Najpierw narzekano, że levele zdobywa się zbyt długo i spoceńcy mają przewagę nad tymi, którzy mają mniej czasu na granie.
Obecnie słychać narzekania, że level zdobywa się zbyt szybko i spoceńcy mają przewagę nad tymi, którzy mają mniej czasu.
No nie dogodzisz.
Dla mnie zmiana na plus, ponieważ dzięki temu mam szansę dobrać się do rzeczy, których nie odblokowałem w pierwszym sezonie. Ale o tym będzie w osobnym, podsumowującym wpisie.
Zauważyłem ciekawie zjawisko w „Wardogs”. Mianowicie już kilkukrotnie Niebiescy przez większość gry olewali hot zonę, by na sam koniec, gdy jedna drużyna była bliska zwycięstwa, zrobić Pospolite Ruszenie i tłumnie rzucić się na hot zonę. xDDD
Gdyby tak robili od razu, na luzie wygrywaliby większość gier.
Na screenie jest tego efekt. Gdy Zieloni mieli jakieś 90 punktów, jako Niebiescy mieliśmy zaledwie kilka. xD Finalnie przegraliśmy 100 do 98 xD.
Niebiescy to spory mem, drużyna, do której mało kto chce dołączać, bo dużo osób woli grać w Zielonych, którzy są spoceńcami, tryhardami. To na tyle poważny problem, że od nowego sezonu Niebiescy będą dostawać bonus do zdobywanego doświadczenia i pieniędzy. xDD
Napisałem to najpierw jako komentarz pod postem @bojowonastawionaowca w odpowiedzi do @SzubiDubiDU, ale stwierdziłem, że może to pozostać niezauważone.
@SzubiDubiDU
W żaden sposób nie zmusisz ludzi do większej aktywności, nawet jeśli prowadzi to do zmniejszenia aktywności już bardzo aktywnych użytkowników, którzy nie widzą sensu w publikowaniu, jeśli jest mniejsza odezwa niż wcześniej. A to nie pomoże w przyciągnięciu nowych ludzi, bo Hejto ma opinię portalu, na którym jest 8 osób.
Nie będę ukrywał, że jestem pesymistą, ale prędzej czy później @hejto pewnie upadnie. Chyba że @kris, @ebe czy kto tam jest właścicielem portalu (wiadomo, że @AdelbertVonBimberstein, ale cicho), odda go w ręce kogoś, komu się chce go rozwijać.
Social media leżą i kwiczą - na Facebooku pojawiają się tylko posty sponsorowane, na Twitterze to samo, a Instagram nie był aktualizowany od ponad dwóch lat. Przy takim podejściu, które spowodowało odejście najlepszego moderatora, z jakim miałem do czynienia, nie wróżę przyszłości. A szkoda, ponieważ w grudniu minie mi czwarty rok tutaj i bardzo doceniam zgromadzoną tu społeczność. Tym bardziej mnie to smuci, gdy kolejne osoby usuwają konta.
@cyberpunkowy_neuromantyk jak dla mnie, to hejto jest teraz w najlepszym jego stadium, w końcu powiadomienia działają wystarczająco dobrze, jest jeszcze moderacja, nowi nie rozrabiają, a jak już to robią to krótko, polityki jest mało, jest mi tu dobrze. Osobiście nie znam wyników finansowych tego miejsca, ale jeśli właściciele są zadowoleni z nich, to mam nadzieję że to miejsce jeszcze długo przetrwa w tym stanie.
Kurczę, nie wiem o co chodzi, bo dopiero wróciłem po długiej przerwie, a i wtedy ówcześnie zbyt dużo nie pisałem.
Jednym z powodów, dla których postanowiłem dać z siebie tutaj niecałe 30% niż to co było wcześniej, jest właśnie kameralność hejto i w miarę kultura.
Serio: jeśli ktoś jest millenialsem, to prawdopodobnie już wymiotuje wszędobylskimi slopami, generowanymi postami pod SEO, sztucznością tego współczesnego Internetu, gdzie często ludziska nie wymieniają się swoimi zdaniami po to, by być może jakoś się rozwinąć, poszerzyć parę zwojów, ale byle udowodnić swoją rację, wyższość i "lepszość", byle podbijać poczucie własnej wartości.
Nie mój klimat.
Jeśli ów owca tyle z siebie dawał, to niech wraca! Taki mój apel i do moderacji również: przestać spinać kije w d⁎⁎ie, tylko zbić piątka i razem to ciągnąć, pomimo, po prostu i ponadto.
A mi się wydaje, że my jako userzy sami zniechęciliśmy nowy narybek.
Nie ma co ukrywać ale conajmniej połowa napłynęła tutaj z wykopu. A mimo to, mamy tu giga pogardę dla wykopków. "My nie chcemy tego plebsu" przez co mało kto z fajniejszych ludzi wykopu chce tu przechodzić. No i jeszcze drugie skojarzenie wykopków z hejtu to admin "który zaraz wybuchnie".
Kilka razy próbowałem kogoś przyciągnać z wykopu ale mówię - bez rezultatów.
Wiadomo, że nie przystawimy nikomu pistoletu do głowy aby tworzył kontent. Tylko z drugiej strony udajemy elitarnych a nie mamy niczego co by potwierdzało tą elitarność. Powinniśmy pierdolnąć taki wielki wirtualny bilboard "NOWY LEPSZY WYKOP" a zamiast tego wszędzie znaki "wykop won"
Myślę, że ludzkość nie tyle boi się sztucznej inteligencji, co skutków jej powstania, jak utrata pracy czy, w bardziej pesymistycznych dziełach kultury, życia. Jednak trudno obawiać się samej AI, skoro jako taka jest mało namacalna. Na przykład ChatGPT, z którym mogę „rozmawiać” za pośrednictwem smartfona, swoje „ciało” w postaci serwerów ma na innym kontynencie. To dość spore uproszczenie, jednakże nie widzimy ich na własne oczy.
Co innego w przypadku androidów.
I z tego właśnie korzysta film „Westworld” z 1973 roku, w Polsce być może lepiej znany jako „Świat Dzikiego Zachodu”. Początkowo nikt nie obawia się androidów, wręcz przeciwnie, stanowią jedną z największych atrakcji horrendalnie drogiego parku rozrywki. Spragnieni pełnej immersji klienci mogą wybrać jeden z trzech światów, wcielić się w dowolną postać, a potem cieszyć się wiarygodnie przedstawionymi realiami bez obaw o własne bezpieczeństwo.
W osiągnięciu pełnej immersji pomagają specjalnie zaprogramowane androidy, reagujące na zachowanie ludzi. Można z nimi grać w karty, wypić whiskey, pójść na piętro z kurtyzaną czy nawet zabić napastliwego jegomościa. W drugą stronę to nie działa, ponieważ broń została zabezpieczona i nie wystrzeli w stronę człowieka. Klienci mogą się wyżyć, nikogo nie krzywdząc.
Tylko że jak to bywa w tego typu historiach, do czasu.
Gdy pojawiają się informacje o poważniejszych usterkach, pracownicy postanawiają zignorować potencjalne niebezpieczeństwo. W końcu nic nigdy się nie wydarzyło, a po co psuć klientom dobrą zabawę? Jeszcze by poprosili o zwrot pieniędzy, nie mówiąc już o stratach firmy poniesionych w wyniku zamknięcia parku rozrywki na czas naprawy. Usterka zamienia się w poważną awarię, zabezpieczenia wyłączają się, a to skutkuje masakrą.
W przypadku „Westworld” nie mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, która chce zniszczyć ludzkość. Androidom wgrano określone zachowania, powstrzymywane przez zabezpieczenia. Gdy te zniknęły, androidy zachowywały się zgodnie z tym, jak zostały zaprogramowane. To ludzka chciwość, lekkomyślność, może też naiwność, doprowadziła do masakry, a także do desperackiej ucieczki głównego bohatera przed zawziętym rewolwerowcem. Ta ostatnia sekwencja przypomina mi „Terminatora”, chociaż trudno powiedzieć, czy Cameron zainspirował się „Westworldem”.
Trudno ten film jednoznacznie przypisać cyberpunkowi, jednakże pewne jego elementy zostają rozwinięte w przyszłych utworach. Oprócz androidów, warto zwrócić uwagę na sam pomysł parku rozrywki, który zmienia się w śmiertelną pułapkę. Według mnie to protoplasta wirtualnej rzeczywistości, w której ludzie zanurzają się w pełni za pomocą gogli VR i kombinezonów symulujących odczucia. A w tej często umierają wskutek usmażenia mózgu przez złowrogiego hackera czy podobnych.
Zdarzało mi się przeczytać (choćby trylogię „Pierścień Mroku”) czy nawet napisać kilka opowiadań osadzonych w “Uniwersum Metro 2033”, jednak były to historie dziejące się po określonych wydarzeniach (jak wspomniana trylogia) lub obok, niezahaczające o oryginalną opowieść.
Za to nigdy nie byłem przekonany do idei zmiany charakteru postaci na tyle mocno, że z oryginałem łączy ją jedynie imię. Oczywiście próba odpowiedzi na pytanie „co byłoby, gdyby?” potrafi być fascynująca, jednak uważam, że lepiej byłoby napisać coś własnego, a nie przerabiać oryginał pod siebie.
Nie uważam jednak, że ekranizacja musi być nie wiadomo jak wierna materiałowi źródłowemu. Często powieści trudno jest przenieść na ekran bez utraty jakości - to w końcu bardzo różniące się od siebie media. Ponadto do „Lalki” jako powieści nie mam dużego sentymentu. Ostatni raz przeczytałem ją w technikum i zapamiętałem ją jako dość przyjemną lekturę, jednakże zapomniałem o większości wątków. Być może dlatego netfliksową adaptację oglądało mi się tak dobrze.
Bo gdyby odsunąć na bok kontrowersje związane z luźnym podejściem do powieści, to jest to naprawdę dobry serial. Z przyjemnością patrzyłem na bogate wnętrza kamienic, kostiumy także zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dźwiękowo również - w końcu mogłem obejrzeć polską produkcję bez włączonych napisów! Życzę sobie więcej tak dobrze zrealizowanych polskich produkcji.
Oczywiście przeszkadzały mi przekleństwa, nie zawsze pasujące do sytuacji. Przeszkadzała mi nierówna kreacja Łęckiej, którą z jednej strony redaktorki „Bluszczu” cisnęły, że nie zna się na prawdziwym świecie, z drugiej potrafiła jak równy z równym rozmawiać z mężczyznami. Jakoś nie jestem fanem Drzymalskiej.
W niedziele skończyłem, jestem zachwycony i to zakończenie mi sie podobalo(co jak widać po moim nowym profilowym). Ciężko mi się doszukać słabych punktów, bo jak na początku byłem sceptycznie nastawiony do Drzymalskiej, to teraz wydaje mi się, że lepszej aktorki wybrać nie mogli. Tak jak wspominasz, wykonanie, sceneria, muzyka, ozdoby kostiumy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wątek Ignacego I Marianny to samo, szczególnie moment zemsty pod koniec. Ciężko mi się do czegoś tu było doczepić, jeśli już miałbym, to to, że Łęcka z ciotką między sobą mówią po angielsku, a w tamtych latach to chyba francuski był na topie? Dla mnie serial mocne 9/10. Też książkę ostatni raz widziałem w technikum i nie zapamiętałem prawie nic, wiec moze to mieć jakiś wpływ na mój odbiór. Cała produkcja to całkowicie moj klimat, nie wiele znam takich produkcji, no i też nie jestem jakimś serialowym maniakiem, być może więc, wiele nie potrzeba, żeby zrobić na mnie wrażenie. Po zakończeniu czułem sie jak na tym memie z Escobarem, co nie wie co ze sobą zrobić 🫣
Mam pewne przemyślenia co do ostatniej współpracy z wydawnictwem.
Po pierwszych opowiadaniach, napisanych w stylu, którego sam używałem... jako nastolatek, moja ocena zapowiadała się na raczej niską. Późniejsze teksty mocno nadrobiły, a że ogółem dobrze się bawiłem, to ocena wzrosła.
Niemniej zacząłem się zastanawiać, czy gdybym wystawił początkową niską ocenę, to czy nie zaprzepaściłbym swoich szans na kolejną współpracę. No bo po co oferować książkę komuś, kto może wystawić negatywną opinię i niską ocenę?
Oczywiście bloguję i piszę dla własnej przyjemności, bo nic na tym nie zarabiam (nie licząc tych paru e-booków, które otrzymałem), więc to nie jest tak, że straciłbym źródło dochodów czy coś. Zatem nie zrobiłbym czegoś wbrew sobie i gdyby recenzowana przeze mnie książka zasługiwała na niską ocenę, taką by dostała.
Ale zastanawiam się, czy coś takiego mają z tyłu głowy osoby, które jednak na tym zarabiają.
@cyberpunkowy_neuromantyk raczej nic nadzwyczajnego. Taki nastolatek może chodzić na siłkę od 2-3 lat. Do tego oni mają więcej czasu i wszystko im szybciej rośnie, więc szybko mogą prześcignąć przeciętnego dorosłego.
16-18 października w #bielskobiala odbędzie się BBOOK Festiwal #ksiazki.
Niestety, mnie tam nie będzie, ale za to będzie mój kolega - Maciej Para.
Jest autorem dwóch książek #fantasy o krasnoludach.
