– Wiesz, co jest największą tragedią tego świata? – Ginger wcale nie zwracała na niego uwagi. – Ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i do czego mają zdolności. Synowie, którzy zostają kowalami, bo ich ojcowie byli kowalami. Ludzie, którzy mogliby fantastycznie grać na flecie, ale starzeją się i umierają, nie widząc żadnego instrumentu muzycznego, więc zostają oraczami. Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć.
John Grisham po raz kolejny zabiera nas do świata amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, ale tym razem postanawia nieco odwrócić dobrze znany schemat. Bo co zrobić, kiedy przegrywa się proces sądowy, a do zapłacenia pozostaje kilkadziesiąt milionów dolarów? Można oczywiście złożyć apelację. Można też spróbować czegoś znacznie skuteczniejszego - kupienia sobie sędziego, który tę apelację rozpatrzy na naszą korzyść.
Historia rozpoczyna się w Missisipi, gdzie firma Krane Chemical zostaje zobowiązana do zapłacenia 41 milionów dolarów odszkodowania za skażenie wody, które przyczyniło się do śmierci i chorób mieszkańców niewielkiego miasteczka. Dla reprezentujących poszkodowanych prawników jest to ogromne zwycięstwo, ale właściciel korporacji, Carl Trudeau, nie zamierza tak łatwo rozstawać się ze swoimi pieniędzmi.
Zamiast jednak ograniczać się do tradycyjnej walki sądowej, postanawia wykorzystać zbliżające się wybory do Sądu Najwyższego stanu Missisipi. Skoro jeden z sędziów może zagrozić jego interesom, wystarczy zastąpić go kimś przychylnym. A że taka operacja kosztuje kilka milionów dolarów? Cóż, to nadal znacznie mniej niż 41 milionów odszkodowania, prawda?
I właśnie ten bezczelny, ale przerażająco logiczny mechanizm jest najciekawszym elementem książki.
Grisham pokazuje, jak przy odpowiednio dużych pieniądzach można manipulować opinią publiczną, finansować kampanie wyborcze i wpływać na ludzi, którzy teoretycznie powinni stać na straży sprawiedliwości. Co więcej, wszystko odbywa się pod hasłami uczciwości, wartości rodzinnych i obrony obywateli przed zepsutym systemem. Jak również pod płaszczykiem pięknie obowiązujących reguł i limitów.
Z drugiej strony zabrakło mi trochę tego, co najbardziej lubię w Grishamie - bohatera, którego losy naprawdę chciałbym śledzić. W "Kliencie" miałem Marka Swaya i Reggie Love, we "Wdowie" Simona Latcha, a tu mam wrażenie, że głownym i najlepiej napisanym bohaterem jest sam mechanizm machiny wymiary sprawiedliwości. To interesujące, ale niekoniecznie równie angażujące emocjonalnie jak bohater z krwi i kości.
"Werdykt" jest przez to bardziej thrillerem politycznym z lekką prawniczą nutą, niż klasyczną historią sądową, do jakiej przyzwyczaił nas Grisham. Rozprawa sądowa jest, ale my jej nie śledzimy, bo zostajemy na nią zaproszeni dopiero w momencie ogłoszenia tytułowego werdyktu. A co dziwniejsze, to ma to miejsce w pierwszym rozdziale książki. Dopiero później poznajemy powód procesu i skalę przestępstwa.
Książka ciekawa, nie czuć jej długości, choć to blisko 500 stron, czyli standard u Grishama, ale płynie się przez nią błyskawicznie.
Dwanaście historii, kilkanaście osób, podróż dookoła świata i niecałe 150 stron. David Szalay chce nam udowodnić, że nie potrzeba wielkiej objętości, żeby opowiedzieć o ludzkim życiu, samotności i przypadkowych spotkaniach, które potrafią połączyć zupełnie obcych sobie ludzi.
"Turbulencje" to nietypowa powieść, złożona z krótkich, pozornie niezależnych opowiadań. Wszystko zaczyna się od podróży samolotem z Londynu do Madrytu. Poznajemy jedną z pasażerek, fragment jej życia i problemy, z którymi się mierzy. W kolejnym rozdziale uwaga przenosi się na inną osobę, która wcześniej pojawiła się jedynie na drugim planie. I tak, przesiadając się z jednego samolotu do drugiego, podróżujemy przez kolejne miasta i kontynenty i czytamy o "turbulencjach" kolejnych pasażerów.
