#samoloty

19
1098

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Krótki tekst przedstawiający atak Brytyjczyków na tamy w Zagłębiu Ruhry w Niemczech w 1943 r. oraz następstwa takich operacji. Miłego dnia!


Czym był nalot Dambusters?


W nocy z 16 na 17 maja 1943 r., podczas jednej z najśmielszych operacji drugiej wojny światowej, specjalnie utworzona 617 Dywizjon RAF-u zaatakowała trzy główne tamy w niemieckiej Dolinie Ruhry przy użyciu nowej tajnej broni – wysoce niszczycielskiej „odbijającej się bomby”.

Masywna tama Möhne, której wody wytwarzały energię elektryczną, miała 40 metrów wysokości i 650 metrów długości. Była to najważniejsza tamą, obok tamy Eder, która dostarczała wodę do kanałów i dróg wodnych, oraz ziemnej tamy Sorpe.


Celem było spowodowanie katastrofalnej powodzi w przemysłowym sercu wroga, sabotaż produkcji wojennej i zniszczenie infrastruktury.

Nalot ten został wówczas uznany przez aliantów za znaczący sukces militarny, który znacząco podniósł morale, ale kosztował życie ludzkie. Zginęły 53 załogi samolotu, a około 1300 osób utonęło lub zaginęło, gdy uszkodzone tamy zalały okolicę o długości 65 km.


Zniszczono setki posiadłości i zginęły tysiące zwierząt gospodarskich.

Dolina Ruhry z fabrykami zbrojeniowymi, elektrowniami i innymi obiektami przemysłowymi była sercem niemieckiej machiny wojennej i celem priorytetowym. Raport promowany i początkowo odrzucony w RAF głosił, że aby przebić się przez największą tamę, Möhne , nisko lecący samolot musiałby zrzucić ogromną bombę, która uderzyłaby w tamę, zatonęłaby i eksplodowała głęboko pod wodą .


Problem polegał na tym, że takiej bomby nie było, a w każdym razie niezbędny rozmiar takiej bomby przekraczałby ładowność któregokolwiek z istniejących samolotów RAF. Gdyby ta strategia miała być brana pod uwagę, należałoby opracować nowy, rewolucyjny typ broni.


Barnes Wallis był znany z nieszablonowego myślenia; w wolnym czasie rozwija innowacyjne koncepcje, które mogą pomóc w wysiłkach wojennych. Brytyjski inżynier, dr Barnes Wallis (1887 r. do 1979 r.), był zastępcą głównego projektanta w dziale lotniczym firmy Vickers-Armstrong, producenta samolotów i amunicji, gdzie pracował nad projektem sterowca R100 i bombowca Wellington. Aby zniszczyć tamę Möhne, pierwotnie przystąpił do zaprojektowania ogromnego sześciosilnikowego bombowca, który zrzuciłby 10-tonową bombę na tamę z wysokości 40 000 stóp, wywołując efekt trzęsienia ziemi. Wkrótce jednak zdano sobie sprawę, że nawet tak ogromna siła wybuchu nie przebije tamy.

„Wpadłem na pomysł rakiety, która zrzucona na wodę ze znacznej odległości powyżej tamy dotrze do tamy serią rykoszetów, a po uderzeniu w tamę zatonie w bliskim kontakcie z górną ścianą tamy.”


Najpierw eksperymentował z tym pomysłem we własnym ogrodzie, używając kulek swojej córki, wystrzeliwując je z domowej roboty katapulty i sprawiając, że odbijały się od wody. Barnes Wallis eksperymentował z różnymi metodami atakowania tam, w tym z użyciem repliki tamy Möhne w zmniejszonej skali, a także przeprowadzał testy w dużych wewnętrznych zbiornikach na wodę w Narodowym Laboratorium Fizycznym w Teddington w południowo-zachodnim Londynie.


