Zdjęcie w tle

JapyczStasiek

Gruba ryba
  • 717wpisów
  • 1822komentarzy

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek ta sprawa ma tyle warstw, że hej XD alkoholik, napierdala koleżanki, minister spraw zagranicznych bez dostępu do informacji niejawnych XDDDD


Ech złoto

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Na stronie Banku Światowego pojawił się raport o nierównościach płci w Polsce z odwołaniami do artykułów Michała Gulczyńskiego o nierównościach płci w edukacji.


Wśród rekomendacji pojawiają się:


1. Podniesienie zasiłku za urlop rodzicielski, tak by rodzice nie musieli się zastanawiać, czy stać ich na wzięcie urlopu przez ojca.

2. Utworzenie programów wsparcia umiejętności czytania kierowanych na chłopców we wczesnym dzieciństwie.

3. Promowanie edukacji zdrowotnej i profilaktyki wśród mężczyzn.


https://documents.worldbank.org/en/publication/documents-reports/documentdetail/099053025142519129/null


https://x.com/schmorgpl/status/1931681361791795516?t=RcOXeNhZZVowzvbp7VDrsg&s=19


#dyskryminacjamezczyzn

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek no i za⁎⁎⁎⁎ście, u mnie platformers 14 rok rządzi. W samorządach jest demokracja jak w Rosji i na Białorusi.

Według mnie są lokalne władze, które na prawdę dobrze rządzą i szkoda, że przez dwukadencyjnosc nie będą mogli startować.


Według mnie lokalna społeczność powinna się wypowiedzieć w referendum czy chcą aby dany kandydat mógł startować więcej niż drugi raz skoro podoba im się kierunek rozwoju.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

947 + 1 = 948


Tytuł: Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy

Autor: Jacek K. Sokołowski

Kategoria: polityka

Wydawnictwo: Ośrodek Myśli Politycznej

Format: e-book

Liczba stron: 590

Ocena: 10/10


Zdecydowanie najlepsza książka o polityce jaką czytałem. Autor tłumaczy jak ukształtował się obecny system polityczny w Polsce. System polityczny to wszystko - mentalność wyborców, struktura sceny politycznej i samych partii, system sądowniczy, medialny, instytucjonalny, podział klasowy. Autor przestawia wszystkie kluczowe wydarzenia od czasów komunizmu do roku 2023, które uważa za najważniejsze w kształtowaniu tego systemu oraz analizuje czego w Polsce brakuje - czemu jesteśmy transnarodem, gdzie nadal nie ukształtowała się ani dojrzała demokracja ani świadome społeczeństwo.


Niech o jej wielkości świadczy to, że zachwycił się nią z jednej strony prof. Antoni Dudek, a z drugiej premier Mateusz Morawiecki.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

4733c18a-591b-47fb-b40f-a7b31068187c

Zaloguj się aby komentować

Platforma, partia liberalna, partia wolnego rynku, a zarazem o konserwatywnej genezie, mogła była zyskać poważny rezerwuar głosów wśród nowej warstwy prowincjonalnych przedsiębiorców.


Mogła, gdyby dotrwała jako poważna siła polityczna do momentu w którym świadomość nowej, prowincjonalnej klasy średniej „dogoniła” jej nowy sposób życia.


Jednak po 2015 r. Platforma stała się sfrustrowaną partią ancien régime, obiecującą swoim wyborcom, że przegoni znienawidzonego Kaczyńskiego, żeby znów „było, jak było” i rozpaczliwie walczącą z Nowoczesną Ryszarda Petru o ich głosy. I w ten sposób zamknęła się na elektorat prowincji, oddając go walkowerem Kaczyńskiemu. Który zdyskontował odczuwaną przez ten elektorat po 2015 r. – niebędącą bezpośrednio zasługą jego partii – prosperity, a zarazem dowartościował prowincjonalną klasę średnią, otwarcie afirmując jej wciąż konserwatywną obyczajowość, jej przywiązanie do Kościoła i jej niezbyt wyrafinowane gusta. Temu służyła promocja disco polo w TVP Kurskiego: PiS, będąc ekonomicznie partią socjalną, kulturowo otworzył się na prowincję. W czym niemały udział miała wielkomiejska pogarda, nie tyle samej Platformy, co części jej wyborców, w tym zwłaszcza liderów opinii, traktujących tę prowincję w najlepszym wypadku z nieufną wyższością.


Istotnie, prowincjonalna klasa średnia była w wymiarze kulturowym inna niż wielkomiejska. Różnice te jednak z upływem czasu ulegały stopniowemu zamazaniu, a Kaczyński również popełnił błąd: afirmował nie tyle „nową prowincję”, co swoje o niej wyobrażenie, zaś wyobrażenie to było równie inteligenckie, jak to prezentowane przez medialnych akolitów Tuska, a co gorsza – nie nadążało ze zmianami w zbiorowej świadomości.


Prezes PiS postrzegał prowincję jako głęboko konserwatywną i widział w niej depozytariusza tej polskości, o której w Polsce naszych marzeń pisał, że „Jedyny system wartości, który w Polsce realnie funkcjonuje, to system wartości głoszonych przez Kościół”. I w roku wydania tej książki, czyli w 2011, rzeczywiście jeszcze tak było; jednak 9 lat później już nie.


Sądzę, że poparcie, którego udzieliła prowincja Kaczyńskiemu w 2019 r., wynikało w znacznie mniejszym stopniu z jego konserwatywnych i prokościelnych deklaracji, a w znacznie większym – z tego, że okres jego rządów utożsamiała ona ze swoim sukcesem ekonomicznym, zaś w przekazie PiS odnalazła szacunek i afirmację dla swojej kulturowej odrębności, antidotum na wielkomiejską pogardę. Oczekiwała jednak szacunku co do from swojej tożsamości, nie zaś przymusowego napełniania ich kościelną treścią.


(Z książki Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy)


#polityka

Problem platformersow jest taki że oni nie mają wyborców. Wyborcy głosują na nich tylko dlatego że PiS jest blisko i ta partia o tym wie że nie może niczego zaproponować.

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek X (Twitter), czyli kibel. Miałem tam kiedyś konto, a potem kapnąłem się, że to tylko trolowisko dla polityków i płatnych troli.

-Podpisz się imieniem i nazwiskiem w internetach

-Cwaniaczkuj i obrażaj innych w internetach

-Strasz swoimi prawnikami

-Dostan pismo od innych prawników

-O boże i k⁎⁎wa!

Zaloguj się aby komentować

Jacek Sokołowski:


Strasznie ciekaw jestem, przez pryzmat czego wyborcy będą postrzegać za 2 lata takie pojęcia jak "obrona praworządności", "blok demokratyczny" i w ogóle "demokracja", bo jeżeli będą sie one kojarzyć głównie z Giertychem, Wiejskim, Schnepfową i Wyborczą, to może się okazać, że podobnie jak dwie dekady temu, dojdzie do swego rodzaju przesunięcia semantycznego. Wtedy, w ciągu 2 lat hasło "IV RP" (z którym do wyborów w 2005 szły tak PO, jak PiS), nabrało wydźwięku ośmieszającego i negatywnego i zaczęło opisywać odwrotność tego, czym miało być:


Nie dążenie do uczciwego państwa, opartego na jasnych regułach gry, tylko choas, w ktorym Ziobro próbując złapać Leppera, łapie się zamiast tego za własną rękę. Ta stygmatyzacja pojęcia, które było w centrum programu PiS, kosztowała tę partię 2 kadencje w opozycji, bo większości wyborców "IV RP" skojarzyła się trwale z chaotycznym burdelem, z którego nic nie wynika. I woleli głosować na "nie róbmy polityki".


A z czym sie będzie kojarzyć "demokracja" po tych występach; no nie wiem, ale trochę się już można domyślać.


Dziękuję za uwagę.


https://x.com/EasyRid04682094/status/1930873396520194521?t=cLtJQCp9Xg4PVlf-\_ml30A&s=19


#polityka

Komitet Obrony Demokracji kojarzył się z tym, czym był naprawdę, czyli starymi ubekami i innym postsowieckim odpadem, i który de facto był Komitetem Obrony Żeby Było Tak Jak Było. To i "demokrację" zeszmacą do śmieszno-strasznego słowa bez żadnego znaczenia, tak jak "praworządność" już stała się tylko czerstwym memem.

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj o tym jak partia Razem weszła z buta w polską politykę


___


Podział obozu liberalnego na dwie osobno startujące partie w systemie ordynacji proporcjonalnej z podziałem mandatów metodą d’Hondta wzmacniał zwycięzcę. Jednak PiS nie zdobyłby samodzielnej większości, gdyby nie około 76 tysięcy ludzi, którzy zagłosowali na niszową, lewicową partyjkę, o której przed tymi wyborami nikt w Polsce nie słyszał.


