Ale mi się dzisiaj udało towarzystwo, jak czekałem na rozpoczęcie pracy.
O ile dobrze widzę, to szczygły , które dziabają sobie nasiona mniszka lekarskiego. XD
Wiem, że to nic, a mnie cieszy. XD
#smiesznypiesek #ptaki #natura
Kręcone telefonem.

Tak naprawdę to jeste Samiec DROZDA
Ale mi się dzisiaj udało towarzystwo, jak czekałem na rozpoczęcie pracy.
O ile dobrze widzę, to szczygły , które dziabają sobie nasiona mniszka lekarskiego. XD
Wiem, że to nic, a mnie cieszy. XD
#smiesznypiesek #ptaki #natura
Kręcone telefonem.
Zaloguj się aby komentować
#dziendobry #perypetiedziwena ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#heheszki #memy

Zaloguj się aby komentować
662 + 1 = 663
Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej
Autor: Barbara Demick
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 10/10
Są takie książki, które trudno ocenić na coś poniżej 10 - i dla mnie ten reportaż jest właśnie takim przypadkiem. Jasne, rozumiem, że dla wielu osób uczciwa ocena pewnie oscylowałaby gdzieś między 7 a 9, ale u mnie to pełna dycha. Po prostu nie widzę tu wad.
Reportaż autorstwa Barbary Demick wyróżnia się przede wszystkim tym, czego w nim nie ma. Autorka nie przerysowuje opisów, nie gra na emocjach i - co najważniejsze - nie narzuca czytelnikowi swoich przemyśleń. Oddaje głos bohaterom i robi to w sposób zaskakująco uporządkowany. Chronologia jest tutaj ogromnym plusem - czas płynie gdzieś w tle, a kolejne wydarzenia układają się naturalnie, bez chaosu, który często pojawia się w reportażach opartych na wielu perspektywach. Nie da się tu zgubić, ani razu.
Warto tu dodać, że z książki jasno wynika, że temu, co widzą turyści, najprawdopodobniej nie warto ufać, bo sceny i miejsca celowo mają być inscenizacją, nawet w obecnych czasach. Oszustwem, które zamazuje prawdę.
Dużym atutem jest też dobór bohaterów. Demick opisuje osoby, które bardzo się od siebie różnią - zarówno pod względem pochodzenia, jak i stosunku do systemu. Są tu ludzie całkowicie wierni władzy, są ci obojętni i są też tacy, którzy od początku czują, że coś jest nie tak. Dzięki temu obraz Korei Północnej nie jest jednowymiarowy - przeciwnie, wydaje się przez to bardziej wiarygodny i pełny.
Nie ukrywam, że na początku miałem pewne obawy. Wątek miłosny młodych ludzi z różnych warstw społecznych brzmiał jak coś, co może niepotrzebnie rozmiękczyć całość. Jun-sang, z był z bardziej uprzywilejowanej rodziny, a Mi-ran, jest córką byłego jeńca wojennego z Korei Południowej. Przez system songbun była z góry skazana na niższy status społeczny, o czym przez dłuższy czas nawet nie wiedziała. Ten motyw okazuje się jednak tylko delikatnym wstępem - tłem dla wydarzeń, które naprawdę definiują tę książkę.
