Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 455wpisów
  • 1938komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

Zaskakuje mnie jawnie okazywana rasizm ksenofobia.


Niestety, trafiłem do pracy z ludźmi, a ci, jak wiadomo, są bardzo różni. Nie chcę nikomu umniejszać, ALE po pracy stricte biurowej i po spędzeniu paru lat na uczelni jest to dla mnie przykre zderzenie z rzeczywistością.


Chociażby fakt, że ludzie podczas rozmowy z doradcą klienta w elektromarkecie nie są w stanie powstrzymać się od przeklinania. Nie przeszkadza mi to w rozmowach prywatnych, ale w innych sytuacjach to jednak oznaka braku kultury.


Inną z rzeczy, która mnie zszokowała, jest wspomnian rasizm ksenofobia, głównie przejawiająca się niechęcią do Ukraińców (pewnie dlatego, że ich jest obecnie najwięcej w Polsce spośród mniejszości).


Od jakichś głupotek typu chłop chciał reklamówkę, ale „porządną, a nie jakąś ukraińską” po bezrefleksyjne stwierdzenie, że trochę bardziej upierdliwi klienci to na pewno Ukraińcy. Jakby jakiekolwiek negatywne cechy od razu przypisywane są Ukraińcom.


Ponownie, czarny humor i śmieszki heheszki mi nie przeszkadzają. Jak na nasz klanowy zlot przyjechał znajomy Niemiec, to nie zwracałem uwagi na żarty w naszą stronę o obawie, że ukradniemy mu auto czy cokolwiek. Za to śmiałem się z niego, gdy wymiotował, a kolega stwierdził, że po raz pierwszy w życiu widział, jak Niemiec oddał coś Polakom. ; )


Jednakże wygłaszanie takich uwag podczas „biznesowej rozmowy”? Jedna wielka masakra.


Aż zacząłem zastanawiać się, czy nie trollować takich ludzi i mówić, że moi rodzice pochodzą z Ukrainy i to, co mówią, jest krzywdzące, ale wiadomo, wszystko fajnie wygląda w głowie. X)


#pracbaza #przemyslenia

Obracajac sie w srodowisku akademickim moge z przykroscia powiedziec, ze taki przekaz trafia tez tutaj. Nie jest to moze takie powszechne i natarczywe, ale u niektorych pewne uprzedzenia sa. Niesamowite, jak w pare lat ludziom odjebalo, bo gdy wojna wybuchla, to odpowiedz spoleczna byla bardzo budujaca. Teraz ludzie czytaja ogrom bzdurnych, nazmyslanych historii o ukraincach na twitterze, facebooku i tiktoku, ze wchodzi im to do lbow. Na facebooku juz z dwa lata temu zobaczylem, ze niewazne, czego dotyczy wpis, w komentarzach znajdzie sie negatywne nawiazanie do Ukraincow.

A najlepsze jest to, ze w rzeczywistosci Ukraincy sa najlepszymi imigrantami, jakich mozemy miec. Sa bardzo podobni jezykowo, w znacznym stopniu kulturowo, ich przestepczosc jest zblizona do przestepczosci Polakow i sa podobnie lub bardziej pracowici od nas. Polacy, ktorzy na nich pluja kopia grob Polsce, bo mamy sporo Ukraincow, a jesli beda dyskryminowani, to bedziemy mieli problem jak Amerykanie z czarnymi. No, tyle tylko, ze tam czarni czesto atakuja siebie, a w takiej sytuacji Ukraincy moga byc solidarni.

Inna sprawa: sporo Polakow ma wschodnie korzenie, bo... II RP. Po co tak atakowac Ukraincow? To czesto nosi znamiona hipokryzji. Moj dziadek byl Bialorusinem, babka Litwinka, a ojciec to juz Polak. Ten, mimo rodzicow o takich narodowosciach, nie ma zadnych nalecialosci ze wschodu, w naszej rodzinie ostalo sie tylko nazwisko. Jedno dziecko, czyli moj ojciec stal sie Polakiem i urodzil trojke polskich dzieci. I nikt nam nigdy nie zarzucal, ze nie jestesmy wystarczajaco polscy. To po prostu pokazuje, jak podobni mozemy byc i jak latwo czlowiek moze sie zasymilowac.

@cyberpunkowy_neuromantyk a ja się nie dziwię. Miałem na budowie kilku Ukraińców jako podwykonawców firmy i na wszystko co im kazałem poprawiać to słyszałem "u nas się tak robi", przez rok mnie tak zmęczyli, kłótnie co dzień z nimi bo wszystko na odpierdol a później zdziwienie, że skargi, że poprawki, że robimy kolejny raz to samo i kolejny raz poprawiamy. Tak mnie zmęczyli (a było ich tam z 10 łącznie bo firma miała kilka brygad), że sam mam jakieś tam zdanie na ich temat. Dla kontrastu mam dobrego kolegę z Ukrainy i uważam, że w moich ustach pejoratywny "ukraiński budowlaniec" to żadna obraża - po prostu "u nich się tak robi". Mnie ciekawi kiedy to ludzie zaczną brać poprawkę na czyjeś poglądy. Mamy takie czasy, że posiadanie własnego zdania i doświadczenia jest nie wskazane bo wszystko to rasizm, ksenofobia albo brak tolerancji. Ja nie zapycham głównej ulicy miasta pokazem swojej heteroseksualności itd. Robię swoje i mam wyjebane na to co inni o mnie myślą bo pozwolę sobie powiedzieć dwa zdania za dużo, gorąco polecam.

