3 201,97 + 4,2 + 7,3 = 3 213,47
Buty mi się rozlatują, stąd pytanie: macie do polecenia jakieś modele/marki? Biegam głównie po płaskim, asfalt/las, często błoto, biegów górskich ani maratonów nie planuję.
#sztafeta #bieganie

Lubię chodzić po górach i oglądać filmy.
3 201,97 + 4,2 + 7,3 = 3 213,47
Buty mi się rozlatują, stąd pytanie: macie do polecenia jakieś modele/marki? Biegam głównie po płaskim, asfalt/las, często błoto, biegów górskich ani maratonów nie planuję.
#sztafeta #bieganie
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Styczeń robił wszystko, żebym nigdzie nie wyszedł, ale nie ze mną te numery.
#piechurnatrasie
#gory #wycieczka #beskidmakowski

Zaloguj się aby komentować
Siema,
Tłumy w Tatrach? Otóż nie tym razem
---------
Szczyty: Brestová, Salatín, Pachol'a, Baníkov, Hrubá Kopa (Tatry)
Data: 8 września 2024 (niedziela)
Staty: 23km, 9h30, 1.730m przewyższeń
Całodniowa wycieczka w słowackie Tatry z moim bratem - jedna z fajniejszych na jakich w ogóle byłem.
Informacje praktyczne:
Auto można zostawić na dużym parkingu przy Chata Zverovka. Parking w teorii płatny, ale my przyjechaliśmy przed otwarciem budki z opłatami, a wyjechaliśmy po jej zamknięciu, także ostatecznie nie zapłaciliśmy nic (za szybą nie było żadnych karteczek, koła nie przebite).
Na trasie jest sporo łańcucha i momentami duża ekspozycja - nie dla osób z silnym lekiem wysokości i przestrzeni. Najbardziej eksponowany odcinek z Baníkov na Hrubá Kopa można przejść w dużej części ścieżką, która idzie zaraz obok szlaku, jednak nie wymaga korzystania z łańcuchów.
Polecam wziąć kask. Podczas naszej wycieczki nie widzieliśmy zbyt wielu osób, które miałyby go w wyposażeniu, jednak według mnie lepiej mieć, niż później żałować.
Koniecznie w zapasie coś przeciwdeszczowego, pogoda lubi psuć się nagle.
Co było fajne:
Mała ilość turystów - wyruszyliśmy o 5:30 i do 10:00, gdy dotarliśmy na Pachol'a, spotkaliśmy tylko jedną osobę. Później ludzi było już nieco więcej, ale bez tragedii. Na oko (czy raczej ucho) 75% to byli Polacy, więcej Słowaków było przy Tatliakovej chacie.
Trasa pod względem atrakcyjności (widoki, urozmaicenie, klimat) to petarda. Dużo łańcucha też na plus jak dla mnie.
Było czysto, w żadnym miejscu nie widziałem śmieci na szlaku.
Co było mniej fajne:
Od Baníkova, mimo sprawdzanych rano prognoz, pogoda zaczęła się trochę psuć - zrobiło się wietrznie i przez jakiś czas kropiła mżawka. Niby nic, ale łańcuch ślizgał się trochę w ręce.
Od Tatliakovej chaty do parkingu przy chacie Zverovka asfalt, lekko ponad 5 km.
Co było trudne:
Jak wspomniałem, ekspozycja momentami była spora, także nogi chwilowo miałem jak z galarety, zwłaszcza przy fragmentach, gdzie metr po lewej stronie otwierała się przepaść. Słowacy się w tańcu nie pierdzielą i łańcuch czasem był, czasem go nie było, a szlak był namalowany tak, żeby mniej więcej wyznaczyć trasę przejścia. Dla mnie spoko, ale po polskiej stronie chyba byłoby więcej ułatwień.
Mimo, że trasa była porównywalna do wypadu na Świnicę z tego samego roku, to bardziej się na niej zmęczyłem - może kwestia tempa, może kiepskiego przygotowania kalorycznego (poprzedniego dnia nie miałem czasu zjeść porządnego obiadu).
W komentarzu wrzucam jeszcze kilka fotek z łańcuchów. W tym roku planuję przejść ponownie, tylko w drugą stronę - dam znać, czy odczucia pozostały takie same
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #tatry #fotografia





