#narysunki
Spodobało mi się rysowanie (odrysowywanie?). Szkoda tylko, że pomimo dość bogatej wyobraźni rysunki nie wychodzą tak dobrze, jak wyglądają w mojej głowie.


Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories
#narysunki
Spodobało mi się rysowanie (odrysowywanie?). Szkoda tylko, że pomimo dość bogatej wyobraźni rysunki nie wychodzą tak dobrze, jak wyglądają w mojej głowie.

Zaloguj się aby komentować
W mojej bańce widziałem narzekania na to, że w plebiscycie LubimyCzytać na najlepszą książkę science fiction wygrał Remigiusz Mróz i olaboga, jak źle to świadczy o polskiej fantastyce naukowej i czytelnikach.
„Węzeł czasu” otrzymał 3426 głosów.
Tak trudno jest skrzyknąć znajomych i ich znajomych, zmobilizować się i zagłosować na przykład na „Kaori” Marty Sobieskiej? 289 głosów i już zajęłaby dziesiąte miejsce. W końcu to plebiscyt, więc wygrywa najbardziej popularny autor czy autorka.
Spośród nazwisk na liście tych dziesięciu najlepszych książek znam trzy. O reszcie nawet nie słyszałem, ale nie będę ukrywał, że jestem dwa lata do tyłu, jeśli chodzi o moje główne źródło wiedzy o nowościach, czyli „Nową Fantastykę”.
#ksiazki #czytajzhejto #literatura #sciencefiction

@cyberpunkowy_neuromantyk ja LubimyCzytać używam tylko do zarąbania okładki i info o książce na potrzeby wpisu na Bookmeter. Ten portal do niczego innego się nie nadaje. Już dawno przestałem go używać do zbierania ciekawych informacji o książkach, premierach czy czytania recenzji, bo większość z nich jest pisana za kasę, a te mniej wygodne są ukryte do momentu, aż się zalogujesz. Sam dostawałem kilka szczotek do recenzji i za każdym razem były uwagi do tego, co napisałem na LC, więc odpuściłem sobie zabawę.
Zaloguj się aby komentować
476 + 1 = 477
Tytuł: Doktórka od familoków
Autor: Magdalena Majcher
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383183589
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
Niesamowite jest to, że wystarczy jedna osoba na właściwym stanowisku i we właściwym czasie, żeby bezpośrednio zmienić na lepsze życia setek, jeśli nie tysięcy osób, a pośrednio jeszcze więcej. Można gdybać, co by się stało, gdyby główna bohaterka, lekarka Jolanta Wadowska-Król, ograniczyła się tylko do zbadaniu paru dzieci, ale na szczęście nie musimy - kobieta zdecydowanie została pediatrą z powołania, co przełożyło się na zaangażowanie w leczenie małych pacjentów. A to z kolei miało ogromny wpływ na poszerzenie wiedzy na temat ołowicy, czyli zatrucia ołowiem.
Książka to fabularyzowana opowieść o tym, jak przebiegała praca pani Jolanty, autoryzowana przez lekarkę. Historia pediatry przeplatana jest perspektywą rodzin dotkniętych ołowicą. Jako że wszystkie chciały zachować anonimowość, autorka zdecydowała się powołać do życia Helenę i jej rodzinę, która utrzymywana była z pracy męża w hucie. To uosobienie wszystkich problemów i zmartwień, z którymi zmagali się ludzie. Nie dość, że mieszkali bardzo blisko trującej ich huty, to jeszcze żyli w totalnie beznadziejnych warunkach, w zagrzybiałych mieszkaniach bez bieżącej wody i toaletami poza budynkiem.
Uwielbiam, kiedy lektura wywołuje we mnie refleksje i tak też było w przypadku „Doktórki od familoków”. Zdałem sobie sprawę, że ludzkość często tworzy nowe problemy, z którymi później musi się zmagać, jak ołowica właśnie. Nieświadomie (czy aby na pewno, skoro na noc ściągano filtry z kominów?) truto pracowników i mieszkańców, w szczególności ich dzieci, którym w większości zabierano przyszłość. W końcu co to za przyszłość, skoro od dzieciaka jest się w tyle za rówieśnikami - wiele pociech z racji płynącego w ich żyłach ołowiu była opóźniona w rozwoju względem rówieśników. Wszystko dlatego, że nie zbadano wcześniej możliwych konsekwencji zamieszkania tak blisko huty i tak dalej.
Co prowadzi do wniosku, że tak naprawdę się nie uczymy na błędach. Przykładem social media, które kiedyś wydawały się świetnym pomysłem, a obecnie coraz częściej udowadniany jest ich szkodliwy wpływ na społeczeństwo, w szczególności na dzieci, które są bardziej narażone.
