Słuchamy, nie oceniamy ( ͡ಥ ͜ʖ ͡ಥ) Ale spokojnie, to herbatki owocowe w ilościach zbliżonych do 3 litrów, ryzyko odwodnienia znikome.
#codziennepiciu #popularitycheck




Czytam na #bookmeter, piszę w kawiarence #zafirewallem, o wodzie przypominam w #codziennepiciu
Słuchamy, nie oceniamy ( ͡ಥ ͜ʖ ͡ಥ) Ale spokojnie, to herbatki owocowe w ilościach zbliżonych do 3 litrów, ryzyko odwodnienia znikome.
#codziennepiciu #popularitycheck


Zaloguj się aby komentować
90 + 1 = 91
Tytuł: Dziewczyna z konbini
Autor: Sayaka Murata
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: e-book
Liczba stron: 168
Ocena: 7/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5203788/dziewczyna-z-konbini
Przeglądam czasem Reddita, w tym społeczność /r/ireadabookandadoredit. Niedawno ktoś wrzucił tam post na temat książki "Convenience store woman" i z miłym zdziwieniem odkryłam, że została przetłumaczona na polski. A że opis mnie zainteresował, to stwierdziłam, że machnę ją przy okazji.
W książce tej śledzimy losy 36-letniej Keiko, która od dziecka ma trudności ze zrozumieniem reguł i norm panujących w społeczeństwie. Kobieta ewidentnie jest w spektrum, co jednak nie przeszkadza jej znaleźć swojego miejsca na ziemi: sklepu konbini, czyli japońskiego całodobowego odpowiednika naszej Żabki na sterydach, w którym pracuje dorywczo.
Keiko mierzy się z pytaniami bliskich, nie traktujących jej zatrudnienia i stanu panieńskiego poważnie, o jej plany na przyszłość. Czy ugnie się i dostosuje do wymagań społeczeństwa? I jaką rolę w jej decyzji będzie miał redpillowiec, który zatrudnia się w tym samym konbini?
Jest to książka lekka i przyjemna, w sam raz na raz, nie wymaga zbyt wiele od czytelnika. Ot, miły przerywnik.
Prywatny licznik (od początku roku): 4/52
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo



Zaloguj się aby komentować
Wyszłam na chwilę na dwór. Dzisiaj już sobie drugi spacer raczej odpuszczę, bo na lodowisku bym się czuła bezpieczniej xD PS Jak szłam, to widziałam po drodze trzy osoby na ziemi 🥲 #gololedz #gdansk #trojmiasto





Zaloguj się aby komentować
83 + 1 = 84
Tytuł: Wierna rzeka
Autor: Stefan Żeromski
Kategoria: Klasyka
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Format: książka papierowa
Liczba stron: 224
Ocena: 6/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/123200/wierna-rzeka
Czasami książki wpadają w nasze ręce przypadkiem. Tak było i z "Wierną rzeką" Żeromskiego — krótkim dziełem tego autora, którego wcześniej nie kojarzyłam. Podobno było ono dawniej lekturą szkolną (choć nie za moich czasów). A że Żeromskiego lubię, to stwierdziłam, że czemu nie.
W "Wiernej rzece" poznajemy historię księcia Józefa Odrowąża, który, będąc ciężko ranionym w trakcie powstania styczniowego, trafia do majątku państwa Rudeckich. Pod ich nieobecność dworkiem opiekuje się ich krewna, panna Salomea Brynicka. Salomea przyjmuje Józefa, pielęgnuje go i w wielkiej konspiracji ukrywa go przed wojskami rosyjskimi.
Dalszy opis wydarzeń byłby solidnym spoilerem, dlatego zwieńczę go tylko tym, że książka nie jest przewidywalna, a końcówka przynosi niespodziewany zwrot akcji.
Bardzo lubię Żeromskiego za język, którym się posługuje. Jego dialogi są oszczędne, a przy tym naturalne; drobne opisy przyrody tchną wrażliwością i czułością. Może i "Wierna rzeka" nie jest najbardziej porywającym dziełem autora, ale po prostu dobrze się je czyta.
Prywatny licznik (od początku roku): 3/52
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo



Zaloguj się aby komentować
119 746 280 - 200 = 119 746 080
Wczorajszy zaległy wiejski krasnystawski.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
74 + 1 = 75
Tytuł: Faraon
Autor: Bolesław Prus
Kategoria: Powieść historyczna
Wydawnictwo: Wolne lektury
Format: e-book
Liczba stron: 520
Ocena: 7/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/3900520/faraon
Kontynuując zeszłoroczny projekt nadrabiania klasyki literatury, tym razem zabrałam się za "Faraona" Bolesława Prusa. Wybór padł na to dzieło głównie dlatego, że któregoś razu w hotelu widzieliśmy z Owczarkiem początek jego ekranizacji z 1966. Od tamtej pory nieustannie chodził mi po głowie.
"Faraon" jest powieścią wielopłaszczyznową. Przede wszystkim opowiada o przygotowywaniu się do objęcia tronu przez młodego księcia, Ramzesa XIII, o jego planach reform i chęci podporządkowania sobie kapłanów. Z drugiej strony jest to też powieść próbująca przedstawić czytelnikowi realia starożytnego Egiptu (na tyle, na ile Prus był w stanie, biorąc pod uwagę ówczesny stan wiedzy). Mamy też fragmenty ewidentnie wychowawcze, ale też tajemnice, miejscami magię — jest więc trochę elementów sensacyjnych.
Prus, naturalnie, popełnił trochę błędów. W końcu stan wiedzy dotyczącej starożytnego Egiptu z końcówki XIX był inny niż obecnie. Niemniej, nie zmienia to odbioru powieści.
Miejscami "Faraona" czyta się mozolnie. Musimy przebrnąć przez długie opisy budowli i rytuałów pogrzebowych. Inne zaś fragmenty (na przykład podróż młodego księcia przez nomy, czyli prowincje Egiptu) nie mają zbyt wielkiego znaczenia dla fabuły, jakby Prus zmienił koncepcję po ich napisaniu. Kulminacja odbywa się w zasadzie w ostatnich trzech rozdziałach, dlatego do ich nadejścia akcja rozgrywa się powoli i czekamy, aż coś się wydarzy.
Ciekawostką jest to, że powieść, mimo że publikowana we fragmentach w "Tygodniku ilustrowanym", do redakcji trafiła w całości (w przeciwieństwie do "Lalki", która również ukazywała się we fragmentach, ale była pisana przez Prusa na bieżąco).
Prywatny licznik (od początku roku): 2/52
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo



@Wrzoo Przeczytalem to kilka lat temu i no podobalo mi sie. Sienkiewicz to nie jest ale jak na egzotyczna przygodowke napisana przez kogos kto nigdy nie byl w Egipcie to daje rade.
Polecam film na podstawie tej książki - solidna produkcja, świetne aktorstwo, oprawa muzyczna/pieśni robią mega klimat. Obecnie w rodzimej kinematografii nie ma żadnych szans żeby takie widowisko zobaczyć. Takich filmów się po prostu nie robi już.
Zaloguj się aby komentować
119 751 664 - 200 = 119 751 464
Wiejski krasnystawski do śniadanka i kawusi.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
119 758 352 - 200 = 119 758 152
Wiejski krasnystawski do śniadanka.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
119 761 602 - 200 = 119 761 402
Kubeczek wiejskiego z Krasnego z poranka.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
119 765 443 - 200 = 119 765 243
Ulubiony wiejski do herbatki.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin


Zaloguj się aby komentować
Opowieść o jodze, styczniu i instruktorze, którzy lubi trochę potrollować.
Od jakichś sześciu lat regularnie chodzę na jogę. Przedtem jogowałam okresowo, sporadycznie, no ale od tych sześciu lat traktuję to jako moją formę aktywności fizycznej. No, bo wiecie, joga to nie tylko rozciąganie, ale w miarę rosnącego poziomu zaawansowania — solidny trening kalisteniczny.
No właśnie, poziomy zaawansowania. W studio jogi, do którego uczęszczam, zajęcia dzielą się na trzy poziomy: 0, I, II i III. "Zerówka" to zajęcia dla osób z krótkim stażem i doświadczeniem, tak spokojnie pół roku; kolejne poziomy wymagają już od człowieka więcej.
Gwoli zilustrowania, po tych sześciu latach jestem w lepsze dni na poziomie II, a w gorsze - I. "Trójki" raczej w życiu nie uświadczę, bo trzeba mieć od niej naprawdę naturalne predyspozycje albo zacząć bardzo młodo.
No więc chodzę 2-3 razy w tygodniu, zwykle na te same zajęcia jogi poziomu I do tego samego instruktora. Nazwijmy go Bogdan. Bogdan jest koło czterdziestki, chudy jak trzcina, absolutnie przesympatyczny, zawsze uśmiechnięty. To człowiek, który swoją obecnością po prostu poprawia wszystkim humor. Mamy na zajęciach swoją stałą ekipę, która przychodzi tylko dla Bogdana.
Zajęcia u Bogdana to joga I, ale często wplata elementy z poziomu II. Albo, jeśli ma naprawdę dobry dzień, robi nam wymagający trening, który w dużej mierze można zaliczyć jako "dwójkę".
No ale, mamy styczeń. I styczniowców. Styczniowcy w studio jogi są dość specyficzni, bo zadziwiająco często przychodzą na zajęcia z poziomem niewspółmiernym do swoich umiejętności.
Nie zrozumcie mnie źle — jestem za tym, by przekraczać swoje granice i budować siłę swojego ciała, stawiając sobie wyzwania... ale joga na nieco wyższym poziomie bez uprzedniego przygotowania jest po prostu niebezpieczna. Przy rozgrzanym ciele (a osoby zaczynające przygodę z jogą nie mają jeszcze zbudowanej jogowej wydolności i grzeją się mocno) można bardzo łatwo sobie coś naciągnąć, naderwać. Tym bardziej, jeśli mięśnie głębokie też nie są w stanie zapewnić równowagi.
No więc na naszych zajęciach z jogi I u Bogdana zaczęli pojawiać się styczniowcy. A dziś było ich wyjątkowo dużo. Czy poszli na zajęcia 0 w zeszłym tygodniu i poczuli się na tyle pewnie, żeby przyjść na "jedynkę"? A może bywali na jodze wcześniej, coś już tam im się pozycje kojarzą, więc nie czują się początkujący? Kto wie.
Natomiast Bogdan wie, kto jest nowy na sali. I Bogdan widzi, że jest ich sporo. I zauważyłam, że gdy na zajęcia przychodzi jakiś nowicjusz, to Bogdan... podkręca tempo. I robi to bardzo niepozornie i z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Nie inaczej było dzisiaj. Zaczęliśmy, jak zwykle, od rozgrzewki. Tu było łatwo. Ale wystarczyła już pierwsza rzecz, czyli deska z unoszeniem nogi i trwaniem w tej pozycji, by zielonki poczuły przedsmak tego, co będzie się działo dalej. A dalej było już tylko lepiej: Dziesiątki czaturang (jogicznych pompek) w seriach, powitań słońca, upływające minuty uttkatasan ("krzesełko"), ardha chandrasana (taka zaawansowana forma stania na jednej nodze w pochyleniu), skręty w wojowniku, i wreszcie zwieńczenie wieczoru, czyli stanie na rękach.
Nie powiem, sama byłam już fajnie zmęczona na sam koniec. Widziałam po twarzach innych stałych bywalców, że też ich ten trening podmęczył. Ale ci niedoświadczeni byli zgnojeni. Tak do cna. Twarze czerwone. Maty zlane potem. Butelki z wodą wydojone. Morale podłe.
I teraz zastanawiam się, na ile nasz instruktor robi takie akcje nieświadomie, a na ile trolluje. Nie, żeby ludzi zniechęcić do jogi... Ale może chociaż żeby zniechęcić ich do wchodzenia na nieadekwatny poziom zbyt szybko.
#joga #przemyslenia #styczen #postanowienianoworoczne


Wiesz, tylko każdy kiedyś w czymś zaczynał I nie był mistrzem, a myślę, że właśnie styczeń to dobry miesiąc żeby pokazać, że jest miło i fajnie. Wtedy większa szansa, że jacyś "styczniowcy" się uchowają, a nie będą tymi styczniowcami.
Mnie na studia zachęcali kierunkiem zamawianym (płatnym, ale to oni mi płacą) oraz symulator em lotów kosmicznych. Dołączyłem - kierunek zamawiany skończył się rok wcześniej, salka z symulatorem była zamknięta bo kierunku nie otworzyli, a "doświadczenia" były na szybko i na odpieprz. Wielu nie wytrwało ze styczniowców, tj. pierwszo-drugorocznych.
@Wrzoo a co się zyskuje będąc na poziomie 2 i 3 w porównaniu do 1? Z tego co wywnioskowałem, to tej jedynce niczego nie brakuje, co można by chcieć na wyższych poziomach i czy to jest zdrowe długoterminowo? Czy to już się zamienia w soprt wyczynowy :-P
@Wrzoo Bogdan mi przypomina wfistów z uczelni.
Tyle, że na te uczelniane wf-y trzeba było się zapisywać z przymusu (bo polska oświata, jak zwykle 100 lat za Murzynami, dalej uważa, że do sportu najlepiej zachęcać metodą kija) i słabe było, jak grupa złożona w większości z amatorów, co max sportu dla nich to była jazda rowerkiem w lato, dostawała wycisk stulecia, bo się wfistce niespełnionej Chodakowskiej załączył tryb senseja z Karate Kid.
Zaloguj się aby komentować
Nikt: Pałac prezydencki, gdy Andrzej się wyprowadzał:
#heheszki #polityka


Zaloguj się aby komentować
119 781 203 - 200 - 200 = 119 780 803
Serek wiejski z wczoraj i dziś.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl. @Marvin certified!

Zaloguj się aby komentować
#grypazoladkowa i 1,7 kg mniej w jedną noc. Całe szczęście, że organizm nawodniony dzięki #codziennepiciu, bo nie wiem, jak bym to inaczej przeżyła. Ale zużyłam wszystkie zapasy, jakie miałam w tkankach.
Pijcie dużo wody. Nie znacie dnia ani godziny. ;_;
#zalesie #umieranko


Zaloguj się aby komentować
9 + 1 = 10
Tytuł: Jak rozbiłam szkło. Moje dorastanie wśród Świadków Jehowy
Autor: Tulia Topa
Kategoria: Biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Znak JednymSłowem
Format: książka papierowa
Liczba stron: 336
Ocena: 7/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5202440/jak-rozbilam-szklo-moje-dorastanie-wsrod-swiadkow-jehowy
Ze Świadkami Jehowy nie miałam zbyt wiele do czynienia, choć temat od zawsze mnie ciekawił. Bo gdyby się zastanowić, to jest to jedna z większych sekt działających w Polsce (o ile nie największa), pranie mózgu leci w niej na całego, i jakimś cudem dalej istnieje.
Autorka opowiada o organizacji z perspektywy córki Starszego, co jest o tyle cenne, że miała głębszy wgląd w jej działania. Sama też nie była "szeregową" członkinią zboru, tylko angażowała się w głoszenie; obowiązywały ją też surowsze reguły z uwagi na pozycję jej ojca.
Z książki dowiadujemy się, jak wygląda codzienność Świadków Jehowy, jakie zasady obowiązują, jak się zmieniają. Autorka porusza też, naturalnie, kontrowersje związane z organizacją: sądy, skandale (zwłaszcza związane z wykorzystywaniem nieletnich), dominację mężczyzn nad kobietami we właściwie wszystkich aspektach funkcjonowania, a także pełną inwigilację i presję ze strony innych członków zboru.
Sama książka jest miejscami przegadana (zdarzają się powtórzenia tych samych myśli, czego nie lubię), dałoby się ją skrócić. O ile sama autorka jest postacią dla mnie trochę "śliską" (nie jestem fanką jej stylu prowadzenia swoich social mediów), o tyle była to ciekawa lektura, pozwalająca zajrzeć trochę w głąb sekty.
Prywatny licznik (od początku roku): 1/52
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #swiadkowiejehowy


@Wrzoo za smarkuli czytałam książkę dla młodzieży Chłód od raju. To była historia dziewczyny, która należała do zboru, a potem zaczęła szukać własnej tożsamości. Właśnie tam też był opisany ten upokarzający "rytuał" spowiedzi wobec wszystkich świadków, gdzie robili jej istne przesłuchanie dotyczące jej "grzechów". Wówczas mnie -13-14letnią dziewczynkę, bardzo to wstrząsnęło. Zresztą do dziś, choć fabułę mgliście pamiętam, to akurat wrażenia podczas czytania tego konkretnego opisu pamiętam do dziś. W każdym razie, jak masz wolne dwie godzinki to polecam, książeczka jest ciut dłuższa niż nowela.
@Wrzoo
Sekta to to samo co kościół taki czy inny. Dlatego w USA nie ma kościołów i sekt, tylko związki wyznaniowe
Znasz kogoś kto uciekł z klasztoru lub seminarium duchownego? Ja tak, tam też piorą mózgi a instytucje dalej istnieją ¯\_(ツ)_/¯
@Wrzoo
Dzisiaj miałem okazję porozmawiać z dwiema kobietami od nich. Oczywiście postanowiłem pośmieszkować sobie twierdząc, że wierzę w Megawęża9, ale w paru przypadkach zadałem poważne pytania.
Na przykład kobieta powiedziała, że piszący w Internecie ludzie kłamią. Więc zapytałem, skąd pewność, że ludzie, którzy napisali Biblię, nie kłamali - skoro według kobiety to najstarsza książka napisana przez ludzi, to moim zdaniem to idealna okazja, żeby napisać to, co chciałoby się, żeby ludzie przeczytali i w to uwierzyli, żeby niczego nie kwestionowali.
I użyła chyba techniki manipulacyjnej, twierdząc, że interesuje się historią oraz geografią, i przeprowadziła badania i sprawdziła, że Biblia mówi o prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w przeszłości.
Ogółem nie przeszkadza mi, że wierzą w to, w co wierzą. Za to przeszkadza mi, że chodzą po domach i wydają się żerować na ludziach słabszych, których łatwiej jest zmanipulować rozmową o Bogu et cetera.
Zaloguj się aby komentować
Wróciliśmy z Nietrzymryjskim z noworocznego spaceru, i nie wiem, czy to kwestia #gdansk, czy dzielnicy, w której mieszkamy, czy może jakiejś zmiany obyczajów, ale:
"poważne" strzelanie zaczęło się na 5 minut przed północą, a skończyło 15 minut po — znacznie krócej, niż w zeszłych latach,
fajerwerków było również znacznie mniej,
o 12:00 większość syfu pofajerwerkowego była już uprzątnięta (stawiam, że to głównie służby sprzątały od rana, ale może zmiana w narodzie też była) — zbieraliśmy z chodników tylko pojedyncze kartony i śmieci.
Fajnie widzieć, że z roku na rok trochę kulturalniej tego Sylwestra obchodzimy. Choć lekko przerażający był widok karetki S-ki, która jechała 5 minut po północy na bombach w stronę szpitala.
PS A jeśli zostawiliście wczoraj ten syf po sobie, to weźcie go ogarnijcie plis.
#sylwester #przemyslenia #fajerwerki


Za to u mnie w powietowym rozjebali caly wystroj glownego placu, spalili choinke, ozdoby. Szkoda szczempic ryja
Ja też z Gdańska (Morena here) i potwierdzam - było mniej fajerwerków i ogólnie spokojniej niż zwykle.
@Wrzoo Zmienia się. Młodszych pokoleń nie jara wywalanie forsy w niebo. Dla nich te 500 zł to sobie odłożą na podróże po świecie albo, żeby kupić lepsze ciuchy. Tak zgaduję, ale nie przekonuje mnie gadka, że bida paaaanie. Kiedyś ludzie byli jeszcze biedniejsi a napierdalane było przez kilka dni.
Po prostu niektórzy wyrośli z tego, a młodsi mają coraz częściej wywalone na taką rozrywkę.
Zaloguj się aby komentować
Chlebek drożdżowy z masłem ziołowym. Dwie blachy, bo zawsze szybko schodzi. Piec nie lubię, ale skoro goście przyjeżdżają…
#bojowkapiekarska #pieczenie #gotujzhejto





Zaloguj się aby komentować
No, tego.
PS @cebulaZrosolu, w przyszłym roku Cię pokonam!
#samispamerzy #podsumowanieroku