Pierwsza to zbiór opowiadań „Cena honoru”, którą zrecenzowałem tutaj: https://www.hejto.pl/wpis/40-1-41-tytul-cena-honoru-autor-maciej-para-kategoria-fantasy-science-fiction-wy
A druga to powieść „Ścieżki zwątpienia”. Także napisałem o niej opinię: https://www.hejto.pl/wpis/795-1-796-tytul-sciezki-zwatpienia-autor-maciej-para-kategoria-fantasy-science-f
Książki zostały bardzo porządnie wydane. Serio, jak porównałem książkę Macieja, która jest selfpubem, z najnowszą powieścią Sapkowskiego, to SuperNOWA mogłaby się bardziej postarać. xD
Zauważyłem, że początkowy entuzjazm, towarzyszący mi przy pierwszych dwóch książkach, powoli opada.
Autor mnoży wątki, zamiast kontynuować te już zaczęte. Z jednej strony to dobrze, ponieważ możemy dogłębniej poznać wydarzenia, które niewątpliwie będą miały ogromny wpływ na sytuację w Królestwie - czy to wybranie nowego króla żelaznych ludzi czy próbę wywołania buntu na południu.
Jednak cierpią na tym wspomniane już zaczęte wątki i wielu bohaterów ma dla siebie mało miejsca. Chociaż patrząc na to, że jedna postać, której perspektywę często mogliśmy przeczytać w poprzedniej części, obecnie zeszła na margines powieści, można stwierdzić, że Martin traktuje niektórych bohaterów dość epizodycznie. Mają odegrać przewidzianą rolę i tyle, dziękujemy, a światło reflektorów kierujemy na innego aktora.
Niby trochę marudzę, ale nie zmienia to faktu, że siedziałem do drugiej w nocy, żeby skończyć ten tom i ani przez chwilę się nie nudziłem.
Antologię otrzymałem za darmo od wydawnictwa, jednakże nie miało to wpływu na moją opinię.
Ostatni raz z czeską literaturą miałem do czynienia w nastoletnich latach, kiedy wujek pożyczył mi kilka powieści Miroslava Žambocha, o Koniaszu i Mrocznym Zbawicielu. Szczególnie ten drugi zrobił wtedy na mnie duże wrażenie, na tyle duże, że zainspirował mnie do napisania własnej historii z podobnym charakterem. Z czasem jednak wyrosłem z uwielbienia do „edgelordów”, nieco kontrowersyjnych, pozujących na bardzo groźnych, czasem mrocznych i jednocześnie „cool”. Szkoda, że nie spotkało to niektórych autorów i autorek tekstów z tego zbioru.
W przypadku antologii tak różnorodnej gatunkowo jak „Ostatni strzał” trudno oczekiwać, że spodobają się wszystkie opowiadania. Moim zdaniem jest to niemożliwe, jednak nie spodziewałem się, że zostanę zniechęcony już pierwszym opowiadaniem, Kristýny Sněgoňovej. Sam pomysł był ciekawy, jednakże wykonanie, w tym styl autorki, ani trochę nie przypadło mi do gustu. I to jest mój największy zarzut wobec antologii – często naprawdę świetne pomysły na fabułę zostały przedstawione w mało atrakcyjny sposób.
Chociażby opowiadanie Wojciecha Chmielarza „Ostatnia akcja”. Bardzo ciekawe, dość pobieżnie poruszające dość poważny problem gorszego traktowania mężczyzn podczas rozwodów, szczególnie w przypadku małżeństw z dziećmi. Główny bohater na zlecenie klientów pomaga im, uwodząc ich żony, tym samym dostarczając karty przetargowej w postaci dowodów na zdradę i jak sam zauważa, nagle można się rozstać w cywilizowany sposób. Czy to jest moralne – oczywiście, że nie. Szkoda tylko, że przy tym główny bohater ani trochę nie wzbudził we mnie sympatii. No nie da się gościa lubić, a niestety narracja jest pierwszoosobowa.
Nie chcę jednak zbyt dużo narzekać. Gdy przymknąłem oko na nie do końca pasujący mi styl pisania (z którego, jak wspomniałem, wyrosłem w czasach nastoletnich), zacząłem się dobrze bawić. Autorom i autorkom nie można odmówić umiejętności dobrego opowiadania historii, a to one są moim zdaniem najważniejsze.
Za to znalazło się parę perełek, o których chcę napisać.
Przede wszystkim o „Bój to jest nasz ostatni” Leoša Kyša. To czwarte opowiadanie z kolei i pierwsze, które naprawdę mi się spodobało. Od początku autor zasypuje czytelnika masą zabawnych scen, w których pierwsze skrzypce grają rezolutni staruszkowie, dawni czescy esbecy. To też zabawne, że niby inny kraj, a równie dobrze akcję można by przenieść do Polski i niewiele by się zmieniło. Ot, współdzielony komunistyczny ustrój zrobił swoje.
