Zdjęcie w tle
cyberpunkowy_neuromantyk

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 356wpisy
  • 1462komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Moje tagi: #cyberpunkstories #herbacianezapiski

50 + 1 = 51


Tytuł: Niezwyciężony. Na podstawie powieści Stanisława Lema

Autor: Rafał Mikołajczyk

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Booka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788395521416

Liczba stron: 236

Ocena: 8/10


Kiedyś przeczytałem, że książki (w tym przypadku komiks) są jak wino. Kolekcjonuje się je po to, żeby czasem przeleżały kilka lat w oczekiwaniu na odpowiedni czas, nastrój czy po prostu okazję. Tak też było z komiksem na podstawie „Niezwyciężonego” Lema - kupiłem go bodaj w 2019 czy 2020 roku, już nie pamiętam, a przeczytałem wczoraj. Dobrze zrobiłem, że wtedy się w niego zaopatrzyłem, ponieważ sprawdziłem i dzisiaj wydaje się być niezłym rarytasem. : D


Rafał Mikołajczyk we wstępie napisał, że po przeczytaniu powieści w czasach nastoletnich stwierdził, że musi koniecznie narysować tę historię. I to zrobił. Widać w komiksie jego fascynację „Niezwyciężonym” - zdecydowana większość dialogów została żywcem wzięta z powieści, ale czy to źle? Po co poprawiać coś, co zostało świetnie zrobione?


Świetne są także rysunki Mikołajczyka, tu już w pełni jego autorstwa. Bardzo estetyczne, oddające surowość i nieprzyjazność Regis III.


Czy poleciłbym komiks komuś, kto nie przeczytał powieści? Trudno powiedzieć.

Przeczytałem go na świeżo po przeczytaniu książki, jednocześnie słucham też audiobooka, więc fabułę mam wciąż w pamięci. Komiks czytało mi się trochę jak streszczenie - to zrozumiałe, że Mikołajczyk musiał wyselekcjonować to, co chce przedstawić i to w taki sposób, żeby całość wciąż była zrozumiała i po prostu dobrze skonstruowana. Jak tak o tym myślę, to nie wydaje mi się, żeby „Niezwyciężony” był wdzięczną historią do przedstawienia w formie komiksu. Dlatego tym bardziej podziwiam autora, że udało mu się dobrze oddać ducha historii.


Ciekawie było poznać to, w jaki sposób ktoś widzi dane kadry i porównać je z własnymi wyobrażeniami.


No i miły smaczek: jednego z naukowców Mikołajczyk narysował na podobieństwo Stanisława Lema. : )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #fantastyka #sciencefiction

693cba3f-5e83-45db-a56e-f52a6825267a
MostlyRenegade

@cyberpunkowy_neuromantyk jest też gra oparta na tej powieści, którą zresztą ograłem przez święta. Całkiem fajnie zrobiona, ale krótka, na nie więcej niż dwa wieczory.

bishop

Komiks i książka 10/10. Sprawdzam regularnie czy autor albo wydawnictwo coś nowego narysował / wydają ale cicho sza na razie.

Zaloguj się aby komentować

WatluszPierwszy

@cyberpunkowy_neuromantyk Brawo. Ja biegam w zasadzie niezależnie od pogody. Da się. Kwestia ubioru tak na prawdę. Poza tym, jak pobiegam w taki mróz, to mózg mi produkuje dopaminę i podpowiada, że jak dałem radę przebiec te powiedzmy 5 km przy -8, to co mi tam inne problemy Dam radę.

Z_buta_za_horyzont

Pomożecie? Pomożemy! Buduj formę spokojnie na wyścigi przyjdzie jeszcze czas. Fajnie się biega przy minusowych temperaturach bo się człowiek mniej poci .

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

31 + 1 = 32


Tytuł: Avatar: Ogień i popiół

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Sci-Fi

Reżyseria: James Cameron

Czas trwania: 3h 17m

Ocena: 8/10


Ładny, z głupkowatą i nieciekawą fabułą, ale jednak ładny. Efekty 3D nienachalne - nie wiem, czy to kwestia ekranu (seans odbył się w kinie studyjnym) czy taka była decyzja twórców. Pod koniec prawie już nie mogłem wysiedzieć, ale to w końcu ponad trzy godziny oglądania.


W swojej kategorii, czyli czystej rozrywki, solidne 8/10. Jakby zadbano o lepszą fabułę, to mógłbym pomyśleć o wyższej ocenie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #avatar #sciencefiction

a60bc34d-ef3b-4518-bd8c-4548251457b1
sawa12721

@cyberpunkowy_neuromantyk-W sumie kupa, ale ładna, 8/10

kodyak

Aha. Ch⁎⁎⁎wa 3 godzinna fabuła gdzie nie można z nudów usiedzieć 8/10.


Czy ty jesteś normalny?

kodyak

Aha. Ch⁎⁎⁎wa 3 godzinna fabuła gdzie nie można z nudów usiedzieć 8/10.


Czy ty jesteś normalny?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

„Chamstwo”


Lektura tej książki sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, ile relacji z wydarzeń historycznych jest prawdziwych, a ile przekłamanych. Na przykładzie: królowie zlecali skrybom napisanie kronik, coby ich chwalebne czyny nie popadły w zapomnienie. I czy taki skryba napisze negatywnie o królu, od którego zależy, czy głowa skryby pozostanie na szyi albo czy na wspomnianej szyi nie zaciśnie się pętla? Raczej nie, bo po co ryzykować, że władcy nie spodoba się to, co przeczyta o samym sobie.


Część spraw mogło zostać po prostu przemilczanych. Ile osób pamięta dzisiaj o „The Negro Motorist Green Book”, a ile dowiedziało się o tym przewodniku dla czarnoskórych dopiero podczas oglądania „Green Book”? Czy niemieckie firmy informują o działaniach poprzednich właścicieli podczas drugiej wojny światowej? O wstydliwej przeszłości raczej się nie wspomina – o ilu więc takich rzeczach nigdy się nie dowiemy?


Byłem świadomy, że los pańszczyźnianych chłopów nie należał do najprzyjemniejszych, jednakże nie wiedziałem, że było aż tak źle. Nie spodziewałem się, że kilkaset lat temu do porządku dziennego należało chłostanie chłopów i chłopek, obcinanie uszu czy nosów za różne przewinienia. Co prawda w Polszcze, jak nazywa ją autor, nie paliło się aż tak często kobiet na stosie, ale za to charakterystycznym widokiem były szubienice.


Zaskoczyło mnie także podejście samych chłopów. Ci z „własną” ziemią cieszyli się większą niezależnością – mogli, gdy oko pańskie nie zerkało, rozpychać się trosze na pańskiej ziemi i robić na siebie, w ten sposób dodatkowo zarabiając. Byłem przekonany, że lepiej było służyć na dworze, bezpośrednio u pana. Okazuje się, że nic bardziej mylnego, że w przypadku dwornych sług praca tak naprawdę nigdy się nie kończyła, bo zawsze znalazło się coś do zrobienia.


Zdenerwowanie wywołało we mnie to, że szlachta chciała za wszelką cenę uzależnić chłopów od siebie i woleli „stracić” ojczyznę niż swoje przywileje pańszczyźniane. Uzależnienie to przejawiało się chociażby rozpijaniem chłopów, którzy w ten sposób mogli chociaż na chwilę zapomnieć o bólu istnienia i zarobione u pana pieniądze wydać także u swojego pana.


I jak o tym wszystkim myślę, to jestem pełny podziwu, że ówcześni ludzie egzystowali w takim systemie. Jak porównuję swoją obecną sytuację do tego, z czym mierzyli się chłopi, na ich miejscu zdecydowanie wolałbym popełnić samobójstwo, niż tak męczyć się każdego dnia.


Kacper Pobłocki wykonał tytaniczną pracę – w książce zawarł ponad tysiąc przypisów, dzięki czemu łatwiej jest dalej zgłębiać temat. Świetna pozycja, zdecydowanie polecam każdemu się z nią zapoznać.


Na koniec małe przemyślenia: czy my dzisiaj także nie jesteśmy takimi chłopami? Jasne, czasy się mocno zmieniły i w tej „lepszej części świata” mało co stoi na przeszkodzie, żeby przeprowadzić się do lepiej radzącego sobie kraju w celu polepszenia swojego życia. Ale jak tak myślę o korporacjach i dążeniu do tego, żeby jak najwięcej osób korzystało z subskrypcji różnego rodzaju… Filmy i seriale, książki, muzyka, nawet gry, do których nie potrzeba już sprzętu, bo przecież można streamować rozgrywkę, również w abonencie. Drogie mieszkania, wynajem także nie należący do najtańszych, ale jednak przystępniejszy niż wzięcie kredytu na coś swojego.  


Jak kiedyś nie przeszkadzała mi ulotność streamingu, tak zacząłem dostrzegać ogromne korzyści z posiadania czegoś na własność. Skoro coraz więcej rzeczy jest w chmurze, to z czasem mogłaby się pojawić chęć „programowania społeczeństwa”, podmiany filmów i książek. Pamięć, tak jak o niewygodnych wydarzeniach, w końcu się zatrze i powiedzmy mój prawnuk nawet nie wiedziałby, że ogląda „niewłaściwą” wersję jakiegoś filmu. Dzięki temu mógłby zostać wychowany w „otoczeniu kontrolowanym” przez złą korporację czy podobny jej podmiot.


To też zmieniło moje podejście do pirackiej społeczności. Dawniej potępiałem w myśl chęci doceniania twórców za ich pracę, dziś zaś traktuję jako swego rodzaju archiwum. Nie muszę się obawiać, że coś bezpowrotnie zniknie - zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat posiada kopię danego utworu.


Wracając, przedstawiona przeze mnie wizja jest bardzo pesymistyczna (a takie nastawienie jest bardzo bliskie memu sercu) i wcale nie musi się spełnić. I oby tak w rzeczywistości było.


#ksiazki #czytajzhejto #przemyslenia

6acfdd08-282b-4b2c-af87-563192f5daf7
b0lec

O ty też pisze Leszczynski w" ludowej historii polski", historia jaką znamy to najczęściej historia elit a nie pospólstwa, które na dodatek było niepiśmienne. Przed mieszkiem w zasadzie o historii słowian nie mamy nic, głównie to sa domysły i wykopaliska

NiebieskiSzpadelNihilizmu

Lektura tej książki sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, ile relacji z wydarzeń historycznych jest prawdziwych, a ile przekłamanych. Na przykładzie: królowie zlecali skrybom napisanie kronik, coby ich chwalebne czyny nie popadły w zapomnienie. I czy taki skryba napisze negatywnie o królu, od którego zależy, czy głowa skryby pozostanie na szyi albo czy na wspomnianej szyi nie zaciśnie się pętla? Raczej nie, bo po co ryzykować, że władcy nie spodoba się to, co przeczyta o samym sobie.

@cyberpunkowy_neuromantyk w ogóle kroniki to chyba najgorsze możliwe źródła historyczne, jakie można znaleźć. Na ogół napisane strasznie ogólnikowo, na ogół pełne bredni i całowania po d⁎⁎ie władcy danego dworu, na którym kronikarz przebywał zerując jego wady i przewinienia i wyolbrzymiając, albo wprost wymyślając zasługi, żeby mu się przypodobać i przedłużyć swoje utrzymanie. No i nie opisują najważniejszych wydarzeń wcale, przez co do dzisiaj historycy się spierają, czy do takiej bitwy na Psim Polu w ogóle doszło.


Natomiast fakt, że szlachta robiła wszystko, żeby tylko sobie kiesę napychać, nawet kosztem państwa to jest akurat długa i niechlubna tradycja, imo rozpoczynająca się już od rozbicia dzielnicowego, gdzie władca "każdemu gówniakowi coś musiał dać". Niestety w momencie, kiedy to się umocowało na najwyższych szczeblach razem z magnaterią, która wymuszała na królu dosłownie wszystko "bo jak nie to veto" co defacto była ogonem merdającym psem, no to to była tylko kwestia czasu aż jakieś ścierwo się znajdzie, które znajdzie sobie pretekst, żeby w zamian za "zasługi" (czytaj: mamonę i pozycję) szukać protektoratu i interwencji przykładowo u jakiejś carycy ze wschodu. W ogóle veto samo w sobie to był taki rak, że głowa boli jak człowiek o tym zaczyna myśleć. Jeden typ, który dosłownie jednym słowem jest w stanie sparaliżować wszystko w każdej chwili i nara.

cosbymzjadla

Często się zastanawiałam czemu tak mało wiemy o czasach przed panowaniem Mieszka I? Przecież nasi przodkowie musieli wykształcić jakieś pismo, ktoś musiał pisać jakieś pamiętniki, itd., ale zgodnie z powiedzeniem historię piszą zwycięzcy, potem ją wymazują bądź manipulują nią. Niżej wklejam link do rozmowy o świętych KK, ale od ok. 10 min jest rozmowa o powstawaniu opowieści o św. Stanisławie m.in. kto zaczął o nim pisać, na czyje zlecenie, w jakim celu tak a nie inaczej przedstawiono jego historię (w tle ówczesna polityka). https://youtu.be/3SfNta4xlLg?si=sIIs-Dz1xiA3bhzk

Zaloguj się aby komentować

476,32 + 2,37 = 478,69


Mam taką przypadłość, że jeśli pośpię dłużej albo zdrzemnę się w ciągu dnia, to mogę zapomnieć o położeniu się spać o normalnej porze. Wczoraj popołudniu przysnąłem podczas słuchania audiobooka i... nie udało mi się jeszcze zasnąć. Około szóstej stwierdziłem, że poczekam, aż zrobi się jasno i pójdę pobiegać, bo jak już zasnę, to po obudzeniu pewnie nie będzie mi się już chciało wyściubić nosa z łóżka.


Czułem się zadziwiająco dobrze, ale nie wiem, czy nie przeceniłem swojego organizmu czy po prostu słucham zbyt szybkiej muzyki, która sprawia, że chce mi się szybciej biec. :' ) Finalnie musiałem walczyć z samym sobą, żeby się nie zatrzymać przed ustalonym punktem. Jakoś się udało doczłapać.


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu


#sztafeta #bieganie

43ac9d5c-410a-4fe3-bee0-7f2bc876b9e0
Z_buta_za_horyzont

Jeden z najczęstszych błędów na początku biegania to gnanie do przodu. Warto sobie od razu założyć maksymalne tempo i lepiej przebiec spokojnie 3km niż sprintem 1,5 .