Największą zaletą książki jest właśnie jej konstrukcja. Szalay bardzo sprawnie pokazuje, jak nasze historie nieustannie przecinają się z historiami innych ludzi. Ktoś, kto dla nas jest jedynie przypadkowym współpasażerem, ma przecież własne problemy, rodzinę, marzenia i tragedie. Przez chwilę stajemy się częścią jego życia, żeby za moment zniknąć z niego na zawsze.
Podobało mi się to, jak wiele autor potrafi przekazać w tak krótkiej formie. Nie potrzebuje rozbudowanych opisów ani wielostronicowego przedstawiania bohaterów. Czasami wystarczy kilka zdań, żeby zarysować czyjąś sytuację i pozostawić czytelnika z pytaniem, co wydarzy się dalej.
I tutaj pojawia się mój największy problem z tą książką.
Historie kończą się często dokładnie wtedy, kiedy zaczynają robić się naprawdę interesujące. Ledwo zdążę poznać bohatera, zainteresować się jego problemami i zacząć zastanawiać nad dalszymi losami, a już siedzę w kolejnym samolocie, z kolejną obcą osobą na miejscu obok. Rozumiem ten zabieg i doceniam jego literacki zamysł, ale momentami zwyczajnie chciałbym dostać trochę więcej.
W rezultacie Turbulencje bardziej skłaniają do refleksji, niż angażują emocjonalnie. To zbiór krótkich spojrzeń na ludzkie życie, w którym najważniejsze wydarzenia często rozgrywają się gdzieś poza kadrem.
Cieszy powrót do lubianych bohaterów, dla których nie starczyło miejsca w poprzedniej książce. Jednocześnie przez to, że „Taniec ze smokami” również został podzielony na dwa tomy, miałem wrażenie, że akcja nie posuwa się zbytnio naprzód. To oczywiście wina tego, że obie części trzeba traktować jako jedną książkę.
Ku zaskoczeniu stwierdzam, że „Uczta dla wron” miała ciekawsze wątki. Może dlatego, że bardziej skupiała się na mniejszych lub większych intrygach, na ludzkiej psychice, a „Taniec ze smokami” idzie w bardziej mistyczne tony, między innymi Jona i Brana. Chociaż przypadek Fetora, człowieka złamanego, jest równie ciekawy z psychologicznego punktu widzenia.
Niezmiennie bardzo podobają mi się różne pogłoski słyszane przez określone postaci, a potem pokazanie ich z perspektywy innych. Sztandarowym przykładem jest cebulowy rycerz.
Mimo że ocena jest oczko niższa niż ostatnio, to wciąż serię czyta mi się naprawdę przyjemnie.
Wydawnictwo Vesper zapowiada nowy element serii Wymiary. "Księga sądu ostatecznego" Connie Willis wyląduje w księgarniach końcem listopada 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Mamy tu podróże w czasie, średniowieczną Anglię, epidemię Czarnej Śmierci i współczesny Oxford, w którym śmiercionośny wirus zbiera żniwo wśród mieszkańców i naukowców. Dwie epoki, dwie epidemie i walka z czasem, w której stawką jest ludzkie życie.
To właśnie ten niepokojący klimat nieuchronnej katastrofy, poczucie osaczenia i bezradności wobec choroby stanowią o sile tej historii. Średniowieczny świat pogrążony w strachu przed zarazą i współczesność, która wcale nie okazuje się bezpieczniejsza, dzieli kilkaset lat, ale łączy je coś znacznie bardziej przerażającego niż sam wirus. Postęp, wiedza i technologia nie zawsze wystarczą, gdy człowiek staje twarzą w twarz z czymś, nad czym nie potrafi zapanować.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane biere, bardzo spoko książka. Jak wezmę to może wydadzą pozostałe, a dwójka jest cudowna, trójka podobno jeszcze lepsza, a nie wyszła po naszemu.
