Opowieść o jodze, styczniu i instruktorze, którzy lubi trochę potrollować.


Od jakichś sześciu lat regularnie chodzę na jogę. Przedtem jogowałam okresowo, sporadycznie, no ale od tych sześciu lat traktuję to jako moją formę aktywności fizycznej. No, bo wiecie, joga to nie tylko rozciąganie, ale w miarę rosnącego poziomu zaawansowania — solidny trening kalisteniczny.


No właśnie, poziomy zaawansowania. W studio jogi, do którego uczęszczam, zajęcia dzielą się na trzy poziomy: 0, I, II i III. "Zerówka" to zajęcia dla osób z krótkim stażem i doświadczeniem, tak spokojnie pół roku; kolejne poziomy wymagają już od człowieka więcej.

Gwoli zilustrowania, po tych sześciu latach jestem w lepsze dni na poziomie II, a w gorsze - I. "Trójki" raczej w życiu nie uświadczę, bo trzeba mieć od niej naprawdę naturalne predyspozycje albo zacząć bardzo młodo.


No więc chodzę 2-3 razy w tygodniu, zwykle na te same zajęcia jogi poziomu I do tego samego instruktora. Nazwijmy go Bogdan. Bogdan jest koło czterdziestki, chudy jak trzcina, absolutnie przesympatyczny, zawsze uśmiechnięty. To człowiek, który swoją obecnością po prostu poprawia wszystkim humor. Mamy na zajęciach swoją stałą ekipę, która przychodzi tylko dla Bogdana.


Zajęcia u Bogdana to joga I, ale często wplata elementy z poziomu II. Albo, jeśli ma naprawdę dobry dzień, robi nam wymagający trening, który w dużej mierze można zaliczyć jako "dwójkę".


No ale, mamy styczeń. I styczniowców. Styczniowcy w studio jogi są dość specyficzni, bo zadziwiająco często przychodzą na zajęcia z poziomem niewspółmiernym do swoich umiejętności.

Nie zrozumcie mnie źle — jestem za tym, by przekraczać swoje granice i budować siłę swojego ciała, stawiając sobie wyzwania... ale joga na nieco wyższym poziomie bez uprzedniego przygotowania jest po prostu niebezpieczna. Przy rozgrzanym ciele (a osoby zaczynające przygodę z jogą nie mają jeszcze zbudowanej jogowej wydolności i grzeją się mocno) można bardzo łatwo sobie coś naciągnąć, naderwać. Tym bardziej, jeśli mięśnie głębokie też nie są w stanie zapewnić równowagi.


No więc na naszych zajęciach z jogi I u Bogdana zaczęli pojawiać się styczniowcy. A dziś było ich wyjątkowo dużo. Czy poszli na zajęcia 0 w zeszłym tygodniu i poczuli się na tyle pewnie, żeby przyjść na "jedynkę"? A może bywali na jodze wcześniej, coś już tam im się pozycje kojarzą, więc nie czują się początkujący? Kto wie.


Natomiast Bogdan wie, kto jest nowy na sali. I Bogdan widzi, że jest ich sporo. I zauważyłam, że gdy na zajęcia przychodzi jakiś nowicjusz, to Bogdan... podkręca tempo. I robi to bardzo niepozornie i z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Nie inaczej było dzisiaj. Zaczęliśmy, jak zwykle, od rozgrzewki. Tu było łatwo. Ale wystarczyła już pierwsza rzecz, czyli deska z unoszeniem nogi i trwaniem w tej pozycji, by zielonki poczuły przedsmak tego, co będzie się działo dalej. A dalej było już tylko lepiej: Dziesiątki czaturang (jogicznych pompek) w seriach, powitań słońca, upływające minuty uttkatasan ("krzesełko"), ardha chandrasana (taka zaawansowana forma stania na jednej nodze w pochyleniu), skręty w wojowniku, i wreszcie zwieńczenie wieczoru, czyli stanie na rękach.


Nie powiem, sama byłam już fajnie zmęczona na sam koniec. Widziałam po twarzach innych stałych bywalców, że też ich ten trening podmęczył. Ale ci niedoświadczeni byli zgnojeni. Tak do cna. Twarze czerwone. Maty zlane potem. Butelki z wodą wydojone. Morale podłe.


I teraz zastanawiam się, na ile nasz instruktor robi takie akcje nieświadomie, a na ile trolluje. Nie, żeby ludzi zniechęcić do jogi... Ale może chociaż żeby zniechęcić ich do wchodzenia na nieadekwatny poziom zbyt szybko.


#joga #przemyslenia #styczen #postanowienianoworoczne

d81e0df8-ce2c-40d9-b9d5-954b09abcf60
Wrzoo userbar

Komentarze (13)

ErwinoRommelo

Xdd dajesz bogus jedziesz z zielonkami, chrzest ognia !

Z_buta_za_horyzont

Nie, żeby ludzi zniechęcić do jogi...

Myślę, że takim działaniem skutecznie odstraszy większość mniej zmobilizowanych.


Sto lat temu poszedłem na Judo. Na treningu dowiedziałem się tylko, że muszę się nauczyć upadać. Nie pokazano mi nic poza godziną rzucania mną o matę przez doświadczonych i już tam więcej nie wróciłem...

cebulaZrosolu

@Z_buta_za_horyzont może tu było to samo, nie ma płacone od ilości ludzi tylko od treningu to co się będzie przejmował

AliGi

@Z_buta_za_horyzont umiejętność prawidłowego upadania jest przydatna w życiu, żeby się na lodzie nie połamać ale faktycznie mogli pokazać Ci jak prawidłowo innych rzucać o matę

Wrzoo

@Z_buta_za_horyzont Bogdan jest o tyle spoko, że ciągle powtarza: "Nie musisz tego robić, możesz odpocząć, możesz zrobić łatwiejszą wersję". Ale ludzie mają zakodowane w głowie, że jak pokazywana jest wersja trudna, to MUSZĄ ją robić. A potem ledwo żyją.

Z_buta_za_horyzont

@Wrzoo To podobnie jak u mnie crossfit, zawsze są ćwiczenia dla mniej doświadczonych/słabszych ale presja tłumu i większość robi trudniejsze potem niektórzy robią byle jak albo nie dają rady i udają, że ćwiczą.

Atexor

Wiesz, tylko każdy kiedyś w czymś zaczynał I nie był mistrzem, a myślę, że właśnie styczeń to dobry miesiąc żeby pokazać, że jest miło i fajnie. Wtedy większa szansa, że jacyś "styczniowcy" się uchowają, a nie będą tymi styczniowcami.


Mnie na studia zachęcali kierunkiem zamawianym (płatnym, ale to oni mi płacą) oraz symulator em lotów kosmicznych. Dołączyłem - kierunek zamawiany skończył się rok wcześniej, salka z symulatorem była zamknięta bo kierunku nie otworzyli, a "doświadczenia" były na szybko i na odpieprz. Wielu nie wytrwało ze styczniowców, tj. pierwszo-drugorocznych.

Wrzoo

@Atexor Ano, miło i sympatycznie jest. Dużo uśmiechu, żartów — ta joga jest naprawdę na luzie. Zresztą, Bogdan zawsze mówi, że można robić lżejsze wersje. Że nie trzeba iść na całość. Powtarza to w nieskończoność. Ale ludzie traktują to jako wyzwanie, a joga nie jest wyzwaniem — jest drogą i ciągłym doskonaleniem się w miarę możliwości.
Tylko z uwagi na poziom jest też męcząco.

jedikk

@Wrzoo a co się zyskuje będąc na poziomie 2 i 3 w porównaniu do 1? Z tego co wywnioskowałem, to tej jedynce niczego nie brakuje, co można by chcieć na wyższych poziomach i czy to jest zdrowe długoterminowo? Czy to już się zamienia w soprt wyczynowy :-P

Wrzoo

@jedikk to dla większości wyzwanie — bardziej zaawansowane pozycje, więcej pozycji odwróconych (czyli takich głową w dół, dla większości joginów są one po prostu atrakcyjne i dodają dopaminkę), mniej przerw na odpoczynek (czyli zwiększanie wydolności). To jak przeskok między bieganiem dyszek a robieniem półmaratonów. Ale też nie każdy ma predyspozycje do tych wyższych poziomów, ciało ma swoje granice. Dlatego ta jedynka często jest sufitem dla ludzi.

jedikk

@Wrzoo tak sobie teraz myślę, że na 2 i 3 też mogą być takie śmieszki, i pierwsze treningi ukazywać, jako trudniejsze.

Ps. Potrafisz stać na rękach? Córka mojej mamy koleżanki potrafi, może to ty :-P

Wrzoo

@jedikk potrafię :D na luzie z podparciem nóg na ścianie, ale teraz trenuję balans, żeby utrzymywać się bez podparcia.

Vampiress

@Wrzoo Bogdan mi przypomina wfistów z uczelni.


Tyle, że na te uczelniane wf-y trzeba było się zapisywać z przymusu (bo polska oświata, jak zwykle 100 lat za Murzynami, dalej uważa, że do sportu najlepiej zachęcać metodą kija) i słabe było, jak grupa złożona w większości z amatorów, co max sportu dla nich to była jazda rowerkiem w lato, dostawała wycisk stulecia, bo się wfistce niespełnionej Chodakowskiej załączył tryb senseja z Karate Kid.

Zaloguj się aby komentować