Zaloguj się aby komentować

25 + 1 = 26


Tytuł: Fat City

Autor: Leonard Gardner

Tłumacz: Tomasz Antosiewicz

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: e-book

ISBN: 9788368191196

Liczba stron: 200

Ocena: 7/10


Zaintrygował mnie opis na LubimyCzytać, tym bardziej, że kiedyś przeczytałem bardzo dobre opowiadanie mojego kolegi o bokserach właśnie. I mimo że nie jestem miłośnikiem oglądania ludzi okładających się po mordach, czytanie o tym sprawia mi nielichą satysfakcję. Pewnie dlatego, że to nie ja obrywam. :' )


Oczywiście „Fat City” nie opiera się wyłącznie na opisach walk bokserskich. To opowieść o zmęczonym życiem mężczyźnie, który uważał, że miał wszystko: karierę, sławę, piękną żonę, pieniądze. Wszystko to stracił i możemy obserwować, jak z ogromnym trudem próbuje się wygrzebać z równie ogromnego dołka, do którego trafił prawdopodobnie na własne życzenie.


Przeciwwagą jest historia drugiego, młodszego o jakieś dwanaście lat mężczyzny, który przedwcześnie i też trochę na własne życzenie wszedł w dorosłe, niekoniecznie łatwe życie.


Mówi się, że po każdym potknięciu czy upadku trzeba wstać, odzyskać równowagę i iść dalej. Wydaje się to bardzo logiczne i słuszne. Jednakże co w sytuacji, kiedy przy próbie podniesienia się człowiek otrzymuje kolejny cios, a gdy już leży rozłożony na deskach, życie postanawia nie posłuchać sędziego przerywającego walkę i zadać następny cios kompletnie bezbronnej osobie?


Myślę, że łatwo jest wtedy pogrążyć się w poczuciu totalnej beznadziei. Że trudno jest myśleć i postępować logicznie - skoro upijanie się przeszkadza w odzyskaniu dawnej formy, po co wlewać w siebie alkohol? Po co wdawać się w toksyczną relację, która w niczym nie pomoże, a jedynie przysporzy dodatkowych problemów? I tak dalej, i tak dalej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

28f19b99-ae85-4484-8c99-44f5da176584
Cori01

Dlaczego taki tytuł a nie inny? Bo ja bym pomyślała że to książka o grubasach

Zaloguj się aby komentować

21 + 1 = 22


Tytuł: Niezwyciężony

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Cyfrant

Format: e-book

ISBN: 9788363471187

Liczba stron: 244

Ocena: 9/10


Postanowiłem zacząć rok od twórczości Stanisława Lema, a dokładniej od historii „Niezwyciężonego”, którą mam zamiar poznać w czterech różnych mediach: oryginalnej powieści, superprodukcji Audioteki, komiksu oraz grze.


Podoba mi się, że Lem podchodził do Obcych rzeczywiście jak do obcych. Że nie są to człekokształtni kosmici, z którymi bez problemu można porozumieć się w języku angielskim czy nawet w polskim. Zrobiło to na mnie wrażenie już w „Człowieka z Marsa” i nie inaczej jest w przypadku „Niezwyciężonego”.


Jasne, można powiedzieć, że z perspektywy czasu sam pomysł nie jest oryginalny, ale tak to już jest z klasykami - w porównaniu z utworami, które korzystają z dorobku wcześniejszych autorów, starsze teksty często przegrywają. Nie zaskoczyło mnie, że coś albo ktoś pokonało załogę „Kondora”, nie zdziwiłem się, gdy załogę „Niezwyciężonego” zaczęło spotykać to samo. Za to okazałem zdumienie, gdy przekonałem się, czym jest niebezpieczeństwo czyhające na ludzi.


Do myślenia dały mi także słowa Rohana: ludzkość myśli, że może wszystko skolonizować, nawet te najbardziej nieprzystępne rejony. Niektórzy weszli na najwyższy szczyt Ziemi, niektórym udało się nawet zejść w najgłębsze do tej pory znane nam miejsce pod wodą, ba, z pomocą technologii inni polecieli w kosmos i coraz bardziej, mimo że wciąż powoli, ludzkość rozpycha się w przestrzeni kosmicznej. Prędzej czy później pewnie skolonizujemy kolejną planetę.


A co, jeśli nie mamy do tego żadnego prawa? Może tak jak załoganci „Niezwyciężonego”, a wcześniej „Kondora”, spotkamy w jakimś sensie barierę, która nie pozwoli nam na dalszą eksplorację? Albo na rasę kosmitów, która ujrzawszy nasz potencjał, stwierdzi, że stanowimy zbyt wielkie zagrożenie i postanowi nas zniszczyć, zanim zniszczymy innych?


Podoba mi się także to, że Lem nie traktował czytelników jak głupków. Chociażby na początku podał na tacy odczyty składu atmosfery, żeby czytelnik miał szansę sam wywnioskować, a dopiero po jakimś czasie pokazał, że coś jest nie tak z atmosferą - chodziło o zawartość metanu i tlenu. Przyznam szczerze, że nie zwróciłem na to uwagi, ale spodobało mi się takie podejście.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #sciencefiction

10189379-a5e9-4008-bb8e-403d8e8703bb
binarna_mlockarnia

@cyberpunkowy_neuromantyk

Ksiazka wywarla na mnie ogromne wrazenie, jak na lata w ktorych powstala. Trzymała w napieciu. Lem to byl wizjoner.

Loginus07

@cyberpunkowy_neuromantyk "Niezwyciężony" to był mój pierwszy kontakt z Lemem i o hesu, co to był za kontakt! Machnąłem w 3 wieczory, a pewnie jakby były luźniejsze to zrobiłbym to w 2. Bardzo ciekawy wątek tajemnic - tajemnicy porażki Kondora, tajemnicy planety, tajemnicy obcych.


Drugi mój styk z Lemem to "Solaris", który działał na tych samych nutach, a zupełnie inaczej i też mi się podobał


I teraz prośba - jak przesłuchasz wersje z Audioteki to dasz znać jak wrażenia?

Pouek

@cyberpunkowy_neuromantyk właśnie gram w Invincible. To nie tyle prequel co równoległa historia, znakomicie rozwijajaca lore oryginalnej powieści. Jeżeli ktoś nie zna, polecam. Absolute cinema

Zaloguj się aby komentować

14 + 1 = 15


Tytuł: Bulion i inne namiętności

Rok produkcji: 2023

Kategoria: Melodramat

Reżyseria: Anh Hung Tran

Czas trwania: 2h 25m

Ocena: 10/10


Absolutnie przecudowny film, bardzo ciepły, z pięknymi, powolnymi ujęciami, z subtelną erotyką. Zakochałem się w nim i nie będę tego ukrywał - nawet przez chwilę nie nudziłem się, oglądając przygotowania kolejnych potraw. Z tych scen bił taki spokój, mimo że wiele się działo, a działania bohaterów były bardzo harmonijne - czuć było chemię pomiędzy aktorami odgrywającymi główne role, jakby rzeczywiście pracowali ze sobą codziennie przez dwadzieścia lat.


Jedyną rzeczą, która mi się nie spodobała, że to nie jest „komfortowy” film. Żałuję, że całość nie została utrzymana w ciepłych tonach. W pewnym momencie wkrada się lodowaty powiew wiatru, który odbiera trochę przyjemności ze śledzenia historii.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #gotowanie

803b5a5f-a452-41d8-95d9-d243d6501fc1

Zaloguj się aby komentować

111,75 + 2,32 = 114,07

Pierwszy bieg w tym roku. Chciałem sprawdzić, ile jestem w stanie przebiec bez zatrzymywania się.

