Kolejna twarozupka do kolekcji i oceny. Tym razem wybór padł na Vifon Kimchi. Owczarek nie lubi smaku kimchi, dlatego sam z siebie by takiej nie zrobił. Ja natomiast za kimchi przepadam, a kwaśne zupki mają to do siebie, że dobrze parują się z twarogiem.
Nie jestem może tak wyrobiona jak Owczarek, więc dodałam jedynie pół klinka. Ale mimo to twaróg fajnie rozpłynął się w zupce. Do tego był to hajnowski od @AdelbertVonBimberstein, więc najwyższa jakość. W zupce twaróg nabrał miękkości i jedwabistości. Sama zupka nie przypomina aż tak smakiem kimchi, ale było to przyjemne danie.
A przecie przypomniała mi kwiat! Wie pani, jaki? Wrzos! Znam takie wrzosowiska w kwiecie. Zdrowie od nich idzie i robią wrażenie czegoś bardzo subtelnego, a silnego. Ona ma taki wdzięk nieświetny, niepozorny. Cieniutka, skromniutka, bez blasków, barw, form okazałych, taka gałązka koralowa, osypana drobniutkim kwieciem, łagodnej barwy, a kształtów nadzwyczaj ślicznych, gdy się im przyjrzeć uważnie! I nie zwiędnie to, i nie osypie się.
Początek XX wieku: fabryki, spaliny i tyfus widziane z okien salonów i buduarów. Ona ze wsi, on z Warszawy. Obydwoje wchodzą w to małżeństwo z rozsądku, nie z miłości. Jego życie ma się pozornie nie zmienić, a w jej przejść rewolucja. I wszyscy tylko czekają, aż parweniuszce powinie się noga.
"Wrzos" jest jedną z tych książek, które potwierdzają, że klasykę literatury da się lubić. A może wręcz uwielbiać, bo bardzo trafia w mój gust. Są piękne stroje, obrazy, wykwintne dania, ale też bieda, brud, choroby i pełen przekrój charakterów. Cudo.
Takie piękne podsumowania i podziękowania lecą po #ogolnopolskiehejtopiwo, to ja też dorzucę od siebie parę słów.
Cieszę się, że tak różnorodni ludzie mogą mieć tę jedną wspólną rzecz, jaką jest Hejto, i mimo odmiennych zdań, środowisk, poglądów móc się spotkać na #hejtopiwo i poznać się tak twarzą w twarz. Żałuję tylko, że nie miałam okazji porozmawiać z każdą obecną osobą.
@KatieWee i @patryk-pis dziękuję za atmosferę i ciepło, które towarzyszy każdemu spotkaniu — zawsze cieszy mnie ten komfort rozmów z Wami i jestem wdzięczna za poczucie zrozumienia.
@Sweet_acc_pr0sa i @Rozpierpapierduchacz, kochane bliźniaki z różnych matek! Uwielbiam Was, nicponie. Dziękuję za wszystkie rozmowy (te głupiutkie i te poważne), dotrzymywanie towarzystwa i rozśmieszanie.
@LaMo.zord naprawdę świetnie było Cię poznać i porozmawiać z Tobą o wszystkim. Ogromny szacun i trzymam kciuki, żeby było jak najlepiej. No i żebyś mógł już niedługo ręce podnieść.
@AdelbertVonBimberstein dziękuję za twaróg, uśmiech i towarzystwo. Dobrze było Cię znów spotkać, i niezmiennie jesteśmy z Ciebie z Owczarkiem bardzo dumni. No i czekamy na Ciebie i @Jaskolka96 w Gdańsku!
@sireplama dziękuję, że przy każdym spotkaniu tworzysz tak pozytywną atmosferę. Masz taki wyjątkowy dar — sprawiasz, że ludzie stają się zauważeni, czują się częścią grupy. Dziękuję Ci za to.
@fonfi i @mles dziękuję za wspólną rozmowę — mimo że o programowaniu wiem niewiele, to miło było pomówić z Wami o Hejto i Hejtostats. Chapeau bas za poprawki wrzucane z auta.
@bojowonastawionaowca , @kris , @ebe — to dzięki Wam mogliśmy się spotkać. Dziękuję.
Dziękuję też każdej osobie, która wzięła udział w moim małym projekcie. Wyniki, mam nadzieję, wkrótce.
I wreszcie @owczareknietrzymryjski — mój Twarogożerco, Śmieszku, Koksowniku. Chcę zawsze z Tobą jeść tosty z serem.
@Wrzoo jaką wodę pić, serio przefiltrowana kranówa jest najlepsza? Od zawsze piję butelkowaną, ale ta niby zawiera mikroplastik i umrę, z kolei filtrowana smakuje okropnie i nie umiem się do niej przekonać. Co polecasz?
O nie, @AdelbertVonBimberstein mnie okłamał! Mówił, że @Wrzoo nie będzie. A ja tak coś czułam, że ściemnia, jak do fryzjera poszedł, czystą koszulkę założył i się perfumami oblał. Podły kłamca
Do przeczytania tej książki skłonił mnie podkast "Co ćpać po odwyku", który niezmiernie lubię, a konkretnie opowieści jednego ze współprowadzących — Julka Strachoty — o jego doświadczeniach z Zen. Ponadto pamiętam, że @Sweet_acc_pr0sa wspominał, jak lubi filozoficzne książki z tego wydawnictwa i że są one bardzo przystępnie napisane.
Pozycja ta to uosobienie pola "Książka krótka, ale intensywna" z #czytelniczebingo. Jest to mentalna cegła. I nie chodzi mi tu o to, że nie da się przez nią przebrnąć; raczej o to, że treść jest na tyle intensywna, że wielokrotnie trzeba czytać te same zdania, by choć trochę je pojąć.
Zen właśnie takie jest: niepojmowalne ludzkim umysłem, bo nie chodzi o to, by je pojmować. Dla osób, które kierują się w życiu przede wszystkim logiką (w tym dla mnie), zrozumienie Zen nie ma racji bytu, bo nie da się go zrozumieć — nie opiera się na logice. Celem Zen, jeśli dobrze to rozumiem, jest osiągnięcie satori, oświecenia, które polega na przyjęciu nowej perspektywy, by "zrozumieć" świat na nowo. Nie chodzi tu o osiągnięcie stanu pustki, tylko stanu pełni. Jedynie zaginając obecny sposób myślenia, wykręcając mózg za pomocą koanów (nielogicznych dla niewprawionego umysłu, zagadkowych opowieści) można w pewnym momencie osiągnąć satori i w pełni posiąść Zen.
Z książeczki tej wynika też, że Zen nie jest dla każdego. Wymaga wytrwałości w dążeniu, pracy umysłowej, rozważania. Tym trudniejsze jest do osiągnięcia przez człowieka Zachodu, który żyje w świecie logiki i opiera się na starogreckiej dialektyce. Być może z tego powodu nie jest dla mnie, przynajmniej nie teraz, bo nie czuję braku związanego ze sferą duchową, którą Zen mogłoby zapełnić, ale na pewno coś we mnie po tej lekturze zostanie.
A, i książka niezbyt nadaje się do czytania przed snem (jednocześnie usypia i wymaga dużego skupienia, by zrozumieć, co autor ma na myśli). O wiele lepiej czyta się ją w przychodni.
Celem Zen, jeśli dobrze to rozumiem, jest osiągnięcie satori, oświecenia, które polega na przyjęciu nowej perspektywy
W zasadzie to oświecenie jest efektem ubocznym. Jeśli ktoś dąży do oświecenia to tam nie dotrze, jeśli tam nie dąży, to się tam znajdzie, ale zgubi się na nowo, gdy się zorientuje, że jest na miejscu.
koanów (nielogicznych dla niewprawionego umysłu, zagadkowych opowieści)
Koany są nielogiczne również dla wprawionego umysłu, bo ich celem jest wysadzenie praktykującego z dualizmu myślenia (dobry-zły, działa-nie działa). Nie mają mieć rozsądnego rozwiązania, które da się opisać słowami i zawrzeć w książce.
Odkąd odwiedziłem japońskie ogrody zen chce trochę poznać temat buddyzmu zen. Próby oglądanie czegoś na yt - porażka, nic nie rozumiałem, jakiekolwiek skupienie odlatuje momentalnie. Muszę kiedyś tą lekturę wziąć do ręki 😄
Sto lat, Hejto! Szok, że minęło nam już wspólnie 5 lat.
Pamiętam jak dziś wpis na Wykopie w odpowiedzi na powstanie portalu Albicla, w którym chłopaki złożyli obietnicę stworzenia lepszego portalu w 24 godziny.
Pamiętam też te wszystkie papajowe nicki i żółtotwarzowe obrazki, które zalały portal nieco podobny wówczas do Facebooka. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ile ja bym dała za screen z tamtych dni!
Niesamowite jest, jak Hejto zmieniło się od tamtej pory. I cieszę się, że jestem tu od początku. Choć, oczywiście, trzeba było grubych przegięć na Wykopie (a konkretnie, afery orlenowej), bym przeniosła się tu z całym swoim mandżurem (pozdrowienia dla @George_Stark, który również lubi nieść mandżur) i Owczarkiem na stałe.
Zobaczyłam tę książkę w katalogu nowości w bibliotece i zainteresował mnie format. Dałam się trochę zbaitować.
Przedmioty, które dobrała autorka, służą jako ilustracja do opisu historii kobiet i ich miejsca w społeczeństwie na przestrzeni lat. Zaczynamy od prehistorii, kończymy zaś na współczesności. Każdy przedmiot przedstawiony jest na czarno-białym zdjęciu (minus, bo autorka czasem mówi o detalach i barwach, których nie widzimy) i poświęcone są mu około 2,5-3 strony tekstu.
I o ile do doboru opisywanych przedmiotów (których w większości nie znałam) i opisania ich historii — a wraz z nią historii kobiet — nie mogę się przyczepić, to, niestety, ta książka ma tę samą wadę, co wiele innych książek z historią kobiet w tle. Autorka rzuca w niej bardzo "zaczepnymi" i tendencyjnymi zdaniami. Bo hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr. Zawsze sięgając po tego typu książkę mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie, i zawsze się zawodzę. Mimo dobrych zamiarów autorki, ma to zupełnie odwrotne działanie, odbiera to przyjemność z czytania i nie mogę z czystym sercem polecić tej pozycji.
Ciekawostka z książki na osłodę: "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina były pierwszą książką napisaną w całości na maszynie.
@Wrzoo "hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr" to jest faktycznie bolączka większości książek na ten temat. Zresztą podobnie jest z tematyką rasizmu. Zawsze uciskani czarni i biali jako potwory żądne krwi, gwałtu i gotowi wieszać na szubienicach. Obiektywizm takich pozycji bardzo na tym traci.
W tym roku przekażę 224,65 zł nie swoich pieniędzy na WOŚP.
Rodzice zaszczepili we mnie podejście, że żaden pieniądz nie śmierdzi, nawet groszak znaleziony na ulicy. A że wraz z @owczareknietrzymryjski mamy oko do drobniaków leżących na ulicy (a czasem nawet i banknotów)...
...To parę lat temu postanowiliśmy wszystkie znalezione pieniądze gromadzić w słoiczku i raz w roku przekazać je na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Dlatego też, tak jak i rok temu, bardzo zachęcam Was do założenia swojego słoiczka.
Bo fajnie jest obserwować rosnącą z każdym miesiącem górkę pieniędzy, cieszy też otrzymanie wiadomości na komunikatorze, że bliska osoba znalazła 50 groszy do dorzucenia — ponieważ zamiast walać się po kieszeni, pójdą na szczytny cel.
@Wrzoo Kurde, ale zarąbisty pomysł. Że ja na to nie wpadłem! A też udaje mi się często na ulicy bilony wypatrzeć. W każdym razie słoik założony - dzięki.
Mamy w #gdansk dzielnice, które oficjalnie noszą jedną nazwę, ale mieszkańcy nazywają je zupełnie inaczej.
I w ten sposób mamy dzielnicę "Piecki-Migowo", ale tylko przyjezdni i urzędasy tak na nią mówią. Bo dla większości jest to "Morena". I jak ktoś powie, że mieszka "w Pieckach-Migowie" albo "na Pieckach", to od razu wiadomo, że ktoś nietutejszy jest.
Mamy też ulice, które mają utarte, nieoficjalne nazwy. Jest ulica Księdza Zator-Przytockiego, ale... mieszkańcy nazywają ją ulicą Czarną. Kiedyś nosiła tę nazwę, ale jako że znajduje się przy niej kościół, to nie mogła być przecież kojarzona z kolorem szatana.
Przemianowano ją więc, a oficjalne miano ulicy Czarnej nosi inna uliczka kilometr dalej. Ale żeby nie było tak łatwo, nawet księża mówią ciągle o "Parafii na Czarnej".
Czy w Waszych miejscowościach i okolicach też tak jest? Czy są miejsca, które mają oficjalne i "utarte" nazwy?
PS. To nie będzie jakaś regularna seria, więc proszę śmiało częstować się tagiem i zadawać pytanka.
@Wrzoo Z dzielnicami lub ulicami nie przypominam sobie, ale w ciągu ostatnich lat parę razy w Toruniu słyszałem, jak ktoś mówiąc o Auchan przy Grudziądzkiej mówił, że był "w Żanie". Za chwilę będzie 20 lat, jak Geant odszedł z Polski, ale nazwa pierwszego właściciela została.
…mamy w robocie migrację bardzo ważnego i skomplikowanego narzędzia, na którą przygotowywaliśmy się od listopada, więc cały dzień będę skupiona na robocie niczym @Fafalala wczoraj.
Jak dobrze, że dziś na Hejto będzie cisza i spokój, to nic mnie nie ominie.
…mamy w robocie migrację bardzo ważnego i skomplikowanego narzędzia
W poprzedniej firmie robiliśmy migrację takiego systemu kadrowego i w nowym sobie to tak wymyślili, że wnioski o nadgodziny będą realizowane w taki sam sposób jak urlopowe, więc jeśli było się #sysadmin jak ja i miało planowe nadgodziny (xD), to trzeba było wypisać urlop xD
Inteligencja i wykształcenie niewzbogacone ludzkimi uczuciami nie mają żadnego znaczenia.
