Zdjęcie w tle

JapyczStasiek

Gruba ryba
  • 717wpisów
  • 1822komentarzy

5 przewidywań Grzegorza Sroczyńskiego:


1. Nawrocki to Konfederata


Nawrocki pasuje do Konfy, jest cały z ducha Konfy, rozumie się lepiej z Konfą niż z dziadkami z PiS-u.

Nawrocki jest wycięty z ducha nowej polaryzacji (góra kontra dół ewentualnie elity kontra lud), a tamci są z ducha starej polaryzacji PiS-PO, która zaczyna szwankować.


Nawrockiego należy docelowo traktować jako stronnika Konfederacji, rzecznika nowej polaryzacji, a nie wykonawcę poleceń Kaczyńskiego.


2. Partia i mój interes w partii


Są sprawy bardzo ważne, takie jak ojczyzna, demokracja, gospodarka, są sprawy jeszcze ważniejsze, takie jak interes mojej partii, i są sprawy najważniejsze, czyli mój interes w partii.


Donald Tusk oczywiście również wyznaje tę zasadę, więc obecnie będzie kombinować, jak nie dopuścić do rzeczywistego rachunku sumienia w PO.


3. W opozycji też jest życie


Platforma prawdopodobnie zaczęła się szykować do możliwie miękkiego lądowania w ławach opozycji.


Co jest obecnie dobre dla PO? Po pierwsze dokończenie konsumpcji przystawek, żeby w wybory wejść z jedną listą i notowaniami PO bliżej 30-35 procent. Po drugie - to już po wyborach, wcześniejszych, czy nie, to się dopiero zobaczy - ponowne wejście w rolę jedynych certyfikowanych "obrońców demokracji".


4. Kaczyński nienawidzi Konfederacji


Już się zaczęło, Kaczyński pokazał Mentzenowi i jego wyborcom, że są pętakami.


Kaczyński aż do wyborów będzie miał dylemat i rozdwojenie, jak tego kotka jednocześnie głaskać i walić młotkiem, czyli jak Konfę osłabiać, podtruwać, żeby nie rosła kosztem PiS-u, i jednocześnie robić to tak, żeby poziom kwasowości we wzajemnych relacjach nie uniemożliwił przyszłej koalicji.


5. Zabić Razem


Przez najbliższy czas aż do wyborów Platforma będzie zwalczać Razem z równą zaciekłością jak zwalcza PiS. Krytyka rządu ze strony PiS-u czy nawet Konfederacji ma zerowy oddźwięk po platformianej stronie barykady, natomiast jak wychodzi Zandberg i "mówi, jak jest", to coś jednak dociera.


Platforma nie znosi organicznie Razem, bo rosnące słupki tej partii - a sprzyja jej fala antyestablishmentowych emocji - oddalają perspektywę miękkiego lądowania w ławach opozycji po najbliższych wyborach w charakterze JEDYNEJ siły "demokratycznej" z certyfikatem na prawość, mądrość i europejskość.


https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,31998956,lepiej-sie-nie-szarpac-po-chce-juz-wracac-do-opozycji-komentarz.html


#polityka

Zaloguj się aby komentować

Piątka Witwickiego on Substack

Piątka Witwickiego on Substack

Dlaczego przegrał Trzaskowski. Pięć powodów. 2020 nie był dla Trzaskowskiego porażką. Jeśli ktoś uważa, że wygrał, to trudno by wyciągał wnioski z porażki. Nie zmienia się też przecież zwycięskiej drużyny. Gdy w 2020 roku Duda wygrał wygrał wybory w części Platformy zapanowała euforia, bo Trzaskowskiemu super poszło. Jeśli Trzaskowski z kimś przegrał, to była to machina państwa, a właściwie to wybory były sfałszowane. Jeśli ktoś myśli, że przesadzam to warto zajrzeć do książki “Rafał” w której Trzaskowski opisuje dzień ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich. „Oczywiście dostałem tysiące esemesów: „Wygrałeś, nie przejmuj się”. Widziałem, że ludzie to przeżywają bardziej niż ja.” Nie było więc rozliczeń czy rozmowy o błędach. Była celebracja przegranej. Przypomnijmy w wyborach prezydenckich chodzi o to, by w drugiej turze zdobyć więcej głosów niż konkurent. 2 . Brak sprawczości. Koalicja Obywatelska, to świetnie zapowiadająca się formacja. Ciągle coś zapowiada. Czasem są to Igrzyska Olimpijskie, czasem obniżka podatków, innym razem związki partnerskie. Jeśli jednak jakakolwiek z tych inicjatyw wymaga odrobiny determinacji i zawziętości, to pomysł się rozpływa. W jego miejsce przychodzą następne: deregulacja, zerowy VAT na transport publiczny czy ustawa mieszkaniowa. W sprawie projektu CPK Kolacja Obywatelska zapowiada zarówno jego skasowanie, jak i budowę i nie udaje się jej dotrzymać obydwu tych obietnic. Sam Tusk nieustannie zapowiada rekonstrukcję rządu. Jest to tak rytualne, że nawet potencjalnie zrekonstruowani przestali na to zwracać uwagę. Raz na jakiś czas, na przykład przy okazji kampanii, ktoś sobie o tym przypomina, a ktoś inny musi się tłumaczyć. Ogólny obraz pozostaje taki, że Koalicja Obywatelska, to formacja, która nic nie może, a Trzaskowski jest tego emanacją. Jeśli, ktoś uważa, że nie mam w tym punkcie racji, to jestem gotowy na publiczną debatę. Jedynym moim warunkiem jest to, że odbędzie się ona w hali sportowej, której budowę Trzaskowski zapowiedział w czasie swojej pierwszej kampanii na prezydenta Warszawy. Zresztą to samo robiła Hanna Gronkiewicz- Waltz. Mowa tu o hali sportowej, a nie o budowie elektrowni atomowej, którą też zresztą obiecali. 3. Warszawa state of mind Polacy nie lubią Warszawy. Jedni mają jej kompleks, a drudzy widzą jej odrealnienie. Rafał Trzaskowski pochodzi z Warszawy, a nawet jest jej prezydentem. Mógł to oczywiście wykorzystać próbując rozbudzić aspiracje Polaków, pokazując że rozwój stolicy może być rozwojem każdego miasta w Polsce. Pokazując Warszawę, jako miejsce gdzie ciężko pracujący ludzie mają szansę się rozwijać i spełniać marzenia. To może być droga każdego. Trzaskowski mówił o żłobkach w Warszawie czy o jednym ze szpitali. Nie było w tym jednak żadnej opowieści. Jakieś luźno zebrane dane, które nie tworzyły historii, a na pewno już nie historii sukcesu. Jak nie masz swojej opowieści, to opowiedzą ją za ciebie inni. W związku z tym w kampanii królowała tęczowa Warszawa, która była zaproszeniem do następnego punktu. 4. Nienawiść do elit Moim zdaniem najważniejszy powód przegranej Trzaskowskiego. Z naszymi elitami jest jak ze znaną reklamą w internecie: “znalazł jeden prosty sposób na…” W tym przypadku jednym prostym sposobem na budowanie swojego statusu jest pogarda dla prowincji. W zamierzchłych czasach elity skupiały się na PiSie czy Lechu Kaczyńskim, ale od 2015 roku na orbitę swoich rojeń wzięły beneficjentów 500 plus. I to był początek ich końca, którego nie zauważyły. Za to cała Polska mogła zobaczyć Dorotę Wysocką- Schnepf w akcji, a dzięki kanałowi Zero i startowi Krzysztofa Stanowskiego poznać na przykład kulisy negocjacji w sprawie debat. Poczucie wyższości było tu pomieszane z całkowitym wylogowaniem ze świata realnego. Nie jest jednak prawdą, że elity nie wykazały się żadną refleksją i nie nauczyły się niczego. Część ich przedstawicieli stwierdziła, że kontakt z ludem jest potrzebny. Symbolicznym zwieńczeniem tego procesu było wręczenie worka z ziemniakami przez Kingę Gajewską. Wszystko w świetnym humorze i bez poczucia żenady. W finale kampanii wyborczej tak, by nikt nie miał wątpliwości, co do faktycznych refleksji. Ludzi, to doprowadza do szału, a jedynym sposobem, by się odgryźć jest zagłosowanie przeciwko. 5. Kadry Jestem uzależniony od programów publicystycznych, w zasadzie zawsze mam jakiś włączony. Polecam obejrzeć na przykład codzienny program Agnieszki Gozdyry czy późną publicystykę Polsat News Polityka. Regułą tych programów jest to, że najsłabszą reprezentację ma Koalicja Obywatelska. Tak nie jest często czy bardzo często. Tak jest zawsze. Są workiem do bicia dla Konfederacji, a czasem nawet i PiSu. Nie chcę się tu nad nikim pastwić polecam za to wszystkim pytanie, które zadał kiedyś Grzegorz Sroczyński: kiedy ostatni raz czytaliście ciekawy wywiad z kimś z Platformy?

Substack

Było powiedziane wiele razy. W sytuacji, w której świat przechyla się na prawa, wysuwać kandydata kojarzonego z lewicą to samobójstwo. Trzeba było wystawić Sikorskiego.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś przykład tego jak działają partie duopolu, w których eliminuje się każdego, komu idzie za dobrze.


___

Krzysztof Kwiatkowski objął stanowisko ministra sprawiedliwości w 2009 roku.


Ten młody (rocznik 1971), na pierwszy rzut oka niepozorny samorządowiec, bez specjalnego doświadczenia w „wielkiej” polityce okazał się sprawnym i zdeterminowanym technokratą, który za cel postawił sobie wprowadzenie rzeczywistych zmian w wymiarze sprawiedliwości.


Osobiste ambicje Kwiatkowskiego zbiegły się z ciągle silnie obecnym w partii przekonaniem, że objęcie władzy w jakiejś mierze zobowiązuje do bycia „lepszym PiS-em”, czyli do podejmowania kwestii, które obie partie uznawały w latach 2003-2006 za ważne, a w których PiS-owi nie udało się odnieść sukcesu.


Obejmując urząd, Kwiatkowski postanowił zmierzyć się z problemem przewlekłości postępowań. Jego przyczyny upatrywał przede wszystkim w anachronicznej organizacji systemu zarządzania wymiarem sprawiedliwości i na zmianę tych mechanizmów w pierwszym rzędzie nakierowany był jego projekt: przewidywał on pozbawienie prezesa sądu uprawnień dotyczących zarządzania sądem jako całością i pozostawienie mu wyłącznie kompetencji związanych stricte z orzekaniem podległych mu sędziów. Drugą, zaiste rewolucyjną zmianą było wprowadzenie systemu ocen okresowych sędziów, mających odtąd stanowić podstawę ich awansów zawodowych. Po raz pierwszy po 1989 r. pojawiło się rozwiązanie, bez którego nie jest w stanie funkcjonować żadna instytucja i żadna korporacja prywatna: możliwość weryfikacji, czy pracujący w niej ludzie w ogóle coś robią.


Projekt – jak można się było spodziewać – wzbudził ogromny opór środowiska sędziowskiego, zarzucającego ministrowi (i szerzej – całej Platformie) zamach na niezawisłość sędziowską a także – podobnie jak robili to adwokaci, broniący swojego monopolu zawodowego - działanie wbrew interesom obywateli, których prawo do bezstronnego sądu miałoby zostać naruszone. Po raz kolejny jednak – co może wydawać się zaskakujące – rząd Platformy nie ugiął się przed presją wpływowego środowiska. Ustawę wprowadzającą w życie reformę Kwiatkowskiego uchwalono pod sam koniec pierwszej kadencji Tuska, latem 2011 r.


Wydawać by się mogło, że po zwycięskich dla Platformy wyborach, potwierdzających słuszność obranej przez nią drogi, Krzysztof Kwiatkowski powinien pozostać na stanowisku. Ostatecznie w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości PO mogła pochwalić się całkiem konsekwentnie i spójnie realizowanym programem naprawczym – dostęp do zawodów prawniczych uwolniono, stworzono KSSIP i uchwalono prawo mające spore szanse wpłynąć na efektywność sądów. Z początkiem 2010 r. powołano też do życia tzw. e-sąd.


Wreszcie, dokonano rozdzielenia stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, co było może zmianą mało odczuwalną dla obywatela, ale stanowiło jeden z istotnych punktów programu wyborczego PO (zwłaszcza w związku z podnoszonymi przez tę partię zarzutami wobec Zbigniewa Ziobry o upolitycznienie prokuratury). W niewielu innych dziedzinach Platforma mogła pochwalić się porównywalną konsekwencją.


Tymczasem Tusk postanowił… pozbyć się Kwiatkowskiego.


Uczynił to w charakterystycznym dla siebie stylu, oznajmiając po wyborach, że nowym ministrem sprawiedliwości zostanie Jarosław Gowin, ponieważ… „ma pozytywną szajbę”. Nie była to szczególnie przekonująca rekomendacja, biorąc pod uwagę, że krakowski konserwatysta, z wykształcenia filozof, nigdy wcześniej nie miał z sądami do czynienia. Mechanizm zarządzania partią, wykształcony po 2005 r., wymagał jednak, aby eliminować z niej wszelkie indywidualności i przede wszystkim – aby nie dopuszczać do powstania frakcji silnie zakorzenionych w strukturach lokalnych, na czele których stoi energiczny, odnoszący sukcesy lider.


Ministerstwo Sprawiedliwości było dotąd raczej narzędziem do zatapiania osób o zbyt dużych ambicjach – niemal nikomu nie udało się przeprowadzić na tym stanowisku zmian przekładających się na popularność polityczną. Udało się to jednak Kwiatkowskiemu, a na domiar złego zdołał on też zbudować sobie całkiem solidne zaplecze w strukturach Platformy w rodzinnej Łodzi. Logika partyjna wymagała więc, aby go „przyciąć”. Gowin natomiast, kreujący się na wewnętrzną opozycję, parł już od pewnego czasu do konfliktu z Tuskiem – otrzymał więc stanowisko, na którym miał niewielkie szanse, aby rozbudować swój kapitał polityczny, całkiem spore natomiast na kompromitację.


Tak się też stało.


(Fragmenty książki Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy)


#polityka #historia

b4b0a1be-46ee-48ad-9a86-72d877b7461e

Wystarczy pamiętać, że pod pewnym względem Donek jest jak trzeci z bliźniaków: panicznie się boi utraty swoich osobistych wpływów. I takie historie przestają dziwić. To nie jest lider, to jest zarządca. I póki największe partie w Polsce będą miały na czele zarządców promujących w swoich szeregach biernych, miernych, ale wiernych, póty Polska nie będzie miała szansy na wyjście z trwającego praktycznie od zawsze impasu bycia j⁎⁎⁎ną z jednej strony przez szkopa, a z drugiej przez kacapa.

@JapyczStasiek Fajne. Teraz, po wyborach, pojawia się coraz więcej krytycznych, a co najważniejsze trafnych, opinii o Platformie i samym Tusku. Dotąd każda taka wypowiedź narażała krytykującego na epitet "pisiora", ale teraz kiedy po raz kolejny Donek nie dowiózł, chyba wszyscy widzą że coś trzeba tu zmienić.

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek Bo na całym świecie neoliberałowie robią wszystko, byle tylko lewica nie doszła do władzy xD

Zaczynam się zastanawiać, czy jednak coś w teoriach spiskowych nie jest? Jeżeli te wszystkie posrane wątki są prawdziwe, to mamy przewalone.

Bo teraz to już jest pożar w burdelu i każdy bierze się za kampanię wyborczą. Nikt nie wie ile ten sejm przetrwa, a dla PSL to może być walka o życie.

To proste, dopłat i tak nie będzie, bo nie mają prezydenta, więc wolą teraz to ogłosić, że to niby ich decyzja i żeby druga strona nie przypisała tego sobie :P

Zaloguj się aby komentować

Dzisiejsze #nowosciksiazkowe


Wojna


Bob Woodward odsłania kulisy trzech kluczowych wojen – w Ukrainie, na Bliskim Wschodzie oraz o amerykańską demokrację.

Dowiadujemy się szczegółów o pełnych napięcia rozmowach Joe Bidena i jego najbliższych doradców z Władimirem Putinem, Benjaminem Netanjahu oraz Wołodymyrem Zełenskim. Doświadczamy złożoność dyplomacji wojennej i konieczność podjęcia dramatycznych decyzji mających zapobiec użyciu broni nuklearnej oraz wybuchowi III wojny światowej.


Goodbye Gierek


Marcin Wojdak dokonuje niemożliwego – pakuje nas do kapsuły czasu i zabiera w podróż na ląd bynajmniej nie odległy, choć mityczny: do wnętrz zapomnianych PRL-owskich hoteli, barów, ośrodków wypoczynkowych, dworców, urzędów czy przedsiębiorstw. Polska epoki Gierka w takim wydaniu okazuje się Atlantydą pełną skarbów architektury i designu, które pod spojrzeniem autora nabierają barw i odzyskują blask.


Wojna w moim domu. Kiedy konflikt staje się codziennością


Paweł Pieniążek, doświadczony reporter, dziennikarz i korespondent wojenny. Zjeździł Ukrainę, Afganistan, Górski Karabach. Przez kilka lat śledził losy jedenaściorga bohaterów złapanych w pułapkę konfliktu, który nie chce się zakończyć. Opowiedziana przez Pieniążka historia pokazuje przerażającą codzienność wojny widzianej oczami zwyczajnych ludzi.


Plemienni. Jak instynkty kulturowe mogą nas jednoczyć


Dlaczego jesteśmy lojalni wobec członków tej samej grupy, a wspólny cel sprawia, że pracujemy efektywniej i możemy więcej osiągnąć? Co sprawia, że instynkt plemienny nie tylko wpływa na nasze decyzje, ale też kształtuje nasze myśli i emocje?


#ksiazki #czytajzhejto

5cfa19b6-bc0b-4486-b4dd-0335634dfd10

Zaloguj się aby komentować

(długie, ale jeszcze nikt nie wytłumaczył tego tak dobrze)

___


O "Polish Dream" Tuska, czyli jak zaczęła się klasowa polaryzacja PiS-PO i co ma z tym wspólnego Lech Wałęsa.


___


Wiosną 2009 r. Donald Tusk mógł mieć wszelkie powody do zadowolenia. Światowy kryzys finansowy w dużej mierze ominął Polskę, odczuła ona jedynie jego pośrednie skutki. Notowania Platformy po półtora roku rządów były znakomite, koalicja z PSL pozostawała stabilna, zaś poparcie dla PiS pozostawało niższe o 10 do 15 punktów procentowych.


Dlatego też może nieco dziwić, że politycy Platformy tak bardzo zaangażowali się w krytykę książki młodego absolwenta UJ, Pawła Zyzaka. Książka, stanowiąca poszerzoną wersję jego pracy magisterskiej, która była pierwszą opublikowaną w Polsce biografią Lecha Wałęsy. Biografią dosyć osobliwą, Zyzak pomieszał w niej klasyczną metodologię historyka z dość irytującym, rozwlekłym i nacechowanym osobistymi wstawkami stylem oraz z formą nieco nieporadnego reportażu powoływał się na osoby, niekiedy anonimowe, których wypowiedzi niewiele wnosiły do zrozumienia postaci Wałęsy, miały natomiast niewątpliwie charakter skandalizujący.