Wracając jednak do meritum, gdy szukałem w internecie potwierdzenia opisanych wydarzeń, natrafiłem na wpis autorki, która wskazała różne nieścisłości w netfliksowym serialu „Ołowiane dzieci”. Jaki jest sens przekłamywać fakty? Nie wiem. Tym bardziej, że nie wszyscy są dociekliwi i nie wszyscy sprawdzą, jak było naprawdę. Tym bardziej, że o serialu mówi się, że jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami i nie dziwi mnie, że ktoś może czerpać z niego wiedzę o tym, co stało się w Szopienicach.
Samą książkę polecam, mimo że autorka często gęsto się powtarzała. Nie są to szczegóły bardzo psujące przyjemność z czytania, ale mnie raziło, gdy kolejny raz natrafiałem na informację, że dziećmi lekarki zajmowała się jej mama, dzięki czemu mogła poświęcić się pracy na rzecz „ołowianych dzieci”. A to pierwszy z brzegu przykład.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz\ #bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

Zaloguj się aby komentować
„Battlefield 6” w trybie hardcore to jest zupełnie inna jakość rozgrywki. I żałuję, że tak późno odkryłem ten tryb - pewnie dlatego, że wymaga serwerów społecznościowych, które jak dzisiaj grałem, nie są zbyt popularne. Ale da się grać i rozgrywka jest dzięki temu przecudowna.
Nie ma minimapki, oznaczać wrogów może chyba tylko recon. Apteczka w końcu ma sens - po trafieniu życie nie odnawia się samoistnie, więc support w drużynie jest obowiązkowy.
O wiele łatwiej się ginie, ale to dobrze, ponieważ dzięki temu o wiele łatwiej się zabija przeciwników. : D
No i pojazdy. NARESZCIE CZOŁG MOŻE ZOSTAĆ ZNISZCZONY DWOMA TRAFIENIAMI Z RPGA W TYŁ POJAZDU. A dowolna APC spada na strzała. No coś cudownego. Do tego jest o wiele większa immersja, ponieważ nie ma widoku z „trzeciej osoby”.
Nie zamierzam już wracać do normalnych trybów. xD
#gry #battlefield #battlefield6 #hardcore
Zaloguj się aby komentować
Wrzuciłem na YT swój krótki esej o empatii i powieści „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”.
Stwierdziłem, że skoro kupiłem „profesjonalny” mikrofon Blue Yeti, którego nie do końca potrafię użytkować i który tak naprawdę marnuje swój potencjał, to zacznę rozwijać umiejętność gadania do niego. No cóż, wyszło średnio.
Zaskakuje mnie to, że według mnie, podczas odsłuchiwania, wszystko wydaje się w porządku, a potem słyszę, że jest za cicho (rzeczywiście jest) i tak dalej. No ale jak to powiedział chirurg sprawdzający zakres ruchu operowanej ręki: „c⁎⁎j, lepiej nie będzie”.
Zapraszam do odsłuchu. : )
https://youtu.be/D4wffPYMPko?si=v3aS44WnxKeUxrGz
Mój tag: #cyberpunkstories
#ksiazki #cyberpunk #tworczoscwlasna #chwalesie #sciencefiction
Zaloguj się aby komentować
Zaskakuje mnie jawnie okazywana rasizm ksenofobia.
Niestety, trafiłem do pracy z ludźmi, a ci, jak wiadomo, są bardzo różni. Nie chcę nikomu umniejszać, ALE po pracy stricte biurowej i po spędzeniu paru lat na uczelni jest to dla mnie przykre zderzenie z rzeczywistością.
Chociażby fakt, że ludzie podczas rozmowy z doradcą klienta w elektromarkecie nie są w stanie powstrzymać się od przeklinania. Nie przeszkadza mi to w rozmowach prywatnych, ale w innych sytuacjach to jednak oznaka braku kultury.
Inną z rzeczy, która mnie zszokowała, jest wspomnian rasizm ksenofobia, głównie przejawiająca się niechęcią do Ukraińców (pewnie dlatego, że ich jest obecnie najwięcej w Polsce spośród mniejszości).
Od jakichś głupotek typu chłop chciał reklamówkę, ale „porządną, a nie jakąś ukraińską” po bezrefleksyjne stwierdzenie, że trochę bardziej upierdliwi klienci to na pewno Ukraińcy. Jakby jakiekolwiek negatywne cechy od razu przypisywane są Ukraińcom.
Ponownie, czarny humor i śmieszki heheszki mi nie przeszkadzają. Jak na nasz klanowy zlot przyjechał znajomy Niemiec, to nie zwracałem uwagi na żarty w naszą stronę o obawie, że ukradniemy mu auto czy cokolwiek. Za to śmiałem się z niego, gdy wymiotował, a kolega stwierdził, że po raz pierwszy w życiu widział, jak Niemiec oddał coś Polakom. ; )
Jednakże wygłaszanie takich uwag podczas „biznesowej rozmowy”? Jedna wielka masakra.
