Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 455wpisów
  • 1939komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

148 + 1 = 149


Tytuł: Dom dobry

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Wojciech Smarzowski

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 8/10


Nie spodziewałem się, że to będzie tak dobry film.


Przede wszystkim nie zgadzam się z różnymi komentarzami, że to pornografia przemocy. Myślę, że trudno jest inaczej pokazać przemoc domową bez pokazywania rzeczywistej przemocy. To musiał być obraz brutalności, żeby dobitnie zaznaczyć, jak wygląda życie ofiary przemocowca. Że nie dotyka jej agresja wyłącznie fizyczna, ale także psychiczna i ekonomiczna.


Nie zgodzę się także z tym, że „płeć ma przemoc”, czyli męską. Już na początku mamy przykład przemocowej matki, która w żaden sposób nie wspiera swojej córki, a wręcz przeciwnie, ciągle ściąga ją w dół. Siostra nadużywająca alkoholu i wyzywająca swojego męża od debili, impotentów i cip. Znajome męża głównej bohaterki ignorujące wyraźny problem. Czy chociażby partnerka, która okładała samą siebie, byleby tylko móc pozbyć się swojego partnera, wyprowadzonego przez policję z własnego domu.


Wydawałoby się, że zachowanie głównej bohaterki jest bardzo nielogiczne - dlaczego po prostu nie odejdzie od swojego męża? I dokąd miałaby pójść? Matka zmarła. Siostry ciągle nie było. Własnych pieniędzy najpewniej nie miała. Poza tym pewnie przez całe swoje życie słyszała od matki, że jest najgorszą osobą na świecie, niczego wartą, że przez nią rodzicielka porzuciła swoje marzenia. Skoro mówiła tak do dorosłej córki, to wcześniej zapewne było identycznie. Więc prawdopodobnie Gosia nie wierzyła, że poradzi sobie sama. Że może uwolnić się od męża.


Łatwo jest oceniać taką osobę i jej zachowanie, ale nie wiemy, co siedzi w jej głowie. Szczególnie, gdy jej partner za każdym razem wmawia jej kłamstwa, robi z nią głupią, manipuluje, zastrasza, oczernia, ośmiesza. Gdy sama już nie wie, w co ma wierzyć.


Od początku seansu czułem wewnętrzne napięcie, wiedząc, że prędzej czy później COŚ nastąpi. I ani trochę nie przeszkadzała mi poszatkowana fabuła - mimo że czasem nie wiedziałem, czy to rzeczywistość, to myślę, że dobrze odzwierciedlało to stan głównej bohaterki.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

eef523af-cc3a-4cac-823d-9846f6cd1ab5

@cyberpunkowy_neuromantyk fajny wpis. Podpisuję się pod tym też. Dla mnie alternatywa happy endu przy tym wszystkim wyglądała aż za bajkowo. Ale dla równowagi psychicznej można uznać, że obie wersje zakończenia mogły by być możliwe, czyli ta optymistyczna też.

Zaloguj się aby komentować

Wojciech Gunia poinformował, że zawiesza projekt o nazwie „Sny Umarłych”, czyli corocznych antologii z polskimi opowiadaniami weird fiction. Pierwszym powodem jest brak czasu, drugim znikomy odzew i nieopłacalność inicjatywy, której wydawania podjęło się Wydawnictwo IX.

I nie dziwię się. Zajrzałem na LubimyCzytać - antologia z 2024 roku ma 21 ocen i 4 opinie, z czego jedna została napisana przez jedną z autorek. Bądź co bądź bardzo kiepski wynik. Tym bardziej, że autorów było 19.

Oczywiście jest to bardzo niszowy tytuł. Nie dość, że zbiór opowiadań (a te niestety są w Polsce mniej popularne od grubaśnych powieści), to jeszcze weird fiction - ilu z was w ogóle słyszało o tym gatunku?

Wielka szkoda, że taki projekt upadł. Zawsze czuję się odrobinę winny, że nie czytałem i nie kupowałem. Nie jest to mój konik, a i nie mam wystarczająco dużo funduszy, żeby wspierać wszystkie warte uwagi inicjatywy (a chciałbym!), ale i tak jest mi przykro, gdy ktoś lub coś kończy dzialalność.

Dlatego tak bardzo staram się promować „Nową Fantastykę”, która w Polsce jest ostatnim tego rodzaju czasopismem z fantastycznymi opowiadaniami. Jasne, mam w tym swój osobisty interes - raz, że uwielbiam opowiadania, dwa, chciałbym opublikować swój tekst na ich łamach - jednocześnie po prostu nie lubię, kiedy kończą się fajne rzeczy.

Stąd mój mały apel do tych, którzy trafią na mój post: gdy przeczytacie coś, w szczególności coś niszowego, napiszcie o tym na tagu bookmeter i chociażby na LubimyCzytać czy innych agregatorach opinii. Poczta pantoflowa potrafi dużo pomóc.

#ksiazki #czytajzhejto #fantasy #fantastyka #sciencefiction

@cyberpunkowy_neuromantyk Zwłaszcza po tym, co się dzieje obecnie z ejaj. Taki Amazon poinformował, że na jego platformie obecnie 80% dodawanych nowych ebooków i książek, są najprawdopodobniej w całości generowane. Jakakolwiek pisarska twórczość może wkrótce zginąć w tym szambie, bo pierwsi wypadają właśnie ci najmniejsi. Ci, którzy nie mają siły przebicia, czy wypracowanego zaufanego nazwiska. Zostaną przykryci generowanym śmieciem.


Trudne czasy nastają zarówno dla piszących jak i czytających. Myślę poważnie nad tym, żeby stworzyć serwis skupiony na promocji twórczości pisanej, wolny od ai. Ze zbieraniem funduszy na realne wydawnictwa, czy na promowanie twórców. Zresztą myślę o tym samym w kontekście malarstwa/grafiki i w mniejszym stopniu muzyki. Zwłaszcza, że nie jestem przeciwnikiem samej sztucznej inteligencji, a zwolennikiem, tak nie do takiego użytku, a jeśli już - to oznaczonego i niekomercyjnego. A czuję, że może być wkrótce fala niezadowolenia i buntu, stąd taki serwis/ruch mógłby urosnąć na niej i zdobyć podstawową liczbę zainteresowanych i odbiorców. Choć mam nadzieję, że ktoś inny zrobi to przede mną, ale obawiam się, że może nie mieć równie charytatywnych pobudek, albo być ogólnie przeciwnikiem ai - a to niedobrze, bo łatwo o tarcia i wytykanie komuś, że mema zrobił, więc go zbanują na platformie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

U nich nie ma woke :p rasizm jest na porządku dziennym, są na przykład knajpy w których obsługują dziewczyny w kusych strojach uczennic. Nie spinają się ;)

Zaloguj się aby komentować

135 + 1 = 136


Tytuł: Zero Dark Thirty

Rok produkcji: 2012

Kategoria: Szpiegowski / Thriller

Reżyseria: Kathryn Bigelow

Czas trwania: 2h 37m

Ocena: 8/10


Film zaczyna z grubej rury - przedstawia różne relacje z zamachu na World Trade Center. Między innymi rozmowy telefoniczne ofiar.


Chwilę później jest jeszcze mocniej, ponieważ jesteśmy świadkami torturowania zakładnika przetrzymywanego przez CIA. Zacząłem się zastanawiać, czy człowieka, który pomógł w doprowadzeniu do śmierci kilku tysięcy osób, powinno się traktować humanitarnie? Skoro on nie uszanował czyjegoś życia, to czy zasługuje, by uszanować jego?


Nie mam żadnej odpowiedzi na tak trudne pytanie.


Na szczęście potem reżyserska postanowiła dać widzowi odpocząć i tempo mocno spadło, co ma swojego zalety, ale i może też znudzić, jako że film trwa prawie trzy godziny. Potem czekałem już tylko na misję wyeliminowania Osamy bin Ladena. Z tego, co pobieżnie przeczytałem, film wydaje się całkiem nieźle odwzorowywać operację. Przynajmniej według dostępnych informacji.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

a975291c-f37e-4c4a-9bdb-aa2348189a6b

Świetny film, ma klimat. Jeden z moich ulubionych.

Nie odczułem ani trochę nudy oglądając go (a robiłem to już kilka razy). Nie zawsze musi być wartko żeby było ciekawie.

Na ile to fakty a na ile propaganda pewnie nigdy się nie dowiemy. Amerykański rząd nie jest wiele lepszy od rosyjskiego czy chińskiego (o ile jest).

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wiele się słyszy o zjawisku „enshittification” (zabawne jest polskie tłumaczenie - „gównowacenie”), czyli pogarszaniu jakości usług.

Netflix - kiedyś zachęcano do dzielenia się hasło, dzisiaj trzeba dopłacać, jeśli chce się komuś legalnie udostępnić hasło.

HBO, Disney+ - pakiety z reklamami lub wyższe ceny
GamePass - podniesienie cen, wprowadzenie różnych progów
GeForce Now - ograniczenie do 100 godzin miesięcznie

I tak dalej, i tak dalej.

Ale jako że mam dzisiaj bardzo dobry humor, to nie poprzestanę na narzekaniu. Za to chcę pochwalić... Spotify.

Cena na niezmiennym poziomie, do tego nie robią problemu przy współdzieleniu abonamentu. A co najlepsze, ulepszają swoją usługę, a nie sprawiają, że jest coraz gorsza.

Przykład?

Parę miesięcy temu dodali możliwość wybrania jakości odsłuchiwanych utworów. Można nawet wybrać FLAC, czyli tą najlepszą najlepsiejszą. Normalnym użytkownikom pewnie nie zrobi to większej różnicy, jednakże jestem nieco audiofilskim zjebem - może i nie kupuję złotych kabli, ale nie oszczędzam na sprzęcie do słuchania muzyki. Dzięki temu już nie muszę wyszukiwać muzyki w necie w dobrej jakości, tylko mam wszystko pod ręką.


Niedawno odkryłem też, że na smartfonie z użyciem Spotify można się bawić w amatorskiego DJ'a. Kiedyś myślałem, żeby kupić konsolę i robić mixy dla samego siebie - teraz już nie muszę inwestować w sprzęt, tylko mogę się pobawić na Spotify. Pewnie oferuje okrojone możliwości względem mniej lub bardziej profesjonalnego sprzętu, ale jak dla osoby, która nigdy wcześniej się tym nie zajmowała, w zupełności mi wystarczy, że mogę zrobić przejścia pomiędzy utworami tak, jak mi się to podoba. : D

#muzyka #muzykaelektroniczna

No oni też wprowadzają utwory generowane przez AI i tego jakoś specjalnie nie opisują. Masz na myśli przejścia między utworami gdzie możesz wybrać ile sekund Ci utnie z kawałka poprzedzającego? Obojętnie jaka lista,bwszedzie podobne kawałki

Spotify niezenshitificowane? Dobre żarty.

Ja mam automatyczne odtawrzanie Spotify po podłączeniu do samochodu i tam z jakiegoś powodu do wyboru są tylko "playlisty polecane przez Sdpotify", i mogę wybrać tylko automatyczne playlisty typu "daily list #1" lub "top rock music of 90s". I tego czasami się po prostu słuchać nie da, bo to dosłownie brzmi jak "human music" dla Jerry'ego.

Tak swoją drogą to enshitification tych wszystkich usług jest nieunikniona. Wystarczy sobie zajrzeć do raportów finansowych tych firm żeby wiedzieć dlaczego. Wszystkie te usługi w fazie zbierania użytkowników są ogromnymi spalarniami pieniędzy. Korporacje chcą na nich kosić hajs, a nie dokładać, więc zmiana warunków na gorsze jest po prostu nieunikniona.

Co głupsze firmy jak Spotify nawet nie mają pomysłu jak zarabiać na swoim biznesie, wiec turbo-enshitification po osiągnięciu max użytkowników dla niektorych chyba będzie sporym zdziwieniem.

Zaloguj się aby komentować

Bardzo podoba mi się podejście pani prezydent mojego rodzinnego miasta.


Ostatnio głośno zrobiło się o tym, że Multikino kończy działalność w #swinoujscie. Od razu pojawiły się głosy, że to na pewno wina pani prezydent, że nic nie zrobiła, by kino zostało, że zaraz w tym mieście nic nie będzie i inne takie teksty.


Na co pani prezydent przeprowadziła na swoim facebookowym profilu sprawdzanie faktów:

  • Ani Multikino, ani galeria, w której mieści się kino, nie włączyły miasta w proces informacyjny o zakończeniu umowy. Miasto dowiedziało się o tym... z mediów.

  • Kończy się umowa zawarta jeszcze przez Cinema 3D, które zostało wchłonięte przez Multikino, i Multikino postanowiło jej nie przedłużać.

  • Multikino notuje spadek zainteresowania. Z jednej strony się nie dziwię, ponieważ najtańsze bilety niby kosztują 21,90 PLN, ale na miejsca najbliżej ekranu. Dalsze miejsca kosztują już odpowiednio 29,90 PLN i 39,90 PLN. Nie ukrywam, że ceny skutecznie zniechęciły mnie do pójścia na seans, gdy byłem w lato w domu. A nie są to duże sale - patrzę na jedną, która ma zaledwie sześć rzędów.

  • Pani prezydent wytłumaczyła, że tak jak kiedyś kino Rybak przegrało z kasetami i ich wypożyczalniami, tak teraz kina przegrywają z serwisami streamingowymi.

  • I co najważniejsze: pani prezydent poinformowała o planach ogłoszenia przetargu na przebudowę sali teatralnej MDK i dostosowaniu jej pod otworzenie kameralnego kina, obsługiwanego właśnie przez MDK. Pamiętam, że kiedyś MDK puściło tam film, na który się wybrałem, i było to całkiem w porządku doświadczenie, więc to będzie dobra alternatywa dla „komercyjnego” kina.

Miło, że prowadzi kampanię informującą i wyjaśniającą. Często pojawiają mi się jej posty o różnych wydarzeniach, co tydzień wrzuca podsumowanie tego, co udało się miastu osiągnąć albo nad czym pracuje.


Trudno ocenić, czy jej działania zmieniają miasto na lepsze, ponieważ w nim nie mieszkam od ładnych paru lat, jednakże dobrze, że pani prezydent komunikuje, co się dzieje i będzie się działo.

I nie, nie jestem w żaden sposób politycznie z nią związany. ; )


#polityka #przemyslenia #fotografiamobilna

610e9f8e-41b4-4b81-a748-43fc6f6dc0f6

@cyberpunkowy_neuromantyk To nie jedyne miasto, w którym się zamyka. No cóż, mam wrażenie że popłynęli na swojej chciwości. Koszt obejrzenia jednego filmu dla całej rodziny i to bez kupowania przekąsek, to tyle co obiad dla tej rodziny na mieście.


Serio spina im się, że w tygodniu filmy lecą praktycznie dla pustej sali, niż mieliby zrobić w tygodniu bilety po 10 pln?

Wyświetlanie filmu to praktycznie tylko koszty stałe, bez różnicy czy tych oglądających będzie 10 czy 50.

@GazelkaFarelka

Tak, o tym też wspomniała, że zamyka się kino w Sopocie i Białej Podlaskiej.


Ja tam sobie chwaliłem, gdy szedłem do kina w niedzielę rano i na sali siedziały ze dwie, trzy osoby, licząc ze mną. : P

@GazelkaFarelka True. Ceny biletów w Multikinie, to kpina. Jak idziesz z dziećmi, to już jest niemal luksusowy wydatek. Do tego masz w pakiecie pół godziny reklam. Panie a idź pan...

Zaloguj się aby komentować

121 + 1 = 122


Tytuł: Act of Valor

Rok produkcji: 2012

Kategoria: Akcja / Wojenny

Reżyseria: Mike McCoy, Scott Waugh

Czas trwania: 1h 50m

Ocena: 8/10


Scenariusz i gra aktorska stoją na dość przeciętnym poziomie, jednakże nie to jest najważniejsze w tym filmie, a oczywiście sceny walk. A te stoją na naprawdę wysokim poziomie i są realistyczne - w końcu w filmie wzięli udział prawdziwi członkowie Navy SEALs i SWCC, których nazwiska nie pojawiają się w napisach końcowych z powodu chęci zachowania anonimowości.


Jak zwykle po takich ruchomych obrazkach nachodzi mnie myśl, czy żołnierze powinni zakładać rodziny. Z jednej strony nie: dla żon, dzieci czy innych bliskich to na pewno stresujące, gdy ich mąż/ojciec/syn bez przerwy się naraża podczas misji i nie wiadomo, czy wróci cały czy w ogóle żywy. Z drugiej strony tak: żołnierze mają dodatkową motywację, żeby zrobić wszystko, by przeżyć.


Podziwiam też siłę charakteru. Jeden z ich kumpli mocno oberwał, a mimo to nie wpadają w panikę, tylko dalej robią swoje. Kończą misję, opatrują rannego i tyle, emocje zostawiając na później.


