Tytuł: Super Mario Bros. Wonder
Developer: Nintendo
Wydawca: Nintendo
Rok wydania: 2023
Gatunek: Platformowka
Użyta platforma: PC/ yuzu ns emu
Czas do ukończenia: 99%/31h
Ocena: 9.5/10
Jeżeli to ma być gra dla dzieci to ja mam rude dready. Świetna gra ale potrafi popsuć nerwy w finalowych planszach tak jak i rayman legends. Poletzam
@szatkus-4 jeśli pamiętasz najbardziej finałową planszę z Raymana to tutaj najbardziej finałowa plansza jest jeszcze gorsza ale chociaż widać co robisz
@Cybulion nie wiem która, bo ja je przechodziłem w jakiejś bezsensownej kolejności. Koniec gry to był dla mnie głównie drugi świat, bo tam prawie nic nie zrobiłem.
Tytuł: Hades II Developer: Supergiant Games Wydawca: Supergiant Games Rok wydania: 2025 Gatunek: Roguelike, Akcja Użyta platforma: PC Ocena: 8/10
Jak i jedynka tak i dwójka spoko. Ale zamiast tryhardować (za stary na to jestem) to odpaliłem sobie tryb boski, zmieniłem topór w kose i latałem aż do napisów. Świetny rogalik, ale to trzeba lubić gry w których się ginie co i rusz i zaczyna od nowa. Mój pierwszy rogalik to był Returnal, także próg wejście na moje miałem wysoki, ale za to bardzo polubiłem rogaliki i miałem mega satysfakcję jak go skończyłem.
Tytuł: Vampire Crawlers Developer: poncle Wydawca: poncle Rok wydania: 2026 Gatunek: Roguelike, VS-like, Dungeon Crawler Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: ukończona 26h, platyna Ocena: 9/10
Co tu dużo mówić, poncle znowu to zrobił. Formuła Vampire Survivors przeniesiona do karcianki i dungeon crawlera. Masa frajdy, epilepsji i syndromu jeszcze jednej walki. Topka w swoim gatunku, aż chciało się platynować. Większość osiągnięć zdobywa się w toku gry i tylko jedno musiałem dofarmić.
Tytuł: Dungeons 3 Developer: Realmforge Studios Wydawca: Kalypso Media Rok wydania: 2017 Gatunek: Strategia Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 29h Ocena: 6.5/10
Dungeons czyli taki Dungeon Keeper po nowemu. Miałem dwójkę na Steamie, ale poza farmieniem kart jakoś nigdy nie grałem Trójka przewinęła mi się na jakiejś promocji, kupiłem za niecałe 4zł i stwierdziłem, że jak już mam to zobaczę co to warte :D
W grze wcielamy się w Absolute Evil i naszym zadaniem jest uprzykrzać życie tym dobrym i szerzyć zło. W prologu przejmujemy kontrolę nad Thalyią, córką głównego antagonisty, który przez całą grę próbuje nas przekabacić na swoją stronę.
Sama gra polega na kopaniu tuneli w lochu, stawianiu odpowiednich pomieszczeń dla naszych stworków czy rozwoju lochu. Stworki możemy wysyłać na powierzchnię w celu atakowania pokojowo nastawionych ludzi, bądź trzymać pod ziemią w celu chronienia naszego domostwa. Do dyspozycji mamy trzy rodzaje potworków, horda (orki, ogry), nieumarli (zombie, lisze), demony (chochliki, sukkuby). Każde z nich potrzebuje swojego pomieszczenia do spania, jedzenia czy dogodności. Jak czegoś im zabraknie to z czasem zaczynają strajkować i przestają nas słuchać. Kampania gry składa się z dwudziestu misji w których zazwyczaj chodzi o to samo, pilnujemy naszego lochu i wykonujemy misje na powierzchni. Zabijamy odpowiednia liczbę ludzi czy niszczymy konkretne osady. Wyjątkiem są dwie misje w których nie mamy dostępu do podziemi przez co nie możemy budować lochu i tworzyć swojej armii. Z biegiem kampanii odblokowujemy nowe stworki czy pokoje. I tutaj pojawia się rzecz która dosyć mnie irytowała. W każdej misji zaczynamy od zera, nowy loch, na nowo trzeba wszystko budować, odblokowywać. Poniekąd rozumiem intencję twórców, ale przez to nie odczuwałem potrzeby wymaksowania wszystkich odkryć czy starania się za bardzo z planowaniem budowy. Z kolei rzecz która mnie pozytywnie zaskoczyła to przesuwanie mapy. Standardowo WSAD przesuwa mapę, ale jak trzymamy shift to przesuwanie przyśpiesza. Gram dosyć dużo i nie przypominam sobie żebym widział to gdzie indziej.
