LXI (LXXXVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
Weekendowa kontynuacja obwodów i kampusa.
Kampus - dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę - to taka deska z listewkami , na której się cierpi. Co prawda ćwiczenia w zwisie to jeszcze nie mój poziom, muszę - dla bezpieczeństwa - podpierać się, ale udało mi się bardzo pięknie skatować palce. Daleko od kontuzji, ale blisko bólu. Jutro pewnie będę czuł i cierpiał.
Cały trening polegał na maksymalnym zmęczeniu się przed planowanymi dwoma dniami przerwy. A po nich: wracam na sznurek.
Nie, nie wiem czemu za pierwszym razem zignorowało nawias w linku do wiki i teraz na dole mamy miniaturkę "Campus - wieś w Stanach" xD
@Statyczny_Stefek podgląd prowadzi do innego hasła to się zdarza. Celowo tak robimy aby moi użytkownicy mogli jeszcze bardziej poszerzać swoje horyzonty.
LIX (LXXXIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
No i popowracałem sobie do liny, ech. Akurat wczoraj moje chęci i plany zdeterminowała pogoda - na bulderowni ze względu na lokalizację jest chłodniej. A skoro już poszedłem, to kupiłem karnet, więc pewnie będę musiał tam chodzić częściej. No, ale w końcu jest lipiec, raczej będzie cieplej niż chłodniej.
Skoro bulderownia to obwody. I trochę zabawy na Kilter Board (taka ścianka, na której można sobie wyświetlać problemy z listy predefiniowanych w internetach - podświetlają się chwyty w odpowiedni sposób). Tutaj chwyty były małe i szorstkie, więc moja skóra dziś cierpi. Bardzo. Cierpi. Podobnie zresztą jak mięśnie - dziś dzień wolny, ale ani trochę nie żałuję.
@boogie Pod obwody najlepsze 10% - akurat takie żeby zrobić po 20-30 przechwytów pod rząd (3-5 problemów) i nie zbułować się. Zaczynałem na 40%, ale to już są bulderowanki, to nie na teraz.
@deafone Każde pokolenie które odchodzi może coś podobnego powiedzieć o tym nowym. Zawsze nowe pokolenia odchodzą od tradycji, szukając udogodnień, wygody, technologii (nieważne czy to nawigacja google czy sekstans).
I masz rację, cześć robi się słaba: z papierową mapą zaginą w górach, w lesie po trzech dniach wrócą niewyspani, gołą dupą jeża nie zabiją.
Pytanie jednak czy - o ile nie nastąpi wojna nuklearna - to aż tak źle?
LVIII (LXXXIII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
W końcu wracamy do liny. Wygląda na to, że na "mojej" ściance nikomu nie spieszyło się do przekrętek, więc jest trochę "skałkowo": przychodzę po dwóch miesiącach, a tu nadal te same drogi
Dziś (wczoraj) trening wytrzymałości siłowej. Interwały z prowadzeniem/wędką. Poprowadzone 6b nie jest zaskoczeniem (chociaż przy dachu hali było bardzo ciepło i prawie wyjechałem z końcówki, bo dłonie momentalnie zaczęły mi płynąć śliskim), ale dwie serie interwałów [6c+]+[6c] a potem 2x [6c]+[6b+/c] są przyjemnie satysfakcjonujące.
Nie mogę jednak przyznać, że to taki niewiarygodny skok formy - równolegle do treningów zrzuciłem trochę kilo. Sporo. Będzie o tym osobny wpis, jak zakończę rundę zrzucania (o ile niczego nie zepsuję), więc teraz nie będę się rozpisywał, ale moje wyniki to w pewnej (nie wiem jak dużej) części zasługa mniejszego bagażu.
Niezależnie od pokonanych trudności - czuję w sobie wczorajszy trening, więc było dobrze i solidnie. Dziś, jeśli nic nie wypadnie, drugi trening w serii i dwa dni wolnego.
@Statyczny_Stefek byłem wczoraj i chciałem dokończyć mój projekt. Ostatnio dobiłem niemal do końca, ale byłem zbyt zmęczony, aby próbować kolejny raz, a byłem "pewny, że się uda". Pomyślałem, że we wtorek dokończę już na 100%. To była niedziela... We wtorek przychodzę, a moja pomarańczowa 6B+ (hard) zniknęła xD Kurde, był ostry smuteczek ;/
Fabuła nie była porywająca, nic wyjątkowego. Kilka akcji spodziewanych, raz nawet otworzyłem szerzej oczy. Na szczęście zakończenie wynagradza lekkie dłużyzny.