Podziwiam też gotowość do oddania życia za członków oddziału. Rzucenie się na granat, by przykryć go własnym ciałem, żeby pozostałym nic się nie stało, to z pewnością ogromna walka z instynktem, który prawdopodobnie kazałby schować się w bezpiecznym miejscu, o ile takie by się znalazło.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

3ff35509-f2c6-4c7c-9434-7066ad0fcb56

Zaloguj się aby komentować

149 + 1 = 150


Tytuł: PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce

Autor: Magdalena Salik, Rafał Kosik, Michał Protasiuk, Janusz Cyran, Aleksandra Zielińska, Michał Cetnarowski, Wojciech Gunia, Radek Rak, Olga Niziołek, Justyna Hankus

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

ISBN: 9788367845380

Liczba stron: 473

Ocena: 7/10


Antologia opowiadań fantastycznych poruszających tematykę edukacji i sztucznej inteligencji.


Szkoda, że tekst Radka Raka otwiera antologię. Rozumiem, że jest oczkiem w głowie wydawnictwa, szczególnie po otrzymaniu nagrody Nike, jednakże jego opowiadanie jest najgorsze z całego zbioru i obawiam się, że po jego przeczytaniu łatwo się zniechęcić do reszty. Do tego stworzył bardzo irytującą główną bohaterkę, najprawdopodobniej świadomie, więc o tyle fajnie, że pokazał o tej patologii wśród nauczycieli, jakiej sam doświadczyłem podczas edukacji - że ci nie pomagają uczniom, której tej pomocy potrzebują, tylko wręcz stają przeciwko im.


Na szczęście im dalej w antologię, tym lepsze teksty.


„SPONAR” Protasiuka według mnie z wykorzystaniem motywu szkolenia modeli sztucznej inteligencji przez uczniów sugeruje, że lepsza jest nauka myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków niż wtłaczanie wiedzy w puste głowy. Miałem tak na historii w szkole średniej - historyczka wymagała od nas nie znajomości suchych danych, a opisywania wydarzeń: co je spowodowało, jaki był ich przebieg i skutek. Bardzo dobre podejście.


„Latimeria, latimeria” z kolei między innymi pokazuje, że zachowanie kolejnego pokolenia może odbiegać od tego, co znamy. Już zresztą się tak dzieje - trudniej jest nawiązać szkolne czy uczelniane znajomości, jeśli nie ma się ze sobą kontaktu fizycznego. Brat koleżanki ze studiów miał tak, że przez lockdown swoich „kolegów” zobaczył dopiero na trzecim roku, więc byli dla siebie kompletnie obcymi ludźmi. Justyna Hankus wspomina o ćwiczeniach i zwrotach face-to-face, o smalltalku. Oczywiście zdalnie. ;') To nie jest motyw przewodni opowiadania, jednakże dało mi dużo do myślenia. Mimo że wychowałem się w świecie z internetem, do którego dostęp miałem od najmłodszych lat (mama była wtedy pasjonatką nowych technologii), to jednak internet stanowił dla mnie substytut i ciągnęło mnie do znajomości realnych. Dopiero w latach nastoletnich stał jedynym miejscem, w którym mogłem znaleźć osoby chociaż trochę podobne do mnie. Trudno sobie wyobrazić, jak to wygląda w przypadku dzieci, dla których TikTok czy Instagram to coś normalnego, a nie nowinki. I trudno je też oceniać.


W „Kodeksie Umysłu” Kosika mamy do czynienia z dość ciekawym zabiegiem - wypowiedzi sztucznej inteligencji cytującej tytułowy kodeks zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. To może budzić kontrowersje, ale mnie zaintrygowała taka decyzja.

Ponadto opowiadanie przekazuje dość brutalną prawdę, że nie mamy równych szans i nigdy tak nie będzie. Bogatsi będą coraz bardziej się oddalać od biednych - jak masz pieniądze, możesz zapewnić dziecku najlepszą edukację, lepszy start w życiu et cetera, powodując, że już na początku dorosłości będzie „o wiele dalej” względem rówieśników, którzy dopiero muszą zarobić na swoje pierwsze mieszkanie.

Oczywiście bohaterowie nie mają tej pewności - dziewczyna głównego bohatera podejrzewa to, jest wręcz przekonana, że tak właśnie się dzieje, że niektórzy otrzymują lepszą edukację od innych. Tu mały spoiler, ale autor bardzo mnie zaskoczył pod koniec opowiadania.


„Portret Emilii Wierzbanowskiej” zachwycił mnie ideą wykorzystania bakterii z zaszczepionym genem bioluminescencji do oświetlania miast przyszłości. Intrygujący pomysł, bardzo mi się spodobał.

Dodatkowo przypomniał mi opowieść mamy, że przedszkolaki potrafią dopiero w przedszkolu po raz pierwszy w życiu trzymać kredki, o takiej plastelinie nawet nie wspominając. Co jest dla mnie niewyobrażalne, ponieważ odkąd pamiętam, męczyłem mamę o kupowanie różnych kredek i innych takich, chociaż do dzisiaj nie przejawiam talentu artystycznego. ; ) No ale obecne dzieciaki mają znacznie ciekawsze pokusy niż bazgranie po kartce.


„Cięcie nici babiego lata” Wojciecha Guni otworzyło mi oczy na możliwe inne zastosowania VR, w który „zanurzamy się pełnym ciałem”. Państwo czy ktokolwiek inny mógłby wykorzystać takie doświadczenia do szkolenia i zaszczepiania odpowiedniej postawy w obywatelach na wypadek kolejnej wojny. Wszystko w ramach pozornie nieszkodliwych lekcji historii.


„Atlas chwastów” to dla mnie historia o tym, że w dorosłym życiu często zapominamy o rzeczach, które sprawiały nam przyjemność w dzieciństwie. Głównie chodzi o różne działania artystyczne, jak chociażby kolorowanki. Zajmujemy się Bardzo Poważnymi Sprawami Dla Dorosłych, nie dbając o wewnętrzne dziecko, które potrafi się cieszyć z byle czego.


„Sposób nauki” Cetnarowskiego przypomina mi trochę „Linię oporu” Dukaja, ale tylko trochę.

To kolejne opowiadanie, które dało mi do myślenia - w kontekście opinii o powieściowym „Łowcy androidów” piszę głównie o ludziach, którzy w odróżnieniu od androidów są w stanie odczuwać empatię, ale często zdarzają się osobniki, które jej nie okazują. Cetnarowski zasugerował, że jakby istniały w pełni doświadczalne symulacje, to moglibyśmy w ten sposób uczyć ludzi empatii właśnie. Pokazać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na coś, bita czy nawet gwałcona – spektrum jest ogromne i myślę, że jakby coś takiego było możliwe, to dobrze byłoby od czasu do czasu wczuć się w sytuację zupełnie innej osoby, żeby poznać jej perspektywę i odczucia.


Myślę, że Magdalena Salik w opowiadaniu „Lenno wieczyste” chciała pokazać pewne patologie panujące w polskim (chociaż pewnie nie tylko u nas) świecie naukowym. Że mogą istnieć profesorowie, którzy będą utrudniać rozwój swoich podopiecznych z obawy, że ci mogliby ich kiedyś przewyższyć talentem, dorobkiem naukowym, sławą czy czymkolwiek. Spotkałem się z czymś podobnym na jednej akademii muzycznej: pani profesor miała konflikt z panem profesorem i podczas egzaminów z grania utworów zawsze gorzej oceniała jego podopiecznych. Nie była to jakaś drastyczna różnica, ale gdy inni egzaminatorzy przykładowo dawali piątki, to ona oceniała wykonania na cztery z plusem, przez co ocena końcowa nie mogła wynosić pięć. A to utrudniało chociażby zdobycie stypendium.


Najlepsze na koniec. Chciałbym umieć znaleźć słowa odpowiednie do opisania „Lectio Divina” Janusza Cyrana. Ten tekst trzeba po prostu przeczytać. ; )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #sciencefiction

a29cb1e1-a678-46f8-82e5-bf979b755800

Zaloguj się aby komentować

11 + 1 = 12

Tytuł: Battlefield 6
Developer: Battlefield Studios
Wydawca: Electronic Arts
Rok wydania: 2025
Gatunek: FPS
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 6 - singleplayer
Ocena: 5/10

Skoro dostałem za darmo, to postanowiłem, że przejdę kampanię. Akurat seria „Battlefield” nigdy nie kojarzyła mi się z udanymi singleplayerami - „Bad Company 2” była całkiem przyjemna, „Trójka” też mi się podobała, ale nie miały podjazdu do oryginalnej trylogii „Modern Warfare”. I to świeże doznania, ponieważ pierwsze „MW” przeszedłem w grudniu zeszłego roku. Dlatego nie spodziewałem się niczego wybitnego.

I szkoda, że nie dostałem, ponieważ podwaliny są bardzo dobre. I strzelanie daje radochę, i misje są całkiem zróżnicowane, ale wszystko sprawia wrażenie zrobionego po łebkach, na odwal się.

O fabule nie będę się wypowiadał, ponieważ od początku mnie nie zainteresowała i pod koniec kampanii nawet jej nie śledziłem. Są jakieś zwroty akcji, śmierć ważnych postaci et cetera - nic zapadającego w pamięć.

Najważniejsze jest to, że kampania daje się trochę pobawić zabawkami dostępnymi w multiplayerze, często zmieniając postacie, którymi gramy, a co za tym idzie, także dostępne uzbrojenie.

Zagrałem na najwyższym poziomie trudności. Nie jestem jakimś tam hardcore'owym graczem, ale w „Call of Duty” zawsze lubiłem grać na weteranie, więc tutaj nie mogło być inaczej. Szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć, jak nudne muszą być niższe poziomy trudności. Najwyższy nie sprawiał mi żadnych problemów - przeciwnicy są totalnie głupi i nie potrafią strzelać, do tego potrafią się zespawnić tuż pod celownikiem. Na szczęście nasi sojusznicy nie są tylko tłem i naprawdę coś robią. Pozytywne zaskoczenie.

Ogromnym ułatwieniem są też umiejętności członków zespołu, w szczególności zwiad, który zaznacza przeciwników. Trudno dać się zaskoczyć wrogowi, którego pozycję znasz, ale nawet bez tego zwiadu byłoby bardzo łatwo.

Ogółem - nie warto. Nie było to złe doświadczenie, ale nie poleciłbym tej kampanii nikomu. Chyba że ktoś chce zdobyć skiny/emblematy czy inne takie do multi, to może wtedy.

A, jest jeden bardzo duży plus - można strzelać do kobiet. #czarnyhumor

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

#gamesmeter #gry #battlefield #battlefield6

85e84036-acb2-4724-8656-2ac37cb18b7b

@cyberpunkowy_neuromantyk czyli singiel do pominięcia? Grę i tak raczej kupię tylko se muszę stanowisko zrobić żeby na padzie nie grać, no nie umiem xD

Zaloguj się aby komentować

2 130,27 + 1,72 = 2 131,99


Dziewczyna powiedziała, że idzie biegać, to stwierdziłem, że pójdę z nią. Tym bardziej, że jutro nie za bardzo będę miał kiedy.


Z plusów - taki dystans nie zrobił na mnie wrażenia. Jasne, że razem biegliśmy troszkę wolniej, niż jak biegam samemu.


