Zaczynamy drugi dzień tygodnia. A jak zaczynać, to najlepiej z #codziennepiciu
Jak Wam minął poranek? Chaotycznie czy na spokojnie? Niezależnie od tego, jak wystartowaliście, zaopiekujcie się samymi sobą i wypijcie jeszcze szklaneczkę czegoś nawadniającego. Najbliżej pewnie macie kranowiankę, ale o ciekawych alternatywach chętnie posłucham!
PS. Dzisiaj pierwszy półfinał Eurowizji, w którym występuje Justyna Steczkowska. Mam nadzieję, że będzie WYSOKO ( ͡~ ͜ʖ ͡°) #pdk
@Wrzoo O właśnie, zapytam eksperta (a właściwie guru :P) od nawadniania bo moja różowa twierdzi że kawa/herbata się nie liczy do #codziennepiciu co sprawia zwarcie w moim chłopskorozumowym mózgu, no bo niby dlaczego nie?
Internety twierdzą że no liczy się jeszcze jak, ale wiadomo że internetom wierzyć nie można xD
Piękne słońce na niebie oznacza, że już pora na #codziennepiciu
Jak Wam minął poranek? Zjedliście już śniadanko? A czy przy okazji uzupełniliście piciu? Jeśli tak, to jestem ciekawa, co udało się Wam już wypić. A jeśli jeszcze nic, to jest to idealny moment na szklaneczkę czegoś nawadniającego — na przykład pysznej kranowianki!
PS. Od 10 minut siedzę i próbuję wymyślić dobre postscriptum., więc dzisiaj go nie będzie.
Dziś idąc na spacer z takim piciu pod ręką chyba zainspirowałam jakąś parkę. Chłopak mijając mnie skomentował "może wejdziemy do sklepu po coś do picia"
Długo się wahałam, czy dać tej książce 6/10, ale jednak... Nie, nie mogę.
Jest to kontynuacja — drugi i zarazem ostatni tom serii o Song Lan, dziewczynie, która ma misję, magiczną okarynę, kocha się w typie z demonem w środku i w sumie sama ma demona w środku.
Teraz z tym typem się trochę nie lubią, bo chłop przyjął demona do środka z własnej woli, a jej podobnego demona wprowadziła do organizmu matka. No ale mają wspólny cel — wyzwolić Hiny (sic!) z jarzma Elantian (generalnie biali ludzie typu Anglicy). Tylko że ona chce to zrobić, zabijając przy okazji czterech bogów-demony. Z czego dwa siedzą w niej i tym gościu. A on nie bardzo chce się ze swoim demonem żegnać.
Historia jest, niestety, czasem pisana bardzo siermiężnie (wciąż zastanawiam się, skąd grupa uciekinierów z ichniej szkoły magii i czarodziejstwa, bez środków do życia i bez dobytku, była w stanie skombinować jedzenie, nie napotykając wcześniej na żadnych ludzi). Niektóre rzeczy przewidujemy w momencie zawiązania wątku. Mniej-więcej 80 stron przed końcem dowiadujemy się, jaki plan uratowania świata obiera główna bohaterka, i porównując to z wcześniejszym tempem akcji miałam wrażenie, że autorka się nie wyrobi z dokończeniem tej historii. Kulminacja historii odbywa się ekspresowo na w zasadzie 15 stronach.
Dodatkową bolączką tej książki (i poprzedniej zresztą też) jest siermiężne tłumaczenie. Ja wiem, że Fantasy/YA to nie jest wybitny gatunek literacki zasługujący na przekład z górnej półki, no ale... nie. Momentami łapałam się za głowę, jak drętwo można przełożyć narrację i dialogi.
A, jak byście się zastanawiali: ani ciemna gwiazda, ani biel popiołu nie występują w historii.
Plusem jest zachęcająca okładka, ciekawy zamysł i — może dla niektórych — barwione brzegi. Z drugiej strony, nie czuć jakości: niektóre strony były słabo odbite. Dość rzadko się to już obecnie spotyka, a jednak.
Obudzeni i wyspani w tę piękną sobotę? No to #codziennepiciu się kłania
Pewnie już od dawna jesteście na nogach, dlatego tym bardziej zróbcie ukłon w stronę swojego nawodnienia i w chwili przerwy wypijcie szklaneczkę swojego ulubionego nawadniającego medium.
...wiecie, co polecam. ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
PS. Bonusowe wyzwanie: dać też pić kwiatkom, jeśli tak jak ja zapomnieliście o nich na tydzień...
Dotrwaliśmy do piątku! A jak piątek, to #codziennepiciu
Komu szklaneczkę wody? Mam dużo! Jeśli jeszcze nie napiliście się niczego nawadniającego, to teraz jest ten moment — szklana w dłoń i pićkamy!