To jedna z tych niepozornych książek, które widzi się, że inni czytają, a zdecydowanie za mało się o nich słyszy. A przy okazji jest to klasyka science fiction — pierwsze wydanie pochodzi z 1966 roku.
Charlie Gordon jest upośledzonym umysłowo mężczyzną po trzydziestce. Został porzucony przez rodzinę. Jego codzienność to praca w piekarni, gdzie zamiata podłogi i dostarcza zamówienia. Uczęszcza do szkoły — bardzo zależy mu na tym, by nauczyć się pisać i czytać. Jego nauczycielka zachęca go do wzięcia udziału w eksperymencie doktorów Straussa i Nemura, którzy chcą wykonać na nim operację mającą zwiększyć jego IQ.
Operacja się udaje, i Charlie staje się inteligentniejszy. Odkrywa przy tym jednak niewygodną prawdę o sobie i świecie, o swojej przeszłości i tym, jak naprawdę do tej pory postrzegali go ludzie.
Powieść ta ma formę pamiętnika, dzięki czemu znajdujemy się w centrum wydarzeń i jeszcze silniej empatyzujemy z Charliem. Śledzimy jego rozwój z każdą przewróconą stroną. Czujemy jego dylematy moralne, wątpliwości, frustracje. Jest to naprawdę fenomenalna książka, napisana lekko i przemyślanie.
@Wrzoo jako, że to wpisy pamiętnika to początki były dla mnie trudne, a zanim zrozumiałem że błędy to celowy zabieg to myślałem że mam jakieś upośledzone wydanie xd
Jezu, jak zimno. W twarz najgorzej. I ślisko jak ja nie mogę, bo na chodnikach sam lód.
W 1/3 drogi zaszliśmy do kawiarni na kakao i ciasto. Udało nam się odtajać, choć ubrania dalej zmarznięte. Ale wiadomo, kalorie wjechały, jest okej. Ruszyliśmy dalej.
Jakoś za połową drogi zrobiliśmy sobie sanity check:
- To jak się czujesz?
- No wiesz, na takim autopilocie jadę. Idę, żeby iść, bo w sumie idziemy, ale tak 10% energii idzie w myślenie, a 90% idzie w nogi.
- Tramwaj?
- Tramwaj.
Nie ma co ryzykować. Niby sobie człowiek myśli, że bez problemu da radę, bo chodzi takie trasy na co dzień i nic się nie dzieje, ale... No nie no. Za zimno jest.
@Wrzoo a bo wam raz na ruski nad tym morzem przypiździ to potem jesteście nie przyzwyczajeni xD dzisiaj rano z buta robiłem 2,5 km w kurtce takiej wczesno jesiennej/późno wiosennej bo jak debil myślałem że nie jest aż tak zimno, po pół km zacząłem czuć że jednak piździ a po km już było cieplutko w robocie okazało się że jest -12. Ale fakt na spacer to tak dla przyjemności to trzeba to lubić
Trafił w moje i Owczarka ręce ten słynny poradnik bezpieczeństwa.
...tylko dostało się nam wydanie drugie, poprawione xD
Szliśmy sobie któregoś razu spacerkiem i zobaczyliśmy leżący na ziemi ten oto poradnik. No nie dostaliśmy jeszcze do skrzynki własnego, więc podnieśliśmy nie wiedząc, na jakie złoto trafiliśmy.
Otóż osoba, która go otrzymała, naniosła swoje uwagi. xD Ponadto widać pasję w postaci przekreślonych jedną kreską obrazków. Aż czuć tę nienawiść.
Moje ulubione to krówka z podpisem "Bodnar" i świnka z podpisem "Tusk".
@Wrzoo Niestety, ale z moich smutnych obserwacji społeczeństwa (całego jego przekroju, nie tylko "bańki", w której większość z nas się otacza) wynika, że jest grubo... O wiele gorzej, niż się większości wydaje. To tutaj to jeszcze jakiś w miarę "normalny" przypadek, ale ci skrajni to dopiero są odloty. Przykro się to ogląda, słucha, ale do tego doprowadziło wiele rzeczy, w tym propaganda i wieczna walka polityczna, która co raz głębiej wchodzi nam z butami do domu - nie tylko przez telewizor.
Akurat to nie moje komentarze więc zacytuję: "Finlandii czy Szwecji takie coś co jakiś czas wysyłają...I dlatego oni w czasie covidu nie wykupowali ryżu i paliwa bo są białymi ludźmi i umieją czytać ze zrozumieniem. W razie wojny też będą wiedzieli co robić a Polacy jak zwykle spanikuja, popłaczą się i zesraja pod siebie."
"A niech wyrzucają, zawsze to jakiś cień szansy że w razie W przez własną ignorancję skończą w piachu"