#bookmeter

171
4518

1278 + 1 = 1279


Tytuł: Zakulisowe umowy, które zmieniły świat

Autor: Jacques Peretti

Kategoria: reportaż

Format: e-book

Ocena: 7/10


Nie powiem, ale temat mnie skusił. Spodziewałem się, tego co tam będzie. Nie jakaś szuria, a coś a la spisek żarówkowy. Dobra dziennikarstwa robota, gdzie autor rozmawiał z osobami, którzy byli na spotkaniach, które miały i mają nadal przyłożenie na świat. Na przykład ceny zbóż kształtowane przez korpo a Arabska Wiosna. Takich powiązań zwłaszcza w finansach jest sporo. Kryzys z 2008 roku przewija się dość często. Takie jedno równanie, co zarabiasz właściwe nie wiadomo, od czego też jest. Jak i chciwość.


Prywatny licznik: 102/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

0a8e9a16-c80b-40b1-a1fe-1d663f4a257c

Zaloguj się aby komentować

1277 + 1 = 1278


Tytuł: Witajcie w księgarni Hyunam-Dong

Autor: Hwang Bo-reum

Tłumaczka: Dominika Chybowska-Jang

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

ISBN: 9788383612294

Liczba stron: 416

Ocena: 5/10


Nie ukrywam, że przez reportaż „Głód” potrzebowałem przeczytać coś bardziej przyjemnego w odbiorze. Dlatego zdecydowałem się na „Witajcie w księgarni Hyunam-Dong” i był to strzał w dziesiątkę - to powieść, którą określiłbym mianem „komfortowej”. Spotkałem się też z zaklasyfikowaniem jej do gatunku „healing” - co było dla mnie czymś nowym i co dodatkowo zachęciło mnie do lektury. Po przeczytaniu rozumiem, dlaczego otrzymała taką etykietę. 


Yeong-ju, główna bohaterka, była zmęczona pracą w korporacji oraz swoim związkiem. Postanowiła rzucić wszystko i otworzyć małą księgarnię - wydaje się spełnieniem marzeń (sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię), mimo że początki nie należą do najłatwiejszych. Do tego stopnia, że właścicielka księgarni odstraszała potencjalnych klientów, siedząc sama i nieco użalając się nad swoim losem. Z czasem jednak poznaje przyjaznych ludzi i wszystko zaczyna się układać. Aż za bardzo.


Warto odpowiednio podejść do tej powieści. Fabuła wydaje się trochę naiwna i trzeba zawiesić niewiarę w niektóre sytuacje, które spotkały główną bohaterkę, żeby czerpać przyjemność z historii. No ale wydaje mi się, że o to właśnie chodzi - że czytanie o wychodzeniu obronną ręką z mniejszych i większych problemów ma pocieszać, oferować nadzieję, że w naszych życiach, o ile z czymś się w danym momencie zmagamy, sprawy też mogą zostać poukładane. 


Brak tutaj niespodziewanych zwrotów akcji, brak mrocznych sekretów i tajemnic, za to jest tutaj sporo przemyśleń głównej bohaterki, które niekiedy męczą. To jednak prosta, niewymagająca lektura, raczej nie stymulująca umysłowo. Ot, czyta się to tak, jak ogląda jakiś sitcom.


Powieść oferuje także zaznajomienie się z niektórymi zwyczajami południowych Koreańczyków, co mi się spodobało. Nie ma tego wiele, ale stanowi fajne urozmaicenie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta

4306eee4-11e1-464e-a0e5-545956af076d

(sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię)

No to do dzieła. Mnie drażni czasem to, że wieczorem średnio jest gdzie wyjść, jeśli nie ma się ochoty na alkohol. W Krakowie, gdzie czasem bywam, jest kilka kawiarnio-księgarni i to są za⁎⁎⁎⁎ste dla mnie miejsca z klimatem. Sprzedaż książek papierowych raczej rosła nie będzie, ale dzięki takim miejscom czytanie, zwykle czynność raczej wykonywana w samotności, nabiera aspektu społecznego i moim zdaniem takie miejsca mają przyszłość. Do tego jakieś cykliczne kluby książki i ludzie będą przychodzić, nawet jeśli kawa będzie droga, no z czegoś całość trzeba utrzymać. Trzymam kciuki, że kiedyś Ci się uda.

Zaloguj się aby komentować

1276 + 1 = 1277


Tytuł: Stukostrachy

Autor: Stephen King

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383911847

Liczba stron: 640

Ocena: 5/10


Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie – Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom


Zapowiadała się fajnie, natomiast wymęczyła mnie. Mogłaby być spokojnie o 1/3 krótsza, bardzo wolno akcja się rozkręcała. I tak jak King zazwyczaj fajnie opisuje psychologicznie wszystkich wieśniaków z zadupia w stanie Maine, tak w tej pozycji nie czułam tego czegoś - połowa postaci była dla mnie wypełniaczem. Na + małe smaczki nawiązujące do innych książek, takie easter eggi


Generalnie historia o tym że ludzie tracą zęby i zbierają baterie


#bookmeter

e8143703-a283-4306-a816-470965bbc5b6

Zaloguj się aby komentować

1275 + 1 = 1276


Tytuł: Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

Autor: Zach Weinersmith, Kelly Weinersmith

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Insignis

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368352153

Liczba stron: 573

Ocena: 10/10


Książka autorów "Jakoś wkrótce" przedstawia spojrzenie na kwestię kolonizacji kosmosu przez ludzkość i po co właściwie to robić. Przechodzi po kolei przez kwestie takie jak czy to w ogóle jest potrzebne, co już ludzkość osiągnęła w kwestii podboju kosmosu, techniczne podejście do kolonizacji, czy można się przygotować na kolonizację kosmosu już na Ziemi zanim cokolwiek wyślemy i moja ulubiona część aspekt prawny całego podboju kosmosu i kolonizacji. Jest tu masa informacji na temat sfery prawnej, traktatów i ustaleń międzynarodowych. Jest to niesamowicie interesujący temat i niezbyt często poruszany. Czy w kosmosie można zrobić nowe państwo? Czy surowce z kosmosu są wspólne czy jakiegoś państwa? Co inne państwa na to że Kolumbia na wpisane w konstytucji, że należy do nich segment orbity geostacjonarnej?


