Zdjęcie w tle

JapyczStasiek

Gruba ryba
  • 690wpisów
  • 1763komentarzy

(długie, ale jeszcze nikt nie wytłumaczył tego tak dobrze)

___


O "Polish Dream" Tuska, czyli jak zaczęła się klasowa polaryzacja PiS-PO i co ma z tym wspólnego Lech Wałęsa.


___


Wiosną 2009 r. Donald Tusk mógł mieć wszelkie powody do zadowolenia. Światowy kryzys finansowy w dużej mierze ominął Polskę, odczuła ona jedynie jego pośrednie skutki. Notowania Platformy po półtora roku rządów były znakomite, koalicja z PSL pozostawała stabilna, zaś poparcie dla PiS pozostawało niższe o 10 do 15 punktów procentowych.


Dlatego też może nieco dziwić, że politycy Platformy tak bardzo zaangażowali się w krytykę książki młodego absolwenta UJ, Pawła Zyzaka. Książka, stanowiąca poszerzoną wersję jego pracy magisterskiej, która była pierwszą opublikowaną w Polsce biografią Lecha Wałęsy. Biografią dosyć osobliwą, Zyzak pomieszał w niej klasyczną metodologię historyka z dość irytującym, rozwlekłym i nacechowanym osobistymi wstawkami stylem oraz z formą nieco nieporadnego reportażu powoływał się na osoby, niekiedy anonimowe, których wypowiedzi niewiele wnosiły do zrozumienia postaci Wałęsy, miały natomiast niewątpliwie charakter skandalizujący.


Ściągnęło to na młodego autora gromy ze strony dziennikarzy i publicystów, do których przyłączyli się niektórzy politycy Platformy. To z kolei zapewniło książce rozgłos, dzięki któremu mocno wybrzmiała zasadnicza jej teza: Lech Wałęsa był w latach 1970‑1976 tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”.


Donald Tusk stanął zdecydowanie w obronie Wałęsy, w pewien sposób wyciągając go z politycznego i publicznego niebytu. Były prezydent nie budził już od lat niczyjego zainteresowania. Tusk, polityk obdarzony fenomenalnym słuchem społecznym, uznał jednak ponowne skupienie uwagi na Wałęsie za przydatne. Wałęsa symbolizował zwycięstwo nad komunizmem i sukces polskiej transformacji.


Przez chwilę wydawało się, że z transformacji tej wszyscy poza postkomunistami okazali się ostatecznie niezadowoleni. To dlatego przecież wybory 2005 r. wyniosły do władzy dwie formacje (PiS i PO) odwołujące się do dziedzictwa „Solidarności”, obiecujące demontaż kapitalizmu politycznego i budowę Czwartej RP – lepszej, nieobarczonej patologiami Trzeciej. Ale to było w roku 2005. W 2009 r., gdy wyraźnie już odczuwalne były korzyści ze wstąpienia do UE, Donald Tusk postanowił zostać przywódcą obozu zadowolonych. A do tego potrzebna mu była opowieść o sukcesie transformacji, do niej zaś Wałęsa nadawał się doskonale.


Szef Platformy zrozumiał, że podział postkomunistyczny, agregujący preferencje polityczne Polaków wokół stosunku do komunizmu, właśnie się wypala. Sam miał wszak do tego systemu stosunek co do zasady negatywny i podobny mieli jego wyborcy – tak jak i wyborcy PiS-u zresztą. Spór pomiędzy Platformą a PiS, który partie „odkryły” po wyborach 2005 r. i który kulminował dwa lata później, wynosząc PO do władzy, nie dotyczył tego, czy rozliczać komunizm. Nie było jednak jasne, czego tak naprawdę dotyczył. W jakiejś mierze stylu uprawiania polityki (chaotyczne i niezrozumiałe, pełne konfliktów rządy PiS i populistów versus obietnica spokoju i rozsądnych reform za Tuska), w jakiejś mierze – wiarygodności obu formacji; wszak PiS podczas swoich dwuletnich rządów zaprezentował się jako odwrotność wizerunku, który wcześniej kroeował, wyborcy w tej sytuacji dali szansę konkurencji.


W 2009 r. Platforma – widząc już wyraźnie, że program ordoliberalny, z którym formalnie odniosła zwycięstwo, po pierwsze nie jest możliwy do zrealizowania w praktyce, po drugie, blokuje utrzymanie szerokiego poparcia – szukała nowej, uniwersalnej osi podziału, obejmującego całe społeczeństwo. I znalazła: tą osią stał się podział na beneficjentów i malkontentów transformacji.


