Brittany Snow, aktorka znana m.in. z filmów "John Tucker musi odejść", "Lakier do włosów", "Bal maturalny" czy trylogii "Pitch Perfect". Po lewej w wieku 18 lat, po prawej w wieku 39 lat. Wygląda na to, że jej wybory stylistyczne (lub wybory jej stylistów) coraz lepiej podkreślają jej urodę.
Kurde, no bawiłam się całkiem nieźle, ale w pewnym momencie film zakręcił plot twistem i przedłużył się o 20 minut czystej akcji - dla mnie to był przesyt, jakby dać 150 procent cukru w cukrze.
Film zrobiony pod modłę komiksową w sensie realizacji, ale garściami czerpie też z kina wu xia. Trup ściele się gęsto, fajne walki, krew i krew i jeszcze raz krew.
Pewien chłopak traci rodzinę. Wychowywany przez Szamana w lesie, jest trenowany by dokonać zemsty. Głuchoniemy wojownik gdy staje się dorosły rusza na osobistą vendettę (w tej roli aktualnie ulubiony Skarsgard publiczności, czyli Bill).
Niby pulpa, niby zabawa, ale dla mnie tej akcji było za dużo - w pewnych dawkach. Fabuła nie ma aż takiego znaczenia, liczą się walki i ich realizacja, to jest akurat TOP. Moim zdaniem spokojnie można było wy⁎⁎⁎ać ten plot twist, lepsiejsze by było pójście tylko w siostrę oraz budowanie teamu. Ale to moje zdanie i nie ja kręcę filmy
Kat Dennings, aktorka znana przede wszystkim z filmów "Thor", "Thor: Mroczny czas" i "40-letni prawiczek". Jak widać na załączonych zdjęciach, podtrzymuje i stały styl, i atrakcyjną, stonowaną urodę. Po lewej w wieku 19 lat, po prawej w wieku 39 lat.
Tak sobie dzisiaj przypomniałem o tym filmie, bo Jim Carrey tam pokazał, że potrafi też grać poważniejsze role. Zaintrygowało mnie, że na Rotten Tomatoes film ma rating na poziomie 6%. Nie żeby oceny na RT miały jakikolwiek sens, ale chciałem sprawdzić czy moje wspomnienia czegoś nie przekłamały. Okazało się, że to jest całkiem fajny film.
Obsada: Omar Sharif, Catherine Deneuve, James Mason, Ava Gardner
Czas trwania: 2h 20min
Ocena: 8/10
Arcyksiążę Rudolf, następca tronu Austro-Węgier, nie kocha swojej żony, którą poślubił ze względów politycznych. Jego wypełnione hulankami życie zmienia się, kiedy traci głowę dla młodziutkiej Marii Vetsery.
Niby nihil novi, że światowe kino nie jest w najlepszej kondycji, ale że tacy "Grzesznicy" pobiją historyczny rekord oskarowych nominacji (16), tylko pokazuje jak bardzo ta forma jest kiepska. To był dobry, może bardzo dobry film, ale 16 - naprawdę? 6 bym zrozumiał, ale to brzmi jak żart.
W Oskary ogólnie mam wyjebane, ale to mnie rozśmieszyło.
@Furto film był nawet średni, odtwóczy fest, ale dobrze zrealizowany. Jeszcze ta z d⁎⁎y końcówka wepchnięta specjalnie chyba pod oskary i cyk 16 nominacji.
Pamiętam jak się krytycy żarli w latach 90 o to któremu filmowi albo twórcy spośród nominowanych należała się nagroda. Wszystkie filmy z nominowanych były "oscarowe". A teraz - temu damy 10, temu 5, tamtemu 2
Znacie jakieś filmy i książki, dzięki którym można zachwycić się miastem Rzym? Mam już na liście Słodkie życie (1960) i Wielkie piękno (2013). Książek w sumie nie mam poza przewodnikami.
Luke Bracey, znany m.in. z filmów Hacksaw Ridge i Elvis. Jeden z mniej znanych, za to dobrze (klasycznie hollywoodzko) się prezentujących aktorów młodszego pokolenia. Po lewej w wieku 22 lat, po prawej w wieku 33 lat.
Brytyjska komedia o muzyku Jacku który bezskutecznie próbuje osiągnąć jakikolwiek sukces. Gdy ma już rezygnować z jakichkolwiek prób nagle przydarza się niewytłumaczalna rzecz - na całym świecie nagle gaśnie światło, a po tym, choć świat pozornie wygląda jak zawsze wyglądał, ludzkość całkowicie zapomniała o wielu rzeczach. Nie ma juz Coca Coli, nie ma papierosów, nie ma Harrego Pottera. I nikt nie pamięta też o Beatlesach.
Historia jest dość sztampowa - Jack próbuje z pamięci odtworzyć piosenki zespołu (bo Google i wszystko inne też nie wie że był taki zespół), bardzo powoli zdobywa popularność, a potem następuje przełamanie, wszyscy się jarają, leci do Ameryki gdzie korporacje i manadżerowie już sikają w majtki. A w środku on - przytłoczony, czujacy się jako oszust, bo przecież wie że to nie jego piosenki. (później okazuje się, że parę innych osób też pamięta - ale ten wątek w sumie kończy się na tym, że się cieszą, bo koleś śpiewa piosenki co oni lubią). A w tym wszystkim jeszcze jest sztampowy wątek miłosny.
Taki przyjemny film do obiadu, trochę piosenek dla fanów zespołu. Ot takie coś, co można obejrzeć, żadna strata jak się ominie. Jest na Netflixie jeszcze dwa dni, jak ktoś by chciał
Jednym z najciekawszych newsów z całego roku 2025 był dla mnie zdecydowanie ten, że od tamtego roku, członkowie komisji przyznającej Oscary, muszą obejrzeć wszystkie filmy z danej kategorii, zanim zagłosują.
Czaicie to? Wcześniej było tak, że po prostu ktoś obejrzał tylko jeden film, uznał, że jest spoko, więc na niego zagłosował. Albo może nawet nie oglądał żadnego, ale w tym jednym gra aktorka, którą lubi, albo ten film ma fajny plakat.
Sprawiło to, że prestiż całej tej instytucji w moich oczach po prostu poległ.
Było jeszcze lepiej. Akademia składała się w większości z białych dziadków 80+, w dużej części producentów i ludzi którzy z branżą nie mieli już dużo wspólnego (członkostwo było dożywotnie). Szambo wyjebało w którymś roku, gdy wyszło w śledztwie dziennikarskim, że oni tych filmów nie oglądają, a głosują najczęściej na te, które im ktoś poleci, miały najlepszy marketing albo ordynarnie zapłaci.
w moim odczuciu cale te holywood to takie towarzystwo wzajemnej adoracji i poklepywania sie po pleckach...umawiaja sie tam na rozdawanie sobie tych nagrod i tyle.. raz ty mi raz ja tobie..
Minęło dziesięć lat od czasu, kiedy bomby atomowe zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Tymczasem Kiichi Nakajima, podstarzały właściciel odlewni nadal obawia się nuklearnego ataku a także radioaktywnego skażenia bombami atomowymi. Nakajima pragnie zabrać swoją rodzinę z Japonii i uciec jak najdalej, najlepiej do Brazylii gdzie będą bezpieczni.
Jednak jego obsesja staje się coraz silniejsza i staje się przeszkodą w prowadzeniu normalnego życia.
Teraz dopiero patrzę na obsadę i aż mnie zaskoczyło to że się pojawił Mifune - tak dobra charakteryzacja że nie poznałem go. Ogólnie troch nudził - że rozłożyłem oglądanie na dwa wieczory
Miałem ochotę by po jakichś 20 latach obejrzeć ten film. Nie powiem - nie jest to kino wysokich lotów, ale bawiłem się lepiej niż przy trzeciej części Matrixa. Nieco mieszane uczucia miałem po tym filmie, ale czego się spodziewałem.
Najlepsza w tym filmie jest ta historia z planu zdjęciowego
"I asked Michael why it was easier to train oil drillers to become astronauts than it was to train astronauts to become oil drillers, and he told me to shut the f**k up," Affleck said. "So that was the end of that talk.
@starszy_mechanik a ja tam trochę rozumiem. Ogarnięty specjalista od ciężkiej pracy ma już wyrobiony łeb, nawyki i tzw. smykałkę, której "inteligent" nie wyćwiczy zbyt szybko.
Załoga powinna się składać i z tych i z tych, aby zespół zrobił swoje - astronauci ogarniają podróż, na miejscu robole napierdalają swoją robotę
@plemnik_w_piwie a to całe mistyczne wiercenie nie polegało na puszczeniu jakiegoś robota z ładunkiem w odpowiednim miejscu? Czy mi się filmy z meteorami pomyliły
Oglądam sobie wczoraj "Osławioną" i myślę sobie, że w końcu jakiś hiczkok którego oglądam z przyjemnością a nie z obowiązku. I nagle w połowie seansu (ale refleks kurna) walnęło mnie, że to wcale nie zasługa Hitchcocka!
Alicji ojciec został skazany za zdradę przeciw USA w czasie wojny. A ona sama dostała propozycję iście szpiegowską - infiltracji naziolków powojennych w Rio. Jeden z nich to zresztą kolega jej ojca, który kiedyś smalił do niej cholewki.
Ale zanim to się stanie, nieświadoma jeszcze szczegółów zadania Alicja zakochuje się w swoim opiekunie zadaniowym, Devlinie. Ich rodząca się miłość pauzuje gdy Devlin zachowawczo puszcza kobietę w ramiona szpiegowskiego zadania.
No i miałam problem z tym filmem, w jakiej mierze jest on sensacyjny - w tym względzie chodzi o owe całe zadanie Alicji, a w jakiej mierze jest romansem - gdy przychodzi co do czego, to j⁎⁎ać naziolków a Alicja i Devlin odjadą bezpieczni i zakochani ku zachodowi słońca, czy jakoś tak.
Nie oglądało się tego źle, o ile nudzą mnie hiczkoki takie jak "Okno na podwórze" (tak, wiem, dziwna ze mnie kinomanka), to tutaj byłam wciągnięta w akcję,
W sensie aktorstwa i olśnienia z początku filmu wystarczą dwa słowa: Ingrid Bergman.
O ile Cary Grant gra bardzo drewniano - z jedną i tą samą miną ogłasza Alicji szpiegowskie gadki i wyznanie miłości, o tyle Bergman wczuwa się mocno w swoją rolę. Gdy gra pijaną Alicję naprawdę wygląda jak pijana, gdy fabuła chce nam pokazać zakochanie jej w Devie, ona nie potrafi przestać na niego patrzeć i od niego odczepić się rękoma, gdy jest zatruta to serio wygląda na chorą.
W każdym razie dzięki temu poczułam jej rozterki - rozczarowanie, że facet, z którym spędziła miłosne dni nagle bez wahania wrzuca ją w małżeństwo z naziolem, ku chwale ojczyzny.
No ale nawet piękna i utalentowana Bergman nie wrzuciła mnie do hypetrainu Hitchcocka i nadal jedynym ulubionym filmem pana Alfreda w mojej księdze filmów pozostaje "Psychoza".
Ale jakby coś, "Osławiona", byłaś blisko. Jak coś to polecam, szczególnie tym, którzy z niskim grubaskiem nie mają problemów takich jak ja (wciąż nie wiem co to za problemy, może kiedyś się dowiem).
@bishop Osławiona? No tak jak napisałam - jest wątek sensacyjny we względzie wejścia w grono nazioli, którzy mieszkają w Rio i jest wątek romansowy powiązany mocno z wątkiem sensacyjnym. Mniej taki kryminalny jak w Oknie na podwórze, ale coś tam się dzieje.
Scenariusz i gra aktorska stoją na dość przeciętnym poziomie, jednakże nie to jest najważniejsze w tym filmie, a oczywiście sceny walk. A te stoją na naprawdę wysokim poziomie i są realistyczne - w końcu w filmie wzięli udział prawdziwi członkowie Navy SEALs i SWCC, których nazwiska nie pojawiają się w napisach końcowych z powodu chęci zachowania anonimowości.
Jak zwykle po takich ruchomych obrazkach nachodzi mnie myśl, czy żołnierze powinni zakładać rodziny. Z jednej strony nie: dla żon, dzieci czy innych bliskich to na pewno stresujące, gdy ich mąż/ojciec/syn bez przerwy się naraża podczas misji i nie wiadomo, czy wróci cały czy w ogóle żywy. Z drugiej strony tak: żołnierze mają dodatkową motywację, żeby zrobić wszystko, by przeżyć.
Podziwiam też siłę charakteru. Jeden z ich kumpli mocno oberwał, a mimo to nie wpadają w panikę, tylko dalej robią swoje. Kończą misję, opatrują rannego i tyle, emocje zostawiając na później.
Podziwiam też gotowość do oddania życia za członków oddziału. Rzucenie się na granat, by przykryć go własnym ciałem, żeby pozostałym nic się nie stało, to z pewnością ogromna walka z instynktem, który prawdopodobnie kazałby schować się w bezpiecznym miejscu, o ile takie by się znalazło.
@TyGrySSek Alfred Hawthorne Hill Bardzo specyficzny człowiek, mimo, że był multimilionerem żył bardzo oszczędnie, wręcz jak biedak. Żarcie kupował w marketach, wszędzie gdzie się dało chodził z buta (chyba że ktoś inny płacił za taryfę), zaszywał dziury w ciuchach, nigdy nie posiadał mieszkania mimo, że mógłby sobie kupić luksusową willę - wynajmował dwupokojowe mieszkanie. I nie naprawił cieknącego dachu u matki bo stwierdził, że za drogo