Zaloguj się aby komentować
1794 + 1 = 1795
Tytuł: Wilk w białej furgonetce
Autor: John Darnielle
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: ArtRage
Format: książka papierowa
Liczba stron: 240
Ocena: 8/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5196448/wilk-w-bialej-furgonetce
Opowieść dorosłego żyjącego w cieniu wypadku z czasów nastoletnich, który permanentnie okaleczył jego twarz. Gra korespondencyjna, którą tworzy, i ludzie, którzy w nią grają.
O czym jest "Wilk w białej furgonetce"? Ciężko to określić. Jest to współczesna literatura piękna — coś, od czego zazwyczaj stronię, bo czuję się trochę za głupia, by w pełni ją zrozumieć. Nie ma prostej, jasnej fabuły. Jej akcja jest wręcz odwrócona — przez całą książkę próbujemy zrozumieć, co było przyczyną wypadku, co do niego doprowadziło, i wyjaśnienie dostajemy na samym końcu.
Ale w większości jest to pewnego rodzaju spowiedź. Dowiadujemy się, kim jest narrator, w jaki sposób myśli z jego opowieści i wspomnień. Opowiada nam, w jaki sposób dochodził do siebie, skazując się jednocześnie na całkowitą izolację. Odczuwamy to, co sam odczuwał — pewną rezygnację połączoną z pogodzeniem się z losem.
Książkę tę poleciły mi zaprzyjaźnione bibliotekarki z silent book clubu, i choć nie zmieniła ona mojego życia, to była miłym zaskoczeniem jako reprezentant gatunku, który zwykle omijam.
Prywatny licznik (od początku roku): 56/52
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
1752 + 1 = 1753
Tytuł: Droga królów
Autor: Brandon Sanderson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mag
Format: e-book
Liczba stron: 1136
Ocena: 7/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4896952/droga-krolow
Hej, dzieci, jeśli chcecie... poczytać dobre fantasy, to "Droga Królów" jest nawet okej.
Cykl "Archiwum burzowego światła" polecił mi @Dziwen (najwyraźniej jest tu spora grupka ewangelistów tej serii, ale Dziwen to jej papież). Wiele już o samej "Drodze Królów" zostało też powiedziane, ale parę zdań wprowadzenia napisać trzeba.
Jest to przede wszystkim kobyła. Dość męcząca, bo opowieść jest gęsta — przebrnięcie przez nią zajęło mi prawie miesiąc (co jest o tyle dziwne, że niemal dwa razy dłuższą "Wojnę i pokój" czytałam nieco ponad miesiąc). Opowieść zbudowana jest na paru wątkach dotyczących kilku głównych bohaterów — arcyksięcia, niewolnika, młodej szlachcianki-uczennicy i skrytobójcy, których z pozoru nic nie łączy.
Akcja tak naprawdę rozwija się dopiero w połowie książki, by nabrać rozpędu w ostatnich 15 procentach. Z tego powodu mamy wciąż wrażenie, że nie za bardzo coś tu się dzieje i ten pierwszy tom serii jest po prostu mocnym wprowadzeniem w świat przedstawiony. Tak poza tym, to mamy bitwy z dziwnymi ludami, niestworzone nazwy zwierząt i roślin, a także świecące kamyczki będące jednocześnie walutą i — uwaga, uwaga — źródłem mocy dla wybranych.
Jest to w moim odczuciu "męskie" fantasy. Na pewno spodobałoby się mojemu bratu. Czy mi? Nie porwało mnie aż tak, bym rzucała teraz kolejkę książek i zabierała się za kolejny tom. Ale może wrócę do tej serii w przyszłym roku.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #abś


@Ravm zależy w którym momencie jesteś. Sam zostawiłem Rytm Wojny chyba na miesiąc, bo wymęczył mnie solidnie do jakichś 50% pierwszego tomu. Jak wróciłem, to okazało się, że przerwałem na chwilę przed tym, jak akcja nabrała tempa. Dla mnie RW był pod tym względem najtrudniejszą częścią serii, choć sam w sobie zawiera jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen w całym Archiwum, zwłaszcza takie związane z Kaladinem.
Wiatr i Prawdę (5 tom) lepiej zostawić w spokoju i nie psuć sobie wizji świata. Plus tam to dopiero jest lania wody.
@Dziwen jakaś 1/4 pierwszego tomu.
Chyba w takim razie się przemęcze bo jak odstawię to już nie wrócę.
A jakie fantasy na przerwę świąteczna byś poleciła i dla Ciebie jest topką?
Poza lotr, czy inną pieśnią lodu i ognia?
Zaloguj się aby komentować