Podsumowując to grało mi się nawet przyjemnie, ale pod koniec już się zmuszałem żeby tylko skończyć. Jest kilka DLC wprowadzających nowe misje fabularne, ale nie za specjalnie chce mi się po nie sięgać. Maksować osiągnięć raczej też nie będę tym bardziej, że wiele z nich wymaga wspomnianych DLC.
Przypomniało mi się ostatnio o tej serii. To jest najnowsza odsłona. Bez zaskoczenia, przyjemna przygodówka. Zagadki są nieskomplikowane, ale dość abstrakcyjne.
Tytuł: Kingdom Come: Deliverance Developer: Warhorse Studios Wydawca: Deep Silver Rok wydania: 2018 Gatunek: RPG, Akcja Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 70h Ocena: 8/10
Pierwsza część Henryka za mną. Zakupiłem gierkę ze wszystkimi DLCkami, których nie ukończyłem z wyjątkiem jednego - tego o Teresie, więc podstawki mi wyszło jakoś 65h.
Bardzo mi się podoba ta gra. Chyba lubię gry ze skomplikowanym systemem walki - to by tłumaczyło dlaczego uwielbiam Gothica i nie jestem w stanie grać w Wiedźmina. Gothicowość to element, którego wiele jest w tej grze. Mowa szczególnie o questach i chyba to jest największa moc tej produkcji. Zadania można wykonać na wiele sposobów. Weźmy na przykład pierwsze zadanie w grze - odzyskać od Kunesza jakieś tam przedmioty, które pożyczył i nie oddał (zasraniec jeden). Kunesz nam tego nie odda po dobroci. Możemy a) bić się z nim na pięści, b) zakraść się do jego skrzyni i go okraść, c) poprosić naszych kolegów o pomoc. Tak jest w bardzo wielu kwestiach i bardzo mi się to podoba.
Podobała mi się również mnogość mechanik gry. Całą grę się uczyłem jak ten cały KCD działa, ale brak tej wiedzy wcale nie przeszkadza w grze.
Walka jest super - bo jeśli mamy wystarczająco wysokie umiejętności gry w KCD, to pokonamy każdego zwykłą pałką, choć to będzie nieziemsko trudne (no, nie jestem pewien co w przypadku rycerza w pełnej zbroi, może jednak drewnana pałka to będzie za mało xD).
Świat - piękny, naprawdę dobrze oddaje klimat Czech, czułem się jak na wycieczce. Bardzo lubię takie gry z surową przyrodą, tutaj przypomina mi się Red Dead Redemption 2, zwiedzanie terenu było podobnie przyjemne.
Przy tym wszystkim fabuła była taka se. Generalnie była fajna i ciekawa, ale zabrakło jej czegoś, co by przyspawało mnie mocniej do tej gry. Jak niedosolone, lecz smaczne danie. Zadania poboczne porzuciłem raczej w połowie gry, nie chciało mi się ich wykonywać. Oczywiście były genialne momenty, ale w tym momencie ich nie jestem w stanie przytoczyć, z jakiegoś powodu nie zapadły w pamięć.