Aż zacząłem zastanawiać się, czy nie trollować takich ludzi i mówić, że moi rodzice pochodzą z Ukrainy i to, co mówią, jest krzywdzące, ale wiadomo, wszystko fajnie wygląda w głowie. X)
#pracbaza #przemyslenia
Obracajac sie w srodowisku akademickim moge z przykroscia powiedziec, ze taki przekaz trafia tez tutaj. Nie jest to moze takie powszechne i natarczywe, ale u niektorych pewne uprzedzenia sa. Niesamowite, jak w pare lat ludziom odjebalo, bo gdy wojna wybuchla, to odpowiedz spoleczna byla bardzo budujaca. Teraz ludzie czytaja ogrom bzdurnych, nazmyslanych historii o ukraincach na twitterze, facebooku i tiktoku, ze wchodzi im to do lbow. Na facebooku juz z dwa lata temu zobaczylem, ze niewazne, czego dotyczy wpis, w komentarzach znajdzie sie negatywne nawiazanie do Ukraincow.
A najlepsze jest to, ze w rzeczywistosci Ukraincy sa najlepszymi imigrantami, jakich mozemy miec. Sa bardzo podobni jezykowo, w znacznym stopniu kulturowo, ich przestepczosc jest zblizona do przestepczosci Polakow i sa podobnie lub bardziej pracowici od nas. Polacy, ktorzy na nich pluja kopia grob Polsce, bo mamy sporo Ukraincow, a jesli beda dyskryminowani, to bedziemy mieli problem jak Amerykanie z czarnymi. No, tyle tylko, ze tam czarni czesto atakuja siebie, a w takiej sytuacji Ukraincy moga byc solidarni.
Inna sprawa: sporo Polakow ma wschodnie korzenie, bo... II RP. Po co tak atakowac Ukraincow? To czesto nosi znamiona hipokryzji. Moj dziadek byl Bialorusinem, babka Litwinka, a ojciec to juz Polak. Ten, mimo rodzicow o takich narodowosciach, nie ma zadnych nalecialosci ze wschodu, w naszej rodzinie ostalo sie tylko nazwisko. Jedno dziecko, czyli moj ojciec stal sie Polakiem i urodzil trojke polskich dzieci. I nikt nam nigdy nie zarzucal, ze nie jestesmy wystarczajaco polscy. To po prostu pokazuje, jak podobni mozemy byc i jak latwo czlowiek moze sie zasymilowac.
@cyberpunkowy_neuromantyk a ja się nie dziwię. Miałem na budowie kilku Ukraińców jako podwykonawców firmy i na wszystko co im kazałem poprawiać to słyszałem "u nas się tak robi", przez rok mnie tak zmęczyli, kłótnie co dzień z nimi bo wszystko na odpierdol a później zdziwienie, że skargi, że poprawki, że robimy kolejny raz to samo i kolejny raz poprawiamy. Tak mnie zmęczyli (a było ich tam z 10 łącznie bo firma miała kilka brygad), że sam mam jakieś tam zdanie na ich temat. Dla kontrastu mam dobrego kolegę z Ukrainy i uważam, że w moich ustach pejoratywny "ukraiński budowlaniec" to żadna obraża - po prostu "u nich się tak robi". Mnie ciekawi kiedy to ludzie zaczną brać poprawkę na czyjeś poglądy. Mamy takie czasy, że posiadanie własnego zdania i doświadczenia jest nie wskazane bo wszystko to rasizm, ksenofobia albo brak tolerancji. Ja nie zapycham głównej ulicy miasta pokazem swojej heteroseksualności itd. Robię swoje i mam wyjebane na to co inni o mnie myślą bo pozwolę sobie powiedzieć dwa zdania za dużo, gorąco polecam.
@solly-1 popieram akcje, które działają informacyjne a nie szkodnikowe. Zaraz będzie (kolejny?) rok jak świadomie nie kupiłem żadnego warzywa ani owocu pochodzącego z polski, po ostatnich strajkach rolników. Póki katoliban będzie miał wpływ na politykę tak będzie bez zmian, bo kto to widział by pedał pedała pedałował. Jak by było referendum to pewnie bym poszedł i zagłosował by im dać równe prawa, bo czemu nie? Ale jak do takiego referendum by doszło po półrocznych marszach, gdzie mi uprzykrzą życie to z premedytacją zagłosuję na nie - Taki typ ze mnie, nic nie poradzę.
Zaloguj się aby komentować
Minęło już trochę czasu, więc myślę, że mogę śmiało o tym napisać. Tym bardziej, że nie pracuję już w tej firmie.
Pracowałem z takim kolegą - wobec mnie był miły i lubiłem z nim pracować, ba, wręcz mu współczułem tego, jak traktował go nasz dyrektor. Na przykład ktoś na niego doniósł, że w sobotę zawiózł żonę do galerii handlowej, gdy był na L4. Dostał smsa od dyrektora z pytaniem, co on tam robi. Kolega odpisał, że L4 miał do piątku.
To tylko jedna rzecz. Główną jest to, co wydarzyło się na tym L4.
Jak w ogóle kolega wylądował na zwolnieniu lekarskim?
Miał wypadek w pracy. Nie byłem przy tym, jedynie słyszałem, że coś przygniotło mu nogę czy coś takiego. Efektem rozwalone kolano.
Oczywiście kolega zwlekał z pójściem do lekarza i mimo że ledwo co chodził, to pracował. Jak go zobaczyłem, to wlókł się jak zombie z pierwszych sezonów „The Walking Dead”.
Oczywiście został poproszony o niezgłoszenie wypadku w pracy. To nie pierwszy raz, kiedy coś takiego działo się w tej firmie, że coś komuś się stało, a mimo to nie został zgłoszony wypadek w pracy.
Oczywiście kolega przystał na to.
Nie oceniam go, ponieważ opowiedział, że kiedyś miał już taką sytuację. Nie zgłosił wypadku w pracy, poszedł na L4, jak wrócił po jakimś czasie, otrzymał wypowiedzenie. Na szczęście wtedy udało mu się wymigać, zadzwonił do lekarki, a ta przedłużyła mu zwolnienie.
Wracając jednak: poszedł na dwutygodniowe L4, pod koniec którego dostał wspomnianego smsa od dyrektora. Wrócił w poniedziałek. Jak tylko go zobaczyłem, to zjebałem go, że jest głupi, że wrócił - lekarz śmiało chciał mu wystawić L4 na cztery-pięć miesięcy, a ten z rozwalonym kolanem wrócił do pracy. Z innym kolegą próbowaliśmy go przekonać, żeby jednak poszedł na to zwolnienie, bo szkoda zdrowia.
„Nie, bo kredyt hipoteczny i obawa o utratę pracy”.
Wiecie co?
Chłop przepracował cały dzień. Dużo zrobił przy załadunkach, a tego dnia zaplanowałem osiem czy dziewięć aut, czyli naprawdę sporo. A towar ważył od około osiemdziesięciu kilogramów do nawet trzystu. Wiadomo, że nie wszystko było ładowane wózkami widłowymi, ot, taka firma.
Na koniec dnia, po CAŁYM PRZEPRACOWANYM DNIU, dostał wypowiedzenie. Dyrektor wiedział, że są braki w ludziach (sezon urlopowy), więc wykorzystał kolegę i zwolnił go dopiero na sam koniec pracy.
No ja pi⁎⁎⁎⁎lę, jak mnie to wtedy wkurwiło, to nawet sobie nie wyobrażacie. Wobec mnie ten dyrektor był w miarę w porządku, ale to, jak potraktował kolegę, który był dla niego niewygodny... No masakra. Nie wiem, jak można tak traktować ludzi. Czyste sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo i wyrachowanie.
#pracbaza
Zaloguj się aby komentować
Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Tradycyjnie cały tekst wrzucam na Hejto, ale gdyby ktoś chciał nabić mi wyświetlenia przeczytać na blogasku, to można tutaj: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2026/03/czy-androidy-marza-o-elektrycznych.html
A tu mój tag: #cyberpunkstories
Zapraszam do czytania!
Można się spierać, czy zaliczyć powieść K. Dicka do cyberpunku, czy może to zbyt wczesny utwór, który nie zawiera wszystkich elementów typowych dla gatunku. Nie można jednak odebrać autorowi ogromnego wpływu na powstanie/rozwój tego podgatunku fantastyki naukowej. W końcu na podstawie wymyślonej przez niego historii powstał scenariusz filmu, który określił stylistykę wielu przyszłych utworów.
Dick sporo miejsca poświęcił androidom – sztucznie stworzonym istotom, kształtem przypominającym ludzkie ciała. W powieści androidy mogą z powodzeniem udawać ludzi, pracować, być gwiazdami operowymi, a nawet przewyższać ich intelektem.
Myśl o tym, że humanoidalne roboty mogłyby chodzić pomiędzy nami, dla wielu jest przerażająca. Przynajmniej tak mnie się wydaje – ilu z nas wsiadłoby do taksówki kierowanej nie przez człowieka, a przez sztuczną inteligencję? Ja pewnie tak. Patrząc na to, co dzieje się na drogach – czy AI mogłoby być gorsze od polskich kierowców? No, ale mogę być wyjątkiem, ponieważ ogólna narracja jest taka, że ludzi straszy się sztuczną inteligencją ‒ tym, że zabierze nam pracę, hobby (wystarczy spojrzeć na generowane obrazy czy zdjęcia), a nawet życie, jak chociażby w „Terminatorze”.
Dlatego wymyślono test opierający się na empatii, dzięki któremu można rozpoznać androidy. Te może i potrafią być przebiegłe i bardziej inteligentne od ludzi, jednakże brakuje im wspomnianej empatii. Można udawać, ale w naturalnych reakcjach/odruchach człowiek wciąż przewyższa sztuczną istotę. Czy aby jednak na pewno?
Dick nie zapomniał o ludziach upośledzonych, z osobowością schizoidalną i im podobnych. No i są przecież osoby niby zdrowe, ale o bardzo niskim poziomie empatii i inteligencji emocjonalnej. Sam niestety takie spotkałem. Potrafiły, w obliczu problemów zdrowotnych psa, przedłożyć własną przyjemność (pójście na wesele) nad operację tylnych łap, skazując zwierzę na cierpienie. Uspokajam, że nie stałem wtedy biernie i psina otrzymała potrzebną pomoc.
Podobnie było w sytuacji stłuczki, w której udział wzięła ich córka. Pierwsze pytanie matki było o to, czy samochód jest cały, a nie, czy z córką jest wszystko w porządku. Następnie niechęć do zabrania dziewczyny na SOR, mimo że skarżyła się na ból w odcinku szyjnym, tłumaczona jest tym, że długo się czeka na przyjęcie.
Czy w obliczu takich ludzi, test opierający się na empatii ma w ogóle sens, skoro łatwo byłoby pomylić takiego człowieka z androidem? Chyba lepszy byłby test DNA czy coś, co nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości, z kim bądź czym mamy do czynienia.
Ciekawe jest to, że empatia stała się dla ludzi na tyle ważna, że powstał merceryzm – religia koncentrująca się na empatii właśnie. Ludzie poprzez skrzynki empatyczne mogli dzielić się z innymi swoimi emocjami, a także współodczuwać ból Mercera, obrywającego kamieniami podczas wędrówki. Rany mu zadane przechodziły na uczestników, którzy w realnym świecie również przez nie cierpieli.
Dodatkowo, ludziom tak bardzo zależy na pokazaniu swojej empatii, że pragną mieć żywe zwierzęta. I zależy im do tego stopnia, że posiadanie tytułowej elektrycznej owcy uważane jest przez głównego bohatera za coś wstydliwego. Niestety, w postapokaliptycznym świecie żywe egzemplarze są bardzo rzadkie, a przez to bardzo drogie.
Czy androidy żyjące pośród nas to rzeczywiście taki problem? Jasne, w powieści android mógł zyskać wolność jedynie w wyniku śmierci swojego właściciela, więc wolno żyjący egzemplarz z góry był podejrzewany o morderstwo. Ale czy w sytuacji, gdyby mogły żyć ot tak, byłoby to złym rozwiązaniem? Żyjemy w cieniu wizji o zapaści demograficznej, więc androidy powinny pomóc zapełnić lukę, tak jak poniekąd oczekujemy tego teraz od imigrantów.
Jednakże, czy bylibyśmy w stanie zaufać komuś, kto nie wykazuje oznak empatii? Androidy z jednej strony chcą być wolne, z drugiej nie są lojalne wobec innych androidów, z którymi dzielą los, i w obliczu porażki godzą się na nią, zamiast do końca walczyć o swoje „życie”. Czy w takim razie pomogłyby umierającemu człowiekowi? Albo poświęciłyby się, żeby uratować kogoś innego?
Dodatkowo stworzyłoby to inny problem: brak pewności, czy mamy do czynienia z żywą osobą. Dickowi udało się sprawić, że każdą nową postać podejrzewałem o bycie androidem. W większości przypadków miałem rację, ale dało mi to do myślenia. Jeśli chodzi o codzienne kontakty, jak zakupy spożywcze czy obsługa w banku, nie miałoby to dla mnie znaczenia, gdyby taki android był „wystarczająco ludzki”. Jednakże nie wiem, czy przez pomyłkę chciałbym się zakochać w androidce.
Jako ludzie nie mamy problemu, by obdarzyć uczuciami androida czy robota. Nie mam na myśli od razu poważnych uczuć jak miłość (chociaż wiele utworów pokazuje, że to możliwe), ale zwyczajną sympatię czy współczucie. Kto nie nazwał ludzkim imieniem swojego robota sprzątającego? W powieści żona Deckarda żałuje androidów, które według niej mąż zabija, a według niego tylko usuwa. Za to sam łowca w pewnym momencie zapałał uczuciami do jednej z androidek, co skończyło się stosunkiem seksualnym – czymś niedopuszczalnym w jego zawodzie, a mimo to jakże częstym wśród innych łowców.