"Każde z zawartych w tomie opowiadań to precyzyjnie skonstruowany eksperyment myślowy" - takie słowa przeczytałem zanim sięgnąłem po tę książkę. A sięgnąłem po nią bo film Arrival był na podstawie tytułowego opowiadania z niej.
No i po skończeniu pierwszych trzech miałem co najmniej mieszane uczucia, ale potem nadgoniło z zapasem. Oceńmy je pojedyńczo!
Wieża Babilonu - ciekawe koncepcyjnie. Osadzone w świecie gdzie Wieża Babilonu została ukończona, i co więcej faktycznie dotarła do sklepienia niebiesko. Kolejny krok: kilofy w dłoń i przebijamy się na drugą stronę. Historia śledzi jednego z zatrudnionych w tym celu kopaczy. Opisy wieży i widoków z niej były świetne. Obesrwacja że wspinanie się po wieży to przecież "podróż" więc istnieją wioski na niej, oddalone od innych o tyle że pewnie możnaby krzyknąć do siebie coś, a jednak nieodwiedzające się wzajemnie zbyt często, bo odległość do pokonania po spirali jest za duża - też super. Generalnie bardzo fajnie nakreślony świat. Ale sama historia... No nie wiem. W opowiadaniu niewiele się działo. I niby był jakiś plot twist, ale niezbyt poruszający. Ogólnie takie nic, chociaż przyjemne do czytania. 6/10
Zrozum - historia gościa który po nowatorskim zabiegu dostaje super inteligencje. Brzmi znajomo? Fakt że czytałem to opowiadanie zaraz po Kwiatach dla Algernona zbiasował mnie totalnie, a mówiąc eufemistycznie, wypadło ono w tym porównaniu gorzej. Jakieś sci-fi walki na przeintelektualizowane pomysły, zakończone durną sceną jak na dachu serialu Sherlock. Totalnie do mnie nie przemawiało. 3/10
Te dwa powyżej były moim zdaniem słabe. Teraz pora na całkiem dobre!
Dzielenie przez zero - historia matematyczki która dowiodła że 2=1, albo mówiąc precyzyjniej, że każda liczba równa się każdej, i to bez błędów, kosmicznych założeń czy dzielenia przez zero. Oczywiście ten wzór nie jest wyprowadzony bo w naszym świecie nie ma sensu xd Ale w opowiadaniu faktycznie arytmetyka została złamana. Tylko... Co z tego? Co to zmienia dla całej działającej obecnie matematyki? W zasadzie nic. A jednak zmienia się wszystko bo przecież żadne działanie nie ma sensu. Siłą opowiadania było to że nie pokazuje globalnych zmian, tylko szok i przemianę autorki równania, i jej próby radzenia sobie ze zburzeniem fundamentu jej wierzeń. Bardzo przyjemne, pomysłowe, 7/10.
A teraz wchodzimy do pierwszej ligii:
Historia twojego życia - tytułowe opowiadanie to generalnie baza dla filmu Arrival. Jak ktoś nie wie to mówiąc bez spoilerów: obcy przylecieli na ziemie i próbują z nami pogadać. Ale ich język jest tak odrębny że przez całe opowiadanie śledzimy lingwistkę analizującą ich komunikacje xd Ale działa to doskonale. Pomysł na nich - świetny. Wątek z którego wynika tytuł (a który to o ile pamiętam był całkiem pominięty we filmie) - super! Wleję jednak bimbru do znicza mówiąc że fabuła filmu podobała mi się mimo wszystko bardziej. Była lepiej rozwinięta, nadawała też więcej sensu wizycie. Może nie lubię takich otwartych tematów? solidne 8/10
