Minęło już trochę czasu, więc myślę, że mogę śmiało o tym napisać. Tym bardziej, że nie pracuję już w tej firmie.


Pracowałem z takim kolegą - wobec mnie był miły i lubiłem z nim pracować, ba, wręcz mu współczułem tego, jak traktował go nasz dyrektor. Na przykład ktoś na niego doniósł, że w sobotę zawiózł żonę do galerii handlowej, gdy był na L4. Dostał smsa od dyrektora z pytaniem, co on tam robi. Kolega odpisał, że L4 miał do piątku.


To tylko jedna rzecz. Główną jest to, co wydarzyło się na tym L4.


Jak w ogóle kolega wylądował na zwolnieniu lekarskim?


Miał wypadek w pracy. Nie byłem przy tym, jedynie słyszałem, że coś przygniotło mu nogę czy coś takiego. Efektem rozwalone kolano.


Oczywiście kolega zwlekał z pójściem do lekarza i mimo że ledwo co chodził, to pracował. Jak go zobaczyłem, to wlókł się jak zombie z pierwszych sezonów „The Walking Dead”.


Oczywiście został poproszony o niezgłoszenie wypadku w pracy. To nie pierwszy raz, kiedy coś takiego działo się w tej firmie, że coś komuś się stało, a mimo to nie został zgłoszony wypadek w pracy.


Oczywiście kolega przystał na to.


Nie oceniam go, ponieważ opowiedział, że kiedyś miał już taką sytuację. Nie zgłosił wypadku w pracy, poszedł na L4, jak wrócił po jakimś czasie, otrzymał wypowiedzenie. Na szczęście wtedy udało mu się wymigać, zadzwonił do lekarki, a ta przedłużyła mu zwolnienie.


Wracając jednak: poszedł na dwutygodniowe L4, pod koniec którego dostał wspomnianego smsa od dyrektora. Wrócił w poniedziałek. Jak tylko go zobaczyłem, to zjebałem go, że jest głupi, że wrócił - lekarz śmiało chciał mu wystawić L4 na cztery-pięć miesięcy, a ten z rozwalonym kolanem wrócił do pracy. Z innym kolegą próbowaliśmy go przekonać, żeby jednak poszedł na to zwolnienie, bo szkoda zdrowia.


„Nie, bo kredyt hipoteczny i obawa o utratę pracy”.


Wiecie co?


Chłop przepracował cały dzień. Dużo zrobił przy załadunkach, a tego dnia zaplanowałem osiem czy dziewięć aut, czyli naprawdę sporo. A towar ważył od około osiemdziesięciu kilogramów do nawet trzystu. Wiadomo, że nie wszystko było ładowane wózkami widłowymi, ot, taka firma.


Na koniec dnia, po CAŁYM PRZEPRACOWANYM DNIU, dostał wypowiedzenie. Dyrektor wiedział, że są braki w ludziach (sezon urlopowy), więc wykorzystał kolegę i zwolnił go dopiero na sam koniec pracy.


No ja pi⁎⁎⁎⁎lę, jak mnie to wtedy wkurwiło, to nawet sobie nie wyobrażacie. Wobec mnie ten dyrektor był w miarę w porządku, ale to, jak potraktował kolegę, który był dla niego niewygodny... No masakra. Nie wiem, jak można tak traktować ludzi. Czyste sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo i wyrachowanie.


#pracbaza

Komentarze (15)

Smutne, ze z prawa pracy zrobili dziwke a ze zwiazkow zawodowych burdel, kolana juz potem nolie naprawi, kalectwo + opcja przewidywaniq pogody do konca zycia. À I tak go wyjebia przy pierwszym pretekscie

@ErwinoRommelo


Wiadomo, łatwo wypowiadać się z perspektywy kogoś, kto nie ma dzieci ani kredytu (jeszcze), ale kurczę, niezrozumiałe jest dla mnie przedkładać pracę nad zdrowie.


Próbowałem przemówić koledze do rozsądku, dodałem jeszcze, że nikt nawet nie doceni jego poświęcenia, no ale... : /

@cyberpunkowy_neuromantyk no wiadomo ze nie jest latwo, ale dziecko bedzie zawsze potrzebowac ojca a ojciec kolana wiec ok splaci kredyt pod koniec miesiaca i co potem?

Ale wkurwiająca historia... Ja mam w życiu farta do ludzi i sam staram się zawsze być wobec wszystkich fair. To co opisałeś, to czyste sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo. A na ludzi zawsze patrzę nie tylko przez pryzmat tego jak odnoszą się do mnie, ale i do innych. Tego też uczę moją córkę. Wierzę jednak, ze karma wraca i typ za to zapłaci w jakis sposób...

@Modrak


Wobec innych potrafił się naprawdę źle zachowywać. Na przykład koleżance, która wtedy była moja bezpośrednią przełożoną (potem odeszła, na szczęście dla niej i na nieszczęście dla mnie, ponieważ mógłbym się wiele od niej nauczyć), ni stąd, ni zowąd odebrał dzień pracy zdalnej, który otrzymała od właściciela firmy.


Jednego z kierowców też załatwił. Jasne, ten kierowca był nieco leserem, ponieważ objął go okres przedemerytalnej ochrony i już nie musiał się aż tak starać (nie dziwię się). Jednakże i na niego znalazł się sposób: kierowcy mieli w umowie stanowisko „kierowca-magazynier”, więc dyrektor powiedział mu, że jeśli nie zgodzi się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, to przerzucą go na magazyn, a tam będzie zarabiał tylko minimalną. ; )


Ot, pojawił się nowy dyrektor, nastały nowe porządki.

Kolega powinien, w dniu w którym dostał wypowiedzenie, zgłosić wypadek przy pracy (ten co wydarzył się wcześniej) wypadek się nie przedawnia. W przypadku nie otrzymania protokółu powypadkowego w terminie 14 dni kalendarzowych lecieć od razu do pip. Inaczej Janusze się nie nauczą. Tak naprawdę to protokół powypadkowy to jest dupochron dla pracodawcy, bo zazwyczaj mówi on, że pracodawca zrobił wszytko ok, a wypadek i tak się zdarzył. A za nie sporządzenie protokołu jest kara.

@Umpolung A w zasadzie to pip mógł zawiadamiać nawet w dniu otrzymania wypowiedzenia, bo przecież pracodawca dostał wcześniej informacje o wypadku i nie sporządził protokołu w wymaganym terminie.

W biznesie nie ma sentymentów, będę mieć wolna chwilę to opiszę swoje wyjabane z pracy przez "dobra koleżanke ze studiów"

@cyberpunkowy_neuromantyk januszerka jak c⁎⁎j. w normalnych firmach wszystko idzie w imsy, bo jest to dupochron dla pracodawcy, że nie zlewa wypadków lub potencjalnych wypadków (nawet jeśli zlewa, ale przynajmniej na papierze ma zgłoszenie do działu hse i jakiś plan naprawczy)

Bo ludzie którzy są właścicielami firm, politykami itd mają zupełnie inna moralność. Nietsche trochę o tym pisał.

Maja po prostu przesunięte w zupełnie inne miejsce pojęcie dobra i zła.

Dla nich pracownik to tylko narzędzie w przyborniku.

I dla nich to jest ok, bo osiągną dzięki temu "wyższy cel".

Ludzie sami wpychają się w niewolnictwo, a najgorsze, że psują rynek nawet tym co na niewolnictwo godzić się nie chcą...

Zaloguj się aby komentować