Z pewnością dostosowanie się do nowej rzeczywistości byłoby dla wielu osób bardzo trudne, ale nie uważam, że niemożliwe. Z własnej ciekawości i chęci obserwacji, jak mogłoby to wpłynąć na społeczeństwo, chciałbym doczekać momentu, w którym istniałyby androidy dorównujące nam inteligencją.
Pytanie na koniec: czy empatii da się nauczyć? Trudno powiedzieć, ale na pewno warto próbować. W próbach tych mogłaby pomóc technologia VR, rozwinięta o możliwość pełnej immersji z wygenerowanym światem. Wyobraźcie sobie szkolne lekcje, podczas których uczniowie zanurzają się w różne scenariusze i odczuwają określone emocje. Mogliby poznać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na przewlekłą chorobę czy ‒ bliżej dorosłości ‒ poniżana, bita lub nawet gwałcona. Dosłownie wejść w czyjąś skórę.
Tekst zredagowała Kinga Brzozowska .
#ksiazki #czytajzhejto #tworczoscwlasna #przemyslenia #sciencefiction

Zaloguj się aby komentować
8 268,63 + 1,00 = 8 269,63
1/3 tego, co robiłem jeszcze w styczniu, ale i miałem sporą przerwę od biegania, i dzisiaj zrobiłem już łącznie 15k kroków (a zazwyczaj robię o połowę mniej :' )). Wiem, wymówki, ale czuję się lepiej dzięki nim. xD
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
W końcu literatura odpowiednia dla mężczyzn.
#ksiazki #heheszki

@Kaligula_Minus
O kurka mocne: "Dwaj panowie o imionach Ziuk i Staszek postanawiają wywołać wielką wojnę, aby wyrwać ojczyznę z łap zaborców. Chce im pomagać kompozytor Ignacy, który - jak na artystę przystało - pozostaje w mocno otwartym związku małżeńskim. Wkrótce okazuje się, że drugi z nich - o nazwisku Tarkowski - też nie jest święty, wiedzie życie playboya i prowadzi niezbyt legalne interesy w sercu Afryki, przez co ma konflikty z policją obyczajową wielu krajów. Czy i jak uda im się wyzwolić Polskę?"
Zaloguj się aby komentować
259 363 + 11 = 259 374
Wokół komina.
Nie mogę się doczekać, aż przyjdzie nowy rower dziewczyny, co ma nastąpić już na dniach. W końcu będziemy mogli pojechać gdzieś dalej, ponieważ obecnie okropecznie się męczy, bidulka.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Nocną porą dotarło do mnie, że obecnego blogaska założyłem jakieś osiem lat temu i... niewiele na nim opublikowałem.
Plany oczywiście miałem ambitne. Wciąż mam, jednakże „jakoś tak” brakowało chęci do działania. Jasne, zawsze mogę to zrzucić na niezdiagnozowaną wtedy jeszcze chorobę afektywną dwubiegunową, z którą zmagam się najprawdopodobniej od piętnastego roku życia i dopiero niedawno zacząłem się leczyć w tym kierunku (i to wyłącznie zupełnym przypadkiem, bowiem po przeczytaniu komentarza @WhiteBelle, który otworzył mi oczy na możliwość chorowania na chad właśnie. Za co ogromnie dziękuję, mimo że istnieje jakaś tam szansa, że nowo przepisany lek może nie pomóc, bo dolega mi coś zupełnie innego).
No ale nie o swojej wątpliwej równowadze psychicznej chciałem pisać, tylko o blogasku i pochodnych.
Tekstów mało i cóż, chcę to zmienić. Tak, żeby na „dziesięciolecie” nie obudzić się, że znowu minęły dwa lata, a na blogu nie pojawiło się nic nowego.
Na razie w tym roku napisałem jedną opinię, która czeka na sprawdzenie przez moją koleżankę. Kolejne mam w planach, tylko muszę się wziąć za siebie. Albo „aż”, ponieważ często nie jest to takie łatwe, jakie by się wydawało, przynajmniej w mojej głowie.
Jakby ktoś chciał przeczytać moje starsze teksty w oczekiwaniu na nowe, to zapraszam na blogaska ( https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ ) albo na tag #cyberpunkstories. Każdy wrzuciłem w całości również na hejto, pomimo zamieszczania linków do wpisów na blogu.
Od lat pięciu, o czym ostatnio przypomniał mi Zuckerberg, posiadam także fanpage'a na Facebooku. Również zakurzonego, tak jak Instagrama. Można je znaleźć tutaj:
https://www.facebook.com/cyberpunkowyneuromantyk/
https://www.instagram.com/cyberpunkowy_neuromantyk?igsh=OWdrcm0xc3h5aGMy
Mimo że niespecjalnie przepadam za krótkimi filmikami i zdecydowanie nie chciałbym świecić facjatą w internecie, to jednak postanowiłem, że spróbuję wykorzystać potencjał drzemiący w TikTokach, reelsach, shortsach i rolkach. Na ten moment wrzuciłem dwa nagrania z „Ghostrunner 2” i „2084”, na których uwieczniłem natrafione przeze mnie bugi. Jak coś ciekawego uda mi się nagrać podczas grania w gierki, to też będę wrzucał.
