Prosta, mroczna historia, w której bloger wpada na trop tajemniczych wydarzeń w słowackich górach i stopniowo popada w obsesję, a im bliżej sil nieczystych, tym więcej szaleństwa.
Trochę to oklepane, zabrakło realizmu w zachowaniach bohaterów, by dało się to śledzić z dużym zaangażowaniem. Literacko też nie dzieje się tu na tyle dużo, żeby można było dać się pochłonąć klimatowi, brak również jakichkolwiek zaskoczeń.
Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.
„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.
Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.
Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.
Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
Na wstępie chciałem zauważyć, że za pisanie takich książek powinno się autora kilka razy publicznie wybatożyć! I to nie dlatego, że seria obniżyła poziom albo coś nielogicznego stało się ulubionym bohaterom. Dlatego, że nie wolno, nie wolno! pisać po jednym tomie raz na kilka lat i zostawiać ludzi z tyloma nowymi wątkami, tak wielką ilością pytań i takim oczekiwaniem.
To jest zdecydowanie najlepszy z sześciu tomów. Każda strona niesie coś nowego, każda ma w sobie jakiś potencjalny zwrot akcji. Nie brakuje wzruszeń i scen, które powracają długo po przeczytaniu ostatniej strony. Pojawiają się, jak już wspomniałem, nowe wątki, na szczęście autor nie zapomina o ciągnięciu i domykaniu tych, które otworzył uprzednio. I na szczęście idzie w zupełnie inną stronę, niż można było oczekiwać. Każde trącenie wątku z poprzednich tomów to niespodzianka.
Będę z olbrzymią niecierpliwością czekał kolejne lata na następny tom.
@Cerber108 Tak, to, że krótkie to boli bardzo w sercu. Ale ja jestem wielkim fanem tego autora i uniwersum i co jak co, ale krótszą książkę (i cenę) akurat mogę wybaczyć.
Jak cała seria mi się podoba to mam problem z zakończeniami, że są dla mnie jakieś takie nijakie. Nawet teraz, po miesiącu od przyswojenia audiobooka nie mogę sobie przypomnieć jakie było zakończenie i co z niego wynikało. Pamiętam, że fabuła była super, że dobrze się bawiłem, ale zakończenie? Podobne odczucia miałem co poprzedniej części.
Ostatnia ze "starszej" części książek, czyli piąta w serii. Robi się zdecydowanie mrocznie i poważnie. Już nie jesteśmy na etapie hulania po stepach albo w górach i przeżywania (wspaniale opisanych!) przygód przypominających opowieści płaszcza i szpady. O nie, teraz wchodzimy w zdecydowanie cięższe klimaty, wpychamy się pomiędzy pradawne legendy i domagamy uwagi.
Nijak nie można było się spodziewać po pierwszych tomach, że historia zaprowadzi nas tutaj, ale ani razu nie żałowałem.
Dom Wydawniczy REBIS wyda następną książkę historyczną. "Bogowie Polski" Szymona Zdziebłowskiego ukażą się 2 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 352 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak wyglądały świątynie wznoszone nad Wisłą tysiące lat przed powstaniem państwa polskiego? Czy chrześcijaństwo rzeczywiście jest najdłużej wyznawaną religią na naszych terenach? Jakich bogów czcili pierwsi Słowianie?
Szymon Zdziebłowski rzuca wyzwanie powszechnym przekonaniom i proponuje czytelnikom fascynującą archeologiczną podróż po świecie dawnych wierzeń, rytuałów i zapomnianych bóstw. Wyprawa zaczyna się ponad 100 tysięcy lat temu, a kończy na próbie zrozumienia religii wczesnych Słowian. Czytelnik pozna zdumiewające artefakty i obiekty, takie jak wizerunki „Wenus” sprzed kilkunastu tysięcy lat, gigantyczne konstrukcje ziemno-drewniane starsze od egipskich piramid (tzw. polskie Stonehenge) oraz sensacyjne figurki starożytnych bóstw i amulety.