Ściągnęło to na młodego autora gromy ze strony dziennikarzy i publicystów, do których przyłączyli się niektórzy politycy Platformy. To z kolei zapewniło książce rozgłos, dzięki któremu mocno wybrzmiała zasadnicza jej teza: Lech Wałęsa był w latach 1970‑1976 tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”.


Donald Tusk stanął zdecydowanie w obronie Wałęsy, w pewien sposób wyciągając go z politycznego i publicznego niebytu. Były prezydent nie budził już od lat niczyjego zainteresowania. Tusk, polityk obdarzony fenomenalnym słuchem społecznym, uznał jednak ponowne skupienie uwagi na Wałęsie za przydatne. Wałęsa symbolizował zwycięstwo nad komunizmem i sukces polskiej transformacji.


Przez chwilę wydawało się, że z transformacji tej wszyscy poza postkomunistami okazali się ostatecznie niezadowoleni. To dlatego przecież wybory 2005 r. wyniosły do władzy dwie formacje (PiS i PO) odwołujące się do dziedzictwa „Solidarności”, obiecujące demontaż kapitalizmu politycznego i budowę Czwartej RP – lepszej, nieobarczonej patologiami Trzeciej. Ale to było w roku 2005. W 2009 r., gdy wyraźnie już odczuwalne były korzyści ze wstąpienia do UE, Donald Tusk postanowił zostać przywódcą obozu zadowolonych. A do tego potrzebna mu była opowieść o sukcesie transformacji, do niej zaś Wałęsa nadawał się doskonale.


Szef Platformy zrozumiał, że podział postkomunistyczny, agregujący preferencje polityczne Polaków wokół stosunku do komunizmu, właśnie się wypala. Sam miał wszak do tego systemu stosunek co do zasady negatywny i podobny mieli jego wyborcy – tak jak i wyborcy PiS-u zresztą. Spór pomiędzy Platformą a PiS, który partie „odkryły” po wyborach 2005 r. i który kulminował dwa lata później, wynosząc PO do władzy, nie dotyczył tego, czy rozliczać komunizm. Nie było jednak jasne, czego tak naprawdę dotyczył. W jakiejś mierze stylu uprawiania polityki (chaotyczne i niezrozumiałe, pełne konfliktów rządy PiS i populistów versus obietnica spokoju i rozsądnych reform za Tuska), w jakiejś mierze – wiarygodności obu formacji; wszak PiS podczas swoich dwuletnich rządów zaprezentował się jako odwrotność wizerunku, który wcześniej kroeował, wyborcy w tej sytuacji dali szansę konkurencji.


W 2009 r. Platforma – widząc już wyraźnie, że program ordoliberalny, z którym formalnie odniosła zwycięstwo, po pierwsze nie jest możliwy do zrealizowania w praktyce, po drugie, blokuje utrzymanie szerokiego poparcia – szukała nowej, uniwersalnej osi podziału, obejmującego całe społeczeństwo. I znalazła: tą osią stał się podział na beneficjentów i malkontentów transformacji.


Ci pierwsi wyszli z niej ostatecznie zadowoleni. Nawet jeżeli miała ona swoje wady, to jednak – zwłaszcza teraz, po wejściu do UE – życie większości Polaków stawało się odczuwalnie lepsze. Wzrost gospodarczy wprawdzie właśnie wyhamował na skutek globalnego kryzysu, ale – w przeciwieństwie do reszty krajów Unii – nie doszło do recesji; Polska pozostawała „zieloną wyspą”. W porównaniu do lat 2004-2005 o połowę spadło bezrobocie. Nadmiar pracowników stopniowo zasysały rynki krajów zachodnich. Przede wszystkim jednak – w kraju pojawiły się płynące szerokim strumieniem pieniądze, zarówno z dopłat dla rolników, jak i z funduszy strukturalnych. Rosły inwestycje i pojawiały się nowe możliwości. Wszystkim odczuwającym poprawę swojej sytuacji, bądź przynajmniej liczącym na nią w niedalekiej przyszłości, partia ta zaproponowała więc opowieść o polskim sukcesie: transformacji trudnej, momentami bolesnej, ale ostatecznie udanej.


I dlatego właśnie Tusk zdecydował się bronić Wałęsy. Nie dlatego że był przeciwko lustracji – dlatego, że Wałęsa był mu potrzebny jako klamra, spinająca opowieść o sukcesie transformacji. Zrealizowanej przez „Solidarność” pod wodzą Wałęsy, który obalił „komunę” – a spadkobiercą tego zwycięstwa miał być Tusk. Obiecał mieszkańcom kraju sytą wolność, politykę bez wstrząsów i zajadłych sporów, coraz bardziej dostatnie życie. To była właśnie ideologia Platformy Obywatelskiej, najpełniej wyrażona w wyborach 2011 r., przed którymi w całej Polsce pojawiły się bilbordy, na których uśmiechnięty Tusk zachęcał: „Nie róbmy polityki!”. Robert Krasowski nazwał to „polityką ciepłej wody w kranie” i uznał za oznakę nowoczesności. Inni publicyści zżymali się, oskarżając Platformę o bycie „partią z plasteliny”, unikającą przedsięwzięć reformatorskich i uciekającą od polityczności rozumianej jako sprawczość; jednak wydaje się, że było to dokładnie to, czego w tym okresie oczekiwała większość społeczeństwa. Symbolem epoki Tuska stało się grillowanie, jedna z ulubionych rozrywek Polaków – nie przypadkiem tak podobna do amerykańskiego barbecue, klasycznej formy spędzania wolnego czasu przez amerykańską klasę średnią. Program Platformy Obywatelskiej polegał w gruncie rzeczy na zapewnieniu Polaków, że niebawem staną się taką klasą. Wszyscy.


Finansowane z budżetu partie, uzyskujące teraz wzmocnioną kontrolę nad pieniędzmi publicznymi, których pula zaczęła gwałtownie – dzięki funduszom unijnym – rosnąć, stały się znacznie mniej podatne na tworzenie relacji klienckich. Po co przyjmować od biznesmena prezent w postaci nieodpłatnego użyczenia luksusowego samochodu, skoro można sobie taki samochód kupić samemu – ze środków powiatu, miasta czy ministerstwa? Zwłaszcza że CBA po odejściu PiS od władzy bynajmniej nie zniknęło, a na jego czele stał jeszcze do 2009 r. powołany przez Jarosława Kaczyńskiego Mariusz Kamiński.


Do osłabienia struktur kapitalizmu politycznego przyczyniło się też niewątpliwie wejście do UE. Zwiększone możliwości rozwojowe dla przedsiębiorstw sprawiały, że normalna konkurencja często okazywała się wystarczającą drogą do sukcesu.


Skutkiem tego była też rodząca się nowa tożsamość biznesu, którego przedstawiciele przestali dzielić się na wolnorynkowych i nomenklaturowych. Ich coraz bardziej jednolita grupa uzyskiwała zarazem wysoki status; nie tylko z powodów ekonomicznych. Tym, co oferowała im Platforma, było dowartościowanie: przedsiębiorcy to nie cwaniaki, nie kombinatorzy i nie uwłaszczona nomenklatura. To sól tej ziemi, motor rozwoju – w pełni zasługujący na dostatnie życie, jakim się cieszą. To m.in. ten przekaz pozwolił Platformie na przejęcie części elektoratu SLD.


I to właśnie biznesmeni – wraz z odnoszącymi sukces przedstawicielami wolnych zawodów oraz dziennikarzami, artystami i celebrytami – stali się mityczną klasą średnią, do której Platforma obiecywała zaprowadzić wszystkich Polaków. Tylko że… ci ludzie wcale nią nie byli. Zarobki „klasy”, którą telewizja i kolorowe czasopisma pokazywały jako wzorzec aspiracji, były znacznie powyżej średniej. Większość Polaków była ciągle biedna, w porównaniu ze średnią UE wręcz przerażająco biedna. Mediana całkowitego wynagrodzenia miesięcznego „na rękę” wyniosła w 2009 roku 2 452 zł. Tylko 10% najlepiej opłacanych pracowników uzyskiwało dochody miesięczne przekraczające 6300 zł netto. Obietnica Platformy niosła w sobie wielkie ryzyko: niezwykle wysoko umieszczała poprzeczkę aspiracji.


Dlatego też w narracji partii i sprzyjających jej mediów przynależność do klasy średniej szybko stała się pochodną, ale też jednocześnie wyznacznikiem statusu, nie zaś zarobków. Być klasą średnią znaczyło być „młodym, wykształconym, z wielkiego miasta”, znaczyło żyć tak, jak celebryci znani z ekranu telewizora, odwiedzać te same miejsca, kultywować (w miarę możności) podobny styl życia. Temu ostatniemu sprzyjał rozwój tanich linii lotniczych i umasowienie globalnej turystyki. Tanie wycieczki do hoteli na tureckiej Riwierze nadawały rodzącej się klasie – nie tyle średniej, co wielkomiejskiej – to poczucie statusu, podobnie jak służbowe samochody i mieszkania kupione za (wciąż jeszcze stosunkowo tanie) kredyty. Przeciwnicy Tuska ironicznie nazywali tych młodych, wierzących w sukces swój, Polski i Platformy „lemingami”. Rekrutowali się oni przede wszystkim z małych miejscowości, z których migrowali do większych miast w poszukiwaniu lepszego życia – i wierzyli, że je znajdują. Niektórym rzeczywiście się to udawało (zarobki w branżach takich jak marketing czy IT były wysokie), wielu jednak musiało zadowolić się tylko statusem „mieszkańców dużych ośrodków”.


Wciąż jednak nader liczna była też grupa ludzi, którzy poprawy nie odczuli – ani ekonomicznej, ani statusowej. Wejście do UE nie było wszak cudownym panaceum, wciąż istniały obszary biedy i wykluczenia, a na rynku pracy warunki – dość brutalnie – nadal dyktowali pracodawcy. W latach 2007-2014 coraz wyraźniej zaczął rysować się podział na biedniejszą prowincję i zamożne miasta, które przyciągały inwestycje i efektywniej wykorzystywały środki unijne. O ile szybko poprawiała się sytuacja na terenach stricte wiejskich, gdzie podstawę gospodarki stanowiło rolnictwo (na skutek dopłat), o tyle w trudnej sytuacji znajdowały się małe, prowincjonalne ośrodki miejskie. To tam bezrobocie wciąż było dużym społecznym problemem: brakowało inwestycji i popytu na usługi, a jedyną sensowną perspektywą dla młodego pokolenia była emigracja do wielkich miast lub na popularny „zmywak”. Do 2010 r. z Polski wyjechało ok. 2 milionów ludzi, przeważnie młodych. I to tu, między innymi, kryła się tajemnica fenomenu masowego poparcia Platformy przez młode pokolenie: ci, którzy nie uwierzyli w obiecany przez nią Polish Dream, po prostu uciekli.


Oprócz tego wcale niemała była grupa ludzi – „starego” elektoratu partii prawicowych z lat 90-tych – która, niezależnie od tego, czy poradziła sobie z ekonomicznym wymiarem transformacji lepiej, czy gorzej, to nie akceptowała jej rezultatów, jako niesprawiedliwych w wymiarze symbolicznym i moralnym. Byli to ci, dla których zarówno nieukarane zbrodnie komunizmu, jak i nierozliczone uwłaszczenie nomenklatury wciąż pozostawały ważnym tematem.


Wszystkich wymienionych powyżej nie uwiodło marzenie, aby zostać „klasą średnią”. Po części dlatego, że nie wierzyli w możliwość jego realizacji, ale po części też, jak sądzę, dlatego, że wymagało to zmiany i porzucenia dotychczasowej tożsamości. Można ich określić jako „malkontentów transformacji” i to do nich skierował swoje przesłanie PiS. Również akceptując Wałęsę jako symbol, tyle że o odwróconym znaku, symbol negatywny. W opowieści Kaczyńskiego cała transformacja była jednym wielkim szwindlem, spiskiem zawiązanym nie tyle przy Okrągłym Stole, co gdzieś pod nim – w Magdalence, w sieci niejasnych układów, zrodzonych przez uwłaszczenie nomenklatury. Wałęsa staje się symbolem tego wszystkiego, jako człowiek, który od początku udawał: był liderem „S”, ale tak naprawdę był agentem; zaś podczas swojej prezydentury zdradził po raz drugi: porzucił program przyspieszenia, umożliwiając tym samym powrót (post)komunistów do władzy. Co więcej, teraz został sojusznikiem Tuska, Tusk zaś przecież ponosi odpowiedzialność właśnie za to, że nie udało się dokończyć walki z „układem”. A przez to wszystkim słabszym żyje się źle. Rządy Platformy są więc w istocie kontynuacją rządów postkomunistów.


Narracja ta była w dużej mierze przeciwskuteczna i to jej właśnie zawdzięczał PiS piętnastopunktowy dystans dzielący go w sondażach od Platformy. „Gołym okiem” widać było bowiem, że jej rządy nie są tożsame z rządami Leszka Millera. Mechanizmy kapitalizmu politycznego osłabły, wzrosło bezpieczeństwo, poprawiła się w niektórych obszarach jakość usług publicznych. Dopóki PO spełniała swoje obietnice (czy raczej: dopóki spełniały się one same), program ten był skuteczną gwarancją pozostawania PiS w opozycji. Nie zmienia to faktu, że malkontenci transformacji istnieli naprawdę (choć było ich mniej niż beneficjentów), i że zmiany wywołane wejściem do UE – niewątpliwie korzystne – nie przełożyły się na dobrobyt powszechny. PiS – mniej lub bardziej świadomie – postanowił skupić się na wzmacnianiu więzi z pokaźnym elektoratem zdobytym w wyborach 2007 r. i czekać. Miał na tym polu znaczne sukcesy, partii Kaczyńskiego, mimo niepowodzeń wyborczych, udało się bowiem uruchomić proces, który długofalowo miał zmienić zasady rządzące polskim systemem partyjnym.


(Fragmenty książki Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy)


#polityka #czytajzhejto #historia

6b332ebc-aa7f-4064-a0fd-3dfc44629248

Dobry fragment. Ciekawa analiza, dobrze się to czyta.


Człowiek tęskni do tych czasów gdy nic się nie działo. Może one kiedyś wrócą.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Swojskość wywodzi się z polskiej wsi, nawet jeżeli od lat 60-tych przenosiła się ona stopniowo do bloków. Dlatego w rodzinach robotniczych (ale również inteligenckich) bardzo długo utrzymywało się tradycyjnie chłopskie spojrzenie na rolę kobiety w rodzinie, jako przede wszystkim opiekuńczej matki i dostarczyciela posiłków – polscy mężczyźni w większości nie gotują i dopiero w późnych latach 90-tych zaczęli na większą skalę zajmować się swoimi dziećmi. Nie oznacza to ubezwłasnowolnienia polskich kobiet – są one w Polsce często bardziej samodzielne zawodowo i silniej obecne w biznesie niż w wielu krajach Zachodu; polski patriarchat nie polega na tym, że im się tego zabrania, lecz że oczekuje się od nich – i one same poczuwają się do tego, w dużej części nawet dzisiaj – że mają jeszcze zdążyć odebrać dziecko z przedszkola i ugotować obiad dla męża.


#czytajzhejto

polski patriarchat nie polega na tym, że im się tego zabrania, lecz że oczekuje się od nich - i one same poczuwają się do tego, w dużej części nawet dzisiaj - że mają jeszcze zdążyć odebrać dziecko z przedszkola i ugotować obiad dla męża.

7400481d-39a5-4de7-87d2-ff71e4363f34

Zaloguj się aby komentować

Nie wiem czy ktoś o tym pisał, a może to ja żyje w bańce, ale mam wrażenie, że całe środowisko koalicji napluło na Trzaskowskiego.


On jest daleko na liście winnych i mimo wszystko włożył w tę kampanię dużo wysiłku, na debatach było widać, że już swoje fizyczne granice osiągał.


Strasznie to słabe, że dziś wybrzmiewa tylko to, że wrócił do ratusza z depresją. Chłop osiągnął rewelacyjny wynik i powinien być chwalony. Najmilsze słowa w jego kierunku to skierował po wyborach chyba Nawrocki...


#polityka

No właśnie na tym polega problem, że nie, ta kampania była do wygrania, gdyby nie błędy, głównie strategiczne i sztabu. Nic dziwnego, że są na niego źli jak już kilka miesięcy temu mieli analizy, że Mencen będzie trzeci, a nie zrobili ani kampanii w socjalach, ani żadnej oferty dla jego wyborców. Fakty są takie, że sp⁎⁎⁎⁎zyli, bo nie dotarło do nich jak ważne są to wybory. Trzaskowski jak na niego się starał, ale odrzucił pomoc Tuska - który jak pokazuje historia jest jedynym politykiem PO zdolnym do wygrania z PiSem.

Wszyscy tam zawinili, z Rafałem włącznie. Źle wypadał na debatach, podobno na jedną z nich nawet nie dał się profesjonalnie pomalować. Pewnie mu Nitras powiedział, że super wyglądasz ziomeczku. I wyglądał jak stary dziad po dwóch maratonach. Jak jest takim zaradnym prezydentem nowoczesnej polityki, to mógł zażądać więcej profesjonalizmu a mniej kolesiostwa i partyzantki w swoim sztabie.

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek biorąc pod uwagę jak mocno niektórzy bywają na bakier z logiką, w odpowiedziach na pytanie "kobiety nie powinny", "mężczyzna nie powinien" odpowiedź popierająca może kryć się zarówno pod " nie nie powinien" jaki i "tak"

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek No dobra. Czyli z jednej strony każdy może sobie wykupić w internecie reklamę kandydata, a z drugiej nie powinien i potem kłopoty miałaby mieć partia, która tego kandydata wystawiła? Czyli można narobić kłopotów dowolnej partii politycznej w ten sposób?

Zaloguj się aby komentować

Bądźmy szczerzy - PO zawsze miało w d⁎⁎ie zwykłych ludzi. To przez ich ignorancję tak im spadło poparcie na przestrzeni lat. Ludzie niezwiązani z polityką wiedzieli, że Trzaskowski to zły wybór, ale po co słuchać ulicy. Nigdy nic nie wygrają, jeśli będą odcinać się od przeciętnego obywatela.

Zaloguj się aby komentować

https://krytykapolityczna.pl/kraj/prezydent-karol-nawrocki-i-przyszlosc-koalicji-rzadzacej/


Rozumiem całe to straszenie na czas kampanii, ale tuż po objęciu władzy przez Nawrockiego naprawdę nie będzie żadnych pogromów, odmowy ludziom ich podstawowych praw, kibitek ani nawet, uwaga, faszyzmu. Będzie dokładnie tak jak wczoraj, czyli „wasz” prezydent i „nasz” premier. A to premier rządzi w kraju.


Tak jak wczoraj mamy premiera z jednego obozu, a prezydenta z innego. Nie zmieniło się dosłownie nic. Układ jest ten sam.


Sam prezydent elekt, wbrew wyborczej propagandzie, też nie jest ani alfonsem, sutenerem, kibolem czy naziolkiem. Ma określoną, dość haniebną przeszłość, ale od kilku dobrych lat jest szefem IPN-u i mimo prześwietlania go na wszystkie strony jako tenże szef (poza typowym nadużywaniem przywileju) nie dał się poznać jako biegający po IPN półgolas z maczetą.