Nadal - niestety - jest to najgorsza z serii science fiction jakie w życiu czytałem, ale muszę przyznać że ta książka dała mi spory zastrzyk zaciekawienia, mam nadzieję że kolejne tomy będą jeszcze lepsze.
@Statyczny_Stefek Jak czytalem to za dzieciaka z gimbazy z 20 lat temu to pamietam, ze bylem cala seria oczarowany. Kilka lat temu udalo mi sie wszystko skompletowac i przeczytac jeszcze raz: cale Imperium Galaktyczne, Roboty i wszystkie Fundacje. Powiem szczerze, ze takie mocne 5/10. Seria moim zdaniem sie bardzo zle zestarzala. Najbardziej mnie denerwowalo, ze kazda ksiazka ma te sama forme, przez 90% ksiazki bohaterowie kreca sie jak gowno w przereblu, a pozniej autor wyskakuje z deus ex machina i koniec - "tak naprawde to byla druga fundacja haha!". Masakra.
@Statyczny_Stefek Zrobiłem ten błąd ża zacząłem czytać tę serię w kolejności chronologicznej zaczynając właśnie od preludium, a potem przeskoczyłem do "Fundacji", czyli pierwszej książki w serii (i najstarszej) i wydaje mi się że lepiej je właśnie czytać w kolejności pisania bo czuć że w tej pierwszej dopiero powstawały zarysy uniwersum.
Ale w sumie to nie wiem bo skończyłem w połowie "Fundacji i Imperium" i raczej już nie wrócę bo seria mnie jednak nie porwała za bardzo xD
Wycieczka do biura i powrót z zaliczaniem małych #kwadraty po lesie. Może i wbiłem się trochę w piach, może i kawałek pchałem - ale za to dołączyłem nowy "leśny" kawałek plamy i yardinho wzrosło o prawie 100 sztuk.
LVII (LXXXII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto
Taka przejściówka - rozchodniaczek przed kolejnymi wyjściami, trochę dlatego, że został mi jeszcze jeden dzień karnetu i głupio przepuścić
Potwierdziłem sobie, że problemy szóstkowe robię wszystkie, o ile nie zawierają ekwilibrystyki, a siódemkowe (zrobiłem dwa, w tym jeden flash!) są już w moim zasięgu. Nie wszystkie, ale już udaje się wejść w ten stopień. Człowiek się rozwspinał, poruszał, pobawił na nowych problemach i #czujedobrzeczlowiek
Teraz pewnie czas na sznurek, a może też uda się skombinować jakiś wyjazd w skały?
Ładnie :) moją bolączką nadal są słabe paluchy, bo plecy nawet nie czują, że pracują. Przez to mój max to 6c (na baldy i wędkę) ¯\_(ツ)_/¯ niby od czasu do czasu jakiś hangboarding wpadnie ale nie czuję progresu
@Bonrzur 6C to już bardzo dobrze. Jeżeli tylko możesz to zainwestuj w prywatnego trenera. Ktoś bardzo dobry technicznie jest wstanie wyjaśnić bardzo wiele sposób wejścia bez "mocy w palcach". Byłem raz i jestem w szoku jaki jestem "dobry" Technika zdecydowanie ważniejsza niż moc.
@boogie niby chodzę na sekcję z trenerem raz w tygodniu (grupa 6osob) i staram się jeszcze drugi raz sam wyskoczyć ale mam zerowe zdolności regeneracyjne (Kaszojad z kiepskim snem) przez co też i wytrzymałość siłowa cieniutka a powyżej 6c bez tego nie polecę ¯\_(ツ)_/¯ choć małym planomarzeniem jest jebnąć pierwsze 7a do końca roku na jakiś projekt
No dobrze, spróbujemy zrobić coś ambitniejszego o #slowenia - nie wiem czy wyjdzie z tego jakiś quality content, ale może przynajmniej "content".
Nie wiem jak w Waszym otoczeniu, ale ja w mojej bańce odnoszę wrażenie, że Słowenia (przynajmniej nie mylona ze Słowacją) jest nadal takim luźnym skojarzeniem: ktoś tam coś widział w sporcie, ktoś tamtędy jechał na urlop na Chorwację, może nawet nocował w trasie. Ale żeby tak więcej wiedzieć - to nie do końca.
Zatem zacznę od kilku #ciekawostki o Słowenii:
Słowenia jest niewielkim krajem, powierzchniowo podobnym do województwa podlaskiego (20k km²)
Mimo to jest dwukrotnie gęściej zaludniona od wspomnianego (100 osób na kilometr)
Skoro już o ludności mowa: jest ich niewielu - około 2,1 miliona, czyli tyle co Warszawa i ze dwa-trzy przylegające powiaty
Jest trzecim najbardziej zalesionym krajem UE: 61% to lasy
Ma trzykrotnie większe PKB per capita niż Polska
...i jest bardziej zadowolonym krajem - siedem oczek wyżej w rankingu niż Polska
Jest krajem z zaskakującym poziomem sportowym - ma sportowców w absolutnej światowej topce w bardzo wielu dyscyplinach (przypominam: ludności mają trochę więcej niż Warszawa!) - kolarstwo (Pogačar, Roglič, Mohorič, Novak, Urška Žigart), wspinanie (Janja Garnbret), siatkówka (kto śledzi, ten pamięta ciężkie boje), koszykówka (Dončič), skoki (rodzeństwo Prevc, Lanisek, Zajc)
I jedną z większych jaskiń udostępnionych turystom - jeździ tam nawet kolejka i występuje tam pewien rzadki płaz
Po słoweńsku spisany jest najstarszy tekst napisany w języku słowiańskim
No dobrze, to co tam robić i po co tam jeździć?
Przede wszystkim można spędzać #urlop aktywnie: miejsca dla siebie znajdą m.in. rowerzyści (szosa, gravel, MTB i downhill na trasach narciarskich), górołazi (ponad 10kkm szlaków, w tym najwyższy szczyt - Triglav - i jego via ferraty), narciarze (oczywiście), biegacze (też pewnie nikogo nie zaskakuje) i np. wspinacze (m.in. okolice Osp - jeden z topowych rejonów wspinaczkowych świata, chociaż raczej nie dla początkujących).
Kraj słynie też z wina i produkcji miodu (najwyższy wskaźnik pszczelarzy na 1000 osób w Europie). Posiada tylko 40 km linii brzegowej, ale da się tam również wypocząć stacjonarnie - na tym się nie znam, to sobie Czytelnik zgłębi samodzielnie.
No dobrze, tutaj zaczyna się nuda, będzie o mnie - można przestać czytać, dziękuję za uwagę.
Po co w ogóle tam pojechałem? Akurat napatoczył się długi weekend, a celem był #rower w #gory W Słowenii na dłużej do tej pory nie byłem, cel podpowiedział się sama, bo całkiem niedaleko granicy urodził się i mieszkał Tadej Pogačar , a po chwili szukania okazało się, że organizuje nawet swój event , polegający na wtarabanieniu się na szczyt Krvavec. A skoro już znalazł się punkt zaczepienia, to zrobienie planu na trzy dni było łatwe.
Być może będąc tak roztrenowanym jak ja (ostatnie trasy ponad 50km robiłem pół roku temu) powinno się zacząć od jakiegoś rozjeżdżenia na początek. Cóż, 1500 metrów na 50 km trasy to nie jest "rozjeżdżenie" a już na pewno nie "jakieś". Sztywniutkie podjazdy trzymające po 12-14% przez kilka kilometrów też na pewno nie pomogły - chociaż przynajmniej były krótsze niż (hehe) Monte Zoncolan . Trasa była krótka, ale wymagała podwiezienia się autem - akurat pan gospodarz miał dla nas wolny pokój i wpuścił nas do niego tuż przed 12:00 (ruszałem z Austrii), więc trzeba było wyrzucić graty, ubrać się, podjechać kawałeczek do parkingu przy cmentarzu (słoweńskie słówko na dziś: pokopališče) - i można zwiedzać.
Nie żebym widział wiele więcej niż moje przednie koło toczące się przez asfalt I to nie ze względu na zmęczenie - trasa prowadziła głównie przez lasy. To jest pewien problem - jeśli się ułoży fajnie trasę, to jest pewne ryzyko, że będzie sporo ostrej wspinaczki przez las, na szczęście są też miejsca, gdzie robi się rzadziej - i jest co oglądać.
Następny dzień to nie do końca regeneracja: sto kilometrów, 2500 metrów w górę. Trochę wspinania, trochę zjazdów po nawierzchni różnej, trochę szutrów (na oponkach 25c), dłuższy odcinek dnem doliny pod wiatr (na odcinku Bled-Krajn) i przerwa na bardzo przyjemne (i zimne) piwko 0% gdzieś pośrodku tejże doliny. Niby nic niezwykłego, ale jednak #czujedobrzeczlowiek Potwierdziło się, że w tych okolicach da się znaleźć tereny rowerowe dla każdego - po drodze choćby jechała kilkudziesięcioosobowa wycieczka emerytów (którą widziałem dwukrotnie, jechali jakąś pętlę w przeciwnym kierunku). Wygląda na to, że nie jest też obowiązkiem jeżdżenie po sztywnych ściankach, wolno szukać bardziej płaskich odcinków, nikt tego nie sprawdza.
No i w końcu - etap królewski. Akurat trafiliśmy na jakiś... kolarski event , więc trzeba było zmienić parking, bo na planowany nie wpuszczała już policja.
Trasa poprowadziła najpierw rozgrzewkowo przez jeden pagórek z kilkoma kilometrami szutru, a potem od razu główny cel, czyli Krvavec. Masa znaków ostrzegających o kolarzach, trochę ludzi (na szczęście zjeżdżających), napisy na asfalcie - widać że to często (i wyścigowo!) odwiedzany podjazd. Bardzo przyjemny, odcinków ponad 12% było niewiele, trochę dłuższych po 9-10%, a końcówka - z parkingu aż pod sam kurort narciarski - prawie po płaskim. Na górze restauracja, widać że wszędzie w standardzie jest piwko 0%, więc można bezpiecznie uzupełnić płyny.
Za podjazd daję pięć gwiazdek, więc jeśli ktoś planuje te okolice, proszę sobie koniecznie dopisać do listy! Do listy też warto dopisać podjazd pod przełęcz Volovjek - ten z kolei był pokonywany na tegorocznym Tour of Slovenia. Tu z kolei było milusio i pluszowo: tak 4-6%, miejscami odrobinkę bardziej stromo, tak akurat żeby nie schodzić z wygodnej kadencji 90 i cieszyć się widokami i dniem.
Końcówka trasy to - po pokonaniu szutrowego, stromego pagórka - prawie że płaski transfer do auta. Z przejazdem przez Rondo Tadeja i oczywiście Klanec . Na rondzie stoi figurka - kiedyś w koszulce Giro, obecnie w koszulce mistrza świata, a sama wioska... no, zwykła rolnicza wioska, to nie jest miejsce do zwiedzania, nie nastawiajcie się
Czy warto było jechać tak? (Bo z Polski jednak kawałek, a długi weekend jest krótki)
Tak, zdecydowanie. Przyjemne widoki, sporo dróg do wyboru, trochę wpisów na climbfinder, każdy ułoży tam coś pod siebie. Gdybym miał tam jechać na dłużej, to albo na łamany rowerowo-maszerowany wyjazd, albo na dwie lub trzy bazy noclegowe, żeby zobaczyć więcej.
Widoki są bardzo ładne (o ile wyjedzie się z lasu, bo ich - jak pisałem wcześniej - jest wiele, więc jest gdzie szukać cienia). Słoweńcy - mili ludzie, praktycznie każdy mówi po angielsku, jest jak się dogadać. Układając trasy trzeba wziąć pod uwagę asfalty i to chyba jedyny minus całej zabawy: jeździłem sporo po mniejszych, lokalnych drogach, gdzie głównie jeżdżą mieszkańcy i rolnicy, więc na zjazdach można się spodziewać nierówności, dziur, ale i szutru (i to niezapowiedzianego, ot - 20 metrów), no i żwiru. Serio, nie wiem co oni z tym żwirem: większość zakrętów jest pięknie osypana jakby się ciągle bali śniegu i chcieli pozostać w gotowości. Na szczęście zjazdów w których można puścić hamulce i cieszyć się życiem też było niewiele, więc mocniejsze dohamowania w ostrych zakrętach nie były jakoś bolesne dla serca.
Sieć dróg rowerowych jest zadbana i pomyślana: na skrzyżowaniach są drogowskazy, nic nie kończy się w krzakach, nie ma wyjazdów na krawężnik albo jakiegoś dziwnego nadkładania drogi: wręcz przeciwnie - wjeżdżając ma się pewność, że się zjedzie, kilka razy oszczędziliśmy sobie przepychania się w korku, jadąc po królewsku puściutką DDR i mijając korek. Widać, że jest to kraj mocno zrowerowany, kierowcy też jeżdżą ostrożnie i nie ma ani trąbienia, ani dojeżdżania do koła, ani robienia głupot - wszyscy się szanujemy i chcemy sobie razem dotrzeć do domu.
No i na koniec - język słoweński. W mowie brzmi tak, jakby ktoś mówił polską gwarą trzymając w buzi dwa duże kamienie. Z kolei w piśmie... jest uroczy. Oczywiście większość napisów można zrozumieć, ale są też perełki, takie jak "pipa" (kran), wspomniany już cmentarz, "avtopralnica" (myjnia) i masa innych.
Jako że jeszcze nie łaziłem tam po górach z buta, wspinać też mi się nie zdarzyło, pewnie za jakiś czas tam wrócę, zaliczyć nowe #kwadraty bo wpadło ich prawie dwieście.
Dorzucam kilka fotek w komentarzach - nie umiem robić zdjęć, więc pewnie nikogo nie zachęcę, ale robię co mogę.
W stolicy oprowadzali za nas za co łaska studenci. Smutna historia kraju, który przez większość historii nie był niepodległy, dużo musieli robić od zera.
Nie wiem czy nadal, ale ceny na stacjach były ustalane centralnie, więc bez różnicy gdzie się tankuje.
@Statyczny_Stefek dla mnie zrobiło się ciekawie od drugiej części wpisu. Piszesz więc, że na szosę to tak średnio dobre są te drogi? Szutry, żwir na zakrętach... Podejrzewam, że na Komoocie dało by się wytyczyć jakieś sensowne asfaltowe trasy.
@ovoc Nie, to nie tak: po prostu na zjazdach bywają ujeby i piach. Ale trzeba wziąć pod uwagę ze 1) jeździłem drogami raczej dla ruchu lokalnego (w tym: rolniczego) i 2) przejechałem tylko niewielki wycinek. Na bardziej popularnych terenach (Krvavec czy przełęcz Volovjek) asfalt był od dobrego w górę.
Planując trasy nie bawię się w Komoota - wystarczy mi RWGPS pod rysowanie i nawierzchnię (pomijając krótkie fragmenty, na dłuższe odcinki byłem gotowy), bo i tak nie lubię korzystać z cudzych tras. Wzoruję się na publicznych rankingach wartych uwagi podjazdów, zderzam to z wyścigami szosowymi i sklejam w kupę, często jakimiś podejrzanymi ściezynkami zamiast ładnie, asfaltem, na podstawie heatmapy.
@Statyczny_Stefek w hokeja tez dają rady. Kolejny utrzymali sie w Elicie w tym roku i w przyszlym znowu zagrają na MŚ. Zazdro w c⁎⁎j. Nie wiem jak oni to robią przy takiej liczbie osób
Po prostu ludzie zaczynaja szukac produktow bogatych w bialko, wiec marketing probuje sie chwalic, ze ich szynka drobiowa ma tyle bialka ile kazda inna szybka drobiowa, ale za to moga skasowac wiecej ;)
@Gepard_z_Libii ja np. Bardzo lubie lidlowskie high protein puddingi i rice puddingi. Smakują mi chyba bardziej niz zwykle . Ale co do przepłacania za modna nazwę to masz racje
Troszeczkę aktywacji po weekendzie. Może i powinno już mi wystarczyć tego obijania się, ale cielsko mówi, że trzeba na spokojnie, nie można tak od razu.
@Statyczny_Stefek Dwa miesiące temu, ostatniego dnia pracy w starym biurze, wreszcie połączyłem yadinho domowe z pracowym. Skoczyłem w rankingu o połowę