Ostatecznie, po udowodnieniu, że jego koncepcja odbijającej się bomby jest najlepszą metodą ataku, od grudnia 1942 r.do początku 1943 r. z samolotu Wellington na plaży Chesil zrzucano eksperymentalne bomby w kształcie beczki.


Podczas tych filmowanych prób bomby początkowo rozpadały się pod wpływem uderzenia w wodę, ale Barnes Wallis dokonał wielu modyfikacji, w tym dodał mechanizm, który powodował obrót wsteczny bomby, co poprawiło jej zdolność odbijania się.

W kolejnych próbach bomba odbiła się ponad dwadzieścia razy i przeleciała ponad 1200 metrów.

Aby pomyślnie przedrzeć się przez tamę Möhne, bombowce musiałyby przelecieć na dokładnie określonej wysokości, obejmującej wierzchołki drzew, wynoszącej 60 stóp (18 metrów) z prędkością 232 mil na godzinę, zanim zrzucą wirującą czterotonową bombę na dokładnie 1276 stóp (389 metrów). od tamy. Prawidłową odległość można ocenić za pomocą prostego drewnianego trójkątnego celownika skupionego na bliźniaczych wieżach tamy, a dokładną wysokość określić na podstawie dwóch przecinających się reflektorów pod samolotem.


Bomba o długości 1,5 metra wykorzystałaby swój odwrotny obrót i odbiłaby się od powierzchni wody w kierunku ściany tamy, unikając sieci torpedowych. Kiedy bomba uderzyła w konstrukcję, obrót wsteczny zepchnął ją głęboko pod wodę, gdzie eksplodował niczym ładunek głębinowy, naruszając tamę.


Na początku 1943 roku Barnes Wallis pokazał filmy z Chesil Beach Ministerstwu Lotnictwa i Ministerstwu Produkcji Samolotów. Próby na pełną skalę zostały zatwierdzone pomimo sprzeciwu Najwyższa władza ustaliła, że ​​najlepszym momentem na strategiczny atak na tamy w Zagłębiu Ruhry jest księżycowa noc przed końcem maja 1943 r., kiedy zbiorniki są pełne. Ten napięty harmonogram oznaczał, że próby będą trwały aż do tego dnia.

Pod koniec lutego 1943 r., gdy wciąż trwały próby odbijającej się bomby, utworzono eskadrę, składającą się z bardzo doświadczonych pilotów i załóg lotniczych, stacjonującą w RAF Scampton w Lincolnshire, specjalnie do ataku na tamy. Eskadra stała się później znana jako „Dambusters”.


Wysoce tajna misja otrzymała kryptonim „Operacja Chastise”.

Eskadra rozpoczęła codzienne intensywne szkolenie na zmodyfikowanych bombowcach Lancaster, ćwicząc nocne loty na niskich wysokościach i nawigację nad zbiornikami wodnymi i systemami kanałów, przecinając kraj, w tym Szkocję. Na różne zbiorniki zrzucono atrapy bomb ćwiczebnych. Żadna z załóg nie znała jeszcze szczegółów operacji. 14 maja Lancastery z eskadry wzięły udział w pełnej próbie generalnej na jeziorach Uppingham, Rutland i Colchester Reservoir w Essex. Bomber Command otrzymało ostateczną zgodę od Ministerstwa Lotnictwa 15 maja: operacja Chastise rozpocznie się następnego dnia.


Operacja Chastise


16 maja 1943 r. o godzinie 21:28, w jasną księżycową noc, z RAF Scampton wystartowało w trzech falach dziewiętnaście bombowców Lancaster w dziesięciominutowych odstępach. Na pokładzie było 133 lotników. Lecieli nisko nad Europą, aby uniknąć wykrycia przez radar.


Gibson poprowadził pierwszą falę ataku, wypuszczając odbijające się bomby na masywną tamę Möhne, będąc atakowanym przez strzelców przeciwlotniczych w wieżach tamy. Cztery samoloty zrzuciły bomby, ale dopiero po piątym ataku tama została całkowicie naruszona. Gdy tama pękła, kolosalna fala wody, szacowana na 10 metrów wysokości i poruszająca się z prędkością 24 kilometrów na godzinę, przetoczyła się przez Dolinę Ruhry, niszcząc wszystko na swojej drodze.