Ci pierwsi wyszli z niej ostatecznie zadowoleni. Nawet jeżeli miała ona swoje wady, to jednak – zwłaszcza teraz, po wejściu do UE – życie większości Polaków stawało się odczuwalnie lepsze. Wzrost gospodarczy wprawdzie właśnie wyhamował na skutek globalnego kryzysu, ale – w przeciwieństwie do reszty krajów Unii – nie doszło do recesji; Polska pozostawała „zieloną wyspą”. W porównaniu do lat 2004-2005 o połowę spadło bezrobocie. Nadmiar pracowników stopniowo zasysały rynki krajów zachodnich. Przede wszystkim jednak – w kraju pojawiły się płynące szerokim strumieniem pieniądze, zarówno z dopłat dla rolników, jak i z funduszy strukturalnych. Rosły inwestycje i pojawiały się nowe możliwości. Wszystkim odczuwającym poprawę swojej sytuacji, bądź przynajmniej liczącym na nią w niedalekiej przyszłości, partia ta zaproponowała więc opowieść o polskim sukcesie: transformacji trudnej, momentami bolesnej, ale ostatecznie udanej.


I dlatego właśnie Tusk zdecydował się bronić Wałęsy. Nie dlatego że był przeciwko lustracji – dlatego, że Wałęsa był mu potrzebny jako klamra, spinająca opowieść o sukcesie transformacji. Zrealizowanej przez „Solidarność” pod wodzą Wałęsy, który obalił „komunę” – a spadkobiercą tego zwycięstwa miał być Tusk. Obiecał mieszkańcom kraju sytą wolność, politykę bez wstrząsów i zajadłych sporów, coraz bardziej dostatnie życie. To była właśnie ideologia Platformy Obywatelskiej, najpełniej wyrażona w wyborach 2011 r., przed którymi w całej Polsce pojawiły się bilbordy, na których uśmiechnięty Tusk zachęcał: „Nie róbmy polityki!”. Robert Krasowski nazwał to „polityką ciepłej wody w kranie” i uznał za oznakę nowoczesności. Inni publicyści zżymali się, oskarżając Platformę o bycie „partią z plasteliny”, unikającą przedsięwzięć reformatorskich i uciekającą od polityczności rozumianej jako sprawczość; jednak wydaje się, że było to dokładnie to, czego w tym okresie oczekiwała większość społeczeństwa. Symbolem epoki Tuska stało się grillowanie, jedna z ulubionych rozrywek Polaków – nie przypadkiem tak podobna do amerykańskiego barbecue, klasycznej formy spędzania wolnego czasu przez amerykańską klasę średnią. Program Platformy Obywatelskiej polegał w gruncie rzeczy na zapewnieniu Polaków, że niebawem staną się taką klasą. Wszyscy.


Finansowane z budżetu partie, uzyskujące teraz wzmocnioną kontrolę nad pieniędzmi publicznymi, których pula zaczęła gwałtownie – dzięki funduszom unijnym – rosnąć, stały się znacznie mniej podatne na tworzenie relacji klienckich. Po co przyjmować od biznesmena prezent w postaci nieodpłatnego użyczenia luksusowego samochodu, skoro można sobie taki samochód kupić samemu – ze środków powiatu, miasta czy ministerstwa? Zwłaszcza że CBA po odejściu PiS od władzy bynajmniej nie zniknęło, a na jego czele stał jeszcze do 2009 r. powołany przez Jarosława Kaczyńskiego Mariusz Kamiński.


Do osłabienia struktur kapitalizmu politycznego przyczyniło się też niewątpliwie wejście do UE. Zwiększone możliwości rozwojowe dla przedsiębiorstw sprawiały, że normalna konkurencja często okazywała się wystarczającą drogą do sukcesu.


Skutkiem tego była też rodząca się nowa tożsamość biznesu, którego przedstawiciele przestali dzielić się na wolnorynkowych i nomenklaturowych. Ich coraz bardziej jednolita grupa uzyskiwała zarazem wysoki status; nie tylko z powodów ekonomicznych. Tym, co oferowała im Platforma, było dowartościowanie: przedsiębiorcy to nie cwaniaki, nie kombinatorzy i nie uwłaszczona nomenklatura. To sól tej ziemi, motor rozwoju – w pełni zasługujący na dostatnie życie, jakim się cieszą. To m.in. ten przekaz pozwolił Platformie na przejęcie części elektoratu SLD.


