Co sądzicie o napiwkach w restauracjach?
#gastronomia #rozkminy
Co sądzicie o napiwkach w restauracjach?
#gastronomia #rozkminy
@CoryTrevor jako dinozaur gastro mam swoiste podejscie do tipowania. Sam zawsze stawiam jakość obsługi na 1 miejscu - nie oceniajac kim jest mój gość. Nigdy nie oczekuje od nikogo że da mi tipa. Teraz już rzadko jestem na sali, cześciej jako winolej.
Jako gość zaś mam duże wymagania co do obsługi - i tipuje gdy są one spełnione. Za zwykłe postawienie talerza płaci pracodawca.
Max tip jaki dostałem - 500€ , Max tip jaki dostał mój ziomek 10k €.
@CoryTrevor co do amerykańskiej tradycji dawania napiwków, to trzeba zauważyć że u nich poziom obsługi kelnerskiej jest o niebo wyższy niż w Europie. U nas trzeba iść do naprawdę dobrej knajpy żeby doświadczyć jakiegoś absolutnego minimum w USA.
Tam nawet w zwykłej burgerowni czy knajpie ze stekami kelner podchodzi kilka razy, pyta czy niczego nie brakuje, czy jesteśmy zadowoleni. Zdarzyło mi się raz, że w sieciowce ze stekami, przy steku za całe $15 kelnerka nie odeszła dopóki nie rozkroilem steka i nie potwierdziłem, że tak, jest taki jak chciałem xD
@pszemek To się zgadza. Bo właściwie Ty im płacisz napiwkami i trzeba przyznać że w USA poziom obsługi kelnerskiej jest na dużo wyższym poziomie kelner podchodzi i dopytuje czy czegoś nie trzeba donieść parę razy, zwykle się przedstawia, po posiłku podchodzi menadżer restauracji po feedback i za takie coś jestem skłonny zostawić napiwek. Za człowieka który poda mi talerz i pójdzie dalej płaci właściciel restauracji.
Z drugiej strony kiedy chce zjeść coś tanio, mogę się praktycznie sam obsłużyć w lokalu (zabrać kartę, podejść po jedzenie, odnieść talerz) i wtedy o napiwku nie ma mowy. Najzabawniejsze są kasy samoobsługowe pozwalające na zostawienie napiwków
@Fulleks warto wspomnieć, że w Stanach po prostu kelnerzy na życie zarabiają napiwkami, dlatego muszą się starać. Rozmawiałem tydzień temu z kuzynką i jej mężem, żyją razem w nowym Jorku. Mówili mi, że minimalna tam to chyba 16 dolarów za godzinę, a u kelnerów średnia albo minimalna (ale raczej minimalna) to 3 dolary. Więc no pracodawca kelnerowi zapewnia de facto tylko robotę bo za 3 dolary za godzinę to po miesiącu raczej sobie możesz zafundować tylko jedzenia na tydzień. I myślę że to jest powód dla którego kelnerzy się tak starają.
@pszemek jeny to jaki koszmar. Gość stoi i patrzy jak jesz. Dla mnie straszne. Takie skakanie nade mną też jest zdecydowanie negatywnie odbierane. Wolę gdy zostawia się mnie w spokoju.
Najlepiej, że kelner zawsze podchodzi jak ma się pełne usta i wtedy zadaje pytanie - czy wszystko w porządku?
To taki sam krindż jak dentysta zadaje pytania kiedy pacjent ma rozdziawione usta z wieloma rzeczami przykręconymi do zębów. Brrr
@CoryTrevor jeżeli jestem normalnie obsłużony to nie widzę powodu do napiwku. Jeżeli z obsługi jestem zadowolony ponadprzeciętnie to chętnie zostawiam napiwek. Istotnym jest to, że na to zadowolenie nie musi wpływać tylko smak jedzenia ale ogólnie cała obsługa, czy kelner coś fajnego podpowie, a może fajnie zażartuje jednocześnie nie spoufalając się za bardzo. No wachlarz tego co może zaprocentować napiwkiem jest duży.
@CoryTrevor brakuje odpowiedzi to zależy od jakości obsługi. Jeżeli jestem zadowolony z obsługi, kelner zna się na daniach opowiada dodatkowo jakieś rzeczy, do tego dobre wrażenie zrobi cały lokal i jakość jedzenia zawsze zostawiam. No i często tez to zależy od kwoty na rachunku
@UbogiKrewny bo sobie w hameryczce przyjeli, że jak ich lokalny janusz rżnie w dupę na stawkach wynagrodzenia, to oni sobie to odbijają na napiwkach. Patologia się nasiliła, jak napiwki zostały opodatkowane. I teraz wszyscy siedzą po pas w gównie statusu quo i nikt nie chce tego ruszyć. Właściciele nie podniosą wynagrodzeń, bo by musieli podnieść ceny i rynek by ich zweryfikował, czy są tak bardzo potrzebni. Kelnerzy praktycznie z defaultu sobie doliczają tipa "bo im się należy" biorąc inspirację od Szydłowej, a klienci się z jakiegoś posranego powodu godzą na takie gówno tylko betonując tę patologię i utwierdzając branżę w przekonaniu, że skoro sami płacą, to można jeszcze kolejny procencik podnieść.
Odpowiedzi jest już sporo, więc mogę napisać swoje zdanie. Dla mnie napiwki to nieporozumienie. Pracodawca powinien godnie płacić kelnerom, żeby Ci wykonywali swoją pracę jak najlepiej. To tak jakby dawać kasę:
-sprzedawcy w markecie bo dobrze doradził
-panu na stacji benzynowej bo wyszedł na deszcz wlać paliwo choć nie musiał
-pielęgniarce w przychodni bo szybko znalazła żyłę xD i zagadała przy pobieraniu krwi żebyś nie zemdlał
-kierowcy autobusu bo nie spóźnił się, ominął wszystkie dziury i puścił fajną muzyczkę.
Wszystkie przytoczone sytuację dają takie samo uzasadnienie do dawania tipów jak obsłudze w restauracji (i ok, w hotelu). W wieku branżach ludzie wychodzą z inicjatywą ponad niezbędne minimum. Nikomu zdrowemu na umyśle nie przechodzi przez myśl dawać za to dodatkowy szmal.
@CoryTrevor Ale rozumiesz, że świat nie jest czarno-biały i są zawody, w których dawanie napiwku jest naturalne, wynika z pewnych norm społecznych oraz ukształtowało się na przestrzeni lat oraz takie, gdzie dając napiwek zrobiłbyś z siebie idiote? Ile Ty masz lat, że używasz takich argumentów i porównań? 15?
@CoryTrevor ale czy ja w ogóle podjąłem tematykę sposobu kształtowania norm społecznych? Stwierdziłem jedynie, że Twój argument z porównaniem do pielęgniarek jest debilny i nijak się ma do sytuacji, bo pielęgniarki (czy inne wymienione przez Ciebie zawody) nigdy nie otrzymywały napiwków. Natomiast wskazałem Ci, dlaczego w innych zawodach może to mieć miejsce (m.in. ze względu na normy lub uwarunkowania historyczne, które, KURWA KTO BY POMYŚLAŁ, kształtują ludzie, a nie chomiki). Takie truizmy wsadź sobie w dupę albo nie wchodź w dyskusję, bo używasz argumentów przedszkolaka.
@Sergio w Polsce akurat w ogóle nie bylo takich zwyczajów... Przecież to jest zgapione dosłownie z seriali żeby napiwki dawać.
To nie jest "wykształcona norma" u nas, bo zwyczaj pochodzi z zachowań arystokracji która u nas praktycznie kompletnie wyginęła w trakcie drugiej wojny światowej i za komuny też nie bardzo był sens takiego zwyczaju, bo pieniądze miały niską użyteczność.
W Polsce nie ma żadnych uwarunkowań historycznych do dawania napiwków tak po prostu, ten argument jest kompletnie chybiony.
@Sergio po pierwsze, nigdzie w Europie napiwki nie są powszechne, czytałem statystki na ten temat i nie ma kraju w Europie gdzie większość dawałby napiwki. Tylko w USA i Kanadzie dawanie napiwków jest rzeczywiście powszechne, w krajach postkomunistycznych jest szczególnie rzadkie.
Oczywiście, że nowbogaccy w latach 90tych wzroowali się na zagranicznych filmach, reszty społeczeństwa to generalnie nie było stać na takie fanaberie w latach 90tych. Ludzie często kiblów nie mieli w miejscu zamieszkania a co dopiero mówić o wypadach do knajp i rozdawaniem pieniędzy bez wyraźnego powodu.
Nie uważam tylko wiem, że historycznie napiwki są u nas importowane, bo wiem skąd się ta tradycja bierze i wiem, że w trakcie drugiej wojny światowej część populacji która dawała napiwki po prostu wyginęła. To nie jest jakaś czarna magia. I w latach 90tych to bardziej na bazie filmów niż seriali, tak swoją drogą.
Skoro masz przeciwne zdanie to wymień czynniki historyczne które prowadziły do upiwwzechnienia się dawania napiwków, bo nie rzuciłeś tych czynników historycznych jako pusty frazes, prawda?
@DiscoKhan Ale przecież sam właśnie wskazałeś, że są to uwarunkowania historyczne - wywodzące się jeszcze z czasów sprzed II wojny światowej. Nie rozumiem też pojęcia „zaimportowane” - idąc tym tokiem rozumowania, to zostały zaimportowane do każdego zakątku świata poza Anglią, więc juz na starcie implikujesz, że sam fakt ich pochodzenia całkowicie niweczy ideę. To, że coś zostało w pewnym stopniu wybite w czasie drugiej wojny światowej, nie oznacza automatycznie, że wyginęło i w latach 90’ pojawiło się na nowo. Z ciekawości poszukałem o nich trochę i okazuje się, że większość osób w Polsce daje napiwki, bo uważają to za przyjęte normy kulturowe. Puszysz się, jakby historia napiwków wymagała dysertacji naukowej, a ja jedynie stwierdziłem, że dawanie ich konkretnym grupom zawodowym wywodzi się z uwarunkowań historycznych (które zresztą sam wskazałeś, jednocześnie obalając swoją tezę w tym samym zdaniu) oraz kulturowych (co było moim przypuszczeniem, ale jak się okazuje jest też potwierdzone badaniami). Ty przyjmujesz natomiast narrację, jakoby napiwki były zupełnym novum dla Polaków w latach 90’ i zwyczajnie uważam, że w tym względzie pierdolisz głupoty.
@Sergio matko boska... Tak tradycje się nie przenoszą, że ktoś przed wojną ktoś coś robił i magiczne się przenoszą przez powietrze.
Polska populacja w głównej mierze wywowdzi się z wiejskiej populacji ze względu na przbeieg drugiej wojny światowej na naszych terenach. Teraz mi napisz w jaki sposób te starsze tradycje zostały przekazane do populacji która przesiedliła się do miast i nie miała w ogóle kontaktu z takim zwyczajem we wczesnym PRLu?
Jednocześnie czemu ta tradycja została bezpośrednio przekazana nowej populacji a szereg innych już nie?
@Parigot powszechny zwyczaj w całych Węgrzech czy raczej w knajpach nastawionych na turystów? Ciężko uwierzyć żeby w tak ubogim społeczeństwie jak węgierskie ludzie pozwalali sobie często na takie zbytki. Z jednej strony dalej wysoka emigracja z powodow ekonomicznych a z drugiej powszechnie tam się napwiki daje?
Ten "wymóg" napiwków rodzi patologie. Raz sie szarpnalem i zabralem dziewczynę na kolacje sylwestrowa, rachunek w okolicach 1200 za samo jedzenie (tak, tego wieczoru to mnie wyruchano). No i mowie, ze zaplace karta, kelner pyta czy napiwek, ja, ze nie, dziekuje (gosciu wlasnie uszczuplilem sie o 1.2k za jedzenie po ktorym jestem dalej glodny, zrozum)
Facet zmienil podejscie w sekunde, malo mi tym terminalem nie sciagnal usmiechu z twarzy, odwrocil sie na piecie (doslownie, jak balerina) i poszedl cos mruczac pod nosem.
@CoryTrevor napiwek rozumiem jako wynagrodzenie za wyjątkowo miłą, pomocną obsługę, a nie zastępstwo czy uzupełnienie pensji pracownika (a tak to się u nas zwykle traktuje niestety), który przynosi talerz z jedzeniem i pyta czy smakowało. Lepiej dać napiwek kobicie na mięsnym, to ci przynajmniej coś świeżego poleci
Czasem daję napiwki. Najgorsze jest to, że kiedy ich nie daję, to czuję jakąś taką presję (nawet jeśli obsługa nie była dobra), żeby je dać. Szczególnie ze strony znajomych, z którymi jestem w knajpie. Mam wrażenie, że mają mnie za skąpca, ale napiwki daję tylko za wyjątkową obsługę, a nie codzienną lub naburmuszoną.
@CoryTrevor
Kelnerom - tak, podawaczom niekoniecznie. U nas zawód kelnera jest na wymarciu. Nie wiedzą co w karcie, nic nie polecą, pociskają w tych śmiesznych sportowych butach z niebotycznymi podeszwami, nie pamiętają kto co zamówił, paluszki w talerzu, trzeba się uganiać jak coś chcesz domówić lub wziąć rachunek. Wymieniłem bardzo dużo, choć w gruncie rzeczy zazwyczaj wystarcza mi życzliwość ze strony kelnera i smaczne jadło aby dać te 10%. Problem mam też z tym, że restauratorzy często nie stosują żadnych zasad dzielenia napiwków. Choćby takich, że często napiwek jest wynikiem dobrej pracy nie tyle kelnera co kuchni a o nich już nikt nie pamięta. Wobec tego aby uczciwie podzielić napiwki, trzeba przeliczyć je na paragony/osoba a nawet na dni z dużym i małym utargiem więc nikomu się nie chce
Zaloguj się aby komentować