Linki do profilów:
https://youtube.com/@cyberpunkowy_neuromantyk
https://www.tiktok.com/@neuromantyk?_r=1&_t=ZN-94Yh4a7QFHS
Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback. Jasne, że robię to wszystko dla samego siebie i dla własnej przyjemności, jednakże przyjemność sprawia mi także czytanie komentarzy, a przede wszystkim wskazówek/porad/wywołanych refleksji. Szczególnie tych ostatnich.
#tworczoscwlasna #chwalesie? #hobby #przemyslenia

Zaloguj się aby komentować
Bardzo ubolewam nad tym, że social media mocno poszły w stronę nagrywania filmików i ogółem operowania kamerą oraz głosem.
Głównie z tego względu, że przez lata głównie pisałem - czy to z ludźmi poznanymi przez internet czy to opowiadania, różne przemyślenia i nawet à la poradnik dla początkujących pisarzy. Ba, nawet w sesjach RPG, dwuosobowych czy w większym gronie, brałem udział nie twarzą w twarz czy chociaż głosowo, a właśnie tekstowo.
Toteż gadanie do kamery czy pokazywanie swojej twarzy jest dla mnie nienaturalne. Szkoda zatem, że social media to właśnie promują, bowiem sam wolę coś przeczytać niż obejrzeć. Boli tym bardziej, że widzę spory potencjał, jednakże całokształt mnie nie przekonuje.
Dlatego cieszy mnie istnienie #hejto jako jednej z niewielu ostoi słowa pisanego.
#przemyslenia o #socialmedia
@cyberpunkowy_neuromantyk najgorzej jest jak masz jakieś przepisy kulinarne w formie filmu, napisany artykuł? Do, odpalasz cały, wisi sobie zawsze do wgladu, zerkasz i moment znajdujesz miejsce w którym jesteś z przygotowaniem? A film? Upackanymi paluchami musisz szukać odpowiedniego miejsca na osi czasu, co nigdy nie idzie sprawnie, nie mówiąc już i cofaniu czasami kilka razy, masakra...
Zaloguj się aby komentować
428 + 1 = 429
Tytuł: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak
Autor: Anna Kamińska
Kategoria: biografia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: książka papierowa
ISBN: 9788308085110
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10
Po obejrzanym filmie o Simonie poczułem niedosyt informacji o tej jakże ciekawej osobistości. W ogóle po przeczytaniu biografii autorstwa Anny Kamińskiej stwierdzam, że film był wręcz beznadziejny i pozmieniał z pozoru niezbyt ważne szczegóły, które jednak zmieniły odbiór postaci. Na przykład wybicie przejścia pomiędzy mieszkaniami w Dziedzince - zrobił to Wilczek, a nie Simona, jak to zasugerowano w filmie.
Lekturze towarzyszył mi pewien zgrzyt. Na pewno ciekawe było to, że na rozwój człowieka ogromny wpływ ma otoczenie, w którym się wychowywał. Simona miała urodzić się chłopcem, kolejnym Kossakiem-malarzem. A ona nie tylko okazała się córką, to i jeszcze nie miała talentu artystycznego. Od narodzin była zawodem dla swoich rodziców, co przez całe swoje życie starała się zmienić. Odnalazła swoją drogę i stała się wielką osobą w wybranej przez siebie dziedzinie. Jednocześnie przez podejście rodziców, stała się osobą bardzo zamkniętą w sobie. Stąd ten wspomniany zgrzyt - Simona pewne rzeczy zachowywała dla siebie, a przez autorkę biografii dziesiątki tysięcy osób, jeśli nie więcej, mogło ją poznać.
To trochę jak z czytaniem prywatnej korespondencji pomiędzy różnymi osobistościami. Mimo że okropecznie ciekawi mnie wymiana listów na linii Lem-Le Guin, to z szacunku do nich nie chciałbym ich czytać. Ani korespondencji żadnej innej osoby.
Jednocześnie Simona, przynajmniej z opowieści, była niesamowitą osobą i nie będę ukrywał, że uporczywe dążenie do osiągnięcia tego, na co się zdecydowała, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z drugiej strony kto normalny chciałby zamieszkać w środku lasu bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności? Jest to bardzo kusząca wizja, jednakże miło byłoby zachować pewne udogodnienia cywilizacyjne. ; )
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #biografia #simonakossak

Zaloguj się aby komentować
Pan Jekyll i doktor @Dziwen
stalówka, atrament i kredki podkradzione dziewczynie
2026
Przydarzył mi się happy accident, kiedy nie wytarłem dobrze stalówki i kropla tuszu atramentu spadła na kartkę. Uważam jednak, że dodała „uroku”.
#narysunki

Zaloguj się aby komentować
Kumpel ni stąd ni zowąd wysłał mi paczuszkę, w której znalazłem pomalowanego przez niego Ultramarinesa. : D
#modelarstwo #chwalesie #warhammer40k




Zaloguj się aby komentować
Mój tekst niestety nie został zaakceptowany do antologii składającej się z opowiadań długości maksymalnie trzystu znaków i trzech zdań. Jako że nie za bardzo mam co z nim zrobić, postanowiłem podzielić się z Wami:
„Nowy dzień”
Nowy dzień to nowe okazje do spierdolenia sobie życia i Jacob odnosił wrażenie, że ostatnio codziennie mu się to zdarza.
Więc nawet nie zdziwił się, gdy otrzymał informację: „Pański sprzęt CyberSerce2044 przestanie być wspierany za dwa tygodnie. Proszę kupić nowy, już tylko za sto tysięcy kredytów!”.
Mój tag: #cyberpunkstories
#tworczoscwlasna #pisanie #cyberpunk

"Wrócił do kuchni, przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu dziesięciocentówki, a następnie za jej pomocą uruchomił ekspres do parzenia kawy. Wdychając jej niezwykły - w każdym razie dla niego - aromat, spojrzał na zegarek i stwierdził, że upłynęło już piętnaście minut, podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę.
– Proszę o pięć centów – powiedziały drzwi, nie otwierając się.
Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet – ani jednego centa.
– Zapłacę jutro – powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi wciąż były szczelnie zamknięte. – Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić!
– Jestem odmiennego zdania – odparły drzwi. – Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan, kupując ten apartament.
Znalazł dokument w szufladzie biurka; od czasu podpisania go musiał się do niego wielokrotnie odwoływać. No jasne: obowiązywała go opłata za otwieranie i zamykanie drzwi – nie był to więc napiwek.
– Jak pan widzi, mam rację – powiedziały drzwi tonem pełnym satysfakcji.
Z szuflady znajdującej się obok zlewozmywaka Joe wyjął nóż z nierdzewnej stali i zabrał się do odkręcania śrub w zamku swoich chciwych drzwi." PKD, UBIK.
Zaloguj się aby komentować
7 273,03 + 1,43 = 7 274,46
We dwoje jednak łatwiej się zebrać. :')
No i trochę narzekań. Ogółem jak uwielbiam psy, tak psiarzy, k⁎⁎wa, nienawidzę.
Szła kobieta z dzieciakiem, który trzymał owczarka niemieckiego. Gdy ich mijaliśmy, owczarek rzucił się w moją stronę - dzieciak oczywiście nie był w stanie go utrzymać. Co zrobiła kobieta? „Ona nie gryzie”. Nic więcej nie zrobiła, ani nie odciągnęła ani cokolwiek.
Na szczęście nic się nie stało, ale ciśnienie podniesione, że kobieta tak bezrefleksyjnie podeszła do sytuacji. No i plus dla chłopaka, że przeprosił - tego od kobiety już nie usłyszeliśmy.
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Osiągnięcie
zostało zdobyte. Tak, to już ten moment...
Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats
A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Zaloguj się aby komentować
255 003 + 12 = 255 015
Spokojna jazda nad i wokół jeziorka.
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik #rower

Zaloguj się aby komentować
315 + 1 = 316
Tytuł: A Knight of the Seven Kingdoms
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Fantasy
Czas trwania: 6 odcinków
Ocena: 8/10
Uwielbiam opowieści skromne, o zwykłych-niezwykłych ludziach, bez ratowania całego świata, bez magii, bez nadludzkich czynów. Taką właśnie jest „Rycerz Siedmiu Królestw”.
Dodatkowo główny bohater już od pierwszej sceny budzi sympatię. Jest w uroczy sposób prosty, czasami sprawia wrażenie głupiego i jednocześnie ma ogrom szczęścia. Niekiedy przypominał mi pratchettowskiego Marchewę. Zresztą humoru też jest tu sporo, często bardzo absurdalnego i ordynarnego, aaale pasującego do opowieści.
Ogromnym plusem jest także nieprzeciąganie fabuły, choć uważam, że retrospekcja z poznaniem ser Arlana była niepotrzebna. Mimo to sześć odcinków sprzyja obejrzeniu całego serialu za jednym razem, co też uczyniliśmy z dziewczyną.
No i nie można zapomnieć o technikaliach. Dobrze nakręcony (szczególnie walka siedmiu na siedmiu!) serial, wart obejrzenia.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #ogladajzhejto #seriale #rycerzsiedmiukrolestw

Zaloguj się aby komentować