Był na chwilę ojciec z wujasem u młodego, życzenia złożyć.
No i to bliźniaki są, i mimo 56lat nadal są bardzo do siebie podobni, jedyna większą różnica to to że wujas ma brodę a ojciec nie.
I młody jak ich widzi to ma takiego "mindfucka", że widać jak mu mózg paruje xD
Ale co jak co testy genetyczne nie są mi potrzebne żebym wiedział, że to moje dziecko. Jak dostał stuwe to tak mu się oczy zaświeciły i zaczął się cieszyć, że to dla mnie wystarczające potwierdzenie, że to mój chopok jest xD
@WatluszPierwszy polecił Myszonka, to ja chciałbym polecić serię, która wydaje mi się idealna dla dzieci w wieku jakoś 1.5-3 lat. Moje dziewczyny za nią przepadają.
Seria Zwierzątka mojego malucha składa się z kilku książeczek w twardej oprawie z twardymi kartkami. Są to krótkie opowiastki utrzymane w podobnej konwencji: zwierzątko opowiada o jakiejś rzeczy, którą robi ze swoim dziecięcym przyjacielem. Historyjki są krótkie, przyjemne, spokojne i zazwyczaj w obrębie każdej z nich powtarza się kilkukrotnie ten sam motyw (np. apetyt krówki i zjadanie przez nią różnych rzeczy). Obrazki są idealne dla małego dziecka, kolory nie są krzykliwe, wszystko jest ładnie pokazane i nie przytłacza. Tekstu na każdej stronie jest akurat tyle, że dziecko się nie znudzi i nie będzie chciało przewracać na kolejną kartkę. Polecam, zwłaszcza, że są teraz do kupienia za jakieś grosze (warto mieć wszystkie z serii).
@Piechur To jak już z takich 'rodzicielskich' czytanek polecamy to poza "Jadzią Pętelką", która już swój fejm chyba zdobyła i reklamować nie trzeba - zdecydowanie polecam serię "Misia i jej mali pacjenci" - przypadkiem trafiliśmy w bibliotece i powoli kompletujemy serię ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Są to już nieco dłuższe formy, my zaczęliśmy w okresie lvl4.
Generalnie fabuła jest bardzo powtarzalna - Misia, rezolutna dziewczynka prowadząca własną 'klinikę' i będąca weterynarzem rozumiejącym mowę zwierząt, w każdej książce trafia w inne miejsce (wakacje nad rzeką, ferie w górach, weekend w lesie) i tam każdorazowo znajduje zwierzę, wymagające pomocy, albo inną 'zagadkę' przyrodniczą. Każda książka dzieli się na kilka rozdziałów ze wspólnym tłem (jeden wyjazd), a każdy rozdział z reguły opowiada o jednym zwierzaku.
Zwierzęta i ich zachowania są bardzo rzetelnie opisane i przedstawione, wszystkie to nasze rodzime gatunki, a Misia wraz ze swoim psim przyjacielem (który swoją drogą też ma własną serię przygód ze swojego punktu widzenia), uczy dzieci empatii, miłości do zwierząt i przyrody oraz samodzielności.
Przy dłuższym maratonie męczy schematyczność, ale dzieci jeszcze tego tak nie zauważają - polecam zdecydowanie.
Książeczki o Myszonku autorstwa Rikki Jantti, to sztos. Mój młodszy syn w przeciwieństwie do starszego nie bardzo kocha tzw. słowo pisane a to właśnie te książeczki go zajarały na tyle, że chce więcej. Bohaterem każdej z opowiastek jest tytułowy Myszonek, czyli po prostu myszka. Mieszka sobie w mieście z mamą, ma swoich ziomków ze szkoły i różne zwykle, codzienne sprawy. Myszonek jedzie pod namiot, ma przygody w szkole, jedzie zbierać borówki. Książeczki z ładnymi, nieprzesłodzonymi ilustracjami. Jest też szczypta humoru. Jeśli macie dziecko w wieku 3-6 lat to idealne, ale są też książeczki z bardziej złożonymi historyjkami dla dzieci szkolnych, takich powiedzmy 7-8 lat. U nas nawet 11-letni starszy syn lubi posłuchać, bo historyjki są też dostępne w wersji audio.
Na pewno znasz, ale polecam tą serię. Z niejasnych przyczyn nigdy (od kiedy powiedzmy mam "pełnię świadomości) nie byłem zbytnio zainteresowany tytułami typowo "dla dzieci". Lubię historię do tej pory.
Ten mem jest jak zraza wołowa robiona przez moją babcię. No jest cudowny w smaku, rozpływa się w ustach, pachnie i jest przyjemnością dla oka. Jedynie przez te ilości tłuszczu, łoju i smalcu jest cholernie ciężkostrawny i boli mnie od niego brzuch.
@Zarieln Noo.. kolejny bliski znajomy, który nie wiedział z kim się zadaje. Jakby może spojrzał w udostępnione akta to by mu się przypomniało. Pytanie tylko czy lubił młodsze jak trump czy raczej starsze, czyli >16. Banda zwyroli.
Yes, from the 1960s to the 1980s, the South Korean government actively promoted vasectomies as part of national family planning policies, and in some instances, this included incentives that could be used by men to fulfill or navigate military-related obligations, such as exemptions from certain reserve forces training
.
Here are the details regarding this policy and its context:
Family Planning Policies (1960s–1980s): During a time of rapid population growth, the government pushed for lower birth rates with campaigns like "Let's have only 2 children and raise them well."
Incentives: To encourage compliance, the government offered incentives, including reduced surgery fees and, in some cases, exemptions from military reserve training for men who underwent voluntary sterilization.
Target Population: The policy was targeted at married people with children, including army reservists.
Mass Participation: By the end of 1987, over 1 million men had participated in the government-supported, free-service sterilization program.