Wczoraj był najlepszy #mecz jaki widziałem na tych Mistrzostwach. I nim pomyślicie, że bredzę to poczytajcie do końca.
Otóż wczorajszy finał to był JEDYNY mecz, jaki obejrzałem podczas tych mistrzostw. Wcześniej przez znaczną część swojego życia oglądałem wszystko regularnie, a jak na dużych turniejach były mecze rozgrywane równolegle, to nie sprawdzałem wyniku, tylko łapałem potem powtórkę czy to w TV czy necie. Tak kochałem #pilkanozna.
A potem zaczęła się era monetyzowania wszystkiego, coraz więcej pucharów, lig, turniejów. A na nich coraz więcej drużyn, a z nimi coraz więcej zasad - ten nie może z tym, bo konflikt, a ten nie może być w grupie z tym, bo byli w innych koszykach, ale coś tam, coś tam. No i jakieś przerwy na nawodnienie, 30' przerwa między połowami, bo koncert (tak, wiem, to tylko w finale, ale zapamiętajcie moje słowa - będzie tego coraz więcej), a wszystko po to by wpychać bloki reklamowe i wyciągnąć więcej hajsu od sponsorów.
Z prostego sportu zrobiły się szachy 5d, gdzie coraz więcej się płaci i piłkarzom i za piłkarzy, a poziom mam wrażenie, że spadł. Rzadko oglądam, więc mnie poprawcie, ale jak już to robię to brakuje tutaj indywidualności, wszyscy grają dla drużyny, bo za dużo można stracić. Musisz wygrać za wszelką cenę, nawet dobrego widowiska. I wiem, że mecz o 3cie miejsce absolutnie temu zaprzecza, ale to wyjątek.
Dla dolarów i euro zabili mi pasję, a łysy, niczym Argentyna wczoraj - sprawdza na ile może sobie pozwolić w swojej bezczelności nim dostanie żółtą kartkę. Tu 48 drużyn na mistrzostwach, tu nagroda pokojowa FIFA, tu anulowanie czerwonej dla hamburgera. Powiem wam, że w sumie bardziej mnie bulwersuje to niż mistrzostwa w Katarze...
UEFA jest nie lepsza, żeby nie było, ale od znajomych słyszę, że rewolucja w Lidze Mistrzów się udała i ta jest ciekawsza obecnie.
Bardzo mi przykro, że ten prosty sport, który miał być dla biedaków, stał się tym czym jest obecnie.
@Loginus07 A ja nie obejrzałem żadnego ¯\_(ツ)_/¯
Kilka razy włączyłem jakieś fragmenty żeby sprawdzić wynik, wczoraj nawet drugą połowę chciałem obejrzeć, ale były jakieś wygibasy w przerwie to sobie darowałem i z tego co przez ten cały czas słyszłem rozmowy - czy to w pracy, czy na grupach znajomych to za bardzo nie mam czego żałować. xD
@Loginus07 LM jest lepsza czy ciekawsza? Może jestem boomer ale obecny format to jest kupa gęsta. Więcej meczów by zarabiać więcej, a granie z losowymi przeciwnikami i to bez rewanżów jest paradne w kontekście przyrównania wszystkich w jednej tabeli.
@Loginus07 I jeszcze ta walizka LV z której wyjmowali puchar. Albo nagrody zawodników sponsorowane przez konkretne firmy. Przecież to jest jakiś śmiech na sali.