Bo prawdziwy ciężar zaczyna się wraz z opisem wielkiego głodu z lat 1995–1999. To jeden z najmocniejszych fragmentów reportażu. Głód, który według różnych szacunków pochłonął setki tysięcy, a być może nawet miliony istnień, nie jest tu przedstawiony jako abstrakcyjna katastrofa, tylko jako codzienność zwykłych ludzi - efekt polityki reżimu Kimów i efekt ich rządów.
Opisy bywają mocne, momentami bardzo mocne. Ja już nie jestem szczególnie wrażliwy na takie rzeczy, ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób będą trudne do zniesienia. Dzieci umierające w szpitalach, karmione trawą, czy topienie psa w garnku, to te lżejsze, co daje pewien obraz, czego można się tu spodziewać.
Jeden z tych rozdziałów, które szczególnie zapadły mi w pamięć, to: „Najpierw umierają ludzie dobrzy”. Pada tam to tytułowe zdanie, które właściwie podsumowuje cały ten okres. Pani Song, przez lata wierna systemowi i propagandzie, przyznaje, że każdy, kto przetrwał, ma coś na sumieniu. Że dobrzy ludzie umarli jako pierwsi. Zostali ci, którzy robili rzeczy, do których nie chcieliby się przyznać.
To jednak nie jest tylko historia o przetrwaniu, odkrywaniu prawdy i ucieczce. To także opowieść o tym, co dzieje się później. O życiu po ucieczce, głównie w Korei Południowej, i o tym, jak różnie bohaterowie radzą sobie w zupełnie nowej rzeczywistości. Co ciekawe ci, którzy od początku byli przeciwko systemowi, wcale nie odnajdują się najlepiej.
Warto dodać, że książka nie zatrzymuje się na or dacie pierwszego wydania. Zależnie od tego, jaką upolujecie, na końcu dostaniecie dodatkowe informacje "co było potem". Jest to trochę streszczone, ale dobrze, że się pojawia.
Mógłbym pisać dalej o tym, jak dobra jest to książka, ale prawda jest taka, że i tak mało kto dotrwałby do końca tej recenzji. Dlatego zakończę inaczej - zostawiając was z dłuższym cytatem o dr Kim i tym, co odkryła podczas swojej ucieczki.
Nie chciała zatrzymywać się na odpoczynek – bała się, że zamarznie – ale czuła, że opada z sił. Nie mając wyboru, postanowiła zaryzykować i zwrócić się o pomoc we wsi.
Do gospodarstw prowadziła polna droga. Większość domów otaczały ogrodzenia z metalowymi furtkami. Jedna z nich nie była zamknięta na klucz. Popchnęła ją i zajrzała na podwórko. Na ziemi stała metalowa miseczka z jedzeniem. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła w niej biały ryż ze skrawkami mięsa.
Doktor Kim nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała miskę czystego, białego ryżu. Co tu robi ta miska, dlaczego stoi na ziemi? Domyśliła się i prawie jednocześnie usłyszała szczekanie.
Aż do tej chwili łudziła się nadzieją, że Chiny okażą się równie biedne jak Korea Północna. Wciąż chciała wierzyć, że jej kraj jest najlepszy na świecie. Że potwierdzi się to wszystko, w co wierzyła przez całe życie. Ale teraz nie mogła już zaprzeczyć temu, co zobaczyła na własne oczy: chińskie psy jadają lepiej niż lekarze w Korei Północnej.
#bookmeter
> #dziwensieodchamia
#ksiazki #czytajzhejto #koreapolnocna #azja