I to właśnie biznesmeni – wraz z odnoszącymi sukces przedstawicielami wolnych zawodów oraz dziennikarzami, artystami i celebrytami – stali się mityczną klasą średnią, do której Platforma obiecywała zaprowadzić wszystkich Polaków. Tylko że… ci ludzie wcale nią nie byli. Zarobki „klasy”, którą telewizja i kolorowe czasopisma pokazywały jako wzorzec aspiracji, były znacznie powyżej średniej. Większość Polaków była ciągle biedna, w porównaniu ze średnią UE wręcz przerażająco biedna. Mediana całkowitego wynagrodzenia miesięcznego „na rękę” wyniosła w 2009 roku 2 452 zł. Tylko 10% najlepiej opłacanych pracowników uzyskiwało dochody miesięczne przekraczające 6300 zł netto. Obietnica Platformy niosła w sobie wielkie ryzyko: niezwykle wysoko umieszczała poprzeczkę aspiracji.


Dlatego też w narracji partii i sprzyjających jej mediów przynależność do klasy średniej szybko stała się pochodną, ale też jednocześnie wyznacznikiem statusu, nie zaś zarobków. Być klasą średnią znaczyło być „młodym, wykształconym, z wielkiego miasta”, znaczyło żyć tak, jak celebryci znani z ekranu telewizora, odwiedzać te same miejsca, kultywować (w miarę możności) podobny styl życia. Temu ostatniemu sprzyjał rozwój tanich linii lotniczych i umasowienie globalnej turystyki. Tanie wycieczki do hoteli na tureckiej Riwierze nadawały rodzącej się klasie – nie tyle średniej, co wielkomiejskiej – to poczucie statusu, podobnie jak służbowe samochody i mieszkania kupione za (wciąż jeszcze stosunkowo tanie) kredyty. Przeciwnicy Tuska ironicznie nazywali tych młodych, wierzących w sukces swój, Polski i Platformy „lemingami”. Rekrutowali się oni przede wszystkim z małych miejscowości, z których migrowali do większych miast w poszukiwaniu lepszego życia – i wierzyli, że je znajdują. Niektórym rzeczywiście się to udawało (zarobki w branżach takich jak marketing czy IT były wysokie), wielu jednak musiało zadowolić się tylko statusem „mieszkańców dużych ośrodków”.


Wciąż jednak nader liczna była też grupa ludzi, którzy poprawy nie odczuli – ani ekonomicznej, ani statusowej. Wejście do UE nie było wszak cudownym panaceum, wciąż istniały obszary biedy i wykluczenia, a na rynku pracy warunki – dość brutalnie – nadal dyktowali pracodawcy. W latach 2007-2014 coraz wyraźniej zaczął rysować się podział na biedniejszą prowincję i zamożne miasta, które przyciągały inwestycje i efektywniej wykorzystywały środki unijne. O ile szybko poprawiała się sytuacja na terenach stricte wiejskich, gdzie podstawę gospodarki stanowiło rolnictwo (na skutek dopłat), o tyle w trudnej sytuacji znajdowały się małe, prowincjonalne ośrodki miejskie. To tam bezrobocie wciąż było dużym społecznym problemem: brakowało inwestycji i popytu na usługi, a jedyną sensowną perspektywą dla młodego pokolenia była emigracja do wielkich miast lub na popularny „zmywak”. Do 2010 r. z Polski wyjechało ok. 2 milionów ludzi, przeważnie młodych. I to tu, między innymi, kryła się tajemnica fenomenu masowego poparcia Platformy przez młode pokolenie: ci, którzy nie uwierzyli w obiecany przez nią Polish Dream, po prostu uciekli.


Oprócz tego wcale niemała była grupa ludzi – „starego” elektoratu partii prawicowych z lat 90-tych – która, niezależnie od tego, czy poradziła sobie z ekonomicznym wymiarem transformacji lepiej, czy gorzej, to nie akceptowała jej rezultatów, jako niesprawiedliwych w wymiarze symbolicznym i moralnym. Byli to ci, dla których zarówno nieukarane zbrodnie komunizmu, jak i nierozliczone uwłaszczenie nomenklatury wciąż pozostawały ważnym tematem.


Wszystkich wymienionych powyżej nie uwiodło marzenie, aby zostać „klasą średnią”. Po części dlatego, że nie wierzyli w możliwość jego realizacji, ale po części też, jak sądzę, dlatego, że wymagało to zmiany i porzucenia dotychczasowej tożsamości. Można ich określić jako „malkontentów transformacji” i to do nich skierował swoje przesłanie PiS. Również akceptując Wałęsę jako symbol, tyle że o odwróconym znaku, symbol negatywny. W opowieści Kaczyńskiego cała transformacja była jednym wielkim szwindlem, spiskiem zawiązanym nie tyle przy Okrągłym Stole, co gdzieś pod nim – w Magdalence, w sieci niejasnych układów, zrodzonych przez uwłaszczenie nomenklatury. Wałęsa staje się symbolem tego wszystkiego, jako człowiek, który od początku udawał: był liderem „S”, ale tak naprawdę był agentem; zaś podczas swojej prezydentury zdradził po raz drugi: porzucił program przyspieszenia, umożliwiając tym samym powrót (post)komunistów do władzy. Co więcej, teraz został sojusznikiem Tuska, Tusk zaś przecież ponosi odpowiedzialność właśnie za to, że nie udało się dokończyć walki z „układem”. A przez to wszystkim słabszym żyje się źle. Rządy Platformy są więc w istocie kontynuacją rządów postkomunistów.


Narracja ta była w dużej mierze przeciwskuteczna i to jej właśnie zawdzięczał PiS piętnastopunktowy dystans dzielący go w sondażach od Platformy. „Gołym okiem” widać było bowiem, że jej rządy nie są tożsame z rządami Leszka Millera. Mechanizmy kapitalizmu politycznego osłabły, wzrosło bezpieczeństwo, poprawiła się w niektórych obszarach jakość usług publicznych. Dopóki PO spełniała swoje obietnice (czy raczej: dopóki spełniały się one same), program ten był skuteczną gwarancją pozostawania PiS w opozycji. Nie zmienia to faktu, że malkontenci transformacji istnieli naprawdę (choć było ich mniej niż beneficjentów), i że zmiany wywołane wejściem do UE – niewątpliwie korzystne – nie przełożyły się na dobrobyt powszechny. PiS – mniej lub bardziej świadomie – postanowił skupić się na wzmacnianiu więzi z pokaźnym elektoratem zdobytym w wyborach 2007 r. i czekać. Miał na tym polu znaczne sukcesy, partii Kaczyńskiego, mimo niepowodzeń wyborczych, udało się bowiem uruchomić proces, który długofalowo miał zmienić zasady rządzące polskim systemem partyjnym.


(Fragmenty książki Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy)


#polityka #czytajzhejto #historia

6b332ebc-aa7f-4064-a0fd-3dfc44629248

Dobry fragment. Ciekawa analiza, dobrze się to czyta.


Człowiek tęskni do tych czasów gdy nic się nie działo. Może one kiedyś wrócą.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Swojskość wywodzi się z polskiej wsi, nawet jeżeli od lat 60-tych przenosiła się ona stopniowo do bloków. Dlatego w rodzinach robotniczych (ale również inteligenckich) bardzo długo utrzymywało się tradycyjnie chłopskie spojrzenie na rolę kobiety w rodzinie, jako przede wszystkim opiekuńczej matki i dostarczyciela posiłków – polscy mężczyźni w większości nie gotują i dopiero w późnych latach 90-tych zaczęli na większą skalę zajmować się swoimi dziećmi. Nie oznacza to ubezwłasnowolnienia polskich kobiet – są one w Polsce często bardziej samodzielne zawodowo i silniej obecne w biznesie niż w wielu krajach Zachodu; polski patriarchat nie polega na tym, że im się tego zabrania, lecz że oczekuje się od nich – i one same poczuwają się do tego, w dużej części nawet dzisiaj – że mają jeszcze zdążyć odebrać dziecko z przedszkola i ugotować obiad dla męża.


#czytajzhejto

polski patriarchat nie polega na tym, że im się tego zabrania, lecz że oczekuje się od nich - i one same poczuwają się do tego, w dużej części nawet dzisiaj - że mają jeszcze zdążyć odebrać dziecko z przedszkola i ugotować obiad dla męża.

7400481d-39a5-4de7-87d2-ff71e4363f34

Zaloguj się aby komentować

Nie wiem czy ktoś o tym pisał, a może to ja żyje w bańce, ale mam wrażenie, że całe środowisko koalicji napluło na Trzaskowskiego.


On jest daleko na liście winnych i mimo wszystko włożył w tę kampanię dużo wysiłku, na debatach było widać, że już swoje fizyczne granice osiągał.


Strasznie to słabe, że dziś wybrzmiewa tylko to, że wrócił do ratusza z depresją. Chłop osiągnął rewelacyjny wynik i powinien być chwalony. Najmilsze słowa w jego kierunku to skierował po wyborach chyba Nawrocki...


#polityka

No właśnie na tym polega problem, że nie, ta kampania była do wygrania, gdyby nie błędy, głównie strategiczne i sztabu. Nic dziwnego, że są na niego źli jak już kilka miesięcy temu mieli analizy, że Mencen będzie trzeci, a nie zrobili ani kampanii w socjalach, ani żadnej oferty dla jego wyborców. Fakty są takie, że sp⁎⁎⁎⁎zyli, bo nie dotarło do nich jak ważne są to wybory. Trzaskowski jak na niego się starał, ale odrzucił pomoc Tuska - który jak pokazuje historia jest jedynym politykiem PO zdolnym do wygrania z PiSem.

Wszyscy tam zawinili, z Rafałem włącznie. Źle wypadał na debatach, podobno na jedną z nich nawet nie dał się profesjonalnie pomalować. Pewnie mu Nitras powiedział, że super wyglądasz ziomeczku. I wyglądał jak stary dziad po dwóch maratonach. Jak jest takim zaradnym prezydentem nowoczesnej polityki, to mógł zażądać więcej profesjonalizmu a mniej kolesiostwa i partyzantki w swoim sztabie.

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek biorąc pod uwagę jak mocno niektórzy bywają na bakier z logiką, w odpowiedziach na pytanie "kobiety nie powinny", "mężczyzna nie powinien" odpowiedź popierająca może kryć się zarówno pod " nie nie powinien" jaki i "tak"

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek No dobra. Czyli z jednej strony każdy może sobie wykupić w internecie reklamę kandydata, a z drugiej nie powinien i potem kłopoty miałaby mieć partia, która tego kandydata wystawiła? Czyli można narobić kłopotów dowolnej partii politycznej w ten sposób?

Zaloguj się aby komentować

Bądźmy szczerzy - PO zawsze miało w d⁎⁎ie zwykłych ludzi. To przez ich ignorancję tak im spadło poparcie na przestrzeni lat. Ludzie niezwiązani z polityką wiedzieli, że Trzaskowski to zły wybór, ale po co słuchać ulicy. Nigdy nic nie wygrają, jeśli będą odcinać się od przeciętnego obywatela.

Zaloguj się aby komentować

https://krytykapolityczna.pl/kraj/prezydent-karol-nawrocki-i-przyszlosc-koalicji-rzadzacej/


Rozumiem całe to straszenie na czas kampanii, ale tuż po objęciu władzy przez Nawrockiego naprawdę nie będzie żadnych pogromów, odmowy ludziom ich podstawowych praw, kibitek ani nawet, uwaga, faszyzmu. Będzie dokładnie tak jak wczoraj, czyli „wasz” prezydent i „nasz” premier. A to premier rządzi w kraju.


Tak jak wczoraj mamy premiera z jednego obozu, a prezydenta z innego. Nie zmieniło się dosłownie nic. Układ jest ten sam.


Sam prezydent elekt, wbrew wyborczej propagandzie, też nie jest ani alfonsem, sutenerem, kibolem czy naziolkiem. Ma określoną, dość haniebną przeszłość, ale od kilku dobrych lat jest szefem IPN-u i mimo prześwietlania go na wszystkie strony jako tenże szef (poza typowym nadużywaniem przywileju) nie dał się poznać jako biegający po IPN półgolas z maczetą.


Nawrocki nie musi też wszystkiego i zawsze wetować. To jego pierwsza kadencja, a to oznacza, że od razu myśli o drugiej, a więc będzie dbał o popularność. Co więcej, wetowanie wszystkiego, także pomysłów liberalnych, sprawi, że szybko zrazi do siebie konfederatów. Tak, będzie wetował pomysły lewicowo obyczajowe, ale nie oszukujmy się, te – znów wbrew kampanijnej propagandzie – i tak nie mają szans wyjść z tego sejmu.


Ustawy będą po części wetowane, ale poniekąd o to właśnie chodzi.


Mało tego: prezydenta można nawet wciągnąć w proces uchwalania ustaw. Zamiast go odczłowieczać – chociaż raz potraktować jego poprawki legislacyjne serio. Duda zawsze o tym marzył, ale obóz anty-PiS był tak zaślepiony w nienawiści, że nie rozumiał, jak bardzo były polityk Unii Wolności marzy o uznaniu go za partnera przez salon, tak jak przez wiele lat marzył o tym nie całkiem jeszcze zradykalizowany Jarosław Kaczyński.


#polityka

@JapyczStasiek Według mnie będzie wierny partii, wierny prezesowi bo gdyby nie on to by nie został szefem IPN nie mówiąc już o byciu Prezydentem. Już na samo stanowisko szefa IPN trzeba wybrać kogoś wiernego bo nie tak łatwo go potem podmienić.

Zaloguj się aby komentować

Prof. Jarosław Flis o decyzjach wyborców na kogo głosować:


"Wystarczy, że w jakimś środowisku jest jakaś osoba, która się interesuje polityką, która wyrobi sobie opinię, a pozostali polegają na jej zdaniu. To kluczowe i się potwierdza przez wszystkie lata w badaniach. W sieci to wszystko bardzo podobnie działa."