Pozostały samolot po kilku nieudanych próbach przedarł się przez tamę Eder. Była spowita mgłą, ale nie byłA broniona. Ziemna tama Sorpe pozostała nienaruszona. Niemieckie myśliwce nocne zostały wysłane, aby udaremnić ataki, ale bez powodzenia.


Ostatni Lancaster wylądował z powrotem w bazie RAF Scampton 17 maja tuż po godzinie 4:00, siedem godzin po rozpoczęciu misji. Osiem z dziewiętnastu samolotów nie wróciło, a 53 ze 133 załóg zginęło. Trzej inni zostali schwytani i dostali się do jeńców wojennych.


W Zagłębiu Ruhry katastrofalna powódź objęła obszar 65 kilometrów. Szacuje się, że utonęło lub zaginęło około 1300 osób, w tym jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi przetrzymywani w obozach, wśród których setki stanowiły kobiety z Ukrainy, Polski i Rosji. Atak spowodował więcej ofiar śmiertelnych wśród cywilów niż jakikolwiek poprzedni atak RAF na Niemcy podczas wojny. Zniszczono fabryki, elektrownie, kopalnie, drogi i mosty, domy i inne nieruchomości; grunty rolne zalane i zniszczone; zwierzęta utracone.


Następstwa


Misja Dambusters podniosła morale Brytyjczyków. Prasa triumfowała: Piloci 617 Dywizjonu był bohaterami (617 później stał się specjalistycznym Precyzyjnym Dywizjonem Bombowym), a Gibson został odznaczony Krzyżem Wiktorii. 32 innych członków załogi również otrzymało wyróżnienia.

Morale w Niemczech spadło, ale przemysł w Zagłębiu Ruhry w ciągu kilku miesięcy znów zaczął działać; szacunkowo 30 000 pracowników zostało zarekwirowanych w celu naprawy szkód.

Chociaż naruszono tylko dwie tamy, Operacja Chastise rzeczywiście utrudniła niemiecki wysiłek wojenny ze względu na konieczność skierowania na ten obszar cennych zasobów w postaci robotników i baterii przeciwlotniczych, szczególnie z frontu wschodniego, gdzie Niemcy były mocno zaangażowane w walkę ze Związkiem Radzieckim.


Podpisano Protokoły dodatkowe do Konwencji Genewskiej, 8 czerwca 1977 r.: traktaty międzynarodowe zawierające zasady ograniczające barbarzyństwo wojny i chroniące osoby niewalczące.

W 1977 r. Protokoły dodatkowe nr 1 i II Konwencji Genewskiej zawierały zakaz ataków na tamy.


#historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #samoloty #lotnictwo #drugawojna


https://www.youtube.com/watch?v=bOGRTlrYCIE

144f7b2e-6cbc-499c-bdce-05035a4a2a70
d9e1365d-67a3-4fa3-a7a9-073615002508
3fc7b709-21aa-4d02-aadc-cde535bd8b91
56d06d9d-7099-449e-b524-863ce94ecbb1
dc1b66c0-6bc6-4014-82a5-e437c8dd4e2a

Zaloguj się aby komentować

@suseu Też mam do niego sentyment, ale jest to jeden z najbardziej zmitologizowanych samolotów. Obecnie przeżywalność tej maszyny bez absolutnej dominacji powietrznej będzie bardzo słaba, a i tak tą samą robotę, dużo taniej, wykona kilkanaście dronów.

Zaloguj się aby komentować

Hejka,


Krótka lektura na temat rajdu na Ploeszti na bardzo niskim pułapie.


1 sierpnia 1943.