Bogowie Polski to lektura dla każdego, kto chce zrozumieć tożsamość mieszkańców tej części Europy. To opowieść o tym, że już nasi przodkowie żyjący tysiące lat temu zastanawiali się nad sensem życia i poszukiwali wsparcia w sferze duchowej.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Słuchajcie! Właśnie dotarła do mnie nagroda od kolegi @fonfi za wygraną w poprzedniej (XXV) edycji zabawy #naopowiesci, bo nie wiem czy Państwo wiecie/pamiętacie, ale za każdą wygraną w tej zabawie kolega @fonfi wysyła nagrodę książkową (taką w budżecie 100PLN, więc jest w czym wybierać).
Pytacie jaką książkę zażyczyłem sobie ja?
Troszkę ponad miesiąc temu, kolega @Whoresbane poinformował w tym wpisie, że wydawnictwo REBIS zapowiada dodruk książki Dziedzic Kaladanu ze świata Diuny. A że akurat tej książki mi w kolekcji brakowało, to padło właśnie na ten tytuł.
Ja wiem, że książki pisane przez panów Briana i Kevina to takie fanfiki. Ja wiem, że są bardzo nierówne - jedne lepsze a inne (delikatnie mówiąc) gorsze. Ja to wszystko wiem. Ale i tak je przeczytam i chcę mieć wszystkie na półce, bo a) nerwica natręctw, b) grafiki Siudmaka
A przy okazji, jako że w kolekcji brakowało mi nie tylko Dziedzica ale w ogóle całej Trylogii Kaladanu, to już całkiem sam domówiłem sobie dwie pozostałe. I tym sposobem, do skompletowania wszystkich książek z uniwersum Diuny, brakuje mi już tylko 4 z 26 (chyba, że coś przeoczyłem).
W każdym razie chciałem powiedzieć, że kolega @fonfi do solidny Tomeczek. Polecam tego hejtowicza!
PS.
Przy tej okazji pozwolę sobie w imieniu kolegi @fonfi przypomnieć, że trwa właśnie XXVI (słownie: 26) edycja, której "tematem" jest: Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i…
Gorąco zachęcam do wzięcia udziału. Nagroda czeka!!!
Mam problem z tą książką. „Państwo Hitlera” jest reklamowane jako nowatorskie, sensacyjne spojrzenie na narodowy socjalizm Hitlera. W zasadzie tak jest. Książkę można podsumować w paru zdaniach: Niemcy podczas II wojny światowej byli skurwielami, a to że ubierali się lepiej od trepa Saszki z Irkucka nie sprawia, że należy ich stawiać wyżej. Tak samo kradli i mordowali. W całej Europie.
Książka jest poświęcona ekonomii III Rzeszy. Götz Aly wyjaśnia, dlaczego gospodarka Niemiec mimo wojny zdołała się utrzymać, a Niemcy zaślepieni ideologią i nakarmieni kosztem całej okupowanej Europy do końca wojny popierali Hitlera. Tu właśnie pojawia się problem, od którego zacząłem ten wpis. Aly podaje bardzo dużo danych statystycznych, cytatów, przykładów. Nie jest to książka łatwa w lekturze, bo tak duży zbiór danych nuży. Czy mimo to odradzam przeczytanie tej książki? Właściwie nie, bo ta książka po prostu jest potrzebna do zrozumienia ekonomii III Rzeszy, który odgrywał bardzo dużą rolę w polityce Hitlera. Autor (Niemiec) nie bawi się w eufemizmy i mówi wprost: Niemcy żyli w dobrobycie, bo w sposób masowy i systematyczny mordowała i grabiła Europejczyków, byle tylko przejąć ich majątek. Ideologia nazistowska odgrywała pewną rolę w tym mechanizmie, ale wielu Niemców było konformistami, którzy mając wymówki o "ostatecznych rozwiązaniach" czy "przestrzeni życiowej" po prostu dokonywała skurwysyństw, byle tylko zapewnić sobie i rodzinie lepsze życie.
No ale czemu napisałem, że "właściwie" należałoby przeczytać książkę? Problem polega na tym, iż polskie wydania tejże potrzebnej książki są niestety niechlujne Ja czytałem (zdaje się najnowsze) IV wydanie z 2023 roku. Książka nie miała porządnej redakcji w ostatnim wydaniu. Nie jestem purystą językowym, sam robię sporo gaf, ale nie popełniam tak powszechnych błędów i nie mówię bądź piszę "a mianowicie" (w książce to obrzydlistwo pojawia się kilkadziesiąt razy). Staram się być konsekwentny i jak piszę o Göringu to zawsze pamiętam o umlaucie (w książce obok poprawnej formy zdarzyło się przeczytać o "Goeringu". Rozumiem, jak jedna osoba dokona wpadki. Ale ta książka miała tłumacza, redaktora i ukazała się parokrotnie - nikt przez ten czas nie zauważył tego, nie zgłosił wydawcy błędu?). Wreszcie szlag mnie trafił, jak przeczytałem cytat "Rafaela Lemkina" z 1994 roku. Primo - RAFAŁA, ten wybitny prawnik był Polakiem pochodzenia żydowskiego. Secundo - Lemkin był prawnikiem polskim i amerykańskim, jeśli jego imię miało być z angielskiego to powinno brzmieć "Raphael". Byłby to błąd, ale dający się usprawiedliwić. Tertio - Lemkin zmarł w 1959 roku... Wypowiedź Lemkina pochodziła z 1944 roku. Niby czepianie się, bo 1944 i 1994 wyglądają podobnie, ale jest to rażący babol, coś jak napisanie, że konferencja w Wannsee odbyła się w 1924, no bo 24 i 42 łatwo pomylić... Przez takie niechlujstwa językowe i merytoryczne książka traci. A strata jest tym większa, gdy ma się przed sobą CZWARTE WYDANIE. Naprawdę wydawcy nie mogli zadbać o to, by przed kolejnymi wydaniami nanieść potrzebne poprawki merytoryczne i językowe?
Jak ktoś interesuje się historią II wojny światowej to powinien przeczytać tę książkę. Ale niech zapozna się z oryginałem w języku niemieckim albo spróbuje przeczytać inne tłumaczenia. Polskie wydania niestety leży i dlatego moja prywatna ocena jest tak niska. Polski wydawca umieścił tę książkę w tzw. Złotej serii. Złoto okazało się być tombakiem.
@cremaster No właśnie nie, w języku polskim obowiązuje zasada, że słowa obcojęzyczne zapisywane w alfabecie łacińskim piszemy zgodnie z oryginałem. Dlatego mamy Hermanna Göringa, Slobodana Miloševicia czy też Françoisa Mitterranda, a nie Goeringa, Miloszevicia/Miloszewicia czy też Francoisa Mitterranda.
Oczywiście nie czepiam się, jak ktoś upraszcza zapisy nazw własnych na forum, w prywatnym mailu czy też w notatce, nie wymagam od wszystkich, by kopiowali litery niewystępujące w języku polskim. Ale inna sytuacja dotyczy książki kierowanej do tysięcy czytelników, gdzie trzeba zadbać o ortografię. Gdyby chociaż "Goering" był stosowany konsekwentnie, machnąłbym ręką przyjmując, że redaktor tak zdecydował. Ale pisanie raz o Göringu, a raz o Goeringu traktuje wyłącznie jako rodzaj niechlujstwa, który obniża wartość jest potrzebnej książki
Nie wiem, co ma w sobie ten autor, ale wszystkie jego książki wciągam jak odkurzacz i bawię się przy tym świetnie.