#polityka

@JapyczStasiek ja też nie mam własnego zdania i opieram się wyłącznie na innych osobach które uważam za autorytety w tej sprawie.

Dziękuję Pan Flis za otwarcie oczu.

@JapyczStasiek To może powinniśmy jakąś dyktaturę uskutecznić, żeby jedna osoba mówiła jak ma być.

Ile by to rzeczy uprościło

@JapyczStasiek Mowiłam, że co mądrzejszych z PiSu nowa władza powinna była powyciągać, na przykład takiego Cieszyńskiego - nie wiem w ogóle, co on w tej bandzie tam robi. Jako minister cyfryzacji odwalił dobrą robotę. Całe to KO targetuje się jako partia ludzi mądrych (w opozycji do durnych wieśniaków z prowincji), a jakoś tej mądrości i sprytu w ogóle nie widać, a jak czytam wpisy na twitterze to mam raczej ciarki żenady niż uznanie dla błyskotliwości.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek jak na moje to Hołownia z Kosiniakiem przymierzają się właśnie do opuszczenia koalicji i przyspieszonych wyborów. Wezwania do pracy itp. a tak naprawdę duże zarzuty do Tuska o bierność i blokowanie ich pomysłów. KO raczej się nie ugnie więc będzie powód do wyjścia a moim zdaniem jeśli TD chce przetrwać to muszą pokazać, że nie są tylko dostawką do KO.

Zaloguj się aby komentować

olaboga Major wybrał przemoc:


___

Czego jeszcze nie rozumiecie, liby?


Co tam znowu szlochy? Zakonnica znowu przejechana na pasach? Magiczne czerwone korale nie pomogły? Ani Wasze trzaskanie i rysunki Matyldy Damięckiej?


Ile jeszcze razy będzie się nabierać na ten sam numer? Sondaże na styk, jeśli w grupie A, przy frekwencji B, demobilizacji C, to nasz kandydat może mieć rezerwę D…? Nauczcie się wreszcie, jak jest na styk, to znaczy, że jest niedoszacowana prawica, zwłaszcza jak nie rządzi. Bo to jej wyborcy są nieufni i podejrzliwi, prawda?


Ile razy jeszcze nie zrozumiecie, że czasy są antyelitarne, a dziś antyelitarna jest prawica? A wy wystawiacie albo faceta, o którym nawet psy szczekają „bążur” albo myślicie o typie, co mieszka w pałacu w Hobielinie i ma żonę z jakiegoś New York Times’a xdd. No co może pójść nie tak, no co?


Ile razy jeszcze trzeba Wam powtarzać, że to nie było głosowanie za ustawkami, alfonsem, sutenerem, ale SYMBOLICZNIE przeciwko tej władzy i temu rządowi, który przez 18 miesięcy nie dowiózł niczego? Ani dla lewaków, ani dla prawaków, ani dla centraków. No może poza przejęciem kilu postulatów Konfederacji, która i tak nim wzgardziła i na końcu wypluła?

Pamiętacie 100 obietnic na pierwsze 100 dni? No więc zrealizowali … z nich osiem. Tak, osiem!


Ile razy, widzieliście, jak Kaczyński robi ten sam numer: wystawia nołnejma spoza ścisłego obozu władzy i sam się chowa do szafy? I ile razy Tusk wystawia prominentnego polityka obozu władzy i sam biega na marszach? Ile razy jeszcze Tusk musi przegrać, żebyście zrozumieli: ogrom ludzi go nienawidzi i tylko ODCINANIE się od niego daje w wyborach prezydenckich jakiekolwiek szanse.


Ile razy jeszcze musicie się uczyć liczyć. Jak w 1 turze Mentzen + Braun + plankton prawactwa mają razem 24% a lewaki hołowniarze 15% to jak chcecie to nadrobić? No tak marszem miliona, na który przyszło tyle co zwykle na marsze KODziarzy? Tak, to ma sens.


Ile razy narzekaliście, jak to PiS przed wyborami typował sobie grupę wyborców i zrzucał im hajs z helikoptera, wszystko, co potrafi Tusk, poza kolejnym twittem, to… aż zapowiedzieć CPK? Zapowiedzieć CPK? Jak można nie rozumieć, że społeczeństwo, tak już przyzwyczajone do wsparcia gotówkowego przed wyborami, dostaje okrągłe zero?


Ile razy jeszcze KO ma mieć ameby w sztabie, które raz przegrywają z wymuskanym harcerzykiekm Dudą, gdy PiS jest u władzy, a raz z ex-kibolem Nawrockim, gdy PiS jest u władzy? Ile razy jeszcze Trzaskowski będzie ostatnie 2 tygodnie kampani rozdawał pączki na Ursynowie albo Żoliborzu, ilu jeszcze debat odmówi? Ile razy jeszcze się przewróci w Końskich? Ile jeszcze razy nie będzie potrafił zatrudnić fachowców, co rozpiszą, gdzie masz straty w stosunku do ostatnich wyborów i do którego POWIATu, masz libie, jeździć? Kogo jeszcze ma wystawić Kaczyński, żeby obóz Piękna i Dobra wygrał? Małpiszona Clyde? A może Łukasza Mejzę. Pewnie tej też wygrałby na żyletki.


Ile razy jeszcze trzeba Wam powtarzać, że PiS ma rewelacyjnych sztabowców i dlatego to głównie oni wygrywają wybory i nawet jak kradli przez 8 lat, to po dwóch kadencjach po raz trzeci raz z rzędu wygrali wybory? Wiedzieli, że mają upokorzyć się przed Mentznem, dogadali się po cichu z Bosakiem, pochwalili w debacie Brauna. Nawrocki kilka razy ODCIĄŁ się od rządu PiS. Ile razy od rekordowo nielubianego rządu odciął się Trzaskowski? No właśnie.


Ile razy Wam powtarzałem: ta władza wygrała tylko dzięki FREKWENCJI, która jest niemal niemożliwa do powtórzenia, bo była EWENEMENTEM? Jak chcecie budować swoje bieda modele przewidywań, skoro ekstremum wyników bierzecie za normę? Te Wasze uniwerki, dyplomy, wszystko jak psu w budę. Przeca Wy nawet zasad działania late polla nie ogarniata…


Ile jeszcze razy nie zrozumiecie, że idzie ogromny spór płci, gdzie mężczyźni, którym kobiety odebrały niezachwiany status samca alfa, odgrywają swój resentyment w wyborach i głosują za tym, za którym nie głosują kobiety? Ten kraj ma dziś dwie wrażliwości i tej prawicowej jest więcej. I będzie tylko rosła, bo żadne wybory nie zmienią tego, że polski facet "dostanie z powrotem" kobietę patriarchalnie zdominowaną w domu jak jego matka albo babka.


Ile razy jeszcze ci wszyscy profesorowie, autorytety, gwiazdy, ci wszyscy, których tak bardzo ta prowincjonalna Polska nienawidzi, muszą się odzywać, ile razy jeszcze muszą potwierdzać te wszystkie stereotypy? Ile razy jeszcze musicie zrozumieć, że w każdym plebiscycie z każdym kandydatem oni Wam „Nu pagadid” zrobią! Bo mają w życiu gorzej, pod górkę, bo to oni Was obsługują, a nie wy ich, bo to oni kiszą się po mieszkaniach, które wy sobie je kupujecie, więc wam symbolicznie odpłacą, oj odpłacą, a im gorszy kandydat tym lepiej, bo bardziej Was będzie bolało.


Ile razy Wam trzeba tłumaczyć, że rząd dusz nie jest w TVNach, gdzie do wieczoru wyborczo zaprasza się czterech libków, co znowu tłumaczą, że jak to przegrali, a w necie. Na tik toku, u Stanowskiego. Tam się walczy o wygraną i tam od lat walczy Mentzen i ma 15% poparcia.


Ten rząd idzie na ścianę. Powtarzam na ścianę. Nie dowozi nic, znów jest obozem przegrywów, teraz zachłyśnie się retorycznym odwetem i obrzydliwym hejtem na Nawrockiego, a na koniec będzie spokojnie przez Nawrockiego rozgrywany. Rodzi się pytanie, nie tyle czy będzie rządzić PIS i Konfederacja, ale o to czy nie otrze się o…większość konstytucyjną. Taki będzie dorobek Tuska, który pewnie znów myk i do Brukseli po immunitet. A wy tu zostaniecie sami z tymi samymi ludźmi, co Wam wytłumaczą, że przegrana to zawsze przez Zandberga.


#polityka

Sram na takich polakow. Jeżeli warunkiem wygrania ma być zniżenie się do najniższych standardów to cieszę się, że tego nie zrobili. A to co Ty nazywasz genialnymi sztabowcami ja bym nazwał moralnym dnem.


Prawda jest taka, że jeżeli sztab Trzaskowskiego dopuszczalby się rzeczy, które odwalał sztab kandydatów prawicowych, to zniechęcilby do głosowania swoich wyborców. Pewnie i tak niemało stracił jak wyszło dzięki demagogów że dopuszczał się kłamstw i manipulacji.


Mamy nierówną walkę. Część Polski oczekuje rozprawek na temat sytuacji kraju, drugą część oczekuje 5 sekundowego tiktoka do wyrobienia opinii. Ale o czym my mówimy jak 40% Polaków wierzy, że wirusy są hodowane w laboratoriach do kontroli społeczeństwa albo 43% Polaków uważa, że laser działa wykorzystując dźwięk.


https://bezprawnik.pl/test-wiedzy-eurobarometru/

Zaloguj się aby komentować

Szymon Hołownia pisze coś oczywistego, ale jest to całkowicie sprzeczne z planem PO. Słabe wyniki 3D i Lewicy w I turze miały być podstawą do osłabienia ich w rządzie. Teraz wydaje się jedyną drogą może być samoosłabienie się Tuska i Platformy:


Konieczna jest renegocjacja umowy koalicyjnej: jasne wskazanie paru priorytetów, które natychmiast MUSIMY dowieźć, albo spakować się i do widzenia. Reorganizacja i usprawnienie tej koalicji, personalne i w obszarach odpowiedzialności. To, co było radą, dziś staje się koniecznością. Kolejnego sygnału ostrzegawczego nie będzie, PiS wróci do władzy, tym razem z Braunem i Konfederacją. Czy ludzie wybrali Nawrockiego? Uważam, że w znacznej mierze zrobili wszystko, by nie wybrać Tuska.


#polityka

Jeszcze będzie plot twist że obecna koalicja rządząca dogada się z Dudą i na szybko przepchną najważniejsze ustawy żeby Duda jeszcze zdarzył je podpisać w zamian za jakieś jakieś pozycjonowane stanowisko międzynarodowe

@JapyczStasiek spokojnie niedługo ustąpi biurka koledze z lewicy, który przypomnijmy miał oszałamiający wynik w wyborach do sejmu: okręg Katowice 22332 głosów. Z taką ekipą zrobią furorę e następnych sejmowych wyborach

Zaloguj się aby komentować

W ogóle śmieszne jest to, że Giertych miał swój zespół i też co jakiś czas jakiś szajs ogłasza spisek i też absolutnie nic nie dowiózł w ramach tych swoich gówno zespołów.

Zaloguj się aby komentować

Przy okazji masowego braku zrozumienia polskiej polityki polecam wszystkim rozemocjonowanym tę książkę. Ale ostrzegam, że grozi nabraniem dystansu i symetryzmem


#polityka

396b68dd-720d-4f90-8b5e-c58d95a0dc65

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@JapyczStasiek no i? Cała kampania Trzaskowskiego to było właśnie miękkie głaskanie się i przytulanie do każdego. Właśnie na przekór tego co uprawia Giertych. Teraz to jego obwiniasz za kroczącą porażkę Trzaskowskiego ostatnich kilku miesięcy.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jakby Trzaskowski wygrał o włos, to Tusk by nadal nic nie robił i ganiał pisowców ku uciesze Silnych Razem, Wyroczni i Maximilianana i PiS by szedł po władzę na luzie.


Teraz koalicja jest zmuszona do zmian, co jest dobre i dla koalicji i dla Polski. Moim zdaniem w Tusku nigdy nie było i nadal ma żadnych ambicji by cokolwiek naprawić i potrzebna jest jego dymisja.


To nie jest koniec świata, trzeba zamknąć mordy o rozliczeniach, a może nawet zacząć rozmawiać z pisem by Nawrocki nie utrudniał naprawy sądownictwa i może będzie to zmierzać w dobrym kierunku.


#polityka

Teraz zacznie się starcie o otoczenie wokół Nawrockiego, na pewno znajdą się ambitni by budować tam niezależny trzeci front, no ale Kaczyński ma doświadczenie w eliminowaniu takich cwaniaków.

@starszy_mechanik jakby Tusk czymkolwiek udowodnił, że się zmienił, to by mogło mu odjąć trochę tych, co go nienawidzą, ale nie zrobił nic (bo się nie zmienił xD go interesują tylko intrygi polityczne, a nie rządzenie)

@JapyczStasiek przeceniasz PIS który dąży do władzy absolutnej i nie patrzy na nic. To smutne że tacy jak ty w 2 lata zapomnieli co to za ludzie

@A_I Pisowi będzie dużo trudniej teraz, oni się długo kopali z Gowinem, a z Ziobrystami w ogóle sobie nie poradzili, Konfederacja będzie dużo cięższym rywalem w koalicji (no ale niestety dla nas w sprawach światopoglądowych będzie zgoda)

Zaloguj się aby komentować