Wczoraj @mordaJakZiemniaczek wrzucał zdjęcia swojego sushi i przy okazji pasty wasabi z House of Asia. Skuszony dodatkowo opiniami @Pol616 , @wonsz i @Michumi postanowiłem jej spróbować razem z dwoma innymi, a oto moje wrażenia:
Pasta z zestawu Sushi Tokyo Hannoki z Lidla
Na zdjęciu w pojemniku z imbirem. Wygląda jak Play Doh, smakuje podobnie. Kolor jakiś dziwny, wysuszona. Chwilowa ostrość szybko przemija, trzyma się bardziej języka.
Pasta Miyata
Na zdjęciu po lewej stronie. Najjaśniejsza barwa, ale całkiem przyjemna. Wygląda najwilgotniej z tych testowanych. Najrzadsza w konsystencji, łatwa w wyciśnięciu z tubki. Nie jest specjalnie ostra, smak ma trochę dziwny, zostaje na języku na dłużej.
Pasta House of Asia
Na zdjęciu po prawej stronie. Najciemniejsza, lekko zgniło zielona barwa. Bardzo gęsta, ciężko wychodziła z tubki, jako jedyna wygląda jak prawdziwa pasta. Ma przyjemny smak i dość szybko wali w nozdrza tak, że cierpnie skóra na czaszce. Przeczyszczenie zatok gwarantowane.
Zwycięzcą tego małego pojedynku jest pasta od House of Asia
W wycieczce brała udział cała moja rodzinka, a więc najmłodszy szkrab w nosidle i czterolatka na nogach, stąd dłuższy czas przejścia. Myślę, że spokojnym tempem dorosłemu ta trasa zajęłaby 2h30.
Informacje praktyczne:
Samochód można zostawić na przykościelnym parkingu w Jamnej. Droga prowadząca do miejscowości jest dość nachylona, nie wiem jak z jazdą w zimowych warunkach.
Jeśli chce się zwiedzić tylko rezerwat Diable Skały, to zaraz przy nim również jest parking . Przejście samej ścieżki dydaktycznej to jakieś 30-40 minut.
W Jamnej znajduje się bacówka , w której jest też mała wieża widokowa. Wejście na nią jest płatne, chyba, że jest się gościem bacówki. Nas nikt nie sprawdzał, nie wiem jak to wygląda w sezonie. Jedzenie ok, ale jakiegoś szału nie ma.
Co było fajne:
Skały w rezerwacie wyglądają fajnie, a ścieżka jest przyjemna. W Diablej Dziurze urzędują nietoperze, które od czasu do czasu podlatują pod pręty blokujące wejście.
Zielony szlak łączący Jamną i Diable Skały był ok: bez szału, bez tragedii, dla dzieciaków w sam raz, a najważniejsze, że szło się w głównej mierze lasem.
Pogoda, mimo, że był wrzesień, siadła idealnie.
Co było mniej fajne:
Pierwszą część drogi Myszor robił fochy i narzekał, co było wkurzające. Ostatecznie okazało się, że była głodna, czego oczywiście nie powiedziała, i po zjedzeniu dużej buły odzyskała humor.
Fajne miejsce, polecam na spacer. Według mnie trochę bez sensu jechać tylko do rezerwatu, bo spacer tam jest bardzo krótki, ale co kto lubi.
Ostatecznie okazało się, że była głodna, czego oczywiście nie powiedziała
za
każdym
j#$@&ym
razem
A tak na marginesie, Mysza jest niezła zawodniczka, 9km w nierównym terenie... Myśmy z dzieciakami zrobili 8km kilka dni temu, i wracając narzekały że "im nogi w d⁎⁎ę weszły", a trochę starsze są.
Gadałem o tym z innymi rodzicami wracając, może musimy częściej wycieczki robić.
Na ich obronę mogę powiedzieć tylko że latały z siekierami jak wariaty, chciały cały las wyrąbać, więc może trochę więcej tych km nabiły.
Idziesz spokojnie pozbierać grzyby, a tu zza drzewa wylatują dzieciaki @Opornik z siekierami xD "Żelki" to słowo klucz, które jest najczęściej odmieniane przez wszystkie przypadki podczas moich wycieczek z Myszą i stoi za każdym przebytym kilometrem
Cóż za wspaniała pozycja w dorobku literackim Stanisława Lema. Podobnie jak Bajki robotów jest popisem humorystycznym autora, pełnym satyry, niesamowitych pomysłów, kuriozalnych sytuacji i wyśmiewania absurdów, ale również zawierającym mnóstwo futurologii oraz filozoficznych rozważań na tematy świadomości, człowieczeństwa, społeczeństwa, czy Boga.