Na razie głównie zależy mi na przyzwyczajeniu organizmu do nowej-starej aktywności. Zacząłem biegać w grudniu po przynajmniej czteroletniej przerwie, jeśli nie dłuższej, więc moja kondycja praktycznie nie istnieje. :')

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#sztafeta #bieganie

59ba21af-d66c-4537-a167-c79918db24f6
Trypsyna

@cyberpunkowy_neuromantyk elegancko, czekamy na kolejne relacje 😃

Zaloguj się aby komentować

BiggusDickus

@cyberpunkowy_neuromantyk Byłem zdecydowanie za młody jak to próbowałem pierwszy raz przeczytać.

A co do postanowienia, to możesz spróbować wypożyczyć w bibliotece

Zaloguj się aby komentować

Lista celów do zrealizowania w 2026 roku.


Chcę napisać 2 opowiadania.

Jasne, w planach mam znacznie więcej, ale nie chcę narzucać na siebie presji. Tym bardziej, że piszę dość wolnym tempem.


Napisać 12 tekstów na bloga.

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów, prawda? Chcę w końcu rozkręcić swojego blogaska. Dużo o nim myślę i chyba w końcu zdecydowałem, jak chcę, żeby wyglądał.


Przeczytać 36 książek.

W tamtym roku przeczytałem 24, to w tym podnoszę trochę poprzeczkę.


Przeczytać 35 numerów Nowej Fantastyki.

Mam 25 zaległych, więc wypadałoby to nadrobić. Do tego chcę przeczytać wszystkie, które ukażą się w tym roku, ale nie wiem, czy zdążę z kolejnym styczniowym (który ukaże się na koniec grudnia), stąd 35 numerów. :' )

Przejść 12 gier.

Jedna gra miesięcznie to sensowny cel. Tym bardziej, że lubię grać ze znajomymi w „Counter Strike'a 2”, a to też pożera trochę czasu.


Przebiec 450 km.

Lubię biegać. Często jak spaceruję, to odczuwam ogromną chęć, żeby pobiec. W grudniu zacząłem - kupiłem odpowiednie ciuchy i buty, po czym zrealizowałem swój skromny cel przebiegnięcia łącznie 5 km. I chcę co miesiąc podnosić poprzeczkę o 5 km.


Znacząco ograniczyć słodycze i niezdrowe przekąski.

To moje jedyne uzależnienie i główny mechanizm radzenia sobie ze stresem oraz negatywnymi emocjami.


Nie kupić żadnej nowej książki ani gry.

Uwielbiam wydawać pieniądze na książki i gry, ale mam zdecydowanie zbyt dużo nieprzeczytanych i nieukończonych gier, że nie ma sensu kupować nowych. xD


Nauczyć się języka niemieckiego.

Odkryłem, że lubię się uczyć i nauka języka niemieckiego sprawia mi przyjemność. Na urodziny otrzymałem od dziewczyny fiszki z niemieckiego i staram się codziennie nauczyć dziesięciu nowych zwrotów. Różnie mi to wychodzi. xD Do tego przygotowuje dla mnie lekcje z najważniejszych rzeczy, no i podkradłem jej książkę do gramatyki.


Zrobić prawo jazdy.

Do tej pory nie było mi potrzebne, ale stwierdziłem, że dobrze byłoby je mieć. Głupio mi, że moja dziewczyna zawsze prowadzi, kiedy gdzieś jeździmy i chcę mieć możliwość ją zastąpić. Szczególnie, jak ponownie pojedziemy w dalszą trasę.


Pojechać na zlot z kumplami.

Rzadko się widujemy i nie chcę przegapić okazji do kolejnego spotkania.


Najważniejsze: osiągnąć minimum 60% w każdym z moich dodatkowych celów.

Mam ich kilka, na przykład codzienne pisanie tekstów czy czytanie książki. Ma to służyć bardziej pilnowaniu się, czy przypadkiem czegoś nie zaniedbuję. Prokrastynacja sprawia, że często odkładam coś na jutro. A jutro odkładam to na następny dzień. I okazuje się, że minął miesiąc, a ja wciąż tego nie ruszyłem.


Dlatego zrobiłem sobie takie cele i będę je codziennie odhaczał, gdy zostaną przeze mnie zrobione. Nie oszukuję się, że zawsze będzie mi się chciało, dlatego ustaliłem 60%. To i tak będzie znacznie więcej niż do tej pory - 219 razy to całkiem sporo.

#postanowienia #postanowienianoworoczne #postanowienia2026

Trypsyna

Zapraszamy na #sztafeta 😁

BiggusDickus

@cyberpunkowy_neuromantyk Z grami zapraszamy na #gamesmeter

Yes_Man

@cyberpunkowy_neuromantyk Trzymam kciuki za realizację. Też mam swoje postanowienia, trochę inne, ale też będą wymagać sporo pracy

Zaloguj się aby komentować

Podsumowanie 2025 roku.

https://www.hejto.pl/wpis/postanowienia-albo-raczej-lista-celow-do-zrealizowania-na-2025-rok-ponownie-nic-

Przede wszystkim: przeszacowałem swoje siły przerobowe. Zmieniłem pracę ze zdalnej na stacjonarną i nie przewidziałem, że będę miał znacznie mniej czasu i chęci.

Chcę napisać te 2 opowiadanie, które miałem skończyć w tamtym roku.

Nie skończyłem żadnego, za to napisałem jedno, bardzo krótkie, na trzy zdania i które wysłałem na nabór do antologii Fantazmatów. Trzeba czekać na wiadomość zwrotną, czy tekst się dostał.
Zacząłem pisać drugie opowiadanie do Kawiarenki, jednakże nie skończyłem w terminie.

Chcę napisać 12 tekstów na bloga.

Szkoda gadać.


Chcę przejść 24 gry z listy zaległości.

W 2025 przeszedłem 14 gier, z czego jedną dwa razy. Kilka porzuciłem w trakcie, sporo grałem w „CS2” i różne co-opy.

Chcę przeczytać minimum 24 książki.

Przeczytałem 24 książki + 11 komiksów.


W tym kolejne podejście do ƒ„O sztuce”.
Jakoś nie znalazłem chęci. To kolejny rok, w którym nie udało mi się przeczytać w całości tej pozycji.


Chcę przeczytać 183 opowiadania.

Przeczytałem zaledwie 33 opowiadania.


Chcę obejrzeć minimum 52 filmy.

60 na koncie.


Dokończyć „Star Trek: Enterprise”, obejrzeć „Discovery” i jak starczy mi czasu, to zabrać się za kolejny serial.

„Enterprise” jest na tyle męczący, nie wiem dlaczego, że nie dałem rady przebrnąć.


Pojechać na zlot z kumplami z klanu. W tym roku wracamy do stałej miejscówki, w planach mamy zwiedzenie chociażby kompleksu Riese.

Udało się wszystko dograć i pojechałem. Świetnie jest tak wyrwać się na parę dni z szarej codzienności i zapomnieć o wszystkich problemach. Riese bardzo dobrze wspominam - kompleks zrobił na mnie ogromne wrażenie i szkoda tylko, że okupione to było niewolną pracą ludzi.

Z właścicielami tego domku blisko gór mamy na tyle dobry kontakt, że nie dość, że nam trochę spuścili z ceny, to jeszcze jacuzzi mieliśmy całkowicie za darmo. Powiem tylko tyle, że nigdy nie widziałem tylu nagich męskich tyłków naraz. xD

I jak się uda z urlopem, to w lato chciałbym pojechać do rodziny nad morzem.