Przy okazji zastanawiam się, czy autor konsultował się z Kristýną Sněgoňovą przy pisaniu opowiadań do tej antologii. W notkach biograficznych można wyczytać o podjętej przez nich współpracy, a zauważyłem, że w obu tekstach pojawia się motyw niedosłyszącej starszej osoby, z którą wiążą się całkiem zabawne dialogi.
Jeśli chodzi o najlepsze opowiadanie w zbiorze, to są dwa, które za takie uważam, ale nie mogę się zdecydować, które podoba mi się bardziej.
Pierwszym kandydatem jest „Międzygalaktyczne nieporozumienie” Jana Kotouča. Autor ujął mnie nie tylko umiejscowieniem akcji na szpitalnym statku kosmicznym, ale także tym, że bohaterami są medycy. Dorzucił do tego próbę Pierwszego Kontaktu pomiędzy głównym bohaterem a przedstawicielem obcej rasy, dość mocno kojarzącej mi się z Kroganami z serii „Mass Effect”. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie.
Jednak Grzegorz Brudnik udowadnia, że lepsze połączenie może istnieć. W „Oczach Temidy” opowiada historię z perspektywy… niewidomego mężczyzny. W dodatku zwerbowanego przez policję do pomocy przy rozwiązaniu sprawy morderstwa. Co mi się spodobało, to próba sprawdzenia, na co detektyw mógłby zwrócić uwagę, gdyby pozbawiono go wzroku. Często to są zupełnie prozaiczne szczegóły jak… liczba schodów. Liczenie ich to przecież rzecz normalna dla niewidomych, kiedy mapują nową drogę i wykorzystanie tego w kryminalnej historii mnie oczarowało. Mimo że kończy się iście holmesowsko (bohater wychodzi i wraca z rozwiązaniem sprawy), to Brudnikowi bardzo udało się to opowiadanie.
Podsumowując, antologia spełniła swój cel. Oprócz dostarczenia ciekawych opowieści, przedstawiła także czeskim odbiorcom próbki twórczości niekoniecznie znanych tam polskich autorów i vice versa, nam pozwala zapoznać się z twórczością Czechów. W ten sposób przypomniałem sobie chociażby o serii „Underground” napisanej przez Leoša Kyša pod pseudonimem, którą miałem kupić do mojej cyberpunkowej kolekcji i którą nabyłem jeszcze przed opublikowaniem tego tekstu. Chętnie też bym przeczytał cykl Sektor Hirano autorstwa Jana Kotouča, gdyby tylko został przetłumaczony na język polski.
@cyberpunkowy_neuromantyk brzmi ciekawie, zapisałem sobie na kiedyś tam. Lekko edgy stylistyka akurat mi nie przeszkadza, bo to może być poniekąd taka cecha gatunkowa (tym bardziej jeśli jest nieco ironiczna).
Recenzje barterowe to niezły żart. Przecież taką opinię można napisać bez przeczytania książki. xD Opinię zanonimizowałem, żeby nie szkalować osoby, tylko podejście, które często widzę w mediach społecznościowych.
„Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz, który otrzymałam do zrecenzowania. Wywiązując się z umowy, z przyjemnością przedstawiam recenzję książki – wyjątkowego zbioru opowiadań napisanych przez autorów.
Lubię sięgać po antologie, ponieważ dają mi one wspaniałą okazję do poznania pisarzy, z których twórczością nie miałam jeszcze do czynienia. Ten zbiór jest niezwykle różnorodny: tematyka i gatunki literackie mocno się między sobą różnią, przez co jedne teksty przypadły mi do gustu bardziej, inne nieco mniej.
Całość wypada jednak zdecydowanie świetnie! Sam tytułowy motyw został rozpracowany w tak fascynujący sposób, że niejednokrotnie zaskoczyło mnie to, na jak wiele pomysłowych sposobów ludzki umysł może zinterpretować to pojęcie.
@cyberpunkowy_neuromantyk dla mnie takie recenzje z automatu mają zero wartości i jak widzę je w newsfeedzie na LC, od razu przewijam dalej. Problem w tym, że większość współprac recenzenckich na LC jest nieoznaczona, konta takich recenzentów idzie poznać tylko po tym, że w przeczytanych są nowości tylko z obyczajowego i kryminalnego pulpu z ocenami 9-10/10.
Oczywiście, nie przeczę temu. Z moich obserwacji to jednak rzadkość, częściej spotykam się z tekstami czy filmikami robionymi na odpierdol - napisanymi w taki sposób, że można by przypisać je większości książek.
Jak podchodzić do #tworczoscwlasna z wykorzystaniem AI?
Dostałem dzisiaj maila od osoby, która tworzy fikcyjne uniwersum w interaktywnej formie. Tylko że już sam mail śmierdział AI, czy to przez konstrukcję zdań, czy to przez użycie pauz. Dywizy rozumiem, pauzy są jednak podejrzane.