Zaloguj się aby komentować
2 210,59 + 4,2 + 6,3 + 6,6 = 2 227,69
Naprawa licznika.
#sztafeta #bieganie
Zaloguj się aby komentować
Siema,
#diriposta na utwór di proposta w bitwie #nasonety . Przyrdzewiałem
----------
Leśny spokój
W leśnej gęstwinie, pośrodku głuszy
Tam, gdzie mchu zieleń wzdłuż ścieżki wędruje
Gdzie wietrzyk czule paprocią poruszy
Tam właśnie życie najlepiej smakuje
Ten, który zechce i tam wyruszy
Głęboki spokój rychło znajduje
Wśród szumu liści co pieści uszy
Czas płynie wolniej, myśl się klaruje
Między drzewami mknie jeleń rączy
Gdzieś na gałęzi drozdy się puszą
Kąpie się w słońcu stokrotka polna
Natura czeka, byś do niej dołączył
Chłoń więc jej dary ciałem i duszą
Niech Cię owładnie chwila powolna
----------
Różna #tworczoscwlasna , choć głównie #poezja , w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Tag do blokowania/obserwowania: #piechurslucha
Moja mama katowała tę płytę po premierze i od tamtej pory jej nie słyszałem. Nawet część kawałków siada, nie powiem
#muzyka #pop #rock
Zaloguj się aby komentować
Siema,
W #piechurwedruje
---------
Miejsce: Dolina Lejowa (Tatry)
Data: 18 sierpnia 2024 (niedziela)
Staty: 9.5km, 2h20, 250m przewyższeń
Krótki spacer z młodą w nosidle.
Informacje praktyczne:
Co było fajne:
To w dalszym ciągu Tatry, więc było ładnie, a widok odległych szczytów robił klimat.
Część czarnego szlaku łączącego dolinę Lejową z doliną Kościeliska na plus.
Co było mniej fajne:
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #tatry




Zaloguj się aby komentować
1 710,85 + 4,2 + 6,6 = 1 721,65
Ja pierdziele jaki gnój, jak tu biegać
#sztafeta #bieganie
Zaloguj się aby komentować
69 + 1 = 70
W #piechuroglada
----------
Tytuł: Shaun of the Dead
Rok produkcji: 2004
Reżyseria: Edgar Wright
Kategoria: #komedia #horror
Czas trwania: 99 min
Moja ocena: 7/10
Dla pozbawionego ambicji Shauna i jego mało rozgarniętego przyjaciela każdy dzień wygląda tak samo. Jak poradzą sobie w sytuacji, gdy świat ogarnie plaga zombie?
Shaun of the Dead to film, który jako pomysł od długiego czasu kiełkował w głowie Edgara Wrighta oraz wcielającego się w główną rolę Simona Pegga. Stanowi pierwszą część Trylogii Cornetto, w której skład wchodzą jeszcze Hot Fuzz oraz The World's End. Widać niesamowite napracowanie jeśli chodzi o dopieszczenie scenariusza: w obrazie jest cała masa nawiązań do popkultury i wyśmiewania klasycznych motywów z filmów tego gatunku. Na różnorakie sposoby zwiastowane są wydarzenia, które mają nadejść, różne elementy odnoszą się do siebie również wewnątrz samego dzieła. Sam styl Edgara Wrighta jest niesamowicie wizualny i rytmiczny, pełen oryginalnych przejść i ciekawych rozwiązań jeśli chodzi o kadrowanie czy prowadzenie kamery. Tak jak wspomniałem, widać ogrom włożonej pracy. No i niestety, chciałbym żeby to się przełożyło na moje zaangażowanie, zaciekawienie i radość z oglądania, ale coś nie do końca zaskoczyło. Był to mój trzeci seans i za każdym razem czułem się tak samo - trochę winny, że nie jestem bardziej zainteresowany tym, co dzieje się na ekranie. Nie będę ukrywać, że pod tym względem moja ocena jest trochę zawyżona, bo zwyczajnie momentami się nudziłem, jednak ciężko mi nie docenić wszystkich smaczków, gagów i puszczania oka do widza. Bo mimo wszystko uważam, że jest to film, który zdecydowanie warto oglądnąć, i to więcej niż jeden raz. Polecam osobom lubiącym nietuzinkowe komedie wymagające jednak trochę skupienia.
#filmy #kino #filmmeter

Zaloguj się aby komentować
109 + 1 = 110
Prywatny licznik: 2/12
Tytuł: Powrót z gwiazd
Autor: Stanisław Lem
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-08-06175-6
Liczba stron: 396
Ocena: 7/10
Powrót z gwiazd to kolejna bardzo interesująca książka Lema, tym razem dość przewrotnie nie skupiająca się na samej wyprawie kosmicznej, co na konsekwencjach powrotu z takowej. Oto pilot, dla którego biologicznie minęło 10 lat, wraca na Ziemię, na której w tym czasie upłynęło półtora wieku. Jak odnaleźć się w świecie, który wydaje się bardziej obcy niż najodleglejsze zakątki kosmosu?
W pierwszym rozdziale czytelnik zostaje wciśnięty w buty głównego bohatera, dzięki czemu sam może poczuć się w sposób wyobcowany. Sposób narracji, mnogość opisów i niezrozumiałych terminologii, interakcja z innymi ludźmi, przedstawienie skali i natłok informacji, to wszystko sprawia, że może zakręcić się w głowie. Uczucie zagubienia i frustracji z tym związanej wzrasta z każdą stroną.
W kolejnych rozdziałach zaczynamy dostawać coraz więcej punktów zaczepienia, dzięki którym możemy zrozumieć co stało się z Ziemią i jej mieszkańcami, w którą stronę potoczyły się dzieje ludzkości, ale co najważniejsze: coraz więcej dowiadujemy się o samym pilocie, Halu Breggu. Dostajemy obraz człowieka niezwykle obciążonego psychicznie wydarzeniami, których był uczestnikiem w trakcie misji kosmicznej, duszącego w sobie poczucie winy, żalu i gniewu, ale nie mającemu nikogo, przed kim mógłby się otworzyć. W nowej rzeczywistości, pełnej niezrozumiałych zasad i reguł, czuje się jak artefakt przeszłości, wyróżniając się dodatkowo na tle innych ponadprzeciętnym wzrostem. Samotny, groteskowy, niechciany, podejmuje próby zrozumienia Ziemi przyszłości.
To, co w Powrocie z gwiazd podobało mi się najmniej, to motywy relacji na linii kobieta - mężczyzna. Dużą część książki stanowi pewien koncept jak dynamika damsko męska wygląda w społeczeństwie pozbawionym chęci (i tak naprawdę możliwości) ryzykowania. Jak sam w sobie pomysł ten był interesujący, tak sposób w jaki opisano interakcje głównego bohatera z kobietami nie zawsze był dla mnie komfortowy, a często wywoływał uczucie jakiegoś zażenowania.
Podsumowując, uważam Powrót z gwiazd za mocną pozycję. Ponownie dostałem to, czego od książek z gatunku science-fiction oczekuję, a więc człowieka w centrum uwagi, ale człowieka postawionego w sytuacji ekstremalnej, obcej. Oprócz tego jest oczywiście cała masa technicznych opisów, które Lem uwielbia, a także opisy technologii, które w jakimś stopniu są w tym momencie normą, albo przynajmniej są znane (jak czytniki e-booków, czy autonomiczne samochody), co robi wrażenie, biorąc pod uwagę, że książka została napisana 65 lat temu. Polecam lekturę wszystkim fanom gatunku.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #sciencefiction #dwanascieksiazek

Zaloguj się aby komentować
Siema,
Dzisiaj druga część przyjemnego szlaku łączącego Myślenice z Sułkowicami. Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyt: Barnasiówka (Pogórze Wielickie)
Data: 4 sierpnia 2024 (niedziela)
Staty: 15.5km, 3h20, 430m przewyższeń
Żółty szlak z Myślenic prowadzący urokliwym lasem, który wyglądał na fajne miejsce do pobiegania.
Informacje praktyczne:
Parking niestety tylko na rynku w Myślenicach. Na ulicy Generała Henryka Dąbrowskiego, którym prowadzi później żółty szlak, chyba nie można parkować.
Tak jak widać na profilu konkretne podejście jest tylko jedno, ale nie trwa długo.
Na samą Barnasiówkę trzeba odbić ze szlaku. Na szczycie jest tabliczka.
Z Karnasiówki można zejść do Diabelskiego Kamienia. Ja byłem tam idąc od Sułkowic (krótsza trasa).
Co było fajne:
Co było mniej fajne:
Okoliczna młodzież korzysta z lasu do uprawiania motocrossu, co średnio lubię, bo jest hałaśliwy i smrodzi.
Byłem tam po ulewach i na podejściu przed lasem było gliniaście i ślisko, także jeden z moich butów zmienił się w u-buta i osiągnął pełne zanurzenie w dużej kałuży.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #pogorzewielickie




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
718,48 + 4,2 = 722,68
W poniedziałek bieganie, a przez resztę tygodnia zdychanie. Ostatni raz mnie tak COVID przetyrał pod koniec 2020. Ciekawe czy w przyszłym tygodniu się coś uda podziałać, bo na razie jest lipa
#sztafeta #bieganie
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Grypsko przedłużyło mi urlop, a gdy człowiek choruje, do głowy wpadają mu chore pomysły. Nie przeciągając, chciałbym zaprosić Was w tej nitce na festiwal bezbecji i wulgaryzmów, czyli podstaw kreatywnej myśli internetowych twórców późnych lat 90. XX wieku i wczesnych lat 00. XXI wieku. Dla niektórych z Was będzie to sentymentalna i nostalgiczna podróż do prostszych, niewinnych czasów.
Przypominam, że przedstawione w tej nitce utwory artystyczne mają wartość historyczną i archiwalną. Często były przekazywane wśród młodzieży na nośnikach CD, dzięki czemu każdy miał szansę rozkoszować się ich brutalną szczerością. Jeśli to nie jest Sztuka przez duże "S", to nie wiem, co nią jest.
Zachęcam do dodawania swoich propozycji jako komentarzy pod tym postem.
----------------
Na pierwszego strzała chyba najbardziej zaawansowane produkcje, mogące poszczycić się zaplanowanymi scenariuszami i wieloma efektami specjalnymi. Utworów było dużo, ale najbardziej znany jest chyba ten:
#historia #internet #heheszki #gownowpis #nostalgia
@6502 Jak najbardziej. Z tych klimatów pamiętam jeszcze jakiegoś zjeba, który przebrany w strój z Krzyku machał siurkiem w sali przed nauczycielką, albo podpalał sobie dłonie wcześniej smarując je benzyną. Mój kuzyn miał tego całkiem sporo, na szczęście większości nie pamiętam, a tego to mi się nawet szukać nie chce
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam do #piechurwedruje
---------
Szczyt: Sularzówka (Beskid Makowski)
Data: 3 listopada 2023 (niedziela)
Staty: 7km, 2h10, 290m przewyższeń
Krótka i łatwa, ale zaskakująco przyjemna trasa na mały szczyt niedaleko Myślenic.
Informacje praktyczne:
Co było fajne:
Podejście na szczyt zielonym szlakiem było całkiem ciekawe, niewymagające, odpowiednie dla dzieci.
Zejście nieoznakowanymi ścieżkami również było przyjemne i ładne, zwłaszcza dzięki wyścielającym je liściom.
Co było wkurzające:
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #beskidmakowski #fotografia