Najlepsze wakacje w życiu. Pojechałem z dziewczyną, którą poznałem dzięki Hejto. Pokazałem jej wszystkie moje ulubione miejsca i po prostu świetnie się bawiliśmy przez ten tydzień.


Napisać pracę licencjacką i zdać ostatni rok studiów.

Z ogromnym trudem, ale napisałem. Prokrastynacja i perfekcjonizm bardzo przeszkadzały. Zawaliłem wszystkie możliwe terminy. Pierwszy rozdział wysłałem na ostateczny ostateczny, a pozostałe dwa zacząłem pisać na dwa tygodnie przed ostatecznym ostatecznym terminem. xD Ale napisałem! Nie jestem do końca zadowolony z jakości pracy dyplomowej, ale to w pełni moja wina, że tak długo odkładałem zabranie się za pisanie. Mam wykształcenie wyższe. : )

Zejść do wagi 80 kg.
Dzisiaj rano się zważyłem i brakuje mi jeszcze 6 kilogramów. :' )

Osiągnąć średnią kroków 9k.

W połowie roku musiałem zmienić telefon i na nowym... nie było krokomierza. A przynajmniej tak myślałem jeszcze do niedawna, ponieważ zupełnym przypadkiem odkryłem, że owszem, nie ma dedykowanej aplikacji do tego, ale jest widżet. xD
Niemniej na pewno nie osiągnąłem tej średniej. Raz, że nie mam już psa, z którym chodziłem na naprawdę długie spacery, dwa, z reguły siedziałem w domu. Jasne, codzienne chodzenie do biura i z powrotem plus jakieś zakupy sprawiały, że robiłem dziennie z 7k kroków, ale to wciąż nie jest 9k.


W końcu kupić rower.

Kupiłem - jest piękny, lekki i w ogóle cudowny. Przynajmniej dla mnie, bo to wiadomo, wciąż budżetowa półka cenowa, ale jestem okropecznie zadowolony.
Mniej byłem zadowolony z jazdy po górzystym terenie. Albo się męczyłem, wjeżdżając pod górkę, albo musiałem ciągle hamować, zjeżdżając z górki. Wychowałem się na płaskim terenie i zdecydowanie wolę jeździć po płaskim. No ale dało mi to do myślenia, że w takim otoczeniu rower elektryczny to zdecydowany must have, w szczególności dla starszych osób, co uwzględniłem w mojej pracy licencjackiej.


Wykazać się w nowej pracy, żeby przedłużyli mi umowę po okresie próbnym.

Dyrektor był zadowolony z mojej pracy, ale od przyjęcia mnie do pracy (listopad 2024) do rozpoczęcia jej (luty 2025) sporo się pozmieniało w tej firmie i po dwóch miesiącach okresu próbnego otrzymałem informację, że nie przedłużą ze mną umowy, ponieważ nie ma pracy dla dwóch osób. A szkoda, ponieważ moja ówczesna bezpośrednia przełożona jest osobą o ogromnym doświadczeniu i wiele bym się od niej nauczył.


Na tydzień przed końcem mojego okresu próbnego poszła na L4, a ja otrzymałem propozycję przedłużenia umowy na dwa miesiące. Z braku laku zgodziłem się i... zostałem ze wszystkim praktycznie sam, ponieważ koleżanka/przełożona finalnie zrezygnowała z pracy, a ja otrzymałem kolejną propozycję przedłużenia umowy i minimalnej podwyżki (10%, gdy chciałem znacznie więcej, bo zostałbym sam na tym stanowisku).

Ogółem tak: chciałem dostać się do takiej firmy. Produkcyjna, z własnym taborem i kierowcami, no ogółem spełnienie moich zawodowych marzeń o pełnionej funkcji. Cieszyłem się na myśl, że będę pracował z kimś bardzo doświadczonym, kto będzie mnie uczył.


Jednakże podejście przełożonych do pracowników jest okropne.


Pierwszy zgrzyt pojawił się już przy podpisaniu umowy. Zobaczyłem, że pensja miała być sporo niższa niż ustalona podczas rozmowy rekrutacyjnej. „Bo dają niską podstawę, a resztę w premii uznaniowej”. Tylko że przy premii uznaniowej ktoś może uznać, że jej nie dostanę, i obudzę się z ręką w nocniku. Jestem z siebie cholernie dumny, że powiedziałem, że umawialiśmy się na coś innego i chcę, żeby umówiona kwota była na umowie. Trochę się bałem, że się rozmyślą i zostanę bez pracy (a został niecały miesiąc mojego okresu wypowiedzenia z poprzedniej), ale na szczęście się zgodzili. I miałem, k⁎⁎wa, dobre przeczucie.

Dowiedziałem się od jednego znajomego, że jak poszedł na półtoramiesięczne zwolnienie lekarskie z powodu rozwalonego kolana, to premii nie dostał przez następny rok. Nie należę do chorowitych osób i nie wykorzystuję L4 do wypoczynku, ale nie podoba mi się takie podejście do pracowników.

Prawdopodobnie przez to, że postawiłem na swoim, także nie dostałem ani razu premii. Nie, przepraszam, raz dostałem, ale takie śmieszne pieniądze, że poczułem się, jakby ktoś mi napluł w twarz. Żeby nie było, że jestem roszczeniowy - premię traktuję jako miły bonus, a też nie miałem wyjaśnione, co mam dokładnie zrobić, żeby taką otrzymać, więc nie mam pretensji, że jej nie otrzymywałem.


No ale mniejsza z tym, bo trochę mi się ulało, gdy przypomniałem sobie o różnych sytuacjach, które wolę jednak zachować dla siebie.

Nie byłem gotowy na objęcie samodzielnego stanowiska i nie wytrzymałem presji z różnych stron. Popełniałem sporo błędów przy planowaniu. Co prawda czasem pomagał mi kolega, który wcześniej pomagał także mojej koleżance, jednakże w firmie, z moim mikrym doświadczeniem zawodowym i wiedzą, byłem główną osobą, która zna się na logistyce. Naciski ze strony klientów, którzy oczekiwali dostawy towaru w terminie, i naciski ze strony handlowców, obsługujących tych klientów, problemy produkcyjne, na które nie miałem wpływu, problemy z zaopatrzeniem, na które również nie miałem wpływu i jeszcze inne czynniki - wszystko to koncentrowało się u mnie i finalnie moja głowa nie wytrzymała. Doszło do tego, że zdarzało mi się płakać w toalecie, ponieważ sobie nie radziłem.


Dziewczyna zasugerowała mi, żebym poszedł do psychiatry i cóż, zdiagnozowano u mnie depresję. I patrząc po objawach, choruję na nią od przynajmniej dziesięciu lat, tylko wcześniej jakoś nie pomyślałem o tym, że powinienem udać się do specjalisty. Dostałem psychotropy, które jako tako mi pomagają, i jestem już trzeci miesiąc na zwolnieniu lekarskim. Próbuję jakoś dojść do siebie - nie jest łatwo, skoro tak długi czas męczyłem się z tym wszystkim, nie tylko z pracą, ale także z kompleksami i różnymi innymi problemami z podejściem do wielu spraw.


Przestać obgryzać paznokcie i zdrapywać skórki.

Objaw stresu, a ogółem bardzo często się stresuję.


Regularnie ćwiczyć jogę i jak wyrobię nawyk ćwiczenia w domu, to chciałbym zapisać się na zajęcia.

Nie mam wytłumaczenia. xD Miałem wszystko, i wolne wieczory, i matę, i materiały na YouTube, ale zabrakło samozaparcia.

Ogólnie rzecz biorąc: to był dobry rok. Jasne, z pracą mi się nie udało. Jasne, psychika szoruje po dnie i często budzę się bez chęci do życia. Ale jednak wstaję i staram się coś robić. Nie zawsze mi się to udaje, jednakże nie potrafię się ot tak poddać.

Poznałem wspaniałą dziewczynę. To już mój trzeci związek w życiu, jednak nigdy nie sądziłem, że mogę się w kimś tak mocno zakochać. To oczywiście sama zasługa tej dziewczyny, przy której czuję się fenomenalnie i swobodnie. Często rozbawia mnie do łez. Nie czuję się, żebym jej przeszkadzał. Spotykam się z wyrozumiałością. Sam stałem się o wiele spokojniejszym i bardziej wyrozumiałym człowiekiem. Nie będę jej tu bardziej słodził, ponieważ pewnie przeczyta te słowa. Poza tym bardzo dobrze wie, jaką jest świetną osobą.

Poznałem nowych ludzi, z którymi się zakolegowałem. Zakoleżankowałem się z trzema nowymi pieskami: suczką sąsiadów, o której kiedyś napisałem post, z pieskiem dziewczyny i z suczką w rodzinnym domu, która najpierw na mnie szczekała, a po dwóch godzinach wpakowała mi się do łóżka i leżała, przytulając się do mnie.


Zrozumiałem, że jestem fajnym człowiekiem, który ma sporo do zaoferowania, ale który po prostu potrzebuje w swoim towarzystwie odpowiednich ludzi, żeby rozkwitnąć. Nie chcę demonizować swojej byłej dziewczyny, która również jest dobrą osobą, ale nie pasowaliśmy do siebie i rzadko kiedy czułem się przy niej dobrze. Chociażby prozaiczna sprawa, jak podobne poczucie humoru - wcześniej żartując czułem się jak debil, a obecnie odnoszę wrażenie, że mógłbym zrobić karierę w standupie. xD

Zaczynam rozumieć swoje potrzeby. Coraz bardziej doceniam swoje dobre strony i staram się dalej pracować nad słabymi. Powoli, swoim tempem, ale do przodu.

#postanowienia #postanowienia2025 #przemyslenia

Lemon_

@cyberpunkowy_neuromantyk Co za piękne, szczere podsumowanie roku!

Miałem przyjemność poznać @cyberpunkowy_neuromantyk osobiście podczas #hejtopiwo i to naprawdę przesympatyczny, inteligentny i pozytywny człowiek.

Życzę Ci wszystkiego najlepszego w 2026 roku!

Fafalala

Napisze krótko odnosząc się do sukcesów, bo to one są ważne- Gratki!

Zaloguj się aby komentować

„Niewidzialny człowiek” - Herbert George Wells


Nie zdążyłem napisać o tej powieści w poprzednim roku, więc zrobię to w formie osobnego wpisu, niewliczającego się do bookmeter.


Podczas lektury zastanawiałem się, czy w dzisiejszych czasach niewidzialny człowiek zrobiłby na kimś wrażenie? Oczywiście pomijam tutaj sam fakt osiągnięcia czegoś naukowo wydawałoby się, że niemożliwego do osiągnięcia, bo to na pewno zrobiłoby furorę wśród zainteresowanych naukowców. Bardziej chodzi mi o przeciętnych ludzi.


W końcu mamy do czynienia z wieloma dziełami, w których poruszone zostały różne, bardziej fantastyczne motywy. Podróże w czasie, podróże kosmiczne, poznawanie obcych cywilizacji, przeniesienie się do świata fantasy ze smokami, krasnoludami i elfami, superbohaterowie z rozmaitymi supermocami. Na ich tle niewidzialność... wydaje się niezbyt ciekawa.


Swoją drogą, brakuje mi filmów o zombie, w których ludzie wiedzą, czym są zombie, i nie są zaskoczeni apokalipsą zombie, ponieważ przeczytali/obejrzeli całe „The Walking Dead” i podobne. Ktoś zna coś takiego?


Wracając jednak do „Niewidzialnego człowieka”: coś takiego musiałoby zszokować ludzi żyjących ponad sto lat temu. W końcu fantastyka, jako gatunek, dopiero raczkowała i pewnie opowiadano sobie różne historie, ale raczej nie byli aż tak oswojeni z fantastycznymi tworami, jak współcześnie.


Dlatego uznałem reakcję ludzi za wiarygodne. Mnie to by pewnie zafascynowało i chciałbym pomóc głównemu bohaterowi, jednakże nie dziwię się, że naukowiec bał się komukolwiek o tym powiedzieć, skoro sam fakt, że pracował nad czymś w tajemnicy, już budził złe skojarzenia.


Doceniam także to, że Wells wziął pod uwagę także negatywne strony niewidzialności, o których wcześniej raczej nie myślałem. Nawet sprawdziłem, czy wchodzenie/bądź schodzenie po schodach, bez widzenia swoich nóg, sprawia takie trudności i okazało się, że w moim przypadku nie. xD No ale sam fakt, że w pełni niewidzialny mężczyzna był dopiero nagi i zimą może sprawiać to problemy, jeśli chciałby pozostać niewidoczny dla innych. Aż mu współczułem, że nie wystarczyło czasu, żeby stworzył niewidzialne ubrania, którymi mógłby się okryć. O ile byłby w stanie je znaleźć, a potem odpowiednio założyć. : D

Nawet wykorzystanie przypadłości do zostania chociażby złodziejem wydaje się bardzo trudne. Raz, że lewitujące przedmioty zdecydowanie zwracają uwagę. Dwa, że nawet jakby złodziej miałby niewidzialne ubranie, to według autora są „przezroczyste” (widać było jedzenie w żołądku, dopóki nie zostało wchłonięte przez organizm), więc nie mógłby schować swojego łupu. Do kitu jest taka niewidzialność.


Zatem nie dziwię się, że główny bohater w końcu popadł w frustrację, skoro ani nikt go nie rozumiał, a sama niewidzialność przysporzyła mu więcej problemów niż pożytku.


Dobra i krótka opowieść, bez zbędnego pitu-pitu.

8/10.

#ksiazki #sciencefiction #fantastyka #czytajzhejto #hejtoczyta

f51a10f0-e555-4c79-8260-5bef1aad4f7f

Zaloguj się aby komentować

Czyżby Fabryka Słów pozwoliła na plagiat? A może wykupili prawa autorskie do serii „Thief”? W to drugie wątpię, ponieważ główny bohater nazywa się Gareth, gdy w grach był to Garrett. No chyba, że autor zrobił aż tak poważną literówkę, jednak na razie wszystko wskazuje na plagiat. xD


#gry #ksiazki #thief #fantasy #fantastyka

da196c04-e06f-443c-ac1f-3468abe9c48a
Stashqo

@cyberpunkowy_neuromantyk czyli tytuł adekwatny ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Whoresbane

@cyberpunkowy_neuromantyk Literówki w ich grafikach nie są obce. Raczej mają licencję na książki z tego świata. Nie byliby aż tak głupi

cyberpunkowy_neuromantyk

@Whoresbane


No nie wiem, nie wiem. xD


Jakbym miał licencję na powieść w uniwersum „Thiefa”, to bym się tym chwalił.