DPD i coś ekstra - przyszedłem z nożem na strzelaninę, czyli zapisałem się na wyścig szosowy Road Race Elbląg i przyjechałem na niego na gravelu (w sumie to szosie endurance, ale oponę mam 36 z bieżnikiem terenowym). Jaki był tego efekt? znaczna część uczestników uciekła mi na pierwszym kilometrze ^^ ale nie byłem ostatni! po drodze dogonił mnie peleton kobiet (startowały 2' później od mężczyzn) i nawet przez chwilę udało mi się ich trzymać, ale podjazd mnie zweryfikował. Ogólnie profil ciekawy, bo pierwsza 1/3 to ciągły wznios, potem intensywny spadek, a na koniec płaskie Żuławy)
No i z takich niefajnych rzeczy, to przez 25km miałem pasażera na gapę - jechał za mną, ale nie chciał dać zmiany. Dopiero jak zwolniłem, żeby zjeść żela, to mnie wyprzedził i złapał innego frajera, któremu też nie dawał zmiany (widziałem ich przez resztę wyścigu, ale nie miałem siły dogonić) i widzę, że ostatecznie go wyprzedził. Śmieszne zachowanie, biorąc pod uwagę, że nie liczyliśmy się w walce o żadne miejsce... no ale co ja tam wiem - ja startuje by dobrze się bawić, a nie wygrywać.
Z rzeczy ważnych to dzisiaj padły wszystkie rekordy - 5 mil (-58s), 10km (-1'04") , 10 mil (-1'27"), 20km (-1'30"), 30km (-4'19") i 40km (-4'55").
Fajno!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Śmieszne zachowanie, biorąc pod uwagę, że nie liczyliśmy się w walce o żadne miejsce... no ale co ja tam wiem - ja startuje by dobrze się bawić, a nie wygrywać.
No i takie podejście jest zdrowe, ale takie zjeby mogą skutecznie popsuć humor.
Są skuteczne metody na takich, gdy nawierzchnia nie jest idealna, ale trzeba pozbyć się wyrzutów sumienia
Nie dodało się za pierwszym razem, więc jeszcze raz...
Pracodomy oraz wczorajszy check czy wszystko ok po Wisełce. Ogólnie to hejtowałem organizatorów, a sam jak zaplanowałem sobie trase po #squadrats to zrobiłem gorsze ujeby, niż na imprezie ^^ ale tylko 5km, a nie 250km ^^ za to yard powiększony
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dwa bardzo luźniutkie biegi w lipcu - jeden z Różową, żeby utrzymać jej nową zajawkę i dzisiaj sprawdzanie czy taśma pod udem rwie tylko przy rozciąganiu czy przy bieganiu też. Tylko przy rozciąganiu na szczęście ^^
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Loginus07 U mnie chyba wszyscy wpadają na ten pomysł i takich kolejek jak przed 8 rano nie ma nigdy. Na mięsnym kolejka minimum 10 emerytów kupujacych mięso dla chyba ośmioosobowej rodziny i czterech psów, biorą po pięć kilo porcji rosołowych, dwa kilo schabu i tak dalej, babki w sklepie tylko kolejne skrzynki wynoszą z chłodni XD
Ja chyba nie jestem reportażowy. Sam temat Czarnobyla pasjonuje mnie od lat, o książce słyszałem same peany, a jak zasiadłem do niej to... nużyła mnie. Autorka rozmawia z całym przekrojem społeczeństwa dotkniętego awarią elektrowni atomowej w Czarnobylu - od likwidatorów (a tutaj też mamy pełen przekrój społeczeństwa od prostych chłopów po inżynierów), ich żony, działaczy społecznych, a na samosiołach kończąc. Dostajemy na stronach ich historie, ich emocje i doświadczenia. Czasem lepszym językiem, czasem bardziej chaotyczne. To mi chyba najbardziej przeszkadzało - że po poważnych dysputach z naukowcem przechodzimy do marudzenia chłopa. Ja wiem, że to najlepiej obrazuje skale zjawiska. Ale chyba bym wolał to posegregowane jakoś.
Najbardziej fascynujące jest dla mnie to, że ta książka nie wniosła zbyt wiele nowego dla mnie jeżeli chodzi o Czarnobyl, natomiast "kontakt" z tymi ludźmi trochę mi uświadomił czemu w rosji jest jak jest obecnie. Pada tam nawet zdanie, od któregoś z rozmówców, że większość rosjanie nie mieli czasu dojrzeć do kultury - na zachodzie była epoka przemysłowa i zmiany zachodziły ewolucyjnie, a na wschodzie rewolucyjnie i jak chłop, który dostał pług nagle od władzy dostał traktor to dla tej władzy zrobiłby wszystko. To chyba było dla mnie najciekawsze w tej książce - próba zrozumienia wschodniej mentalności.
@Loginus07 to trochę jest clue twórczości Aleksijewicz: tematy, wokół których kręci się książka, są poniekąd drugoplanowe. Najważniejsi są ludzie i oddanie im głosu, by tym samym lepiej zrozumieć homo sovieticusa (przez pryzmat określonych wydarzeń, jak Czarnobyl, II Wojna Światowa czy wojna w Afganistanie)
Największym aktem odwagi jest przyznanie się do swojej słabości - Loginus07 po Wisełce
tl;dr - wystartowałem i się wycofałem
A więc stało się - wziąłem udział w swoim wyścigu ultra i go nie ukończyłem. Chociaż jak teraz siedzę w domu i patrzę za okno to pluje sobie w brodę, ale po kolei.
W zeszłym roku urodził się w mojej głowie pomysł "a jakby to było pojechać na długą trasę z punktu A do B, ale bez Różowej, ciekawe jakby mi poszło", a że w pracy ekipa potrzebowała 5tego by było finansowanie Wisełki500 to się zgłosiłem. Pomimo, iż nie był to najmocniejszy start roku jeżeli chodzi o rower to czułem się pewnie. Tak pewnie, że przez długi czas w mojej głowie istniał pomysł by zrobić to na strzała. Zwłaszcza, jak czytałem wypowiedzi innych wariatów z rowerowego tagu tutaj (pozdrawiam @Furto, @fonfi, @Mordi, @Gilgamesh i inni, o których pewnie zapomniałem). Natomiast im bliżej startu tym bardziej ten pomysł zaczął mnie przerażać, więc go porzuciłem i zmieniłem taktykę: pojadę na 2 razy - z Warszawy do Torunia i z Torunia do Gdańska. Na papierze ten pomysł się spinał, 245km powinno być w moim zasięgu, przy odpowiednim tempie będę przed północą, to nawet dłuższy sen się znajdzie. I taki był plan aż do końcówki pierwszego dnia.
Zweryfikowały mnie trzy rzeczy: pogoda, trasa oraz brak doświadczenia. Zacznijmy od pogody - od soboty mocno wieje, może nie są to jakieś ogromne porywy, ale stały i mocny (30-40km/h) wiatr zachodni stanowił ogromny problem, bo pierwsze ~150km było właśnie na zachód. I nie będę ukrywał - po ostatnich miesiącach wiem ile noga podaje przy jakim natężeniu pracy i tutaj były to niższe wartości. Zresztą widziałem to też ilekroć kładłem się na baranku, że prędkość wzrasta nawet o 3km/h przy tej samej pracy, ale nie mogłem długo być w tej pozycji z innego powodu.
