Miałem kiedyś takiego pacjenta. Uczył mnie na stanowisko "operator maszyny". Toksyczny facet i duże ego. Po 4 miesiącach jak już miałem stanąć sam na maszynie, to powiedział przy mnie szefowi, że się nie nadaje. Mieliśmy ogólnie kwas. Podobnie jak Ty gasiłem go ripostami, co mu nie było w smak. Jak już stałem sam na maszynie, to potrafił przyjść i kontrolować moją pracę i się przyjebać. Pewnego dnia przy takiej kontroli kazałem mu wypierdalać. Próbował podjąć rozmowę, ale jak tylko otwierał usta, to krzyczałem "WYPIERDALAJ"! Byłem bardzo bliski rzucenia się na niego pomimo tego, że różnica była między Nami spora. Od tamtego dnia miałem z Nim spokój. Morał tej opowieści jest taki, że warto iść na konfrontację jeśli nic innego nie zadziała. Żeby nie było, to próbowałem mieć z Nim normalne relacje, ale gość był zjebany i nic innego nie pomogło. Kiedyś pękniesz, albo Cię to zje od środka.