Siedemdziesiąt dwie litery - Po raz kolejny Pan Chiang tworzy świat w którym możnaby osadzić cztery filmy, dwa seriale, gre komputerową i ttrpga. Mamy czasy rewolucji przemysłowej ale w świecie z mocnym twistem - istnieje alchemia, magia imion, i wiele bardzo niepokojących zjawisk jak badanie homonkulusów. Wiem wiem "magia w steampunku, ale odkrycie" - no ale właśnie to nie magia lecz fizyka tego świata (inb4. każda magia to "fizyka danego świata"?) przedstawiona w sposób bardzo podobny do mojego wyobrażenia tamtych czasów. A problem rzucony na bohaterów jest dość poważny. Próby rozwiązania go poruszając się w obrębie skomplikowanych zasad świata są imponująco przemyślane. Kunszt pisarski jakiego nie widziałem wcześniej, każde, KAŻDE zdanie spełnia swoją rolę. Strzelba Chechowa użyta w sposób skrajnie dopracowany. Jak dla mnie - 10/10
Ewolucja ludzkiej nauki - dwustronnicowa notatka będąca followupem do świata z opowiadania Zrozum. Moim zdaniem o 2 klasy lepsza niż samo opowiadanie. Rozważa co mają robić ludzie w świecie gdzie super integilentni meta ludzie przejęli w całości naukę i rozwój. 7/10
Piekło to nieobecność Boga - i mamy po raz czwarty świat oparty na pomyśle prostym ale zapierającym dech w realizacji. Oto mamy ziemię taką samą jak nasza, z jednym drobnym różniącym ją od naszej szczegółem - Bóg istnieje, a anioły regularnie przeprowadzają nawiedzenia naszego świata. Pojawiają się na chwilę w błyskach błyskawic, mówią bzdety w stylu "PODĄŻAJ ZA PANEM" i znikają, doprowadzając do kilku cudów, kilku katastrof, i generalnie szkód wycenianych w miliardach. Jaaaakie to jest za⁎⁎⁎⁎ste xD Dodatkowo w tym świecie piekło i niebo są potwierdzone bezpośrednio - piekło czasem widać przez podłogę, a krewni z nieba mogą nas sporadycznie nawiedzić. Świetne, naprawdę świetnie wykorzystanie tych zasad w obrębie opowiadania. Miniaturowym spoilerem będzie na przykład historia babeczki której mąż zmarł, pielęgniarka powiedziała jej że poszedł do nieba, ale po kilku tygodniach ona sama ujrzała go w piekle przez jedno z takich widzeń. Skonfrontowana pielęgniarka przyznała że skłamała żeby babeczka miała lepszą motywacje do dołączenia do niego, ale tak naprawdę to widziała jak jego dusza poszła do piekła. Więc bohaterka złożyła szybkie wypo, wiecie lina taboret czy coś w ten deseń, i dołączyłą do ukochanego gdzie... "żyli"? Długo i szczęśliwie. Koniec. Zajebioza 10/10
Co ma cieszyć oczy - Całe opowiadanie to szereg wypowiedzi uczniów z kampusu na którym studenci głosują czy nie wprowadzić nakazu włączania pewnej drobnej zmiany w mózgu na czas studiów. Ta zmiana sprawia że nie postrzegasz brzydoty twarzy innych osób. Widzisz je, owszem, ale masz zablokowany ośrodek szybkiego skanowania czy jest piękna czy brzydka. Raj blackpillowców. Prześwietne rozważania. Super się to śledziło. 9/10
Widzicie więc że rozrzut jest potężny. Szkoda mi jednak negatywnie oceniać tak fenomelane sci-fi ze względu na dwa gorsze, daję więc 9/10
Klasyczna literatura dziecięca. Gdy za dzieciaka śmiałem się że Lisa z Anna zapomniały kiełbasy, tak i teraz się z tego śmiałem. Książka prosta, ale przez to jak odmienną perspektywę pokazuje od tego co znam ja - ciekawa. Dobrze było na chwilę wczuć się w niewinne dzieciaki z zabitego dechami zadupia na skraju Szwecji.
Co ważne, magia książki działała nie tylko na mnie - moja czterolatka non stop dopytywała o różne detale, komentowała, śmiała się... Hmmm może do usypiania jednak lepiej było sięgnąć po Hawkinga niż Lindgren...