No i jestem cholernie dumny z dziewczyny, że tyle przebiegła za pierwszym razem. : ) Moje początki wyglądały o wiele gorzej. xD


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu


#sztafeta #bieganie

b1baa829-a8c2-4683-b52a-dd61a5f1be81

Zaloguj się aby komentować

Pierwszy raz w życiu zrobiłem sernik nowojorski. W ogóle pierwszy raz w życiu zrobiłem sernik. Chyba wyszedł dobry, ponieważ dziewczyna przyszła po drugi kawałek - pierwszy wzięła, zanim zdążyłem zrobić zdjęcie.


Nie do końca wyszedł taki, jaki chciałem. Myślałem, że będzie bardziej kremowy, ale to pewnie wina tego, że wziąłem twaróg Piątnicy zamiast serka Philadelphia, którego nie mogłem znaleźć w sklepie.


No ale mi smakuje, to najważniejsze.


Przepis: https://aniagotuje.pl/przepis/sernik-nowojorski


#pieczzhejto #sernik #jedzenie

b660ec4f-0943-4b89-8100-376c36acf720

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio obejrzałem filmik na YT o tym, że TikTok zepsuł hobby, jakim jest kolorowanie kolorowanek i czytanie książek.


Między innymi powodem jest to, że tiktokerzy prześcigają się w tym, kto ładniej pokoloruje kolorowankę, że nie wystarczą zwykłe kredki, tylko koniecznie trzeba kupić markery za dwieście dolarów, że jedna kolorowanka na start to za mało, trzeba kupić przynajmniej kilka polecanych przez autorkę filmiku, że ludzie mają doły, ponieważ nie kolorują tak dobrze, jak osoby zajmujące się tym od lat et cetera. Tworzy to bardzo wysoki próg wejścia w coś, czym zajmują się przecież już dzieci.


Ciekawa perspektywa, ponieważ z TikTokiem nie mam nic wspólnego (no dobra, założyłem konto, ale nie przeglądam), więc różne różne podobne zjawiska są dla mnie interesujące.


Podobnie jest z BookTokiem: wyścigi, kto przez rok przeczyta najwięcej książek, chwalenie się zakupionymi tytułami, które potem i tak w większości stoją nieprzeczytane, byleby ładnie wyglądały na półkach, pokazywanie biblioteczek i tak dalej.


Szczególnie chwalenie się zakupami mnie zaintrygowało - podczas mojego krótkiego researchu nie spotkałem się z filmikiem, w którym ktoś chwaliłby się książkami wypożyczonymi z biblioteki. Rozumiem, że kupowanie książek a ich czytanie to dwa różne hobby, rozumiem chwalenie się tymi zakupami, ponieważ pewnie jest to poniekąd wymagane przez wydawnictwa, które wysyłają egzemplarze recenzenckie, ale dziwi mnie, że nie są promowane biblioteki.


Wiem, że to sprzeczne z duchem konsumpcjonizmu. W końcu wydawnictwa żyją ze sprzedaży książek i sam zachęcam do kupowania tytułów od ArtRage czy Wydawnictwa IX, które oferują ciekawą literaturę. Jednakże pytanie, czy w BookToku czy Bookstagramie chodzi o promocję czytelnictwa („patrzcie, co fajnego przeczytałem, wy też powinniście”) czy raczej o przechwałki, budowanie zasięgów w celu osobistych korzyści et cetera?


Obawiam się, że jednak to drugie.


#ksiazki #literatura #czytajzhejto #przemyslenia #rozkminy

@cyberpunkowy_neuromantyk Dlatego nie jestem fanem zbyt dużych społeczności i w dodatku międzynarodowych, bo powoduje to oderwanie od rzeczywistości.


Trochę jak z naszym tutaj poletkiem, gdzie Adelbert je twaróg, ja jeżdżę na rowerze, Enron czy Trypsyna sobie biegają, a WujekAlien czyta książki. Tutaj te wyniki są fajne, wyróżniają się, są osoby do "rywalizowania" na mniej więcej logicznym poziomie, a ogólnie nikt kto bierze udział nie ginie w tłumie.


Wystarczy, że byłby jakiś boom, napłynęłoby międzynarodowego śmiecia i każda z wymienionych osób by tutaj zniknęła. Pojawiłaby się cała masa kompletnych świrów, którzy za kapkę uwagi będą nabijać cyferki, nawet jeśli mieliby kłamać. A dzięki temu rosną wyświetlenia, rośnie uwaga, rośnie "influencerstwo", więc i pojawią się zapewne pieniądze, a to jeszcze nakręca spierdolenie, bo ktoś z topki nie mówi już, że ma super sylwetkę bo po prostu je twaróg. Nie, on je super suple dokładnie takie a takie - kup tutaj.


I tak się nakręca spirala spierdolenia.


Średnie i małe społeczności są najlepsze, bo nikt nie czuje się wykluczony, każdy bawi się na miarę możliwości. Większość osób się kojarzy, a rywalizacja jest formą zabawy i dodatku, bo tak koniec końców gówno zmienia czy ktoś będzie pierwszy, drugi czy siódmy. To tylko smaczek, szczypta pieprzu do potrawy, a nie cel sam w sobie.


Stąd unikam stron z wielkimi zasięgami, wallami etc. Gdzie się nie zajrzy to jest pieprzony wyścig za cyferkami opanowany przez niedoatencjonowanych świrów, którzy znaleźli sobie sens życia. Trochę jak z graniem w gry online. Super wejść na sprawdzony serwer, pograć z kumplami, z ludźmi na podobnym poziomie. A nie na losowy serwer, gdzie popierdalają boty i nolife'y które odbiorą ci jakąkolwiek przyjemność z zabawy, bo zginiesz zanim ci się w pełni świat załaduje xD

@onpanopticon dokładnie tak. Dlatego absolutnie nie zamierzam udzielać się na lubimyczytać czy goodreads - to jest tak rozlazłe, że nie jesteś członkiem społeczności tylko cyferką. To samo z jakimiś krindżowymi grupkami po kilka tysięcy użytkowników na FB czy Discordzie. A tutaj i na wykopie ludzie po jakimś czasie mniej więcej się znają i wiedzą, z czym danego użytkownika się je, kolokwialnie mówiąc.

