Rincewind przypomniał sobie dzień, gdy Dwukwiat doszedł do wniosku, że przechodzący pastuch zbyt mocno bije swoje bydło. Tyrada na temat łagodnego traktowania zwierząt, którą wtedy wygłosił, była tak miażdżąca, że Rincewind pozostał na drodze mocno stratowany i lekko zakrwawiony.
Zbiór reportaży autorki, zakończony wywiadem, który z panią Justyną przeprowadził Szymon Jadczak (dziennikarz śledczy TVN).
Po ostatnich doświadczeniach z reportażami i przy ogólnym poziomie aktualnie prezentowanego w mediach dziennikarstwa (które z informacyjnego przeszło na ciemną stronę mocy, stając się opiniotwórczym) - borze szumiący, jakie to było dobre! Różnorodne, często trudne sprawy i tematy.
Miło było przeczytać coś nie pisanego pod tezę, z solidnym przygotowaniem i przynajmniej próbą zapoznania się ze stanowiskiem każdej ze stron. Przyjemny styl, dużo konkretów, taktu, mało grania na emocjach, za to sporo miejsca na emocje czytelnika, mogłam sama to przetrawić bez nachalnego podpowiadania mi, co powinnam myśleć w danej sytuacji.
Jedynym minusem książki jest jej tytuł, zaczerpnięty od jednego z zawartych w zbiorze tekstów.
------
Jeśli ktoś chciałby przeczytać, oddam za etykietę osoba, od której otrzymałam egzemplarz chciała, aby książka została przeczytana. Ja chciałabym, aby nadal była czytana, więc puszczam dalej. Prośba o przekazanie jej potem kolejnej osobie (nie koniecznie na hejto, chociaż #hejtobookcrossing byłby fajny)
– Mnie o to nie pytaj. Żeby wyrosły plony, żeby księżyc wyszedł na niebo albo żeby cokolwiek innego się stało. A może po prostu lubią zabijać ludzi. Na tym właśnie polega religia.
Wszystkie religie świata to idealne odzwierciedlenie zasady "dziel i rządź", zarówno na poziomie pojedynczych religii, jak i na metapoziomie pomiędzy nimi.
A Pan Pratchett jak zwykle bardzo celnie, miał świetne oko obserwatora natury ludzkiej.
Zwycięzca dodaje nowe zadanie, czyli parę rymów i temat na nowy dzień.
Ale że dziś zwycięzców jest trzech to każdy dodaje po części zadania. Możesz mi tutaj napisać albo dwa rymujące się słowa, albo temat na jaki dziś będziemy rymować. Ja to zbiorę i dodam wpis. Chyba że chcesz dodać. Albo @Piechur chce dodać.
– No wiesz – zaczął Dwukwiat z entuzjazmem. – Ma się odbyć ceremonia, której tradycja sięga tysięcy lat. Dla uczczenia odrodzenia księżyca. Albo słońca... Nie, jestem pewien, że księżyca. Podobno jest bardzo poważna i piękna, pełna spokoju i godności.
Rincewind zadrżał. Zawsze się martwił, gdy Dwukwiat zaczynał mówić tym tonem. Przynajmniej nie powiedział jeszcze „fascynująca” ani „malownicza”. Rincewind nie do końca wiedział, co oznaczają te słowa, ale najbardziej sensowne tłumaczenie brzmiało „kłopoty”.
– Szkoda, że nie ma tu Bagażu – westchnął z żalem turysta. – Przydałoby mi się pudełko obrazkowe. Ceremonia będzie z pewnością fascynująca i bardzo malownicza.
@moll nooo! Mam już nawet przygotowaną kartkę z podkładką (na biurku nie ma miejsca, leżą nowe książki) i długopis z kotkiem! Tak dawno nic nie pisałam, że nie mogę się doczekać
Miała być to książka o żałobie - w końcu autor dzieli się z czytelnikami fragmentami własnych pamiętników, obejmujących 2 lata żałoby po śmierci jego ukochanej matki. Jednak, gdyby było to "tylko" tyle, to nie byłaby to książka Schmitta.
Znajdujemy tutaj sporo więcej - książka jest pełna autora, jego uczuć (różnych i wielu, faktycznie wraz z nim przechodzimy wszystkie etapy żałoby po stracie bliskiej osoby), jego matki, przemykających postaci ojca, siostry, innych bliskich... jest tu także widoczna cała wrażliwa tkanka relacji dziecko-rodzic/e (z każdym z rodziców oddzielnie, traktując ich jako parę), której ukoronowaniem jest paradoksalnie ODZYSKANIE miłości. I to jest ta zdecydowanie piękniejsza część tej książki, gdy autor przedziera się przez własne uprzedzenia, przez nieporozumienia nawarstwiające się latami oraz pewne niedomówienia, gdy jedna rozmowa wywraca pojmowanie do góry nogami i ustala od nowa relację z rodzicami, których już nie ma. I zamyka bolesny etap życia.
Mało w tym dziełku Boga, ale idealnie moim zdaniem dopełnia się z Jagą, opowiadając o miłości, jaką rodzice darzą siebie nawzajem, darzą swoje dzieci i jak dzieci potrafią (nie)kochać.
@moll jestem leworęczny i miałem takie pióro w szkole. Trochę inna stalówka, był lepszy poślizg trzymając je pod kątem 90 stopni (inaczej się nie da będąc leworęcznym). Mordęga straszna pisać piórem lewą ręką. Trzeba nienaturalnie wygiąć nadgarstek żeby to ogarnąć i się nie uwalić przy tym.