Trasa. W zeszłym roku przechodziłem dość mocno zapalenie ucha - od tego czasu nie wrócił mi w 100% zmysł równowagi, bez rąk na rowerze już nie pojadę. Dlatego jak są nierówności to muszę mieć stabilizacje. A trasa nie była asfaltowa, a fragmenty nieutwardzone często zawierały sypki piasek. Na 35' trzeba uważać. Zresztą zaliczyłem 3 wyjebki xD No i ja swoje założenia, co do dojazdu do Torunia robiłem, że części nieutwardzone to będą szutry lub drogi polne, nie nastawiałem sie na taką ilość piachu, ale też i bagien. No i były wąwozy, gdzie z mojej perspektywy zjazd równałby się skręceniem karku, bo 5m pionowo w dół, a potem 5m pionowo w górę ^^ i tutaj pojawia się trzeci przeciwnik
Brak doświadczenia - to nie były moje pierwsze długie trasy. Jeździłem nieraz, ale zawsze turystycznie i z Różową. Z perspektywy czasu już wiem, że to, że ja na tamtych trasach się czułem pewnie było związane z tym, że jechałem wolniej i turystycznie zahaczając częściej o sklepy. Tutaj trasa poprowadzona z góry, każde odbicie trzeba było nadrabiać i wracać w tym samym miejscu, nie było pola do negocjacji. Pierwsza żabka do której dojechałem była już ogołocona przez szybszych zawodników. Trzeba było improwizować z jedzeniem i piciem. A że była niedziela to albo żabka albo stacja paliw. Moja strategia uzupełniania energii (którą opracował mi czat) działała do 16, potem już zabrakło mi moich zapasów, a uzupełnianie nowych było trudniejsze niż mi się wydawało.
No i tak sobie jechałem, w Dobrzyniu byłem o 19 i stwierdziłem, że jadę do Torunia choćby w nocy, to wszak tylko 80km. Nawet sobie kwatere na bookingu znalazłem i zarezerwowałem. No ale kolejne 20km mnie wyjaśniło - fragment po sypkiej nawierzchni, awaryjna wypinka jak zaklinowało się koło i bardzo awaryjny zejscie poskutkowały delikatnym uszkodzeniem kolana i zmianą planów - niczym Popiełuszko skończyłem we Włocławku, skąd miałem nastepnego dnia atakować 315km.
I tutaj mogę powiedzieć, że całe moje szczęście, że skończyłem w tym Włocławku, bo trasa między Włocławkiem a Toruniem zawierała 30km najbardziej wymagającego odcinka na trasie, którą pokonałem - był tutaj fragment zapomnianej leśnej drogi, gdzie jedynymi jej użytkownikami byli rowerzyści przede mną, były też piaski diuny, dużo pchania. W nocy bym sie tam zapłakał chyba. Ale jak już dojechałem do Torunia to cały czas byłem w wyścigu - specjalnie nadłożyłem trasy by w sklepie kupić kabel do ładowania zegarka, bo zapomniałem zabrać. Potem krótka przejażdżka bulwarami i poszukiwania żabki by uzupełnić energie i wtedy stało się to, czemu dzisiaj jestem tutaj, a nie na trasie. 2 profile pogodowe, które obserwuje na facebooku na swoich kanałach nadawczych napisały, ze wtorek z bardzo inensywną pogodą - dużo opadów i bardzo mocne wiatry, zwłaszcza na północy. Wtedy już praktycznie zapadła u mnie decyzja, że dojechać do Bydgoszczy i tam wsiąść w pociąg. To miała być przyjemność, a nie walka o przeżycie. Decyzje te przypieczętowała awaria, jaką miałem na wale. Nie mogłem żadnego bloku wypiąć z pedałów. Ani lewy, ani prawy nie drgnął. Żeby było weselej to mój mózg debila uznał, że zamaist zdejmować buty podczas jazdy lepiej będzie się kontrolowanie wywrócić xD przy wywrotce lewy się wypiął, prawy został i musiałem buta odkręcać. Blok został w pedale i straciłem komfort jazdy, bo prawa stopa zaczęła się ślizgać.
Także w Strzyżawie, po 280km zjechałem z trasy i pojechałem na dworzec w Bydgoszczy (15km) skąd pociągiem do Gdańska, gdzie pojechałem na mete zdać tracker i do domu (7km).
Najgorsze jest to, że jak wstałem rano to w Gdańsku całkiem slonecznie, a fizycznie czuje się dobrze (no trochę nadgarstki bolą, ale nogi poza tym, że czuje mięśnie to są super) i mam trochę ból d⁎⁎y, że się poddałem, natomiast musiałbym skończyć wyścig dzisiaj, więc pewnie z Grudziądza do Gdańska bym musiał pokonać dzisiaj, a pogoda ma się pogorszyć.