Nazywała się Lewica Razem; nieco myląco, powstała bowiem jako inicjatywa mająca na celu storpedowanie zjednoczenia rozmnożonych ponad miarę w dekadzie 2005-2015 lewicowych ugrupowań pod skrzydłami Leszka Millera. Ten ważny aktor polskiej transformacji, były premier i jeden z najpotężniejszych polityków w Polsce, powrócił z politycznego niebytu (będącego pokłosiem afery Rywina i rozpadu obozu postkomunistycznego) dopiero w 2011 r., zdobywając mandat poselski z ramienia partii, którą niegdyś kierował. Już kilka miesięcy później odzyskał w niej przywództwo i zabrał się na poważnie do eliminacji wszelkiej konkurencji wobec SLD. Była ona nader liczna – wielu polityków szukało pomysłu na odbudowę potężnej kiedyś lewicy i każdy z nich uważał, że tylko jego wizja jest tą słuszną. W dużej mierze przypominało to rozbicie prawicy postsolidarnościowej w latach 90-tych, z tą różnicą, że na prawicę tę sporo ludzi było jednak skłonnych głosować. Natomiast politycy próbujący reanimować lewicę walczyli ze sobą już jedynie o okruchy elektoratu.


W roku 2011 najpoważniejszym ugrupowaniem kandydującym do miana nowego zjednoczyciela stał się Ruch Palikota, przekształcony następnie w Twój Ruch. Zniszczenie go stało się też najważniejszym celem politycznym Leszka Millera, który po czterech latach ostatecznie dopiął swego, choć wysokim kosztem.


Po ostatecznej kompromitacji swego lidera w wyborach prezydenckich 2015 r., działacze TR zmusili Palikota do zaakceptowania Barbary Nowackiej jako współprzewodniczącej partii i do wejścia w sojusz z SLD w ramach komitetu Zjednoczona Lewica. Ten zarejestrował się jako koalicja wyborcza, co oznaczało, że aby wziąć udział w podziale mandatów musi uzyskać co najmniej 8% głosów i rzeczywiście połączył wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób identyfikowali się z lewicowością. Wszystkich, z wyjątkiem Razem, niewielkiej partyjki, założonej przez grupy luźno sfederowanych aktywistów miejskich, związanych częściowo ze środowiskiem czasopisma „Krytyka Polityczna”.


Było w tych młodych ludziach coś romantycznego i coś anachronicznego zarazem: podobnie jak Kukiz, chcieli oni odrzucenia polityki opartej na pozorach i napędzanej chciwością zawodowych działaczy. W przeciwieństwie do Kukiza dużo jednak czytali i bez przerwy dyskutowali na ten temat, w zażartych sporach ustalając program prawdziwej nowej lewicy, którą zamierzali zostać. Nie ukrywając swojej fascynacji Marksem, chcieli go odczytać na nowo i – wzorem młodych, radykalnie lewicowych partii z Europy Zachodniej – wykorzystać jego myśl jako inspirację do rozwiązania najbardziej palących problemów współczesnego świata. Kwestie ekonomiczne były dla nich ważniejsze niż obyczajowe (choć oczywiście z tych ostatnich Razem nie rezygnowało); młodzi politycy szukali formuły opisującej, na czym polega wyzysk i nierówność w zglobalizowanym kapitalizmie XXI wieku, zaś odpowiedzi, które znajdowali, przypominały niektóre diagnozy Kaczyńskiego (co powodowało, że podobnie jak on odrzucali postkomunistyczną lewicę). Byli idealistami do tego stopnia, że nawet zarząd swojej partii wybrali jako dziewięcioosobowy kolektyw, tak aby pojedynczy lider nie mógł zdominować życia intelektualnego formacji.


Najprawdopodobniej też działalność Razem nigdy nie wyszłaby poza sferę czysto intelektualną, gdyby nie debata wyborcza, która odbyła się w TVP 20 października 2015 r., na pięć dni przed głosowaniem. Była transmitowana na żywo i wystąpić w niej mieli szefowie startujących ugrupowań.


