Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 505wpisów
  • 2146komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

Moja pani psychiatra jest naprawdę dobrym specjalistą i podchodzi w ludzki sposób do pacjentów, a nie jak do klientów.


Na pierwszej wizycie wypisała mi jedną receptę na dwa miesiące, drugą na cztery. Na kolejną wizytę mam pójść dopiero, jak będę potrzebował następnej recepty.


Po dwóch tygodniach miałem spory kryzys. Zadzwoniłem do przychodni i zapytałem, czy mogę się poradzić pani psychiatry. Odpowiedzieli, że tak, pomiędzy pacjentami. Zadzwoniła, nic nie musiałem dodatkowo zapłacić.


Dziewczyna z kolei potrzebowała recepty. Skontaktowała się ze swoją panią psychiatrą, żeby jej tylko wypisała receptę. I co? Proszę się umówić na wizytę. Kilka stów tylko za wystawienie recepty.


Poleciłem, żeby poszła do mojej. Dwa razy tańsza. Efektem wypisanie recepty na rok. Takich lekarzy nam trzeba.


#chwalesie #psychologia #psychiatria

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio narzekałem na autocenzurę, którą stosują różni internetowi twórcy, chociażby na takim YouTubie. Już się nie dziwię, dlaczego to robią.


Od jakiegoś czasu hobbystycznie wrzucam na YT filmiki „zagrajmy w”, ot, żeby poćwiczyć gadanie do mikrofonu przed bardziej poważnymi próbami. No i zdarzyło mi się parę zabawnych sytuacji, z których zrobiłem krótkie filmiki. Jeden zatytułowałem „O k⁎⁎wa”. Efekt? Nałożone ograniczenia wiekowe i automatycznie ukrycie filmiku przed potencjalnymi widzami. Filmik wrzucony parę godzin później, bez żadnych przekleństw i tak dalej, do dzisiejszego poranka również zdobył 0 wyświetleń.


Usunąłem, wrzuciłem ponownie w ugrzecznionej formie i nagle filmiki zdobywają wyświetlenia.


Robię to dla własnej przyjemności (bo sporadyczni widzowie raczej jej nie czerpią z oglądania xD) i wyświetlenia nie są dla mnie aż tak ważne (mimo że to wciąż miło, gdy twórczość trafia do odbiorców). Jednakże rozumiem „strach” ludzi żyjących z YT, dla których demonetyzacja albo utrata zasięgów może oznaczać utratę środków do życia.


to;dr J⁎⁎ać JewTube.


#tworczoscwlasna #przemyslenia #youtube #antysemityzm

@cyberpunkowy_neuromantyk Jeśli reklamodawcy nie życzą sobie, aby ich oferty były wyświetlane w takich filmach, gdzie już sam tytuł budzi obawy o zawartość, to po co YT ma marnować zasoby na promowanie czegoś takiego?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Steam w końcu zaktualizował przelicznik dolara. Wychodzi jakieś 3,60 PLN za 1 dolara.


Dodatkowo wprowadził też sugerowaną cenę opierającą się na sile nabywczej danej waluty.


Gra kosztująca 59,99 dolarów w Polsce powinna zostać wyceniona na 214,99 złotych.


Według siły nabywczej: 114,99 złotych!


Żeby jednak nie było tak pięknie, istnieje trzeci, chyba najbardziej promowany przelicznik, uwzględniający wiele zmian. Wtedy ta sama gra będzie kosztować 254,99 złotych.


Miło, że Steam w końcu dostosował kurs dolara do obecnej sytuacji. Jednocześnie przerzucił odpowiedzialność za wysokie ceny na wydawców.


W końcu lepiej jest dać wysoką cenę na premierę. Kto nie jest cierpliwy, to kupi. A potem obniży się cenę do siły nabywczej, ot, bagatela 50% obniżka, wspaniale to wygląda dla konsumenta.


Według mnie niewiele się zmieni. Może ceny indyków będą znacznie niższe, ponieważ małym twórcom zależy, by dotrzeć do jak największego grona, więc korzystnym dla nich jest dostosowanie ceny do lokalnego rynku. Duży wydawcy pewnie będą mieli to gdzieś.


Pamiętajcie, żeby nie płacić za grę więcej niż 20 dolarów. Na złotówki to obecnie jakieś 75 złotych. Bycie Cierpliwym Graczem ma ogromne plusy - gry na premierę często są niedopracowane, zabudowane, źle zoptymalizowane. A wystarczy poczekać rok czy dwa, by otrzymać kompletny produkt i to za sporo mniejszą kwotę.


#gry #steam

Nah, ja nie wiem skąd oni wzięli ten przelicznik "wielozmienny" ale żartem jest, że dla nas jest on większy niż bezpośrednia konwersja walut po aktualnym kursie xDDD. Za przeproszeniem powiem, że ich pojebało z tym przelicznikiem. O ile cena przy samej sile nabywczej u nas jest za mała i to nie przejdzie tak ten przelicznik wielozmienny to jest jakieś nieporozumienie.

910c02e9-ae48-437b-9699-e629838a5add

Zaloguj się aby komentować

53 + 1 = 54

Tytuł: Call of Duty: Modern Warfare (2019)
Developer: Infinity Ward
Wydawca: Activision
Rok wydania: 2019
Gatunek: Strzelanki, Akcja
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 6,9 h
Ocena: 7/10

Długo się czaiłem, ponieważ słyszałem, że kampania jest naprawdę dobra, a cena cały czas była zbyt wysoka, żeby usprawiedliwić zakup dla paru godzin singleplayera. Multi mi się nie spodobało od pierwszego gameplaya - zbyt szybkie tempo bardzo mnie zniechęca. No i w końcu pojawiła się konkretna przecena i mogłem kupić ten tytuł za jakieś trzydzieści złotych.

Szczerze? Oryginalne „Modern Warfare” jest o wiele lepsze. I to nie kwestia nostalgii, ponieważ kampanię „czwórki” przeszedłem w grudniu zeszłego roku. Jasne, uczucie strzelania w wersji z 2019 roku jest lepsze, jednakże sam pomysł na fabułę, misje i tak dalej były ciekawsze w oryginale.

Chociaż nie ukrywam, że na początku pierwszej misji miałem ciarki ekscytacji. Niestety, im dalej w las, tym bardziej przechodziły. Nudziły mnie misje, w których gracz wciela się w Farah, bojowniczkę o wolność. Historia nie była ciekawa. Brakowało mi Soapa i Gaza, tego prawdziwego, ponieważ nowy nie miał tego czegoś w sobie. Ba, nawet nowy Price nie był choć odrobinę tak fajny, jak ten oryginalny. A szkoda, bo potencjał był ogromny.

Kampanię przeszedłem oczywiście na weteranie, podkręconym o brak HUD'a. Nie była to wymagająca rozgrywka. Zdarzyły się z dwa lub trzy momenty, na których zaciąłem się na kapkę dłużej, jednakże inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia i potrafili się pchać gęsiego pod celownik.

Pomimo różnych wad, wciąż jest to dobra gra. Teraz będę czekał na „MW2” w przystępnej cenie, bo z urywków Ghost wydaje się być równie badassowy co ten z oryginalnej drugiej części tej podserii.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

#gamesmeter #gry #callofduty #modernwarfare #fps

a69501bc-36f1-4928-8b08-c23b1d6c9349

Zaloguj się aby komentować

268 613 + 19 = 268 632


Pierwszy raz wywaliłem się na tym rowerze (mam go od roku). Chciałem przyhamować, żeby ominąć szkło, za mocno nacisnąłem przedni hamulec i poleciałem do przodu.


Bilans strat: wykrzywiłem kierownicę, zdarłem rękawiczkę, jestem lekko obolały, ale żyję.


Kierownicę bez problemu wyprostowałem w domu. Jeszcze przy okazji odkryłem, że źle założyłem dętkę i opona wystawała poza felgę. Pasek na oponie w ogóle nie jest równy w przeciwieństwie do przedniego koła, więc w następny wolny dzień będę się bawił, żeby wszystko było w porządku.


#rowerowyrownik #rower


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

69c69c3b-c917-4afb-bef9-6e1867ec2e20

Zaloguj się aby komentować

393 + 1 = 394


Tytuł: The Long Walk

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Thriller

Reżyseria: Francis Lawrence

Czas trwania: 1h 48m

Ocena: 7/10


Zgadzam się z panem Andrzejem Sapkowskim, więc staram się oddzielać ekranizacje od pierwowzorów. W przypadku „Wielkiego marszu” jest to o tyle łatwiejsze, że książki... jeszcze nie przeczytałem.


I jest to dobry film. Nie zgodzę się, że nudny - dialogi bohaterów zostały tak dobrze napisane, że nie zdziwię się, że przeniesiono je żywcem z powieści. Uwielbiam talent Kinga do pisania dialogów i tym bardziej go doceniam, że tego typu historia musiała się opierać na dialogach właśnie, żeby nie przesadzić z „akcją”. Czyli śmierciami kolejnych postaci, mniej lub bardziej ważnych.

Jednocześnie przeszkadzało mi parę rzeczy.


Przede wszystkim sam dystans i brak sensownego przygotowania niektórych postaci. Pójście w trampkach na taki marsz to zdecydowanie bardzo głupi pomysł. Szkoda, że nie została wyjaśniona kwestia, jak bardzo biedni są ludzie, którzy decydują się na wzięcie udziału w marszu z dwuprocentową szansą na wygranie. No ale jak powiedział jeden z głównych bohaterów, nie zna nikogo, kto by się nie zgłosił - tym bardziej więc powinni się przygotowywać. Ale i tak dystans, który przeszli, wydaje się nieprawdopodobny.


No i nie ma co ukrywać, że historia jest przewidywalna. Od początku wiadomo, kto zostanie na samym końcu. Brakuje więc tego elementu zaskoczenia i trwogi, czy przypadkiem ci bardziej sympatyczni bohaterowie nie odpadną jako jedni z pierwszych.


Przeszkadzało mi samo zachowanie uczestników marszu. Wszyscy byli rywalami, skąd więc empatyczne podejście i pomaganie innym? Gdy słuchałem relacji z gett żydowskich, to jednocześnie dziwiło i nie dziwiło mnie, że zamknięci tam Żydzi potrafili skazywać na śmierć „mniej potrzebnych” albo po prostu biednych mieszkańców, żeby tylko odsunąć od siebie widmo śmierci. Dlaczego więc chłopaki nie zachowywały się inaczej? Po co pomagać komuś, kto mógłby wygrać i tym samym doprowadzić do twojej śmierci? To tym bardziej niezrozumiałe, że mieli jasne motywacje: nie tylko przeżyć, ale zdobyć także górę pieniędzy i spełnić jedno życzenie.


Jedynym wytłumaczeniem może być to, że sama historia jest alegorią wysyłania młodych mężczyzn na często bezsensowną wojnę. I w tym poczuciu braku sensu oraz śmierci, która może nadejść w każdej chwili, szukają pocieszenia w towarzyszach dzielących ten sam los.


Pierwotnie chciałem wystawić ocenę osiem na dziesięć, ale jak zacząłem myśleć o tych przeszkadzających mi wątkach, obniżyłem ocenę do siedmiu. To dobry film, z potencjałem na coś więcej, ale niestety, tak się nie stało.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

83972386-5c2f-410d-b544-4d4e797abb55

@cyberpunkowy_neuromantyk Książka tak na spokojnie 2x lepsza. Ale to jedna w moich ulubionych w ogóle, więc nie jestem obiektywny.


Inna rzecz, że film obejrzałem w dość nietypowym stanie

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 04/2025


„Tak prezentuje się kwietniowy numer "Nowej Fantastyki" w całej okazałości, ozdobiony grafiką znanego Wam już artysty ukrywającego się pod pseudonimem Grandfailure. Dużo się w nim dzieje, więc łapcie szybko i czytajcie!


Wydarzeniem miesiąca jest fragment najnowszej powieści Wojciecha Chmielarza - horroru "Tam, gdzie zmrok zapada szybciej". Wojtek zazwyczaj pisze bestsellerowe kryminały (ma na koncie już ponad milion sprzedanych egzemplarzy i parę ekranizacji), ale warto pamiętać, że debiutował na łamach "NF" i ma w dorobku fantastyczną "Królową Głodu". Oprócz jego tekstu w dziale prozy znajdziecie miniatury od mistrza tej formy, Grzegorza Janusza oraz opowiadania duetu występującego pod pseudonimem Henry Lion Oldi i Momira Iseniego.


W dziale publicystyki proponujemy jeden z najciekawszych artykułów ostatnich lat - "Twierdza i archipelag - jak AI przepisuje umowę społeczną". Wspominamy też zmarłego niedawno Dana Simmonsa, jednego z gigantów współczesnej fantastyki. I proponujemy aż trzy wywiady: z Darickiem Robertsonem, rysownikiem takich komiksów jak m.in. "The Boys" i "Transmetropolitan", z Romanem Coppolą (o efektach specjalnych w "Draculi" wyreżyserowanym przez jego ojca, Francisa Forda Coppolę) i z Maćkiem Kurem (o jego nadchodzącej powieści).


Nie pokazaliśmy na okładce, ale chcemy się pochwalić premierą komiksu "Pani & Pan Twardofscy" Bartka Sutora i Clarence'a Weatherspoona - każdy odcinek będzie zagadką kryminalną do rozwiązania dla uważnych czytelników. Ponadto w numerze lista nominacji do tegorocznych Nagród NF, a także felietony, recenzje i inne stałe atrakcje.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru zbiór "Rzeźbię w słowach" Ursuli K. Le Guin albo "Lewis Carroll w Krainie Czarów" Roberta Douglas-Fairhursta.


NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.


Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://www.gildia.pl/nf.html


E-wydanie, które również możecie zaprenumerować, na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


NF w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score


Bądźcie z nami!”


#fantastyka #ksiazki #czytajzhejto #sciencefiction #fantasy #nowafantastyka

bb65b31f-8cfa-4f12-943c-59ed502a1169

Zaloguj się aby komentować

386 + 1 = 387


Tytuł: Pluribus

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat / Sci-Fi

Reżyseria: Vince Gilligan

Czas trwania: 9 x 45 m

Ocena: 10/10


Uwaga, spoilery.


Wystarczyła mi informacja, że Vince Gilligan napisał serial dla Rhei Seehorn, żeby wiedzieć, że będę miał do czynienia z czymś niesamowitym.


Vince jest świetnym scenarzystą, którego „Better Call Saul” uważam za jeszcze lepszy serial niż „Breaking Bad”. Głównie dzięki rewelacyjnie napisanej i zagranej Kim Wexler. Vince tą postacią pokazał, że kobiety mogą być silne na swój sposób, że nie trzeba tworzyć karykatur mężczyzn, żeby żeńska bohaterka była „badassem”. Trudno jest mi znaleźć lepiej wykreowaną kobiecą postać.


No i nie myliłem się. „Pluribus” już po pierwszym sezonie w moim prywatnym rankingu wyprzedził „Better Call Saul”.

Po pierwsze, mamy do czynienia z przystępnym science fiction, które może się spodobać osobom nieprzywykłym do tego gatunku. Ziemia została opanowana przez wirus, łączący ludzi w rój o wspólnej świadomości. Jednakże znalazła się garstka odporna genetycznie, która zachowała swoją tożsamość. Wśród nich jest Carol Sturka, grana przez świetną Rheę Seehorn. Tak, uwielbiam tę aktorkę i ani trochę się tego nie wstydzę.


Po drugie, Vince igra z widzem. Odcinek kończy się wstrząsającym odkryciem, o którym dowiadujemy się dopiero w kolejnym? Podany oczywisty powód do nienawidzenia kosmitów, którzy jedzą ludzkie mięso, bardzo szybko zostaje wytłumaczony jako mało szkodliwy. Ludzie i tak umierają, więc szkoda, żeby cokolwiek się zmarnowało. ; )

No i nie dziwię się, dlaczego kolejne odcinki były wypuszczane co tydzień. W sumie to żałuję, że nie zrobiliśmy tak z dziewczyną - myślę, że w oczekiwaniu przeprowadzilibyśmy wiele rozmów na temat różnych teorii, a tak to moglibyśmy po prostu włączyć następny epizod.


Po trzecie, uwielbiam czarny humor i humor sytuacyjny, a tu jest tego sporo. W dodatku jest nienachalny, niewymuszony, jak chociażby scena z dronem wykorzystywanym w logistyce ostatniej mili. Wielokrotnie śmiałem się na głos.


Po czwarte, jest to niespieszny serial. Ujęcia często są długie, nie czułem się zmęczony ani przytłoczony, tylko wręcz odpoczywałem podczas oglądania. No i Vince nie traktuje widzów jak głupków, którym trzeba wszystko tłumaczyć. Często dostajemy urywki wiadomości, często coś dzieje się w tle, na drugim planie, bohaterka nie mówi do samej siebie, żeby widz przypadkiem się nie pogubił w fabule. Szkoda, że zrobiła to w finale sezonu, ponieważ już wcześniej były różnego rodzaju wskazówki, które dążyły do tej konkluzji, no ale to postać sobie to uświadomiła.


Po piąte, serial skłania do przemyśleń, a to uwielbiam w różnej twórczości.


Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności? Moim zdaniem to mała cena. Choć sam nie wiem, czy chciałbym do nich dołączyć. X)


Atrakcyjniejszy wydaje się scenariusz z odpornością na wirusa, dzięki czemu mamy do dyspozycji ogromną piaskownicę z rojem służących, chcących zadowolić nas za wszelką cenę. Do tego stopnia, że spełniają każdą, nawet najgłupszą zachciankę. Wyobrażałem sobie podróże po całym świecie bez konieczności znoszenia obecności innych turystów, strzelanie z różnej broni (chociażby RPG czy minigun), próbowanie potraw przygotowanych przez najlepszych kucharzy na świecie, ba, mógłbym nawet zorganizować mecz NBA z takimi koszykarzami, jakich bym sobie tylko zażyczył. Nie dziwię się, że jeden z „ocaleńców” postanowił korzystać z życia i nie dość, że odtwarzał sobie scenki z filmów, to miał swój prywatny harem i tak dalej. Normalnie raj na Ziemi.


Na koniec chciałbym się odnieść do wątku homoseksualnej relacji głównej bohaterki z jej wieloletnią partnerką, a potem z Zosią. Czy był na siłę? Oczywiście, że nie - pasował do całości. Czy można stworzyć normalny obraz takiej relacji? Oczywiście, że tak - Vince to udowodnił. Oby więcej takich.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #seriale #ogladajzhejto #sciencefiction #pluribus

7b058540-4e89-43fe-b173-a9d2c3998d94

@cyberpunkowy_neuromantyk Ej ja bardziej lubię tę aktorkę niż Ty! XD

Jest świetna i także uważam, że Better Call Saul jest o wiele wyżej niż BB.

Pluribus dla mnie rewelka, świeży i ciekawy! Najgorszy moment to finał drugiego sezonu jak dla mnie.

@cyberpunkowy_neuromantyk

Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności?

Też o tym rozmyślałam, jednak z każdym odcinkiem przekonywałam się, że to po prostu ugrzeczniony Borg, ale dalej Borg, który chce podbić cały Wszechświat. Jedyne co jest kulą u nogi to owe zasady, których MUSZĄ się trzymać, startrekowy Borg po prostu asymilował, nie musiał nic robić naokoło.


Więc nie do końca sądzę, że ludzki "rój" jest czymś ok, szczególnie, że asymilując skazują w pewien sposób ludzkość na wyginięcie a równocześnie chcą nieść "wirus" po kosmosie, by przejmował kolejne świadomości.


Świetny serial, fajna recka - zgadzam się też co do aktorki.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Włączyłem filmik instruktażowy, jak załatać dętkę i pierwsze, co usłyszałem, to żeby wymienić na nową, a przebitą zostawić do załatania na kiedyś tam. No i tak też zrobiłem. xD

Zajęło mi to z jakąś godzinę, jeśli nie więcej, a byłoby na pewno dłużej, gdyby nie pomoc przyszłego-jeśli-wszystko-pójdzie-dobrze-teścia. Tak to już jest, że jak wychowało się bez ojca, to takie podstawowe „męskie” sprawy są trudne, przynajmniej za pierwszym razem.


Operacja się udała, zobaczymy, jak się będzie sprawować nowa dętka.


#rower #majsterkowanie xD

Mi dziadek zastępował ojca często gdy ten pracował za granicą…i co z tego skoro zawsze wymieniał mi dętkę sam i nie nauczył mnie tego xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Przed pasją nie uciekniesz.


W pierwszym audiobooku „Ciekawych Historii” autor jeden rozdział poświęcił sobie. Jego historia także jest ciekawa, ale nie o tym. Powiedział intrygujące słowa: „Przed pasją nie uciekniesz”.


Z obserwacji i własnych doświadczeń uważam, że jest w tym wiele prawdy.


Miałem kiedyś znajomego, którego poznałem przez YouTube'a. Szukałem wtedy walkthrough do „Splinter Cell: Chaos Theory”, chciałem zobaczyć, jak grają bardzo dobrzy gracze. I znalazłem malutki, polski kanał.


Znajomy miał i pewnie dalej ma dryg do przechodzenia gier trudnych i z trudnościami narzuconymi na siebie. Na przykład „Splinter Celle” przeszedł bez ogłuszania kogokolwiek (oprócz celów misji), co często wymagało sporej gimnastyki i nietuzinkowego podejścia. Przeszedł też pierwszego „Far Cry” na najwyższym poziomie trudności bez odniesienia żadnych obrażeń. I regularnie zdobywał medale autorskie w różnych „Trackmaniach”. Do tego ma talent komediowy.


Tylko miał jeden problem: wielokrotnie wszystko usuwał. Z rożnych powodów. A to nie miał czasu w życiu prywatnym, a to padł mu dysk twardy i stracił wiele nagrań, a to coś. Szczególnie utrata danych musiała być dewastująca. Usuwał wrzucone już treści, usuwał kanał.


A po jakimś czasie wracał. Z nowymi projektami oraz starymi, które reaktywował. Uważam, że gdyby zachował konsekwencję, gdyby wszystkiego nie usuwał, to dzisiaj pewnie mógłby śmiało się utrzymywać z YouTube'a.


Ciekawe, czy obecnie nie nagrywa czegoś na kanał, o którym nie mam najmniejszego pojęcia.


Podobne zachowanie zauważyłem u siebie. Co prawda obecnie rzadko kiedy cokolwiek usuwam - skoro już opublikowałem, to niech sobie wisi - jednakże wielokrotnie mówiłem sobie, że odpuszczam pisanie tekstów. I tak pewnie mało kto je czyta, nie mam samozaparcia i motywacji, żeby pisać opowiadania i wysyłać na tematyczne nabory, i tak dalej.


Mimo to bez przerwy wpadają mi do głowy nowe pomysły na fabuły. Wczoraj podczas spaceru do pracy narodziła się myśl na temat tego właśnie tekstu i była to myśl tak natrętna, że czułem swędzenie gdzieś w mózgu oraz przemożną chęć rzucenia wszystkiego i zabrania się za pisanie.


Choćbym chciał, to nie ucieknę przed tym. Nawet jeśli nie będę niczego utrwalał, a wciąż mam ogromny dylemat, skoro mało kto czyta, a przecież i tak jest nadpodaż tekstów, to i tak nawiedzać mnie będą nowe pomysły. A z nimi chęć do przelania tego na (wirtualny) papier.


#przemyslenia #tworczoscwlasna

@bojowonastawionaowca


Oczywiście, że tak.


Kumpel powiedział mi kiedyś, że warto się cieszyć z każdego czytelnika czy widza, który zostawił komentarz bądź subskrypcję. To w końcu osoba, która uznała, że coś stworzonego przez nas jest fajne (bądź nie, jeśli to negatywny komentarz). A kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt takich osób to wciąż ogrom, jak się o tym pomyśli.


Mamy, jako ludzie ogółem, trochę zaburzony obraz przez naprawdę popularne osoby, przez co mniejsze osiągnięcia (powiedzmy kilkudziesięciu widzów) bledną w porównaniu z popularniejszymi twórcami, którzy co film mogą liczyć na milionowe wyświetlenia.

Zaloguj się aby komentować

Mam pecha z pracodawcami.


Brałem udział w rekrutacji. Najpierw rozmowa zdalna, potem na żywo, w dość sporym odstępie czasu. Na obu padło to samo pytanie: ile chciałby pan minimalnie zarabiać, żeby przychodzić do pracy z chęcią?


Jako że na umowie jest zakaz ujawniania zarobków (xDDD), to na wszelki wypadek nie zdradzę kwoty. Podałem według mnie niezbyt wygórowaną, jednak zadowalającą mnie stawkę, ponieważ oprócz podstawy miała być też premia uzależniona od wyników.


No i niby wszystko fajnie, żadnych sprzeciwów, wszystko akceptowane.


Tydzień przed rozpoczęciem pracy dowiedziałem się, że owszem, będę minimalnie zarabiał tyle, co chciałem, ale tylko przez trzy miesiące. Po tym okresie podstawy będę miał dwa tysiące mniej, niż chciałem.


Delikatnie mówiąc nie byłem zadowolony. Jednak wkurwiło mnie coś innego. Pani kierownik powiedziała po chwili: „nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”


No ale dobra, nie mam alternatywy, a ja lubię jeść, więc wypadałoby mieć jakiekolwiek źródło pieniędzy.


Jedynie mam trochę żal do siebie, że tym razem się nie postawiłem. Rok temu poprzedni pracodawca też chciał mnie załatwić. Na rozmowach wszystko spoko, przy podpisywaniu umowy kwota znacznie mniejsza, bo reszta w premii uznaniowej. Tylko że jak pan prezes uzna, że premii nie dostanę, to obudzę się z ręką w nocniku, ponieważ oferowana przez nich podstawa nie wystarczyłaby mi na ówczesne moje potrzeby.


Obecnie jednak jest w tak kiepskim stanie psychicznym i pałam dość sporym uczuciem nienawiści do samego siebie, że mam wyrzuty sumienia, że ktoś zmarnuje czas na przeczytanie tego posta. W sumie też zmarnowałem czas na napisanie go, więc wszyscy zmarnujemy czas.


Wstępnie rozmawiałem o tym z panią psychiatrą. Z poprzedniej pracy zrezygnowałem z ogromnego stresu, kiedy cała logistyka firmy spadła na moje barki - a dopiero co zacząłem pracę w stricte logistyce i moja ówczesna przełożona uczyła mnie raptem przez dwa miesiące. Potem poszła na L4 i po jakimś czasie rzuciła wypowiedzeniem. A ja zostałem sam z tym bałaganem. Jak stwierdziła, tak logistyka nie powinna wyglądać, w co wierzę. Przepracowała w zawodzie dłużej, niż żyję.


Pani psychiatra powiedziała, że jeśli bym się źle czuł, to zawsze może mi wypisać zwolnienie lekarskie do pół roku. Nie chcę nadużywać L4, jednakże już się stresuję na samą myśl, że może nie udać mi się zarobić w premii potrzebnej mi sumy. A nie mam na ten moment żadnej sensownej alternatywy. : /


#pracbaza trochę #zalesie trochę #wkurw #chorobachad

„nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”
Ale będą oburzeni jak za tą niższą stawkę będzie się przychodziło do pracy tylko i wyłącznie posiedzieć...

@MalyDiabel @jakibytulogin


W systemie prowizyjnym nicnierobieniem zaszkodzę tylko sobie. Pracowałem blisko osiem lat w takim i w momencie, kiedy przeszedłem do firmy, w której liczyła się jakość mojej pracy, odczułem ogromną ulgę.


Pracę z prowizją podjąłem głównie dlatego, że nie miałem żadnej lepszej opcji. Poza tym myślałem, że podstawy będę miał tyle, ile powiedziałem podczas rekrutacji, co dałoby mi spokój ducha przy słabszym miesiącu, urlopu czy zwolnieniu lekarskim.


W momencie, w którym będę musiał co miesiąc zarobić dwa tysiące, żeby czuć spokój/zadowolenie/cokolwiek... cholernie mnie to stresuje. Tym bardziej, że mój kolega z działu rzadko kiedy tyle wyciąga z prowizji.

@cyberpunkowy_neuromantyk spotkałem się kiedyś z takim podejściem, że mieli dać więcej po 3 miesiącach. Tylko tego nie zrobili, bo się "mylę". Przychodzisz do firmy, w strukturę się wrażasz, nic właściwie nie robisz i odstajesz odpowiedź, że się mylisz. Nie byłem jedynym który to usłyszał. Wałki na umowach, olewanie kodeksu pracy to tam była normalność.

@30ohm


Po ostatniej firmie nauczyłem się, że liczy się tylko to, co w umowie i nie warto wierzyć w żadne zapewnienia. Cieszę się, że wtedy postawiłem na swoim i się udało, ponieważ później jeden kolega powiedział, że poszedł na zwolnienie lekarskie z powodu rozwalonego kolana i zabrali mu premię na rok. Premia w końcu jest uznaniowa. ; )

Zaloguj się aby komentować

263 276 + 12 = 263 288


Wczorajsza przyjemna przejażdżka z dziewczyną zakończona nieprzyjemnym przebiciem opony. Czy tam dętki, nie znam się. Na szczęście wydarzyło się to niedaleko domu.


Zamówiłem już zestaw naprawczy i dzisiaj albo w sobotę podejmę pierwszą w życiu próbę załatania dziury w oponie.


#rowerowyrownik #rower


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

32b65d0d-d25e-4567-8dd3-1d8a1e3d2682

@cyberpunkowy_neuromantyk polecam też pilnować ciśnienia w oponach, chyba że przebicie dętki z powodu jakiegoś ostrego przedmiotu na który najechałeś.

@cyberpunkowy_neuromantyk no to jest jakby istotne: boli mnie brzuch, ale nie wiem czy mnie dźgnęli nożem czy mam zgagę, ale zamówiłem sobie jakieś lekarstwa

Zaloguj się aby komentować

9 247,83 + 4,26 = 9 252,09


Postanowiłem biegać w rytm muzyki. Tempo oczywiście pomijam, ponieważ nie jestem w stanie utrzymać 180 BPM albo wyżej. X)


Chodzi o to, że pomiędzy szybszymi partiami są wolniejsze fragmenty. Więc jak jest szybciej, to biegnę, a jak wolniej, to spaceruję.


