
GazelkaFarelka
- 1093wpisów
- 14559komentarzy
Zaloguj się aby komentować
Ech, kocham vinted. Lniane bluzki za mniej niż cena sensownego t-shirta z bawełny (pod warunkiem, że go ci się uda znaleźć). I za dużo mniej niż poliestrowe szmaty z sieciówek - ostatnio mam wrażenie ze przechodzą sami siebie. Bluzka z najtańszego sztucznego materiału kosztującego w detalu ze 20 zł, szyta w Bangladeszu, w sklepie 150-200 zł, która nierzadko jeszcze w sklepie przewalając się po wieszakach wyglada jak znoszona szmata. A len to len. Nawet używka trzyma fason.
#modadamska #ekologia
Zaloguj się aby komentować
ah shit, here we go again
#ogrodnictwo #pomidory

Zaloguj się aby komentować
Bazie kotki. Na razie mało, bo posadzone rok temu na wiosnę. Jedna odmiana różowa Mount Aso (kupiona), a drugie ukorzenione z ciętych, kupionych w Dino. Po kwitnienie przytnę, żeby puściło nowe pędy na przyszły rok. Jakoś u mnie w okolicy brak ładnych bazi dziko rosnących.
#ogrodnictwo


Zaloguj się aby komentować
Kto zamówił 20 kg ziemniaków kurierem? No ja XD
Wybrałam kilka różnych odmian na spróbowanie - trochę do zjedzenia od razu, żeby popróbować które są dobre (do gotowania, do pieczenia, do placków) a resztę będę sadzić, żeby mieć do zjedzenia i posadzenia na przyszły rok.
Przyszło jeszcze kilka krzaków ognika szkarłatnego (czewonego) - wygląda ładnie a w zimie jest pokarmem dla ptaków. Oraz różową kalinę wonną, która śmierdzi jak tanie kwiatowe perfumy (sadzonka już kwitnie), zastanawiam się teraz gdzie to posadzić żeby mi nie śmierdziało potem w miejscach, w których często przechodzę. Może przy drodze
#ogrodnictwo
Zaloguj się aby komentować
Kolejny drop książkowy z vinted, pięknie ilustrowany album w języku litewskim. Fun fact - takie kobaltowe (dla mężczyzn: te niebieskie) koraliki nadal są produkowane w Afryce i można je kupić na Etsy albo eBayu.
#ciekawostki #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Nie wiem, czy było, ale wrzucam.
Zmiany uderzą przede wszystkim w prywatny import na własny użytek - ponieważ duży importerzy, którzy importują większe ilości towarów na raz (powyżej 150 EUR) płacą od zawsze normalne cło. Teraz cło, niezależnie od kwoty, będą płacić wszyscy. W sumie niby fair, bo czemu jedni mają płacić, a inni nie... ale:
Od 1 lipca 2026 wszystkie małe przesyłki spoza UE będą objęte zryczałtowanym cłem 3 EUR, które będzie dotyczyło "każdego elementu paczki".
Weźmy teraz sytuację, gdzie zamawiasz paletę danej pierdoły za 30 000 EUR, stawka celna na ten towar to powiedzmy 10%, uiszczasz i finalnie ten towar masz 10% drożej.
Weźmy teraz sytuację, gdy zamawiasz tylko 1 szt. tej pierdoły za 3 EUR. Stawka celna wynosi zryczałtowane 3 EUR - brawo, w tym momencie zapłaciłeś 100% cła. Taka konstrukcja w zasadzie wymusza kupowanie towarów przez dużych lokalnych pośredników (oczywiście z odpowiednią marżą). Dodatkowo dla mnie niejasne jest, co oznacza "każdy element paczki". Jak kupuję zestaw 10 sztuk zapięć do naszyjników, to do każdej sztuki naliczą mi 3 EUR cła?
Dodatkowo rozwala mnie tłumaczenie, że takie prawo zapobiegnie sprowadzaniu do Europy śmieciowych, niskiej jakości szmat - jakby od dawna już sieciówki nie sprowadzały gówna z poliestru i akrylu szytego w Bangladeszu i nie miały w d⁎⁎ie kwestii recyklingu. Jedyna różnica będzie taka, że ludzie będą bulić dużo więcej za to samo. Sprowdzając samodzielnie z Chin nie robisz konkurencji europejskim producentom - robisz konkurencję dużym sprowadzaczom z Chin.
O ile idea płacenia cła przez wszystkich wydaje mi się słuszna, to pomysł zryczałtowanej kwoty wygląda wyłącznie jak chęć wycięcia prywatnego importu i możliwości kupienia taniej, pomijając pośredników - nie oszukujmy się, wielu gówien w UE po prostu już nikt nie produkuje i produkować nie będzie. A co wy o tym sądzicie?
#gospodarka #ue
Zaloguj się aby komentować
Musicie mi wierzyć na słowo ze tam wypalają się koraliki z gliny #hejtoprimitivetechnology