@Aleksandros jasne, opinia jest sprawą bardzo subiektywną. Pamiętam że w czasie czytania miałem jakieś zarzuty, ale wynikały pewnie po prostu z innych czasów. BTW podobno są kontynuacje
Tytuł: Podniebna poczta Kiki tom 3: Kiki i nowa czarownica
Autor: Eiko Kadono
Kategoria: literatura dziecięca
Wydawnictwo: Kirin
Format: książka papierowa
Liczba stron: 212
Ocena: 5/10
EEEE, szczerze mówiąc ta część wydawała mi się o wiele słabsza niż dwie poprzednie. Kiki jest już nastolatką, ale momentami zachowuje się mniej rozgarnięcie niż gdy miała tych lat dziesięć. Wątek nowej czarownicy jest tak dziwny że szkoda gadać, przez większość książki to mały diabeł który sprowadza na Kiki jakąś frustrację seksualną przez podrywanie Tombo, żeby na koniec wyszło że w sumie to nic nie ma sensu.
Przygody jakby odgrzewane... No nie zachwyca.
A jeszcze problem mam ze wszystkimi przyśpiekwami i piosenkami - absolutnie żadna się nie rymuje i ani jednej nie udało mi się zaintonować w sposób chociażby znośny xd
@Zielczan Czasem coś powie xd Chodzi Ci o fragment jak sie obraził? Wywieźli go z miasta, ale jak wrócił to już było cacy, chociaż cały ten wątek ich wojenki jakiś naciągany...
@Barcol nie, w oryginalnej anime od Ghibli on przestal mowic, bo 'dorastanie', 'coming of age metaphore'. A mnie to strasznie wkurzyło jak oglądałem, że stracili możliwość rozmawiania na koniec xD
Wydawnictwo Media Rodzina ogłasza dwa ostatnie tomy polskiej edycji o najsłynniejszym czarodzieju. "Harry Potter i Książę Półkrwi" w księgarniach od 28 października, a "Harry Potter i Insygnia śmierci" 12 listopada 2026 roku. Wydania w twardej oprawie liczą kolejno 664 i 784 strony, w cenie detalicznej 94,99 i 99,99 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Harry Potter i Książę Półkrwi"
Wojna przeciwko Lordowi Voldemortowi nie przynosi efektów – nawet mugolski rząd zwraca na to uwagę. Ron przegląda nekrologi w „Proroku Codziennym”, szukając znajomych nazwisk. Dumbledore odbywa długie, tajemnicze wyprawy, a Zakon Feniksa cierpi z powodu straty. A jednak…
…życie toczy się dalej. Uczniowie szóstego roku uczą się teleportacji, bliźniacy Weasleyowie rozwijają swój biznes. Nastolatki flirtują, kłócą się i zakochują. Lekcje nigdy nie przebiegają gładko, choć Harry otrzymuje niezwykłą pomoc od tajemniczego Księcia Półkrwi – poprzedniego właściciela podręcznika do eliksirów, który wpadł mu w ręce i jest pełen błyskotliwych, ale potencjalnie niebezpiecznych zaklęć. Jednak życie chłopca zmieni się na zawsze, gdy ktoś mu bliski zostanie okrutnie zamordowany na jego oczach.
Wspomagany przez Dumbledore’a Harry spróbuje poznać złożoną historię chłopca, który stał się Lordem Voldemortem, i w ten sposób odkryć to, co może być słabością Czarnego Pana.
"Harry Potter i Insygnia śmierci"
Nadchodzi czas rozstrzygnięć
W Hogwarcie nie jest już bezpiecznie, więc Harry, Ron i Hermiona muszą uciekać. Profesor Dumbledore dał im wprawdzie wskazówki dotyczące tego, co należy zrobić, by raz na zawsze pokonać Lorda Voldemorta, ale najpierw trzeba je rozszyfrować. Ich wędrówka przez cały kraj to desperackie poszukiwanie odpowiedzi, ale tak, by nie dać się schwytać. Jednocześnie przyjaźń, hart ducha oraz zmysł moralny bohaterów zostaną wystawione na próbę w sposób, jakiego nigdy by sobie nie wyobrażali. Ostateczna bitwa między dobrem a złem, która zamyka epicki cykl, rozegra się tam, gdzie zaczęło się życie Harry’ego jako czarodzieja – w Hogwarcie. Zakończenie przynosi szokujące zwroty akcji, niesamowite akty odwagi, potężną dawkę magii oraz odpowiedzi na wszystkie istotne pytania. Ale przede wszystkim ten poruszający tom to jasne przesłanie leżące u podstaw serii – że nasze wybory są ważniejsze od przeznaczenia, a miłość zawsze triumfuje nad śmiercią.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wszystko wygląda na interesujące, dopóki człowiek nie zacznie tego robić. Wtedy przekonuje się, że to praca jak każda inna. Założę się, że nawet taki Cohen Barbarzyńca wstaje rano, myśląc: „No nie, kolejny dzień deptania moją ciężką stopą tronów wysadzanych klejnotami”.
Książka rozpoczyna się najdłuższym dramatis personae z jakim miałem do czynienia. Po nim następuje mierzący ćwierć książki zlepek pozornie przypadkowych fragmentów wydarzeń, wrażeń, wywiadów, dzięki którym w wyobraźni pojawia się szkic aktualnego stanu wydarzeń i świata przedstawionego. Odniosłem jednak wrażenie, że autor przesadził z ilością i różnorodnością tych fragmentów. Niektóre z nich kontynuują już rozpoczęty gdzieś w ramach Herezji wątek i te albo stanowią jedną z głównych osi wydarzeń, albo rozwinięcie drugoplanowych historii. Inne zaś rozpoczynają i niemal natychmiast kończą zupełnie nowe odgałęzienie tylko po to, by pokazać nietrwałość istnienia w czasie największej wojny w dziejach ludzkości. Zabieg jest zapewne celowy, gdyż Dan Abnett już wielokrotnie udowodnił, że manipulacja formą jest częścią rzemiosła, jednak wprowadza to do narracji pewien poziom chaosu (a może jednak Chaosu?).
Jak zwykle wyjątkowo wartościowa wydała mi się perspektywa Abaddona, który nie może się pogodzić z przemianą jaką przechodzi jego legion. Nowością i nie lada gratką była też pierwszoosobowa narracja Malcadora Pieczętnika, czyli de facto drugiej najważniejszej osoby w całym Imperium Człowieka, a przy tym postaci owianej tajemnicą.
Prawdę mówiąc, jestem lekko (tylko odrobinę) rozczarowany, ale też z własnej winy. Widząc Dana Abnetta na okładce nastawiłem się na absolutnie epickie fantasy, początek punktu kulminacyjnego olbrzymiej serii, a dostałem po prostu solidną kontynuację, powolny wstęp do trylogii końcowej.
Wydawnictwo Vesper przedstawia okładkę drugiego tomu cyklu Kupcy i ich żywostatki. "Szalony statek" Robin Hobb ukaże się pod koniec listopada 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera około 720 stron, w cenie detalicznej 119,90 zł.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydanie w twardej oprawie liczy 722 stron, w cenie detalicznej 119,90 zł. Premiera 30 listopada 2026 roku. Poniżej krótko o treści.
Wyrzeźbione z czarodrzewu żywostatki nie są zwykłymi okrętami. Budzą się do życia, pamiętają swoich przodków i nawiązują niezwykłą więź z kapitanami, którym służą. Dla kupieckich rodów ta więź jest źródłem potęgi i gwarancją przetrwania.
Rodzinie Vestritów los przestał sprzyjać. Ich żywostatek „Vivacia” został przejęty przez piratów, a głowa rodu i najstarszy syn trafili do niewoli. Tym sposobem rodzina powoli traci wszystko, co dawało jej pozycję oraz nadzieję na przyszłość. Jednak Althea Vestrit nie zamierza się poddać. Aby odzyskać „Vivacię”, podejmuje desperacką decyzję: remontuje porzucony inny żywostatek, którego osobowość jest równie niebezpieczna jak jego tajemnicza przeszłość. Nikt nie wie, czy ów pozwoli się poprowadzić. Nikt nie wie, czy nie obróci się przeciwko własnej załodze. Althea stawia na szali ostatnie pieniądze rodziny i wyrusza na morze.