PS. 8:30, czekam na tramwaj do roboty, jest zimno i brzydko, jakaś kobieta już z samego rana męczy inną osobę swoim telefonem... a z naprzeciwka zerka na mnie ona. Jest nawodniona i uśmiechnięta. Kobieta sukcesu.
I ja też chcę taka być. Ale nie za wszelką cenę.
Pociągam łyk kranowianki zabranej z domu. Teraz to ja jestem nawodniona i uśmiechnięta.
Czołem, #trojmiasto #gdansk #gdynia ! Z uwagi na to, że w maju mamy w Trójmieście gościa, a jest nim @Sweet_acc_pr0sa, to wypadałoby się spotkać po dłuższej przerwie.
Obrany termin to 24 maja (sobota), miejsce i godzina TBD. Proponuję Pułapkę w Gdańsku, ale zobaczymy, jak będzie z rezerwacją miejsc.
Dzień dobry, cześć i czołem! Już jest — Wasze #codziennepiciu
Komu w drogę, temu czas. A komu czas, temu woda. Napiliście się już dzisiaj czegoś nawadniającego? Jeśli macie za sobą tylko kawusię, to warto dodać do niej jeszcze wodę. Najlepiej smakuje świeżo nalana!
PS. Zauważyłam, że w biurze nie piję tyle wody, co w domu, bo... nie zabieram tam ze sobą swojej ulubionej butelki. A z dużych szklanek już nie pije się tak fajnie. No i to oznacza tylko jedno: muszę sobie po prostu kupić drugą butelkę. Każdy powód dobry, co nie?
@Wrzoo Zielona muszynianka, to nadwoda. Smakuje na zimno i w temperaturze pokojowej. Może odstać w szklance dwie doby, a i tak smaczna. Do tego minerały… ahhh. Idę się napić. XD
@Wrzoo ja zainstalowalem sobie w zegarku #garmin aplikację nawadnianie i dla mnie to był gamechanger. Co jakiś czas przypomina, widzę ile dziś wypiłem, samopoczucie w górę.
W zegarku na ręce mogę szybko dodać ilość wypitej wody więc sprawdza się lepiej niż apka w telefonie bo telefon nie zawsze pod ręką + odblokowanie, znalezienie apki, no jest po prostu szybciej.
Ja wiem, że jest wcześnie rano, ale już warto wykonać swoje #codziennepiciu
Jak Wam mija poranek? Wyspaliście się i wypoczęliście? A maturzyści nie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Natomiast jeśli jeszcze czujecie znużenie, to być może pomoże Wam szklaneczka wody. Albo i dwie — można zaszaleć.
PS. Na maturę można zabrać ze sobą butelkę wody, jednak nie może ona mieć etykiety i powinna w czasie trwania egzaminu stać obok nogi stolika, przy którym się siedzi.
"Potopu" na maturze zapewne nie ma, ale lektura to lektura. I to jaka lektura.
Ostatnio przy okazji recenzji "Ogniem i mieczem" wspominałam Wam, że nigdy nie czytałam trylogii Sienkiewicza, i zawsze miałam z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia. Chyba odrzucała mnie forma (niezależnie od wydania, zawsze jest to tysiąc stron zapisanych drobnym maczkiem) i to, że pewnie nie jest to literatura dla mnie.
Oj, myliłam się, i to mocno. A "Potop" jako drugi tom to majstersztyk. Przedstawia on losy Rzeczypospolitej w trakcie potopu szwedzkiego przez pryzmat historii Andrzeja Kmicica — szlachcica-hulaki i rozbójnika, który z czasem przechodzi przeogromną przemianę.
W teorii "Potop" można przeczytać samodzielnie, bez czytania wcześniej "Ogniem i mieczem", ale warto mimo wszystko sięgnąć po pierwszy tom. Sam fakt, że w "Potopie" pojawiają się bohaterowie z poprzedniej części, to miód na moje serce (gdy zjawił się Rzędzian, aż krzyknęłam z radości 💛).
Liczne nawiązania (choćby do "Odysei"), komentarze polityczne, żarty, ale i powaga, klimat oraz nastrój sprawiają, że jest to naprawdę perełka literatury polskiej.
Czy jest jakiś minus? Okej — będę w tym pewnie trochę osamotniona, ale... brakuje mi opisów przyrody. Jestem łasa na naturę w książkach (z tego powodu tak bardzo kocham "Chłopów"), a tu jej prawie nie ma. Jednak domyślam się, że gdyby Sienkiewicz dorzucił jeszcze opisy lasów i pól, to książka ta miałaby ponad 2 tysiące stron.
Warto było, oj warto. I aż szkoda, że został już tylko "Pan Wołodyjowski".
@Wrzoo Ah, chciałbym zapomnieć Potop żeby go jeszcze raz przeczytać na świeżo. Pan Wołodyjowski za to to chyba jedna z najsłabszych książek Sienkiewicza. Przebrnąłem, no bo Trylogia, ale trochę tutaj zabrakło.