Zaloguj się aby komentować
Spylam swoje biżu na Vinted, a w zamian kupuję na Vinted książki. Fair deal. Pierwsza wpadła mi w oko i właśnie przyszła jedna, którą kupiłam ze względu na tematykę wikingów oraz autora, którego już jedną książkę mam - "Ruś Wikingów".
Zaczęłam czytać od razu po wyciągnięciu z paczki i powiem wam, ze przeszły mnie ciary po plecach. Książka jest o biżuterii i ozdobach, chociaż ani tytuł, ani okładka tego nie sugerują. Jedni powiedzą, że to zaawansowane podpowiedzi kontekstowe sztucznej inteligencji, inni nazwą to przeznaczeniem.
Mam to specyficzne uczucie, które odczuwa się, oglądając ozdoby w muzealnych gablotach. Poczucie ponadwiekowego piękna i estetyki, więź z ludźmi, którzy je tworzyli i nosili.
Patrzę na swoje gliniane koraliki, które już chyba wystarczajaco wyschły i jutro będę próbować wypalać w prymitywnym palenisku na dworze, wpatrując się w zamyśleniu w płomienie.
#ksiazki #feels


Nie lubię tych wszystkich immersyjnych, multisensorycznych, multimedialnych muzeów. Dla mnie to są disneylandy, a nie muzea. Ale kiedy widzę jakiś artefakt, nawet pospolity, który ma ileśset tam lat, to mam to dziwne uczucie "łączności" czy "bliskości". A jeśli jeszcze widać na nim jakieś drobne niedoskonałości, to już wogle.
Zaloguj się aby komentować
Najgorsze w wizji nieodległej przyszłości, gdzie wszędzie zostanie wsadzone już AI, jest to, że to będzie jakbyś całe życie żył ze starymi, którzy we wszystko się wtrącają, zawsze mają rację i wszystko wiedzą lepiej.
#przemysleniazdupy
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Drą japę żurawie. To oficjalne: #wiosna
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dobra, zamówiłam tą glinę rzeźbiarską. Człowiek bez sensu się czasami zastanawia całymi dniami nad wydaniem 20 zł żeby spróbować czegoś, na co ma ochotę. Skoro nasi przodkowie przez tysiące lat wypalali ceramikę, obywając się bez piecy elektrycznych, robiąc to po prostu w ogniskach, to ja nie dam rady? Z braku pogody eksperyment zostanie przeprowadzony w domowym kominku.
#diy
Zaloguj się aby komentować
Może jakieś dwa a może trzy tygodnie temu udało mi się wyjść ze świątecznego cugu jedzeniowo-słodyczowego. Najtrudniej jest zacząć, powstrzymywać się od grzebania po szafkach, parę dni trzeba przepękać, ale potem - jak to mawiają starzy ludzie na wsi "żołądek się kurczy" - apetyt się redukuje mocno - w zasadzie ostatnio jadam z obowiązku, a kolejne setki gramów lecą. Nie bez znaczenia jest tutaj powrót do starej pasji, która zajmuje mi każdą wolną chwilę w moim umyśle. 56,2 kg z powrotem na wadze, Planuję dobić w tym roku do 54 kg.
Myślę, że ten czas w roku to dobra pora na odchudzanie, rytm natury wydaje się sprzyjać. Nawet koty chudną na wiosnę i nie można tego wytłumaczyć większą ilością ruchu - ponieważ dużo mniej jedzenia jest zjadane z misek, widać że mają dużo mniejszy apetyt.
#dieta #odchudzanie #przemysleniazdupy
Zaloguj się aby komentować
Zastanawiacie się, ile można rozpierdalać na koraliki?
Właśnie podliczyłam wszystkie zakupy i dobiłam do tysiaka
A to wszystko skromnie, oszczędnie i przemyślanie, nie kupowałam wszystkiego, co wpadło mi w oko.
Połowa tego już zwrócona, a jadą/już doszły materiały na jakieś kolejne osiem naszyjników.
#diy

Zaloguj się aby komentować
Pytacie o zdjęcia, jednak z oczywistych względów wrzucać tutaj nie będę. Aby dać jednak pogląd rzeczy, które nękają mój umysł niczym pierścień Saurona, może będę wrzucać tu fotki takich ładnych rzeczy, które mi się podobają, ale są poza moim zasięgiem. Poza moim zasięgiem, bo przekracza limit kwot, jakie rozsądek pozwala mi wydać na głupoty. Wpadła mi w oko taka oto kolia naturalnych turkusów. 430 USD z przesyłką to sporo, ale z drugiej strony równowartość pizdrykowatego, masowo wyrabianego złotego pierścionka z cyrkonią z Apartu, który trzeba oglądać pod lupą. Taka kolia natomiast jest niezwykle efektowna i jedyna w swoim rodzaju. Urozmaiciłabym to odrobiną dodatków w kolorze złota i obwiesiła się tymi kamlotami jak po⁎⁎⁎⁎na. Tylko w sumie nie wiadomo gdzie bym w tym wyszła
Można kupić niedrogo koraliki udające turkus - najczęściej sprzedawane kamienie jako "turkus" to barwiony na niebiesko howlit - ale to niestety nie jest to samo i różnicę widać gołym okiem.
#diy #hobby