Czy polecam Wisełke? Nie - i nie chodzi tu o to, że się poddałem, ale trasa nie jest widokowa, na co liczyłem, a część ścieżek wygląda jak wytyczonych albo palcem przed kompem albo z nienawiści do uczestników (a tak naprawdę to zapychacze by było możliwie jak najbliżej 500km) - różne zjazdy z dróg w leśnie ostępy lub na piaskowe pułapki tylko po to by po kilku km wrócić do tej samej drogi albo długie odcinki prowadzone pod wałem, gdzie nic nie widać. W przyszłym roku będę chciał wziąć udział w czymś podobnym, ale może u innego organizatora, bo z tego co się dowiedziałem od innych uczestników to to jest norma, że mając do wyboru drogę lub piaski to wybiorą piaski.
I chociaż nie ukończyłem zawodów to i tak jestem z siebie dumny. Bo pamiętam, jak 6 lat temu zdychałem przez tydzień po przejechaniu 10km po mieście :P także chyba jakiś progres jest :P
+247 #squadrats
+2207 #squadratinhos
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Nie łam sobie głowy niepowodzeniem w kontekście przejechania pełnego dystansu. Rower ma przede wszystkim dawać fun, a nie cierpienie. Jakbym się wy⁎⁎⁎ał 3 razy, to również skończyłoby się to DNF.
Decyzje te przypieczętowała awaria, jaką miałem na wale. Nie mogłem żadnego bloku wypiąć z pedałów. Ani lewy, ani prawy nie drgnął. Żeby było weselej to mój mózg debila uznał, że zamaist zdejmować buty podczas jazdy lepiej będzie się kontrolowanie wywrócić xD
Koleś o którym wspominałem w relacji z PTJ, że złapał go kryzys nocny, też zaliczył glebę. Przysypiał, nie dał rady od razu się wypiąć z bloku, to stwierdził że się wy⁎⁎⁎ie i wypnie jak będzie leżał. Ponoć wypinanie obu butów leżąc zajęło mu z 15 minut. Takie są uroki ultra i tego co zostaje z rozumu, gdy 99% zasobów zabierają mięśnie oraz 24h na nogach. XD
Gratuluję walczyłeś to zwyciężyłeś. A na ulepach to można przejechać 100 km a nie jakieś kosmiczne dystanse. Koledzy mają rację - rower na dawać przyjemność. Dlatego wszystkie propozycje kolegów żebym jechał Maraton Wisłą i inne zlewamy ciepłym moczem a dłuższe dystanse to tylko z dobrym, ewentualnie nie przeszkadzającym wiatrem...
@Loginus07 to ja z poprzedniej nocy, w pokoju nocą mam 29°C, ale muszę spać pod ciężką kołdrą, aby czuć na sobie płytę nagrobną i się powoli przyzwyczajać. Jak zdejmę, to jest lepiej ale nie zasnę. A jak założę to jest za ciepło i nie zasnę. A jak dam np. prześcieradło, to nie zasnę bo mnie nie zgniata.
@Loginus07 super sprawa, mam większość katalogów z lat dziewięćdziesiątych oprócz jednego roku. Uwielbiałem je przeglądać, aczkolwiek większość setów była poza zasięgiem...