No i fajnie. ; )


#sztafeta #bieganie


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

9a8c571b-5845-40fd-8a27-d41b349a6e66

Przekombinowałem. Efekt uboczny - zdobywasz osiągnięcie

  • Dokumentalista (10 zdjęć)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

6cd4047d-9ea9-4f73-8576-4ee398acd9b3

Zaloguj się aby komentować

@hejto @bojowonastawionaowca

Serio jeszcze nie naprawiliście tego błędu z przecinkiem lub kropką po tagu?

Tj wyświetla się, mimo że mam tag na czarno.

(I całe urwa szczęście)

@Dziwen jak będziesz wstawiać znak po tagu to przecież nic nie da

Widzę że coś cię zabolało skoro się aż tak pofatygowałeś, a przecież ciebie wcale nie wołałem.

Zaloguj się aby komentować

482 + 1 = 483


Tytuł: Ciekawe historie vol. 1

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Ciekawe Historie

Format: audiobook

Czas słuchania: 4h 50m

Ocena: 8/10


Tytuł nie kłamie - naprawdę mamy do czynienia z ciekawymi historiami.


Począwszy od... przyjaciela z dzieciństwa Adolfa Hitlera. Tego pana nie mogło zabraknąć w audiobooku historycznym, jednakże spojrzenie na przyszłego dyktatora z perspektywy jego dobrego kolegi było bardzo interesujące. To zapewne nic nowego dla osób, które chociażby przeczytały biografię Hitlera, jednakże mnie zaciekawiło, jakim nastolatkiem i młodym mężczyzną był Adolf. I pomimo jego nieznoszącego sprzeciwu charakteru okazał się bardzo lojalnym przyjacielem, czego po nim się nie spodziewałem.


Drugi rozdział z kolei opowiada o przyczynach klęski Polski w 1939 roku. Często powtarza się, że sojusznicy zostawili Polskę w potrzebie, jednakże po przesłuchaniu tego rozdziału ani trochę się nie dziwię. Śmieszyło mnie, że polski rząd, po ponad stu lat życia pod zaborami, ledwo co po odzyskaniu niepodległości miało imperialistyczne zapędy. Jednocześnie zauważyłem, że minęło tyle lat, a rządzą nami ludzie o praktycznie tym samym charakterze. Nie myślący o ogólnym dobru narodu, tylko o spełnianiu swoich fantazji czy po prostu napchaniu pieniędzy do swojej kieszeni. Aż zacząłem gdybać, co by się wydarzyło, gdyby Polska przełknęła dumę i współpracowała z Francuzami, zamiast bawić się w prowadzenie samotnej polityki. Nie miała na to sił. Trochę jak ratlerek, który przez płot szczeka na owczarka niemieckiego, a jak ktoś otworzy bramkę, to nagle potulnieje.


Z rozdziałów, które bardzo mnie zafascynowały, jest oczywiście także ten o listach. Czy wiedzieliście, że Gandhi dwukrotnie napisał do Hitlera, próbując przekonać go do zaniechania podbojów? Albo że Skłodowska-Curie była krytykowana za ludzkie podejście wobec własnych córek, które traktowała jako przyjaciółki? Nie jestem zwolennikiem zaglądania do cudzej korespondencji, jednakże niezdrowa ciekawość zwyciężyła i z przyjemnością odsłuchałem tego rozdziału.


Podobnie jak rozdziału o postprawdzie. Autor przypomniał wydarzenie z 2015, kiedy Bronisław Komorowski popełnił faux pas i wszedł na krzesło. Tyle że to się nie wydarzyło. Polski internet obiegło ogrom memów naśmiewających się z prezydenta, wszyscy byli przekonani, że Komorowski się ośmieszył. Czy kogoś wtedy interesowała prawda? Raczej nie.


Z ośmiu opowieści nie spodobała mi się tylko ostatnia, czyli rozmowa autora z jego bratem, który założył kanał BezPlanu. Głównie przez to, że brat zbyt dużo i szybko mówił, przez co dosyć szybko poczułem się przytłoczony jego osobą. Mimo to również ciekawie opowiadał.


Mimo że niektóre z historii były trudne do wysłuchania (chociażby ta o getcie warszawskim i wspomnieniach fryzjera z obozu), to wszystkie dostarczyły mi ogrom nowej wiedzy. Dodatkowo autor przedstawia fakty i często oddaje głos uczestnikom wydarzeń, odtwarzając różne nagrania. Powstrzymuje się od wygłaszania własnych opinii. Zdecydowanie polecam.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #audiobook #historia

a5cd1c0d-f2ca-4e6b-980f-f504f916e271

Zaloguj się aby komentować