@Cerber108 @onpanopticon


Trochę jak z naszym tutaj poletkiem, gdzie Adelbert je twaróg, ja jeżdżę na rowerze, Enron czy Trypsyna sobie biegają, a WujekAlien czyta książki. Tutaj te wyniki są fajne, wyróżniają się, są osoby do "rywalizowania" na mniej więcej logicznym poziomie, a ogólnie nikt kto bierze udział nie ginie w tłumie.


No nie wiem, nie wiem - patrzy na Trypsynę, która właśnie przebiegła 76 kilometrów, gdy sam zdycha po niecałych trzech. xD


A tak na poważnie, to zgadzam się z tym. Bardzo cenię naszą kameralność i mimo że z radością witam wnoszących coś nowego użytkowników, to cieszę się widząc posty znanych już osób.


Niektórym to jednak przeszkadza, jak moll czy wielu innym użytkownikom, którzy usunęli konto.

@cyberpunkowy_neuromantyk ja oglądam książkowego jutuba to mi co chwilę wyskakują dokładnie takie filmiki z marudzeniem na w kółko te same tematy. I też wątpię że większość to nagrywa szczerze, a nie podłącza się pod trend żeby nabić wyświetlenia. ¯\_(ツ)_/¯

A co do booktoka to nie oglądam (bo dla mnie sam pomysł platformy z krótkimi filmikami to coś poronionego), ale z tego co wiem to największy sprzedażowy hit zeszłego roku wspomnianego artrege - Ja która nie poznałam mężczyzn, zdobył taką popularność najpierw za granicą, a potem u nas, bo stał się viralem na booktoku. Więc może ktoś tam jednak coś wartościowego czyta i poleca.

@Hilalum


Czy tego chcemy czy nie, marketingowo trzeba się dostosowywać do odbiorców. Nawet nie wiedziałem, że BookTok jest tak popularny i ma duży wpływ, więc wydawnictwa powinny z tego korzystać (o ile już tego nie robią).


Często słyszę narzekania, że booktokerki polecają sobie nawzajem jakieś mało ambitne romantasy et cetera. Trzeba grać w tę grę na ich zasadach i udzielać się na takim TikToku, żeby miały w ogóle szansę natrafić na bardziej ambitne treści.

Zaloguj się aby komentować

125 + 1 = 126


Tytuł: Nowa Fantastyka 496 (01/2024)

Autor: Redakcja miesięcznika Fantastyka

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński Media

Format: książka papierowa

Liczba stron: 80

Ocena: 7/10


W ramach nadrabiania dwóch zaległych roczników, postanowiłem, że będę wrzucał opinie także na bookmeter. Oczywiście nie o wszystkich tekstach - jedynie o tych, które zrobiły na mnie jakieś wrażenie.


Zacznę od narzekań: nie rozumiem, dlaczego Witold Vargas wciąż publikuje teksty o bestiariuszu słowiańskim. Robi to od ładnych paru lat i po tym czasie odnoszę wrażenie, jakbym ciągle czytał o tym samym. Redakcja mogłaby przekazać tę jedną stronę komuś innemu.


Z przyjemniejszych rzeczy:


Świetny tekst Przemysława Gula „Selkie”. Fabuła może i nie jest wybitna, zwroty akcji zaskakujące i nieprzewidywalne, jednakże autor nadrabia świetnie wykreowanym, podwodnym światem. Algokawa, pasujące do historii powiedzonka i inne takie.


Drugim bardzo zapadającym w pamięć jest „Przed lustrem” Valentino Poppi. Opowiada o staruszku, który został odwiedzony przez pracownicę socjalną. Zauważyła, że mężczyzna pozbył się wszystkich identycznych przedmiotów - nawet skarpetki nosi nie do pary. Ekscentryczne zachowanie wyjaśnił zauważeniem mimika, w co kobieta oczywiście nie wierzy.


Postępowanie staruszka bardzo przypomniało mi zabawne zachowanie naukowców z „Prey”, którzy naklejali na różne przedmioty karteczki samoprzylepne z napisanym „not a mimic!”. : D


Na wyróżnienie zasługuje także „Złomiarz” Lavie Tidhar. Taka przyjemna w odbiorze historia o kosmicznym złomiarzu, który otrzymuje szansę od losu (a raczej swojej byłej) na odbicie się od coraz zbliżającego się dna.


„Szlam” Anthony'ego M. Ruda to także ciekawa lektura, jednak trochę czuć, że opowiadanie zostało po raz pierwszy opublikowane ponad sto lat temu.


Pod względem opowiadań to bardzo dobry numer.


Ten numer można kupić/przeczytać na Legimi: https://www.legimi.pl/ebook-nowa-fantastyka-01-24-rozni,b1277921.html


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #nowafantastyka #czytajzhejto #fantastyka

4fca6b75-29ac-46d7-a4a4-dbd58968823d

Zaloguj się aby komentować

104 + 1 = 105


Tytuł: Lara Croft: Tomb Raider

Rok produkcji: 2001

Kategoria: Przygodowy

Reżyseria: Simon West

Czas trwania: 1h 40m

Ocena: 6/10


Przypadkiem natrafiłem na zdjęcie porównawcze wcześniejszych odtwórczyń Lary Croft z Sophie Turner i stwierdziłem, że gwiazda „Gry o Tron” przy Angelinie Jolie wypada dość blado. Żeby jednak nie krakać po próżnicy, że kiedyś to było i w ogóle, postanowiłem obejrzeć i pierwszą ekranizację, i tę z Alicią Vikander, żeby nie opierać się wyłącznie na wspomnieniach.