Od pierwszych stron książka nie zostawiają złudzeń - będzie ciężko, duszno i bardzo mrocznie. Cosby wrzuca nas w świat małego, amerykańskiego miasteczka, gdzie główny bohater - syn marnotrawny, powraca do domu rodzinnego, gdy jego ojciec (właściciel krematorium) trafia do szpitala. Okazuje się, że sprawy w domu mają się nieciekawie, a jego młodszy brat wpadł po uszy w długi zaciągnięte u lokalnych wataszków. Na domiar złego siostra wdała się w romans z żonatym policjantem półgłówkiem.
Roman próbuje trzymać się z dala od przemocy i przeszłości, którą dawno chciał zostawić za sobą. Problem w tym, że przeszłość bardzo szybko się o niego upomina. Zostaje wciągnięty w układ z lokalnym półświatkiem, na którym nie może wyjść dobrze i zmuszony do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Zaczyna schodzić coraz głębiej w świat, z którego kiedyś próbował uciec.
Najbardziej uderza klimat - ta książka jest czarna. I to naprawdę czarna. Czarniejsza niż Snape w nowej ekranizacji Harrego Pottera. Cosby świetnie buduje wielokulturowe środowisko, w którym funkcjonują bohaterowie. Czuć ciężar miejsca, historię, uprzedzenia rasowe, napięcia społeczne, konflikty między organizacjami - to nie jest tylko tło, ale coś, co aktywnie wpływa na każdą scenę i każdą decyzję.
Autor bardzo dobrze prowadzi fabułę w kierunku nieuniknionej katastrofy. To nie jest historia o tym, czy coś pójdzie źle - tylko kiedy i jak bardzo. Bohater, chcąc chronić siebie i swoich bliskich, wpada w spiralę decyzji, które tylko pogarszają jego sytuację, a policja śledzi każdy jego krok. I właśnie to poczucie braku wyjścia działa najmocniej.
Świetnie wypada też warstwa emocjonalna. Strach o własne życie, napięcie wynikające z presji otoczenia i świadomość, że każdy krok może być tym ostatnim - wszystko to jest bardzo namacalne. Cosby nie daje czytelnikowi chwili oddechu i konsekwentnie prowadzi historię w stronę coraz większego ciężaru.
To jeden z tych thrillerów, które nie tyle opowiadają historię, co budują doświadczenie - mroczne, gęste, tłuste jak krew i ulotne jak popiół ze spalonego ciała. Na książkę trzeba było poczekać 2 tygodnie, bo tyle opóźnienia miała premiera w stosunku do planowanej daty, ale zdecydowanie było warto. Jeden z lepszych kryminałów jakie czytałem, choć momentami lekko naiwny, do czego przyzwyczaił nas autor w poprzednich książkach. Ale mi to nie przeszkadza, bo dostaję starcie inteligentnego gościa walczącego o życie rodziny, z mafią, w której niemal każdy jest słabym ogniwem i tylko czekamy, aż się zerwie z łańcucha.
Książka zalicza #wyzwaniagoodreads - Community Picks w ramach Spring Challenge.
@saradonin_redux moze nie wszystko, ale faktycznie sa naprawde mocne momenty - zwlaszcza pierwsze 4 ksiazki to mocny strzał ktory zmienił u mnie conieco
Prószyński i S-ka wznowi dzieło duetu Stephena Kinga i Petera Strauba. "Talizman" w księgarniach od 28 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 944 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Dwunastoletni Jack Sawyer wyjeżdża z matką – chorą na raka aktorką – z Kalifornii do opustoszałego miasteczka letniskowego w New Hampshire. Nie chce dopuścić do świadomości choroby matki. Chłopiec poznaje dozorcę wesołego miasteczka, który wyjawia mu zdumiewającą prawdę. W równoległym do naszego świecie, zwanym Terytoriami, Dwójniczka jego matki, Laura DeLoessian, również jest śmiertelnie chora. Tylko Jack może uratować obydwie kobiety, jeśli pójdzie na drugi koniec kontynentu, gdzie w groźnym, pełnym zła czarnym hotelu znajduje się Talizman o uzdrawiającej mocy. Jego wyprawa ma jeszcze bardziej doniosłe znaczenie, niż sobie pierwotnie wyobrażał.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pierwsza polska biografia kultowego zespołu The Smiths. Zespołu, który zawsze ceniłem, ale nigdy nie byłem miłośnikiem ich twórczości. Pewnie miał na to wpływ wybitnie wkurzający mnie Morrissey a sytuacji nie ratował nawet sympatyczny i utalentowany gitarzysta Johnny Marr. Do lektury zachęciło mnie to, że książkę napisał Polak, Maciej Koprowicz a nie zniechęciło mnie nawet to, że związany jest zawodowo m.in. z miesięcznikiem "Teraz Rock" czyli najbardziej boomerską i dziaderską gazetą o muzyce jaka kiedykolwiek wychodziła w tym kraju. Jednak Koprowicz to młody chłop, wiedzę o muzyce posiada sporą a poza tym jest oddanym fanem The Smiths. Co więc dostajemy? Ano solidną, w miarę zwięzłą ale nie pozbawioną fajnych smaczków i ciekawostek historię zespołu Morrisseya i spółki. Autor wywiązał się z zadania bardzo dobrze. Uniknął fanowskiego tonu i pisania z poziomu ugiętych kolan. Zgrabnie wybrał cytaty z piosenek i wypowiedzi muzyków dzięki czemu udało mu się pokazać niełatwą historię Kowalskich z wielu perspektyw. Widać, że przekopał się przez masę materiałów prasowych, książek i publikacji w internecie. Na koniec, jako bonus dostajemy rozdział o wpływie The Smiths na polskie zespoły i muzyków. Kawał solidnej roboty.
Johnny Marr jest jednym z moich ulubionych gitarzystów, w czasach tego całego hairmetalu, graniu jak EVH czy inny Malmsteen chłop zdecydował że nie będzie używał przesteru, a ścianę dźwięku zbuduje nagrywając kilka śladów z tymi swoimi chorusami czy innymi efektami.
Nie mieści mi się w głowie jak to jest mieć 19 lat i napisać taki riff jak Charming Man. Jest to jeden z nielicznych kawałków na gitarze który tłukłem godzinami i umiem w miare poprawnie zagrać, jezu jak tam każdy akord fajnie przechodzi w drugi, jakie to satysfakcjonujące
W 2025 roku z inicjatywy Fundacji iatelier oraz Magazynu "Biały Kruk" powstał nowy projekt publicystyczny: Emarginacje. Ideą było stworzenie miejsca dla publicystyki poświęconej współczesnej literaturze popularnej. Dla artykułów, dyskusji, przemyśleń, kłótni i dygresji. Czegoś, co nie będzie akademicką analizą, zbiorem sponsorowanych reklam ani zwykłym stwierdzeniem "podobało mi się/nie podobało".
Brakowało nam miejsca, gdzie można by publikować dłuższe teksty o literaturze, nie skupiające się na recenzjach najnowszych pozycji, tylko z możliwością refleksji i zastanowienia się nad tendencjami, pomysłami i tym, jak zmieniają się książki i czytelnictwo na przestrzeni lat.
Pierwszy tom, "Dlaczego warto czytać polskich autorów" zebrał na tyle ciepłych komentarzy (oraz rozszedł się cały nakład), dlatego idąc za ciosem, przygotowaliśmy drugi tom.
W drugim tomie skupiliśmy się na formie, która jest z nami od zawsze, a uważana jest za "coś gorszego": na opowiadaniach. Dlaczego jest tak, że w czasach, gdy mówi nam się, że nikt nie ma czasu na czytanie dłuższych form, te krótsze jakoś nie zyskują popularności? Kim są twórcy najciekawszych opowiadań współczesnych? Jakie wrażenia daje dzisiaj lektura klasyków?