Hilalum

@Whoresbane jakoś szczerze wątpię, że kupili licencje na stare, niszowe gierki żeby jakiś Polak mógł sobie napisać po latach fanfika xd

dez_

Pewnie jakiś odważny papuga im się trafił :)

Zaloguj się aby komentować

1059 + 1 = 1060


Tytuł: Władca Pierścieni: Dwie wieże

Rok produkcji: 2002

Kategoria: Fantasy / Przygodowy

Reżyseria: Peter Jackson

Czas trwania: 3h 55m

Ocena: 10/10


Gdy dziewczyna powiedziała mi, żebym włączył „Dwie Wieże”, poczułem się jak na tym memie poniżej. x)


Pamiętam, jak poszedłem do kina na nocny maraton wersji rozszerzonych całej trylogii. W teorii wydawało się to świetnym pomysłem - wszystkie filmy na jednym posiedzeniu, jeszcze na dużym ekranie. Nie przewidziałem tylko, że zasnę właśnie na drugiej części i przegapię to, na czym zależało mi najbardziej, czyli obronie Helmowego Jaru.


Zgadnijcie, co się dzisiaj wydarzyło.


Oczywiście, że zasnąłem podczas seansu i przegapiłem obronę Helmowego Jaru. xD


Czuję się jak stary dziad. xD


Sam film wspaniały. Jeden z czterech, które obejrzałem w życiu i którym przyznałem najwyższą ocenę.


Dobrze, że nie wyszedł w 2011 roku.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto #filmy #fantasy

377cf46b-5ca7-4245-9db4-76d07fa4391a
Ragnarokk

Kiedys w klubie uczelnianym zrobiliśmy taki maraton. Zasnąłem jak Frodo wrzucał pierścień. Tak blisko xD

Sweet_acc_pr0sa

@Ragnarokk WEAKNES DISGUISTE ME (ja nie daje rady juz na 2 wieżach xD)

PlatynowyBazant

@cyberpunkowy_neuromantyk jakie są te 4 filmy 10/10?

cyberpunkowy_neuromantyk

@PlatynowyBazant

„Dwie Wieże”, „Powrót Króla”, „Shrek 2”, „Fight Club”.

Pawelvk

@cyberpunkowy_neuromantyk nigdy nie rozumiałem fascynacji Fight Clubem, może muszę go obejrzeć jeszcze raz

radziol

@cyberpunkowy_neuromantyk to się trzeba wyspać dzień wcześniej

Zaloguj się aby komentować

1802 + 1 = 1803


Tytuł: Cząstki elementarne

Autor: Michel Houellebecq

Tłumaczka: Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328074743

Ocena: 5/10


Mam duży problem z oceną powieści, dlatego użyłem tej po środku skali.


Bardzo dobrze czytało mi się „Cząstki elementarne”. Dzięki „Stonerowi” odkryłem, że lubię poznawać historie zwykłych ludzi, ich prozę życia. Powieść Houellebecqa najpierw przeczytała moja dziewczyna i często czytała na głos co ciekawsze fragmenty czy przemyślenia bohaterów. Wydało mi się to na tyle intrygujące, że sam postanowiłem zabrać się za książkę i bardzo szybko ją skończyłem.


Jednocześnie jest kilka rzeczy, które skutecznie zniechęcają mnie do tego, by z czystym sercem móc polecić komukolwiek „Cząstki elementarne”.


Odniosłem wrażenie, że autor nienawidzi albo brzydzi się osób w średnim wieku. W szczególności kobiety opisywał w mało atrakcyjny sposób, jakby wyznawał szkodliwy pogląd, że po osiągnięciu trzydziestki kobiety do niczego już się nie nadają. Może to był wyraz jego osobistego bólu d⁎⁎y, że sam nie należał już do najmłodszych – miał czterdzieści pięć lat, gdy ukazała się powieść. Może nie potrafił pogodzić się z przemijaniem. Mimo że brakuje mi jeszcze półtora roku do trzydziestki, odczuwam, że moje ciało nie regeneruje się tak szybko, jak jeszcze dziesięć lat temu, gdy wystarczyło mi parę godzin snu, by dobrze funkcjonować. A co dopiero w przypadku sprawności seksualnej, która z wiekiem u mężczyzn po prostu powoli zanika – to musi zdecydowanie boleć takiego czterdziestolatka, ponieważ Houellebecq bardzo często wspomina o tym problemie w przypadku jednego z bohaterów.


Trudno jest sympatyzować z tymi bohaterami. Jeden z przyrodnich braci, Bruno, jest zafiksowany na punkcie seksu. Ciągle skupia się na swoich brakach. Rozumiem, z czego to wynika; był gnębiony w czasach szkolnych i to na tyle mocno, że odczuwałem wkurwienie, gdy czytałem opisy tego, co mu robiono. Nie dziwię się, że bardzo negatywnie wpłynęło to na jego dorosłe życie i odniosłem wrażenie, że mniej lub bardziej świadomie bez przerwy wystawiał się na pośmiewisko. Niby nie miał dużego członka, ale mimo to chodził i jeździł na różne „wyzwolone spędy”. Niby był pogodzony z tym, że nie zrobi tam furory, ale jakoś wciąż miał nadzieję, że ktoś zwróci na niego uwagę.


Współczułem mu tego dążenia do seksu i popędu seksualnego. Nie wyobrażam sobie masturbacji w komunikacji zbiorowej, ponieważ tak mnie podniecił widok jakiejś młodej dziewczyny, że nie byłbym w stanie wytrzymać napięcia i musiałbym sobie tam ulżyć. A jego to chyba jeszcze bardziej nakręcało, że ktoś mógłby go przyłapać czy cokolwiek.

Zresztą Houellebecq chyba też nie przepadał za braćmi, ponieważ każdemu finalnie zafundował trochę szczęścia i odebrał je w dokładnie ten sam sposób. Za pierwszym razem przejąłem się, za drugim wzruszyłem ramionami, ponieważ powtórzona sztuczka nie zrobiła już takiego wrażenia.


Na pewno jest to literatura wywołująca emocje, jednakże trudno powiedzieć, czy o takie emocje chodziło autorowi. Samą powieść uważam trochę za przeintelektualizowaną. Rozważania filozoficzne nie zawsze są na tyle interesujące, żeby poświęcić im aż tyle miejsca. Nawet nie chodzi o to, nie zgadzam się z przedstawianymi filozofiami, ale że autor nie pokazał ich w sposób zachęcający do ich poznania.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

838018d0-e575-4270-bcb1-804669906a74
JapyczStasiek

Nie czytałem nic od niego, ale się wypowiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

To chyba nie można tak powiedzieć, że "autor nie lubi tego i tamtego", on chyba jednak słynie z tego, że mówi coś o szerokim, współczesnym społeczeństwie, a nie swoich poglądach

Cori01

@JapyczStasiek no to chyba można trafił w punkt mentalu ludzi z wykopu. Choć opisuje lata 80

ErwinoRommelo

Nigdy go nie lubilem, we fr ma on taka otoczke snobizmu ze jesli go nie czytasz i sie nie spuszczacz to nie wejdziesz do klubu intelektualistow gdzie literatura opiera sie na otwartym rozpisywaniu sie nad swoimi newrozami I traumami.

cyberpunkowy_neuromantyk

@ErwinoRommelo


Brzmi trochę jak Tokarczuk u nas.