Angelina Jolie nie do końca pasuje mi na Larę Croft - wydaje się być zbyt elegancka. Mimo to wyglądem najbardziej ją przypomina. Sama ekranizacja jest niezła, ale nie, żeby poprzeczka została wysoko zawieszona. Dobrze oddaje ducha gier i to jest w tym najważniejsze, a na niektóre nieprawdopodobne sytuacje trzeba po prostu przymknąć oko, żeby się w miarę dobrze bawić.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #tombraider

dd0c4a86-38fc-4ca5-a3f7-f26cda407157

Warto tu utrzymać pewien kontekst historyczny, to jedna z tych pionierskich ekranizacji gier, które dostały dobrą obsadę i utrzymały poziom, który broni się nawet do dziś. Alicia Vikander gra już postać która nawiązuje do najnowszych gier, bardzo realistycznych i filmowych w samym swoim rdzeniu. Postać nastoletniej Lary w grach jest niezwykle rozbudowana i przez rozmach gier ukazuje znacznie więcej aspektów psychologicznych bohaterki. Mówiąc wprost - przez dwie dekady, gry przegoniły kino jakością rozrywki, głębią narracji i interakcją, której kino nie oferuje. Filmy z Angeliną w momencie kiedy wychodziły oferowały więcej niż gry - teraz role się odwróciły.

Zaloguj się aby komentować

103 + 1 = 104


Tytuł: Kutasssss

Rok produkcji: 2020

Kategoria: Horror / Krótkometrażowy

Reżyseria: David Mahmoudieh

Czas trwania: 8m

Ocena: 5/10


Gdyby nie fenomenalnie przetłumaczony tytuł, nie zwróciłbym na ten film uwagi, ale stwierdziłem, że koniecznie muszę go obejrzeć i podzielić się wrażeniami. Których nie ma aż tak dużo, ponieważ „Kutasssss” to zaledwie osiem minut średniej rozrywki. Bardzo ładnie nakręconej, trzeba przyznać, ale jednak średniej.


Można zobaczyć na YT: https://youtu.be/wgpoc5tEGvM?si=hyYeQERSmxTDj0PK


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

14b224cf-2015-474b-a3ae-855149d0fb14

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio obejrzałem filmik Krzysztofa M. Maja i jak nie do końca za nim przepadam (dziwnie irytująca mnie mimika twarzy oraz sposób wypowiedzi), tak uważam ten konkretny filmik za bardzo wart obejrzenia. Nie jest to pierwszy ani pewnie nie ostatni w temacie... nicnierobienia vel nudzenia się.


I nie chodzi stricte o „nicnierobienie” w dosłownym znaczeniu. Bardziej o to, żeby nie zajmować swojego mózgu ciągłymi czynnościami. Chociażby żeby nie sięgać po telefon, kiedy druga osoba zapauzuje film, żeby pójść chociażby do toalety, a my nie chcemy „zmarnować” tych paru minut na siedzeniu w bezczynności.


Takie nicnierobienie o dziwo pomaga w rozwijaniu kreatywności - na przykład na, moim zdaniem, najlepsze pomysły na swoje teksty wpadam... pod prysznicem. Kiedy mózg nie musi się skupiać na bardzo zautomatyzowanej już czynności, jaką jest umycie ciała, zaczyna myśleć kreatywnie. Serio, po takim zwykłym prysznicu najczęściej wychodzę z rozwiązaniami problemów, nowymi pomysłami czy rozwinięciami starych.


Podobną rzecz zauważyłem w przypadku mycia naczyń, jazdy na rowerze, spacerach czy bieganiu. Ponownie, kiedy mózg nie musi myśleć o tym, co ma zrobić (bo robił to już wielokrotnie, a wiadomo, że nasza galareta jest cholernie leniwa i nie lubi się zastanawiać, więc dąży do automatyzacji), zaczyna błądzić i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.


Oczywiście to bardzo duże uproszczenie zaawansowanych procesów, które zachodzą w mózgu, ale tak, nicnierobienie jest fajne.

Polecam, 10/10.

#przemyslenia #rozkminy

@cyberpunkowy_neuromantyk


Obejrzałem i muszę przyznać, że całkiem fajnie przedstawione. Nie za długie, nie za krótkie. Nie jak dla idiotów ale zawierajace sugestie małych rzeczy, jakie można już wprowadzić w życie.


Co więcej, video pomogło mi zwiększyć trochę poziom pokory - często oceniałem negatywnie konsumpcję algorytmicznie polecanych treści, ale sam spędzam często wolny czas na np. hejto, żeby uniknąć nudy.


Przyczepiłem się do tego "genialnego pomysłu pod prysznicem", który skojarzył mi się z Głową do Liczb. Wychodzi na to że przez te kilkanaście lat od wydania Mind for Numbers (Głowa do Liczb - słaby tytuł, bo książka mówi o mechanizmach uczenia się ogólnie) nauka poszła trochę do przodu i lepiej rozumiemy mechanizmy z książki. Default Mode Network i to drugie.


Ale za to mechanizm powstawania genialnych pomysłów pod prysznicem i takie proste wprowadzenie do tego jak praktycznie wprowadzać się w ten stan i do czego go używać (jak wspomagać nim naukę i kreatywność) jest trochę lepiej opisane w Głowie do Liczb.


Wiedza z ww. książki jest w tym darmowym kursie online (który nb jest jednym z top 5 najpopularniejszych kursów online na świecie i chyba najpopularniejszym nie dotyczącym stricte jakiegoś tematu jak np machine learning):

https://www.coursera.org/learn/learning-how-to-learn

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować