Tymczasem moj ojciec któremu pokazałam moje pomidory dwa lata temu
#ogrodnictwo
Będzie na stare lata chyba na rynku handlował, bo kto to przeje i przerobi.
To jest tylko część, jeszcze jest jeszcze wiecej tego na dworze. Żeby była jasność, jeszcze dwa lata temu sytuacja wyglądała tak, że w życiu nie posiał nawet rzodkiewki.
Kiedyś przeczytałam, że fusy są przysmakiem dżdżownic i do tej pory wyrzucając śmieci na kompost, wyobrażam sobie to tak, że norzy sobie rano tam taka zaspana dżdżownica i nagle natrafia na fusy z kawy, zjada je, potem odpręża się i mówi do siebie: "ahhh, kawa, to jest to, tego mi było trzeba".
@GazelkaFarelka kurde... nie jestem w stanie gryźć trzech warzyw. Brokuła, kalafiora i buraka. Nie potrafię przełknąć konsystencji tych warzyw. Zbiera mnie na wymioty jak to gryzę. Mogę zjeść krem z tych warzyw lub wypić sok z buraka, ale samego warzywa nie potrafię ugryźć... A szkoda. bo to zdrowe.
Teraz mi głupio, że mówiłam o gołębiach "rumuni przestworzy".
Z FB: "Ogrodowe triki i porady"
Gołąb miejski to nie brudne zwierzę, które skądś przyszło. To zwierzę, które stworzyliśmy, używaliśmy przez 5000 lat — i porzuciliśmy, gdy przestało być potrzebne. Każdy gołąb na każdym rynku w Polsce jest potomkiem udomowionych gołębi skalnych (Columba livia), hodowanych jako posłańce, źródło mięsa i symbol statusu od starożytnego Egiptu po obie wojny światowe.
Kilka faktów, które zmieniają perspektywę.
Oboje rodzice produkują mleczko wola — wydzielinę bogatą w białko i tłuszcz, którą karmią pisklęta przez pierwsze dni życia. To zdolność niemal unikalna wśród ptaków — poza gołębiami posiadają ją tylko flamingi i pingwiny cesarskie.
Gołębie tworzą pary na całe życie. Ten sam partner, to samo gniazdo, rok po roku. Gdy jeden z pary ginie, drugi często pozostaje sam.
Nawigują za pomocą pola magnetycznego Ziemi i pozycji słońca, wracając z odległości ponad 1000 km. Mechanizm nie jest do końca poznany — ale działa niezawodnie od tysięcy lat. W Polsce gołębiarstwo pocztowe ma szczególnie silną tradycję — na Śląsku hodowle gołębi pocztowych działają nieprzerwanie od XIX wieku.
Gołębie miejskie zjadają resztki jedzenia, ziarna i odpady organiczne z ziemi. Bez nich ten materiał karmi szczury. Miasto bez gołębi to nie miasto czystsze — to miasto z większą populacją gryzoni.
Problem, który ludzie przypisują gołębiom, tworzą ludzie. Dokarmianie chlebem dostarcza pustych kalorii bez wartości odżywczej i napędza niekontrolowany rozród. Gęstość populacji gołębi jest bezpośrednią funkcją dostępności pożywienia — tam, gdzie ludzie przestają sypać chleb, populacja w ciągu dwóch–trzech lat stabilizuje się sama.
Gołąb pocztowy Cher Ami dostarczył w 1918 roku wiadomość, która uratowała życie blisko 200 żołnierzy amerykańskich w Argonach — ranny, postrzelony, z jedną nogą i wybitym okiem dotarł do celu. Otrzymał Croix de Guerre.
To nie jest brudne zwierzę. To zwierzę, które udomowiliśmy, porzuciliśmy — i teraz unikamy za to, że przetrwało.
Tour de Pologne kobiet - w tym roku ponownie w lubelskim.
Impreza warta odnotowania w szczególnie regionie, w którym pod tym kątem niewiele się dzieje - zarówno pod kątem większych imprez sportowych, jak i samego kolarstwa, które tutaj jeszcze mało jest popularne a na całą wieś nierzadko przypada tylko jedna osoba która ma przynajmniej kask na rower.
etap: 24.07 (piątek) TOMASZÓW LUBELSKI – ZAMOŚĆ
etap: 25.07 (sobota) WŁODAWA – LUBARTÓW
etap: 26.07 (niedziela) JANOWIEC – LUBLIN
W tym roku, w odróżnieniu od lat poprzednich, wyścig będzie w weekend - a więc będzie okazja pokibicować bez brania w tym celu urlopu w pracy.
W komentarzu pod wpisem o zbiórkach napisałam o opiniach, z jakimi się spotykałam, dotyczących potencjalnych oszczędności w NFZ. Nie jestem medykiem, zeby to merytorycznie zweryfikować, ale w skrócie - wiele osób z branży postuluje zmniejszenie ilości hospitalizacji na rzecz łatwiej dostępnych porad, badań oraz zabiegów u specjalistów.
Koszt wizyty i zleconych refundowanych badań jest niższy, niż to samo, ale z pobytem w szpitalu. A paradoksem, z którym każdy z nas się chyba spotkał, jest to, że wiele osób jest kierowanych niepotrzebnie do szpitala "bo tam od razu porobią wszystkie badania". Jest to paradoksem, bo nie stać nas na finansowanie wystarczającej ilości wizyt u specjalistów czy refundacji badań, ale "stać nas" na to samo plus jeszcze pobyt w szpitalu, kiedy chory zgłosi się do szpitala pod byle pretekstem, żeby w ten sposób uzyskać szybciej pomoc.
Z osobistych doświadczeń, na przykład podobnie jest z porodami - w Polsce każdy poród to standardowe trzy dni hospitalizacji. W innych krajach jeżeli matka z dzieckiem czują się dobrze, to po paru godzinach wracają od razu do swojego domu, wypoczywać w komfortowej atmosferze. Badania i szczepienia noworodka robi położna srodowiskowa, odwiedzająca dziecko. Jest to dużo tańsze niż pobyt w szpitalu - każda doba w szpitalnym łóżku to koszt ok 1500 zł (mogę mieć stare dane). Nie wiem ile weźmie położna dodatkowo za zaszczepienie dziecka czy obserwację żółtaczki, ale raczej nie 4500 zł.
Gdybym miała się utożsamiać z jakąś klasą postaci z fantasy, byłyby to smoki. Dużo śpią, rzadko wyłażą ze swojej jaskini i gromadzą klejnoty które nie są im do niczego potrzebne, oprócz tego, żeby mieć. Na zdjeciu moje zapasy samego tylko korala.
Ja zawsze mialem sie za Khajjita, takie low tier cwaniaczka wszystko w speech a jak gadana nie da rady to duzo w agility zeby szybkie nozki byly gotowe spierdalc. Wszystko co mozna sprzedac i co nie jest permanentnie przymocowane do podlogi jest potencjalnie moje.
@GazelkaFarelka no to ja byłbym npc, niepotrzebny do niczego. Tylko się szweda ale nic produktywnego z tego nie wynika. Można zagadac ale to tylko strata czasu
Posiadanie domu to realne oszczędności. Oprócz własnych warzyw, drzew owocowych czy ogródka, by wypoczywać, można także zapewnić bezpłatne rozrywki swoim dzieciom. Moja pięciolatka popołudniami z zapałem kopie tą dziurę. Wydobywa kamienie (urządziła w swoim pokoju muzeum z ekspozycją), planuje tu zrobić jezioro.
Co jest lepsze od niedzielnej przejażdżki rowerem? Niedzielna przejażdżki.rowerem, ale na ostatnich kilkuset metrach gonią cię krople deszczu i zdążasz do domu w ostatniej chwili, nim się rozpada
@GazelkaFarelka ja tam jestem spokojny, tzw. karma do niego wróci jak wody wszystkim zabraknie. Ja się z tym pogodziłem, oszczędzam jak mogę ale niestety większość społeczeństwa to debile.
Z branżowego słownika - "wrzucić kogoś pod pociąg/tramwaj/autobus/ciężarówkę" - czyli innymi słowy, w trakcie telekonferencji lub spotkania wywołać do zabrania głosu kogoś, kto nie chcę być wywołany do zabrania głosu, bo nic nie wie na dany temat, ba - nie wie, o czym jest rozmowa; ma wyciszony mikrofon i wyłączoną kamerę od 52 minut; udaje że nie żyje; robi pranie (w Czechach), a powinien pracować (w Kędzierzynie-Koźlu); jest na grzybobraniu, ale billinguje ten czas jako "research prawny", itd.