Wiedziony ciekawością wszedłem na stronę i co? W zakładce o stronie znalazłem informację, że autor dzięki AI mógł urzeczywistnić swoją wizję. Wrzucił reklamę na wypoku i w komentarzach przyznał, że używa AI „tylko” do poprawiania tekstu, grafik, budowy strony i sprawdzania, czy wszystko trzyma się kupy.
Z jednej strony super, że AI pozwala zrobić coś, do czego nie ma się talentu. Albo ułatwia pewne sprawy, informując, co i jak można zrobić. Kiedyś do stworzenia takiej strony potrzebny byłby grafik, któremu najpewniej trzeba by zapłacić, a przy hobbystycznych projektach jest to dosyć trudne.
Z drugiej strony trudno jest mi ocenić, jak duży udział miała AI. Jednak gdy widzę, że już sam mail, nie mówiąc o tekstach na stronie, został skopiowany z ChataGPT, to czuję zniechęcenie. Odbieram to trochę, jakby autor po prostu poszedł na łatwiznę.
Co w sumie zabawne, ani trochę nie odczuwam oburzenia czy czegoś podobnego, że żeby dobrze pisać musiałem się uczyć zasad gramatyki, interpunkcji czy po prostu wypracować swój własny styl, gdy wystarczy napisać coś byle jak i poprosić AI o wygładzenie. Gdyby AI zniknęło (a mam podejrzenia, że jeszcze trochę i nie będzie darmowych wersji, tylko płatne, a ludzie już tak przyzwyczajeni do AI będą płacić), to moje umiejętności jednak zostaną. Pomijając to, że teksty poprawione przez AI wydają się nie mieć „duszy”.
@cyberpunkowy_neuromantyk Używam sporo AI i twórczość własna powinna być własna, a nie za pomocą AI. Może ktoś mi zarzuci, że AI to tylko narzędzie, ale nie zgodzę się z tym.
Moze wszystkich nie chce mi sie komentować ale dodam od siebie tych co najbardziej wzbudzają moją wątpliwość:
Szalony kapelusznik- koles ma wyraz twarzy, ktory całkowicie odpycha i sprawia, ze nie ma sie do niego zaufania, coś jest z nim nie tak i pewnie wyjdzie to z czasem. Dziwię sie tez ze bez programu nikogo nie znalazł, koles z kasą i zadbany powinien mieć wianuszek kobiet za sobą, a ten na dodatek ma masę zainteresowań co juz w ogóle jest magnesem na cipki. Podejrzewam ze albo ma jakiegoś trupa w szafie albo program to dla niego świetna przygoda do wykreślenie z buket list.
Magdalena Mucha plus size - laska wydaje sie z twarzy bardzo miła a juz w pierwszym dniu na gospodarstwie pokazała, ze jest bardzo zazdrosna co pewnie będzie generatorem dymów i ostatecznie koles jej nie wybierze
Rozwódka od kapelusznika - laska widać chyba juz nie chce swojego rolnika bo nagle zaczął jej przeszkadzać rozmiar jego gospodarstwa i fakt ze jedzie do chlopa którego niezna xd No wow nagle to jest problem, chlop pewnie ostatecznie ja wybierze, ale nic z tego nie bedzie
Pozwolę sobie wykorzystać tag #naopowiesci, bo to do nich skierowany jest nabór na #tworczoscwlasna.
W imieniu Bartka Biedrzyckiego (który nic o tym nie wie xD) zapraszam do składania propozycji tekstów do „Rocznika Fantastycznego 2026”. To corocznie ukazująca się antologia/zbiór tekstów fantastycznych, zarówno prozaicznych, komiksowych czy publicystycznych.
W poprzednich latach na jego łamach publikowali chociażby Paweł Majka (tegoroczny zwycięzca nagrody im. Janusza A. Zajdla za powieść), Agnieszka Hałas, Romuald Pawlak czy Krzysztof Rewiuk.
Deus Ex: Human Revolution - może nie pierwsze zetknięcie z cyberpunkiem (tym była pierwsza część serii), ale tytuł, po ograniu którego zakochałem się w tym gatunku oraz w czarno-złotej estetyce.
Call of Duty: Modern Warfare 3 - cała oryginalna kampania „Modern Warfare” jest w moim serduszku, ale to w multiplayerze trzeciej części spędziłem najwięcej czasu. Poznałem trochę fajnych ludzi, a przez jednego kolegę ukształtował się mój gust muzyczny, który od tamtego czasu co prawda mocno ewoluował, jednakże to on podsyłał mi pierwsze tracki.
Project Reality - obecnie standalone mod do „Battlefielda 2” miał największy wpływ na moje życie. Nie tylko na upodobanie do wolniejszej, bardziej taktycznej rozgrywki, ale także dlatego, że poznałem klan, z którym jestem już ósmy rok i z którym corocznie się spotykam, o ile mam taką możliwość, a każde takie spotkanie generuje masę przyjemnych wspomnień. Po dość samotnych latach szkolnych była to ogromna zmiana na plus.
Gothic 2 - klasyczny schemat od zero do bohatera, w którym jednak bycie zerem naprawdę boli, mimo że bardziej odczuwalny jest w jedynce. Jednak dwójka oferuje według mnie najlepszy otwarty świat w grach.
Ceville - pierwsza gra point & click, która bardzo przypadła mi do gustu i która rozbudziła sympatię do tego gatunku. Jeszcze wielu tytułów nie ograłem, ale bardzo je sobie cenię.
Left 4 Dead 2 - pierwsza gra kooperacyjna w moim życiu. Do dzisiaj pamiętam, jak z dużo starszym Albańczykiem po nocach graliśmy w kampanie stworzone przez moderów. Od tamtego momentu uwielbiam różnego rodzaju co-opy. Wpakowałem setki godzin w „Killing Floor 2”, „Deep Rock Galactic” czy „Helldivers 2”. Jednak drugie części mają coś w sobie.
Metin 2 - pierwsze MMO i ostatnie, w którym spędziłem sporo czasu. Nigdy nie wbiłem wysokiego levela, głównie z braku cierpliwości, ale dobrze wspominam wspólne świętowanie Sylwestra z losowymi ludźmi czy różnego rodzaju eventy. No i pisanie z jedną dziewczyną. ; )
Dark Messiah of Might and Magic - zakochałem się w tej grze, jak i w całym gatunku immersive simów. Pamiętam, jak przychodziłem do cioci grać na jej komputerze, bo mój nie dawał sobie rady. X)
Dungeon Siege 2 - pierwsza legalnie kupiona gra (przez wspomnianą już ciocię), którą znalazłem w Empiku. Było mi głupio, bo kosztowała sto złotych, a to wtedy była ogromna suma. Ciocia wolała „Diablo 2”, mnie jednak bardziej spodobał się drużynowy hack and slash.
Najstarsi stażem członkowie znają się chyba już z dwadzieścia lat. Wiadomo, że z czasem trochę się to rozjeżdża, bo komuś urodziło się dziecko, ktoś ma mniej czasu na gierki i te pe, ale mimo to corocznie udaje się zebrać minimum piętnaście osób.
Oczywiście. Większość przerzuciła się na „Squada”, gdy jeden z kolegów wreszcie kupił odpowiednio mocnego kompa, jednakże według mnie to jednak nie to samo co „PRka”.
Pogrywają też w różne „Army”, ale to też już nie moje klimaty.
Po spotkaniu autorskim z Rafałem Kosikiem zagadałem do niego o autograf. Napomknąłem, że w sumie to jestem bardziej fanem jego felietonów w „Nowej Fantastyce”. Na co Rafał, że zbliża się koniec miesiąca i wypadałoby napisać nowy tekst. I CZY MIAŁBYM MOŻE JAKIŚ POMYSŁ.
A ja na to, że pewnie napisał o wszystkim, co przyszłoby mi teraz do głowy, ale w sumie to przymierzam się do tekstu o tym, że dobrą stroną technologii jest możliwość, że pomoże osobom niepełnosprawnym.
NO TO NIE BĘDĘ KRADŁ POMYSŁU.
A mógłbym mieć swój minimalny udział. : /
Kolejna żenująca historia do odtwarzania przed snem do kolekcji.
@cyberpunkowy_neuromantyk przeczytaj „Vertical” to Ci przejdzie onieśmielenie. Każdy gdzieś jakoś zaczynał. Jeśli chciałbyś coś pisać, to pisz. Jak mnie otagujesz to przeczytam i skomentuje.
Zachowałeś się jak podekscytowana groupie przy pierwszym kontakcie z idolem.
Sądzisz, że Ty pierwszy?
Fajnie natomiast byłoby, gdybyś zrobił taki artykuł i porządnie go opublikował. A jemu mógłbyś podrzucić temat zastępczy.
A, i Ameryki nie odkryles - technologia dla niepełnosprawnych. Mechy, wózki inwalidzkie, kule, protezy, sztuczne stawy, implanty zębów, ba, ponoc trwają testy kliniczne hodowania nowych zębów!
Więc nic takiego nie stracił - ale zawsze może napisać o czymś wąsko specjalizowanym i super świeżym.
Nie ukrywam, że po obejrzeniu kilku filmików wyśmiewających ten sam fragment sekwencji na motocyklu z „Marvel's Wolverine” uległem powszechnej narracji, że to totalnie beznadziejna gra i rozczarowanie. Dlatego cieszę się, że istnieje ktoś taki jak Quaz, który potrafi z dystansem podchodzić do gier i nie nakręcać spirali negatywnych opinii, której często ulegają ludolodzy, bo to się po prostu sprzedaje.
No i wspomniany Quaz powiedział coś, z czym po przemyśleniu bardzo się zgadzam, że ta sekwencja motocyklowa czy QTE, których nie da się zepsuć, mają sens, ponieważ to tak naprawdę ukryty widowiskowy przerywnik i mało kto chce powtarzać takie etapy.
Przypomniałem sobie „Ninja Blade”, w którym były odjechane fragmenty z QTE, które dla mnie były wymagające, a co dopiero dla kogoś z refleksem szachisty korespondencyjnego.
Oczywiście nie tłumaczy to, że „Marvel's Wolverine” wygląda na co najwyżej średnią grę (chociaż po pokazach byłem zachwycony widowiskowością walk), jednakże dobrze, że wciąż jest ktoś, kto potrafi bez emocji i z logiką spojrzeć na dany aspekt gry.
@cyberpunkowy_neuromantyk - pierwsze przedpremierowe recenzje od tych co dostali kopie recenzenckie też były bardzo wyważone i w większości zgodne, że ta gra to średniak dla mormików - co samo w sobie może i byłoby ok gdyby nie był to ekskluziw AAA za 300 milionów baksów.
Innymi słowy gra to odpowiednik hamburgera z maka z dołożonym złotym listkiem w środku, który smaku nie zmienia a podnosi jedynie cenę - gra co najwyżej do kupienia na promocji i przejścia podczas doom skrolowania na komórce.
No niewiem czy fakt ze ludzie lubia kolektywnie hejtowac zmienia cos w tej sytuacj, przypominam ze zrobienie tego gowna kosztowalo 30x wiecej niz expedition 33 Xdd tak, trzeba pluc i szkalowac takie gowno jesli sie ma honor i godnosc czlowieka
@cyberpunkowy_neuromantyk no wlasnie, kontekst wszystko zmienia wiadomo ze nie jest to najgorsza gra w histori ale noz sie w kieszeni otwiera jak mysle o tych wszystkich korpo normixowych zwierzetach ktore braly syte wyplaty za robinie tego gowna, e33 pokazala ze jest pelno ludzi z mega talentem ktorzy sa w stanie stworzyc cos unikatowego, wiadomo ze kazdy ma oplaty kredyt itp ale bez przesady 300 kafli trzeba wstydu nie miec
Bachanalia Fantastyczne w Zielonej Górze - moje łupy z pierwszego dnia.
Książki Marty Sobieckiej zrecenzuję kiedyś na blogasku, książki dla dzieci panów Banaszczyków dostaną siostrzenice dziewczyny, a resztę tylko przeczytam (i dodam na bookmeter oczywiście).
Sama impreza super, na pewno bardziej kameralna niż Pyrkon, o co nietrudno, ale to mi bardziej pasuje.
Spotkałem na żywo i zgarnąłem autograf od autora, którego bardzo lubię (i z którym jestem w jednym zinie), w końcu też pogadałem twarzą w twarz z kolegą, z którym od kilku lat piszemy na Discordzie.
Przyjechałem do domu rodzinnego i wnuczka mojej cioci zapytała o wujka, który się z nią kiedyś tam bawił. I okazało się, że tym wujkiem jestem... ja xD
Pięć lat temu zorganizowałem zlot klanu w domkach, które ma moja ciocia. Z paroma kumplami, którzy wcześniej przyjechali, już z rana zrobiliśmy flaszkę whisky i potem siedziałem pijany przed domem cioci, żeby się z nią rozliczyć. Na werandę zajrzała ta wnuczka i jakoś tak wyszło, że po chwili bawiłem się z nią jej zabawkami, jakimś pociągiem czy coś.
I to jej tak zapadło w pamięć, że jak usłyszała o moim przyjeździe, to chciała mnie zobaczyć xD
Jakiś rok temu byłem u kumpla który ma (wtedy) trzylatka i się z nim bawiłem. Niedawno pytał kiedy znowu wpadnę xD to jest klucz do bycia ulubionym wujkiem, usiąść i bawić się zabawkami
Nie jestem aż tak stary. Ciocia jest najmłodszą siostrą mojej babci (różnica jedenastu lat), więc jej wnuczka jest tak naprawdę moją kuzynką, ale że pomiędzy nami jest dwadzieścia lat różnicy, to nazywa mnie wujkiem.