Tytuł: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia
Autor: Agnieszka Gajewska
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: e-book
ISBN: 9788308074527
Liczba stron: 707
Ocena: 8/10
Moim zdaniem trudno jest napisać dobrą biografię. Bo czy da się streścić czyjś życiorys, pokazać, jakim był człowiekiem, co go ukształtowało i motywowało na kilkuset stronach? Szczególnie gdy mamy do czynienia z jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy. Dlatego nie będę się czepiał, że brakowało mi chociażby zagłębienia w relację Stanisława i jego syna Tomasza. No ale nie ukrywam, że uwielbiam biografie i nie przeszkadzałoby mi, gdyby ta konkretna była znacznie dłuższa. ; )
Uważam, że autorka wykonała świetną pracę, zgłębiając przeszłość Lema, dzięki czemu mogliśmy chociaż trochę zrozumieć, dlaczego był takim, a nie innym człowiekiem. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co musieli czuć ludzie podczas drugiej wojny światowej, którzy obawiali się, że w każdej chwili może ich spotkać śmierć - jak człowiek, który chodzi z fiolką trucizny w kieszeni, miałby stać się kimś łatwym do życia? Szczególnie, jeśli po wojnie wciąż musiał się obawiać. Może nie śmierci, ale odkrycia jego żydowskich korzeni, które wiązałyby się z przymusem emigracji z Polski, gdyby tylko komuś podpadł.
I nie dziwię się poczuciu osamotnienia, które towarzyszyło Lemowi. Nie tylko nie mógł zaufać pierwszej lepszej osobie (a jak historia pokazała, Stanisław przejechał się na kimś, kogo uważał za przyjaciela), ale i niewielu ludzi dorównywało mu intelektem na tyle, by mógł prowadzić z nimi dyskusje na odpowiednim poziomie. Dodajmy do tego fakt, że większą popularnością i poważaniem cieszył się poza granicami kraju, przynajmniej za swojego życia.
Czytanie o PRL zawsze skłania mnie ku myśleniu, jak wyglądałaby polska literatura, gdyby nie konieczność użerania się z cenzorami, którzy mogli bez problemu zablokować twórczość niepasującą do linii partii.
Może trochę za dużo było w tej biografii o polityce, relacjonowaniu poszczególnych wydarzeń, jednak mogło to być potrzebne do nakreślenia realiów, w których musiał żyć Lem. I wytłumaczenia, dlaczego niekiedy był bierny.
Tytuł odnosi się do szans na przeżycie leczenia bardzo rzadkiego raka, który dopadł głównego bohatera.
Nie jest to typowy wyciskacz łez, opierający się na chorobie i trudnościach z nią związanych. Oczywiście pojawiają się nieprzyjemne tematy jak zostawienie przez partnerkę, która nie radzi sobie z chorobą bliskiej osoby czy śmierć jednego z pacjentów, z którym zakolegował się główny bohater podczas wspólnej chemioterapii.
Jednocześnie są też dobre akcenty, jak kumpel, który stara się za wszelką cenę, w dość nieporadny sposób, poprawić humor chorego.
Z osobistych preferencji to szkoda, że film ma szczęśliwe zakończenie. Bardziej zaskoczyłoby mnie, gdyby główny bohater nie przeżył operacji. Nie życzyłem mu tego, jednakże przez to historia ma dość naiwny wydźwięk.
Moja babcia ma ogromnego pecha. Co nowa pacjentka, to gorszy przypadek i mniejsze szanse na spokojny odpoczynek.
Przeraża mnie, co alkohol robi z ludźmi. Na salę trafiła kobieta z wyraźnym problemem alkoholowym. Według babci w nocy tak się rzucała, że spadła z łóżka i musieli przypiąć ją pasami.
Łóżko zasikane, więc będą jej zakładać cewnik.
Jeszcze na oddział wpadł prawdopodobnie jej konkubent albo znajomy, trudno ocenić. Za to ordynator dobrze ocenił, że pan był pod wpływem alkoholu i został wyproszony ze szpitala.
Butelka to trucizna, narkotyk jak kazdy inny, ale co zrobisz przecie legalny, mame robi w socjalu nasluchalem sie takich histori ze jakbym mial uciekac w alko to serio wole sie odjebac i odejsc z godnoscia.