Nawrocki nie musi też wszystkiego i zawsze wetować. To jego pierwsza kadencja, a to oznacza, że od razu myśli o drugiej, a więc będzie dbał o popularność. Co więcej, wetowanie wszystkiego, także pomysłów liberalnych, sprawi, że szybko zrazi do siebie konfederatów. Tak, będzie wetował pomysły lewicowo obyczajowe, ale nie oszukujmy się, te – znów wbrew kampanijnej propagandzie – i tak nie mają szans wyjść z tego sejmu.


Ustawy będą po części wetowane, ale poniekąd o to właśnie chodzi.


Mało tego: prezydenta można nawet wciągnąć w proces uchwalania ustaw. Zamiast go odczłowieczać – chociaż raz potraktować jego poprawki legislacyjne serio. Duda zawsze o tym marzył, ale obóz anty-PiS był tak zaślepiony w nienawiści, że nie rozumiał, jak bardzo były polityk Unii Wolności marzy o uznaniu go za partnera przez salon, tak jak przez wiele lat marzył o tym nie całkiem jeszcze zradykalizowany Jarosław Kaczyński.


#polityka

@JapyczStasiek Według mnie będzie wierny partii, wierny prezesowi bo gdyby nie on to by nie został szefem IPN nie mówiąc już o byciu Prezydentem. Już na samo stanowisko szefa IPN trzeba wybrać kogoś wiernego bo nie tak łatwo go potem podmienić.

Zaloguj się aby komentować

Prof. Jarosław Flis o decyzjach wyborców na kogo głosować:


"Wystarczy, że w jakimś środowisku jest jakaś osoba, która się interesuje polityką, która wyrobi sobie opinię, a pozostali polegają na jej zdaniu. To kluczowe i się potwierdza przez wszystkie lata w badaniach. W sieci to wszystko bardzo podobnie działa."


#polityka

@JapyczStasiek ja też nie mam własnego zdania i opieram się wyłącznie na innych osobach które uważam za autorytety w tej sprawie.

Dziękuję Pan Flis za otwarcie oczu.

@JapyczStasiek To może powinniśmy jakąś dyktaturę uskutecznić, żeby jedna osoba mówiła jak ma być.

Ile by to rzeczy uprościło

@JapyczStasiek Mowiłam, że co mądrzejszych z PiSu nowa władza powinna była powyciągać, na przykład takiego Cieszyńskiego - nie wiem w ogóle, co on w tej bandzie tam robi. Jako minister cyfryzacji odwalił dobrą robotę. Całe to KO targetuje się jako partia ludzi mądrych (w opozycji do durnych wieśniaków z prowincji), a jakoś tej mądrości i sprytu w ogóle nie widać, a jak czytam wpisy na twitterze to mam raczej ciarki żenady niż uznanie dla błyskotliwości.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek jak na moje to Hołownia z Kosiniakiem przymierzają się właśnie do opuszczenia koalicji i przyspieszonych wyborów. Wezwania do pracy itp. a tak naprawdę duże zarzuty do Tuska o bierność i blokowanie ich pomysłów. KO raczej się nie ugnie więc będzie powód do wyjścia a moim zdaniem jeśli TD chce przetrwać to muszą pokazać, że nie są tylko dostawką do KO.

Zaloguj się aby komentować

olaboga Major wybrał przemoc:


___

Czego jeszcze nie rozumiecie, liby?


Co tam znowu szlochy? Zakonnica znowu przejechana na pasach? Magiczne czerwone korale nie pomogły? Ani Wasze trzaskanie i rysunki Matyldy Damięckiej?


Ile jeszcze razy będzie się nabierać na ten sam numer? Sondaże na styk, jeśli w grupie A, przy frekwencji B, demobilizacji C, to nasz kandydat może mieć rezerwę D…? Nauczcie się wreszcie, jak jest na styk, to znaczy, że jest niedoszacowana prawica, zwłaszcza jak nie rządzi. Bo to jej wyborcy są nieufni i podejrzliwi, prawda?


Ile razy jeszcze nie zrozumiecie, że czasy są antyelitarne, a dziś antyelitarna jest prawica? A wy wystawiacie albo faceta, o którym nawet psy szczekają „bążur” albo myślicie o typie, co mieszka w pałacu w Hobielinie i ma żonę z jakiegoś New York Times’a xdd. No co może pójść nie tak, no co?


Ile razy jeszcze trzeba Wam powtarzać, że to nie było głosowanie za ustawkami, alfonsem, sutenerem, ale SYMBOLICZNIE przeciwko tej władzy i temu rządowi, który przez 18 miesięcy nie dowiózł niczego? Ani dla lewaków, ani dla prawaków, ani dla centraków. No może poza przejęciem kilu postulatów Konfederacji, która i tak nim wzgardziła i na końcu wypluła?

Pamiętacie 100 obietnic na pierwsze 100 dni? No więc zrealizowali … z nich osiem. Tak, osiem!


Ile razy, widzieliście, jak Kaczyński robi ten sam numer: wystawia nołnejma spoza ścisłego obozu władzy i sam się chowa do szafy? I ile razy Tusk wystawia prominentnego polityka obozu władzy i sam biega na marszach? Ile razy jeszcze Tusk musi przegrać, żebyście zrozumieli: ogrom ludzi go nienawidzi i tylko ODCINANIE się od niego daje w wyborach prezydenckich jakiekolwiek szanse.


Ile razy jeszcze musicie się uczyć liczyć. Jak w 1 turze Mentzen + Braun + plankton prawactwa mają razem 24% a lewaki hołowniarze 15% to jak chcecie to nadrobić? No tak marszem miliona, na który przyszło tyle co zwykle na marsze KODziarzy? Tak, to ma sens.


Ile razy narzekaliście, jak to PiS przed wyborami typował sobie grupę wyborców i zrzucał im hajs z helikoptera, wszystko, co potrafi Tusk, poza kolejnym twittem, to… aż zapowiedzieć CPK? Zapowiedzieć CPK? Jak można nie rozumieć, że społeczeństwo, tak już przyzwyczajone do wsparcia gotówkowego przed wyborami, dostaje okrągłe zero?


Ile razy jeszcze KO ma mieć ameby w sztabie, które raz przegrywają z wymuskanym harcerzykiekm Dudą, gdy PiS jest u władzy, a raz z ex-kibolem Nawrockim, gdy PiS jest u władzy? Ile razy jeszcze Trzaskowski będzie ostatnie 2 tygodnie kampani rozdawał pączki na Ursynowie albo Żoliborzu, ilu jeszcze debat odmówi? Ile razy jeszcze się przewróci w Końskich? Ile jeszcze razy nie będzie potrafił zatrudnić fachowców, co rozpiszą, gdzie masz straty w stosunku do ostatnich wyborów i do którego POWIATu, masz libie, jeździć? Kogo jeszcze ma wystawić Kaczyński, żeby obóz Piękna i Dobra wygrał? Małpiszona Clyde? A może Łukasza Mejzę. Pewnie tej też wygrałby na żyletki.


Ile razy jeszcze trzeba Wam powtarzać, że PiS ma rewelacyjnych sztabowców i dlatego to głównie oni wygrywają wybory i nawet jak kradli przez 8 lat, to po dwóch kadencjach po raz trzeci raz z rzędu wygrali wybory? Wiedzieli, że mają upokorzyć się przed Mentznem, dogadali się po cichu z Bosakiem, pochwalili w debacie Brauna. Nawrocki kilka razy ODCIĄŁ się od rządu PiS. Ile razy od rekordowo nielubianego rządu odciął się Trzaskowski? No właśnie.


Ile razy Wam powtarzałem: ta władza wygrała tylko dzięki FREKWENCJI, która jest niemal niemożliwa do powtórzenia, bo była EWENEMENTEM? Jak chcecie budować swoje bieda modele przewidywań, skoro ekstremum wyników bierzecie za normę? Te Wasze uniwerki, dyplomy, wszystko jak psu w budę. Przeca Wy nawet zasad działania late polla nie ogarniata…


Ile jeszcze razy nie zrozumiecie, że idzie ogromny spór płci, gdzie mężczyźni, którym kobiety odebrały niezachwiany status samca alfa, odgrywają swój resentyment w wyborach i głosują za tym, za którym nie głosują kobiety? Ten kraj ma dziś dwie wrażliwości i tej prawicowej jest więcej. I będzie tylko rosła, bo żadne wybory nie zmienią tego, że polski facet "dostanie z powrotem" kobietę patriarchalnie zdominowaną w domu jak jego matka albo babka.


Ile razy jeszcze ci wszyscy profesorowie, autorytety, gwiazdy, ci wszyscy, których tak bardzo ta prowincjonalna Polska nienawidzi, muszą się odzywać, ile razy jeszcze muszą potwierdzać te wszystkie stereotypy? Ile razy jeszcze musicie zrozumieć, że w każdym plebiscycie z każdym kandydatem oni Wam „Nu pagadid” zrobią! Bo mają w życiu gorzej, pod górkę, bo to oni Was obsługują, a nie wy ich, bo to oni kiszą się po mieszkaniach, które wy sobie je kupujecie, więc wam symbolicznie odpłacą, oj odpłacą, a im gorszy kandydat tym lepiej, bo bardziej Was będzie bolało.


Ile razy Wam trzeba tłumaczyć, że rząd dusz nie jest w TVNach, gdzie do wieczoru wyborczo zaprasza się czterech libków, co znowu tłumaczą, że jak to przegrali, a w necie. Na tik toku, u Stanowskiego. Tam się walczy o wygraną i tam od lat walczy Mentzen i ma 15% poparcia.


Ten rząd idzie na ścianę. Powtarzam na ścianę. Nie dowozi nic, znów jest obozem przegrywów, teraz zachłyśnie się retorycznym odwetem i obrzydliwym hejtem na Nawrockiego, a na koniec będzie spokojnie przez Nawrockiego rozgrywany. Rodzi się pytanie, nie tyle czy będzie rządzić PIS i Konfederacja, ale o to czy nie otrze się o…większość konstytucyjną. Taki będzie dorobek Tuska, który pewnie znów myk i do Brukseli po immunitet. A wy tu zostaniecie sami z tymi samymi ludźmi, co Wam wytłumaczą, że przegrana to zawsze przez Zandberga.


#polityka

Sram na takich polakow. Jeżeli warunkiem wygrania ma być zniżenie się do najniższych standardów to cieszę się, że tego nie zrobili. A to co Ty nazywasz genialnymi sztabowcami ja bym nazwał moralnym dnem.


Prawda jest taka, że jeżeli sztab Trzaskowskiego dopuszczalby się rzeczy, które odwalał sztab kandydatów prawicowych, to zniechęcilby do głosowania swoich wyborców. Pewnie i tak niemało stracił jak wyszło dzięki demagogów że dopuszczał się kłamstw i manipulacji.


Mamy nierówną walkę. Część Polski oczekuje rozprawek na temat sytuacji kraju, drugą część oczekuje 5 sekundowego tiktoka do wyrobienia opinii. Ale o czym my mówimy jak 40% Polaków wierzy, że wirusy są hodowane w laboratoriach do kontroli społeczeństwa albo 43% Polaków uważa, że laser działa wykorzystując dźwięk.


https://bezprawnik.pl/test-wiedzy-eurobarometru/

Zaloguj się aby komentować

Szymon Hołownia pisze coś oczywistego, ale jest to całkowicie sprzeczne z planem PO. Słabe wyniki 3D i Lewicy w I turze miały być podstawą do osłabienia ich w rządzie. Teraz wydaje się jedyną drogą może być samoosłabienie się Tuska i Platformy:


Konieczna jest renegocjacja umowy koalicyjnej: jasne wskazanie paru priorytetów, które natychmiast MUSIMY dowieźć, albo spakować się i do widzenia. Reorganizacja i usprawnienie tej koalicji, personalne i w obszarach odpowiedzialności. To, co było radą, dziś staje się koniecznością. Kolejnego sygnału ostrzegawczego nie będzie, PiS wróci do władzy, tym razem z Braunem i Konfederacją. Czy ludzie wybrali Nawrockiego? Uważam, że w znacznej mierze zrobili wszystko, by nie wybrać Tuska.


#polityka

Jeszcze będzie plot twist że obecna koalicja rządząca dogada się z Dudą i na szybko przepchną najważniejsze ustawy żeby Duda jeszcze zdarzył je podpisać w zamian za jakieś jakieś pozycjonowane stanowisko międzynarodowe

@JapyczStasiek spokojnie niedługo ustąpi biurka koledze z lewicy, który przypomnijmy miał oszałamiający wynik w wyborach do sejmu: okręg Katowice 22332 głosów. Z taką ekipą zrobią furorę e następnych sejmowych wyborach

Zaloguj się aby komentować