Łącznie do przeczytania będzie 272 strony dobra.
W drugim tomie do przeczytania będą następujące artykuły:
1. Wielka Dyskusja Redakcyjna – Anna Nieznaj, Grzegorz Czapski, Tomasz Kozłowski, Aleksandra Kryca
2. Meandrując wśród dygresji. W poszukiwaniu złotego wieku fantastyki – Natalia Karga
3. Myślę obrazami. Teksty traktuję jak układankę – Rozmowa z Agnieszką Hałas
4. Jak najmniej powodów, żeby nie czytać. O potencjale małych form – Marta Leszek
5. Dokonanie jakiegoś rozszczelnienia – rozmowa z Grupą Wydawnicza Alpaka
6. Prequel, dodatek i inne oblicza – Michał Radtke
7. Stanisław Lem i Jorge Luis Borges. Dwóch teologów w bibliotece (nie licząc wieczności) – Tomasz Kozłowski
8. Mądrze wycinać słowa, żeby niosły tylko to, co chcemy – Rozmowa z Anną Hrycyszyn
9. Krótka historia krótkiej formy. Od antyku po postmodernizm – Jakub Kozakiewicz
10. Więcej kosmosu zmieścić – rozmowa z Wojciechem Gunią
11. Wielkie Pytania Emarginacji – odpowiedzi udzielili Igor Banaszczyk (grafzero), Michał Jakuszewski, Łukasz Kucharczyk, Anna Traut-Seliga, Wojciech Gunia, Wojciech Moska, Małgorzata Lewandowska, Marta Kładź-Kocot
Książeczka stanowi opis wybranych odkryć archeologicznych, których kierownikiem był Kazimierz Michałowski, symbol polskiej archeologii, członek zdecydowanie zasłużony dla polskiej nauki i niestety dość mało znany opinii publicznej (smutne tym bardziej, iż za Gierka Michałowski cieszył się naprawdę wielką popularnością, wyobrażacie sobie dzisiaj naukowca-celebrytę?). Książka ta została wydana w latach 70. w popularnej wówczas serii opracowań poświęconych starożytności, które były sygnowane charakterystycznym rysunkiem popiersia Nefretete z boku. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są zazwyczaj kolejnym stanowiskom archeologicznym (m.in: Edfu, Mirmeki, Nubia, Palmyra, Faras, Abu Simbel).
Książka ta stanowi przykład pracy, które zaspakaja podstawowy głód, nie dając nic więcej. Cieszy mnie bardzo, że prof. Michałowski spisał za życia swoje relacje z badań archeologicznych. Cieszy mnie, że powstała popularnnaukowa synteza zawierająca najważniejsze informacje o badaniach polskich archeologów w rejonie Morza Śródziemnego. Cieszy mnie, że ta książka była tak ważna, że 50 lat późnmiej Tomasz Derda napisał kontynuację, która dokumentuje dalsze sukcesy polskich archeologów. Tylko kurczę, w książce jest więcej ziemniaczków niż mięsa. Za mało być archeologii samej w sobie, zaś nieco za dużo było osobistych wspomnień, szczegółów o tym, jak i z kim trzeba było kombinować, by niskimi kosztami można było osiągnąć dużo. Swoje robi też to, że książka choć liczy 269 stron, to tekst stanowi ok. 150 stron, reszta to fotografie, rysunki, spis ilustracji i wreszcie spis nazwisk członków ekspedycji, liczący 30 stron. Nie mogę narzekać na formę, bo ograniczona objętość oraz pierwotna forma (miał to być pamiętnik) narzuciły kierunek, ale nie pogniewałbym się, gdyby więcej było archeologii samej w sobie.
Bardzo dobra książka w klimatach fantasy, dosyć banalna fabuła, ale ma kilka ciekawych zwrotów akcji, a bohaterowie są bardzo charakterni i każdego z osobna polubiłem. Ciężko mi się było oderwać od tej książki, a trafiłem na nią zupełnie przypadkowo na jakiś shorts na YouTube. Nie dużo elementów fantasy w niej, tak w sam raz dla mnie, bo takiego hardkorowego fantasy za bardzo nie lubię, a tutaj idealnie mi spasowało.