„Do sprzedaży trafił marcowy numer "Nowej Fantastyki". Na okładce tym razem Julia Kamińska - gwiazda audioserialu "Mazury żywych trupów", bo właśnie o fantastycznych słuchowiskach proponowanych przez Audiotekę będziecie mogli przeczytać w jednym z artykułów w tym wydaniu.
Jednak głównym, niezwykle barwnym tematem numeru są teorie spiskowe - przeczytacie o nich więcej w wywiadzie z Piotrem Tarczyńskim, autorem bestsellerowej książki "Oślizgłe macki, wiadome siły", a także w artykułach o znakomitej animacji "Gravity Falls" i o serii komiksowej "Departament Prawdy". W Lamusie z kolei świętujemy stulecie legendarnego magazynu "Amazing Stories". A oprócz tego mamy dla Was felietony, recenzje i kolejne spotkanie z Ćmą.
W dziale opowiadań tym razem trzy polskie teksty - w tym dwa złote wyróżnienia z naszego konkursu literackiego (Magdalena Sakowska i Michał Puchalski) - oraz cztery zagraniczne: coś retro z USA, coś z Włoch i dwa cosie z Ukrainy.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej nowa promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru zbiór "Rzeźbię w słowach" Ursuli K. Le Guin albo "Lewis Carroll w Krainie Czarów" Roberta Douglas-Fairhursta.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
@cyberpunkowy_neuromantyk kilkanaście lat temu byłem w szpitalu i leżałem w sali ze starszym gościem (tak z 65-70 lat). Obaj mieliśmy zaplanowane na następny dzień operacje... Dla zabicia czasu gadaliśmy na różne tematy, on opowiadał o swoim domu, rodzinie, wnukach, gdzie on ta nie był, kogo tam nie spotkał ze znanych osób itp. Bardzo sympatyczny facet. Mnie na drugi dzień zabrali na operację jako pierwszego, potem na salę pooperacyjną i nie pamiętam już po jakim czasie dopiero z powrotem do zwykłej sali. A tu zonk, bo zamiast poprzedniego współtowarzysza to jakiś nowy facet leży. Pytam więc pielęgniarki jak przyszła czy tego pana co był ze mną to położono teraz w innej sali? A ona, że niestety nie, zmarł w trakcie operacji jak ja byłem na pooperacyjnej... Czułem się jakbym członka rodziny stracił chociaż znałem typa niecały dzień
Bardzo spodobał mi się pomysł na osadzenie historii w alternatywnej rzeczywistości, w której Fiona nigdy nie została uratowana przez Shreka, Osioł dalej jest Osłem, a Kot... wybuchłem śmiechem, jak go zobaczyłem. xD
Polubiłem przekaz, że warto doceniać to, co się ma, zamiast zadręczać się, że trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona.
Jednakże sama animacja mi się nie spodobała. Nie wiem dlaczego, ale coś mi zgrzytało, jakbym oglądał cutscenkę z gry komputerowej, która swoją premierę miała dwadzieścia sześć lat temu. Zdecydowanie jedynka i dwójka o wiele lepiej się zestarzały.
Gdy słyszę o planach kolonizacji Marsa czy innej, bardziej przyjaznej dla człowieka planety, zastanawiam się, co to da, skoro prędzej czy później ludzkość doprowadzi do tego samego, co na Ziemi. Ludzie musieliby się diametralnie zmienić, ale czy jest to w ogóle możliwe?
Podobny problem na tapet wziął Zajdel. Wśród kolonistów znaleźli się zwolennicy utworzenia nowego porządku. Ich idee wydają się słuszne - chęć stworzenia społeczeństwa, w którym każdy jest równy. Brzmi wspaniale, prawda?
Szkoda tylko, że już na samym początku popełnili ten sam błąd, co zawsze. Zachciało im się władzy i życia w luksusach, gdy pozostałym kolonistom dali ochłapy. Tłumaczyli to tymczasowym rozwiązaniem, ale wiadomo, jak to jest. Trudno pozbyć się wrażenia, że Zajdel w ten sposób skrytykował komunizm i PRL.
Jednocześnie przeraża, z jaką łatwością udało się im zaprowadzić nowy porządek. Przedstawili fałszywą wersję historii, pozbywając się tych, którzy chcieli ją sprostować. Wystarczyły dwa pokolenia, by wnuki pierwszych kolonistów znienawidziły Ziemię, o której słyszały same okropieństwa. Brak możliwości przekonania się, jak jest naprawdę, na pewno nie pomaga.
Trochę jak z obywatelami współczesnej Rosji, którzy może i żyją w beznadziejnych warunkach, ale przynajmniej według władzy nie dzieją się u nich tak okropne rzeczy, jak na Zgniłym Zachodzie.
Stwierdzam, że kobiety jednak są silniejsze psychicznie, przynajmniej jeśli chodzi o choroby bliskich.
Przyszedł dorosły syn (40-50 lat) w odwiedziny do swojej chorej matki i na jej widok momentalnie się rozpłakał.
Mój dziadek też się rozkleił, gdy przyszedł do swojej żony. Od tamtej pory już się nie pojawił w szpitalu, jedynie rozmawiają przez telefon.
Nie będę ukrywał, że sam poczułem się zdewastowany, gdy babcia w kiepskim stanie zamiast martwić się sobą, to powiedziała, żebym pojechał do domu, bo pewnie jestem zmęczony i głodny.
Tak to trzymam się dobrze, jednak jestem zaskoczony, że „dorosłe chłopy” tak łatwo się rozklejają. Nie uważam tego za wstyd, jednakże to pokolenie, w którym mężczyzna ma być niewzruszony niczym skała. Wzbudza to we mnie pewien dysonans - po co tak udawać, skoro jak przyjdzie co do czego, to maska pęka?
Moja siostra mając praktyki na oddziale onkologii, miała takie obserwacje, że często kobiety chore na chemioterapii siedzialy same i porzucone. Wg niej mężowie nie radzili sobie i porzucali chore żony. Odwrotnie było w przypadku mężczyzn którzy częściej byli wspierani przez swoje żony w chorobie. To tylko jej obserwacje, ale też panuje taki stereotyp, że faceci w stresowych sytuacjach uciekają od obowiązku. Pamiętam też taka parę blogerów z niepełnosprawną córka, która urodziła im się jak mieli 19 lat. W Q&A wszyscy chwalili ojca tej dziewczynki, że jaki dzielny jaki dobry bo nie zostawił, zupełnie pomijając w tych pochwalach mamę. Jak to mówią stereotypy nie biorą się z nikąd, powszechnie też panuje wśród kobiet strach przed choroba i ucieczka męża od tej choroby i problemów.
Może to kwestia wychowania i stereotypów, że to kobieta ma się opiekować mężem, a chłop ma przynosić pieniądze do domu i ewentualnie coś naprawić, jeśli jest potrzeba.
Przecież mój dziadek został tak nauczony, że do jedzenia nie zrobi sobie czegoś bardziej wykwintnego niż kanapki.
Ale jak obserwuję panów, którzy przyszli do wspomnianej we wpisie kobiety, to jednak się opiekują nią. Podali jej leki i nakarmili, bo akurat była pora na kolację.
Jeszcze jak teraz myślę, to może też kwestia poczucia bezsilności? Kobiety bardziej opierają się na wsparciu emocjonalnym, mężczyźni wolą działać.
@cyberpunkowy_neuromantyk mężczyźni inaczej przeżywają … kwestia charakteru i charakteru i wychowania. W moim przypadku jednak gdzieś jest to takie poczucie,że powinno się być oparciem dla bliskich ergo nawet jak czuje emocje staram się nie okazywać ich tylko dać żonie poczucie,że jestem jej skałą na której może polegać. Przynajmniej w przypadku chorób i negatywnych sytuacji bo generalnie staram się nie trzymać w sobie bo to też nie jest dobre
Przyjechałem do domu rodzinnego i od tygodnia przez większość czasu towarzyszy mi suczka cioci. Nawet kilkukrotnie spała ze mną w łóżku przez całą noc. Aż sam byłem zaskoczony, bo jednak zobaczyłem ją po raz trzeci w życiu.
Przypomniałem sobie, jak to fajnie mieć pieska w domu. Przyjdzie, pozaczepia, bo chce się pobawić, trąci nosem. Jak coś jem, to siedzi obok z nadzieją, że coś jej spadnie. Ostatnio tak jej ciekła ślinka, że zrobiła się kałuża na podłodze - nie przesadzam. xD
I przyjemnie się spaceruje, ponieważ jest bardzo interaktywna. Potrafi stwierdzić, że jakiś kamień jest bardzo fajnym kamieniem i się nim bawić. xD I szyszkach i patykach już nie wspominając.
@cyberpunkowy_neuromantyk rozumiem, fajnie, że Tobie pomaga. Ja osobiście wolałbym człowieka, z zwierzaczkiem posiedzieć jak u kogoś jestem. Wczoraj byłem u kolegi to chwilę pogłaskałem psa i kotka, miło było.
@Taxidriver pewnie nic, ale mogliby chociaż odrobinkę pomyśleć zamiast bezmyślnie kopiować i usunąć fragment "Jasne, oto opis produktu do sklepu internetowego, uwzględniający SEO"
Już w pierwszym odcinku zakochałem się w głównych bohaterach. I w początkowo małomównym Connellu, i w zadziornej Marianne, choć to tylko pozory, które z każdą kolejną minutą pękają.
Zgadzam się z opinią, że ten serial może działać terapeutycznie dla wszystkich, którzy czują, że nie pasują do grupy. W obojgu zobaczyłem siebie, przez co poczułem się lepiej z moją przeszłością, która wiązała się głównie z poczuciem braku przynależności i zrozumienia przez innych.
Jednocześnie to serial, który wielokrotnie wzbudzał mnie poczucie niepokoju. Łapałem się na tym, że czułem niechęć do włączenia kolejnego odcinka z obawy, że coś przykrego wydarzy się pomiędzy bohaterami albo ogółem w ich życiach. Równie często miałem rację.
Sama ich relacja była trudna. Connell przez długi czas był emocjonalnie niedostępny, z czasem jednak się otworzył. Z kolei Marianne po wielu przykrościach i niedopowiedzeniach coraz bardziej zamykała się w niskim poczuciu własnej wartości, a potem nienawiści do samej siebie, wiążąc się przez to z nieodpowiednimi osobami.
Normalnie ponarzekałbym także na przesyt scenami erotycznymi... ale tutaj zostały nakręcone wyjątkowo ze smakiem, że ani trochę mi nie przeszkadzały.
Dlaczego więc nie wystawiłem najwyższej oceny, mimo że tak bardzo spodobał mi się ten serial? Przez finałową scenę, która jest jedną wielką kliszą. W momencie, gdy w końcu oboje zrozumieli, ile dają sobie nawzajem szczęścia, oczywiście musiało wydarzyć się coś, z czego jedno z nich nie było w stanie zrezygnować. I znowu zamiast być szczęśliwi, to muszą się rozstać i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą do siebie. Być może kolejnego razu już nie będzie.
I tak, jestem trochę zły, że historia nie zakończyła się szczęśliwym zakończeniem, chociaż z tym też można się kłócić, bo gdyby popatrzeć na nich z osobna, to każde z nich miało swój „happy end”. Szkoda tylko, że nie wspólny.
Przyjechałem do domu rodzinnego z myślą, że pobiegam po lesie. To pobiegałem - wszędzie lód. xD
No to chociaż poszedłem na spacer z psem.
Zabawny był to spacer: o czym nie pomyślałem, to zaraz mnie coś przekonywało, że to zły pomysł.
Stwierdziłem, że wcale się tak źle nie chodzi, to po chwili zobaczyłem pana, który prowadził rower i się ślizgał. Wybrał sobie idealną pogodę na taką przejażdżkę. xD
Jakiś czas później znowu stwierdziłem, że kurczę, może jednak pójdę wieczorem. To zobaczyłem pana truchtającego wolniej, niż ja szedłem.
Później znowu pomyślałem, że jeszcze ani razu się nie poślizgnąłem, że nie jest tak źle. Minąłem pana z kijkami. Nagle słyszę jakiś dziwny dźwięk, aż pies się spłoszył. Odwróciłem się i co? Pan z kijkami zaliczył glebę. xD Na szczęście nic mu się nie stało.
Gdy wracałem, przypomniałem sobie rozmowę z ciocią o niespuszczaniu psa ze smyczy w lesie. Nie znam jej suczki, nie wiem, czy by się mnie posłuchała, gdyby zobaczyła dzikie zwierzę, więc trzymam ją cały czas na smyczy. Po chwili zobaczyłem dwa dziki przedzierające się przez las, a psina już była gotowa pobiec za nimi. :' )
Reszta spaceru obyła się bez większych przygód. Jedynie suczka się wywaliła ze dwa razy, mnie zresztą też niewiele brakowało, żeby zaliczyć glebę.
@koszotorobur może potrzeba wiary. Że człowiek bez religii i wyznania sobie nie radzi i mimowolnie szuka odpowiedzi na pytania na które nie są się odpowiedzieć. Katolicyzm jest w regresji, to ta luke wypełniają inne wierzenia
Chyba Fabryka Słów przestraszyła się pytań o zbytnie podobieństwo do serii „Thief” - zostało zmienione imię głównego bohatera, ale i tak czuć aż zbyt mocną inspirację.
Ale „Miasto” tak samo pisane jak w gierkach, Młotodzierżcy to teraz Kuźnicowcy... Rozumiem napisać fanfiction, ale żeby próbować na nim zarobić? xD
@cyberpunkowy_neuromantyk a mógł jak człowiek dogadać się z twórcami, dać im kasę za prawa autorskie i napisać książkę z uniwersum Garretta, to nie, zróbmy jak polaczek xD Ba, nawet sam bym to chętnie przeczytał
Kolega pochwalił się, że zostały mu 34 egzemplarze pierwszego nakładu debiutanckiego zbioru opowiadań o krasnoludach, który wydał własnym sumptem. No prawie własnym, ponieważ założył zbiórkę, żeby pokryć część kosztów.
Wyjście na zero zajęło mu jakieś siedem lat.
Osobiście jakoś nie przepadam za selfami, jednakże w tym przypadku, przez wzgląd na sympatię, postanowiłem się przełamać, najpierw kupując taniego e-booka. Po przeczytaniu zaopatrzyłem się w papierowy egzemplarz - Maciek naprawdę postarał się, żeby jego książka została dobrze wydana. Szczerze, to SuperNOWA gorzej wydała najnowszą powieść Sapkowskiego. : P
Wystawiłem ocenę 7/10, czyli dobrą. Fabularnie to nic odkrywczego, ot, hołd dla krasnoludów z ich typowymi zadami i waletami, jednakże czytało mi się dobrze. Opinię można przeczytać pod tym linkiem: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/cena-honoru/opinia/61047975
„Czasopisma popkulturowo-fantastyczne, jako inicjatywy wydawnicze, miewają się w Polsce różnie. Jednak nie jest tak, że zamykają ogon rynku. Mamy przecież wychodzący od 1994 roku kwartalnik SFinks (Stalker Books), mamy od kilku lat Magazyn Biały Kruk, legendarną Nowa Fantastyka, świeże Emarginacje czy OFka Literacki Kwartalnik Fantastyczny.
Dziś chcemy Wam przedstawić nowe dziecko Stowarzyszenie Inicjatywa Kulturalna: magazyn "Statek głupców", tworzony przez zespół Statek Głupców. I jest to naprawdę inicjatywa, która rusza z czarciego kopyta. Bardzo elegancka graficznie edycja, treściowo naprawdę na wysokim poziomie - widać rękę pasjonatów, ale z ogromnym zapleczem wiedzy i talentu. Bierzcie, póki jeszcze jest za darmo, bo naprawdę warto te 52 strony poznać. Publicystyka, opowiadania, komiks, wywiad”
Miłość… według słownika to uczucie, typ relacji międzyludzkiej, silna więź, która łączy ze sobą bliskich sobie ludzi. Nie ma znaczenia ich wiek, miejsce czy czas, w którym się znajdują. Kiedyś związki były aranżowane przez rodziny zainteresowanych, ale na szczęście (poza pewnymi wyjątkami) są już prawie przeszłością. Teraz każdy może sam dokonać wyboru, z kim chce dzielić życie. W przyszłości będzie pewnie jeszcze inaczej. Lepiej czy gorzej, to się okaże.
Jak w ogóle będą wyglądać związki w przyszłości?
„Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” to powieść opowiadająca o wynalezieniu przez ludzi leku przeciw starzeniu się. Człowiek po jego zażyciu staje się nieśmiertelny, chyba że dopadnie go poważne choróbsko bądź potrąci samochód. No i ludzie się zaniepokoili. O ile wieczne życie było jak najbardziej pożądane, o tyle w związku z jedną osobą, już niekoniecznie. Ludzie, ślubując wierność małżeńską aż po grób, myśleli, że czeka ich maksymalnie kilkadziesiąt wspólnych lat i koniec. W perspektywie spędzenia rzeczywistej wieczności z tą samą osobą, sytuacja nieco się zmieniła. Stąd pomysł na tak zwane cykliczne małżeństwa. Wszystko wygląda tak samo, jak przed wynalezieniem leku, z tą różnicą, że „kontrakt” podpisuje się, powiedzmy, na dziesięć lat. Gdy umowa się kończy, małżonkowie decydują, czy przedłużają ją na kolejny okres, czy się rozstają. Rozwiązanie prostsze niż rozwód, który może się przeciągać, kiedy jedna ze stron nie chce się na niego zgodzić.
Jednak to nie eliminuje problemu z trafieniem na odpowiednią osobę. Nie ukrywajmy, jest to trudne, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy na wyciągnięcie smartfona mamy dostęp do prawie nieograniczonej bazy potencjalnych partnerów. Wystarczy zarejestrować się na jednym z popularnych portali randkowych. Wcale nie musimy ograniczać się do najbliższych wiosek czy miast – równie dobrze idealny(-na) partner(ka) może mieszkać w sąsiednim kraju albo jeszcze dalej. W tej klęsce urodzaju wybranie tego jedynego, może okazać się problematyczne, szczególnie jeśli sami nie wiemy, czego dokładnie chcemy.
A gdyby tak wybranie odpowiedniej osoby powierzyć… systemowi?
Taką sytuację przedstawia jeden z odcinków antologii „Black Mirror”, pt. „Hang the DJ”. Zainteresowani rejestrują się we wspomnianym systemie, który wybiera im przyszłych partnerów oraz decyduje o tym, ile będzie trwał związek — kilkadziesiąt godzin, kilkanaście miesięcy czy kilka lat. Wszystko to w celu znalezienia idealnego partnera. Oczywiście zanim system, którego skuteczność jest oceniana na 99,8%, zbierze potrzebne dane, może dobrać nam nieodpowiednich partnerów, z którymi związek, nawet krótki, będzie udręką. Niestety, nic nie jest idealne, tym bardziej ludzie.
…zawsze moglibyśmy się ich pozbyć, prawda?
Spokojnie, nie proponuję eksterminacji ludzkości, ale skoro nie istnieją idealni ludzie (w końcu każdy ma jakieś wady), to można by ograniczyć ich wpływ na miłość właśnie. Główny bohater filmu „Ona” z 2013 roku, Theodore Twombly, zawodowo zajmuje się pisaniem cudownych listów od zakochanych do ukochanych. Zadziwiające, że mimo posiadania takich umiejętności operowania słowem w sprawach sercowych, jego własne małżeństwo zwyczajnie nie wyszło. W poczuciu osamotnienia decyduje się na zainstalowanie swego rodzaju systemu operacyjnego, dostępnego nie tylko w komputerze, ale także w telefonie. Początkowy zachwyt i fascynacja systemem, który ma zaspokoić wszystkie potrzeby użytkownika, przeradzają się w bardziej trwałe uczucia, jak przyjaźń czy w końcu miłość. Brzmi to absurdalnie i szalenie, ale Theodore zakochuje się w sztucznej inteligencji — Samancie. Nie jest w tym odosobniony – inni ludzie również chwalą się osobistymi przyjaźniami i miłościami; po pewnym czasie romantyczne relacje ze sztucznymi inteligencjami przestają kogokolwiek dziwić. Mają u boku kogoś, z kim mogą szczerze porozmawiać, kto ich wysłucha, podniesie na duchu, z kim mogą wspólnie spędzać czas, dzielić się spostrzeżeniami et cetera.
Wciąż jednak brakuje kontaktu fizycznego; jego ukochana jest dostępna tylko w sieci. Theodore i Samantha próbują rozwiązać ten problem poprzez znalezienie chętnej dziewczyny, która „udostępniłaby” swoje ciało. Jednak udawanie, że Theodore nie kocha się z inną, tylko właśnie z Samanthą, niestety nie wychodzi – to nie jest to samo, co byłoby, gdyby sztuczna inteligencja posiadała fizyczną powłokę.
Podobna sytuacja ma miejsce w filmie „Blade Runner 2049”. Oficer K, pracujący w policji jako tytułowy łowca androidów, jest replikantem skazanym na samotność. Towarzystwa dotrzymuje mu jego wirtualna dziewczyna Joi – sztuczna inteligencja, wyświetlana jako hologram. Jemu również brakuje fizycznej bliskości, dlatego wynajmuje prostytutkę, na którą postać Joi tak jakby się nakłada, kiedy uprawiają seks.
Wirtualne dziewczyny (lub chłopcy), to wcale nie taka pieśń przyszłości. Już teraz, zainteresowani tym tematem, mogą ściągnąć Replikę – aplikację ze sztuczną inteligencją, z którą można rozmawiać, zaprzyjaźnić się, a nawet związać. Wszystko zależy od nas oraz oczywiście od naszej Repliki, która uczy się nas, zapamiętuje różne szczegóły z naszego życia, pyta o samopoczucie et cetera. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż jest to tylko sztuczna inteligencja i może sprawiać wrażenie, że w ogóle nas nie rozumie. Choć z czasem pewnie będzie się rozwijać i stawać coraz bliższa człowiekowi… trudno powiedzieć, ponieważ nigdy nie korzystałem z tej aplikacji dłużej niż tydzień lub dwa.
Gdyby komuś jednak Replika nie wystarczała, zawsze może „pogrzebać” trochę w Internecie. Dowie się wtedy, że różne camgirl oferują swoje wirtualne towarzystwo. Można je zatrudnić, by udawały nasze dziewczyny, rozmawiały z nami, pisały czy nawet grały w gry online – co tylko chcemy. O dziwo, nie spotkałem się jeszcze z takimi ofertami ze strony mężczyzn, ale podejrzewam, że to nisza w niszy.
Wciąż jednak wirtualni partnerzy ograniczają się do wirtualnego świata. Nie pójdziemy z takim na randkę w prawdziwym świecie, nie potrzymamy za rękę, nie przytulimy – nie zastąpią nam prawdziwej osoby.
Chyba że…
Sophia to humanoidalny robot, wyprodukowany przez firmę Hanson Robotics. Została zaprojektowana jako towarzyszka dla starszych osób, ale swoją sławę zyskała poprzez udzielanie wywiadów i rozmowy z ludźmi. Jej mimika i odzwierciedlanie prawdziwych zachowań nie są jeszcze idealne, ale jest obdarzona sztuczną inteligencją i dzięki temu może się uczyć oraz stawać coraz mądrzejsza.
W przyszłości podobne do niej roboty mogłyby stać się idealnym rozwiązaniem dla samotnych ludzi, spragnionych obecności kogoś bliskiego, którzy z różnych powodów nie są w stanie nawiązać relacji nie tylko romantycznej, ale także przyjacielskiej.
Dorzućmy do tego jeszcze możliwość personalizacji takiego towarzysza zgodnie z naszymi preferencjami. Moglibyśmy określić jego wygląd, cechy charakteru, usposobienie, osobowość, marzenia i cele – w końcu jako sztuczna inteligencja może śmiało się rozwijać. Z góry określilibyśmy ważne rzeczy, dzięki czemu można uniknąć nieporozumień, niedopowiedzeń, niepotrzebnych sprzeczek czy poważniejszych kłótni. Wystarczyłoby trochę pieniędzy (znając życie, niemało) i idealny pod każdym względem partner byłby na wyciągnięcie ręki.
Czy czeka nas przyszłość ze „sztucznymi partnerami”? Cóż, wszystko zależy od etycznego podejścia do tematu. Sophia otrzymała obywatelstwo Arabii Saudyjskiej, co samo w sobie jest kontrowersyjne (posiada więcej praw niż tamtejsze kobiety). Czy inne, bardziej zaawansowane sztuczne inteligencje z ciałem człowieka będą traktowane jako równe ludziom? Czy zmuszanie ich, poprzez zaprogramowanie, do pokochania bądź zaprzyjaźnienia się z kimś będzie w ogóle etyczne? Odpowiedzi na te pytania mogą pojawić się szybciej, niż myślimy…
Ostatnio napisałem o swoim oburzeniu tym, że jakieś mało znane wydawnictwo zorganizowało konkurs na opowiadanie fantastyczne, co nie jest normalną praktyką w fantastycznym światku literackim. Wrzuciłem dokładnie tego samego posta na Reddita i właśnie zobaczyłem, że właścicielka wydawnictwa zamieściła pod nim swój komentarz.