczne. Później ten pogląd wycofano. A według najnowszych badań podział na półkulę ścisłą i kreatywną w zasadzie istnieje tylko nie jest, nomen omen, ścisły i obie półkule mogą w pojedynczych polach wykonywać zadania domyśłnie przypisywane drugiej.


#bookmeter #biologia #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto


Prywatny licznik: 5/50

a0fffe25-e395-4bd5-80fd-1495649cdca7

Zaloguj się aby komentować

187 + 1 = 188


Tytuł: W masce i bez maski. Wywiad polski na wychodźstwie w czasie II wojny światowej

Autor: Władysław Bułhak

Kategoria: historyczna, popularnonaukowa

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Format: papierowa

ISBN: 978-83-8376-659-1

Liczba stron: 415

Ocena: 8/10


Zazwyczaj do książek wydawanych przez IPN podchodzę ostrożnie. Opracowania naukowe jeszcze dają radę, ale wydawnictwa popularnonaukowe to w dużej mierze publikacje, gdzie wyklęty na misiu Wojtku pogania drugiego wyklętego. IPN uczestnicząc w wojenkach politycznych i sprowadzając historię współczesnej do ściery bardzo zaszkodziło. Tym razem biorąc książkę do ręki byłem spokojny i z grusza domyślałem się, że dostanę do ręki rzetelne opracowanie, co do którego nie będę miał zastrzeżeń. Cóż, miałem przyjemność w zeszłym roku poznać autora książki, więc dodatkowej rekomendacji nie potrzebowałem.


To popularnonaukowe opracowanie stanowi syntezę dziejów wywiadu polskiego na wychodźstwie podczas II wojny światowej. Książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców, ale jej poziom jest na tyle wysoki, że w zasadzie dobrze sprawdzi się jako podręcznik akademicki. Autor wykonał sporą pracę, porządkując dotychczasowy stan i uzupełniając go o swoje własne badania (m.in. na temat Kazimierza Leskiego "Bradla", który w naszej popkulturze zapisał się jako szpieg w mundurze generała niemieckiego, podczas gdy faktycznie ubarwiał swoje historie). W pojedynczych miejscach autor pozwala sobie przedstawić swoje stanowisko wobec danej sprawy. Nie jest bezkrytyczny wobec polskiego wywiadu, gdy trzeba zwraca uwagę, że nasz wywiad był słabo dofinansowany, a część wywiadowców popełniała błędy.


Książka jest dobrze wydana, IPN przy wielu moich zastrzeżeniach ma tego plusa, że potrafi umieścić przypisy w prawidłowym miejscu, to jest na dole strony, a nie na sam koniec, by czytelnika nie przerażać.


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #historia #iiwojnaswiatowa

960c65ef-7a10-47d7-8056-bb8a567c2f71

Zaloguj się aby komentować

177 + 1 = 178


Tytuł: Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka

Autor: Jakub Łoginow

Kategoria: reportaż, książka historyczna

Wydawnictwo: self-publisher

Format: e-book

ISBN: 978-83-957-6651-0

Liczba stron: 127

Ocena: 5/10


(uwaga techniczna: trochę tu będzie nie tyle o książce co o samej Białorusi jako tło do tematu. Jako osoba, która od lat interesujące się tym państwem, rozgadałem się, przez co ta recenzja będzie zdecydowanie dłuższa od standardowych)


Krótki e-book poświęcony polityce Białorusi w latach 2005-2010. Tematem przewodnim książki są wybory prezydenckie w 2006 roku, przyczyny, jej przebieg i długoterminowe skutki. Autorem książki jest polski dziennikarz, który przez lata pracował jako dziennikarz na Ukrainie i stamtąd na bieżąco śledził wydarzenia na Białorusi, przy okazji porównując je do pomarańczowej rewolucji. W skład książki wchodzą artykuły, które pierwotnie były opublikowane na łamach Lvivskiej Hazety.


Największym plusem tego tytułu jest pokazanie sytuacji na Białorusi z punktu widzenia, który wyraźnie różnił się od dominującego punktu w Polsce. 20 lat temu Polska jednoznacznie opowiadała się za jednym konkretnym kandydatem (Milinkiewiczem), który miał największe szanse na wygranie wyborów oraz za wszelką cenę dążyła do obalenia dyktatury. Łoginow negatywnie odnosi się do czarno-białego przedstawiania polityki Białorusi i podkreśla, że Białoruś lawirowała pomiędzy Wschodem (2006) i Zachodem (2007) oraz że ludzie mają zróżnicowaną wizję kraju.


Moim zdaniem najciekawszy fragment tego e-booka to opis białoruskiego cudu gospodarczego za rządów Łukaszenki. Wszyscy pamiętają Tuska, który w 2009 roku stał przed mapą Europy, na której Polska była jedynym krajem europejskim zaznaczonym na zielono. Łatwo można było odnieść wrażenie, że to sukces na skalę Europy, bo na czerwono zaznaczono nie tylko państwa UE, ale również Ukrainę i Rosję, zaś Białoruś i niektóre państwa bałkańskie były zaznaczone na szaro. Cóż, Polska faktycznie była zieloną wyspą, ale wśród państw UE. Białoruś w 2009 roku miała wzrost 0,2%, a w 2010... już o 7,8%. Studząc jednak nastroje Jacka Wilka: w latach 1995-2015 Białoruś miała dobre wskaźniki, bo po prostu wychodziła z wielkiego dna, w jakim znalazła się w I poł. lat 90. Portal worldometers.info podaje, że w najgorszym dla Białorusi 1995 roku PKB na osobę wynosiło 1 035 USD. Portal nie podaje danych sprzed 1980, ale w fatalnym dla nas 1981 PKB na osobę wyniosło... 1 503 USD. Wiem, PKB to nie jest dobry wskaźnik, a jeszcze dochodzi do tego inflacja, ale daje pewien wgląd, jaka bieda tam była. No i łatwiej nakręcić wskaźniki PKB, jak się ma spore wsparcie od Rosji, która sprzedaje ropę i gaz, a jednocześnie skupuje towary przemysłowe. Przy okazji absolwentom Paróweczkowej Szkoły Ekonomicznej im. Korwin-Mikkego zwracam uwagę, że w światowym Wskaźniku wolności gospodarczej Białoruś zajęła 152 miejsce spośród 184. Polska zaś zajmuje 45. (choć i tak jako umiarkowanie wolny...).


Książka została wydana własnym sumptem. Widać to zwłaszcza po okładce, która w dostępnym mi pdfie (pobranym bezpośrednio z księgarni) jest słabej jakości. Autor nieco pobłądził przy opisywaniu fenomenu kolorowych rewolucji, tj. pokojowych protestów społecznych, które przyczyniły się do zmian politycznych. Kolorowe rewolucje to luźny termin, raz obejmuje tylko przemiany w dawnym ZSRR, innym razem wszystko po 1989 i co medialnie dostało jakiś kolor. Generalnie chyba w każdym kraju kolorowe rewolucje nie przyczyniły się do trwałych zmian, a część z nich była zdecydowanie na wyrost, ot taka dygresja. W opisie rewolucji autor myli Serbię z Jugosławią (która istniała do 2003 i w jej skład wchodziła Serbia i Czarnogóra) i protesty po wyborach samorządowych w 1996 (w samej Serbii) z wyborami prezydenckimi w 2000 roku (w całej Jugosławii). Kolorowa rewolucja (nazywana... rewolucją buldożerów, bez koloru w nazwie, ale zaliczana w ten poczet) dotyczyła protestów w 2000. Była demokratyzacja? No przez trzy lata, ale po zastrzeleniu premiera zaczęło wracać stare, a dziś samodzielna Serbia jest państwem mafijnym, który nadal mizdrzy się do Rosji.


Autor nie kryje się ze swoimi poglądami i niespecjalnie próbuje być obiektywny. Świadczą o tym np. uwagi na temat Uładzimira Hanczaryka (konkurenta Łukaszenki w wyborach w 2001), który jest nazywany zdrajcą i kandydatem podstawionym przez Rosję. Faktem jest, że wyborach Hanczaryk wyjechał do Moskwy i wycofał się z polityki, ale po kilku latach wrócił na Białoruś i wspierał opozycję, choć nie odgrywał już większej roli w polityce (piszę w czasie przeszłym, bo po 2020 roku wszystko się zmieniło i nie wiem, co teraz robi i myśli Hanczaryk). Nie wyszło mu w polityce, zawalił kampanię i odszedł w cień, nie chcąc przeszkadzać innym. W innym miejscu zdumiała mnie sugestia, że do protestów w 2006 roku nie doszłoby, gdyby młodzież nie integrowała się na koncertach rockowych na festiwalu Basowiszcza na Podlasiu. Uwaga równie celna jak mówienie, że decydujący udział w upadku komuny miał Jarocin.


"Białoruskie notatki" są właściwie książką historyczną, opowiadająca o Białorusi autorytarnej, która jeszcze nie wiedziała, czy chce być bliżej Rosji czy Europy. Jest teraz 2026. Niecałe pięć lat temu Łukaszenka zmiażdżył wszystkich, którzy myśleli inaczej i dokręcił śrubę tak, by swój folwark uczynić totalitarnym. Do tego doszło przerzucanie migrantów do Europy (ciekawostka: to druga próba w historii, tylko tym razem o wiele bardziej zaawansowana niż w 2003) i wreszcie współudział w mordowaniu Ukraińców od 2022 roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejny rozdział będzie opowieścią, jak Łukaszenka dostał ataku Czeczki. Tylko pytanie, czy Białoruś dalej będzie trwać jako dyktatura, zostanie wchłonięta przez Rosję (na skutek wojny lub lewego referendum) czy też dojdzie do cudu i dojdzie do przemian ustrojowych.


Generalnie e-boka można poczytać, ale uprzedzam, że książka nie przypadnie do gustu tym, którzy o Białorusi sprzed 15-20 lat mają dość mgliste powietrze i już niewiele pamiętają. Jest dobra, jeśli chcemy poznać inny punkt widzenia od tego, który dominował w Polsce lub po prostu pragną uzupełnić wiedzę na temat Białoruś. Wreszcie książka jest dość powierzchowna, jakby była adresowana do czytelnika, który już coś wie na temat Białorusi i pragnie uzupełnić swoją wiedzę.


#bookmeter #bapitankombaczyta #czytajzhejto #historia #bialorus


Prywatny licznik: 3/50

e18dca09-d91e-4322-a0ad-fe7bdf3d3b3b

Zaloguj się aby komentować

176 + 1 = 177


Tytuł: Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324069019

Liczba stron: 624

Ocena: 8/10


Miałem dokończyć "Życie. Fascynującą podróż (...)", ale biblioteka domagała się zwrotu tej książki, bo zrobiła się rezerwacja i trzeba było zmienić kolejność książek.


Książka stanowi opowieść o ewolucji i roli poszczególnych fragmentów naszego ciała, od stóp do głowy. Widać ogromną wiedzę i fascynację tematem przez autora, który bardzo ciekawie tłumaczy powstawanie i działanie poszczególnych elementów ciała, porównuje je z anatomią innych naczelnych. Takie "Było sobie życie", ale adresowane już dla dorosłych. Arsuaga interesuje się również sztuką. Często opisując dane zagadnienie stosuje porównanie do dzieł sztuk (głównie z bliskiego mu madryckiego Prado).


Szkoda tylko, że książkę musiałem czytać w pośpiechu, właśnie przez rezerwację. Starałem się robić notatki z co ważniejszymi i ciekawszymi informacjami, ale mając kilka dostępnych dni niezbyt dobrze to wyszło Książka zdecydowanie dobra, ale jak ma się ją na własność i czyta się ją w wolnym tempie, gdy się nie jest z zawodu medykiem lub nauczycielem biologii. Jako humaniście z Temu łatwiej o wiele łatwiej było mi zapamiętać tylko fragmenty, gdzie biologia zderzała się z rzeźbiarstwem lub malarstwem.


Parę ciekawostek, które sobie zanotowałem:

* naczelne wyróżniają się od ssaków m.in. tym, że zamiast pazurów mają paznokcie;

* najdłuższy mięsień w ciele to mięsień krawiecki;

* mózg noworodka jest większy od mózgu dorosłego szympansa;

* penis jest średnio dłuższy o jedną trzecią od wymiaru pochwy (nieironicznie takie informacje powinny być uczone na poziomie szkoły, bo potem dzieciaki uczą się o wymiarach z porno i mają kompleksy...);

* homo sapiens i neandertalczyk ważyli średnio tyle samo, ale neandertalczyk miał masywniejsze kości i był nieco niższy, przez co w oczach współczesnych może wydawać się wyraźnie grubszy, choć oba gatunki mogły mieć zbliżoną dietę;

* tu ciekawostka ode mnie: w renesansowym Rzymie sekcje zwłok były z trudem tolerowane. Nie karano za nie, ale Leonardo da Vinci i Michał Anioł mieli z tego powodu nieprzyjemności. Uzupełnienie od Arsuagi: w XVII-wiecznej Holandii sekcje zwłok były popularną rozrywką, która była dostępna dla każdego, kto wcześniej uiścił opłatę.


Prywatny licznik: 2/50


#bookmeter #biologia #medycyna #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto

b3100409-a18e-47c2-b4e9-89d7eee97f80

Zaloguj się aby komentować

Prawica była pierwsza, by zaatakować Kurdej-Szatan i podobne jej osoby, które atakowały straż graniczną. Czy prawica już wyraża pogardę wobec Trumpa, który napluł w twarz Polakom, którzy stracili życie w Afganistanie i w Iraku?


(znam odpowiedź)


#polityka

Zaloguj się aby komentować

Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo:


@cebulaZrosolu @bojowonastawionaowca @Vampiress @Cybulion @Belzebub @Z_buta_za_horyzont

@dez_ @konto_na_wykop_pl @sireplama @vredo Mam trochę cukierków, proszę się częstować wedle uznania. W mieszance: Prozac – na chęć życia. Geriavit – na się niestarzenie. Nootropil – na lepsze funkcjonowanie metabolizmu mózgu. Enkopiryna – profilaktycznie.

Zaloguj się aby komentować

77 + 1 = 78


Tytuł: Życie i śmierć. Wielka księga pytań

Autor: Juan Luis Arsuaga, Juan José Millás

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324066728

Liczba stron: 548

Ocena: 7/10


Zbiór rozmów między hiszpańskim pisarzem i dziennikarzem Juanem José Millásem a biologiem i paleontologiem Juanem Luisem Arsuagam o tym, jak powstaje życie i dlaczego życie sprowadza się do śmierci. Filozofii jest tutaj bardzo mało. W zasadzie 80% książki to rozmowa między Arsuagem i Millásem o biologicznych podstawach życia i śmierci - dlaczego one są, jakie pełnią funkcję, co jest prawda, a co plotką. Reszta to dialogi o życiu codziennym i refleksje Millása. Tu warto zaznaczyć, że choć książka ma dwóch autorów, to jednak głównym jest dziennikarz, który spisuje te wszystkie rozmowy i uzupełnia je swoimi uwagami.


W zasadzie nie jest to pierwsza książka Arsuagi, którą czytam. Zacząłem czytać "Życie. Fascynującą podróż przez 4 miliardy lat", ale liczba szczegółów wartych uważnego przeczytania i zapamiętania jest tak duża, że czytam na raty, robiąc podczas lektury notatki. W "Życiu i śmierci" odpuściłem przygotowywanie notatek zakładając, że książka będzie lżejsza. O ja naiwny. Rozmowy te były także interesujące, ale jednocześnie pełne szczegółów, przez co część informacji zapewne upłynie. Losowe ciekawostki z książki:

  • bambus rozrasta się dlatego, że korzeń wypuszcza coraz to nowe pędy i może rosnąć na dowolnym kontynencie, zajmując duże połacie bez należytej kontroli;

  • jest hipoteza, zgodnie z którą menopauza istnieje przede wszystkim po to, by kobieta przejęła bezpośrednio rolę babci. Samo rodzenie dzieci w wieku 50 czy 60 lat miałoby być po prostu absurdalne, bo przez setki lat niewiele kobiet dożywało takiego wieku, wobec czego rodzenie dzieci po 50 czy 60 znacząco podnosiło ryzyko, że dzieci skończy jako sierota;

  • wytrysk konia liczy od 40 do stu kilkudziesięciu mm (wiem, bezużyteczna wiedza).


Nie będę jednak ukrywać, że do tej książki... nie będę wracać. Arsuaga ma bardzo dużą wiedzę na temat biologii, ale w tych wywiadach jawił mi się jako wywyższający się arogant, który czerpie przyjemność z tego, by pokazać Millásowi, że ten prawie nic nie wie. Jeśli to jest jakiś rodzaj hiszpańskiego poczucia humoru to do mnie nie trafia. W książce był fragment, gdzie Millás przyznaje Arsuadze, że nie są przyjaciółmi. Nie jestem zaskoczony, nie było żadnej chemii między tą dwójką.


Osobisty licznik: 1/50 (w zeszłym roku się nie udało, w październiku i listopadzie miałem kryzys i nie dodawałem wpisów, a w grudniu nie chciałem zasypywać, mając i tak ok. 35 pozycji w ogóle)


#bookmeter #biologia #paleontologia #ksiazki #bapitankombaczyta #czytajzhejto

cb73e4e8-d73d-4c80-8cd2-a6d30f5ec6f9

Zaloguj się aby komentować

Jako jeden z najmłodszych użytkowników tego portalu w Noc Sylwestrową poczułem się tak staro jak większość z was, gdy od czasu do czasu czyta moje wpisy. Wybiła północ, ze swoimi znajomymi wyszliśmy oglądać fajerwerki. Po drugiej stronie ulicy była grupa nastolatków. Od razu wszyscy poszliśmy się przywitać i złożyć życzenia, atmosfera była bardzo miła. Jeden z chłopaków miał na imię Rysiek. Mówię do niego, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki. Odpowiedź?

Wow, mówisz do mnie tak jak moja pani od polskiego! Do dziś nie wiem, dlaczego akurat tak mówi xD

Inny chłopak był równie zaskoczony jak powiedziałem, że nie odnajdzie mnie na Instagramie, bo nigdy nie miałem tam konta. Ot różnica pokoleniowa. Ale przynajmniej nie mówili do mnie per pan.


#sylwester #nowyrok

Zaloguj się aby komentować

#podsumowanieroku Niespecjalnie lubię opowiadać o siebie, nie pisze podsumowań, niewiele zdołałem osiągnięć w ubiegłym roku, ale jest jedna jedyna rzecz, która sprawia mi satysfakcję. Przekonałem swoją mamę (55 lat za tydzień) że warto chociaż raz w życiu pojechać zagranicę, żeby miała coś z zucia. Wiele mnie to psychicznie kosztowało, ale we wrześniu pojechałem z nią do Pragi, przez kilka dni zwiedziała sobie miasto, podczas gdy ja dr facto pracowalem jako tłumacz. Uparłem się, że się choć raz moja mama zobacxy coś poza Polską i jakoś udało mi się postawić na swoim. Mama zadowolona, mówi, że jak odłoży pieniądze to poprosi mnie o pomoc w organizacji kolejnego wyjazdu, bo marzy jej się Wiedeń.

Ło baben, ja swoją pierwszy raz zabrałem na zagraniczne wakacje. Moja w tym samym wieku prawie. Z tym że nie musiałem jej specjalnie namawiać.

@BapitanKomba no moja zakochana w Wiedniu odkąd była tam pierwszy raz z 3 lata temu. Też późno zaczęła a teraz mi coś o Peru mówi, że ma koleżankę i niedrogo tylko bilety xD

Zaloguj się aby komentować

Po cholerę komu ósemki. Ewolucjo, ogarnij zęby trochę szybciej.


Tak, za dziesięć minut czeka mnie usunięcie zęba. Dentystów zazwyczaj się nie boję, ale jak kilka lat temu traciłem pierwsza ósemkę to wyrywał go dwumetrowy dentysta, który z pielęgniarka rozmawiał po rosyjsku to po raz pierwszy czułem stres Stomatolog może inny, ale czuję zdenerwowanie przed tym konkretnie zabiegiem.


#gownowpis #zalesie

Zaloguj się aby komentować

Gdy wieczorne zgasną zorze,

Zanim głowę do snu złożę,

Modlitwę moją zanoszę

Bogu Ojcu i Synowi:

"Dopierdolcie Putinowi!

Dla siebie o nic nie wnoszę,

Tylko o Norymbergę proszę."


Kto ja jestem? Polak śmiały

Dumny, bogaty, zaradny

Jaki znak mój? Orzeł biały.


Oto wznoszę swoje modły

Do Boga, Marii i Syna:

"Zniszczcie tego sk⁎⁎⁎⁎syna

Kacapa, sąsiada,

Tego wroga, tego gada."


Żeby przeszedł z dronów orkan

Żeby rogi doprawiał Orban

martwy był każdy jego trep

Niech również dostanie bombą w łeb,

Żeby pożegnał się z dobytkiem

I w ogóle żeby ciągnął Chinom z połykiem

Żeby miał AIDS-a i raka."

Oto modlitwa Polaka.


#rosja

Zaloguj się aby komentować

1294 + 1 = 1295


Tytuł: Generał Grot. Kulisy zdrady i śmierci

Autor: Witold Pronobis

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Editions Spotkania

Format: papierowa

ISBN: 978-8-37965-000-2

Liczba stron: 296

Ocena: 7/10


Prywatny licznik: 17/50


Książka jest reportażem dokumentującym starającym się jak najpełniej odtworzyć ostatnie miesiące z życia gen. Stefana "Grota" Roweckiego (Komendanta Głównego ZWZ-AK) oraz losy Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego i Blanki Kaczorowskiej, którzy zdecydowali się kolaborować z Niemcami. Trójka ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia, w tym wydała w ręce Niemców gen. Roweckiego.


Książki tej nie należy jednak wyłącznie jako kolejnego reportażu historycznego. Autor tej książki nie tylko jest historykiem i byłym dziennikarzem Radia Wolna Europa, ale również krewnym gen. Roweckiego. Jako dziennikarz RWE w 1990 roku spotkał się z niejakim Edwardem Ciesielskim, który rzekomo miał chronić żołnierzy AK przed komunistycznym podziemiem, przez co później musiał uciec z Polski. Po chwili rozmowy Pronobis poznał, że przykuty do łóżka starszy schorowany człowiek to Kalkstein, ten sam, który wydał Niemcom Komendanta Głównego AK. Wywiad nie został przeprowadzony, ale dziennikarzowi udało się wynieść teczkę z dokumentami potwierdzającymi prawdziwą tożsamość Kalksteina oraz dowody jego współpracy z komunistyczną bezpieką.


"Kulisy zdrady" czyta się dobrze. Niewątpliwie największą siłą tego reportażu jest przedstawiona konfrontacja z Kalksteinem/Ciesielskim. Książka może wzbudzić pewne trudności osobom niezorientowanym w historii II wojny światowej (pełno w niej szczegółów). Nie ułatwia fakt, że w swoich relacjach Kalkstein i Kaczorowska kłamali jak z nut, przez co czasami nawet ja w kilku momentach musiałem się zatrzymywać i porządkować to, co przeczytałem. Cennym uzupełnieniem jest Aneks z relacjami świadków - m.in. gen. Pełczyńskiego, dotyczące znajomości, okoliczności aresztowania i poznania dalszych losów gen. Roweckiego, czy protokołu Harro Thomsena (Referata D 2 w Wydziale IV Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) który w 1948 roku złożył zeznanie dotyczące gen. Roweckiego.


Po lekturze człowieka tylko szlag trafia, że z trojga zdrajców odpowiedni los spotkał wyłącznie Świerczewskiego. Kalkstein i Kaczorowska dożyli sędziwego wieku. Niewielka namiastka, że w historii Polski na zawsze pozostaną zdrajcami.


#bookmeter #bapitankombaczyta #historia #reportaz #iiwojnaswiatowa

b7c384d9-8c5e-4d92-9e68-4a590cc0c0ef

Krzysztof Śmieszek i Robert Biedroń podczas pierwszego orędzia prezydenckiego, dzień po zalegalizowaniu małżeństw homoseksualnych, Polska 2030


#heheszki #milionerzy #awanturaokase #polityka #polsat

e7a2542a-3a69-4db1-b145-624b9376348a

@Sweet_acc_pr0sa Crossover, jakiego Polsat nie wymyślił od czasu Kiepskich, gdzie w odcinku "Wielki bal" pojawily się postacie z Miodowych lat i Graczykow.

Zaloguj się aby komentować

1260 + 1 = 1261


Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945

Autor: Alicja Balcerzak

Kategoria: książka popularnonaukowa

Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury

Format: papierowa

ISBN: 978-83-8365-087-6

Liczba stron: 291

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 16/50


W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.


Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.


#bookmeter #bapitankombaczyta #ksiazki #historia #herstoria

c1118837-82b3-4836-8acc-75e630117ece

Ostatnio modne jest wyłuskiwanie historii kobiet. W podobnym duchu jest książka Wypędzone Helene Plüschke, która zawiera kilka historii kobiet ze Śląska. Jedynie opowieść hrabiny jest pisana i redagowana po latach, co powoduje że jest najsłabsza z całego zbioru. Ale pozycja warta uwagi

Zaloguj się aby komentować

1230 + 1 = 1231


Tytuł: Władca much

Autor: William Golding

Kategoria: powieść

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: papierowa

ISBN: 83-89651-78-5

Liczba stron: 181

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 15/50


Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.


Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.


Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.


Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.


Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.


#bookmeter #bapitankombaczyta #powiesc #antyutopia

f8d7184c-2a9a-4e84-989e-d1d0d47ab5ab

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;

“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”

Zaloguj się aby komentować

1205 + 1 = 1206


Tytuł: Kronika polska

Autor: Gall Anonim

Kategoria: kronika

Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini

Format: papierowa

ISBN: 83-7316-258-5

Liczba stron: 267

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 14/50


Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.


Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.


Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.


Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.


#bookmeter #bapitankombaczyta #historia

7463697c-261a-4230-aa02-369d37744f0a

Zaloguj się aby komentować

1202 + 1 = 1203


Tytuł: My

Autor: Jewgienij Zamiatin

Kategoria: dystopia

Wydawnictwo: Alfa

Format: papierowa

ISBN: 83-7001-293-0

Liczba stron: 183

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 13/50


Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.


To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.


Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.


Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.


(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)


#bookmeter #bapitankombaczyta #literatura #dystopia #antyutopia

d2df2d34-11f5-4f59-89a7-c5aed0564c44

@BapitanKomba Jako debila matematycznego, denerwowały mnie te wstawki liczbowe. Poza tym fajna książka. "Nowego Wspaniałego Świata", mojej ulubionej antyutopii, nie przebije ale jest blisko.

Zaloguj się aby komentować