To nie jest książka tylko dla starych punków, którzy chcą powspominać, jak szli na pierwszy koncert, ganiali się po mieście z naziolami albo pili pierwsze piwo w miejskim parku. Chociaż o tym wszystkim też autorka pisze i wokół tego kręci się sporo opisanych tutaj historii. To książka dla wszystkich, którzy pamiętają Polskę lat 90. Polskę dzikiego kapitalizmu. Polskę, w której nagle wujek Staszek zakładał hurtownię napojów alkoholowych i stawał się z dnia na dzień lokalnym bossem. Polskę bezrobocia na poziomie dwucyfrowym, dresiarstwa zalegającego na osiedlowych ławkach, chujowych ubrań w chujowych kolorach i fajnych ubrań w fajnych kolorach, ale drogich i z Pewexu, albo od ciotki z Niemiec. Autorka nie ukrywa, że lata 90. to nie były rurki z kremem, tylko pomieszanie gonitwy za mitycznym Zachodem z rzeczywistością stojącą jeszcze mocno jedną nogą w syfie komuny. Jest tu oczywiście dawka nostalgii i czasami łapałem się na tym, że czytając myślałem "kurewa, a kiedyś to było...", ale jednak więcej jest smaku gorzkiej polskiej rzeczywistości tamtych czasów oraz niewesołej refleksji nad życiem. Jeśli ktoś je pamięta, to w konfrontacji z tą książką, jak żywe staną mu obrazki z dzieciństwa i czasów nastoletnich. Polecam pokoleniu #hejto40plus ale młodszym też, pod rozwagę, żeby nie mitologizowali czasów w których nie żyli.
– Nie, musielibyśmy iść dookoła, wzdłuż brzegu – odparł handlarz, kreśląc w kurzu długą zakrzywioną linię. – Bo dżungla rośnie tutaj... – stuknął patykiem wyschniętą ziemię – ...i tutaj... – stuknął znowu, trafiając lekko w wychodzącą właśnie szarańczę, która pierwsze stuknięcie optymistycznie wzięła za początek deszczu. – W dżungli nie ma dróg.
M’Bu odebrał mu patyk i wyrysował prostą linię przez dżungle.
– Kiedy tysiąc słoni chce gdzieś iść – oświadczył – nie potrzebują żadnej drogi.
Azhural przemyślał to sobie. Potem wziął patyk i narysował zygzak w poprzek dżungli.
– Ale tutaj są Góry Słońca. Bardzo wysokie. Mnóstwo głębokich wąwozów. I żadnych mostów.
M’Bu odebrał mu patyk, wskazał dżunglę i uśmiechnął się.
– Wiem, gdzie leży właśnie wyrwane z ziemi mnóstwo dobrego drewna, szefie.
– Tak? No dobrze, mój chłopcze, dobrze, ale i tak musimy jakoś dotrzeć do gór.
– Całkiem przypadkiem tysiąc bardzo silnych słoni będzie zmierzać wtamtą stronę, szefie.
Kolejny klasyk science fiction. Zabrałem się kiedyś już za to ale że tak powiem od d⁎⁎y strony... znaczy niby poprawnie, bo przeczytałem pierwszą część z cyklu, ale chronologicznego a nie w kolejności powstawania co jak później doczytałem ma o wiele więcej sensu. Dlatego zapewne Preludium Fundacji wydało mi się dość średnie.
No i rzeczywiście, oryginalna Fundacja wjechała mi już elegancko, i za niedługo pewnie złapię za kolejną część bo mam wrażenie jakby ten tom urywał się w połowie.
Historia Fundacji rozpoczyna się od poznania Hariego Seldona, a raczej jego świeżo upieczonego współpracownika i późniejszego biografa Gaala Dornicka który przybywa do stolicy Imperium Galaktycznego aby podjąć pracę u sławnego w całej galaktyce matematyka. Na miejscu okazuje się że Hari popadł w niełaskę władców galaktyki bowiem poprzez rozwinięcie swojej matematyczno - statystycznej metody przepowiadania przyszłości zwanej tu psychohistorią głosi wszem i wobec rychły updatek Imperium Galaktycznego.