Nie podoba mi się również, że z jakiegoś powodu na początku gry miałem w ekwipunku mapy skarbów i pierwszy skarb który odkryłem, a było to na samiuśkim początku gry, dał mi chyba najlepszy hełm w grze XD
Na koniec odkrywałem pozostałe skarby i była tam paździerz lub skrzynie z zamkiem, którego nie byłem w stanie otworzyć (zrobić sobie mistrzostwo w otwieraniu zamków to będzie mój cel przy drugim podejściu) - więc chyba miałem po prostu farta xd
Na pewno zagram w dwójkę, jedynka jest super, a jeśli dwójka jest lepsza, to musi być mocne 9,5/10
@ZohanTSW Ja jestem w trakcie, też mi się bardzo podoba Zacząłem od wszystkich questów pobocznych i teraz jestem op w głównym wątku. Obecnie siedzę w zakonie w samej szacie goły i wesoły rozwiązuję zagadki tych zepsutych mnichów :D
To co mi się podobało najbardziej to to, że zapis gry jest zasobem i nie można tak po prostu losowo dawać co 5 minut quicksave przed każdą opcją dialogową. To otwiera nowe horyzonty przechodzenia gier. Czasami chciałem komuś sie przypodobać, wyszło dokladnie na odwrót xD W wieśku czy gothicu bym wczytał a tu oh well, żyjemy i kombinujemy dalej. Niektóre zadania można rozwiązać na 4 czy więcej sposobów i to jest najcudowniejsze (o ile sobie nie czytamy solucji w necie).
Szanuję mocno surowość tej gry, że nie prowadzi za rękę. Niektóre zadania są ograniczone czasowo, a wiesz to jedynie z opcji dialogowych (typu - śpiesz się, bo on umrze bez lekarstwa!). Ale zonka strzeliłem jak faktycznie umarł gdy grałem w kości :D
No i nie ma, że from zero to hero i zaraz jesteś kozakiem i możesz pyskować emhyrowi jak Geralt. Podpyskowałem szlachicowi i co? Zapraszamy do przyjemnych lochów. Cudowne
@notak o to to, bardzo dobre podsumowanie. Chociaż z tym zapisywaniem to i tak kilka razy zrobiłem "zapisz i wyjdź" żeby oszczędzić sznapsy XD po czym okazało się że zupełnie niepotrzebnie, bo i tak mi zostało ich nadmiar
@ZohanTSW za Henryczka zawsze piorun! A jedną z mocnych obu gier jest poczucie humory, nie raz parsknąłem albo miałem zaciesz jak pies na wspomnienie o spacerze xD
@ZohanTSW ten loot ze skrzynki to prawdopodobnie nagroda za wersję deluxe gry, z tego co pamiętam też to znalazłem w jakiejś skrzynce z d⁎⁎y. W 2 juz jest to lepiej zrobione bo cały stuff premium ląduje w skrzynce osobistej, z której po prostu nie musisz brać na danym etapie gry
Tytuł: Need for Speed: Most Wanted (2005) Developer: Electronic Arts Inc. Wydawca: Electronic Arts Inc. Rok wydania: 2005 Gatunek: Wyścigi, Samochodowe, Na 2 osoby, Podzielony/wspólny ekran, Multiplayer, Singleplayer, Internet Użyta platforma: PC Ocena: 8.5/10
Gra przejsznięta kolejny raz (może piąty?). Lubię wracać, szkoda że nie ma w oficjalnej dystrybucji do kupienia, także albo grasz z płytki, albo z innych źródeł ;-)
Jak zwykle Razor oszukiwał, a Chińczyk z top 2 był szybki. Ale Gallardo ulepszone na maks dało radę.