Typowe "wrzucenie pod..." wygląda mniej więcej tak, że trwa nudna dyskusja na jakiś tam temat z ważnym klientem i Twój, teoretycznie-k⁎⁎wa-kolega, z uśmiechem rzuca:
"To może teraz Mecenas Pierdzielski powie na ten temat ze dwa zdania, bo on się tym zajmuje." - przy czym, Twoje "zajmowanie się tym" wygląda tak, że wczoraj o godz. 23:43 dostałeś maila o treści "zajmij się tym", z załącznikiem zatytułowanym: "final_final_ostateczny_v7_last_comments.docx", którego nawet nie zdążyłeś otworzyć, a co dopiero przeczytać.
Klasyczne "wrzucenie pod..." zawiera następujące elementy:
fałszywą introdukcję ekspercką, w stylu: "Paweł, to nasz wieloletni ekspert w... tym czymś, o czym zaraz będzie mówił";
uderzającą w Ciebie falę gorąca, porównywalną do słońca nagrzewającego pancerz czołgu Panzer IV na Łuku Kurskim;
Twoją próbę złapania oddechu; pośpiesznego ubrania spodni, zanim włączy się kamera; poprawienia krawatu zanurzonego w kuflu z piwem; odsunięcia od siebie dziewiętnastoletniej Marioli, z którą akurat masz romans; usunięcia z tła za Twoimi plecami kancelaryjnego orangutana o imieniu Chico, który na Twoim laptopie służbowym tworzy podwaliny nowelizacji polskiego systemu podatkowego, choć to Ty miałeś się tym zająć, itd.;
grobową ciszę, jak w Mrągowie po tym festiwalu, po którym już więcej nie było festiwalu w Mrągowie;
koło ratunkowe, które sam sobie rzuciłeś wypadając z okrętu, o treści: "Mariusz, bardzo Cię przepraszam, ale czy możesz powtórzyć? Bo coś przerwało?";
serię chrząknięć, kaszlnięć, ogólników w stylu: "No proces sądowy, to skomplikowana sprawa."; "W tym naszym polskim prawie..."; "Siedziałem nad tym kilka dni i ciągle to badam...", etc;
rozpaczliwą próbę ucieczki do przodu i przebicia się z kotła pod Stalingradem słowami: "Musimy to jeszcze zweryfikować wewnętrznie, żeby wrócić do Państwa z rekomendacją."
Wyróżnia się kilka, stopniowalnych odmian tego zjawiska, np.:
a) zwykłe, wtorkowe wrzucenie pod tramwaj starego typu, z wysoką podłogą - gdy ktoś zostaje wywołany na spotkaniu, ale ma jeszcze szansę odpowiedzieć "aj, to zależy" i potem sobie "pozależować" przez 10 minut (umiem tak);
b) kwalifikowane wrzucenie pod pociąg pośpieszny - gdy wywołanie następuje przy wewnętrznych specjalistach klienta, którzy mogą łatwo zweryfikować, że pieprzysz głupoty;
c) bestialskie wrzucenie pod konwój ciężarówek z naczepą - słowami "Dalszą część naszego spotkania w całości poprowadzi...";
d) wrzucenie pod Pendolino, zdaniem: "Paweł, mamy tylko pięć minut, więc od razu dawaj konkluzję", gdy wiadomo że nie ma żadnej konkluzji i nie będzie.
@GazelkaFarelka trzeba też pamiętać aby mieć pewne uniwersalne tematy do odbicia piłki. "Eskalowalem temat do eksperta, który robił to już 10 razy, ale wciąż czekam na odpowiedź. Zależy mi na jego zdaniu, bo to mocno skróci czas pracy."
W ten sposób można zdusic cały temat w zarodku nawet nie wiedząc o czym jest rozmowa.
@GazelkaFarelka W poprzedniej robocie gdzie miałem kilku naprawdę dobrych ziomków, umawialiśmy się czasami, że będziemy kogoś dla jaj bez przerwy wkopywać xD "Paweł, co o tym sadzisz", "Paweł, ty nad tym pracowałeś - wprowadzisz nas w szczegóły" i tak całe spotkanie xD
Dlaczego podlewanie wodą ze studni i systemy nawadniania to nie rozwiązanie?