Rumuńskie zagłębie naftowe w okolicach Ploeszti, miasta na południu kraju, było ważnym elementem w zaopatrywania niemieckiego państwa w ropę naftową. Pozbawienie III Rzeszy tego cennego źródła produktów naftowych od początku wojny koncentrowało uwagę aliantów. Podejmowano wiele prób zahamowania dostaw rumuńskiej ropy, zasilającej szerokim strumieniem hitlerowską machinę wojenną. Jedną z takich prób, poprzedzoną wielomiesięcznym etapem rozpoznania, planowania, przygotowania i ćwiczeń, był wielki nalot bombowy – operacja „Tidal Wave” (Fala przypływu).


Zmasowany atak bombowy na rumuńskie rafinerie w Ploeszti miały przeprowadzić samoloty bombowe B-24D Liberator amerykańskiej floty powietrznej. Ze względu na odległość, jaka dzieliła Ploeszti od wybrzeży Libii, gdzie je zgromadzono – 1800 km po planowanej trasie przelotu, samoloty otrzymały dodatkowe zbiorniki paliwa. Przed operacją zamontowano w nich również nowe silniki.


Podzielone na grupy bombowce miały zrzucać bomby w określonych odstępach czasu – niczym kolejne fale przypływu. W celu zwiększenia precyzji uderzeń, samoloty miały operować z małej wysokości. Do operacji wyznaczono 178 bombowców ze stacjonujących w Afryce Północnej pułków 9 armii powietrznej USA, które miały zrzucić łącznie 320 ton bomb burzących i zapalających. 31 lipca 1943 r. w pułkach przeprowadzono odprawy, załogi zapoznano z zadaniami, przedstawiono cele, a następnego dnia o godzinie 7 rano w powietrze wzbił się pierwszy obciążony ładunkiem bomb oraz zapasowego paliwa Liberator. W ślad za nim zaczęły podrywać się następne. Kurs – Ploeszti. Rumunia.


Nie wszystkim samolotom udało się pokonać daleką trasę i dotrzeć nad rumuńskie zagłębie naftowe. Jedna maszyna została rozbita tuż po starcie, a w pierwszym etapie lotu do morza runął samolot, który wystartował jako pierwszy. Nim osiągnięto rejon bombardowania, z różnych przyczyn decyzję o powrocie do bazy podjęło 11 załóg. Pozostali musieli zmierzyć się z naturą – przelatujące nad Albanią samoloty całkowicie spowiły chmury. Mimo nakazu lotu na małej wysokości, część maszyn postanowiła zwiększyć pułap i tam poszukać lepszych warunków atmosferycznych. Inni postanowili jednak lecieć pod chmurami i w ten sposób zwarty początkowo szyk zaczął się rozluźniać i łamać. Lecące wysoko samoloty zostały wykryte przez umieszczony na jednym z bułgarskich wzniesień radar kontroli obszaru, który odtąd nieustannie śledził nadciągającą powietrzną armadę. O efekcie zaskoczenia, z którym wiązano duże nadzieje, nie było już mowy.


Nie było też mowy o wykonywaniu nalotu ściśle według przyjętego planu. Część samolotów wskutek błędu nawigacyjnego zbliżała się do celu z innego niż zamierzano kierunku. Niemożliwa była również synchronizacja uderzeń poszczególnych grup bombowców, które miały wyznaczone różne obiekty na terenie naftowego zagłębia. Atak improwizowano. W powietrzu zapanował chaos. Wśród Liberatorów wykwitły pióropusze dymu – baterie obrony przeciwlotniczej zaczęły wstrzeliwać się w cele. Wkrótce pierwsze samoloty runęły na ziemię, ciągnąc za sobą czarne smugi.


Wiele załóg nie zdecydowało się na próby zrzucenia bomb na bronione silnym ogniem cele zasadnicze, kierując się na obrzeża przemysłowego miasteczka, gdzie znajdowały się mniej ważne obiekty. Dostępu do celów strategicznych broniły też balony zaporowe z przymocowanymi na linach ładunkami wybuchowymi. Kolejne Liberatory spadały na dół, trafione ogniem z ziemi lub zahaczając o liny balonów. Nieskoordynowane grupy bombowców nierzadko atakowały te same cele z przeciwnych stron, omal nie zderzając się ze sobą w zasnuwającym niebo dymie. W powszechnym zamęcie wiele bomb zrzucano na oślep, załogi nie były w stanie identyfikować wyznaczonych do zniszczenia obiektów. Zamiast w ustalonym, bojowym szyku, rozproszone Liberatory przelatywały nad Ploeszti, stając się łatwym łupem dla pojawiających się już pierwszych niemieckich i rumuńskich myśliwców. Tylko części załóg udało się wykonać zadanie i zostawić bomby w celu. Znaczne zniszczenia spowodowały też spadające na ziemię samoloty, które eksplodując wywoływały dalsze wybuchy i pożary. Pozbawione ładunku bombowego Liberatory kończyły zadanie. Po około sześciu godzinach od chwili startu rozpoczęto odwrót.


Obierające kurs na macierzyste lotnisko samoloty rozciągnęły się na przestrzeni niemal stu kilometrów. Nie wszystkie załogi kierowały się jednak na Benghazai, skąd startowały. Maszyny niesprawne i uszkodzone ogniem nieprzyjaciela podążały ku najbliższym lotniskom w neutralnej Turcji. W ślad za nimi sunęły samoloty z ciężko rannymi na pokładzie oraz dysponujące niewielkim zapasem paliwa. Część załóg za miejsce lądowania obrała brytyjskie lotniska na Cyprze, Malcie lub Sycylii.


Na maruderów spadły jak drapieżne ptaki samoloty Luftwaffe. Do ataku poderwano myśliwce stacjonujące na terenie Rumunii, atak przypuściły także samoloty z bazy Luftwaffe w pobliżu Grecji. Liberatory ostrzeliwały się dzielnie, a często skutecznie ogniem 12,7 mm kaemów, jednak wiele z nich padło ofiarą niemieckich pilotów. Odyseja załóg trwała, przypływ cofał się.


Za sterami jednego z Liberatorów siedział polski pilot, por. Stanisław Podolak. Gdy zorientował się, że w zbiornikach jego „Sweet Adeline” nie ma już wystarczającej ilości paliwa, by pokonać dystans dzielący go od bazy macierzystej, skierował samolot nad Turcję. W czasie lotu załoga dojrzała samotnego Liberatora, który ociężale leciał na trzech sprawnych silnikach. Maszyna nie odpowiadała na wywoływanie przez radio, więc por. Podolak polecił nawiązać łączność za pomocą lampy Aldisa. W odpowiedzi załoga uszkodzonego bombowca poprosiła o towarzystwo. Polski pilot zmniejszył prędkość i samoloty dalszą drogę odbywały już razem. W pewnej chwili do sunących powoli bombowców zbliżył się niebezpiecznie klucz tureckich myśliwców. Dowodzący kluczem wykonał niedwuznaczne ruchy skrzydłami Warhawka, nakazując Liberatorom udanie się za nim. Ciężkie bombowce wyszczerzyły groźnie wszystkie lufy swoich kaemów. Ta próba sił skończyła się dopiero, gdy maszyny por. Podolaka i jego towarzysza opuściły przestrzeń powietrzną Turcji. Dwa samoloty dotarły bezpiecznie na cypryjskie lotnisko polowe, gdzie Stan Podolak „padł ofiarą” ogromnej wdzięczności dowódcy uszkodzonego Liberatora.


Po prawie 14 godzinach od chwili startu na lotnisko pod Benghazi powrócił ostatni samolot biorący udział w nalocie na Ploeszti – „Liberty Lad”, który doleciał na dwóch zaledwie pracujących silnikach, i to na jednym skrzydle. Wkrótce potem, około godziny 22 można było wstępnie podsumować przygotowywaną wielkim nakładem sił i środków, precyzyjnie zaplanowaną operację „Tidal Wave”.