Wszystko to jest mega ciekawe. Sporo spraw i pytań, które mogą wyniknąć podczas potencjalnej kolonizacji kosmosu. Większość była już poruszana na Ziemi podczas interesowania się obszarami Antarktydy przez różne państwa albo kwestii dna morskiego.


Rysunki jednego z autorów nie są nachalne, język książki nie stara się być wyluzowany na siłę. Stan wiedzy jest na 2023 rok ale biorąc to, że prawo międzynarodowe nie zmieniło się bardzo przez te kilka lat to książka nie zestarzała się wcale. Szczerze polecam i nawet gdybym nie dawał każdej książce 10 to ta dostałaby faktycznie 10.


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #miastonamarsie

2f58dd17-846d-4ccc-9fe8-ba7069ad0227
owczareknietrzymryjski userbar

@owczareknietrzymryjski W najnowszej Polityce przeczytałem wywiad z autorami tej książki. Już wtedy wpisałem sobie ten tytuł do kolejki. Dzięki za recenzję, tylko utwierdza w przekonaniu, że książkę po prostu muszę przeczytać.

Zaloguj się aby komentować

1274 + 1 = 1275


Tytuł: Konopielka

Autor: Edward Redliński

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: e-book

Liczba stron: 228

Ocena: 9/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5015799/konopielka


Latko się kończy, a wraz z nim sezon na chłopomanię. Ale nie u mnie, bo pewnie będę dalej sięgać po chłopoksiążki. Jedną z nich, dość mocno polecaną, jest właśnie "Konopielka". Jeżu, czemu ja nie sięgnęłam po to wcześniej?


W dużym skrócie, "Konopielka" jest opowiedziana z perspektywy Kaziuka (Kazimierza Bartoszewicza, ale znanego wszystkim jako Kaziuk Kyrielejson) — polskiego chłopa ze wsi odciętej od świata, gdzie wszystko toczy się od lat tak samo. Doi się krowy, idzie po drewno do lasu, dzieli się izbę z kurami. Kaziuk i jego rodzina są świadkami wiekopomnego wydarzenia: otóż do wsi zawitują inżynierowie i nauczycielka, którzy chcą wprowadzić do ich wsi Taplary elektryczność i szkolnictwo. Książka ukazuje reakcje mieszkańców miejscowości na te innowacje, jednocześnie przedstawiając ich kontrastującą z nowoczesnością mieszczuchów kulturę, tradycje, wierzenia i zwyczaje.


A przy tym... jest to książka, przy której czasem głośno wybuchałam ze śmiechu. Jako że napisana jest z perspektywy Kaziuka, to narrator mówi jego chłopskim językiem. Jest tu ogromny ładunek komediowy, jest i kiedy momentami popłakać, jest też mowa o "palcu w dópie" i o kobiecie, która "chyba rozum wysrała za stodołą". To jedna z niewielu książek-komedii, która tak bezpośrednio mówi o niektórych sprawach chłopów — intymności, załatwianiu swoich potrzeb, podejściu do śmierci — jednocześnie nie odbierając im w tym godności.


Na zachętę cytat:


A bober? Toż to rybak! Łapał ryby, a szed Pan Bóg za dziada przebrany, prosi: daj rybe mnie biednemu. A rybak klepnoł sie po dópie: o, tu dla ciebie ryba, darmozjadu, mówi i piernoł. I od razu jemu rybięcy ogon wyrasta i sierść, i odtąd bobry w wodzie kisno i popierdujo z zimna.


Absolutne złoto.


Prywatny licznik (od początku roku): 42/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #klasyka

98b2eac8-7dad-4220-ae25-ed61a60c9ce8
Wrzoo userbar

Przypomniałeś mi ten tytuł i tak mnie mile wspomnienie naszło, że w robocie odpalilam audiobooka i poniedziałek dobrze minął


W podobnym stylu jest jeszcze pamiętnik oficera armii czerwonej Piaseckiego. Moje dwie ulubione szyderki.


Ma ktoś jeszcze jakieś polecajki?

Zaloguj się aby komentować

1273 + 1 = 1274


Tytuł: The Fountainhead

Autor: Ayn Rand

Kategoria: filozoficzna, dramat społeczny

Wydawnictwo: Penguin Fiction

Format: martwe drzewo

Liczba stron: 750

Ocena: 7/10


Przeczytałem w tym roku dwie powszechnie hejtowane książki, to jedna z nich. Wziąłem, bo kiedyś czytałem Anthem i było spoko. Do tego wszedłem all-in, bo kupiłem papier (co rzadko mi się zdarza jeśli chodzi o pisarzy, którzy nie nazywają się Vonnegut), więc jak ktoś spojrzy na mój regał to pomyśli, że kuc.


Książka jest podzielona na cztery części, mniej więcej po 200 stron, drobnym drukiem. Dodajmy do tego, że proza Ayn Rand to literacki odpowiednik tarki (podobno pisała tak, bo chciała, żeby zwykli prości ludzie byli w stanie zrozumieć jej filozofię) i nie zdziwicie się pewnie jak powiem, że jej przeczytanie zajęło mi prawie pół roku.


Historia zaczyna się od dwóch młodych ziomeczków, Petera Keatinga i Howarda Roarka. Obaj zaczynają właśnie karierę jako architekci. Wiele ich różni, ale mimo to utrzymują jakąś tam relację.