Zaloguj się aby komentować
Ciul, pewnie nikt nie zobaczy, bo nocny drop, ale nie chce mi się jutro myśleć o wrzucaniu. I tak mam do zrobienia kolejny wpis na bookmeterze. xD
Przed państwem bardzo profesjonalny teledysk stworzony przez mua, bardzo profesjonalnie. Większość tekstu napisała @Kaligula_Minus o TUTAJ i o TUTAJ, jako wierszyki opowiadające co się dzieje na rysunku, który macie TUTAJ. Ja to tylko obrobiłem, dodałem refren i ogarnąłem w SUNO. xD
W sumie ponad 70 ręcznie rysowanych warstw i stanowczo za dużo przepalonego czasu w edytorze video, który na pewnym etapie zaczął się ciąć. xD
GOŚCINNY WYSTĘP ZALICZYLI: @owczareknietrzymryjski @Wrzoo @Rozpierpapierduchacz @pingWIN @bojowonastawionaowca @zomers @sireplama @ErwinoRommelo @KatieWee @parabole @LeniwaPanda a gnieciony był @rith
#perypetiedziwena #zafirewallem #czerstwyhumor #hejtomeme #narysunki

Zaloguj się aby komentować
657 + 1 = 658
Tytuł: Chrzest Ognia
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Na ten moment Chrzest Ognia to dla mnie najlepszy tom serii, choć jak wiecie, zostało ich kilka do końca i może coś tu się zmieni. Nie mam do czego się przyczepić, dlatego napiszę pewnie tylko o tym, co mi się najbardziej podobało - wszystko. Koniec recenzji. Tak naprawdę to nie. W sensie coś napiszę, ale odpowiedzią pozostaje: "wszystko". xD
Ci, którzy mówili, że ten tom bardziej mi podejdzie, bo jest tu więcej Geralta - mieli rację. Nie chodzi tylko o to, że „dużo Geralta = z automatu lepsza ocena”. Bardziej o to, że to jest historia o kryzysach i największy dosięga właśnie naszego wiedźmina. Każda z ważniejszych postaci przechodzi tu swój własny chrzest ognia. Jedni dopiero wchodzą w ten proces, inni są już w jego trakcie, nie wszyscy wyjdą z tego w całości. I właśnie obserwowanie tego jest najmocniejszym punktem książki.
Nie ma tu wielu wielkich, epickich pojedynków (poza końcówką i kilkoma mniejszymi walkami z losowymi żołnierzami), ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Znowu dostajemy motyw podróży - i to jest coś, co w Wiedźminie kupuję za każdym razem. Nie wiem, czemu aż tak dobrze to działa. Może przez ekipę, jaką zawsze przy takich okazjach dostajemy. Krasnoludy robią robotę jak zwykle, a tutaj dochodzi jeszcze Regis - którego po prostu uwielbiam. Wcześniej z gry, teraz oficjalnie też z książki.
Zaskoczyło mnie też to, jak bardzo podoba mi się wątek Dijkstry, choć tu chyba dość skromnie opisany. Nie dlatego, że mu kibicuję - wręcz przeciwnie. Po prostu lubię jego opanowanie i sposób, w jaki podchodzi do swojej roli. Jest w tym jakaś chłodna konsekwencja, która dobrze kontrastuje z resztą wydarzeń.
Nie podoba mi się natomiast wątek Szczurów i to, co dzieje się z Ciri - ale mam wrażenie, że dokładnie o to chodziło Sapkowskiemu. To ma uwierać. I szczerze mówiąc - jeśli dojdzie do spotkania z Bonhartem, to nie widzę tu miejsca na współczucie dla tej grupy.
No i jestem bardzo ciekawy, co dalej z Milvą, zwłaszcza po wydarzeniach spod mostu. Sapkowski moim zdaniem umiał całkiem dobrze opisywać traumy i trudne dylematy innych postaci, więc pewnie dał jej fajną historię w kolejnym tomie.
W razie czego tu macie link do mojej poprzedniej recenzji, czyli tomu 2. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Stefek mnie często inspiruje tymi wrzutkami w Redakcji, a w tym przypadku no musiałem to przerobić. XD
Ziomeczki mają średni okres, to może ktoś poratuje ciepłym słowem.
#perypetiedziwena #memy #hejtomeme #czerstwyhumor @Rozpierpapierduchacz @pingWIN

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Cóż. Miałem ciśnienie na próbę czegoś nowego i wyszło to. Jak wiecie, ja najczęściej nie rysuję bez obrysów, bo to do tego to trzeba mieć dobrego skilla, co widać po grafice tej edycji - że go nie mam. Tu spróbowałem pierwszy raz zarysować szczegóły za pomocą mniej kontrastujących linii.
Jako, że #kacikmelomana nie miał swojej grafiki, to pomyślałem, że coś skrobnę przy okazji. Zostawiłem też miejsce dla @LeniwaPanda , żebyś mógł sobie uzupełniać na szybko temat obecnej edycji. O ile w ogóle ci się spodoba takie coś. xD
#dziwenrysuje #perypetiedziwena #tworczoscwlasna
Poza konkursem, bo i tak jako organizator nie liczę się w zawodach.


Zaloguj się aby komentować
Bestia wyszła na żer. Żaden, powtarzam, żaden mniszek lekarski nie ostanie się na ziemi, tej Ziemi. XD
Od biedy będzie koniczyna. XD
Jakby ktoś się zastanawiał co się robi z takimi żółwiami, jak jest zimno, to odpowiadam. Tworzy się piwniczaki. Tak, wrzucasz do piwnicy, przysypujesz jesiennymi liśćmi i ziomeczki sobie śpią do kilku miesięcy. Jak jest zimno losowo lub pada deszcz, to do pudełka. Ten na zdjęciach to mój ulubieniec (mamy 2). Bardzo nieśmiała bestia, ale chyba poznaje swoich. No mnie czasem. Zna mnie od 6 lat, a ma w okolicy 20. Może więcej. Nie ma pewności niestety.
#smiesznypiesek > #zolwiedziwena < #zolwie #zwierzaczki




Zaloguj się aby komentować
639 + 1 = 640
Tytuł: Czas Pogardy
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.
„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.
Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.
Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.
Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Hm. XD
Uznałem, że przy recenzjach zostanę przy innych postaciach, bo tego Gonu to na ten moment tyle, co kot napłakał w książkach. No ale zmarnować się nie mogło. XD
#perypetiedziwena #czerstwyhumor #wiedzmin #dziwenrysuje @ErwinoRommelo