Dzienniki gwiazdowe stanowią serię podzielonych na dwie części opowiadań połączonych postacią niezwykłego eksploratora kosmicznego, Ijona Tichego. Pierwszą część stanowią opisy jego podróży międzyplanetarnych, w których (w dużej większości) czuć unoszącego się w kosmicznej przestrzeni ducha barona Münchhausena. Duża część historii ma charakter bajań i bajdurzeń, a nasz bohater przedstawia się w nich zwykle jako osoba, którą trudno czymś zdziwić, i zwykle jest w stanie sam rozwiązać nawet najtrudniejszy problem lub umknąć z niedogodnej sytuacji. Te opowiadania najbardziej przypadły mi do gustu i mam ogromny szacunek do Lema, że zdecydował się napisać coś właśnie w tym stylu; wydaje się, że brak konieczności przejmowania się realizmem dobrze mu służył. Podróże siódma oraz jedenasta to dla mnie absolutny top.
Druga część książki to wspomnienia Ijona Tichego, w których w głównej mierze koncentruje się na przedstawianiu postaci kilku naukowców, jakich miał okazję spotkać. Te opowiadania są już bardziej poważne, zmuszają do myślenia i spojrzenia na świat z innej perspektywy. W tych historiach Tichy nie jest już niezwykłym podróżnikiem-mitomanem, lecz osobą nastawioną krytycznie, doświadczającą czegoś niespotykanego, odmieniającego. Jeśli miałbym do czegoś je porównać, to chyba byłby to serial Strefa Mroku. We wspomnieniach są jednak również opowiadania absurdalne i zabawne, dzięki którym część ta dobrze współgra z częścią pierwszą.
Ze swojej strony mogę Dzienniki gwiazdowe polecić z czystym sumieniem. Czytanie ich było przyjemnością, wielokrotnie chichrałem pod nosem z przedstawionych sytuacji, a część musiałem - i pewnie będę jeszcze musiał - przemyśleć, bo krążą mi po zwojach. Jest to solidna pozycja, w której możemy poznać Lema brykającego i dowcipnego. Wszystkie opowiadania powstały na przełomie kilkudziesięciu lat, jednak mnogość pomysłów i koncepcji robi ogromne wrażenie. Według mnie obowiązkowa pozycja dla fanów science-fiction.
@Piechur po ok. 15 latach nadal pamiętam to opowiadanie gdzie postacie z różnych czasów przenikają się ze sobą próbując pomoc sobie nawzajem podczas lotu
Serdeczne dzięki @Trypsyna , @mordaJakZiemniaczek , @Zielczan , @pluszowy_zergling , @Zioman , @bacteria oraz @bojowonastawionaowca w pomocy przy wybraniu butów
Ostatecznie zdecydowałem się na Pegasusy 41. Adizero SL 2 coś mi niezbyt odpowiadały przy palcach i, z takich prozaicznych może rzeczy, miały według mnie gorsze sznurowanie niż Pegasusy. Novaboastów nie mierzyłem, bo już przekraczały kwotę, na którą się mentalnie przygotowałem.
W porównaniu do moich starych Galaxy Elite największą różnicę czuję przy chodzeniu - jest bardziej sprężyście. Poza tym chyba cieplejsze, zobaczymy czy to nie będzie minusem latem. Ogólnie jednak nie ma aż takiego przeskoku, jakiego się spodziewałem, bo dalej trzeba biegać samemu ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Podsumowanie #piechurwedruje w ramach #poradnikpiechura
---------
103. Wpis: Stare Wierchy, Maciejowa
Wnioski:
Wspólna wyprawa w góry z dzieckiem, połączona z noclegiem w schronisku czy w namiocie, to naprawdę świetny sposób na spędzenie wspólnie bardzo fajnych chwil.
Noclegi w schroniskach, zwłaszcza w sezonie, trzeba rezerwować z przynajmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem.
Warto mieć w zapasie żelki albo inne smakołyki, aby zmotywować dziecko w chwilach kryzysu.
104. Wpis: Wieliczka
Wnioski:
Szkoda gadać.
105. Wpis: Sularzówka
Wnioski:
Czasami niepozorna górka może pozytywnie zaskoczyć przyjemną trasą.
106. Wpis: Barnasiówka
Wnioski:
Trasa z Myślenic nadaje się do biegania.
107. Wpis: Dolina Lejowa
Wnioski:
Większość miejsc w Tatrach robi wrażenie, jednak ta dolina do nich nie należy.
Wybierając się w Tatry słowackie należy pamiętać o ubezpieczeniu, gdyż wszelkie koszty związane z akcją ratowniczą ponosi osoba ratowana.
Dla bezpieczeństwa lepiej mieć ze sobą kask. Przeciwdeszczowa kurta również powinna znaleźć się w wyposażeniu. Opcjonalnie można wziąć rękawiczki do wspinaczki - skały są dość ostre.