@Loginus07 no ale trzeba powiedzieć, że wtedy te zestawy pod określone motywy, szczególnie ja się je wszystkie zebrało, to faktycznie były dojebane, a teraz masz co? Ciągnące się od lat minecraftowe, teraz coś z lotra się pojawiło, creatorsy i iconsy, gdzie jest wszystko i nic, jakieś shreki, składane kwiatki i zwierzątka, dc, marvel, disney, potter... to bardziej wygląda jakby się przyssali do określonych marek i to doili do porzygu, a całkowicie porzucili te wszystkie oryginalne zestawy co kiedyś robili. A ile tego kiedyś było, jakieś zestawy ze starożytności, city w kilku odsłonach, kolej, jakieś pojazdy ratownicze, statki kosmiczne tak samo w wielu odsłonach, piraci, rycerze, bionicle i to wszystko było oryginalne, nie żadna zrzyna z istniejącej marki tego czy tamtego. I rok w rok wszystko co wychodziło było zupełnie nowe, to nie były jakieś mielone w nieskończoność re-re-re-reedycje. A dziś, tak całkiem na poważnie wchodzę na stronę lego, patrzę co tam mają i to jest jedna wielka bieda, żadnej oryginalności, nawet technicsy, które zawsze miały coś ciekawe nie mają nic, 4 strony i tam autentycznie tylko jeden zestaw przykuł moją uwagę bardziej i to zestaw, którego jeszcze nie ma nawet w sprzedaży- Koenigsegg Sadair's Spear Megacar- i tu muszę powiedzieć, że naprawdę podobawszy się, piękna bestia. Tylko że to jest 1 zestaw. Z całej strony.
Smutne to, bo za dzieciaka jak przeglądałem katalogi, to podobała mi się masa zestawów. I przez pewien czas myślałem, że to kwestia tego, że byłem dzieciakiem, ale jakoś w zeszłym roku pogrzebałem za starymi katalogami, przejrzałem i kurde, te co znalazłem dalej miały masę zestawów, które nawet teraz mi się podobają.
Spodziewałem się lekkiej komedii z nutką kryminału, a dostałem lekką komedie z nutką kryminału oraz wzruszkami i morałem niczym z bajek Disney'a.
Pasterz George co wieczór czyta owcom książki kryminalne. Kiedy zostaje zamordowany owce postanawiają wziąć sprawy w swoje rę... racice. W ramach śledztwa muszą nauczyć się żyć w prawdziwym świecie i skonfrontować z własnymi słabościami.
Tytuł: Hades Developer: Supergiant Games Wydawca: Supergiant Games Rok wydania: 2020 Gatunek: roguelike, RPG akcji Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 102H Ocena: 8.5/10
Mój pierwszy rougelike w życiu, zachwalany przez wszystkich Hades.
Na wstępie zaznaczę jedną rzecz, bo czuje, że ona będzie się u mnie dość mocno przewijać w ocenach - ja od małego bardzo lubię mitologię grecką i za sam setting potrafię wiele wybaczyć. I trochę tak też jest w przypadku Hadesa, ale po kolei.
Jako Zagreus, syn boga podziemi Hadesa, próbujemy uciec z domu i wydostać się na powierzchnię, jednak na przeszkodzie stają nam różni przeciwnicy - od złoczyńców do bohaterów świata antycznego. Walki uczył nas sam Achilles i to właśnie dzięki jego lekcjom, ale też wsparciu naszej rodziny z Olimpu mamy jakiekolwiek szanse w tej nierównej walce. Z każdą kolejną próbą ucieczki zdobywamy coraz to nowsze wspomagacze, które pozwalają nam zajść coraz dalej. A to są nowe talenty z lustra nocy, a to nowe zdolności komnat czy też zupełnie nowe bronie i ich aspekty. Dlatego czasem warto umierać by odblokować coś nowego.
Dzięki takiej progresji czujemy syndrom "jeszcze jednej próby" i nie raz łapałem się na tym, że miałem uciec raz, a zaraz będzie 10 próba. Gra wciąga jak bagno. Do czasu...
Zasadniczo gra ma i nie ma jednocześnie swojego końca. W pewnym momencie zamkniemy całą fabułe, ale dalej możemy się challengować, żeby podomykać inne wątki i posprawdzać nowe możliwości. Jednakże ja osobiście gre platynowałem i tutaj właśnie zaczyna się łyżka dziegciu.
Wszystko tutaj jest losowe, a RNG nie jest łaskawe. Jeżeli chcemy spotkać konkretne wydarzenie w grze to musimy liczyć na silnik, a to jest denerwujące, zwłaszcza, jeżeli oczekujesz danej komnaty z późniejszej fazy gry. Zamknięcie wątku Achillesa kosztowało mnie dobrych kilkanaście godzin (zakładałbym koło 15h), bo nie chciało mi się striggerować odpowiednie wydarzenie, a jak się striggerowało, to potem wylosowało złe dialogi, a tych nie wybieramy. Żeby nie spoilerować wyobraźcie sobie, ze musicie mieć szczęście by trafić na odpowiednią osobę, a kiedy już na nią traficie to ta osoba musi chcieć porozmawiać na konkretny temat, ale akurat pada, więc zagai o pogodzie, a potem zobaczy, że masz nową kurtkę, więc zapyta o to. Wkurza niemiłosiernie.
Gdybym skończył grę po wątku fabularnym pewnie byłoby 9.5. Nie dałbym 10 za powtarzająca się muzykę, motywy poszczególnych krain podziemia znam na pamięć, bo są zawsze te same. Jednakże w związku z problemami przy platynie zmuszony jestem odjąć 1 oczko.
Ogólnie bardzo polecam, ale sam sobie robię odpoczynek od tego typu rozgrywki na chwilę obecną. Hades 2 wjedzie, ale pewnie w przyszłym roku
ostatnio w robocie rozmawialiśmy, że kiedyś triathlon był popularniejszy i dużo ludzi chciało się zmierzyć z tym sportem, a obecnie jest coraz gorzej. To teraz patrzcie na pakiet z Challenge Triathlon Gdańsk. I dodajcie sobie do tego fakt, że najtańsze bilety "super early bird" to 199 euro, a rejestracja w dniu imprezy to 379 euro xD
i dodajmy to, że w tym roku na sprincie nie było napojów na odcinku rowerowym, a co śmieszniejsze to kurtyna wodna była tylko jedna, a i tak tylko przez jakiś czas - jak wybiegałem to była, jak wracałem to już zakręcona. Koleżanka wybiegała jakieś 10' po mnie i mówi, że już wtedy ją przykręcili.
A w strefie finiszera bieda porcje spaghetti, nie było piwa, redbulle się skończyły, a coli lali 1/3 kubeczka tylko xD ktoś powie, że to miała być impreza sportowa, a nie darmowy obiad, ale bądźmy szczerzy - poziom leci z roku na rok, a tak biednie jak w tym to jeszcze nigdy nie było. A pakiety coraz droższe...
@Loginus07 ja tam nie lubię pływać dlatego nawet nie biorę triathlonu pod uwagę, a do tego zorganizowane biegi to dla mnie takie meh. Lubię solo wyzwania i plecak z zapasami.
No i daj pan spokój tyle pieniędzy a zmęczyć się mogę za darmo. XD
No i daj pan spokój tyle pieniędzy a zmęczyć się mogę za darmo. XD
ja to rozumiem, natomiast mi starty opłaca firma ^^ ale też powiem Ci, że zupełnie inaczej się startuje samemu, a inaczej jak z kimś rywalizujesz ^^ na ostatnich metrach ścigałem się z jakąś laskę i ostatecznie na ostatnim metrze ją machnąłem, ale potem zbita piątka, wzajemne gratulacje, solo takich akcji nie masz ^^
@Loginus07 @AdelbertVonBimberstein Dokładnie, tu bardziej chodzi o emocje związane z wydarzeniem. To tak samo jakbyś komuś kto poszedł na koncert swojego ulubionego zespołu powiedział że bez sensu tyle kasy płacić za bilet, jak muzyki może posłuchać na chacie.