@Ravm Black Diamond Spot 400 + akumulator (dłużej wytrzymuje niż na paluszkach, które też można w niej stosować).
Zaloguj się aby komentować
36 + 1 = 37
Prywatny licznik: 1/12
Tytuł: Astronauci
Autor: Stanisław Lem
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-08-06362-0
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10
Stanisław Lem z każdą kolejną przeczytaną książką budzi mój coraz większy podziw. Nie mogę wyjść z zachwytu nad sprawnością z jaką konstruuje opowiadania - i nie chodzi mi tu jedynie o opowiadanie w sensie całej historii zawartej w książce, a o poszczególne opowieści rozgrywające się w ramach jej rozdziałów. Mam ogromną słabość do jego stylu, zwłaszcza gdy w roli narratora pierwszoosobowego odkrywa nie tyle obce światy, co skryte w głębi człowieka niezbadane rejony własnego jestestwa.
Moim zdaniem właśnie w tych rozdziałach Astronauci błyszczą. Uważam, że podstawą dobrego opowiadania science-fiction jest nie tyle otoczka futurystycznej przyszłości, czy też szeroko pojęte kontakty z obcą cywilizacją, co właśnie skupienie się na człowieczeństwie. Tutaj książka Lema nie zawodzi: jest szczerze, jest boleśnie, jest ciężko.
Fragmenty, które mnie trochę zmęczyły, to zbyt techniczne rozdziały z pierwszej części (Kosmokrator), które wyglądają na mało subtelną laurkę autora do nauki i naukowców. Ich gloryfikacja przewija się zresztą również w drugiej części, jednak w związku ze zmianą narracji dużo łatwiej to przełknąć. Niektóre elementy wydają się być bardzo naiwne, jak duża wiara w potęgę komunizmu. Nabierają jednak sensu, gdy pozna się historię książki, która była debiutem literackim Lema, jednak poprzedzona była stworzeniem bardziej współczesnego opowiadania pod tytułem Szpital Przemienienia, które borykało się z ciągłymi korektami ze strony wydawnictwa z racji braku odpowiednich wzmianek ideologicznych. Wygląda więc na to, że w Astronautach Lem postanowił zrobić systemowi dobrze dla świętego spokoju.
Same koncepty science-fiction, których czytelnik tego typu książek również jednak łaknie, są ciekawe, pomysłowe i szczegółowo opisane, a jakaś część z nich jednak dość celnie opisała tamtejszą przyszłość, a obecną teraźniejszość (chodzi mi głównie o ideę superkomputera oraz swego rodzaju ostrzeżenie przed nadmiernemu oddaniu decyzyjności maszynom). Ostatnie rozdziały udzielają odpowiedzi na większość pytań, które nurtują czytelnika podczas lektury, jednak osobiście wolę, gdy jest trochę bardziej tajemniczo i zamiast podanego na talerzu rozwiązania dostajemy pewne wskazówki, jak do niego dotrzeć (np. jak w późniejszym Niezwyciężonym).
Osobiście mogę śmiało polecić lekturę Astronautów. Czytało się to bardzo gładko i przyjemnie, poza wspomnianymi zbyt technicznymi rozdziałami. Muszę również ponownie oddać hołd autorowi i wspomnieć o tym, jak szybko ta powieść została napisana - pierwszy maszynopis powstał bodajże w 6 tygodni! Kolejne książki, które mam w kolejce do przeczytania, również wyszły spod pióra (czy może precyzyjniej: palców) Lema, także nie mogę się doczekać ich lektury.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
P.S. Dzięki @splash545 dołączam do #dwanascieksiazek
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #sciencefiction

W którymś z wywiadów Lem przyznał, że niechętnie patrzy na wznowienia tej książki (oraz "Obłoku Magellana"), bo bardzo się wstydzi ideologicznych wtrętów, jakie tam zamieścił. No ale halo, to były czasy najgłębszego, najczarniejszego stalinizmu, swoboda twórcza nie istniała, a same książki nie są topornymi produkcyjniakami, typowymi dla socrealizmu. Nie ma się czego wstydzić, wręcz przeciwnie - warto pokazywać, jak w totalitarnie spaczonym środowisku można napisać coś ciekawego z homeopatyczną porcją umizgiwania się do systemu.
@jonas Z tą homeopatyczną porcją bym jednak nie przesadzał, bo brak było temu subtelności, ale to właśnie jest to, co według mnie najbardziej Lema broni, ponieważ był to autor zdecydowanie wrażliwy i umiejętnie posługujący się słowem, dlatego dość toporne wstawki ideologiczne traktuję w podobny sposób jak kogoś mówiącego nagle wyraźnie i na baczność "WCALE NIE JESTEM DO TEGO ZMUSZANY". Krótko mówiąc: kto ma wiedzieć, ten wie
@Piechur Subtelniejsze wtręty zostałyby zapewne uznane za zbyt subtelne i tak czy owak kazano by mu dopisać jakieś sążniste peany na cześć marksizmu-leninizmu. No to walnął od razu o komunizmie jako doskonałym ustroju przyszłości i dali mu spokojnie pisać o planetach i rakietach. I też to odczytałem jako takie "mrugnij dwa razy jeśli kazali ci to robić, ale zabronili się odzywać".
Zaloguj się aby komentować
27 + 1 = 28
Trochę akcji w #piechuroglada
----------
Tytuł: 少年黃飛鴻之鐵猴子 (Siu nin Wong Fei Hung chi: Tit ma lau / Iron Monkey)
Rok produkcji: 1993
Reżyseria: Yuen Woo-Ping
Kategoria: #akcja
Czas trwania: 90 min
Moja ocena: 7/10
Tajemniczy mistrz sztuk walki, zwany Żelazną Małpą, stawia czoło skorumpowanym urzędnikom w obronie biednych i uciśnionych. Wkrótce spotyka na swojej drodze godnego przeciwnika.
Rozkoszne kino z Hongkongu, zawierające w sobie wszystko, co najlepsze: luźną fabułę nawiązującą do historii o Robin Hoodzie, dograne dialogi kompletnie niezsynchronizowane z obrazem, absurdalne efekty specjalne, specyficzne poczucie humoru i, co najważniejsze, mnóstwo akcji. Ach, akcja! Każdy pretekst jest dobry do rozpętania bójki, przy której można się popisać umiejętnościami oraz kreatywną choreografią. Nikt się w tańcu nie pierdzieli, ciosy są szybkie, nieraz prawdziwe (jak to bywa przy azjatyckich produkcjach), wire-fu w pełnej krasie oprószone słynnym efektem pyłu po zadanym ciosie. I to jest to, czym ten film, jak i inne jemu podobne, się broni - cały czas coś się dzieje i pomimo luźnej atmosfery widać, że musiało kosztować to dużo pracy i zaangażowania. Fani Ip Mana będą mogli dodatkowo zobaczyć młodego Donnie Yena, a ja jako ciekawostkę dodam jeszcze, że producentem odpowiedzialnym za ponowne wydanie filmu w 2001 roku był Quentin Tarantino. Polecam fanom kina wuxia oraz tym, którzy lubią klimat budżetowych produkcji z Hongkongu.
#filmy #kino #filmmeter

Zaloguj się aby komentować
25 + 1 = 26
Niniejszym #piechuroglada
----------
Tytuł: Barbie
Rok produkcji: 2023
Reżyseria: Greta Gerwig
Kategoria: #komedia #fantasy
Czas trwania: 116 min
Moja ocena: 6/10
Żyjącej w perfekcyjnym świecie Barbie zaczyna doskwierać kryzys egzystencjalny. Aby go powstrzymać udaje się z Kenem do prawdziwego świata, który w sposób drastyczny różni się od jej wyobrażeń.
No cóż, stanowczo nie byłem w targecie tego filmu i tak na prawdę to jest moja największa z nim bolączka, bo nie wiem, kto nim był. Chyba nastoletnie dziewczynki? To też wydaje mi się mocno naciągane. Film miał jakiś potencjał i pamiętam, jak przed premierą jeden z kolegów mówił, że zapowiada się coś w stylu Truman Show. Po seansie mogę jedynie powiedzieć, że do Truman Show jest temu dziełu bardzo daleko. Reklamowany jako komedia jest wyjątkowo nieśmieszny, a to przez przeładowanie polityczno-socjalnym komentarzem, który jest dość nachalnie wpychany widzowi co kilka minut. I jak zwykle, gdy za produkcję filmu bierze się korporacja (w tym przypadku Mattel, a więc właściciele marki Barbie), cały przekaz z automatu jest podszyty fałszem i obłudą, jest nieszczery i w takich właśnie kategoriach odbierałem ten obraz podczas seansu. Z pozytywów, Ryan Gosling wcielający się w Kena o raz kolejny daje radę w komediowej roli i to właśnie sceny, w których występuje, są tymi najśmieszniejszymi (co dalej nie oznacza - śmiesznymi). Margot Robbie grająca Barbie również jest w porządku, jednak to, jak napisana jest jej postać, zwyczajnie nie daje zbyt wielu okazji, żeby błyszczeć. Pod względem technicznym film zrealizowany jest dobrze i ma kilka ciekawych rozwiązań wizualnych, także tu nie ma się do czego przyczepić. Ostatecznie właśnie dzięki temu dało się go obejrzeć, bo bardzo toporny scenariusz na pewno nie jest jego mocną stroną. Polecam jeśli ktoś ma 2 godziny czasu i nie wie co z nim zrobić.
#kino #filmy

@Piechur ja tam się nastawiłem właśnie na film z jakimś komentarzem politycznym a nie tylko komedyjkę gdzie będę wybuchał śmiechem co chwilę, więc nie byłem zawiedziony. Też nie uważam że to arcydzieło, sam dałem 7, ale oglądało mi się przyjemnie i bardzo mi się scenariusz i przekaz podobały. Bałem się że będzie feministyczne pierdololo, a tu promocja normalności i obśmianie radykałów po obu stronach.
Zaloguj się aby komentować