
ZohanTSW
- 952wpisów
- 12307komentarzy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1218 + 1 = 1219
Tytuł: Jak zbudować samochód
Autor: Adrian Newey
Kategoria: autobiografia, pamiętnk
Liczba stron: 420
Ocena: 9,9999/10
Ależ żałuję, że się skończyła, mam nadzieję że napisze kiedyś kontynuację. Adrian Newey jest absolutnym geniuszem, projektantem samochodów F1 i prawie w każdym zespole, w którym pracował, zaprojektował samochód, którego kierowca został mistrzem świata, lub zespół został mistrzem świata konstruktorów.
Książka obejmuje jego karierę od początku, aż po ostatnie mistrzostwo Vettela w Red Bullu. Osiągał sukcesy nie tylko w F1, ale trafił tam w zasadzie dzięki mistrzowskiej pracy w Indycar (czyli takie amerykańskie formuły które jeżdżą po jaju, bez zakrętów).
Mamy tu opowieści z prawie każdego sezonu, opisy trudności, z jakimi się spotykał, jak interpretował kwestie regulaminu F1 by znaleźć w nich luki, oryginalne rysunki jego nowatorskich rozwiązań technicznych, które w krótkiej przyszłości stały się standardem F1 (bo były na tyle dobre, że wszyscy je kopiowali). Mamy też opisy ślepych uliczek, czyli technologii, które się nie sprawdziły. Ot całość jest opisem wyzwań z jakimi się spotykał i jak je rozwiązywał. Genialnie mi się to czytało.
Mamy też kilka odniesień do życia prywatnego, czy relacji z kierowcami. Sporo jest też poświęcone Ayrtonowi, z którym przecież współpracował, a potem bronił się we włoskim sądzie przez oskarżeniem o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jest zatem też analiza tragicznego wypadku z Imoli w 1994.
Chcialbym przeczytać kontynuację, która by wyjaśniała dlaczego większość bolidów w 2022 podskakiwała przy wyższych prędkościach, a dlaczego RedBull nie i jak na to wpadł.
Nie mogę się też doczekać opisu jak zaczął pracę w Aston Martinie i czym ten zespół zaszokował w 2026. Ale to jeszcze przed nami ;)
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Uwielbiam lawendę. Mam jednego krzaka i w tym roku próbowałem zrobić z niego sadzonki, w celu posiadania więcej lawendy. Zrobiłem 20 sadzonek, wszystkie się nie przyjęły xD ale mam pewne wnioski, zaraz będzie kolejny okres na rozsadzanie, to może tym razem się uda!
Wszystko można zrobić z tej lawendy. Wąsy, pingle i nawet takie gówno na nos, żeby się nie opalić. Ha, za⁎⁎⁎⁎ste! Właściwie to można też ją wpierdalać (nie to co rdest).
Pachnie przesuper, a komary nie lubią tego zapachu, więc podwójne zwycięstwo. Gdybym był faraonem mumią, cały świat bym obsiał lawendą.
#ogrodnictwo trochę #heheszki i #walaszek

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Czy nasz miłościwie panujący prezydent złożył już ustawę o obniżeniu podatku VAT z 23% na 22%? Miał to zrobić dzisiaj, to była obietnica wyborcza
#polityka #kiciochpyta
Zaloguj się aby komentować
Jakie to jest dobre, proszę, niech się nie kończy!
(zostało mi jeszcze 100 stron 😞)
#ksiazki #f1

Zaloguj się aby komentować
Halo k⁎⁎wa, otwierać!
Się złożyło, że odwiedzam Warszawę, to uznałem że trzeba też odwiedzić Casa de Dona Maria co to @AndrzejZupa polecał jakiś czas temu no i wiecie co? Zamknięte! To co jeszcze wyjątkowego można zjeść w tym mieście?
#warszawa #jedzenie #kiciochpyta

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#polityka
Drażni mnie nazywanie imigrantów o innym kolorze skóry inżynierami. Nazwanie kogoś inżynierem staje się pejoratywne. Sam jestem inżynierem (z wykształcenia, jak i zawodu), Polakiem, BIAŁYM (WY RASISTOWSKIE GAMONIE), i robię, wydaje mi się, dobrą robotę i jest mi przykro, że takie gówno się przylepia. No i najczęściej używają tego określenia przygłupy bez wykształcenia. Z tego co pamiętam bandy imigranckie na pontonach jeden jedyny raz zostały opisane słowami "mogą być tam inżynierowie" i to jakieś 10 lat temu. O ile przez jakiś czas było to śmieszne, teraz się staje nudne, bo to ten sam żart powtarzany w kółko.
JESTĘ PAN INŻYNIĘ, JESTEM KUHWA KIMŚ!!1
No i najczęściej używają tego określenia przygłupy bez wykształcenia.
Nie to co ci drudzy.
Z tego co pamiętam bandy imigranckie na pontonach jeden jedyny raz zostały opisane słowami "mogą być tam inżynierowie" i to jakieś 10 lat temu
To źle pamiętasz, było to używane dość regularnie.
Robiłem nawet na ten temat wpis: https://www.hejto.pl/wpis/polityka-imigranci-uchodzcy-bekazlewactwa-skad-sie-wzieli-quot-inzynierowie-quot
Jak myślisz, jakbyś miał więcej wykształceń, to miałbyś lepszą pamięć, albo sprawdziłbyś przed napisaniem opinii? Chyba nie.
Mało? To patrzmy
https://www.icip.cat/perlapau/en/article/why-the-refugee-crisis-is-not-a-refugee-crisis/
Pierwszy "konkretny" człowiek? "Sudanese engineer" xD
Znowu to samo, pierwszy chłop i inżynier.
Zaloguj się aby komentować
Ale se gierkę kupiłem za dychę. Jeszcze jest na steamie więc polecam.
Ogólnie zawsze lubiłem serię Driver. Jest to seria która mnóstwo traci, gdy się ją porównuje do GTA, bo to nie jest GTA. Kiedyś próbowali konkurować z rockstarem i nie dość że wyszło kiepskie GTA, to jeszcze kiepski Driv3r, po którego poziomie trudności ma się traumy.
A tu proszę. Wychodzenie z kompleksów i na nowo szukanie swojego ja. Jeszcze trochę czuć GTA w tym, ale czuć też, że marka idzie w inną stronę. Driver Parallel Lines.
Za dychę elegancka gierka, kiedyś przeszedłem na PS2. W prologu wita nas One Way or Another zespołu Blondie, który świetnie moim zdaniem stworzył klimat. Nowy Jork 1978. Nasz bohater ma eleganckie spodnie w dzwony. Satysfakcjonujący model jazdy, który zaczyna mi przypominać ten z Drivera San Francisco, a tam bardzo przyjemnie mi się jeździło.
A najlepsze przed nami. Bo gra zdecydowanie wyróżnia się tym, że mamy dwie wersje miasta, bo w późniejszym etapie akcja toczy się w Nowym Jorku roku 2006 i zmienia się wszystko - miasto wygląda zwyczajnie bardziej nowocześnie, a po ulicach jeżdżą bardziej współczesne samochody, mamy nowe GUI, nowe bronie, no całkiem inna gra. A to wszystko wydane 19 lat temu. Jak grałem pierwszy raz to mi kopara opadła. Polecam, jak za dychę, to jestem zachwycony
#gry #steam #driver

Jak byłem mały to kupiłem kiedyś driv3ra, jedna z niewielu oryginalnych gier które wtedy miałem oprócz kolekcji klasyki i gazetkowych. Kupiłem grę i utknałem na jakimś podziemnym samouczku I tak oto zostałem bezpowrotnie mianowany na pirata, który poza bardzo małymi wyjątkami to zawsze grę piraci i ewentualnie jak jest to tytuł który można ciągle ogrywać to wtedy ja kupuję. Najgorzej wydane pieniądze w życiu
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować