Zaloguj się aby komentować
Mmm ale siadło
Plenka - Nostalgia
https://m.youtube.com/watch?v=UWb8UDgvZgM
#witchhouse #muzykaelektroniczna
Zaloguj się aby komentować
Trochę dzisiaj odpuściłem bo korciło mnie na bieg po treningu siłowym ale hamuje się- bo lepiej jutro mocno niż dzisiaj i jutro średnio.
Zrezygnowałem z rozciągania bo chcę iść szybciej spać.
#galaretkanomore
Zjedzone: 4 450 kcal
Spalone: 4 350 kcal
Kroki: 13 000
Rower: 18 km po zakładzie w pracy
Trening: push na siłowni + cable crunch
Książka: była trochę, jutro zaczynam kolejną
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Delikatny plusik kaloryczny... ale w sumie kto to wie bo szacuje, że spaliłem 1500 kcal w pracy, a całkiem możliwe, że więcej, bo mniej raczej nie.
Zobaczę na wadze za tydzień w domu.
#adelbertthemighty
Zaloguj się aby komentować
Drogie Koleżanki, Drogie Kolegi,
z racji pewnych dziwnych wypadków w #naczteryrymy, zapodaję dzisiejszą edycję::
Temat: Rzeczy jakie się nawet fizjologom nie śniły
Rymy: schować - kraje - manipulować - rozdaje
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności
Szerzysz radość z tworzenia
Piorunujesz jak najęty
Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy
Pamiętasz o tagach i społeczności
#kawiarenkazafirewallem #zafirewallem #humorobrazkowy @George_Stark @sireplama


Zaloguj się aby komentować
Te naprawdę wyglądają na bojowonastawione ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#gry #palworld #owcaspam

Zaloguj się aby komentować
433 771 - 22 = 433 749
140/1000 codziennej #medytacja z #dailytrip
#rokmedytacji
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Challenging wank brzmi lepiej niż Wyzwanie masturbatorskie XD
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
To ja no, tego. Nieco zawstydzona dziękuję za życzenia
#justhejtothings
Zaloguj się aby komentować
Będzie nowy Kapitan Bomba
#kapitanbomba
http://youtube.com/post/UgkxCLySsU0j3rZqNO8zLBj6pQH2rG79vpoI

Zaloguj się aby komentować
Jak to gdzie?! Na piwie z @AndrzejZupa w pubie 2koła
#piwo #gownowpis


Zaloguj się aby komentować
nie do konca rozumiem, co braun tam zrobil, bo glosowanie za ta poprawka bylo rozbite na 5 oddzielnych. braun glosowal przeciwko w trzech z tych glosowan, poparl tylko 2 ostatnie. ostatecznie zaglosowal przeciwko calemu raportowi. chyba dlatego, ze raport poruszal temat dalszego wsparcia finansowego ukrainy. jesli chodzi o to, ze ten smiec nie poparl calego raportu, to sie nie dziwie. ale dlaczego ten zjeb mialby glosowac tylko za 2 czesciami poprawki, to nie wiem
Zaloguj się aby komentować
#lego #nielego
Ułożyliśmy podjebkę zestawu 76401. Mam w planach większy update #niepoprawnelego, ale jeszcze nie jestem gotowy. Zresztą ten zestaw nie wchodzi w jego zakres. Ułożyliśmy go tylko pod kątem sprawdzenia czy wszystko jest. Może pójdzie na olx.
Jest łudząco podobny do oryginału ale klocki są z innego tworzywa i wydają inny dźwięk gdy się je upuści na stół. Bardziej głuchy. Pasowanie też minimalnie gorsze. Mimo tego nie ma tragedii.




Zaloguj się aby komentować
#trump #geopolityka
Najpierw odpowiedź, potem sprawdzanie.

Zaloguj się aby komentować
332 401 + 22 = 332 423
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
308 023,15 - 2,90 - 0,51 - 2,48 - 1,83 - 5,39 - 1,89 = 308 008,15
Z tego miesiąca. Zadaniowa. Pogoda nie sprzyja...
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
1043 + 1 = 1044
Tytuł: Kłopot z Zełenskim
Autor: Zbigniew Parafianowicz
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Format: audiobook
ISBN: 9788368401127
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Polscy i ukraińscy politycy oraz urzędnicy wysokiego szczebla szczerze o Wołodymyrze Zełeńskim i stosunkach polsko-ukraińskich.
Podchodziłam do tego reportażu z pewną nieufnością, opiera się on w końcu na anonimowych wypowiedziach, których prawdziwość trudno czytelnikowi zweryfikować. Jednak po lekturze widzę, że nie ma co się uprzedzać do tej pozycji jako konfabulacji. Zawarte w niej informacje to nihil novi i jak ktoś śledził politykę, ale zachował zdrowy rozsądek i nie łyknął propagandy przez długi czas robiącej z grających do własnej bramki (nie zawsze rozumianej jako racja stanu Ukrainy, częściej jako interes partii Sługa Narodu) władz Ukrainy anielski monolit zesłany przez Bozię żeby robił dobrze Polakom, to pewnie doszedł do tych samych wniosków, co rozmówcy Parafianowicza.
Jak można domyśleć się po tytule i okładce, reportaż mocno odbrązawia postać Zełeńskiego. Z wypowiedzi wyłania się obraz prezydenta jako człowieka przesiąkniętego sowieckim mentalem, każącym płaszczyć się przed tymi, którzy traktują cię jak śmiecia, a gardzić tymi, którzy traktują cię grzecznie, jeśli nie z pewną sympatią. Podkreślone zostało również, że postać „zbawcy narodu” od początku była w dużym stopniu autokreacją medialną, która w pewnym momencie wjechała Zełeńskiemu tak mocno, że wywaliło mu ego i zaczął myśleć, że będzie rozgrywał silniejszych od siebie graczy jak prezydent USA.
W obiektywny sposób autor podszedł do tematu stosunków polsko-ukraińskich widzianych od naszej strony. Dobór wypowiedzi nie faworyzuje żadnego z obozów politycznych przy jednoczesnym demonizowaniu drugiego – opisano sukcesy i fakapy zarówno obecnego, jak i poprzedniego rządu. Przy okazji ostatniej afery z odebraniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego zaczęły się w necie pojawiać głosy, że PiS jest antyukraiński, a KO nie i Tusk nigdy nie wyskalowałby sprawy w tak „hańbiący” sposób – otóż nie, wierchuszka KO ma negatywne zdanie o ukraińskich politykach, tyle, że lepiej od Zełeńskiego grają w dyplomację i nie ujawniają swojego prawdziwego nastawienia w przekazach medialnych.
Jeśli cokolwiek psuje odbiór reportażu, to trochę rozdział o lotnisku w Jasionce, który odbiega od głównego tematu i może wydawać się wciśnięty na siłę. Z drugiej strony, wypowiedzi w owym rozdziale pokazują, że NATO tak naprawdę nie traktuje nas jako równorzędnego członka, a quasi kolonię USA, do której sojusznicze wojska mogłyby bez problemu wjechać i zaprowadzić swoje porządki.
Jak już pisałam wyżej, jak ktoś podchodził do medialnej propagandy ze zdrowym sceptycyzmem, nie będzie zbytnio zaskoczony tezami stawianymi w tym reportażu, ale dla całej maści internetowych wannabe politologów to właściwie must read.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #polityka

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Ryba i Plusk
Mówili na nią Ryba, tak jak na komisarza Rybę, choć nazywała się zupełnie inaczej i żadnym komisarzem nie była. W ogóle nie miała nic wspólnego z policją – Ryba była nauczycielką.
Uczniowie lubili Rybę. Najbardziej lubili w niej to, że zawsze była pogodna. Ryba, niezależnie od aury za oknem, niezależnie od temperatury i ciśnienia, niezależnie od opadów lub ich braku zawsze była uśmiechnięta.
– Niestety, Jureczku, wykorzystałeś w tym semestrze już wszystkie trzy nieprzygotowania, wobec czego zmuszona jestem postawić ci jedynkę. – Tak na przykład w drugim tygodniu września powiedziała Ryba do Jurka Ostrowskiego, a słowa te wypowiedziała z tym swoim nieodłącznym uśmiechem, który z jej twarzy nie zniknął również i wtedy, kiedy tę, bądź co bądź zasłużoną ocenę wpisywała Jurkowi do dziennika.
– To już trzecia! – wykrzyknął Jurek.
– Tak trzecia – zgodziła się Ryba. – Trzy jedynki, a trzy to dokładnie tyle, ile lat już spędzasz w ósmej klasie – dodała, po czym wybuchnęła śmiechem. Jurek Ostrowski również się wtedy roześmiał i było w tym ich wspólnym śmiechu coś niezwykłego, coś co łączyło ich oboje, jakieś wzajemne zrozumienie i obopólna sympatia. Ryba i Jurek Ostrowski często się razem śmiali.
Tak, uczniowie lubili Rybę, a Ryba lubiła uczniów. Wśród wszystkich jednak uczniów, z którymi miała do czynienia przez długie lata swojej zawodowej kariery, Ryba szczególnie polubiła Jurka Ostrowskiego, zresztą polubiła go ze szczególną wzajemnością. To właśnie za sprawą Ryby Jurek Ostrowski, pomimo całkiem niezłych ocen z pozostałych przedmiotów, pomimo piątek z języka polskiego w klasach cztery-siedem, od dwóch lat kończył rok szkolny z jedynką na świadectwie. Niedostateczny z języka polskiego skutecznie uniemożliwiał Jurkowi ukończenie podstawówki, co nieuchronnie wiązałoby się ze zmianą szkoły, a więc również z zaprzestaniem uczestniczenia przez Jurka w lekcjach prowadzonych przez Rybę, a na to Jurek zdecydoanie nie chciał pozwolić.
Już piąty rok z rzędu, odkąd tylko Jurek Ostrowski uzyskał promocję do klasy czwartej, lekcje języka polskiego wyglądały w taki sam sposób. Zaraz po dzwonku, kiedy rozwrzeszczana hałastra dzieciaków, niesiona jeszcze ostatnimi tchnieniami przerwy, głośno zajmowała swoje miejsca w klasie, Jurek Ostrowski już stał przy biurku Ryby.
– Chciałem zgłosić nieprzygotowanie – mówił, a Ryba przez trzy pierwsze lekcje semestru wpisywała ołówkiem przy jego nazwisku „np”, a później, już długopisem, dostawiała kolejne jedynki w coraz bardziej wydłużającym się rządku.
Później Jurek Ostrowski zajmował swoje miejsce w pierwszej ławce, tuż przed biurkiem Ryby (które, z racji niedofinansowania szkoły, również było ławką, taką samą jak te uczniowskie, tylko nazywało się inaczej) i wówczas rozpoczynało się misterium. Lekcje języka polskiego nie były zwykłymi lekcjami, były czymś dużo większym. W czasie lekcji języka polskiego Jurek Ostrowski dyskutował z Rybą na wszystkie możliwe tematy. Rozprawiali o etyce, ontologii, teorii poznania i podejmowali wiele innych tematów, a ciężar tych rozmów i czynionych w nich spostrzeżeń był tak duży, że, gdyby tylko ktoś te rozmowy spisał, można by je pomylić z dialogami Platona. Tak, można było te rozmowy Jurka Ostrowskiego z Rybą pomylić z rozmowami Platona z Sokratesem, o ile tylko założyć, że ci dwaj wielcy filozofowie czytywali kiedyś Muminki.
Nie ma jednak ludzi bez wad (oprócz, rzecz jasna, Jurka Ostrowskiego) więc nawet i Ryba miała swoją przywarę. Kiedy nadchodził drugi tydzień maja, kiedy organizowany był w Zielonej Górze coroczny zjazd miłośników Ani z Zielonego Wzgórza, Ryba brała tydzień urlopu i przez całe długie pięć dni nie pojawiała się w szkole. Jurek Ostrowski cierpiał wtedy, cierpiał męki straszliwe. Męki Jurka były już wystarczająco straszliwe z powodu tęsknoty za Rybą, a ich straszliwość potęgowana była dodatkowo przez panią Orzeszkową, która Rybę zastępowała.
– Dobrze, już dobrze. Zamknij gębę i siedź tam cicho – uciszała Jurka pani Orzeszkowa głosem tak beznamiętnym jak opisy przyrody, kiedy Jurek chciał rozwinąć któryś z wątków omawianego właśnie tematu, a później pani Orzeszkowa takim samym głosem kontynuowała swój wykład aż do dzwonka, którego dźwięku, obwieszczającego uczniom koniec męczarni, często zdawała się nie zauważać. Pani Orzeszkowa gadała, Jurek cierpiał i tak właśnie wyglądał każdy drugi tydzień maja w przeciągu ostatnich pięciu lat. W tym roku zdarzyło się jednak inaczej.
Było już trzy minuty po dzwonku. Do sali, nawykowo pochylając się w drzwiach, wszedł ubrany w czerń wysoki, brodaty mężczyzna w okularach. Zwyczajny rozgardiasz, który panował w klasie dotąd, dopóki nauczyciel nie uderzył dziennikiem w swoją szumnie nazywaną biurkiem ławkę, ucichł natychmiast. Uczniowie zadarli głowy i wpatrywali się w tę postać, której pojawienie się zaskoczyło wszystkich. Mężczyzna, charakterystyczny z powodu swojego wzrostu, był znany w mieście jako cieć na obiektach wojskowych, ale od kiedy na świecie zapanował powszechny pokój i żadne wojsko nie było już więcej potrzebne, stał się bezrobotnym. Mężczyzna miał jednak swoje zobowiązania – musiał wykarmić pająki, psa i żonę, wobec czego zmuszony został do znalezienia innego zajęcia, które, w przeciwieństwie do pływania na supie, przyniosłoby mu jakieś wymierne korzyści finansowe. Wakowało w tamtym czasie wiele stanowisk nauczycielskich, z jakiegoś powodu mało kto chciał zostawać nauczycielem, mężczyzna znalazł więc swoją zawodową niszę w oświacie.
– „Czytać po polsku umiem, pisać też umiem, no to i polskiego mogę nauczać” – pomyślał, a później zrobił tak jak pomyślał. W taki właśnie sposób Marek Plusk został nauczycielem.
Marek Plusk w pełnej napięcia ciszy przemierzył salę. Przeszedł przed tablicą, ale zanim jeszcze zdążył zająć miejsce na, nazwijmy to jeszcze szumniej, ponieważ zmierzamy już do finału opowiadania, stawka powinna więc urosnąć: katedrze, przy ławce nazywanej biurkiem stał już Jurek Ostrowski.
– Chciałem zgłosić nieprzygotowanie – powiedział.
– C⁎⁎j w twoje nieprzygotowanie – odparł nauczyciel. – I tak wszyscy umrzemy.
***
#naopowiesci
#zafirewallem
***
POSŁOWIE
Wczoraj wieczorem, tak zupełnie bez przyczyny, przypomniały mi się słowa kolegi @fonfi z komentarza pod jakimś starym opowiadaniem, gdzie napisał, że (cytuję z pamięci) „ponieważ to opowiadanie w kawiarence, tylko czekałem aż gdzieś pojawi się wysoki mężczyzna z psem”. No i się pojawił. Pojawił mi się w głowie, razem z pomysłem na ten pierwszy akapit, a później to już jakoś poszło, strumień świadomości popłynął. Spisałem te rozchwiane myśli z wczorajszego wieczora w jakąś tam, mam nadzieję w miarę spinającą się całość i będziemy mieć co najmniej dwa opowiadania w przedłużonej edycji naszego konkursu. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że dawno się tak dobrze przy pisaniu opowiadania nie bawiłem.
Zaloguj się aby komentować
Mrugacie światłami innym kierowcom po minięciu mobilnej kontroli prędkości?
Z jednej strony bardzo męczy mnie obecna kultura (a raczej jej brak) jazdy. Wydaje mi się, że ludzie coraz mniej kierują się zasadami zdrowego rozsądku na drodze, czego winnym są moim zdaniem m.in. zmniejszona liczba kontroli drogowych. Uważam, że skoro ktoś łamie przepisy drogowe, to należy mu się kara. Dzielimy tę samą drogą i swoją bezmyślnością taka osoba naraża mnie i innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo.
Z drugiej strony po to są fotoradary oznakowane, aby działać prewencyjnie. Więc mrugnięcie samochodom z naprzeciwka sprawi, że kierowca zwolni i być może zwiększy to na odcinku kontroli bezpieczeństwo.
Gdy byłem mały myślałem, że mruganie to kultura drogowa. Dzisiaj nie mrugam nigdy.
Jakie jest wasze zdanie?
#policja #polskiedrogi

Zaloguj się aby komentować