Keating to dziecko szczęścia, właśnie skończył studia architektoniczne z wyróżnieniem, wszyscy go lubią, a jeśli chodzi o robotę to jego jedynym zmartwieniem jest wybranie jednej prestiżowej firmy architektonicznej, w której chce zacząć pracę. Jednak jak każda znacząca postać w tej książce jest pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty, tylko to wychodzi później. Poza tym pierwsza część książki jest nazwana jego imieniem, więc wiemy, że teraz jest najważniejszy. Do czasu.


Roark studiował na tym samym kierunku, ale wyleciał, bo ciągle się kłócił z wykładowcami. Do tego odludek, Peter to właściwie jedyna osoba, z którą utrzymuje znajomość. Peter to także jedna z niewielu osób, która dostrzega jego talent. Uważa, że wygląd budynków powinien wynikać z ich funkcji czy cuś. Ogólnie typ, z którym raczej nie chcielibyście pracować. Jak można się domyślać typ jest uosobieniem tego, w co autorka wierzy. I taka ciekawostka, Donald Trump kiedyś powiedział, że jest jak Roark.


Czy to dobra książka? No, jeśli damy radę przeżyć prozę to fabuła jest solidna (przynajmniej jeśli przyjmujemy perspektywę, że śledzimy losy bandy pojebów, jeśli jesteś jednym z tych dziwnych ludzi, co musi lubić postacie w książce to nie wejdzie). Dialogi też fajne (z monologami gorzej). Do tego Rand od czasu do czasu walnie taką sentencję, że chciałoby się powiesić na łóżkiem. Końcówka trochę naciągana, ale ta książka w końcu powstała, żeby pokazać światu jaka to libertariańska filozofia jest fajna. Tak, że jak ktoś się czuje na siłach to można przeczytać. Ja pewnie kiedyś wezmę się za Atlas Shrugged, ale ta podobno jest jeszcze toporniejsza, więc chyba nieprędko.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #aynrand#fountainhead

7cfee50f-e5fd-415e-b60c-becab2c4ab4a

@maly_ludek_lego jeśli ktoś patrzy na książki pod kątem tego, której opcji politycznej się podobają to fakt hejtu mnie nie dziwi. Ja doceniam kunszt autorki, rozbudowane postacie, klimat, fabułę i przekaz książki.

Zaloguj się aby komentować

1272 + 1 = 1273


Tytuł: Miecz przeznaczenia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNowa

Format: audiobook

Liczba stron: 318

Ocena: 8/10


Zbiór zawiera następujące opowiadania: Granica możliwości, Okruch lodu, Wieczny ogień, Trochę poświęcenia, Miecz przeznaczenia, Coś więcej.


Drugi zbiór opowiadań okazał się bardziej osobistą podróżą Geralta, a także swoistym manifestem systemu wartości otaczającego go świata. Tematyka i forma bardziej zróżnicowana od Ostatniego życzenia, które mimo niezależnych przygód wydało mi się wyjątkowo spójne.


Stanowiące trzon Granicy możliwości filozoficzne dyskusje dotyczące tolerancji, wolności, moralności dłużyły mi się jak w filmach Tarkowskiego. Okruch lodu to rozterki miłosne rodem z Mody na sukces niegdyś oglądanej z zamiłowaniem przez moją babcię. W Wiecznym ogniu Sapkowski wraca do tonu przygodowo-żartobliwego, natomiast Trochę poświęcenia to opowieść zarówno bardzo emocjonalna, jak i trzymająca w napięciu. W tym momencie byłem gotów dać 7/10, ale Sapkowski najlepsze zostawił na koniec i świetne opowiedział zarówno Miecz przeznaczenia jak i majstersztyk w postaci Coś więcej, także końcowe wrażenie okazało się bardzo pozytywne.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #wiedzmin

fdac0594-5bb4-4aa6-afff-384f71fbc3ec

- Geralt!

Wiedźmin odwrócił się od konia, błyskawicznym, zwinnym ruchem. I pobiegł na spotkanie. Yurga patrzył urzeczony. Nigdy nie myślał, że człowiek może poruszać się tak szybko.

Spotkali się na środku podwórka. Popielatowłosa dziewuszka w szarej sukieneczce. I białowłosy wiedźmin z mieczem na plecach, cały w czarnej skórze lśniącej od srebra. Wiedźmin w miękkim skoku, dziewuszka w truchciku, wiedźmin na kolanach, cienkie rączki dziewuszki dookoła jego szyi, popielate, mysie włosy na jego ramieniu. Złotolitka krzyknęła głucho. Yurga objął ją, bez słowa przygarnął do siebie, drugą ręką zebrał i przytulił obu chłopców.

- Geralt! - powtarzała dziewczynka, lgnąc do piersi wiedźmina. - Znalazłeś mnie! Wiedziałam! Zawsze wiedziałam! Wiedziałam, że mnie odnajdziesz!

- Ciri - powiedział wiedźmin.

Yurga nie widział jego twarzy ukrytej w popielatych włosach. Widział ręce w czarnych rękawicach ściskające plecy i ramiona dziewczynki.

- Znalazłeś mnie! Och, Geralt! Cały czas czekałam! Tak okropecznie długo... Będziemy już razem, prawda? Teraz będziemy razem, tak? Powiedz, Geralt! Na zawsze! Powiedz!

- Na zawsze, Ciri.

- Tak, jak mówili! Geralt! Tak, jak mówili... Jestem twoim przeznaczeniem? Powiedz! Jestem twoim przeznaczeniem?

Yurga zobaczył oczy wiedźmina. I zdziwił się bardzo. Słyszał cichy płacz Złotolitki, czuł drganie jej ramion. Patrzył na wiedźmina i czekał, cały spięty, na jego odpowiedź. Wiedział, ze nie zrozumie tej odpowiedzi, ale czekał na nią. I doczekał się.

- Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej.

Ile razy bym tego nie czytał, zawsze rozmontowuje mi szyszynkę na atomy. Na atomy, na atomy, na atomy!

Zaloguj się aby komentować

1271 + 1 = 1272


Tytuł: Pewien mężczyzna

Autor: Keiichirō Hirano

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-07-03521-5

Liczba stron: 332

Ocena: 6/10


Pewien mężczyzna poznaje młodą kobietę po przejściach i bierze z nią ślub. Niedługo później ginie podczas wypadku w pracy i okazuje sie, że nie był tą osobą, za którą się podawał, a wszystko co opowiadał o swojej przeszłości było owszem prawdą, ale przydarzyło się komuś zupełnie innemu.


Adwokat wdowy rusza w poszukiwaniu prawdy i powoli zaczyna dochodzić do tego kim był zmarły i co popchnęło go do zmiany tożsamości. Zastanawia się przy tym czym właściwie jest tożsamość i jak przeszłość wpływa na teraźniejszość, sam bowiem jest zainichi, koreańczykiem, ktorego rodzina od wielu lat mieszka w Japonii. Japończycy nie lubią zainichi i dają im to odczuć, są dyskryminowani i wytykani palcami, nieodpowiednie nazwisko może przysparzać kłopotów podczas szukania pracy czy nawet uniemożliwić poślubienie ukochanej osoby.


To książka, która mogła powstać tylko i wyłącznie w Japonii. Nigdzie indziej na świecie, tylko tam. Nie mówię tu tylko o problemach, które Japończycy tworzą sobie na własne życzenie, trzęsieniach ziemi czy specyficznych rozwiązaniach prawnych, które pochodzą z czasów feudalnych, no ale wiadomo, są najlepsze na świecie, nie ma po co ich zmieniać, ale też o narracji prowadzonej w specyficzny sposób, który nie zawsze jest łatwo odczytywalny.


Największym minusem książki, oprócz nieco irytującego głównego bohatera, jest nagromadzenie w niej tysiąca problemów poruszających opinię publiczną bez porządnego zajęcia się którymkolwiek.

Czytelnik nie wie pod koniec czy czytał książkę o zainichi, o obowiązkach wobec rodziny czy o karze śmierci.


Nie polecam więc jakoś szczególnie.


#bookmeter #ksiazki

58cc1584-2a86-4f79-92f2-b432065e737a

Zaloguj się aby komentować

1270 + 1 = 1271


Tytuł: Rzeźnia numer pięć

Autor: Kurt Vonnegut

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10


Prywatny licznik: 21/30


Książka opisująca okropieństwa drugiej wojny światowej, będąca w jakiejś części wspomnieniami autora, który przeżył bombardowanie Drezna. Napisana dobrym językiem i niektóre scenki nawet mi się podobały. Jednak główny pomysł książki, który zrobił z niej lekkie sci-fi, kompletnie nie trafił w mój gust. Przerzucanie czytelnika co chwilę w czasoprzestrzeni, to w tył, to w przód, to w kosmos, to na Ziemię, zniszczyło mi immersję i odebrało przyjemność z obcowania z tym dziełem.


#bookmeter #dwanascieksiazek

c44dfba8-bd7f-4299-abca-0cc470da16bf

Zaloguj się aby komentować

1269 + 1 = 1270


Tytuł: Lizbona. Miasto, które przytula

Autor: Marta Stacewicz-Paixão, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak

Kategoria: Podróżnicze

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380323742

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10


Jako że, za dwa miesiące lecimy do Lizbony na kilka dni, chciałam sprawdzić coś czytelniczo o tym mieście. Trochę ciekawostek i kultury tutaj zaznajomiłam. Najciekawsze fragmenty, to w sumie krótkie wywiady z często Polakami, którzy mieszkają w Portugalii od X czasu i przedstawiają swój punkt widzenia pod kątem odmienności kulturowych które ich zastały przy przeprowadzce tutaj. Sporo też jest fotek. Parę punktów do zobaczenia/knajp zapisałam sobie na przyszłość.

Trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to przewodnik turystyczny, a bardziej sentymentalna podróż autorek książki po zakątkach Lizbony.


#bookmeter #ksiazki

77a85d62-122a-42a8-b481-ff13c08f4289

Zaloguj się aby komentować

1267 + 1 = 1268


Tytuł: Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści

Autor: H.P. Lovecraft

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788377311578

Liczba stron: 792

Ocena: 9/10


Z braku laku i pomysłu na wybór kolejnej książki do przerobienia, wybór padł na absolutnego klasyka. Standardowo, o każdym tekście tego zestawienia napiszę co nieco (albo trochę więcej), a ogóle odczucia przedstawię na koniec.


"Dagon" - na temat samego utworu nie mam właściwie nic do powiedzenia, choć mgliście kojarzę pewne sceny, ale skąd? Nie mam pojęcia.


"Ustalenia dotyczące zmarłego Arthura Jermyna i jego rodu" - niby króciutkie, ale zwięźle nakreśla niefortunne dzieje kilku pokoleń pewnego rodu, którego to problemy zaczęły się po wizycie jednego jego przedstawiciela w Kongu. Dosyć szybko odkrywamy szokującą prawdę, która tytułowego bohatera - jak dowiadujemy się na samym początku - skłoniła do samobójstwa, a wszystkich innych do wymazania jej z pamięci i kartotek.


"Wyrzutek" - lekko przewrotne oraz jednocześnie przewidywalne i zaskakujące.


"Muzyka Ericha Zanna" - nic specjalnego, ot, przypadkowe natknięcie się na ekscentryczną i zaszczutą osobę mającą dostęp do okienka wychodzącego na niepojętą grozę.


"Szczury w murach" - w dużym skrócie: skomplikowana sytuacja dziejów pewnego rodu. Sam zainteresowany - ostatni jego przedstawiciel - na początku nie przykładał do tego większej wagi, ale po śmierci syna, z braku laku, postanowił zająć się tymi sprawami.


"Święto" - nic godnego naniesienia na wirtualny papier.


Generalnie powyższe teksty w ogóle nie zapadają w pamięć, później na szczęście sprawy prezentują się znacznie lepiej.