Jedna z osób napisała mi, że sposobem na braki deszczu, ograniczenia wodociągów gminnych jest własna studia i system nawadniania. To jednak pomysł, który opiera się na myśleniu, że zasoby wody pod ziemią są niewyczerpane. Jednak prawda jest taka, że złoża wody to złoża jak każde inne - można je wyeksploatować. Co prawda powoli odnawiają się, ale... po pierwsze, jeżeli wydobycie będzię szybsze niż odnawianie, to na pewno kiedyś się skończą. Po drugie, odnawiają się z wody opadowej, która przez setki i tysiące lat przesącza się przez grunt. I wracamy znowu tutaj do tematu opadów, których nie ma.
(I to nie jest "twoja własna" woda, bo ujęcie masz na twojej działce. Jest twoja w równym stopniu, jak powietrze nad twoją działką jest twoje. Warstwy wodonośne nie uznają granic działek geodezyjnych. Pobierając wodę podziemną, pobierasz wodę, która jest dobrem wspólnym nas wszystkich).
Podlewanie ogródków wodą ze studni, to przejadanie "oszczędności", jakich dokonała natura. Doskonałej wody pitnej, która jest naszym cennym narodowym skarbem i którą powinniśmy zachować dla przyszłych pokoleń, a nie trwonić ją na zabawy w angielskie trawniki w pustynniejącym klimacie środkowej Europy.
Dobrym przykładem czym kończy się taka rabunkowa eksploatacja podziemnych złóż wody, jakby jutro miało nigdy nie nadejść, jest dolina San Joaquin w Kalifornii. Z powodu intensywnego pompowania wody do nawadniania upraw, w zaledwie 50 lat [!] cała dolina zapadła się już miejscami nawet o 10 metrów. Braki wody w nieodległej perspektywie czasu to jedno, a już dziś nieruchomości tracą na wartości przez osuwanie się terenu i pękanie.
Tylko czy taka studnia (na którą nie trzeba operatu wodnoprawnego i pozwolenia) która jest głęboka powiedzmy na 5-6 m i pobiera na dobę 2-3 m3 wody robi jakąkolwiek różnicę dla warstw wody głębinowej, która pobierana jest przez wodociągi? Bo mam wrażenie że porównywanie takich studni do tego co robi się w Afryce czy USA to jednak nietrafione porównanie.
W kwestii eksploatacji studni istnieją w Polsce przepisy, które to regulują.
@GazelkaFarelka Bez systemu retencji i odprowadzaniem wody w betonowych korytach to my się szybko staniemy pustynią Europy. Kolejne rządy ignorują ten problem.
Prognoza pogody na jutro pokazywała trochę deszczu. Niestety, dziś nastąpiła aktualizacja i deszczu nie będzie. Może w przyszłym tygodniu trochę, potem znów prognozy na dwa tygodnie nic. Nie było od... miesiąca? A może jeszcze dłużej. Tylko tam, gdzie są drzewa jakieś i krzewy, dające cień i zabezpieczające glebę przed nagrzewaniem i wysychaniem, rośnie zielona trawa. W pozostałych miejscach wypalone żółte suche placki, suche klepisko jak w połowie sierpnia.
Klimat tej części Europy osusza się katastrofalnie.
Zasoby podziemne wód też się wyczerpują, widziałam już apele gmin o oszczędzanie wody i nie podlewanie ogrodów. Coś, co było jeszcze normą w sierpniu, dzieje na początku maja.
Niektórzy nadal jeszcze żyją w świecie, w którym jutra nie będzie, a zasoby przyrody są nielimitowane i niewyczerpane. Ze smutkiem i politowaniem patrzę na tych ludzi w okolicy, co kupili sobie stary dom i wpadli oczywiście w tym roku na pomysł wycięcia na działce wszystkiego do gołej ziemi, starych drzew, drzew owocowych, pięknie kwitnących krzewów - po czym zaoranie trawnika, posianie nowego i obsadzenie dookoła tujami - tak wiadomo wszak najpiękniej i należy do samego końca ignorować fakt, że nie żyjemy w angielskim, zraszanym regularnie deszczami klimacie. Już miesiąc podziwiają suche, wypalone klepisko naokoła domu, mimo latania ze szlauchem wieczorami. A to dopiero maj, przypominam.
@GazelkaFarelka pewnie nie słyszeli nigdy o takich wynalazkach jak własna studnia i system automatycznego nawadniania - ktoś kto robi trawnik bez systemu nawadniającego marnuje czas i pieniądze bo nic z tego nie będzie