Dużo łańcucha oraz eksponowanych miejsc, luźno poprowadzony szlak. Trasa może nie nadawać się dla osób z lękiem wysokości.
Buty mi się rozlatują, stąd pytanie: macie do polecenia jakieś modele/marki? Biegam głównie po płaskim, asfalt/las, często błoto, biegów górskich ani maratonów nie planuję.
@Piechur nie wiem jak z częstym błotem, ale na asfalt strasznie pasują mi Novablasty 3 - ponoć najnowszy model, piątka, też jest warty grzechu (i lepszy od czwórki)
Całodniowa wycieczka w słowackie Tatry z moim bratem - jedna z fajniejszych na jakich w ogóle byłem.
Informacje praktyczne:
Auto można zostawić na dużym parkingu przy Chata Zverovka. Parking w teorii płatny, ale my przyjechaliśmy przed otwarciem budki z opłatami, a wyjechaliśmy po jej zamknięciu, także ostatecznie nie zapłaciliśmy nic (za szybą nie było żadnych karteczek, koła nie przebite).
Na trasie jest sporo łańcucha i momentami duża ekspozycja - nie dla osób z silnym lekiem wysokości i przestrzeni. Najbardziej eksponowany odcinek z Baníkov na Hrubá Kopa można przejść w dużej części ścieżką, która idzie zaraz obok szlaku, jednak nie wymaga korzystania z łańcuchów.
Polecam wziąć kask. Podczas naszej wycieczki nie widzieliśmy zbyt wielu osób, które miałyby go w wyposażeniu, jednak według mnie lepiej mieć, niż później żałować.
Koniecznie w zapasie coś przeciwdeszczowego, pogoda lubi psuć się nagle.
Co było fajne:
Mała ilość turystów - wyruszyliśmy o 5:30 i do 10:00, gdy dotarliśmy na Pachol'a, spotkaliśmy tylko jedną osobę. Później ludzi było już nieco więcej, ale bez tragedii. Na oko (czy raczej ucho) 75% to byli Polacy, więcej Słowaków było przy Tatliakovej chacie.
Trasa pod względem atrakcyjności (widoki, urozmaicenie, klimat) to petarda. Dużo łańcucha też na plus jak dla mnie.
Było czysto, w żadnym miejscu nie widziałem śmieci na szlaku.
Co było mniej fajne:
Od Baníkova, mimo sprawdzanych rano prognoz, pogoda zaczęła się trochę psuć - zrobiło się wietrznie i przez jakiś czas kropiła mżawka. Niby nic, ale łańcuch ślizgał się trochę w ręce.
Od Tatliakovej chaty do parkingu przy chacie Zverovka asfalt, lekko ponad 5 km.
Co było trudne:
Jak wspomniałem, ekspozycja momentami była spora, także nogi chwilowo miałem jak z galarety, zwłaszcza przy fragmentach, gdzie metr po lewej stronie otwierała się przepaść. Słowacy się w tańcu nie pierdzielą i łańcuch czasem był, czasem go nie było, a szlak był namalowany tak, żeby mniej więcej wyznaczyć trasę przejścia. Dla mnie spoko, ale po polskiej stronie chyba byłoby więcej ułatwień.
Mimo, że trasa była porównywalna do wypadu na Świnicę z tego samego roku, to bardziej się na niej zmęczyłem - może kwestia tempa, może kiepskiego przygotowania kalorycznego (poprzedniego dnia nie miałem czasu zjeść porządnego obiadu).
W komentarzu wrzucam jeszcze kilka fotek z łańcuchów. W tym roku planuję przejść ponownie, tylko w drugą stronę - dam znać, czy odczucia pozostały takie same
@Marchew Oryginalny plan zakładał jeszcze przejście przez Rakoń i zejście żółtym szlakiem, ale bratu zaczęło szwankować kolano i musieliśmy skrócić trasę.
@Piechur Super relacja! Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem dreptania po słowackiej stronie, na pewno skorzystam z Twoich rad i wskazówek. W ogóle super wyprawa i świetne widoczki
@Yes_Man Dzięki Na tej trasie było jeszcze coś, czego po polskiej stronie nie odczułem - mnóstwo ostro zakończonych skał, których przy wspinaczce trzeba było się łapać. Można się zastanowić nad rękawicami do wspinaczki, ale to już taki nieobowiązkowy dodatek (niektóre z mijanych osób miały)
@Mr.Mars Wydaje mi się, że ona nie jest jakaś specjalnie popularna, bo też nie prowadzi do żadnego ciekawego miejsca - ani do jaskini, ani do schroniska, ani do wodospadu, ani na szczyt. Jedynie Niżnia Kominiarska Polana może być jakąś atrakcją, ale nawet nie ze średniej półki