Zaloguj się aby komentować
628 + 1 = 629
Tytuł: Krew Elfów
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD
Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.
Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.
Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.
Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.
Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.
Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD
– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.
Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Ja się ogólnie zgadzam z tym że ból d⁎⁎y z powodu Ciri w W4 jest śmieszny, ale akurat argument z cytatu łatwo odbić. Pobawię się w adwokata diabła :P
– Znak Aard – stwierdziła spokojnie. – Chciałeś mi zaimponować? Za pomocą takiego samego gestu , wzmocnionego koncentracją, wysiłkiem woli i zaklęciem, mogę za chwilę wyrzucić polana przez komin, tak wysoko, że będziesz myślał, że to gwiazdy. – Ty możesz – przyznał. – Ale Ciri nie. Nie jest w stanie złożyć Znaku Aard. Ani jakiegokolwiek innego. Próbowała setki razy i nic. A sama wiesz, że do naszych Znaków wystarcza minimum zdolności. A zatem Ciri nie ma nawet minimum.
Zaloguj się aby komentować
626 + 1 = 627
Tytuł: Miecz Przeznaczenia
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 9/10
Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.
Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.
Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.
A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.
Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

- Dlaczego więc twoje oczy pełne są strachu, Geralcie z Rivii? Twoje ręce drżą, jesteś blady. Dlaczego? Aż tak bardzo boisz się ostatniego, czternastego imienia, wykutego na obelisku? Jeśli chcesz, powiem ci, jak brzmi to imię.
- Nie musisz. Wiem, jakie to imię. Krąg się zamyka, wąż zatapia zęby we własnym ogonie. Tak być musi. Ty i to imię. I kwiaty. Dla niej i dla ciebie. Czternaste imię wykute w kamieniu, imię, które wymawiałem w środku nocy i w blasku słońca, w mróz, upał i deszcz. Nie, nie boję się wymówić go teraz.
- Wymów je zatem.
- Yennefer... Yennefer z Vengerbergu.
- A kwiaty są dla mnie.
Skończmy z tym - powiedział z wysiłkiem. - Weź... Weź mnie za rękę.
Wstała, zbliżyła się, poczuł bijący od niej chłód, ostre, przenikliwe zimno.
- Nie dziś - powiedziała. - Kiedyś, tak. Ale nie dziś.
- Zabrałaś mi wszystko...
- Nie - przerwała. - Ja niczego nie zabieram. Ja tylko biorę za rękę. Po to, by nikt nie był wówczas sam. Sam we mgle...
Dorosły człowiek, piąta dekada życia, czytałem te opowiadania naście razy, kilka razy słuchałem. Dalej jak czytam potrafią mnie brać dreszcze.
Zaloguj się aby komentować
625 + 1 = 626
Tytuł: Ostatnie Życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 7.5/10
Nie jest to moje pierwsze podejście do Wiedźmina, ale muszę się przyznać, że mimo przejścia gier po kilka razy, w przypadku książek zawsze kończyłem w okolicy połowy "Ostatniego Życzenia". Nie dlatego, że to słabe opowieści, a raczej ze względu na własną ułomność lat młodzieńczych. Teraz to zmieniam, a przynajmniej się staram korzystać, mając sporo czasu w pracy.
W przypadku tego zbioru opowiadań mam pewien problem z oceną, bo większość już znałem i to w miarę dobrze. To siłą rzeczy u mnie prywatnie trochę ujmuje tego efektu świeżości. No ale jest klimat i to całkiem dobry start serii. To, co bardzo mi się podoba w tych pierwszych dwóch książkach, jest podzielenie ich na osobne opowieści. Trochę to daje takie wrażenie misji w grach i motywuje do kończenia ich jednym ciągiem. Wiadomo, to są opowiadania z fantastyki, więc taka forma była wymuszona. I dobrze.
W kwestii ulubionych opowiadań chyba najlepsze dla mnie to Mniejsze Zło i Wiedźmin, choć każde ma coś w sobie.
Świat wykreowany przez Sapkowskiego ma to coś i ten zbiór dał dobre ku temu podwaliny.
Swoją drogą ten audiobook, jaki wydała SuperNOWA to absolutna klasa światowa. W skali do 10, u mnie ma jakieś 15. xD
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
@deafone pozwoliłem sobie poprawić TEGO mema. Mea culpa. XD
#heheszki #humorobrazkowy #czerstwyhumor