Dzień dobry,
Trochę się ostatnio obijałem, a mamy już kwiecień, więc czas na Podsumowanie 1 kwartału tego roku, zapraszam
Zacznijmy od cyferek:
Styczeń - 27 książek i 10 674 strony
Luty - 17 książek i 6 296 stron
Marzec - 26 książek i 8 754 strony
Łącznie 70 książek i 25 724 strony
Najlepsze książki:
Wiesław Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli - jedna z najlepszych polskich książek jakie czytałem (LINK) - 10/10
Neal Shusterman - Głębia Challengera - wybitnie siadła mi ta historia, trudno mi nawet powiedzieć czemu, ale wszystko w niej grało (LINK) - 10/10
Petra Dvorakova - Wrony - jedna z lepszych krótkich książek, jakie przeczytałem do teraz (LINK) - 9/10
Jean-Baptiste Andrea - Czuwając nad nią - może trochę zbyt romantyczna, zbyt cukierkowa, ale dla mnie bliska ideału literatury pięknej (LINK) - 9/10
Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl - jedno z bardzo pozytywnych zaskoczeń tego roku, świetnie napisana i mega wciągająca LitRPG, czekam na tłumaczenie kolejnych tomów serii (LINK) - 9/10
Christopher Buehlman - Dwa ognie - dawno nie byłem aż tak zachwycony dark fantasy, jak w tym wypadku (LINK) - 9/10
(PS. autor polskiej okładki do zwolnienia - na wczoraj)
5 i 6 to ex aequo, trudno mi wybrać, która z nich jest lepsza, więc obie lądują na miejscu 5.
Najgorsze książki:
Aron Beauregard - Fleja - nie mogło być inaczej, typowa ch⁎⁎⁎ia z grzybnią, ciężko będzie ją przebić (LINK) - 1/10
Octavia E. Bulter - Przypowieść o talentach - po niezłym pierwszym tomie byłem totalnie zawiedziony drugim, nie polecam (LINK) - 3/10
Simon Beckett - The Bone Garden - książka totalnie zbędna w swojej serii, nic nie wnosi, nie daje nam więcej ulubionego bohatera, typowy skok na pieniążki (LINK) - 5/10
J.D. Kirk - Stosy kości - a jakby tak zebrać najlepsze motywy z innych książek i zobaczyć, jak czytelnicy to kupią? (LINK) - 5/10
M.M. Perr - Godziny gniewu - Podobnie jak u Becketta, kolejny tom serii, która mogła się zakończyć kilka tomów temu (LINK) - 5/10
Zaliczone wyzwania Goodreads:
1 Wyzwanie kwartalne: Zimowe (12 achievementów)
3 Wyzwania miesięczne: January Reader, February Reader, March Reader
Wyzwania miesięczne wymagają przeczytania tylko 1 ksiażki w danym miesiącu, ale wyzwanie kwartalne wymaga już trochę gimnastyki, szczególnie, że tylko 3 dostajemy za przeczytanie dowolonej książki. Każde kolejne daje nam listę książek do wyboru, najczęściej dość świeżych i po angielsku, z których musimy przeczytać 1, ale z pominięciem tych, które już czytaliśmy. Często wymagają wyjścia ze swojej strefy komfortu. Nie wszystkie są jawne od razu, często 5-6 jest ukryte i czekamy do kolejnego miesiąca, albo 2, żeby je poznać.
W styczniu udało sie też ukończyć czytelnicze bingo, ale o nim pisałem więcej TU, więc odsyłam Was do wpisu.
A w marcu zaliczyłem połowę mojego rocznego celu książkowego - 64 z 128 książek, więc może uda się pobić rezultat z 2025. Zobaczymy