Emocje, tym bardziej na ważnych dla siebie startach są nie do opisania. Adrenalina dodatkowo też robi swoje. Budujesz fajne wspomnienia. Tworzysz pamiątkę swojej wewnętrznej walki i zwieńczenia "drogi". Każdy ma swoje "why".
Oczywiście również nie każdy takie coś musi odczuwać.
@Loginus07 Wiadomo, że płacąc za start nie oczekujesz tego, że spora część "zwróci się" w pakiecie startowym. Ale i tak bieda. Żeby chociaż ta koszulka była jakiejś "premium" marki. Ech, najwidoczniej mało sponsorów miała impreza.
Szkoda, że triathlon jest drogim sportem. Sama kiedyś myślałam o Ironmanie, ale jak zobaczyłam ile łącznie kasy musiałabym w to wsadzić to po prostu odechciało mi się. A tu niestety sprzęt może decydować o Twoim czasie.
@Trypsyna to drogi sport i to sport pay2win - jak masz 2 takich samych zawodników to wygra ten, który będzie miał lepszy rower, a ludzie startują amatorsko na rowerach czasowych za 30k ^^ i żeby nie było - jak ktoś ma hajs to niech wydaje go na hobby, ale minimalnie lepszy zawodnik przegra jeżeli jest biedny.
Na szczęście mnie to nie dotyczy, bo ja startuje dla funu i na pewno nie jestem lepszym zawodnikiem w żadnej z kategorii ^^
@Loginus07 kolarstwo jest jeszcze o tyle niesprawiedliwe, że jak lepiej pływasz to dopłyniesz szybciej, lepiej biegasz, tak samo, a jeśli jesteś od kogoś lepszy na rowerze tylko trochę, to może Ci siąść na kole i tyle, nie zerwiesz go, a na pewno nie tak łatwo. No i 30k jeszcze nie tak dużo, same koła z dyskiem potrafią kosztować 10+. Za 30k można kupić butów do biegania do 2047 roku i 50 par okularów pływackich, i jeszcze zostanie.
kiedyś triathlon był popularniejszy i dużo ludzi chciało się zmierzyć z tym sportem, a obecnie jest coraz gorzej.
Nie zgodzę się - ilość osób na basenach które robią kiepskiego kraula i j⁎⁎ią objętościówkę, bo im słaby trener powiedział, że hehe hipopotam jest szybszy od człowieka na lądzie i w wodzie to musisz nadrobić na rowerze, rośnie z roku na rok i przykro się na to patrzy jak ludzie przychodzą utrwalać błędy zamiast robić technikę. Jeszcze kumpel dorabia na mieście jako trener na zastępstwa i jak trafia do triathlonu to często dostaje zjebki za to że chce ludzi nauczyć pływać a nie uczyć pływać. Ciągną hajs na fali popularności i to raczej rośnie z roku na rok. Generalnie thriathloniste łatwo poznać na basenie.
Dojazdy do pracy (czasem trzeba było trochę powietrza złapać po i sobie je sztucznie wydłużałem), ale też start w triathlonie i powiem wam, że cyfry dla części z was może nie są powalające, ale ja jestem z siebie dumny - jedyna część zawodów gdzie wyprzedzałem ludzi i ich ostatecznie gubiłem ^^ mój najmocniejszy punkt ^^
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dzisiejszy start w triathlonie - z biegania akurat nie jestem zadowolony, ale też nie oczekiwałem wiele, bo niewiele trenowałem. Po drodze była jeszcze toaleta oraz 2 odcięcia po wybiegnięciu z cienia na pełne słońce ^^
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Największe to basen, najmniejsze to rozgrzewka przed startem, a środkowe to start właściwy - pierwszy raz cały dystans open water kraulem (nie licząc pojedynczych machnięć żabą, jak dostałem z kopa i musiałem potwierdzić kierunek). Powiem wam, że jestem z siebie dumny ^^
#plyniemydojadraziemi #plywanie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin