Jeśli była by inna nazwa gry nie związana z 007 to ocena wyższa
Minusy
pilotki, kolorowi i inne cuda współczesne na siłę dodawane w grach filmach
brak ukrywania ciał
przeciwnicy stojący w zasięgu wzroku słuchu nie reagują na to co się dzieje kilka metrów dalej - wiem że jakieś ograniczenia musiały być ale rzuca się to w oczy
postać wolno biega
szczeniacki Bond
Plusy
widowiskowość
postać Grinłeja- taki Morgan Freeman
Póki co za cenę ponad 200 zł na steam tak średnio warto.
Co innego wydanie pudełko na konsole wtedy jak najbardziej
Grane na najwyższym poziomie trudności - dawał momentami w kość.
Kobieta która pilotowała samolot była oznaczona jako pilotka.
A kolorowi
M, monejpenny a w filmach nie przypominam sobie by mieli orientalny wyglad. A przynajmniej do pierwszego filmu z craigiem bo na tym skończyłem oglądanie tej serii.
Miałem ochotę na jakąś niezobowiązującą strzelankę więc przypomniałem sobie o Space Marine 2 który zebrał całkiem niezłe oceny. Gra jest kontynuacją pierwszej części w którą nie grałem i w dodatku osadzona w universum W40k z którym do tej pory nie miałem styczności więc wjeżdżałem w to trochę na zimno. Wcielamy się w jakiegoś zniesławionego członka Ultramarines czyli superżołnieży Imperatora ale tak generalnie jeśli chodzi o fabułę to nie za bardzo zwracałem na nią uwagę. My jesteśmy dobrzy, tamci są źli. Źli mają jakąś broń którą trzeba zniszczyć no i napie*dalamy, to tak mniej więcej xD
Mimo nie zwracania uwagi na fabułę podobała mi się pompatyczność i jakaś taka wzniosłość całej tej ekipy superżołnierzy - mamy misję, naszym celem jest wygrać bez względu na koszty z pieśnią na ustach, to jest zrobione spoko. Lokacje są naprawdę ładne i jest na czym zawiesić oko, ale niestety są one mega korytarzowe i w dodatku nie ma za bardzo co w nich robić, nie ma żadnych znajdziek oprócz jakichś datalogów i paczek z amunicją oraz porozrzucanych tu i ówdzie broni. Chlastanie zastępów robali a potem humanoidów czy jakichś innych kultystów jest przyjemne, a jucha leje się strumieniami, ale niestety dość szybko się to nudzi bo w grze nie istnieje absolutnie żaden system rozwoju postaci xD Gdzieś tak od trzeciej misji mamy dostęp w sumie do prawie całego arsenału który również nie powala bo opiera się głównie na różnego rodzaju karabinach. Są jakieś karabiny plazmowe czy miotacze ognia które można znaleźć na mapach ale wszystkim strzela się mniej więcej tak samo. Do tego mamy też jakąś mieczopiłę albo inny młot na bliski dystans, ale nie ma się tu co spodziewać żadnej finezji, jeden - dwa kombosy to wszystko na co stać naszego koksa. Jest też kilka bossów ale nie stanowią zbyt wielkiego zagrożenia - ot trzeba ładować w nich ołowiem aż padną.
Generalnie pewnie bym nawet tego nie skończył gdyby nie to że gra jest dość krótka i trochę się zainteresowałem tym universum. Musze przyznać że mają rozmach. xD
Po zakończeniu fabuły można sobie jeszcze pograć w jakieś misje czy multi ale absolutnie nie miałem na to ochoty. Ot taka giereczka do gamepassa.
@pokeminatour Radeon 6700XT i Ryzen 5 7600X - zero problemów. Stabilne 60fps przy domyślnych ustawieniach nawet przy największym młynie.
Ale teraz ogrywam Cronosa i no kurde potrafi srogo chrupnąć, chyba trzeba pomyśleć nad nową grafą, ech...
Tytuł: The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D Developer: Nintendo Rok wydania: 2011 Gatunek: Przygodowa RPG Akcji Użyta platforma: New Nintendo 2ds XL Czas do ukończenia: 55 godziny 45 min Ocena: 8/10
Pierwsza Zelda ukończona bez jakichkolwiek porad oprócz tych zawartych w samej grze.
Jak na grę która miała swój początek w 1998 roku nadal bawi co nie jest tak oczywiste w grach z pełnym 3D.
Bawi bardziej niż nie jedna współczesna produkcja.
Świetnie zaprojektowane dungeony - każdy kolejny bardziej zaawansowany
Z wad
praca kamery - często przeszkadzała podczas walki
Spadki animacji głównie walka finałowa
PS. nie miałem odblokowanego konia xD
Teraz czekam na PL w zeldach na switcha skoro podobno coś jest na rzeczy i w plikach się pojawił PL podczas ostatniej aktualizacji dodającej Tajski
Tytuł: (the) Gnorp Apologue Developer: Myco Rok wydania: 2023 Gatunek: Idler Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 42 godziny Ocena: 7/10
Mamy w tej grze gnorpy, które tłuką jakiś kamień, a potem zbierają z niego odłamki (z jakiegoś powodu kamień się nie kończy). Naszym celem jest obserwowanie tego, co się dzieje i rozwijanie infrastruktury, żeby robiły to coraz szybciej. Im większą mamy produkcję tym więcej dostajemy punktów do wykorzystania po prestiżu. Jedna rozgrywka zajmuje od kilku do kilkunastu godzin (wiadomo, można dłużej, ale to jest takie optimum, żeby zdobyć jeden czy dwa punkty). W przeciwieństwie do większości gier tego typu postęp się dzieje tylko jak gra jest włączona, ale że nie jest to długie to nie problem.
Tytuł: Gothic 1 Remake Developer: Alkimia Interactive Wydawca: THQ Nordic Rok wydania: 2026 Gatunek: RPG, RPG akcji Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: ukończona, 44 godziny Ocena: 8.5/10
Pojadłem gofrów, Śniący został wygnany z naszego świata. Nie musicie mi dziękować, ja naprawdę chciałem wydostać się spod magicznej bariery. Plan magów wody z wysadzeniem hałdy rudy i tak by się nie powiódł.
@DKK w keyshopach za mniej niż 120 złotych, w oficjalnych sklepach mniej niż 180 i raz było za mniej niż 160. według mnie cena spoko. ja się dobrze bawiłem, nie żałuję wydanych pieniędzy. Bardziej wkurza mnie to, co Alkimia robi w kolejnych patchach, bo przestawiają itemki i według mnie przez to psują eksplorację.
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Drugiego zdania nie rozumiem, bo nie grałem w oryginał. Ale chyba nie będę żałował z tego powodu jak wyszedł taki fajny remake.
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta gram ogrywam, jestem zachwycony. Jest drewnianie, grafika kolorowa, to na co brakło budżetu i czasu w oryginalnej grze tutaj zostało rozbudowane (wierzchowiec, kowalstwo, alchemia itd.)
Co chwile zatrzymuję się na podziwianie widoczków.
Miło, że gra nie prowadzi za rączkę, dalej trzeba czasami pogłówkować i to jest mega fajne.
Szanuje strasznie Alkime, że rozbudowali niektóre questy i dodali kilka pobocznych. Dzięki temu nie leci się 'pamięciówki' bo co chwile coś tam się kosmetycznie (albo i nie) zmienia.
Tytuł: ElecHead Developer: NamaTakahashi, Tsuyomi Wydawca: NamaTakahashi Rok wydania: 2021 Gatunek: platformówka Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 3h
Taka mała, prosta mechanicznie I miła platformówka na parę godzin.
Nie jestem dużym fanem platformówek więc nie wiem czy mechanicznie jest to oryginalne.
Tytuł: Factorio Developer: Wube Software Wydawca: Wube Software Rok wydania: 2022 Gatunek: strategia RTS, akcja, menedżer, survivalowa, symulacyjna Użyta platforma: Steam Deck Czas do ukończenia: 40.5h Ocena: 8/10
Kilka razy coś tam na kompie kiedyś klikałem, ale się poddawałem w pewnym momencie, bo za dużo klikania. Teraz jednak z racji, że zapłaciłem za grę to wystrzeliłem pierwszą rakietę po 40.5h. Nie zbudowałem żadnego pociągu, nie zrobiłem żadnej logistyki czy nawet sterowników, ani jednego robota, ale grałem za to bez robaków Jestem za stary żeby sobie życie utrudniać. Ale myślę, że jeszcze nie raz sobie zagram, czy na #steamdeck czy jednak ciut wygodniej na kompie.
@crs333 jeśli chcesz grać dalej to przed kupnem space age polecam kilka prostych zabaw na kilkaset godzin. Możesz np.
- zrobić wszystkie achievementy z podstawki
- przejść grę w trybie death world
- zaprojektować i zbudować mega fabrykę na 1000+SPM
Nie wydaje się to wiele, ale gdzie zaczynają sie mega fabryki tam zaczyna się prawdziwa zabawa bo musisz już ogarniać dobrze logistykę, pociągi, roboty i przynajmniej podstawy sieci sterowniczych żeby to wszystko banglało. To niby tylko gierka ale po drodze stawia tyle problemów do rozkminienia, że naprawdę potrafi rozwinąć intelektualnie.
@Stashqo no jest plan żeby trochę więcej pograć, ale to już chyba na kompie, bo na decku niby wszystkie funkcje są, ale jednak dużo niewygodnego klikania.
Tytuł: Dziedzictwo Hogwartu Developer: Avalanche Software, Portkey Games Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment Rok wydania: 2025 Gatunek: RPG, RPG akcji Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: Ukończona / 110 h (ponad 130h bo działą w tle) Ocena: 7/10
W nawiązaniu do tego wpisu https://www.hejto.pl/wpis/po-ostatniej-aktualizacji-dziedzictwa-hogwartu-niestety-gra-sie-wysypuje-kazda-p przebolałem trochę crashy i starałem się cierpliwie grać. Bardzo powtarzalna gra w endgame,spory grind jak w Mad Maxie albo Tomb Raider. Zdarzały się bugi,natomiast wielka szkoda,że nie ma wyboru poziomu trudności i historia w grze nie przyciągała. Największym absurdem była możliwość utworzenia czarodzieja z żeńskim głosem. Trochę odwołań do książki,natomiast dla mnie nie było "magii". Kolejny RPG to przejścia i tyle.
@Rmbajlo ja grałem na klawiaturze, ale to było po prostu nudne i powtarzalne i było tego mnóstwo. Kurde to czar był, rzucam i już a nie kurna bawienie się w wytrychowanie. Ewentualnie za pierwszym razem na każdy poziom czaru.
Tytuł: Final Fantasy XVI Developer: Square Enix Wydawca: Square Enix Rok wydania: 2023 Gatunek: RPG akcji Użyta platforma: PlayStation 5 Ocena: 6/10
Jakoś nie zachwyciła. Dobra gra, ale w inne części grało się dużo lepiej, choćby nawet XV splatynowałem. Co mnie tu odpychało to ilość i długość przerywników. Gra skończona tylko dlatego, że daleko już zabrnąłem to wypadało skończyć, nie odpychała, ale i niczym nie przyciągała.
Tytuł: EA Sports FC 26 Developer: EA Canada Wydawca: Electronic Arts Rok wydania: 2025 Gatunek: sportowa Użyta platforma: Xbox Series X/S Czas do ukończenia: 60 min :) Ocena: 2.5/10
Wjechało nowe EA Sports FC 26 do Game Passa (w ramach EA Play), więc pomyślałem: „A, sprawdzę, zobaczę, co tam panowie z EA wymodzili w tej edycji na 2026 rok”. Wytrzymałem równe 60 minut, rozegrałem trzy mecze i gra z hukiem wyleciała z dysku.
Samo kopanie piłki? No, tutaj rewolucji nie ma, wszystko działa poprawnie i płynnie. Zawodnicy poruszają się z sensem – czuć ich wagę, potrzebują chwili, żeby wyhamować czy zrobić zwrot, nie biegają jak po amfetaminie. Grafika... no jest, jaka jest xD Tragedii nie ma, ale do fotorealizmu to jeszcze bardzo daleka droga. No, przynajmniej kibice na trybunach nie są już płaskimi tekturami z pikseli :P
Ta gra jest absolutnie odpychająca dla kogoś z doskoku. Menu, opcje, zarządzanie – wszystko jest tak potwornie skomplikowane i przeładowane, że miałem problem z... bezproblemowym uruchomieniem zwykłego meczu.
A jak z ciekawości włączyłem ten cały słynny tryb Ultimate Team, to kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje na ekranie. Rozumiem, że skoro wydają tę kopaninę rok w rok od ponad 30 lat, to muszą dokładać nowe pierdoły, żeby udawać, że gra się rozwija. Dla stałych wyjadaczy i zapaleńców to pewnie bułka z masłem, ale dla niedzielnego gracza ten ogrom zbędnych tabeli, walut i okienek jest po prostu barierą nie do przejścia.
I teraz najgorsze. Kupujesz grę (albo płacisz abonament), a ta bezczelna kobyła na każdym cholernym kroku sugeruje Ci kupowanie jakichś booster packów czy wewnętrznej waluty. Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, do czego to doszło. To jest czysty rak.
Nie mam problemu z DLC – niech sobie będą, nawet jeśli to tylko kosmetyka zmieniająca wygląd koszulek. Ale kupowanie paczek z piłkarzami czy piłkarkami, gdzie płacisz realną kasę i nawet nie wiesz, kogo trafisz? To nie jest gra komputerowa, to zakrawa na ordynarny hazard i dojenie ludzi z hajsu. Obrzydliwa praktyka.
Jeśli macie Game Passa i chcecie raz na pół roku zagrać jeden mecz z kumplem przy piwie na kanapie – no to ujdzie, chociaż do pogrania solo lub ze znajomymi są na rynku o niebo lepsze i bardziej angażujące tytuły. Wydawania na to jakichkolwiek własnych pieniędzy absolutnie nie potrafię uzasadnić.
Zawsze instaluję jak wychodzi nowa wersja na Game Pass, pogram w moją karierę aż mój zawodnik osiągnie najwyższy poziom i koniec grania. Brakuje mi rozbudowanych statystyk i osiągnięć, np. mój zawodnik strzelił 145 goli i co z tego? Chciałbym mieć porównanie do prawdziwych statystyk prawdziwych zawodników. Lewy ma 700 goli, okej, gonię Lewego. Gra zbiera staty, ale nie ma żadnego odniesienia, więc są do d⁎⁎y.
Wydawania na to jakichkolwiek własnych pieniędzy absolutnie nie potrafię uzasadnić.
Gram z ziomkiem od dawna raz-dwa razy na miesiąc, zapłaciłem za tę przyjemność 60zł jeśli dobrze promkę pamiętam. Zakup podyktowany jedynie tym, że poprzednia którą miałem, tj.21, została wyłączona - brak możliwości grania online.
Ta gra realnie to straszna szmira, ale w sumie nic w niej nie zmienili od lat i chyba to przyciąga najbardziej bo wszystko działa tak samo więc wraca się do niej w moment xD
Jako weteran i generalnie mocny gracz Fify jakieś 9 lat temu (FIFA 17 to była ostatnia część w którą grałem bardzo dużo) sprawdziłem FC26, bo trafiła się na Amazon Luna i mogłem grać na TV. Chwilę mi trwało ogarnięcie mechanik aż w końcu poziom Zawodowiec stał się zbyt łatwy, ale Klasa Światowa okazywała się zbyt mocna xD brakło czegoś pomiędzy.
Dalej nie czułem swobody w sterowaniu, nie wiedziałem jak się robi pewne rzeczy, dalej nie umiałem wykorzystywać stuprocentowych sytuacji, więc zacząłem robić gierki treningowe, żeby podłapać mechanikę. Absolutnie wspaniałą i zarazem spierdoloną mechaniką jest sterowanie drugim zawodnikiem, gdy mamy piłkę - jest opcja, żeby pokierować kolegę z drużyny gdzie ma biec, a my w tym czasie możemy zagrać piłkę na wolne pole łamiąc linię obrony. No i instrukcja w grze kompletnie nie mówi co masz zrobić, żeby tego użyć. Zacząłem szukać na YouTube - trochę lepiej, ale przez pół godziny nie mogłem tego wyczuć i uruchamiało mi się losowo - raz działało, raz nie. Nie mam pojęcia co robiłem nie tak. Tak mnie to wkurwiło, że do dziś nie wróciłem do tej spierdolonej gry. Już rzuty wolne i rożne wychodziły mi lepiej niż to.
Tytuł: Doom Developer: Bethesda Game Studios, id Software Wydawca: Bethesda Softworks Rok wydania: 2016 Gatunek: strzelanka Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 11,9 h Ocena: 9/10
#cierpliwygaming pełną gębą. Chłop kupił grę sprzed dziesięciu lat i świetnie się przy niej bawił.
Lubię żartować, że skoro jestem mięczakiem, to przynajmniej w grach mogę role-playować badassów. Co nie zawsze ma miejsce, ponieważ moją ulubioną, wykreowaną przeze mnie postacią był nieśmiały, jąkający się początkujący mag, który wylądował na naukach u hedonistycznego czarodzieja. ; )
Wracając jednak do „Dooma”, to gra pozwala nam się wcielić w Big Fucking Guya z Big Fucking Gunem (bardzo podoba mi się nazwa tej broni), który nie boi się niczego, nawet największych skurwieli-demonów. A trzeba przyznać, że twórcom udało się wykreować naprawdę obrzydliwe i budzące postrach kreatury. Nie chciałbym spotkać na swojej drodze takiego Barona Piekła. :' )
Wybrałem drugi z poziomów trudności - nie przepadam za strzelankami, w których są punkty życia. Co zresztą widać, ponieważ wszystkie „Call of Duty” z automatycznie regenerującym się życiem, w które grałem, przeszedłem na najwyższym poziomie trudności. W przypadku „Dooma” do pewnego momentu nawet na tym normalnym poziomie trudności potrafiłem się spocić.
No bo wiecie, w „CoDzie” wystarczy wychylać i chować się za osłoną. ewentualnie czasem odbiec, gdy wróg rzuci granatem, ale w gruncie rzeczy mało co potrafi wykurzyć z bezpiecznego miejsca. W „Doomie” nie ma bezpiecznych miejsc. xD Gra wymaga nieprzerwanego poruszania się, co jest tym trudniejsze, że wrogowie potrafią przewidywać, gdzie za chwilę znajdzie się gracz, więc dodatkowo trzeba lawirować pomiędzy ich pociskami. No ale żeby nie było zbyt łatwo, to część przeciwników dąży do walki w zwarciu. Wymaga to nie tylko znajomości aren, na których się walczy, ale też umiejętności ustalenia priorytetów, którego wroga pokonać najpierw oraz doboru broni. Bo tak, wrogowie są wrażliwi na niektóre bronie i tego też trzeba się najpierw dowiedzieć, żeby ułatwić sobie rozgrywkę.
Chociaż we wspomnianym wcześniej pewnym momencie udało mi się znaleźć runę (taką dodatkową pasywną umiejętność), która sprawia, że amunicja jest nieskończona, o ile posiadany przeze mnie pancerz przekraczał określoną liczbę. Dzięki temu mogłem stać w kącie i bezkarnie strzelać do każdego niemilca, który się tylko pokazał, ale jestem pewien, że taka strategia nie przeszłaby na najwyższym poziomie trudności.
Oprawa graficzna? Świetna. „Doom” idealnie pokazuje, że gry sprzed nawet dziesięciu lat dzisiaj dalej potrafią wyglądać bardzo dobrze, więc tym bardziej nie czuję parcia na ogrywanie najnowszych produkcji. Które i tak potrafią być źle zoptymalizowane, a mam już czteroletniego kompa ze średniej półki (Ryzen 5 5600X, RTX 3060Ti), więc po co się spieszyć z czymkolwiek? Tym bardziej, że „Dooma” kupiłem za 8 złotych. xD
Muzyka? Fenomenalna. Soundtrack polubiłem jeszcze, zanim zacząłem w ogóle grać. Bardzo lubię połączenie muzyki elektronicznej z ciężkimi gitarowymi riffami.
Wraz z tą grą powstało określenie boomer shooter. Fani klasycznego dooma widząc zmiany w tej grze wymyślili taki termin na grę bez tych nowoczesnych udziwnień.
I to też w niedalekiej przyszłości zapoczątkowalo ere gdzie zaczęło powstawać sporo takich klasycznych strzelanek od małych studiów.
Ja gram na najniższym poIomie trudności zawsze, bo choćby i tutaj mamy że na tego wroga trzeba stosować taka broń a na innego taka. Pewnie w tym doomie to jest na zasadzie ciut mniejszego damage, ale są nowsze produkcję gdzie jak wybierzesz niewłaściwa broń to możesz sobie strzelać i strzelać.
Właśnie męczę DOOM Eternal. Masakra, takie frustracje, że weź.. do The Dark Ages nawet nie podchodzę z kijem.
DOOM z 2016 to prawilna strzelanka, zaraz po 3 z tej serii. Przejdę Eternal i odświeżę wspomnienia sprzed lat.
@cyberpunkowy_neuromantyk od biedy ujdzie 5/10. Masa zamkniętych pomieszczeń, gdzie musisz pokonać hordy wrogów przy małym zapasie amunicji, jakieś cyrkowe balety w powietrzu i po ścianach, zanim to ogarniesz to już masz ochotę rzucić to w pizdu. Efekty wizualne dają radę. Teraz na steamie zapłacisz 4 dyszki.
Tytuł: Hades Developer: Supergiant Games Wydawca: Supergiant Games Rok wydania: 2020 Gatunek: roguelike, RPG akcji Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 102H Ocena: 8.5/10
Mój pierwszy rougelike w życiu, zachwalany przez wszystkich Hades.
Na wstępie zaznaczę jedną rzecz, bo czuje, że ona będzie się u mnie dość mocno przewijać w ocenach - ja od małego bardzo lubię mitologię grecką i za sam setting potrafię wiele wybaczyć. I trochę tak też jest w przypadku Hadesa, ale po kolei.
Jako Zagreus, syn boga podziemi Hadesa, próbujemy uciec z domu i wydostać się na powierzchnię, jednak na przeszkodzie stają nam różni przeciwnicy - od złoczyńców do bohaterów świata antycznego. Walki uczył nas sam Achilles i to właśnie dzięki jego lekcjom, ale też wsparciu naszej rodziny z Olimpu mamy jakiekolwiek szanse w tej nierównej walce. Z każdą kolejną próbą ucieczki zdobywamy coraz to nowsze wspomagacze, które pozwalają nam zajść coraz dalej. A to są nowe talenty z lustra nocy, a to nowe zdolności komnat czy też zupełnie nowe bronie i ich aspekty. Dlatego czasem warto umierać by odblokować coś nowego.
Dzięki takiej progresji czujemy syndrom "jeszcze jednej próby" i nie raz łapałem się na tym, że miałem uciec raz, a zaraz będzie 10 próba. Gra wciąga jak bagno. Do czasu...
Zasadniczo gra ma i nie ma jednocześnie swojego końca. W pewnym momencie zamkniemy całą fabułe, ale dalej możemy się challengować, żeby podomykać inne wątki i posprawdzać nowe możliwości. Jednakże ja osobiście gre platynowałem i tutaj właśnie zaczyna się łyżka dziegciu.
Wszystko tutaj jest losowe, a RNG nie jest łaskawe. Jeżeli chcemy spotkać konkretne wydarzenie w grze to musimy liczyć na silnik, a to jest denerwujące, zwłaszcza, jeżeli oczekujesz danej komnaty z późniejszej fazy gry. Zamknięcie wątku Achillesa kosztowało mnie dobrych kilkanaście godzin (zakładałbym koło 15h), bo nie chciało mi się striggerować odpowiednie wydarzenie, a jak się striggerowało, to potem wylosowało złe dialogi, a tych nie wybieramy. Żeby nie spoilerować wyobraźcie sobie, ze musicie mieć szczęście by trafić na odpowiednią osobę, a kiedy już na nią traficie to ta osoba musi chcieć porozmawiać na konkretny temat, ale akurat pada, więc zagai o pogodzie, a potem zobaczy, że masz nową kurtkę, więc zapyta o to. Wkurza niemiłosiernie.
Gdybym skończył grę po wątku fabularnym pewnie byłoby 9.5. Nie dałbym 10 za powtarzająca się muzykę, motywy poszczególnych krain podziemia znam na pamięć, bo są zawsze te same. Jednakże w związku z problemami przy platynie zmuszony jestem odjąć 1 oczko.
Ogólnie bardzo polecam, ale sam sobie robię odpoczynek od tego typu rozgrywki na chwilę obecną. Hades 2 wjedzie, ale pewnie w przyszłym roku
Tytuł: The Settlers: New Allies Developer: Ubisoft Düsseldorf Wydawca: Ubisoft Rok wydania: 2023 Gatunek: strategia RTS Użyta platforma: PC Ocena: 5.5/10
Jako gracz pamiętający złote czasy tej serii, na powrót słynnych Osadników czekałem z wypiekami na twarzy. W końcu dostaliśmy The Settlers: New Allies. I wiecie co? Niby wszystko na pierwszy rzut oka jest okej, gra jest zdecydowanie lepsza niż ostatnie odsłony (szczerze mówiąc, chyba wszystko po kultowej "trójce" było już tylko słabsze), ale ostatecznie... gra potwornie nudzi.
Zacznijmy od plusów: gra wygląda po prostu ślicznie. Oprawa graficzna, animacje pracujących osadników, tętniące życiem wioski – to wszystko może się podobać i cieszy oko. Niestety, pod tym pięknym prześcieradłem kryje się spory zawód.
Mam nieodparte wrażenie, że ta gra miała w planach mieć znacznie więcej zawartości, ale ktoś w Ubisoft podjął decyzję, że głębsze mechaniki zostaną wydzielone do jakichś wielkich DLC. Problem w tym, że te dodatki najwyraźniej nigdy nie powstały, a my zostaliśmy z mocno okrojoną, uproszczoną bazą.
Największym grzechem New Allies jest monotonia. Kampania dla pojedynczego gracza jest w cholerę długa – i to w tym najgorszym sensie. Spokojnie mogli ją uciąć o połowę, a zaoszczędzony czas i zasoby deweloperskie przeznaczyć na to, co w Settlersach zawsze było najważniejsze: na rozbudowę ekonomii, łańcuchów produkcyjnych i zaawansowanego zarządzania.
Gdyby ekonomia miała odpowiednią głębię, to i tryb multiplayer poradziłby sobie na rynku o niebo lepiej i żył do dziś. A tak? Dostaliśmy uproszczonego RTS-a, w którym brakuje kultowego dla serii kombinowania z dostawami towarów, a rozgrywka szybko zamienia się w nudną rutynę.
Gra zaliczyła spore spadki cenowe od premiery i regularnie ląduje na dużych wyprzedażach w sklepie Xboxa czy na PC. W pełnej cenie premierowej to był wręcz niesmaczny żart. Jeśli tęsknicie za tamtym klimatem, można sprawdzić z ciekawości, ale tylko wtedy, gdy cena spadnie do naprawdę symbolicznych kwot.
Tytuł: Hades Developer: Supergiant Games Wydawca: Supergiant Games Rok wydania: 2020 Gatunek: roguelike, RPG akcji Użyta platforma: Steam Deck Czas do ukończenia: 47h Ocena: 9.5/10
Gierkę przeszedłem już raz, jako jedyna zakupiona na EGS bo była mega tania, ale zapragnąłem skonsolidować moją bibliotekę i zakupiłem również na Steam.
Przyznam, że doświadczenie pomogło zamknąć główną fabułę po 40 podejściach (gracz próbuje uciec z Hadesu i niekiedy mu się udaje, ale często ginie przed). Ciężko znaleźć mi coś równie dobrze napisanego i zagranego głosowo - przebywanie w świecie gry jest o wiele ciekawsze, kiedy zaczynamy ekscytować się rzeczami na ekranie, postacie są wielowymiarowe a poznawanie tajemnic, które drążą większość tu obecnych napędza do ponownych prób.
Tak, będziemy ginąć (chyba, że na serio jest się pobłogosławionym spoceńcem, to wtedy mniej). Za każdym podejściem zmienią się nasze bronie, bonusy, wybory... każda zakończona sukcesem próba potrwa jakieś 30-40 minut, zatem próbowanie nie jest jakieś uporczywe. Będziemy rozwijać zdolności pasywne, odblokowywać oręż a nawet dbać o wygląd i inwentarz hadesowego domu. Znajdzie się nawet chwila na zarzucenie wędki!
Serio, mało jest takich gier jak Hades w moim życiu. Cieszę się, że mogłem raz jeszcze przeżyć wjazd creditsów - teraz pogram może jeszcze trochę, ale chętnie sprawdzę dwójeczkę - po to w końcu chciałem sobie odświeżyć podstawową historię.
Tytuł: Indika Developer: Odd Meter Wydawca: 11 bit studios Rok wydania: 2025 Gatunek: indie, powieść wizualna Użyta platforma: Xbox Series X/S Czas do ukończenia: 4h 54min Ocena: 7.5/10
Kolejny nietypowy tytuł, który ostatnio ukończyłem, to INDIKA. Najprościej rzecz ujmując: to symulator zakonnicy XD. Brzmi dziwnie? Bo to jest niezwykle dziwna, unikalna i momentami bardzo niepokojąca gra. Jeśli szukacie czegoś totalnie nieszablonowego, to trafiliście pod właściwy adres.
Akcja toczy się w alternatywnej, XIX-wiecznej Rosji. Wcielamy się w młodą zakonnicę o imieniu Indika, która próbuje odnaleźć się w surowej, klasztornej rzeczywistości. Problem polega na tym, że dziewczyna nie grzeszy przesadną świętością, a w podróży (w którą z czasem wyrusza) towarzyszy jej... sam Diabeł, będący cynicznym głosem w jej głowie.
Fabuła to kawał naprawdę świetnej, intrygującej historii. Gra zręcznie miesza elementy surrealistyczne, czarny humor oraz głębokie pytania o wiarę i moralność. Całość jest jednak niezwykle ciężka i depresyjna – a sama końcówka to już w ogóle uderza w tak ponure tony, że po napisach końcowych człowiek musi chwilę posiedzieć w ciszy i przetrawić to, co właśnie zobaczył. Podczas rozgrywki miałem bardzo silne skojarzenia z Senua's Saga (kto grał, ten doskonale będzie wiedział dlaczego – ten wszechobecny motyw psychozy, głosów w głowie i ciągłego kwestionowania rzeczywistości robi tu genialną, duszną atmosferę).
Mechanicznie to przede wszystkim narracyjna przygodówka TPP z elementami eksploracji i rozwiązywania zagadek środowiskowych. Co ciekawe, gra potrafi zaskoczyć genialnymi wstawkami pixel-artowymi stylizowanymi na retro platformówki z czasów 16-bitowych, które symbolizują wspomnienia z przeszłości bohaterki. Te kontrasty między surowym, trójwymiarowym, mroźnym światem a kolorową minigrą robią niesamowite wrażenie artystyczne.
INDIKA to gra stosunkowo krótka (na około 4-5 godzin), ale tak intensywna pod kątem doznań i klimatu, że w pełni zasługuje na mocne 7,5/10. Tytuł jest dostępny na Xboxie i PC – często pojawia się w bardzo rozsądnych cenach. Dla fanów niebanalnych, artystycznych i psychologicznych doświadczeń to pozycja obowiązkowa do nadrobienia w jakiś wolny weekend.
Nie jest to tytuł dla każdego – jeśli szukacie lekkiej rozrywki, omijajcie szerokim łukiem. Ale jeśli lubicie ciężkie, depresyjne opowieści z klimatem rodem z psychologicznego thrillera (jak we wspomnianej Senui), będziecie zachwyceni tą rzymskokatolicko-surrealistyczną jazdą bez trzymanki.
Items też jest puste, jak odpytuje o użytkownika który postował na tagu i akurat trafi na stronę gdzie post z tagiem by się pojawił - odpytanie o moje posty pokazuje tylko 2 wpisy:
Przez większość czasu niestety zbyt łatwa, ale zdarzają się poziomy, które potrafią dać w kość. W szczególności końcowe, w których nie ma checkpointów, więc jeden błąd i trzeba zaczynać zabawę od nowa. Moja dziewczyna była świadkiem, jak wydawałem z siebie dziwne odgłosy pod sam koniec jednej bardzo długiej planszy albo jak rzucałem soczystą k⁎⁎wą, gdy kolejny raz skusiłem.
„Astro Bot” świetnie wykorzystuje pada do PS5, z którym po raz pierwszy miałem do czynienia. Fajnie wibruje, trochę mniej fajnie się steruje ruchem kontrolera, gdy gra jednocześnie wymaga szybkiego działania.
No i ta gra to jeden wielki „fan service”. Niestety nie znam wszystkiego, co jest związane z PlayStation, ale z nielichą radością odkrywałem znajome mi postacie przedstawione jako robociki.
Przejście wszystkich poziomów i znalezienie wszystkich robocików, elementów układanki i teleportów zajęło mi siedemnaście godzin. Zdobyłem 86% możliwych trofeów - nie jestem fanem platynowania gier, więc odpuściłem to sobie.
W dobie zalewu platformówek metroidvania rogue like łatwa platformówka to skarb, bo z popularniejszych tytułów to zostają te od Nintendo. Najlepiej jak gra ma różne tryby trudności by mozna sobie regulować samodzielnie.
W sumie to jedyny exclusive PS5 dla mnie warty ogrania
Gatunek: kooperacyjna, skradanka, dość słaby immersive sim
Użyta platforma: PC #steam
Czas do ukończenia: 4-10 godzin
Ocena: 6/10
Zacznijmy od tego, że „Thick as Thieves” początkowo miało skupiać się na rozgrywce PvPvE - gracze wcielający się w złodziei rywalizowaliby ze sobą podczas kradzieży na wspólnej mapie. Lekko miesiąc przed premierą twórcy postanowili zmienić koncepcję na solowe misje i w kooperacji. I to niestety widać.
Z kolegą nie zauważyliśmy zbyt wielu możliwości do wspólnego działania. Jasne, zbierane kosztowności lądują do wspólnej puli, tak samo wystarczy, że jeden z graczy podniesie cel misji. Jeden może odciągnąć strażnika, żeby drugi wskoczył mu na plecy i znokautował. Jednak można zapomnieć o tym, że jedna postać będzie mogła skorzystać z wystrzelonej linki przez drugą. Jest to szczególnie problematyczne przy dwóch postaciach różniących się głównymi umiejętnościami.
Na przykład kolega właśnie mógł użyć tej linki, żeby dostać się w miejsce z utrudnionym dostępem. Ja z kolei, grający drugą postacią, mogłem co najwyżej przedzierać się przez różne zabezpieczenia, które trzeba było omijać wręcz z chirurgiczną precyzją. A to najczęściej kończyło się włączeniem alarmu.
Innym przykładem takich pozostałości są chociażby kartki zostawiane po zebraniu kosztowności. Rozumiem, że w PvP mogłoby to grać na nerwach, gdy okazałoby się, że włamaliśmy się gdzieś, a zastaliśmy tam wyłącznie karteczki przeciwnika.
No i wieżyczki, które można wyłączyć, ale można także włączyć z powrotem. Po co taka funkcja w co-opie? Po nic - to właśnie kolejna rzecz, która została po planowanym trybie PvP.
Na start zostały udostępnione dwie mapy, trzy poziomy trudności oraz szesnaście kontraktów. Każda mapa ma swój zestaw głównych zadań, losowany za każdym razem, oraz właśnie wspomniane kontrakty. Zawsze są to jakieś rzeczy do podniesienia. Twórcy poinformowali, że zawartości ma wystarczyć na jakieś cztery godziny i mogę się z tym zgodzić, mimo że z kolegą nabiliśmy już osiem godzin. Cóż, nie jesteśmy aż tak dobrymi złodziejami, jak myśleliśmy - szczególnie pierwsza próba na najwyższym poziomie trudności dała nam w kość.
Największy problem jest w tym, że cele głównych zadań są zawsze w tym samym miejscu, przez co niektóre kontrakty potrafiliśmy wykonać w około dziesięć minut. Wskazówki również są chyba zawsze w tych samych miejscach, przez co po którymś razie zaczyna powiewać nudą. Gramy na zmianę na dwóch mapach, których można się nauczyć na pamięć i nie pomaga, że czasami niektóre przejścia zostały zamknięte, a innym razem są otwarte.
Nie rozumiem też, po co przy wykonywaniu kontraktu trzeba zawsze wykonać także główne misje. No i sam fakt, że po zdobyciu wszystkich wymaganych przedmiotów z głównego zadania momentalnie otwiera się magiczny portal stanowiący wyjście i nagle trzeba do niego pędzić, bo czas na to jest ograniczony do sześciu bądź ośmiu minut. W ogóle samo ograniczenie czasowe w skradance jest dla mnie dziwnym pomysłem i zastanawiam się, czy to nie następna pozostałość po trybie PvP.
Ponarzekam też na to, że alarmy nie mają tu żadnego znaczenia (ot, na chwilę zablokowane zostały przejścia i uruchomione wszystkie wieżyczki), ponieważ strażnicy bardzo szybko o wszystkim zapominają. Rozumiem, że może to być spowodowane, że gra oferuje tryb kooperacji, za to pozbawiony jest systemu checkpointów, ale razi mnie to. Tak samo jak fakt, że strażnicy nie za bardzo przejmują się ogłuszonymi kolegami. Czasem ich ocucą, innym razem całkowicie zignorują.
Plusem jest to, że twórcy słuchają graczy i wprowadzają zasugerowane poprawki. Na przykład zgłosiłem błąd, który sprawiał, że czułość myszy bardzo szalała po wejściu na drabinę. Zostało to naprawione przy kolejnej aktualizacji, bardzo szybkiej zresztą. Dodano możliwość sprawdzenia, ile czasu zostało. Najwyższy poziom trudności można teraz odblokować już po ósmym kontrakcie, a nie dopiero po ostatnim. Widać, że nie porzucili tego projektu.
Największym plusem jest cena - czternaście złotych. Wiem, że sporo narzekam w tym tekście, jednakże finalnie naprawdę dobrze się bawiliśmy z kolegą i zamierzamy przejść pozostałe kontrakty. Jasne, gra jest bardzo powtarzalna i aż sobie śmieszkujemy, że zgadnij, dokąd musimy się teraz włamać. Jasne, nie ma zbyt wielu rozbudowanych mechanik. Jasne, do wielu miejsc brakuje alternatywnych ścieżek i mocno nad tym ubolewam, ponieważ uwielbiam immersive simy. Jednakże jak za taką kwotę nie żal było spróbować i nie żałuję wydanych pieniędzy.
Mam nadzieję, że „Thick as Thieves” będzie dalej rozwijane i z czasem pojawią się nowe mapy oraz nowe mechaniki.
93 + 1 = 94 (Coś nie balngla. Musiałem sam dodawać... w piątek kurde no).
Tytuł: The Alters Developer: 11 bit studios Wydawca: 11 bit studios Rok wydania: 2025 Gatunek: przygodowa, survivalowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 28h 7min Ocena: 8/10
Po kilku mniejszych i starszych tytułach, pora na coś naprawdę świeżego i cholernie grywalnego. Na moim Xboxie wylądowało polskie The Alters od ekipy z 11 bit studios (twórców m.in. This War of Mine i Frostpunka). I powiem Wam krótko: "dobre, bo polskie"! Grało mi się w to niesamowicie przyjemnie.
The Alters to bardzo unikalny miks gry survivalowej, zarządzania bazą i eksploracji obcej planety. Wcielamy się w Jana, robotnika, którego baza rozbiła się na nieprzyjaznym globie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, jak gra potrafi genialnie "popędzić" gracza. Zapomnijcie o nudnym, bezcelowym i powolnym zbieraniu surowców, jakie znamy z wielu innych survivali – tutaj po prostu nie da się "wiecznie" siedzieć w jednej lokacji.
Nadciągające, niszczycielskie promieniowanie słońca nieustannie zmusza nas do przemieszczania ogromnej, mobilnej bazy kołowej. Autentycznie czuć tu presję czasu i permanentny "stres", że jeśli nie zbierzemy potrzebnych materiałów wystarczająco szybko i nie ruszymy dalej, to po nas. Ten mechaniczny bat nad głową sprawia, że rozgrywka trzyma w napięciu od początku do końca i nie ma mowy o nudzie.
Drugim genialnym filarem gry jest fabuła i mechanika tworzenia "alterów", czyli alternatywnych wersji samego Jana z przeszłości (opartych na jego innych życiowych wyborach). Aby przetrwać, potrzebujemy rąk do pracy – naukowców, techników, górników. Tworzymy ich więc z... samych siebie. Każdy alter ma jednak swoją osobowość, własne emocje i problemy, którymi musimy zarządzać, co tworzy niesamowity klimat psychologicznego thrillera i dramatu obyczajowego w kosmosie.
Gra od premiery zapowiadała się na hit i 11 bit studios zdecydowanie dowiozło jakość. Tytuł był dostępny od pierwszego dnia w usłudze Xbox Game Pass, co dla posiadaczy abonamentu jest wręcz darmowym biletem do jednej z ciekawszych i najbardziej oryginalnych gier science-fiction ostatnich lat. Nawet kupując ją poza abonamentem – gra jest warta swoich pieniędzy, bo oferuje unikalne mechaniki i syndrom "jeszcze jednego cyklu".
Jeśli macie Game Passa, instalujcie bez zastanawiania. Dostajemy świetny, polski survival z unikalnym pomysłem, który zamiast pozwalać na nudne błądzenie, serwuje nam kapitalny wyścig z czasem. Gorąco polecam!
Świetna gra. Gameplay to może nic nadzwyczajnego, ale koncept historii i jej wykonanie wciągają, a piosenka śpiewana przez członków załogi na koniec jednego z rozdziałów jest tym ostatnim ziarenkiem, który sprawił, że gra permanentnie chwyta za jaja i serce, i nie puszcza aż do końca.
Na stronie do generowania wpisów do #gamesmeter (https://gamesmeter.bieda.it ) na razie nie działa licznik, za co przepraszam.
Wychodzi na to, że API Hejto nie zwraca żadnych wpisów dla tagu gamesmeter, a co zabawniejsze, nie dostaniemy nic nawet jak tag gamesmeter jest dodatkowym tagiem.
@kris @ebe - czy to ja was zawaliłem za dużą ilością zapytań i wyłączyliście? Czy to jakiś bug?