Zaloguj się aby komentować

Minęło już trochę czasu, więc myślę, że mogę śmiało o tym napisać. Tym bardziej, że nie pracuję już w tej firmie.


Pracowałem z takim kolegą - wobec mnie był miły i lubiłem z nim pracować, ba, wręcz mu współczułem tego, jak traktował go nasz dyrektor. Na przykład ktoś na niego doniósł, że w sobotę zawiózł żonę do galerii handlowej, gdy był na L4. Dostał smsa od dyrektora z pytaniem, co on tam robi. Kolega odpisał, że L4 miał do piątku.


To tylko jedna rzecz. Główną jest to, co wydarzyło się na tym L4.


Jak w ogóle kolega wylądował na zwolnieniu lekarskim?


Miał wypadek w pracy. Nie byłem przy tym, jedynie słyszałem, że coś przygniotło mu nogę czy coś takiego. Efektem rozwalone kolano.


Oczywiście kolega zwlekał z pójściem do lekarza i mimo że ledwo co chodził, to pracował. Jak go zobaczyłem, to wlókł się jak zombie z pierwszych sezonów „The Walking Dead”.


Oczywiście został poproszony o niezgłoszenie wypadku w pracy. To nie pierwszy raz, kiedy coś takiego działo się w tej firmie, że coś komuś się stało, a mimo to nie został zgłoszony wypadek w pracy.


Oczywiście kolega przystał na to.


Nie oceniam go, ponieważ opowiedział, że kiedyś miał już taką sytuację. Nie zgłosił wypadku w pracy, poszedł na L4, jak wrócił po jakimś czasie, otrzymał wypowiedzenie. Na szczęście wtedy udało mu się wymigać, zadzwonił do lekarki, a ta przedłużyła mu zwolnienie.


Wracając jednak: poszedł na dwutygodniowe L4, pod koniec którego dostał wspomnianego smsa od dyrektora. Wrócił w poniedziałek. Jak tylko go zobaczyłem, to zjebałem go, że jest głupi, że wrócił - lekarz śmiało chciał mu wystawić L4 na cztery-pięć miesięcy, a ten z rozwalonym kolanem wrócił do pracy. Z innym kolegą próbowaliśmy go przekonać, żeby jednak poszedł na to zwolnienie, bo szkoda zdrowia.


„Nie, bo kredyt hipoteczny i obawa o utratę pracy”.


Wiecie co?


Chłop przepracował cały dzień. Dużo zrobił przy załadunkach, a tego dnia zaplanowałem osiem czy dziewięć aut, czyli naprawdę sporo. A towar ważył od około osiemdziesięciu kilogramów do nawet trzystu. Wiadomo, że nie wszystko było ładowane wózkami widłowymi, ot, taka firma.


Na koniec dnia, po CAŁYM PRZEPRACOWANYM DNIU, dostał wypowiedzenie. Dyrektor wiedział, że są braki w ludziach (sezon urlopowy), więc wykorzystał kolegę i zwolnił go dopiero na sam koniec pracy.


No ja pi⁎⁎⁎⁎lę, jak mnie to wtedy wkurwiło, to nawet sobie nie wyobrażacie. Wobec mnie ten dyrektor był w miarę w porządku, ale to, jak potraktował kolegę, który był dla niego niewygodny... No masakra. Nie wiem, jak można tak traktować ludzi. Czyste sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo i wyrachowanie.


#pracbaza

Bo ludzie którzy są właścicielami firm, politykami itd mają zupełnie inna moralność. Nietsche trochę o tym pisał.

Maja po prostu przesunięte w zupełnie inne miejsce pojęcie dobra i zła.

Dla nich pracownik to tylko narzędzie w przyborniku.

I dla nich to jest ok, bo osiągną dzięki temu "wyższy cel".

Ludzie sami wpychają się w niewolnictwo, a najgorsze, że psują rynek nawet tym co na niewolnictwo godzić się nie chcą...

Zaloguj się aby komentować

Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?


Tradycyjnie cały tekst wrzucam na Hejto, ale gdyby ktoś chciał nabić mi wyświetlenia przeczytać na blogasku, to można tutaj: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2026/03/czy-androidy-marza-o-elektrycznych.html

A tu mój tag: #cyberpunkstories

Zapraszam do czytania!


Można się spierać, czy zaliczyć powieść K. Dicka do cyberpunku, czy może to zbyt wczesny utwór, który nie zawiera wszystkich elementów typowych dla gatunku. Nie można jednak odebrać autorowi ogromnego wpływu na powstanie/rozwój tego podgatunku fantastyki naukowej. W końcu na podstawie wymyślonej przez niego historii powstał scenariusz filmu, który określił stylistykę wielu przyszłych utworów. 


Dick sporo miejsca poświęcił androidom – sztucznie stworzonym istotom, kształtem przypominającym ludzkie ciała. W powieści androidy mogą z powodzeniem udawać ludzi, pracować, być gwiazdami operowymi, a nawet przewyższać ich intelektem. 


Myśl o tym, że humanoidalne roboty mogłyby chodzić pomiędzy nami, dla wielu jest przerażająca. Przynajmniej tak mnie się wydaje – ilu z nas wsiadłoby do taksówki kierowanej nie przez człowieka, a przez sztuczną inteligencję? Ja pewnie tak. Patrząc na to, co dzieje się na drogach – czy AI mogłoby być gorsze od polskich kierowców? No, ale mogę być wyjątkiem, ponieważ ogólna narracja jest taka, że ludzi straszy się sztuczną inteligencją ‒ tym, że zabierze nam pracę, hobby (wystarczy spojrzeć na generowane obrazy czy zdjęcia), a nawet życie, jak chociażby w „Terminatorze”. 


Dlatego wymyślono test opierający się na empatii, dzięki któremu można rozpoznać androidy. Te może i potrafią być przebiegłe i bardziej inteligentne od ludzi, jednakże brakuje im wspomnianej empatii. Można udawać, ale w naturalnych reakcjach/odruchach człowiek wciąż przewyższa sztuczną istotę. Czy aby jednak na pewno? 


Dick nie zapomniał o ludziach upośledzonych, z osobowością schizoidalną i im podobnych. No i są przecież osoby niby zdrowe, ale o bardzo niskim poziomie empatii i inteligencji emocjonalnej. Sam niestety takie spotkałem. Potrafiły, w obliczu problemów zdrowotnych psa, przedłożyć własną przyjemność (pójście na wesele) nad operację tylnych łap, skazując zwierzę na cierpienie. Uspokajam, że nie stałem wtedy biernie i psina otrzymała potrzebną pomoc. 


Podobnie było w sytuacji stłuczki, w której udział wzięła ich córka. Pierwsze pytanie matki było o to, czy samochód jest cały, a nie, czy z córką jest wszystko w porządku. Następnie niechęć do zabrania dziewczyny na SOR, mimo że skarżyła się na ból w odcinku szyjnym, tłumaczona jest tym, że długo się czeka na przyjęcie. 


Czy w obliczu takich ludzi, test opierający się na empatii ma w ogóle sens, skoro łatwo byłoby pomylić takiego człowieka z androidem? Chyba lepszy byłby test DNA czy coś, co nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości, z kim bądź czym mamy do czynienia.


Ciekawe jest to, że empatia stała się dla ludzi na tyle ważna, że powstał merceryzm – religia koncentrująca się na empatii właśnie. Ludzie poprzez skrzynki empatyczne mogli dzielić się z innymi swoimi emocjami, a także współodczuwać ból Mercera, obrywającego kamieniami podczas wędrówki. Rany mu zadane przechodziły na uczestników, którzy w realnym świecie również przez nie cierpieli. 


Dodatkowo, ludziom tak bardzo zależy na pokazaniu swojej empatii, że pragną mieć żywe zwierzęta. I zależy im do tego stopnia, że posiadanie tytułowej elektrycznej owcy uważane jest przez głównego bohatera za coś wstydliwego. Niestety, w postapokaliptycznym świecie żywe egzemplarze są bardzo rzadkie, a przez to bardzo drogie. 


Czy androidy żyjące pośród nas to rzeczywiście taki problem? Jasne, w powieści android mógł zyskać wolność jedynie w wyniku śmierci swojego właściciela, więc wolno żyjący egzemplarz z góry był podejrzewany o morderstwo. Ale czy w sytuacji, gdyby mogły żyć ot tak, byłoby to złym rozwiązaniem? Żyjemy w cieniu wizji o zapaści demograficznej, więc androidy powinny pomóc zapełnić lukę, tak jak poniekąd oczekujemy tego teraz od imigrantów. 


Jednakże, czy bylibyśmy w stanie zaufać komuś, kto nie wykazuje oznak empatii? Androidy z jednej strony chcą być wolne, z drugiej nie są lojalne wobec innych androidów, z którymi dzielą los, i w obliczu porażki godzą się na nią, zamiast do końca walczyć o swoje „życie”. Czy w takim razie pomogłyby umierającemu człowiekowi? Albo poświęciłyby się, żeby uratować kogoś innego?


Dodatkowo stworzyłoby to inny problem: brak pewności, czy mamy do czynienia z żywą osobą. Dickowi udało się sprawić, że każdą nową postać podejrzewałem o bycie androidem. W większości przypadków miałem rację, ale dało mi to do myślenia. Jeśli chodzi o codzienne kontakty, jak zakupy spożywcze czy obsługa w banku, nie miałoby to dla mnie znaczenia, gdyby taki android był „wystarczająco ludzki”. Jednakże nie wiem, czy przez pomyłkę chciałbym się zakochać w androidce. 


Jako ludzie nie mamy problemu, by obdarzyć uczuciami androida czy robota. Nie mam na myśli od razu poważnych uczuć jak miłość (chociaż wiele utworów pokazuje, że to możliwe), ale zwyczajną sympatię czy współczucie. Kto nie nazwał ludzkim imieniem swojego robota sprzątającego? W powieści żona Deckarda żałuje androidów, które według niej mąż zabija, a według niego tylko usuwa. Za to sam łowca w pewnym momencie zapałał uczuciami do jednej z androidek, co skończyło się stosunkiem seksualnym – czymś niedopuszczalnym w jego zawodzie, a mimo to jakże częstym wśród innych łowców. 


Z pewnością dostosowanie się do nowej rzeczywistości byłoby dla wielu osób bardzo trudne, ale nie uważam, że niemożliwe. Z własnej ciekawości i chęci obserwacji, jak mogłoby to wpłynąć na społeczeństwo, chciałbym doczekać momentu, w którym istniałyby androidy dorównujące nam inteligencją. 


Pytanie na koniec: czy empatii da się nauczyć? Trudno powiedzieć, ale na pewno warto próbować. W próbach tych mogłaby pomóc technologia VR, rozwinięta o możliwość pełnej immersji z wygenerowanym światem. Wyobraźcie sobie szkolne lekcje, podczas których uczniowie zanurzają się w różne scenariusze i odczuwają określone emocje. Mogliby poznać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na przewlekłą chorobę czy ‒ bliżej dorosłości ‒ poniżana, bita lub nawet gwałcona. Dosłownie wejść w czyjąś skórę.


Tekst zredagowała Kinga Brzozowska.


#ksiazki #czytajzhejto #tworczoscwlasna #przemyslenia #sciencefiction

0eaeefe3-07ca-4400-9c05-134d6b72aa3d

Zaloguj się aby komentować

8 268,63 + 1,00 = 8 269,63


1/3 tego, co robiłem jeszcze w styczniu, ale i miałem sporą przerwę od biegania, i dzisiaj zrobiłem już łącznie 15k kroków (a zazwyczaj robię o połowę mniej :' )). Wiem, wymówki, ale czuję się lepiej dzięki nim. xD


#sztafeta #bieganie


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

61537890-5182-44ec-b971-880c06535d68

Zaloguj się aby komentować

@cyberpunkowy_neuromantyk tytuł wskazuje na srogie gówno, a ocena 4.0 na Lubimy czytać i brak opinii tym bardziej xDD


Coś czuję, że to lektura w duchu Córki Wokulskiego, która mnie kiedyś straumatyzowała jak czytałam analizę na Niezatapialnej Armadzie xD

Zaloguj się aby komentować

259 363 + 11 = 259 374


Wokół komina.


Nie mogę się doczekać, aż przyjdzie nowy rower dziewczyny, co ma nastąpić już na dniach. W końcu będziemy mogli pojechać gdzieś dalej, ponieważ obecnie okropecznie się męczy, bidulka.


#rowerowyrownik #rower


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

8ff8c305-a96a-4ee7-8194-6a4da3746e5d

Zaloguj się aby komentować

Nocną porą dotarło do mnie, że obecnego blogaska założyłem jakieś osiem lat temu i... niewiele na nim opublikowałem.


Plany oczywiście miałem ambitne. Wciąż mam, jednakże „jakoś tak” brakowało chęci do działania. Jasne, zawsze mogę to zrzucić na niezdiagnozowaną wtedy jeszcze chorobę afektywną dwubiegunową, z którą zmagam się najprawdopodobniej od piętnastego roku życia i dopiero niedawno zacząłem się leczyć w tym kierunku (i to wyłącznie zupełnym przypadkiem, bowiem po przeczytaniu komentarza @WhiteBelle, który otworzył mi oczy na możliwość chorowania na chad właśnie. Za co ogromnie dziękuję, mimo że istnieje jakaś tam szansa, że nowo przepisany lek może nie pomóc, bo dolega mi coś zupełnie innego).


No ale nie o swojej wątpliwej równowadze psychicznej chciałem pisać, tylko o blogasku i pochodnych.


Tekstów mało i cóż, chcę to zmienić. Tak, żeby na „dziesięciolecie” nie obudzić się, że znowu minęły dwa lata, a na blogu nie pojawiło się nic nowego.


Na razie w tym roku napisałem jedną opinię, która czeka na sprawdzenie przez moją koleżankę. Kolejne mam w planach, tylko muszę się wziąć za siebie. Albo „aż”, ponieważ często nie jest to takie łatwe, jakie by się wydawało, przynajmniej w mojej głowie.


Jakby ktoś chciał przeczytać moje starsze teksty w oczekiwaniu na nowe, to zapraszam na blogaska ( https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/) albo na tag #cyberpunkstories. Każdy wrzuciłem w całości również na hejto, pomimo zamieszczania linków do wpisów na blogu.


Od lat pięciu, o czym ostatnio przypomniał mi Zuckerberg, posiadam także fanpage'a na Facebooku. Również zakurzonego, tak jak Instagrama. Można je znaleźć tutaj:

https://www.facebook.com/cyberpunkowyneuromantyk/

https://www.instagram.com/cyberpunkowy_neuromantyk?igsh=OWdrcm0xc3h5aGMy


Mimo że niespecjalnie przepadam za krótkimi filmikami i zdecydowanie nie chciałbym świecić facjatą w internecie, to jednak postanowiłem, że spróbuję wykorzystać potencjał drzemiący w TikTokach, reelsach, shortsach i rolkach. Na ten moment wrzuciłem dwa nagrania z „Ghostrunner 2” i „2084”, na których uwieczniłem natrafione przeze mnie bugi. Jak coś ciekawego uda mi się nagrać podczas grania w gierki, to też będę wrzucał.


Linki do profilów:


https://youtube.com/@cyberpunkowy_neuromantyk

https://www.tiktok.com/@neuromantyk?_r=1&_t=ZN-94Yh4a7QFHS


Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback. Jasne, że robię to wszystko dla samego siebie i dla własnej przyjemności, jednakże przyjemność sprawia mi także czytanie komentarzy, a przede wszystkim wskazówek/porad/wywołanych refleksji. Szczególnie tych ostatnich.


#tworczoscwlasna #chwalesie? #hobby #przemyslenia

d089b904-034b-4ddc-aa5d-bb4b3a44735d

Zaloguj się aby komentować

Bardzo ubolewam nad tym, że social media mocno poszły w stronę nagrywania filmików i ogółem operowania kamerą oraz głosem.


Głównie z tego względu, że przez lata głównie pisałem - czy to z ludźmi poznanymi przez internet czy to opowiadania, różne przemyślenia i nawet à la poradnik dla początkujących pisarzy. Ba, nawet w sesjach RPG, dwuosobowych czy w większym gronie, brałem udział nie twarzą w twarz czy chociaż głosowo, a właśnie tekstowo.


Toteż gadanie do kamery czy pokazywanie swojej twarzy jest dla mnie nienaturalne. Szkoda zatem, że social media to właśnie promują, bowiem sam wolę coś przeczytać niż obejrzeć. Boli tym bardziej, że widzę spory potencjał, jednakże całokształt mnie nie przekonuje.


Dlatego cieszy mnie istnienie #hejto jako jednej z niewielu ostoi słowa pisanego.

#przemyslenia o #socialmedia

@cyberpunkowy_neuromantyk Brakuje mi blogów tematycznych, w takich miejscach często można było znaleźć najlepsze informacje w konkretnym temacie. O forach to już nawet nie wspominam ( ͡° ʖ̯ ͡°)

@cyberpunkowy_neuromantyk najgorzej jest jak masz jakieś przepisy kulinarne w formie filmu, napisany artykuł? Do, odpalasz cały, wisi sobie zawsze do wgladu, zerkasz i moment znajdujesz miejsce w którym jesteś z przygotowaniem? A film? Upackanymi paluchami musisz szukać odpowiedniego miejsca na osi czasu, co nigdy nie idzie sprawnie, nie mówiąc już i cofaniu czasami kilka razy, masakra...

Zaloguj się aby komentować

428 + 1 = 429


Tytuł: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak

Autor: Anna Kamińska

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308085110

Liczba stron: 336

Ocena: 8/10


Po obejrzanym filmie o Simonie poczułem niedosyt informacji o tej jakże ciekawej osobistości. W ogóle po przeczytaniu biografii autorstwa Anny Kamińskiej stwierdzam, że film był wręcz beznadziejny i pozmieniał z pozoru niezbyt ważne szczegóły, które jednak zmieniły odbiór postaci. Na przykład wybicie przejścia pomiędzy mieszkaniami w Dziedzince - zrobił to Wilczek, a nie Simona, jak to zasugerowano w filmie.


Lekturze towarzyszył mi pewien zgrzyt. Na pewno ciekawe było to, że na rozwój człowieka ogromny wpływ ma otoczenie, w którym się wychowywał. Simona miała urodzić się chłopcem, kolejnym Kossakiem-malarzem. A ona nie tylko okazała się córką, to i jeszcze nie miała talentu artystycznego. Od narodzin była zawodem dla swoich rodziców, co przez całe swoje życie starała się zmienić. Odnalazła swoją drogę i stała się wielką osobą w wybranej przez siebie dziedzinie. Jednocześnie przez podejście rodziców, stała się osobą bardzo zamkniętą w sobie. Stąd ten wspomniany zgrzyt - Simona pewne rzeczy zachowywała dla siebie, a przez autorkę biografii dziesiątki tysięcy osób, jeśli nie więcej, mogło ją poznać.


To trochę jak z czytaniem prywatnej korespondencji pomiędzy różnymi osobistościami. Mimo że okropecznie ciekawi mnie wymiana listów na linii Lem-Le Guin, to z szacunku do nich nie chciałbym ich czytać. Ani korespondencji żadnej innej osoby.


Jednocześnie Simona, przynajmniej z opowieści, była niesamowitą osobą i nie będę ukrywał, że uporczywe dążenie do osiągnięcia tego, na co się zdecydowała, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z drugiej strony kto normalny chciałby zamieszkać w środku lasu bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności? Jest to bardzo kusząca wizja, jednakże miło byłoby zachować pewne udogodnienia cywilizacyjne. ; )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #biografia #simonakossak

0c3c5c77-f93d-4784-9841-0ab1b433aaf1

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mój tekst niestety nie został zaakceptowany do antologii składającej się z opowiadań długości maksymalnie trzystu znaków i trzech zdań. Jako że nie za bardzo mam co z nim zrobić, postanowiłem podzielić się z Wami:


„Nowy dzień”


Nowy dzień to nowe okazje do spierdolenia sobie życia i Jacob odnosił wrażenie, że ostatnio codziennie mu się to zdarza.


Więc nawet nie zdziwił się, gdy otrzymał informację: „Pański sprzęt CyberSerce2044 przestanie być wspierany za dwa tygodnie. Proszę kupić nowy, już tylko za sto tysięcy kredytów!”.


Mój tag: #cyberpunkstories

#tworczoscwlasna #pisanie #cyberpunk

72af96bf-d983-4a04-911f-1802c999cc2a

"Wrócił do kuchni, przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu dziesięciocentówki, a następnie za jej pomocą uruchomił ekspres do parzenia kawy. Wdychając jej niezwykły - w każdym razie dla niego - aromat, spojrzał na zegarek i stwierdził, że upłynęło już piętnaście minut, podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę.
– Proszę o pięć centów – powiedziały drzwi, nie otwierając się.
Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet – ani jednego centa.
– Zapłacę jutro – powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi wciąż były szczelnie zamknięte. – Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić!
– Jestem odmiennego zdania – odparły drzwi. – Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan, kupując ten apartament.
Znalazł dokument w szufladzie biurka; od czasu podpisania go musiał się do niego wielokrotnie odwoływać. No jasne: obowiązywała go opłata za otwieranie i zamykanie drzwi – nie był to więc napiwek.
– Jak pan widzi, mam rację – powiedziały drzwi tonem pełnym satysfakcji.
Z szuflady znajdującej się obok zlewozmywaka Joe wyjął nóż z nierdzewnej stali i zabrał się do odkręcania śrub w zamku swoich chciwych drzwi." PKD, UBIK.

Zaloguj się aby komentować

7 273,03 + 1,43 = 7 274,46


We dwoje jednak łatwiej się zebrać. :')


No i trochę narzekań. Ogółem jak uwielbiam psy, tak psiarzy, k⁎⁎wa, nienawidzę.


Szła kobieta z dzieciakiem, który trzymał owczarka niemieckiego. Gdy ich mijaliśmy, owczarek rzucił się w moją stronę - dzieciak oczywiście nie był w stanie go utrzymać. Co zrobiła kobieta? „Ona nie gryzie”. Nic więcej nie zrobiła, ani nie odciągnęła ani cokolwiek.


Na szczęście nic się nie stało, ale ciśnienie podniesione, że kobieta tak bezrefleksyjnie podeszła do sytuacji. No i plus dla chłopaka, że przeprosił - tego od kobiety już nie usłyszeliśmy.


#sztafeta #bieganie


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

ed193cc5-4474-4438-88c1-75c488829ebd

"Ona nie gryzie"

@cyberpunkowy_neuromantyk i już wiesz, że masz do czynienia ze zjebem... Ostatni raz usłyszałem to przedwczoraj od bałwana z gigantycznym psem puszczonym luzem, który zbliżył się i agresywnie warknął na mnie, gdy przechodziłem obok

@cyberpunkowy_neuromantyk według prawa Murphy’ego zawsze się sprawą zjebie gdy akurat nie będziesz miał tego co zawsze masz przy sobie a teraz będziesz serio potrzebował

Osiągnięcie

  • Hejtostatser (pierwsza aktywność)

zostało zdobyte. Tak, to już ten moment...



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

d9c8d103-2b66-4813-9cf7-918271423dfc

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

315 + 1 = 316


Tytuł: A Knight of the Seven Kingdoms

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Fantasy

Czas trwania: 6 odcinków

Ocena: 8/10


Uwielbiam opowieści skromne, o zwykłych-niezwykłych ludziach, bez ratowania całego świata, bez magii, bez nadludzkich czynów. Taką właśnie jest „Rycerz Siedmiu Królestw”.


Dodatkowo główny bohater już od pierwszej sceny budzi sympatię. Jest w uroczy sposób prosty, czasami sprawia wrażenie głupiego i jednocześnie ma ogrom szczęścia. Niekiedy przypominał mi pratchettowskiego Marchewę. Zresztą humoru też jest tu sporo, często bardzo absurdalnego i ordynarnego, aaale pasującego do opowieści.


Ogromnym plusem jest także nieprzeciąganie fabuły, choć uważam, że retrospekcja z poznaniem ser Arlana była niepotrzebna. Mimo to sześć odcinków sprzyja obejrzeniu całego serialu za jednym razem, co też uczyniliśmy z dziewczyną.


No i nie można zapomnieć o technikaliach. Dobrze nakręcony (szczególnie walka siedmiu na siedmiu!) serial, wart obejrzenia.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto #seriale #rycerzsiedmiukrolestw

8188da58-7cbc-452a-adb8-9d867b7c3a71

Zaloguj się aby komentować

403 + 1 = 404


Tytuł: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia

Autor: Agnieszka Gajewska

Kategoria: inne

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

ISBN: 9788308074527

Liczba stron: 707

Ocena: 8/10


Moim zdaniem trudno jest napisać dobrą biografię. Bo czy da się streścić czyjś życiorys, pokazać, jakim był człowiekiem, co go ukształtowało i motywowało na kilkuset stronach? Szczególnie gdy mamy do czynienia z jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy. Dlatego nie będę się czepiał, że brakowało mi chociażby zagłębienia w relację Stanisława i jego syna Tomasza. No ale nie ukrywam, że uwielbiam biografie i nie przeszkadzałoby mi, gdyby ta konkretna była znacznie dłuższa. ; )


Uważam, że autorka wykonała świetną pracę, zgłębiając przeszłość Lema, dzięki czemu mogliśmy chociaż trochę zrozumieć, dlaczego był takim, a nie innym człowiekiem. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co musieli czuć ludzie podczas drugiej wojny światowej, którzy obawiali się, że w każdej chwili może ich spotkać śmierć - jak człowiek, który chodzi z fiolką trucizny w kieszeni, miałby stać się kimś łatwym do życia? Szczególnie, jeśli po wojnie wciąż musiał się obawiać. Może nie śmierci, ale odkrycia jego żydowskich korzeni, które wiązałyby się z przymusem emigracji z Polski, gdyby tylko komuś podpadł.


I nie dziwię się poczuciu osamotnienia, które towarzyszyło Lemowi. Nie tylko nie mógł zaufać pierwszej lepszej osobie (a jak historia pokazała, Stanisław przejechał się na kimś, kogo uważał za przyjaciela), ale i niewielu ludzi dorównywało mu intelektem na tyle, by mógł prowadzić z nimi dyskusje na odpowiednim poziomie. Dodajmy do tego fakt, że większą popularnością i poważaniem cieszył się poza granicami kraju, przynajmniej za swojego życia.


Czytanie o PRL zawsze skłania mnie ku myśleniu, jak wyglądałaby polska literatura, gdyby nie konieczność użerania się z cenzorami, którzy mogli bez problemu zablokować twórczość niepasującą do linii partii.


Może trochę za dużo było w tej biografii o polityce, relacjonowaniu poszczególnych wydarzeń, jednak mogło to być potrzebne do nakreślenia realiów, w których musiał żyć Lem. I wytłumaczenia, dlaczego niekiedy był bierny.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #biografia #fantastyka #sciencefiction

6dc62e7f-61f7-4c2b-9a41-dc0bdbe78d48

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

301 + 1 = 302


Tytuł: 50/50

Rok produkcji: 2011

Kategoria: Dramat / Komedia

Reżyseria: Jonathan Levine

Czas trwania: 1h 39m

Ocena: 7/10


Uwaga, spoilery.


Tytuł odnosi się do szans na przeżycie leczenia bardzo rzadkiego raka, który dopadł głównego bohatera.


Nie jest to typowy wyciskacz łez, opierający się na chorobie i trudnościach z nią związanych. Oczywiście pojawiają się nieprzyjemne tematy jak zostawienie przez partnerkę, która nie radzi sobie z chorobą bliskiej osoby czy śmierć jednego z pacjentów, z którym zakolegował się główny bohater podczas wspólnej chemioterapii.


Jednocześnie są też dobre akcenty, jak kumpel, który stara się za wszelką cenę, w dość nieporadny sposób, poprawić humor chorego.


Z osobistych preferencji to szkoda, że film ma szczęśliwe zakończenie. Bardziej zaskoczyłoby mnie, gdyby główny bohater nie przeżył operacji. Nie życzyłem mu tego, jednakże przez to historia ma dość naiwny wydźwięk.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy

568d93c8-a38d-4310-b4b1-9206313d7c5e

Zaloguj się aby komentować

Ze szpitalnych obserwacji:


Moja babcia ma ogromnego pecha. Co nowa pacjentka, to gorszy przypadek i mniejsze szanse na spokojny odpoczynek.


Przeraża mnie, co alkohol robi z ludźmi. Na salę trafiła kobieta z wyraźnym problemem alkoholowym. Według babci w nocy tak się rzucała, że spadła z łóżka i musieli przypiąć ją pasami.


Łóżko zasikane, więc będą jej zakładać cewnik.


Jeszcze na oddział wpadł prawdopodobnie jej konkubent albo znajomy, trudno ocenić. Za to ordynator dobrze ocenił, że pan był pod wpływem alkoholu i został wyproszony ze szpitala.


#przemyslenia #alkoholizm

Butelka to trucizna, narkotyk jak kazdy inny, ale co zrobisz przecie legalny, mame robi w socjalu nasluchalem sie takich histori ze jakbym mial uciekac w alko to serio wole sie odjebac i odejsc z godnoscia.

@cyberpunkowy_neuromantyk Po⁎⁎⁎⁎na rzecz, miałem niestety do czynienia z wpieprzeniem się w to bagno. Jest po prostu taki moment, w którym wręcz nie da się sensownie funkcjonować bez alkoholu. Można oczywiście schodzić do zera, jedni wytrzymują do wieczorów, inni do weekendu, ale to ciągła walka i życie od wypicia do wypicia. Człowiek czuje się jak gówno, a jedynym remedium staje się alkohol. Z czasem ból odstawienia tylko rośnie, więc i przerwy są coraz krótsze, aż do stałego popijania. Wtedy zejście do zera promili to już nie jest "złe samopoczucie", tylko walka o życie. I to nawet nie jest przenośnia. Zatem im głębiej, tym ciężej odstawić, a alko tak po kawałeczku zabiera. Dlatego jak ktoś jest już weekendowym popijaczem, to już jest alkoholikiem. Nie jest żulem rzecz jasna, da radę parę dni się wstrzymać, ale gwarantuję, że poczuje ogromny stres jak mu powiesz "to nie pij rok, albo chociaż ze dwa miesiące".


Zatem jak ktoś lubi sobie czasami wypić, to mogę dać jedną radę. Maksymalizować odstęp między epizodami. Popiłeś z kolegami? To odpuść kolejnym razem. Im dłużej, tym lepiej. I absolutnie nigdy nie pić dzień za dniem i nie klinować Wszystkie te mechanizmy i doświadczenia zostają. I choć teraz ktoś może mieć 40 lat i uważać, że przecież całe życie fajnie kontrolował picie, to jest w grupie ryzyka i nie stoi nawet obok abstytentów. Bo jak się coś w życiu popierdoli, to szklanka może przyjść z pomocą. A dla takich którzy wtedy pójdą w tango i za 2 lata już wąchają kwiatki od spodu - są całe aleje na cmentarzach.

@onpanopticon oj tak byku, przypomne sobie te slowa jak juz bede lezal na lozu smierci i wspominal mlode lata, gdzie malo sie spalo i duzo sie pilo. Czlowiek nawet nie mial pojecia jak blisko byl dna, az strach pomyslec, ze i teraz zdarzy mi sie wypic piwo albo, o zgrozo, kieliszek wodki, lada moment moge sie stoczyc

@Pirazy to, że masz małą wyobraźnię i że nie umiesz czytać ze zrozumieniem to już nie moja sprawa. Ja ci niczego nie odmawiam. A że byłeś blisko? Nabijasz się z tego, a byłeś. Wszak szedłem tą samą drogą, ale postawiłem krok za daleko. Możesz sobie obśmiewać i bagatelizować, ale robisz tylko reklamę patologii. Bo ta ogromna próbka statystyczna w postaci "Ciebie i twojego życia" nie jest przekonująca. Przypomnij sobie o tym jak będziesz kiedyś rano w sklepie i zobaczysz telepiących się urobionych ludzi, którzy kupują małpeczki. To, że ty się nie wyjebałeś, nie znaczy że promocja chlania w twoim wykonaniu jest mądra. Zwłaszcza, że sam nie jestem żadnym oświeconym typem, bo nikomu nie odmawiam, tylko mówię żeby zachować higienę.


A co do tego łoża śmierci to jeszcze nie mów hop. Sporo życia przed tobą, a przyżyłem z kilkunastu takich, którzy jeszcze 5 lat temu mi pisali takie rzeczy, a dzisiaj albo ich już nie ma, albo się telepią cali z czerwonymi mordami mającymi wybuchnąć od nadciśnienia. Stąd wstrzymałbym się z ogłaszaniem, że akurat tobie poszło świetnie.

Zaloguj się aby komentować