Razem znalazło się w kłopocie, nie mogąc delegować do występu całego dziewięcioosobowego kolektywu; jednak po krótkim wahaniu zdecydowało się wysłać do telewizji obdarzonego znakomitą prezencją Adriana Zandberga. Okazało się, że „potężny Duńczyk” (jak go ochrzczono w Internecie ze względu na posturę i pochodzenie) nie tylko dobrze wygląda, ale też potrafi mówić; zaś mówienie wprost tego, co się myśli – zamiast recytowania wyćwiczonego pod okiem speców od PR zbioru gładkich krętactw – okazało się być w ten wieczór ogromną zaletą. Zandberg dał oglądającym go ludziom – przynajmniej niektórym z nich – poczucie, że rzeczywiście „inna polityka jest możliwa”.


Na Razem swoje głosy oddało 550 tysięcy wyborców; nie było to dużo, ale wystarczyło do przekroczenia progu 3% uprawniającego do otrzymania subwencji budżetowej (choć nie wystarczyło do uzyskania mandatów). Zaś pośród tego pół miliona wyborców z dużym prawdopodobieństwem znajdowało się też 76 tysięcy, które zdecydowały się, zgodnie z apelem Zandberga, „nie wybierać mniejszego zła” i oddały głos na Razem zamiast na Zjednoczoną Lewicę. Której do przekroczenia progu 8% takiej właśnie liczby głosów zabrakło, w związku czym znalazła się ona poza Sejmem.


„Premię d’Hondta” zaś zgarnął PiS, który z wynikiem 37,58% głosów uzyskał 235 mandatów i większość bezwzględną w Sejmie.


(Z książki Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy)


#polityka

fd22e84c-f654-48cd-a6a4-bf2683eb1b67

@JapyczStasiek I jak tu ma być dobrze, abstrahując od poglądów - pojawia się ktoś kto według Ciebie mówi z sensem i jest czymś innym od duopolu, głosujesz, a przez to 'konkurencja' zgarnia więcej mandatów (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Po ostatnich 4 dniach zwyczajnie żałuję, że zagłosowałem na Trzaskowskiego. Od poniedziałku:


- kilka aferek, że ktoś dostał wysokie stanowisko po znajomości

- koalicjanci posprzeczali się publicznie 37 razy

- fala nienawiści na głosujących inaczej

- premier bierze do partii jednego z największych szkodników 3RP

- jedyna refleksja po przegranej - nie mieliśmy rzecznika (to nawet nie jest w top 10 powodów)

- Wyborcza wyzywa nowego prezydenta i sieje apokaliptyczne wizje


I wisienka na torcie


- powstają jakieś teorie spiskowe, że opozycja (!) sfałszowała wybory


Wszystko w 4 dni po przegranych wyborach. Coś mi się widzi, że ten upadek przejdzie do historii.


#polityka

5269c0cc-f7fd-4ca9-a31e-d95a69ce49d6

a ja sie wysrałem na te wybory finalnie wynik zresztą i tak był znany a tak to sobie z partnerką mieszkanie wysprzątałem, piwo wypiliśmy, muzyki posłuchaliśmy.

i nie uwierzycie, stało się to samo co by się stało jakbyśmy poszli na wybory, polska dalej jest mega poważnym silnym państwem

@JapyczStasiek Dobra opie, ale co jeśli faktycznie ktoś dorzucił Nawrockiemu trochę głosów. Nikt ma tego nie sprawdzać, bo uznajesz to za nieeleganckie? To pisowcy jakieś święte krowy i mogą robić co chcą i nie ponosić odpowiedzialności?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Płaca minimalna obecnie to 4666 zł - tyle otrzymuje ok. 3,5 mln Polaków, czyli co czwarty zatrudniony.


Trzy największe centrale związkowe chcą, by najniższa krajowa w przyszłym roku wzrosła do 5015 zł brutto.


Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podbija stawkę. Z jej resortu wychodzi propozycja podwyżki o 390 zł brutto - do kwoty 5020 zł


Minister finansów Andrzej Domański ma nie zgadzać się na propozycje związkowców i resortu pracy. W jego opinii płaca minimalna w 2026 roku powinna wzrosnąć do 4670 zł, co dałoby realnie ok. 3-4 zł podwyżki na rękę.


#polityka #gospodarka

@JapyczStasiek ja j⁎⁎ie to dosłownie najprostsze co mogą zrobić ale neoliberalne pierdolenie, że nie ma pieniędzy musi wziąć górę. Na c⁎⁎j nam własna waluta z takim ministrem finansów, skoro nie wykorzystujemy jej możliwości.

Im wyższa płaca minimalna tym większe zubożenie społeczeństwa, pewnie, podnośmy ile się da, niedługo wszyscy będziemy zarabiać minimalną i będziemy się z tego cieszyć

Zaloguj się aby komentować