Tytuł: Beacon Pines Developer: Hiding Spot Games Wydawca: Fellow Traveller Rok wydania: 2022 Gatunek: Visual novel Użyta platforma: Steam Deck Czas do ukończenia: 6h Ocena: 8/10
Bardzo fajna, krótka visnovelka z bieganiem po lokacjach (robimy coś troszkę więcej niż tylko przeklikiwanie dialogów). Vibe bardzo przypominał mi Stranger Things (dzieci rozpracowują wielką tajemnicę), a nasze wybory mają ogromny wpływ na dalsze losy. Jeśli dochodzimy do ślepego zaułka (zakończenia, które nie jest satysfakcjonujące), możemy cofnąć się do wybranych miejsc w grze i zmienić nasze postępowanie, by zobaczyć, co zmieni się w historii, chociaż każdy wybór powinien dać nam trochę więcej informacji. W pewnym sensie zatem można pobłądzić, ale jest to normalna kolej rzeczy w grze.
Fajnie napisane, głos mamy jedynie narratorki opowieści, reszta to dźwięki, każda obecna w grze postać ma inne. Dołożyć jedną godzinę max, jeśli chcemy zrobić wszystkie achievementy.
Fellow Traveller ma naprawdę spoko gry w swoim portfolio, 1000XRESIST i Citizen Sleeper również godne polecenia przy okazji.
Tytuł: Clair Obscur: Expedition 33 Developer: Sandfall Interactive Wydawca: Kepler Interactive Rok wydania: 2025 Gatunek: RPG, Turowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 75h, zostało mi paru najtrudniejszych bossów Ocena: 9/10
Nie będę się rozpisywał o zaletach tej gry, ponieważ wszyscy bardzo dobrze wiemy o cudownej muzyce (serio, chyba najlepszy soundtrack, jaki do tej pory usłyszałem), dobrej grafice, ciekawej fabule i pomyśle na świat. Nie bez powodu „Clair Obscur” dostał tyle nagród, jednakże nie zgodzę się, że było najlepszym RPG w 2025 roku.
Za to napiszę o rzeczach, które mi przeszkadzały albo których mi brakowało. Rzeczy, przez które nie mogę wystawić najwyższej oceny.
1. Mimo że fabuła jest świetna, to bardzo nie podoba mi się sposób jej podania. Często czułem się, jakbym grał w niskobudżetowe MMO - biegam po korytarzowych lokacjach, co chwilę walczę ze stworkami i z rzadka otrzymuję strzępy fabuły. Przez to trudno było mi się wkręcić w historię, bardzo dobrą zresztą, że tak pozwolę sobie na powtórzenie.
2. Brak mapki. Co prawda lokacje są korytarzowe, jednakże często zdarzało mi się zgubić. Głównie dlatego, że czasem korytarze nie są na tyle charakterystyczne i bywało tak, że po zakończonej walce nie wiedziałem, w którą stroną mam pójść. xD
3. Brak informacji, jaki poziom mają przeciwnicy. Serio, to ogromny problem. Co prawda lokacje przed wejściem mają oznaczenie, jeśli są zbyt trudne, jednakże zdarzały się sytuacje, i to nie rzadko, że trafiałem na przeciwników, którzy stanowili wyzwanie i trochę się z nimi męczyłem, a potem trafiałem na lokację, w której wrogów pokonywałem już w pierwszym ruchu mojej postaci. Wolałbym sukcesywnie przechodzić przez coraz trudniejszych przeciwników.
Dodatkowo poziom trudności baaardzo zależy od zdobywanych pikto. Na przykład dość wcześnie udało mi się zdobyć pikto pozwalające na rozegranie dwóch tur jedną postacią z rzędu, co bardzo ułatwiło mi wiele walk. Z kolei moja dziewczyna znalazła je znacznie później ode mnie. Ta sama gra, a zupełnie odmienne doświadczenia.
4. Brakowało mi też możliwości zaznaczania na mapie, które lokacje zostały przeze mnie odwiedzone. Teoretycznie jest coś takiego - odkryte na głównej mapie nie mają nazwy, która pojawia się dopiero po wejściu do nich, jednakże często gęsto trzeba do niektórych wracać, ponieważ opcjonalni bossowie są zbyt trudni. Albo nie mamy umiejętności, która pozwala na zniszczenie czarno-niebieskich kamieni, często blokujących drogę.
5. Brak możliwości zresetowania rozdanych Lumin. Można zresetować atrybuty, umiejętnościami można dowolnie rotować, jednakże Lumin nie można. A szkoda, ponieważ to utrudnia bawienie się różnymi buildami, skoro wpakowałem po trzysta Lumin w Verso, Maelle i Lune, a Sciel i Monoko mają jakieś osiemdziesiąt. xD
Wiadomo, niektóre rzeczy to drobnostki, niektóre bardziej poważne, jednakże nie mogę wystawić najwyższej oceny z czystym sumieniem. Mimo że świetnie się bawiłem. Chociaż czekającego na mnie Simona i tych paru bossów w Bezkresnej Wieży nie mogę nazwać zabawą. xD
@cyberpunkowy_neuromantyk brak mapy też mnie irytował. Było 60 ekspedycji i nikt wcześniej nie rysował mapy for those who come after? Trochę dziwne. Zostawiali różne pomoce, ale nie mapy lokacji? Poza tym, skoro sam chodzę po kontynencie to dlaczego nie "rysuję" mapy w trakcie zwiedzania? Brak tej mapy jest świadomym utrudnieniem, które mi się nie podobało Gra za⁎⁎⁎⁎sta.
2. Brak mapki. Co prawda lokacje są korytarzowe, jednakże często zdarzało mi się zgubić. Głównie dlatego, że czasem korytarze nie są na tyle charakterystyczne i bywało tak, że po zakończonej walce nie wiedziałem, w którą stroną mam pójść. xD
chyba największy minus tej gry. po pierwszej mapce po prostu odpaliłem mapkę w tle i alt-tabowałem ciągle. nie chcesxz mapki, to jej nie używaj i el0. w szerokim necie to chyba zakazany temat, bo od razu fanboje gry się odpalają.
Dodatkowo poziom trudności baaardzo zależy od zdobywanych pikto. Na przykład dość wcześnie udało mi się zdobyć pikto pozwalające na rozegranie dwóch tur jedną postacią z rzędu, co bardzo ułatwiło mi wiele walk. Z kolei moja dziewczyna znalazła je znacznie później ode mnie. Ta sama gra, a zupełnie odmienne doświadczenia.
gra mocno premiuje zaglądaczy w każde miejsce. pipki konkretnego rodzaju zawsze są w tym samym miejscu, więc wystarczy że ktoś zajrzy w jakis kąt, a ktoś inny nie i mamy zupełnie inne odczucia z kolejnego etapu gry.
Licznik wskazuje jakieś 75 godzin, ale widziałem, że znajomi przechodzili grę na 100% w jakieś 60.
Nagrodę za najlepsze RPG 2025 roku powinno zdobyć „Kingdom Come: Deliverance 2”.
W „Clair Obscur” nie ma odgrywania postaci, fabuła jest bardzo liniowa, a jakiekolwiek wybory są czysto kosmetyczne. No oprócz zakończenia, ale to jedyny przypadek.
@cyberpunkowy_neuromantyk dzięki za odpowiedź. Henryczek też czeka, ale w niego najlepiej zimą ciupać, żeby poczuć klimat swojskich lasów gdy za oknem buro
Tytuł: Red Faction Developer: Volition Wydawca: Deep Silver Rok wydania: 2001 Gatunek: FPS Użyta platforma: Steam deck Ocena: 7/10
Just you and me, miner!
Pamiętam jakby to było wczoraj gdy ogrywałem nie raz demo dodawane do jakieś gazety
Całkiem fajny klimat, misje przy użyciu "batyskafu", samochodu - choć model jazdy kiepski. Była też jedna która trzeba było wykonać po cichu.
Mocno się zestarzała. Taki Half Life nadal jest bardziej świeży.
Na poziomie trudności medium było hardkorowo grając na padzie. Pod koniec dałem easy by się nie męczyć a i tak finalny boss był trudny.