"Zew Cthulhu" - jedno z najsłynniejszych opowiadań, swoją drogą słusznie. Jest krótsze niż się spodziewałem i na tych 30 stronach mieści wszystko, co potrzebne - w odpowiednich proporcjach. To tutaj zaczyna się zamiłowanie autora do stosowania motywu "ktoś, już choćby w najmniejszym stopniu zainteresowany konkretnymi zagadnieniami, odkrywa zapiski swojego przodka lub po prostu innej osoby, która starała się zatrzeć fakt ich istnienia. Zagłębiając się w szczegóły, odkrywa pradawne i niepojęte maluczkim umysłem tajemnice, powoli doprowadzające do złamania jego ducha i umysłu". Pomimo wspomnianej niewielkiej objętości, otrzymujemy kilka solidnie nakreślonych warstw tajemnicy, gdzie z każdym kolejnym krokiem odkrywamy nowe poziomy starego dobrego bluźnierstwa.


"Przypadek Charlesa Dextera Warda" - zastosowano tutaj mniej standardowe rozwiązanie, mianowicie pierwszy rozdział to chronologicznie zakończenie tej historii, natomiast wszystkie kolejne stanowią bogate przedstawienie wydarzeń, które do niego doprowadziły.

Drugi osadzony jest w XVIII-wiecznym Providence i skupia się na działaniach zapomnianego przodka tytułowej postaci, przy czym wszystkie ukazane w nim wydarzenia oparto na informacjach zaczerpniętych z listów, wycinków gazet, spisanych wspominek i innych tego typu relacji, wydartych zapomnieniu dzięki mozolnym poszukiwaniom. Kolejne traktują o długich dociekaniach doktora rodziny bohatera, mających na celu odkrycie źródła postępującego zdziwaczenia tegoż. Zaczyna się oczywiście standardowo - od młodzieńczego zafascynowania - później następuje punkt krytyczny, który pozornie wydaje się niezbyt istotny, ale z perspektywy czasu to on odpowiada za wprowadzenie kostek domina w ruch; dalej przechodzimy do przeprowadzania coraz to bardziej niepokojących eksperymentów (choć z biegiem czasu lepszym określeniem byłyby obrzędy), do występowania budzących grozę zjawisk, wpływania na osoby postronne, aż wreszcie do nadejścia niepojętego. Autor świetnie buduje napięcie, bogato opisuje napotykane zjawiska i następujące zdarzenia oraz, co najważniejsze, stopniowo i z wyczuciem przeprowadza nas przez odkrywające nowe szczegóły szaleństwa śledztwo doktora.

Strony kończące ostatni rozdział stanowią faktyczne zamknięcie historii poprzez rzucenie na wydarzenia z pierwszego rozdziału nowego światła. Na trop tego twistu (choć nie jego formy) można w pewnym momencie wpaść, jednakże jego wykonanie i zamknięcie historii stanowią idealny przykład satysfakcjonującego zrealizowania "chłodnej pewności i profesjonalizmu". Jest to bezapelacyjnie najlepszy tekst tego zbioru i tylko na zdrowie wychodzi mu większa objętość, pozwalająca na bogate przedstawienie wydarzeń i zarysowanie tła.


"Kolor z innego wszechświata" - przytłaczający i obrazowy opis stopniowego, dosłownego rozpadu pewnej farmy w okolicach Arkham oraz jej mieszkańców. Pokazuje przy tym, jak wpierw przywiązanie lub przyzwyczajenie, potem upór, aż wreszcie bezsilność i otępienie potrafią w pewnych sytuacjach doprowadzić do rzeczy okropnych.


"Zgroza w Dunwich" - ten tekst jakoś nie zwalił mnie z nóg. Ot, standardowa, zabita dechami mieścina, do której mało kto waży się zapuszczać jest świadkiem narodzin dziwnej istoty - na poły ludzkiej, na poły "jakiejś" - z biegiem czasu przejawiającej niewytłumaczalne cechy, która to okazuje się ledwie zwiastunem okropności i koszmarów, które dopiero tytułowe miasteczko nawiedzą.


"Szepczący w ciemności" - tutaj z kolei mamy do czynienia z licznymi, odnotowywanymi na przestrzeni wieków, przesłankami o istnieniu dziwnych, pochodzących z odległych gwiazd, a może i spoza znanego wszechświata, potworach, których to aktywność zaczął badać Akeley mieszkający niezmiernie blisko terenów rzekomego występowania wspomnianych poczwar. Znaczna część tego utworu to albo dosłowne listy wymieniane między Akeley'em a narratorem, Wilmarthem, albo ich streszczona i sparafrazowana wersja. Nadaje to tym fragmentom pewnej nierzetelności (co swoją drogą później nabiera znaczenia), gdzie niby otrzymujemy informacje z pierwszej ręki, bezpośrednio od zainteresowanego, ale z drugiej strony nie jest to rozmowa twarzą w twarz. Dopiero pod koniec autor wyprowadza bohatera z domu, a samą akcję wprowadza z kolei na bardziej dynamiczne tory. Bardzo dobra pozycja.


"W górach szaleństwa" - na początku zapowiadało się znakomicie: spora ekspedycja na Antarktydę, wpierw statkiem, potem składanymi samolotami (taki to był rozmach przedsięwzięcia). Klimat surowy, atmosfera jeszcze nie tak gęsta, cel wyprawy raczej przyziemny: odwierty i pobranie próbek. Odkopane jednak zostaje coś sprzecznego z wszelką wiedzą ludzką; prowadzi to do zupełnej reformy założeń wyprawy - spora część ekipy wyrusza w inne rejony. Tam dokonuje się jedno fantastyczne odkrycie za drugim, atmosfera w istocie zaczyna się już zagęszczać, aż wreszcie kontakt z ekipą się urywa. Na miejsce wyrusza mniejsza grupa, w skład której wchodzi narrator i odkrywają przyczynę milczenia, ale nie jego bezpośrednie źródło. Potem rozpoczyna się kolejny epizod, którego początki faktycznie wprowadzają w zdumienie, później jednak niezmiennie się on ciągnie, nawet jeżeli wyjaśnia sporo rzeczy, a do tego w dużym stopniu poszerza szeroko pojętą mitologię autora. Fragment ten może nie tyle nie spełnia oczekiwań, co po prostu nie stoi na takim samym poziomie co, nazwijmy ją, część "ekspedycyjna". Na wzmianę zasługuje fakt, że bohater wspomina krótko o Wilmarthcie z poprzedniego utworu.