Do rozlokowanych w Afryce baz powróciło 88 Liberatorów. Ponad połowę z nich było mniej lub bardziej uszkodzonych. 23 samoloty lądowały na lotniskach na Cyprze, Malcie i Sycylii. 8 samolotów zostało internowanych po lądowaniu w Turcji. Łącznie ze stratami w czasie lotu nad cel zniszczeniu uległo aż 53 bombowce. Równie wysokie były straty w ludziach: 310 zabitych, 200 dostało się do niewoli, a 79 było internowanych w Turcji. Straty w sprzęcie Niemiec i Rumunii wyniosły mniej niż 10 samolotów.


Jaki był efekt operacji „Tidal Wave”? Wysłany wkrótce po akcji na rozpoznanie Mosquito nie wykonał zdjęć – niebo nad Ploeszti wciąż zasnuwał dym z płonących rafinerii. Dopiero kolejne rozpoznania umożliwiły ocenę zniszczeń. Spośród dziewięciu rafinerii cztery zostały skutecznie wyeliminowane z cyklu przerobu ropy na wiele miesięcy. Największy zakład został nietknięty, podobnie jak dwa inne. Z dwóch pozostałych zakładów zniszczenia jednego określono na 30%, a drugiego jako nieznaczne. Z dymem poszło też wiele tysięcy ton benzyny zgromadzonej w zbiornikach.


Jak się potem okazało, znaczenie operacji „Tidal Wave” było w dużej mierze propagandowe. Cykl dostaw paliwa do Niemiec został wprawdzie zakłócony, jednak nie w takim stopniu, jak się spodziewano. Jak głosi anegdota, największe wrażenie wielkie, amerykańskie Liberatory wywarły na... mieszkańcach Turcji, gdzie kilka bombowców było internowanych.


Opis via lotniczapolska.pl - Sławomir Kasjaniuk


Samoloty B-24 Liberator należące do 15 Armii Powietrznej USAAF sfotografowane podczas bombardowania rafinerii w Ploeszti na terenie Rumunii, w ramach operacji 'Tidal Wave'.


https://www.youtube.com/watch?v=WTg3BygTi2M


#historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #drugawojna #lotnictwo #samoloty

f2d00fff-54a7-429e-b1d7-db0e1b9ca462
a6e31522-02df-4970-b3c7-e734681b0a11
075f1399-ec3f-4623-916b-564cd43c085b

Zaloguj się aby komentować

B-17 trafiony pociskiem przeciwlotniczym nad Frankfurtem 24 stycznia 1944 r. Eksplozja trafiła również tylnego strzelca, sierż. Roy Ulrich. Reszta załogi dowiedziała się później, że Ulrich przeżył. 


Wiele lat później inne załogi doniosły, że widziały go przelatującego przez formację, wciąż siedzącego na siodełku tylnego strzelca i trzymającego za uchwyty swoich bliźniaczych pięćdziesiątek (0,50 cala). Według samego Uricha tuż przed wybuchem pochylił się, żeby porozmawiać przez radio. To był dokładny moment, w którym pocisk uderzył w samolot. Stracił przytomność i wypadł z samolotu. W trakcie upadku udało mu się odzyskać przytomność i otworzyć spadochron.

Samolot ten został naprawiony i wrócił do 100. Grupy Bombowej, ale otrzymał nazwę „Boeing Belle” (EP-Z).


#historia #samoloty #lotnictwo #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki

204e1bbb-2bb9-492e-8fb1-6fe6fceb17b6
16ebdbde-96e9-4519-9587-c1e6a66ad344

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Centralny Port Komunikacyjny to nie tylko lotnisko, to także budowa niemal 2000 km linii kolejowych. W planowaniu i projektowaniu kolei wspierają nas specjaliści z branży, w tym z zagranicy. Jednym z krajów, z którym współpracujemy, jest Hiszpania. O tym rozmawiamy w kolejnym odcinku podcastu "Cześć, pogadajmy konkretnie". Gośćmi w naszym studiu byli Bartłomiej Morga i David Pozo z Pionu Kolejowego w CPK.

https://www.youtube.com/watch?v=d_EQi2fJDpM

Zapraszam na podcast.