Za tego typu herezje, jak to zazwyczaj bywało należy się odpowiednia kara, dosyć sędziwy już Hari zostaje więc wraz z ekipą oddanych mu naukowców zesłany na małą planetkę leżącą na rubieżach galaktyki gdzie może sobie w spokoju pracować na swoją psychohistorią, galaktyczną encyklopedią i temu podobnymi bzdurami. Ów naukowy kolektyw zostaje nazwany jakżeby inaczej - Fundacją.
Zawiązanie akcji jest ciekawe i musze przyznać że jak na dość lichą objętość tej pozycji jest ona napakowana akcją po brzegi. Autor dość żwawo skacze przez kolejne dekady i przystaje jedynie w decydujących momentach biegu historii - punktach zwrotnych przewidzianych statystycznie w psychohistorycznych obliczeniach Hariego które działają jeszcze długo po jego śmierci.
Będziemy więc śledzić poczyniania kilku bohaterów wokół ktorych kręcić się będzie cała oś powstawania i nabierania w galaktyce znaczenia przez ową Fundację, a którzy świadomi spuścizny Hariego ale nie będący w posiadaniu jakiejkolwiek wiedzy na temat jego przepowiedni starają się w miarę możliwości sterować wydarzeniami tak aby wyjść z kryzysowych sytuacji z tarczą.
Pomysł jest całkiem ciekawy i chociaż czuć już że książka jest dość leciwa to jednak nadal czyta się to bardzo dobrze, głównie dlatego że więcej tutaj politycznych i socjologicznych rozkmin a cała otoczka Sci-Fi jest trochę na uboczu. Zwroty akcji są całkiem zaskakujące, akcja nie zamula i przyznam że czytało mi się to z niemałą przyjemnością, do tego stopnia że połknąłem całą książkę chyba na dwa posiedzenia.
Największą imo wadą jest to że akcja urywa się jakby w połowie wydarzeń, niby mamy zakończenie odpowiedniego wątku ale nie ma tutaj żadnej konkluzji ani nic takiego, po prostu cyk i koniec
Autor dość żwawo skacze przez kolejne dekady i przystaje jedynie w decydujących momentach biegu historii
I właśnie miałem wrażenie jakbym nie czytał powieści tylko jej streszczenie/bryka. Wydarzenia brzegowe też autor opisał bardzo skrótowo i tak trochę technicznie jak artykuł do gazety, nie angażując czytelnika w próby zawiązania więzi z bohaterami.
@saradonin_redux Nie jestem pewien ale kiedyś mi się obiło że pierwsza Fundacja była publikowana w częściach w jakimś periodyku i myślę że to dlatego tak to dziwnie wygląda po zebraniu do kupy.
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada książkę o najsłynniejszej Polce. "Maria Skłodowska-Curie i jej córki" Claudine Monteil ma zaplanowaną premierę na 10 listopada 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 272 strony, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wolne, niezależne, odważne, wykształcone.
Niezwykła historia o przezwyciężaniu przeciwności, odwadze i zwycięstwie.
Mimo trudnych początków, ubóstwa i braku praw kobiet do wyższych studiów w XIX-wiecznej Europie, Maria Skłodowska-Curie zdołała ukończyć studia. Wraz z mężem rozwinęła badania nad promieniotwórczością i zrewolucjonizowała medycynę; jako pierwsza kobieta została profesorem na paryskiej Sorbonie. Biografia wybitnej naukowczyni i dwukrotnej laureatki Nagrody Nobla nie byłaby jednak pełna, gdyby nie historia jej życia rodzinnego, która odsłania postać fascynującej kobiety i matki na tle skomplikowanych relacji z córkami i otoczeniem. Irena, starsza z córek, także zostanie laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie chemii i będzie walczyć o prawa kobiet. Ewa wybierze literaturę i dyplomację: napisze kultową biografię matki i odegra ważną rolę w Siłach Zbrojnych Wolnej Francji u boku generała de Gaulle’a.
Portret trzech niezwykłych kobiet o złożonych losach. Kobiet, których odwaga, inteligencja i zaangażowanie wpłynęły na kształt stulecia, w którym przyszło im żyć.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wiedział, że liczenie słoni jest zajęciem bardzo precyzyjnym. Człowiek może nie być pewien, ile posiada żon, ale nigdy tego, ile posiada słoni. Słonia albo się ma, albo nie.