"Widmo nad Innsmouth" - bodaj nigdy nie czułem takiego napięcia przy czytaniu. Atmosfera bezpośredniego zagrożenia jest oczywiście obecna w niektórych utworach tego zbioru, ale tutaj wprowadzona została ona na inny poziom. Pomimo świadomości tego, że narrator przeżyje (zaznaczone na początku, jak to u Lovecrafta), w żadnym stopniu nie wpłynęło to na jakość wrażeń. Zakończenie zaskakujące i różne od innych w tym zbiorze: bohater nie tyle zdecydował się mówić, co uległ niepojętemu. To właśnie na tym utworze bazuje luźno (i przewrotnie, mając na uwadze tytuł) "Call of Cthulhu: Dark Corners of the World".


"Cień spoza czasu" - utwór mający z "W górach szaleństwa" ten wspólny element, że bohater w pewnym momencie przemierza przestrzenie opuszczonego od eonów miasta istot, które zamieszkiwały Ziemię na długo przed pojawieniem się choćby pierwszych praprzodków ludzi. Nawet jeżeli ten aspekt zrealizowano w sposób bardziej wciągający niż w ww. tekście, a obcy - Wielka Rasa - zostali solidnie opisani i głęboko wpleceni w fabułę, etapowi "przygotowań i eksploracji" zdecydowanie brakuje rozmachu i uczucia badania prawdziwie nieznanego tak, jak miało to miejsce w "Górach". Z podobieństw można również wymienić serwowanie informacji poszerzających wiedzę o kosmicznej mitologii.


"Nawiedziciel mroku" - bardzo dobre. Nawiedzony kościół, przeklęty artefakt, bluźniercza sekta, pozakosmiczna bestia. Jak to często bywa u Lovecrafta, zakończenie historii poznajemy na samym początku, a dopiero dalej dowiadujemy się, jakie ciągi wydarzeń do niego doprowadziły. Atmosfera zagubienia - dosłownego i przenośnego - jest tutaj gęsta, warunki ATMOSFERYCZNE także dokładają swoje 3 grosze do budowania nastroju, no i wreszcie elementy nadprzyrodzone dopełniają obrazu niepokojącej opowiastki.


Słowem wstępu do zakończenia powiem tak: parodystyczne pasty czytane w czasach gimnazjum w jednym nie kłamały - wszystko jest plugawe, bluźniercze i obmierzłe. Na uznanie zasługuje praca tłumacza, gdyż świetnie oddał nie tyle styl czasów, w których Lovecraft pisał - jak wytłumaczono w posłowiu, swoją drogą bardzo dobrym, bogatym w informacje i konteksty - a raczej styl bardziej zamierzchły i jednocześnie dżentelmeński. Trzeba zauważyć, że pewne - memiczne i jednocześnie kultowe w odniesieniu do autora - słowa i zwroty dosyć często się powtarzają, ale nie przeszkadza to w czytaniu, a wręcz przeciwnie - potęguje kreację i oddziaływanie atmosfery. Muszę też przyznać, że sporo motywów, zagrań czy rozwiązań nosi w wielu tekstach znamiona leciutkiego recyklingu, ale, zupełnie szczerze, wcale mi to nie przeszkadza. Niezmiennie do coraz gwałtowniejszego śmiechu doprowadzała mnie swoją prostą barwnością obecność w niemal każdym utworze wzmianki o "«Necronomiconie» szalonego Araba Abdula Alhazreda"; w tej powtarzalności jest coś przewrotnie komicznego.


Zbiór zdecydowanie polecam. Komu? Każdemu, a zdecydowanie (szok) fanom horroru, którzy jakimś sposobem jeszcze się z tym autorem nie zapoznali, miłośnikom archaicznego, acz bardzo przyjemnego w odbiorze stylu oraz ew. osobom pragnącym sprawić sobie detoks po bardziej bezpośrednich przedstawicielach gatunku, kipiących obrzydliwymi opisami i sprośnymi rytuałami; tutaj wszystko jest pod tym względem "bezpieczne", jakkolwiek by to słowo nie brzmiało w odniesieniu do autora.

Nie ukrywam też, że w swoim czasie z chęcią zapoznam się z ilustrowanymi wersjami poszczególnych opowiadań


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #lovecraft #hplovecraft #cthulhu #vesper #ksiazkicerbera

67a90e48-5e1b-4933-81a6-c109397e15de

@Cerber108 Oj nie mogę się zgodzić co do "Gór Szaleństwa" - w mojej opinii to jedno z najlepszych opowiadań Lovecrafta, a klimat jest tam wyjątkowo duszny

Zaloguj się aby komentować

1266 + 1 = 1267

prywatny licznik: 41/52


Tytuł: Biurowiec

Autor: Jerzy Afanasjew

Kategoria: satyra

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

Liczba stron: 128

Ocena: 4/10


Mała książeczka po brzegi wypełniona króciutkimi opowiadaniami, jest ich tu na oko z kilkadziesiąt sztuk. Po szybkim przejrzeniu spodziewałem się jakichś humoresek, ale zostałem z dziwnymi treściami z pogranicza absurdu, fantastyki, groteski i cholera wie czego jeszcze. Łącznikiem większości opowiadań są sprawy biurowe a bohaterami zazwyczaj szarzy urzędnicy niższych stopni. Sporo opowiadanek jest na jedno kopyto - naszemu biurokracie albo przydarzają się jakieś zaskakujące przygody, albo sam zaczyna się nietypowo zachowywać i zamienia się w coś - zwierzę, przedmiot czy jakąś roślinę. Klimat mocno melancholijny, dużo tekstów traktuje o niedopasowaniu społecznym, wyobcowaniu i monotonii wykonywanego zajęcia. 


Dziwen, ale jeśli się wam gdzieś trafi to można zerknąć, lektura nie zabierze zbyt dużo czasu. Dodatkowy plus za ciekawe ilustracje Kazimierza Wiśniaka.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

d516465f-c2db-464f-a0d8-48a150552a33
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

1265 + 1 = 1266


Tytuł: Przebudzenie Lewiatana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 570

Ocena: 7/10


Pierwszy tom cyklu Expanse to przede wszystkim wiarygodnie i ciekawie skonstruowany świat. Przyszłość zarazem odległa jak i niedaleka. Brak technologii międzygwiezdnej, ale już częściowo skolonizowany układ słoneczny oraz początki ery postludzkiej. Nie jest to górnolotne filozoficzne twarde sci-fi, a raczej opera kosmiczna nastawiona na akcję i dynamiczny rozwój wydarzeń. Bardzo przyjemnie się czytało.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

bdd3e1c5-3d87-4fb4-932a-78befd891dab

Zaloguj się aby komentować

1264 + 1 = 1265


Tytuł: Szóstka wron

Autor: Leigh Bardugo

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

ISBN: 9788367023641

Liczba stron: 496

Ocena: 6/10


Wybierając książkę do czytania zauważyłem że już długo nie czytałem nic fantasy. Chwilę poszperałem w zapisanych tytułach i wybór padł na Szóstkę Wron. Wysokie oceny były dosyć zachęcające. Zaciekawiło mnie też że jest to książką young adult. I w sumie chyba nigdy nie czytałem nic z tego nurtu, a że mentalnie nadal jestem nastolatkiem to cóż szkodzi spróbować xD O matko jak się pomyliłem.

Fabuła książki jest prosta jak drut. Pewien gang zostaje wynajęty do odbicia z więzienia człowieka który zna recepturę narkotyku który w znaczący sposób zwiększa możliwości magów z tego świata. Jak się łatwo domyśleć ekipa składa się z sześciu osób. A więzień znajduje się w najbardziej strzeżonej i oczywiście nigdy nie zdobytej twierdzy na północy.

Coś czuję że moje pierwsze spotkanie z young adult będzie moim ostatnim xD Książka była by pewnie lekko bardziej strawna gdyby bohaterowie byli ludźmi w adekwatnym wieku. Wszyscy bohaterowie mają pomiędzy 16-18 lat. I to tak strasznie zgrzyta że aż mnie zęby bolą. Nastolatkowie którzy zachowują się jakby byli starymi wyjadaczami. Szef bandy planujący o krok przed wszystkimi, poruszający się o lasce 17 latek. Oczywiście tajemniczy i niedostępny. Dwie bohaterki w wieku 17 lat zdążyły już być pracownicami burdelu, w tym jedna jest legendarną zabójczynią w mieście. Najstarszy 18 latek też już zdążył być oficerem a od roku siedzi w miejscowym więzieniu gdzie walczy z różnymi zwierzętami na arenie. Czujecie ten klimat xD. No nie byłem w stanie brać tego na poważnie. I tak jest we wszystkim. Żeby dostać się do twierdzy wystarczy wskoczyć do transportu więźniów, bezproblemowa ucieczka z celi, a później Żydowski sposób na ucieczkę czyli przez komin i już możemy brykać po całej twierdzy. Albo następna rzecz. Twierdza z której należy odbić chłopa należy do ludu takich wikingo-niemców którzy pragną czystości ludzkości i nie tolerują magów. Oczywiście. No i raz w roku mają święto gdzie zaprzysięgają nowych kadetów w centrum twierdzy gdzie znajduje się święte drzewo. Są wtedy takie jakby dni otwarte gdzie wpuszczani są goście. No i jak myślicie kogo zaproszono żeby robiły za damy do towarzystwa dla wyższych oficerów? No przecież oczywiste że burdel z miasta naszych bohaterów w którym pracowała jedna z bohaterek xD Jak to zostanie wykorzystane przez ekipę nie będę podpowiadał bo zaskoczenia tu nie ma.

Tak czytam i czytam i myślę sobie: co tu się odpierdziela? Skąd te oceny? Wchodzę w komentarze na lubimyczytac i sprawa się wyjaśniła. Zachwycone są młode dziewczyny. Okazuje się że nie ja jestem targetem. No ale czy to znaczy że można wyłączyć myślenie?

Z plusów trzeba powiedzieć że czyta się całkiem dobrze więc nie jest to całkowita droga przez mękę. Akcja kończy się cliffhangerem i mamy następna książkę ale raczej nie skorzystam.


Osobisty licznik: 16/30


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

f3341280-8bf6-44dc-b0a1-7d3e48c9e13a

Nazwijcie mnie mizoginem, ale jeżeli pod postem dot. danej książki, np. na FB komentarze płci żeńskiej stanowią 90% całej puli, to mamy do czynienia z książką tego właśnie typu. Stosuję się do tej metody i zrobiłem od niej wyjątek tylko raz: dla "Wampirzego cesarstwa", które było do zgarnięcia w ŚK za grosze. No i co? Metoda miała rację - straszny kupsztal.

Zaloguj się aby komentować

1263 + 1 = 1264


Tytuł: Cyberiada

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Literackie

Format: książka papierowa

Liczba stron: 508

Ocena: 8/10


Kolejna książka Lema odhaczona. Nie spodziewałem się, że to będzie taka ciężka lektura do czytania. Jest to abstrakcja zachęcająca do przemyśleń. Dwa ostatnie opowiadania to mistrzostwo jak dla mnie.


