Trzecia część cyklu Czarna Kompania utrzymuje zbliżony toporny styl co poprzednie. Surowa w formie opowieść o grupie najemników, czarownikach i okrutnym imperium Pani.
Jak zwykle główny wątek należy do Konowała - lekarza i kronikarza Czarnej Kompani, który przedstawia perspektywę niedobitków Kompanii skrywających się wśród gadających menhirów i wędrujących drzew na Równinach Strachu, gdzie spotykają Psa Zabójcę Ropuch. Drugi wątek stanowi opowieść Bomanza - starego czarodzieja parającego się handlem antykami z epoki Dominacji wykopanymi na obrzeżach Krainy Kurhanów. Trzeci dotyczy niejakiego Gawrona i jest związany z dokonaniami Bomanza. Żaden niestety nie dorównuje historii Marona Szopy, a zwroty akcji są dość przewidywalne.
Zaczyna się niemrawo, ale później rozkręca się i przy okazji wyjaśnia kilka elementów z przeszłości uniwersum. Bez zachwytów, ale mimo to uważam, że to solidny kawał ponurego fantasy i dobre podsumowanie trylogii początkowej.
Sprawy się komplikują. Jeśli ktoś liczył, że druga część od razu rozjaśni chociaż część wątków, to by się przeliczył, bo komplikuje je jeszcze bardziej, przynajmniej na początku. Książka wymaga nie lada skupienia aby za wszystkim nadążyć i nie pogubić się w gąszczu cienkich linii łączących małe kropki.
Upadek Hyperiona podejmuje historię pielgrzymów bezpośrednio po wydarzeniach kończących Hyperiona. Nie jest ona natomiast wyłącznym tematem. Drugą nić narracji stanowi wątek wojenno-polityczny, skoncentrowany wokół konfliktu z Wygnańcami, ale żeby nie było zbyt prosto, to przedstawiony został z punktu widzenia persony artysty stworzonej przez sztuczną inteligencję. Oczywiście oba wątki są ze sobą splecione, a powiązania przyczynowo-skutkowe wcale nieoczywiste. Jakby tego było mało, to chronologia czasowa bywa zaburzona i splątana z prawdopodobnymi wersjami przyszłości. Obrazu dopełniają zawiłe rozważania filozoficzne dotyczące ewolucji, sztucznej inteligencji oraz relacji człowieka z innymi formami życia, a także rozprawy teologiczne o istocie boskości. Nad tym wszystkim zaś wisi przerażająca wizja zagłady ludzkości. Ma skubany rozmach. Polecam.
@saradonin_redux Na tej części powinien zakończyć autor swój cykl, kolejna część całkowicie zmienia narracje i tylko fragmentami (najwięcej pod koniec książki) nawiązuje pomysłów i tematów poprzednich części. Wybiła mnie totalnie z rytmu i odrzuciła mnie od pomysłu doczytania serii
@SilverHandJob być może, mam wrażenie że tu historia (albo przynajmniej jakiś jej istoty etap) została domknięta. Edymiony zostawię sobie na później, a teraz czas na coś mniej wymagającego
Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka! Młodzieńcze historie i wspomnienia Grzesiuka sprzed wojny. Wychowany i urodzony w tych mniej lepsiejszych dzielnicach stolicy Grzesiuk opowiada o twardym uliczno-podwórkowym życiu, ale z dużym humorem i lekkością, przywołując międzywojenną gwarę i świat, który nie nadawał się dla każdego, ale był przynajmniej wypełnionym honorem. I taki też był sam młody Grzesiuk - narwany jak burza, ale z logicznymi myślami pod kopułą, który za przyjaciół i rodzinę oddałby serce.
Słuchało się bardzo dobrze, książka czytana przez Józefa Pawłowskiego, który ładnie nadaje sznyt grzesiukowy.
Teraz czas na mroczniejszą część biografii Grzesiuka, także z głosem Pawłowskiego.
@Mahjong rewelacyjna książka. Pierwszy raz czytałem jako bodaj 12 czy 13-letni dzieciak a później wielokrotnie do niej wracałem. Zresztą podobnie, jak do pozostałych dwóch książek Grzesiuka.
Dziś Światowy Dzień Czytania Tolkiena 25 marca to także dzień, w którym w Śródziemiu świętowano upadek Saurona i zakończenie wojny o Pierścień.
W tym tygodniu w lokalnych bibliotekach czasem są organizowane wydarzenia powiązane tematycznie z twórczością Tolkiena, więc jeśli ktoś ma czas i chęci, polecam się rozejrzeć.
Ilustracja: The Forest of Lothlorien in Spring, J. R. R. Tolkien.
Wydawnictwo Czarne ogłasza nową książkę Andrzeja Chwalby. "Maj 1926. Zamach, którego miało nie być" wyląduje na sklepowych półkach 22 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 384 strony, w cenie detalicznej 67,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zamach majowy 1926 roku zastał prezydenta Wojciechowskiego w Spale, dokąd wyjechał odpocząć. Wracał stamtąd do Warszawy pospiesznie, zostawiwszy rodzinę, by spotkać się z Józefem Piłsudskim na Moście Poniatowskiego punkt o siedemnastej. Rozmowę skończyli trzy minuty później. „Dla mnie droga legalna zamknięta“ – miał powiedzieć mu Piłsudski. Po słynnej wymianie zdań nie było już odwrotu.
Profesor Andrzej Chwalba w ostatniej części trylogii o II RP wnikliwie opisuje duszną atmosferę miesięcy poprzedzających akcję Piłsudskiego oraz sam przebieg najkrwawszego zamachu stanu w Europie od zakończenia I wojny światowej. Tworzy przy tym oryginalną opowieść o budowniczych międzywojennej Polski i ich relacjach z marszałkiem. Pokazuje też, że w polityce najważniejsze bywają dawne urazy i niepowodzenia, osobiste ambicje i kiełkujące nadzieje. Przede wszystkim jednak odpowiada na pytanie, czy do zamachu majowego naprawdę musiało dojść.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Paweł Sołtys czyli Pablopavo z Vavamuffin i siła sprawcza muzycznego projektu Pablopavo i Ludziki pisze nie tylko teksty piosenek, ale też książki. Od razu powiem, że facet ma styl, który nie każdemu odpowiada. Mi też nie zawsze, tym bardziej jeśli chodzi o teksty piosenek. Spotkanie z "Sierpniem" było moim pierwszym zetknięciem z jego twórczością pisarską. Od razu powiem, że jest to książka dla tych, którzy lubią gdy nic się nie dzieje, nuda i dłużyzna, a więc dla mnie idealnie. Autor zanurza się w Warszawie, we wspomnieniach, przemyśleniach i obserwacji sytuacji zwykłych i banalnych. Wszystko to, co widzi topi się w sierpniowym słońcu i miejskości, czyli znowu coś co lubię. Jest to swego rodzaju strumień świadomości, bezwiedny przepływ myśli i skojarzeń. Znajdziemy tu wspomnienia i rodzinne historie ale też opisy tego, co po prostu w danym momencie autor ma przed oczami. "Sierpień" i sposób pisania Sołtysa skojarzył mi się nieco z Markiem Nowakowskim i jego "Powidokami" oraz "Nekropolis".
To książka o tym, że rzeczy nie zawsze są takie jak nam się wydaje. O tym, że ludzie tworzą sobie pewne zasady i najtrudniej łamać je w swojej głowie. O tym, że rzeczy są ważne, jeżeli sami im tę ważność nadamy.
I o wielu innych sprawach.
Główny bohater nie potrafi czytać, kocha jednak książki, najbardziej zaś jedną - Biblię w obrazach Dorégo. Potrafi odtworzyć z niej każdą kreskę, każda bowiem jest dla niego źródłem historii.
Dowiaduje się o tym Kościół i prosi go o napisanie książki o tym dziele. I nasz bohater nagrywa swoją opowieść, w której Biblia pełni rolę centralną, choć nie do końca.
Polecam!
Czytelnicze bingo: Twój wybór
Skończyłam #czytelniczebingo
Zrobię jakieś podsumowanie, ale to jak usiądę do komputera, bo to trzeba na spokojnie
Najtrudniejsza kategoria #czytelniczebingo na prawie sam koniec, wybranie klasyka fantasy, którego nie czytałam wcześniej okazało się być skomplikowane
Przy czytaniu Atramentowego serca przypomniałam sobie jednak o Narzeczonej księcia - cytaty z tej książki często pojawiają się tam w formie motta do rozdziału. Szybka transakcja na vinted i mogłam się wreszcie zabrać za czytanie.
Autor bawi się konwencją i tworzy opowieść o opowieści. Pisząc, że skraca klasyczną powieść satyryczną S. Morgensterna tworzy fantastyczną przygodówkę ze spektakularnymi pościgami, krwawymi zemstami, walkami na szpady, spiskami i romansem na śmierć i życie.
Zaczyna się właśnie od miłości - Buttercup, która ma potencjał na zostanie najpiękniejszą kobietą na świecie zakochuje się w parobku swoich rodziców - ze wzajemnością. Muszą się rozstać, a piękną dziewczyną zaczyna interesować się książę ich państwa - Florenu.
Jeżeli lubi się taki sposób prowadzenia historii, gdzie autor co chwilę puszcza do nas oczko i gdy polubi się jego poczucie humoru - nieco zadziwiające momentami - to można dać się wciągnąć tej książce. Pierwsza połowa jest naprawdę świetna, później jednak autor rezygnuje z opisywania szczegółów życia we Florenie i skupia się na przygodach typu zabili go i uciekł.
Książka nie ma za wysokiej noty na Lubimy czytać, a większość zarzutów łączy się z niezrozumieniem konwencji książki w książce i naiwną wiarą w to, że rzeczy które opisuje autor książki fantastycznej są prawdziwe. Serio.
Czytelnicze bingo: Klasyk fantasy, którego nie przeczytałeś/aś
Bardzo ciekawe. Bardzo. Pouczające przemyślenia o Rosji i ruskich.
Pouczające jak dla kogoś, kto wie że coś śmierdzi, ale nie do końca wie, w którym kościele.
Gość opisuje i łączy wiele faktów, o których miałem pojęcie, ale kropki same się wcześniej nie łączyły. Karmi czytelnika toną kolejnych spostrzeżeń, okrasza wywiadami. Kawał dobrej książki.
Dałbym 10/10, ale gość momentami przesadza aż nadto. Nigdzie nie kryje swojej pogardy i obrzydzenia ruskimi, ale niektóre wysnuwane tezy albo są przegięciem, albo niedość je argumentuje. Drażnił mnie też na siłę wciskany humor i chamski styl wypowiedzi.
Polecam każdemu, kto choć trochę chciałby spróbować zrozumieć ruska, albo jak działa propaganda. A kto nie ciekaw, to i tak powinien liznąć temat, a na audiobooku to zaledwie 23h słuchania, które mijają bardzo szybko.
Tytuł: Czas na reset. Jak zmienić to, co nie działa.
Autor: Dan Heath
Kategoria: Samorozwój
Wydawnictwo: MT Biznes
Format: książka papierowa
ISBN: 9788363944223
Liczba stron: 312
Ocena: 6/10
Książka mająca nam pomóc we wprowadzeniu pozytywnych zmian w organizacjach lub grupach przez nas kierowanych.
Metoda opisana w książce składa się z dwóch części opisanych jako "znalezienie punktów nacisku" oraz "zgromadzenie zasobów", do każdej z części przypisano kilka konkretnych metod. I chociaż ten opis można odebrać tak, że jest to całościowy system to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby powybierać z niego te fragmenty które akurat nam pasują - też powinny zadziałać.
W każdym rozdziale podano kilka konkretnych przykładów wprowadzenia danej metody w jakiejś organizacji - przy czym ich rozstrzał jest duży - od lokalnego kościoła, poprzez fast-food z kurczakami i firmę zajmującą się opieką nad starszymi ludźmi do międzynarodowej korporacji z branży energetycznej - myślę, że taki zabieg ma na celu pokazanie uniwersalności przedstawionych metod. Długość rozdziałów jest w sam raz - akurat, bez zbędnego rozwlekania ale idea przekazana na tyle jasno, że każdy powinien zrozumieć o co w tym chodzi. Jedyny zarzut jaki można do nich mieć to taki, że są zbyt ogólnikowe ale takie chyba muszą być z racji tego, że książka jest skierowana do kierujących organizacjami/grupami wszelkiego możliwego typu.
Myślę, że jest to tytuł któremu warto poświęcić czas - nie jest niepotrzebnie rozwleczony a można wyciągnąć z niego coś pozytywnego.
Tytuł: Strzępki życia. O tym, jak grzyby tworzą nasz świat, zmieniają nasz umysł i kształtują naszą przyszłość.
Autor: Merlin Sheldrake
Kategoria: Popularnonaukowa
Wydawnictwo: Insignis
Format: książka papierowa
ISBN: 9788363944223
Liczba stron: 472
Ocena: 6/10
Książka wprowadza nas w fascynujący świat grzybów. W szczególności laicy mogą być zaskoczeni jak wielki, złożony, różnorodny a przede wszystkim oddziałujący bezpośrednio na nas może on być. Książka jest podzielona na rozdziały z których każdy opowiada o innej właściwości grzybów z których każda na swój sposób wyróżnia je od pozostałych żywych organizmów. Dostajemy opisy różnych ciekawych zachowań (jeżeli tak można powiedzieć o grzybach) konkretnych gatunków które poprzeplatane są osobistymi anegdotami autora. Czasami zdarza mu się trochę za bardzo odpłynąć od naukowego charakteru książki i wtedy zmierza w bardziej filozoficzne rozważania - te fragmenty przypadły mi mniej do gustu.
Najbardziej irytujące są przypisy - liczne, na końcu książki, z których większość tylko odsyła nas do literatury rozszerzającej dane zagadnienie, więc co chwila kartkujemy na koniec książki tylko po to by przekonać się jakie pozycje autor poleca, żeby bardziej zgłębić temat - strasznie mnie denerwuje taka forma i wybija z rytmu czytania.
Najchętniej wystawiłbym książce ocenę 6,5, ale ponieważ połówki nie można przyznać postanowiłem zaokrąglić w dół - przez tą nieszczęsna formę przypisów.
Zbiorczo tomy 2 i 3 bo nie chce mi się o nich pisać oddzielnie.
No jestem srogo zawiedziony. Pierwszy tom zapowiadał ostrą walkę między siłami Enklawy z ludźmi, przepleconą magiczną 1 wojną światową... A tu nic takiego nie ma. Niby akcja całkiem spoko, słucha się nieźle, ale... Autor wprowadza dziwne wątki które w sumie nic ciekawego nie wnoszą. Zaczyna się tak naprawdę w 1 tomie, bo już tam cały wątek Gildii jest sprowadzony że główny bohater jest jej szefem i dzięki temu Gildia proseruje a on jest poważany i bogaty. Tyle, żadnego wejścia dalej. Po prostu pretekst do rozwoju bohatera, który mógłby być ciekawiej poprowadzony. Są różne dziwne wątki, zupełnie nie kontynuowane, jak pogrzeb bodajże niańki jednego z bohaterów, tak w środku książki z d⁎⁎y który zajmuje kilkanaście minut audiobooka, a to nie jedyny przykład. Kończy się... Sam nie wiem bo skończyłem z tydzień temu i już nie pamiętam, poza teoretycznym zachowaniem status quo. No dla mnie duży zawód bo całkiem ciekawy pomysł na świat.
Są różne dziwne wątki, zupełnie nie kontynuowane, jak pogrzeb bodajże niańki jednego z bohaterów, tak w środku książki z d⁎⁎y który zajmuje kilkanaście minut audiobooka, a to nie jedyny przykład.
khekhe Orzeszkowa i 4 strony opisu zielstwa rosnącego koło drogi khekhe
W porównaniu z dwiema pierwszymi częściami, fabuła rozkręca się powoli. Akcja zaczyna się dopiero około 160 strony.
Ponownie narracja jest prowadzona z punktu widzenia 4 różnych osób. Nie wszystkie są jednakowo ciekawe. Motywy Melby/Clarrisy nie są przekonujące. Podobnie czułem oglądając serial.
Natomiast, ta część wydaje się wstępem do dużych zmian/otwarcia nowych możliwości serii. Dlatego może tak miało być, lekkie zwolnienie przed kolejnym odpięciem wrotek
Książki wysłuchałem w formie audio głównie przy pracy. Cóż... jakoś szczególnie mnie ona nie zaskoczyła, ale była ciekawa jako całość. Autor skupia się na życiu polskiego chłopstwa głównie w XVIII i XIX wieku od czasu do czasu odnosząc się też do początku wieku XX. Powołuje się przy tym na liczne źródła pisane: wspomnienia, prace tzw. społeczników, artykuły prasowe, opinie historyków i badaczy życia wiejskiego. Dlaczego nie miałem efektu zaskoczenia? Chyba dlatego, że wcześniej już zetknąłem się z materiałami Kamila Janickiego na YouTube, gdzie opisywał realia życia na polskiej wsi. Jednak dla tych, dla których dawna polska wieś, to fajne domki w skansenach albo "Chłopi" Reymonta, gdzie największym dramatem jest wywiezienie na gnoju książka może być niemałym szokiem. Polski chłop jadł marnie, żył w brudzie i smrodzie a jego świadomość o otaczającym świecie była mała a pomniejszana jeszcze przez zabobon. Autor w kolejnych rozdziałach opisuje różne kwestie chłopskiego życia od takich podstaw jak dieta, warunki mieszkaniowe i choroby po pożycie małżeńskie i rozrywki. Sporo wiedzy i ciekawostek podanych w dość przystępny sposób. Moim zdaniem warto. Co ciekawe słuchając o wieku XVIII czy XIX w niektórych wypadkach nie miałem wrażenia, że to czasy aż tak odległe. Mając okazję wielokrotnie rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali polską wieś z czasów przedwojennych lub krótko powojennych natrafiałem na opisy podobne temu, co przytacza Janicki w swojej książce.
Ważnym pytaniem jest to, czy można ufać w tej kwestii gościowi, który strzela nowymi książkami, jak z karabinu maszynowego, niemal dorównując w tym Remigiuszowi Mrozowi.
Mnie kiedyś przed Janickim ostrzeżono, to i ja ostrzegę, by nie brać wszystkiego, co pisze na poważnie, bo lubi dobierać przykłady pod tezę i pisać historię "po swojemu".
@Dziwen tutaj mi się treść książki jednak zazębia z pozycjami z którymi gdzieś tam się wcześniej zetknąłem chociażby we fragmentach. Plus jeszcze, to co znam z opowieści osób pamiętających chociażby międzywojenną lub powojenną polska wieś. Co do samego Janickiego, to wiem, że opinie o nim są podzielone.
@WatluszPierwszy Tak jak jedni romantyzują polską wieś, tak Janicki zdecydowanie dramatyzuje..
Przeczytałem chyba Pańszczyznę i trochę jego twórczości internetowej to się czułem jakby każdy chłop miał swojego prywatnego pana, który cały dzień go batoży i jedzenie z rąk wyrywa.
@Pirazy Bo prawda jest taka, że kolorowo raczej nie było, problem w tym, że Janicki za dosłownie wszystko obwinia panów ziemskich i wszelkie zło przedstawia jako codzienność - tak jakby każdy chłop 'chciał uciec do wielkiego miasta, a Pan go przykuwał do grzejnika, poił alkoholem i torturował dla własnej przyjemności' podczas gdy to dużo bardziej skomplikowane jest, bo taki 'wolny chłop' to sam za bardzo by nie przetrwał, nie znał innego życia, nie mógł wziąć PKS'a do Krakowa (o ile wiedział o jego istnieniu) i odmienić swojego życia bo nie miał nawet wiedzy o innych możliwościach i szlachta nawet za bardzo do utrzymania tego stanu rzeczy się nie musiała przykładać pewnie.
Janicki ma mega-denerwującą manierę mówienia, jakby kiedyś leczył się z jąkania.
Tz. nic do niego nie mam i ważne, że mówi ciekawie i merytorycznie, ale w tej książce nie pasował mi lektor, który mówił płynnie a ja podświadomie czekałem na te jego pauzy
Było trochę zabawy z kabelkami, ale nie bawiłem się w jakieś przyklejanie kabelków jak sugerował pań Chińczyk. Lutownica, rurki termokurczliwe i wszystko ładnie się połączyło.
Niestety, ale najgorzej pomyślaną częścią całej konstrukcji jest w tym wypadku obudowa. Po pierwsze elementy nie były dobrze spasowane i albo gdzieś tam teraz odstają, albo musiałem podziałać pilnikiem, żeby wchodziły jedne w drugie.
Do tego duże powierznie z papieru do przyklejenia, co skończyło się lekkim pofalowaniem powierzchni podczas schnięcia. Tutaj naklejki by były lepsze.
Co się namięczyłem z przyklejaniem różnokolorowych folii do obudowy, to moje. Plus wycinanki łowickie żeby dodać małe elementy do obudowy.
Ale trud mój zakończon. Świeci, ładnie wygląda a o to chodziło
Kilka zdjęć - nocne, dzienne między książkami i drugie z włączonym oświetleniem półki.
Z racje tego, że FILIA dała d⁎⁎y i nie wypuściła wczoraj "Króla Popiołów" S.A. Cosby'ego (premiera dopiero po świętach), muszę znaleźć inną książkę z gatunku Black Heritage, do #wyzwaniagoodreads o tej samej nazwie, które kończy się 31.03.
Żeby nie było za łatwo, to musi być ona z TEJ LISTY .
Odpadają książki oznaczone jako Read, a książki Want to Read będą w tym roku wydane po polsku, więc też bym je odrzucił, żeby nie czytać 2x.
Macie jakieś fajne polecajki? Najlepiej gdyby książka była już wydana po polsku
"Miasto w ogniu" to z jednej strony powieść gangsterska, a z drugiej bardzo spokojna, chwilami wręcz zaskakująco codzienna opowieść o ludziach żyjących wewnątrz mafijnych układów. Punktem wyjścia jest konflikt między dwiema grupami, który z czasem przeradza się w otwartą wojnę, ale Winslow nie skupia się wyłącznie na strzelaninach i zemście. Dużo ważniejsze okazuje się to, jak ci ludzie funkcjonują na co dzień: jak rozmawiają, kochają, kłamią, planują, boją się i próbują utrzymać resztki normalności w świecie, który normalny nie jest.
Najbardziej podobało mi się właśnie to powolne tempo. To nie jest książka, która od pierwszych stron pędzi na złamanie karku, tylko raczej taka, która pozwala wejść w życie bohaterów i zobaczyć ich nie tylko jako mafiosów, ale też jako mężów, synów, ojców i ludzi uwikłanych w lojalności, ambicje oraz własne słabości. Dzięki temu ich sukcesy, potknięcia i kolejne błędy naprawdę wybrzmiewają. Danny Ryan wypada tutaj świetnie, bo jest bohaterem jednocześnie twardym i bardzo ludzkim.
To, co działa trochę słabiej, to fakt, że momentami czuć, iż książka bardziej buduje świat i relacje niż daje naprawdę mocne fabularne uderzenia. Mnie to akurat nie przeszkadzało, ale ktoś nastawiony na bardziej dynamiczny kryminał mafijny może poczuć spory niedosyt.
Podsumowując, jest to bardzo dobra, gęsta od emocji i relacji powieść o mafii, która bardziej opowiada o życiu w tym świecie niż o samej przemocy. Jest to też pierwszy tom trylogii.
Książka zalicza #wyzwaniagoodreads - Tale Spinners