Zaloguj się aby komentować
Czwarty naszyjnik poszedł w pół godziny od wystawienia. To strasznie miłe. Raz, że widać że moja twórczość się podoba, dwa, że z czystym sumieniem mogę oddawać się swojemu hobby, czyli crawlowaniu neta i zamawianiu kolejnych błyskotek.
#diy #hobby
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Czerwone korale, czerwone niczym wino
Prawie walentynkowy wpis wyszedł.
Ponieważ mam zwyczaj doktoryzować się z każdej dziedziny, której się tknę (dzięki temu jestem ekspertem od wszystkiego), zawsze - kupując jakiś surowiec do produkcji biżuterii - czytam dużo na jego temat, przeglądam różne oferty. Można powiedzieć, że rozwalam bez sensu kasę w sposób przemyślany.
Koral to materiał pozyskiwany ze szkieletów koralowców (organizmów morskich, tworzących rafy koralowe). Jest to głównie węglan wapnia (również główny składnik skał osadowych: wapień, kreda, marmur oraz muszli i skorupek). Z koralu wyrabiano "korale" - które to słowo oryginalnie określało właśnie naszyjniki z czerwonego koralowca - a później zostało rozszerzone (jak słowa pampers czy adidas) - na resztę naszyjników z innych materiałów.
Można kupić wiele koralików opisanych jaki "koral naturalny", zaczynając od tych, które w ogóle nim nie są - ponieważ jest to szkło albo barwiony kwarc. Dosyć łatwo je rozpoznać, bo brakuje im cech właściwych organizmom naturalnym, żywym - pewnych wzorów, nieregularności. Produkty produkowane maszynowo, nawet jeżeli są jakoś "randomizowane", mają zauważalną powtarzalność, kolory - co na przykład można też zobaczyć na różnego rodzaju płytkach imitujących stare cegły na ścianę.
W biżuterii też można sformułować "teorię podkowy" - idealna gładkość, równość i kolorystyka charakteryzuje zarówno najwyższej jakości wyroby z surowca naturalnego (np. kolia pereł, które kompletowane są pod względem idealnego kształtu, koloru i wielkości, nierzadko latami), jak też najtańsze, powtarzalnie produkowane wyroby przemysłowe. Kolia z elementami o idealnym kolorze i kształcie na szyi gwiazdy, milionerki czy członka rodziny królewskiej będzie wyglądała jak jak miliony dolarów, chowane na noc do sejfu. Kolia z elementami o idealnym kolorze i kształcie na szyi Grażynki spod Kalisza będzie wyglądała jak szklane koraliki z Chin kupione na straganie nad morzem ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Oczywiście to kwestia gustu i opinii. Imitacje potrafią dziś być naprawdę ładne. Jak coś jest ładne i prawidłowo oznaczone jako imitacja, to nie mam nic przeciwko per se. Osobiście uważam, że warto postawić na naturalne materiały z widocznymi mniej lub bardziej niedoskonałościami. Z jednej strony widać, że jest to fajny, naturalny materiał, a nie masowy wyrób z fabryki, z drugiej strony - przez te niedoskonałości nie jest to aż tak drogi, żeby nie mógł sobie pozwolić na niego przeciętny człowiek. A po trzecie, wygląda to moim zdaniem bardziej ciekawie.
Znakomita większość "korala naturalnego" dostępnego na rynku, będące faktycznie koralem naturalnym - czyli szkieletem koralowców, to surowiec pozyskany z koralowców nieszlachetnych z rodziny Isididae (koral bambusowy). Jest to surowiec bardziej pospolity, a co za tym idzie sporo tańszy od korala szlachetnego. Ponieważ jego naturalna barwa jest jasna, jest zazwyczaj barwiony na czerwono. Jego kształty, struktura oraz odcienie kolorystyczne na pierwszy rzut oka wskazują na to, że mamy do czynienia z materiałem naturalnym. Widoczne są charakterystyczne prążki (podobne jak słoje w drewnie), zanieczyszczenia, wytrącenia, dziurki.
Na samym końcu (last but not least) jest koral szlachetny (koralowce z rodziny Corallium). Materiał ten posiada naturalne kolory czerwieni (nie wymaga barwienia). Jako, że był od zawsze cenionym materiałem jubilerskim, rabunkowa eksploatacja jego stanowisk doprowadziła do tego, że jest zagrożony wyginięciem. Pozyskiwanie i obrót nim jest ściśle kontrolowany, przez co jest dużo trudniej dostępny i dużo droższy. Do tego materiału nie robiłam nawet podjazdu - po pierwsze, ze względu na cenę (czterocyfrowe kwoty) - to nie moja liga, po drugie - nie miałam nigdy w ręku i nie miałabym pewności, czy faktycznie kupuję właśnie ten prawdziwy i nie przepłacam za tańszą imitację z innego gatunku. Po trzecie, jakoś mam opory przed kupowaniem materiałów z organizmów zagrożonych wyginięciem.
Choć popularne w polskich strojach ludowych, prawdziwe korale - tak jak dzisiaj - zawsze były kosztowne, dlatego też pozwolić sobie mogli na nie jedynie najbogatsi gospodarze. Były lokatą kapitału, wianem, majątkiem przekazywanym z matki na córkę. Kilka sznurów prawdziwych korali manifestowało zamożność gospodyni. Biedniejsi zadowalali się drewnianymi koralami, farbowanymi na czerwony kolor.
#ciekawostki #bizuteria





@MementoMori Zdrowa dziewucha, żona Stanisława Wyspiańskiego, co ci się nie podoba?
https://www.historiaposzukaj.pl/wiedza,osoby,1039,osoba_teodora_wyspianska.html
Zaloguj się aby komentować