#bookmeter #ksiazki

2e8882af-600d-4f14-af4e-ba93b279b19c

Zaloguj się aby komentować

1262 + 1 = 1263


Tytuł: 1968. Czołgiem na Czechosłowację

Autor: Tadeusz Oratowski

Kategoria: historia

Format: e-book

Ocena: 7/10


Spojrzenie młodego tankisty na "udzielenie bratniej pomocy" w 1968. Książka, a raczej taka mini biografia to też jak wyglądały nastroje w społeczeństwie (Marzec ’68) i wojsko w tym okresie. Zarówno uzbrojenie jak i ludzie. Autor "fali" nie stosował. Miał z podwładnymi całkiem dobre stosunki, ale problemów z ludźmi z wyrokami, czy alkoholem to nie uniknął w wojsku. Sama interwencja przebiegła w sumie bez problemów dla Polaków. Jest opis, w jaki sposób Ruscy przeprowadzili operację "Dunaj" oraz w jaki sposób Czesi stawiali opór już po zajęciu przez wojska UW miejsc docelowych. Taka prosta historia żołnierza.


Prywatny licznik: 101/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

5cf0e38b-c43a-4a28-a7cd-6c1681a15c56

Zaloguj się aby komentować

1260 + 1 = 1261


Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945

Autor: Alicja Balcerzak

Kategoria: książka popularnonaukowa

Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury

Format: papierowa

ISBN: 978-83-8365-087-6

Liczba stron: 291

Ocena: 8/10


Prywatny licznik 16/50


W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.


Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.


#bookmeter #bapitankombaczyta #ksiazki #historia #herstoria

c1118837-82b3-4836-8acc-75e630117ece

Ostatnio modne jest wyłuskiwanie historii kobiet. W podobnym duchu jest książka Wypędzone Helene Plüschke, która zawiera kilka historii kobiet ze Śląska. Jedynie opowieść hrabiny jest pisana i redagowana po latach, co powoduje że jest najsłabsza z całego zbioru. Ale pozycja warta uwagi

Zaloguj się aby komentować

1259 + 1 = 1260


Tytuł: Central American and Caribbean Air Forces

Autor: Dan Hagedorn

Kategoria: militaria, wojskowość

Format: e-book

Ocena: 6/10


Dotrwałem do końca. Łatwo nie było, bo to w sumie opis co, gdzie i kiedy było na stanie w poszczególnych krajach. Istna mieszanka amerykańskiej produkcji z nutką myśli sowieckiej i brytyjskiej. Przeważają P-51 i F4U. Niestety autor nie pokusił się opis działań lotnictwa, np. podczas wojny futbolowej. Tak jest opis niemal encyklopedyczny. Całość ratuje spora liczba fotografii. A no i tekst jest w dwóch kolumnach obok siebie na jednej stronie, co utrudnia czytanie.


Prywatny licznik: 100/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

f4b166d2-2d4b-4b3e-a4dc-aaa3e48f6a75

Zaloguj się aby komentować

1258 + 1 = 1259


Tytuł: Bezpieczeństwo sieci firmowej. Kontrola ruchu wychodzącego

Autor: Marek Serafin

Kategoria: informatyka, matematyka

Format: e-book

Ocena: 7/10


Proxy w kilku smakach. Open source, czy płatne. Konfiguracja, blokada pobierania exe i stron phishingowych. Jest też pi-hole. Autor wszystko tłumaczy razem ze screenami.


Prywatny licznik: 99/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

dec5a7b7-a02b-46b6-9c31-dbad6bb66a41

Zaloguj się aby komentować

1257 + 1 = 1258

prywatny licznik: 40/52


Tytuł: CEO Slayer

Autor: Marcin Przybyłek

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 392

Ocena: 7/10


Polska rok 2048. Technika i medycyna poszły sporo do przodu. W powszechnym użyciu mamy robotycznych domowych służących czy egzoszkielety. Niestety, światem władają korporacje, powszechnie wyzyskujące szeregowych pracowników. Banki bezkarnie okradają ludzi a producenci leków aby podkręcić sprzedaż wpędzają ich w choroby. Pojawia się jednak tajemniczy mściciel, który niczym batman przemierza nocną warszawę i wymierza sprawiedliwość dyrektorom korporacji, sprawiając każdemu bezpardonowy wpierdziel. Bardzo się to wszystkim podoba, opinia publiczna, nawet policja są po jego stronie, jedynie rzeczone korporacje nie są zachwycone atakami na swoich menadżerów. Sprzymierzają się zatem i wynajmują prywatną detektyw, która zrobi wszystko aby odszukać "wryjwalca", zwłaszcza że za robotę ma obiecane 300k eurasów.


Bardzo lubię Przybyłka, uważam go za niezłego futurologa, ma chłop nieliche przygotowanie i sporą wiedzę na różne tematy. Jego saga o Gamedecu to jedna z lepszych wizji przyszłości jaką czytałem, tym ciekawsza że bardzo prawdopodobna, choć nieco przerażająca. Tutaj niestety nie ma tego rozmachu, jest jednak trochę słabiej. Mimo to świat jest fajnie przedstawiony, mamy ciekawe gadżety, bohaterowie z krwi i kości, poprawnie opisani. Tylko fabuła pod koniec nieco się rozpływa. 

Dla fanów cyberpunka w polskich realiach, lekka, łatwa i przyjemna lektura, taki trochę kryminał w przyszłości. Lekko naciągana 7


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

c6d927ef-13a5-4271-bd6f-720f2ce357ec
trixx.420 userbar

@trixx.420 Gamedec był fajny w pierwszym tomie. Później, kiedy przepoczwarzył się w space operę jakoś ciężko mi się to czytało. Może gatunek nie dla mnie.

Ale sam Autor to bardzo ciekawa osoba.

Zaloguj się aby komentować