Na SD śmiga dobrze choć pod koniec czasem dźwięk wystrzału znikał lub pojawiał się z opóźnieniem. Dodatków gra wyrzucała komunikat o Directx gdy się chciało jak uruchomić mając SD podpięty pod monitor. Trzeba było uruchomić grę i później podpiąć zewnętrzny monitor
Ja tak miałem z Solder od Fortune i misją na pociągu, gdzie ze snajperki ładowałeś w pilota helikoptera który cię ostrzeliwał, momentalnie kabina cała czerwona i helikopter spadał, ale to było świeże wtedy.
Tytuł: The Surge Developer: Deck13 Wydawca: Focus Entertainment Rok wydania: 2017 Gatunek: Souls-like Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 32h Ocena: 6.5/10
Nie grałem w prawie nic od dłuższego czasu poza LoLem i w końcu postanowiłem ruszyć coś z mojej potężnej kupki wstydu. Souls-like to mój ulubiony gatunek gier i jestem wielkim fanem trylogii Dark Souls. Ogólnie ten tytuł jest nawet ok ale do produkcji From Software jej raczej dalej niż bliżej.
Gra ma bardzo fajne tło fabularne i świat gry. Historia opowiadana jest głównie za pomocą szczątkowych informacji podawanych graczowi w formie notatek głosowych pozostawionych przez postacie fabularne oraz wyświetlanych klipach na wszechobecnych telewizorach i telebimach. Czuć, że ktoś się przyłożył tutaj, jest klimat i bardzo przyjemnie się to odkrywa. Podobał mi się też system odcinania kończyn i kompletowania ekwipunku w ten sposób, nie widziałem niczego podobnego w innych grach. Poziomy są zaprojektowane w typowo souls-likeowy sposób. Tzn, że każda lokacja jest ze sobą połączona wszelakimi przejściami które można odblokowywać aby skracać sobie drogę.
I to jest pierwszy z minusów tej gry. Twórcy sobie chyba za bardzo wzięli ten sposób tworzenia świata do serca, ponieważ świat tej gry to jest jeden wielki labirynt. Na każdej mapie jest tylko jedno "ognisko" wokół którego zbudowany jest poziom i wraz z postępem odblokowuje się do niego skróty. No twórców powaliło bo pomieszczenia i przejścia w lokacjach są do siebie bardzo podobne i bardzo łatwo się zgubić. Masę czasu straciłem latając losowo nie wiedząc gdzie iść albo nawet nie potrafiłem wrócić na miejsce śmierci xD.
System walki też d⁎⁎y nie urywa (ale kończyny już tak xD). Nie jest aż tak źle, ale jest mało typów broni, połowa dla mnie wgl odpada bo są zbyt wolne. Pół gry grałem z jednoręcznym mieczem który zdobyłem na starcie a potem przerzuciłem się na coś w rodzaju podwójnych szponów/sztyletów które są najszybszym typem broni w grze. I wtedy też ta gra stała się dla mnie trochę slasherem ponieważ większą część przeciwników można było po prostu zaspamować atakami. Rodzajów przeciwników też jest mało. System ucinania kończyn niejako wymusił na twórcach wypełnianie map głównie "ludźmi" przez co walka do końca wygląda bardzo podobnie. A jak coś nie było człowiekiem to zazwyczaj walka z nim była upierdliwa. Jeszcze wspomnę, że w grze jest śmiesznie mało potyczek z bossami i na dodatek żadna nie była interesująca. W tej grze większym wyzwaniem jest nawigowanie po mapie niż pokonywanie bossów...
Na koniec napiszę, że gra technicznie ok ale zdarzyło mi się kilka dziwnych bugów gdzie umarłem bo wpadłem w tekstury itp. Oprócz tego gra jest w pełni grywalna na Linuxie, wystarczy kliknąć na Steamie zainstaluj i działa od strzała.
Wygrzebane w święta. Zagadki dość łatwe, chociaż jak to bywa w tego typu produkcjach czasem z d⁎⁎y. Fabuła typu fajna, czyli podróże w czasie i rozkmina, kto zaczął. Krótka, bo przeszedłem chyba w mniej niż 3 godziny. Zdaje się, że jest wersja polska, ale nie próbowałem.
Kolejna mała, ale całkiem spoko gierka. Chodzimy i rozwiązujemy zagadki. Jest trochę skradania, ale tak podstawowe, że w sumie jedynie służy stworzeniu jakiegoś tam poczucia grozy. I w sumie tak naprawdę w pytę są dopiero dodatkowe levele.
Ale to jest dobre. Brak mi słów. MHS3 jest wszystkim tym, czym powinny być pokemony - a nie są przez lenistwo Nintendo i Game Freak. To dla mnie jedna z najpiękniejszych gier tego roku. Każdy zrzut ekranu wygląda jak wyjęty wprost z jakiegoś serialu animowanego.
Nasza postać jest liderem jeźdźców, którzy zajmują się ochroną środowiska w Azurii i tresurą niektórych dzikich potworów. Te wykluwają się z jaj, które zdobywamy w leżach. Świat stoi na granicy wojny przez chorobę, która toczy - w różnym stopniu - dwa zwaśnione królestwa.
Gra jest dość otwarta, choć część lokacji odblokowuje się wraz z postępem wątku głównego. W każdej dostajemy pierdyliard opcji, ale bez przymusu ich wykorzystywania. Na dobrą sprawę system walki jest skonstruowany tak, że da się ukończyć grę nawet przy pomocy jednego Rathalosa - choć wymagałoby to sporo przygotowań.
To zresztą jeden z fajniejszych aspektów. Gra stawia bardziej na zrozumienie mechanik i przeciwników niż na sam poziom postaci. Dzięki temu ktoś na niższym poziomie może pokonać bossa, z którym ja męczyłem się mimo wyraźnej przewagi na moją korzyść. Krążą nawet historie o graczach, którzy bardzo wcześnie, jeszcze w 1 rozdziale pokonali jednego z Ender Smoków i zdobyli jaja na resztę gry. Systemów pobocznych jest masa. Ograniczeniem jest w zasadzie tylko nasza kreatywność.
Każdy potworek w trakcie walki zdobywa punkty więzi. Gdy pasek się zapełni, możemy go dosiąść i działać jako jedna postać. Daje to dostęp do potężnego ataku więzi - jeden z nich macie na filmiku niżej, bo to chyba mój ulubiony. Każdy ma swoją unikalną scenkę, którą można pominąć. Choć pewnie będziecie tego żałować. XD
Sam grałem z dubbingiem angielskim.
Nie mam teraz czasu na bardziej rozbudowany wpis, który oddałby wszystko to, czego nie pokaże żadna wideorecenzja. Mocno polecam - zwłaszcza tym, którzy dorastali z pokemonami. To ich bardziej „dorosła” wersja, zawierająca wszystko, o czym kiedyś mogliście marzyć. No. Chyba że czytaliście tę jedną pastę... No. Wiecie którą. To tego tu na szczęście nie ma. XD
Screeny z neta, bo nie chce mi się podpinać USB pod ps5, żeby coś zgrać. Na dobrą sprawę nawet nie robiłem screenów, bo wiedziałem, że mi się nie będzie chciało. XD
Kurde, ale fajne. Spin-off, w którym gramy Chloe, znaną świetnie z drugiej części gry i razem z Nadine, znaną z czwartej, odkrywamy sekrety indyjskiej cywilizacji. Nie spodziewałem się, że aż tak siądzie, że będzie aż tak wciągające - przecież to byle DLC. Kompletnie nie interesowałem się indyjską kulturą, czy raczej religią, a tutaj jest to naprawdę fajnie przedstawione. Do tego zwiedzane miejsca klimatem przypominają Shambalę. Polecam mocno, krótkie i treściwe.
W trakcie gry można zdobyć Rubin Królowej, dzięki któremu pad wibruje, gdy w pobliżu jest skarb. Od tego momentu pokochałem tę grę, te skarby strasznie mnie drażniły i musiałem marnować mnóstwo czasu na sprawdzanie każdego zakamarka, a ostatecznie i tak znajdowałem ich mniej niż więcej. Z Rubinem znalazłem wszystkie, mój natrętny perfekcjonizm został zaspokojony.
Tytuł: King's Bounty: Legenda Developer: Katauri Interactive Wydawca: Fulqrum Games / 1C Entertainment / Cenega Rok wydania: 2008 Gatunek: Strategiczne, Fantasy, Turowe, Elementy RPG Użyta platforma: Steam Deck Ocena: 7/10
Fajna gierka, pomimo że za miesiąc będzie pełnoletnia. Trochę takie hiroski. Szkoda tylko że gra się jednym bohaterem, bo nadmiar kasy i typów jednostek pozwoliłby na posiadanie kilku armii.
Mega dobrze się grało na #steamdeck . W sumie nie licząc cywilizacji V która , pierwsza gra w którą się fajnie gra touchpadem. I do tego za niecałe 5PLN jest teraz na GOGu (albo paczka 4 części za 16PLN).
Tytuł: Call of Duty: Modern Warfare (2019) Developer: Infinity Ward Wydawca: Activision Rok wydania: 2019 Gatunek: Strzelanki, Akcja Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 6,9 h Ocena: 7/10
Długo się czaiłem, ponieważ słyszałem, że kampania jest naprawdę dobra, a cena cały czas była zbyt wysoka, żeby usprawiedliwić zakup dla paru godzin singleplayera. Multi mi się nie spodobało od pierwszego gameplaya - zbyt szybkie tempo bardzo mnie zniechęca. No i w końcu pojawiła się konkretna przecena i mogłem kupić ten tytuł za jakieś trzydzieści złotych.
Szczerze? Oryginalne „Modern Warfare” jest o wiele lepsze. I to nie kwestia nostalgii, ponieważ kampanię „czwórki” przeszedłem w grudniu zeszłego roku. Jasne, uczucie strzelania w wersji z 2019 roku jest lepsze, jednakże sam pomysł na fabułę, misje i tak dalej były ciekawsze w oryginale.
Chociaż nie ukrywam, że na początku pierwszej misji miałem ciarki ekscytacji. Niestety, im dalej w las, tym bardziej przechodziły. Nudziły mnie misje, w których gracz wciela się w Farah, bojowniczkę o wolność. Historia nie była ciekawa. Brakowało mi Soapa i Gaza, tego prawdziwego, ponieważ nowy nie miał tego czegoś w sobie. Ba, nawet nowy Price nie był choć odrobinę tak fajny, jak ten oryginalny. A szkoda, bo potencjał był ogromny.
Kampanię przeszedłem oczywiście na weteranie, podkręconym o brak HUD'a. Nie była to wymagająca rozgrywka. Zdarzyły się z dwa lub trzy momenty, na których zaciąłem się na kapkę dłużej, jednakże inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia i potrafili się pchać gęsiego pod celownik.
Pomimo różnych wad, wciąż jest to dobra gra. Teraz będę czekał na „MW2” w przystępnej cenie, bo z urywków Ghost wydaje się być równie badassowy co ten z oryginalnej drugiej części tej podserii.
Stylistycznie zbliżona do Lorelai tego samego twórcy. Sam gameplay nie porywa proste stosunkowo zagadki - 2x skorzystałem z pomocy bo raz rozwiązywałem zagadkę której nie było xD i raz bym pewnie nie znalazł odpowiedniego przedmiotu.
Występują tez elementy platformowe sterując kotem -ale tak średnio wykonane.
Najmocniejszą stroną jest dołująca chora fabuła od początku do końca - gdzie mamy do wyboru kilka zakończeń.
Jedno z zakończeń jest bezsensowne na szczęście wybrałem nie przypadkowo inne.
Na SD śmiga bez problemu w 60 fps jedynie w jednej scenie podczas deszczu spada do 50. I pod konie jedno zdanie nie przetłumaczone.