Nie przepadam za takim towarzystwem, prosty chłop ze mnie. : P

Cori01

@ErwinoRommelo również byłam w szoku, że ta lektura w wielu rankingach jest uznawana za najlepszy erotyk, a Bukowskie mu nie dorasta do pięt, choć z niego też się raczej wyrasta.

cosbymzjadla

Czytałam inną książkę tego autora (mam jakieś dziwne wrażenie, że być może też jakieś opowiadanie) i wydaje mi się, że często pisze o seksie, a o kobietach nie wyraża się zbyt elegancko. Może taki ma styl, ale ze względu na powyższe nie mam ochoty sięgać po jego inne książki.

cyberpunkowy_neuromantyk

@cosbymzjadla


Właśnie moja dziewczyna była bardzo zaskoczona jego stylem. Chciała przeczytać jakiegoś erotyka - poszukała rankingu najlepszych tytułów, żeby rozeznać się w gatunku, i „Cząstki elementarne” były jednym z bardziej polecanych.


Mnie erotyka kojarzy się raczej z czymś wysublimowanym, artystycznym, a nie brudnym i walącym prosto w twarz.

JapyczStasiek

@cyberpunkowy_neuromantyk to niezły ranking ktoś zrobił xd, jak słucham różnych rozmów okołoksiążkowych to Houellebecq pojawia się jako ważny głos w nurcie filozoficznym czy jakimś socjologicznym xd

Zaloguj się aby komentować

1053 + 1 = 1054


Tytuł: Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia

Rok produkcji: 2001

Kategoria: Fantasy / Przygodowy

Reżyseria: Peter Jackson

Czas trwania: 2h 59m

Ocena: 9/10


Oczywiście w wersji rozszerzonej.


Ocena o jedno oczko mniej, ponieważ ta część zawsze podobała mi się najmniej z trylogii, jednakże wciąż uważam to za świetne kino. Uwielbiam leniwy początek w Shire, który jest tak komfortowy, że sam z chęcią bym zamieszkał w takiej okolicy i wiódł podobne życie.


Trudno mi być obiektywnym, ponieważ „Władca Pierścieni” podoba mi się tak bardzo, że przymykam oko na jakiekolwiek wady.


Przy okazji naszły mnie przemyślenia, że kurczę, minęło prawie dwadzieścia pięć lat od premiery pierwszej części, i do tej pory nie zobaczyłem żadnego innego filmu czy serialu fantasy, który zrobiłby na mnie tak duże wrażenie. Najbliżej było „Grze o tron”. Pomyślałem też o netfliksowym „Wiedźminie” - technologia posunęła się naprzód, Netflix pewnie też nie żałował budżetu na swoją produkcję, a jak porównam te dwa dzieła, to w „Wiedźminie” nie czuć dopracowania, nie czuć „duszy”.


Poniekąd rozumiem, że po co się starać, skoro ludzie i tak pewnie obejrzą, a jak będziemy przyzwyczajać ich do kiepskiej jakości, to przestaną być aż tak wybredni i bez narzekania będą oglądać coraz to gorsze dzieła, ponieważ innych po prostu nie będzie. Nie podoba mi się to, ponieważ sam w swojej twórczości staram się rozwijać, żeby tworzyć lepsze rzeczy od poprzednich i czułbym się źle z odwaleniem fuszerki (patrzę na ciebie, Wegner). Tak więc nie rozumiem, że przy obecnych możliwościach wciąż trudno dorównać starusieńkiemu już „Władcy Pierścieni”.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #fantasy #fantastyka #lotr

80b8fe3d-d280-4282-a4d9-5afe4f187d13
Piechur

(...) ta część zawsze podobała mi się najmniej z trylogii

Coooo???

cyberpunkowy_neuromantyk

@Piechur


Noooo, nie ma podjazdu do „Dwóch Wież”. : P

Piechur

@cyberpunkowy_neuromantyk Masz prawo do swojej opinii, nawet jeśli jest błędna

Cori01

Mnie zaskakuje to jak, zmieniają się moje ulubione postaci z biegiem lat. Za dzieciaka szalałam za zwinnym Legolasem. Aktualnie mój ulubiony to Sam i Gimli :)

cyberpunkowy_neuromantyk

@Cori01


Moim crushem był oczywiście Aragorn, szczególnie jak siedział zakapturzony w karczmie.


Teraz też uwielbiam Sama, za to z Gimliego zrobili taki element humorystyczny.

Zaloguj się aby komentować

1760 + 1 = 1761


Tytuł: Opowieści niesamowite. Literatura francuska

Autor: wielu autorów

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: e-book

ISBN: 9788306035162

Liczba stron: 472

Ocena: 8/10


Uwielbiam opowiadania - uważam je za formę o wiele lepszą i jednocześnie trudniejszą od powieści.


Uwielbiam także fantastykę - bez ograniczania się na podgatunki, chociaż istnieją bliższe mojemu sercu (na co wskazuje chociażby mój pseudonim). jak i dalsze, wiadomo.


W języku francuskim się zakochałem i uczyłem się go przez dwa lata na studiach. Kocham jego brzmienie i mimo że nie mam samozaparcia, by uczyć się go na własną rękę, to bardzo lubię go słuchać.


Nic więc dziwnego, że tak bardzo spodobała mi się idea połączenia tych trzech rzeczy, zaproponowana przez Państwowy Instytut Wydawniczy.


To wybór klasycznych, prekursorskich opowiadań literatury fantastycznej w języku francuskim. Uważam, że trzeba trochę przymknąć oko na niektóre aspekty - w końcu od napisania ich minęło około dwieście lat, więc oczywiste, że nie wszystko będzie się czytało równie dobrze, co współczesne teksty. Chociaż zaskoczyła mnie aktualność niektórych poruszanych zagadnień.


Na szczęście na wstępie można przeczytać analizy wszystkich zgromadzonych opowiadań i poznać tematy, które poruszały ówczesnych pisarzy. Dzięki takiemu przygotowaniu łatwiej było mi odszyfrować, co autorzy mieli do powiedzenia.


Moim zdaniem nie warto się sugerować etykietką z LubimyCzytać, która twierdzi, że to horror. Oczywiście horror to jeden z podgatunków fantastyki, dlatego traktuję ten zbiór po prostu jako zbiór opowiadań fantastycznych, a nie stricte należących do horroru.


Inicjatywa spodobała mi się na tyle, że kupiłem całą serię. Do wyboru są opowiadania między innymi z języka rosyjskiego, polskiego, niemieckiego, czeskiego, a nawet japońskiego. Pochwalę wydawnictwo, że ceny e-booków są bardzo przystępne - 20 złotych za sztukę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka

74a82181-bc8f-4600-bb74-6ae85161b852
JapyczStasiek

I jaki najdziwniejszy motyw Francuzi wymyślili?

cyberpunkowy_neuromantyk

@JapyczStasiek

Trudno odpowiedzieć - z dzisiejszej perspektywy mało rzeczy wydaje się „dziwnych”. Myślałem o tym ostatnio w kontekście czytanego przeze mnie „Niewidzialnego człowieka”. W powieści dla ówczesnych ludzi było to coś niesamowitego i przerażającego. I zacząłem się zastanawiać, czy dzisiaj, po tych wszystkich obejrzanych, przeczytanych i ogranych fantastycznych tytułach, czy spotkanie niewidzialnego człowieka by mnie zaskoczyło?

JapyczStasiek

@cyberpunkowy_neuromantyk liczyłem na coś o wielkiej żabie, która zjada dzieci, a żeby ją odstraszyć Francuzi zaczęli żaby jeść

Zaloguj się aby komentować