#podcast #lotnictwo #samoloty #kolej #pociagi #cpk

Słuchajcie, jest sprawa!


Jeżeli popierasz projekt #cpk , to gorąco zachęcam do podpisania petycji w tej sprawie.

https://www.petycjeonline.com/apel_o_kontynuacj_budowy_cpk

Ja dobrze pamiętam, że Tusk wyrzucił miliony podpisów obywateli w różnych sprawach do śmieci, pamiętam 4XTak i pudła z zebranymi podpisami i też do śmietnika, ale pamiętam też protesty w sprawie ACTA.

To pokazuje, że niekiedy presja ma sens i warto próbować!

Szum z petycją, to również świetna okazja, by o CPK było wciąż głośno, a tym samym, by trudniej było projekt wyciszyć i ukręcić mu łeb.

link:

https://x.com/MacVVilk/status/1748580445758116151?s=20


#gospodarka #ciekawostinwestycyjne #inwestycje #lotnictwo #samoloty #polska #hejto

a693dac9-40e7-4eb0-8dca-8b465089253a

CPK do kosza, osoby za niego odpowiedzialne do więzienia za sprzeniewierzanie publicznych pieniędzy, "eksperci" bredzący o tym jak to mistyczne CARGO rzekomo będzie przynosiło CPK kosmiczne zyski do lustracji, a matoły piszący takie posty na publiczny pręgierz. I have spoken

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@rebe-szunis 


W zeszlym roku sygnalizowal jokoby rus sciagaja wojsko pod granice z obwodem kaliningradzkim.

"I nic nie sugeruje ale ...".


Facet sieje panike.

Ale robi to słabo i topornie.

Zaloguj się aby komentować

Czekaj, czekaj xD Czegoś nie ogarniam.


Czyli PO jest za wprowadzeniem stref czystego transportu w Warszawie. Chce zablokować wjazd dla Fiata chicachento do miasta bo jest bee....


Ale plan na przeniesienia lotniska poza Warszawę (CPK) to nie... bo to głupie, bo nas nie "stać" xD Kraju w EU nie stać na zbudowanie lotniska w centrum kraju xD Mniejsza o to.


Policzmy. Boeing 737 MAX podczas startu wytwarza 2,6 tony CO2.


Czyli tyle ile 578 samochodów w ciągu 1 godziny w Warszawie xD


No to policzmy, ile wytwarza CO2 lotnisko Chopin na dobę. 430 dziennie operacji.


Powiedzmy każda operacja wytwarza średni 1.5t. Czyli 645 ton co2 dziennie.... czyli tyle co 143 344 samochodów wytworzy w godzinę.


Jak nie chcą stworzyć CPK po dobroci, to może jednak trzeba mówić w ich języku. Że CPK odtruje Warszawę od smogu i innych gazów?


K#%@ to mi się za uja nie klei ze sobą xD


#motoryzacja #polityka #samoloty #cpk #jebacpis #jebacpo #lotnictwo

27332a8f-c9d6-4344-a8f9-bde943e6cc66

Op odkrywa że są wady i zalety. Niestety jakby nie patrzeć to zalety są bardzo na razie mgliste i niejasne, tak jak przekop z jeziorka do morza za 2 mld.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio w poście o #CPK pisałem, że "nowa" telewizja zrobiła stronniczy materiał o "wysiedleńcach" i wyraziłem zaniepokojenie, że to dopiero preludium do zohydzenia ludziom tego projektu. No i proszę. (link niżej)


Takie te "nowe" media będą pluralistyczne, jak ze mnie papież!

Funkcjonariusze polityczni, tym razem z drugiej strony sceny politycznej, już mają pełne ręce roboty, a to dopiero kilka tygodni po zmianie w TVP. Propaganda i kłamstwo, oto telewizja naszych czasów. Lepiej już w telewizji, to juz było...

Stay Tuned!

( ͡° ͜ʖ ͡°)

https://stream.tvp.pl


#cpk #gospodarka #inwestycje #telewizjaklamie #lotnictwo #samoloty #kolej

6023c771-3cc2-46ad-92b9-22e220563bb9
9d5f647f-c0c1-4771-ba52-bd528d6ff761
aac017ca-162c-4f83-95c7-7fce03d31a18

Obejrzałem, dostałem raka.

Tak wygląda dzisiejsza debata, na pytanie o cyfry, dane, fakty oponet wali emocjami, 2+2=4 a w opdpowiedzi przeraża mnie to, jestem rozstrzęsiony/a, trywializuję ale jprdl.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Pamiętacie o tym samolocie, w którym wypadły drzwi na 5000m i nikt nie zginął? No więc, wypadły ludziom telefony, które się później odnalazły w stanie idealnym Zapewna, jakby spadły z wykładziny na podłogę to by się rozwaliły w drobny mak Fanem marki nie jestem, me well done #apple Niezła reklama


#iphone #ciekawostki #samoloty

a613be3e-8863-4efc-8b50-804ec56977db
bc0f285c-8ca7-44a8-a11c-9b816f4fab3c

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Patrząc na nagrania z tej katastrofy w Japonii aż nie potrafię się nadziwić, że ewakuowano wszystkich pasażerów i załogę z płonącego A350, czyli 379 osób. Jedyne ofiary były z tego mniejszego samolotu, z którym się zderzył.

Zastanawiam się, na ile ten bilans to zasługa tego, że to się wydarzyło w Japonii. Gdzie ludzie słuchają poleceń, są zdyscyplinowani, a służby na odpowiednim poziomie.

Tu przypomina mi się pożar SSJ 100 w Moskwie z 2019, gdzie zginęła ponad połowa. Oczywiście tam samolot palił się mocniej, nie było możliwości ewakuacji tylnymi drzwiami, ale nie pomógł fakt, że pasażerowie uciekali ze swoimi drogocennymi walizkami, a straż pożarna potrzebowała sporo czasu, żeby dotrzeć na miejsce, mimo iż to było zgłoszone lądowanie awaryjne (w przeciwieństwie do Tokio).

Nawet u nas przy lądowaniu kpt. Wrony część ludzi brała walizki - widać to na nagraniach. Choć ta ewakuacja była oceniana jako wzorowo przeprowadzona - głównie dzięki bardzo doświadczonej załodze.

#samoloty #lotnictwo #japonia

7cd21997-2242-44f7-85a9-f3589291f639
ad15d3b5-3354-4af6-aa00-3990e4017b3b

Nie udało mi się znaleźć nagrań z ATC, które dałoby sie zrozumieć. A szkoda, bo chyba cały czas nie do końca wiadomo czy ATR miał zgodę na zajęcie pasa.

@TEAM Przyczyny to jest już inna para kaloszy - będzie raport, stenogramy. Tu problemem jest m.in. to, że takie lotniska mają systemy, które powinny zabezpieczać pas i pozwalać unikać błędnych decyzji - bramki laserowe, przewidywanie i ostrzeganie o możliwych kolizjach, także na ziemi. Jasne - w ostatniej chwili i tak nie da się już nic zrobić.

Natomiast ja jestem pod wrażeniem jak to musiało wszystko idealnie działać: załoga, pasażerowie i służby, żeby wszyscy z tego wyszli cało (z A350).

@Nemrod 


  1. Zdaję się na pprune podany był notam, że nie działały stop bary przed pasem w użyciu:/

  2. Jestem ciekaw, w jakie systemy monitorowania ruchu naziemnego wyposażone jest to lotnisko.

  3. Gratulacje CC, pax i całym służbom za tak sprawna akcje. Tak, jak pisałeś, można założyć, że japońska kultura odegrała w tym duża rolę.

Zaloguj się aby komentować