Zaloguj się aby komentować
Czas rozpocząć 6 edycję prestiżowej zabawy
Bonusy są dodatkiem dla chętnych, gdyby samo zadanie główne było dla nich zbyt łatwe. Można wybrać dowolny z nich.
Zwycięży osoba, która będzie mieć najwięcej komentarzy pod swoim rysunkiem. Remisy rozstrzygną piorunki i kolejność zgłoszenia. Tym razem dam wam dwa tygodnie i zamkniemy sobie edycję 26 kwietnia 2026. Dlatego zachęcam do spróbowania kilku opcji i dodania kilku wpisów. Może jeden z czymś mniej ambitnym na szybko, w bardziej śmieszkowej formie i jeden, który da pole do dłuższej pracy i treningu. Zwłaszcza jakby wiązał się z zabraniem notesu i ołówka w teren.
Organizator wygrać nie może. Osoba, która wygra, wybierze dla nas temat do kolejnej edycji.
Prace wrzucacie w dowolnej formie pod tagiem #narysunki i w społeczności Pracownia "SPECJALNEJ TROSKI". Tak jak zawsze, nie używamy tu AI do rysunku. To wy macie ćwiczyć łapki.
W razie czego, gdyby ktoś miał problemy, zawsze można znaleźć sobie jakiś prosty poradnik, np. szukając TUTAJ .
Lub coś bardziej wymagającego można znaleźć TUTAJ .
W przypadku technik malarskich najlepszy pozostaje YouTube. Jak chcecie wiedzieć czego unikać na początku swojej drogi, polecam kanał Artwod zwłaszcza jego serię recenzji rysowniczych tutoriali. Tam ogląda te dostępne na YouTube, umiera w środku, ale pokazuje, czego nie warto robić i jak faktycznie podejść do problemu, zamiast tego, co pokazała inna osoba.
W przypadku technik malarskich najlepszy pozostaje YouTube.
POWODZENIA!
#tworczoscwlasna #rysunek #malarstwo #pixelart

Zaloguj się aby komentować
Artykuł trochę pisany pod siebie, bo słynę ze sklerozy w takich tematach, a potem muszę się przekopywać przez temat ponownie na nowych urządzeniach i tracić czas. Dzisiaj opiszę proces dodawania miernika do gier, głównie odpalanych przez Steam, wliczając w to te działające z pomocą Protona. Jak ktoś ma starszego laptopa i nawet stare gry potrafią - ciul wie czemu - działać jak pralka frania z wrzuconą cegłą do bębna, ten poradnik może wam się przydać. Użyjemy programu MangoHud, który przypomina te wszystkie mierniki obciążenia w grach, jak MSI Afterburner, ale ma coś, czego próżno szukać pod Windowsem, bez grzebania w ustawieniach karty...
BONUSOWE #perypetiedziwena których sponsorami zostali... O kurde. Administratorzy? Serio, tu pisze @ebe i @kris . Hm. O @entropy_ też jest z jakiegoś powodu. Dziwne... Ale zapraszam! XD
#czerstwyhumor #hejtomeme #hejto #heheszki



Zaloguj się aby komentować
#perypetiedziwena i tym razem mocno #hejto i #hejtomeme . #czerstwyhumor też. Jak zwykle. @entropy_ i jak tam? Jak się trzymasz? XD



Zaloguj się aby komentować
576 + 1 = 577
Tytuł: Rozpad umysłu. Biografia schizofrenii
Autor: Jeffrey Alan Lieberman
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: audiobook
Długość: 20h
Ocena: 8/10
Rozpad umysłu to jedna z tych książek, które otwierają oczy. O schizofrenii słyszał pewnie każdy, ale czy faktycznie rozumiemy, czym ona jest? Czy potrafimy wyjść poza stereotyp? Czy wiemy, jak wygląda życie z tą chorobą i co realnie można zrobić, żeby pomóc? Tu dostajemy wszystko, co warto wiedzieć.
Kompletnie nie spodziewałem się aż tak dobrego tytułu. Całkiem niedawno skończyłem „Czarną owcę medycyny” i tam wszystko było raczej powierzchowne - dobrze opisane, dobry wstęp do psychiatrii, ale brakowało pogłębienia. Tutaj początek trochę przypomina tamtą książkę - dostajemy historię egzorcyzmów, rys historyczny od starożytnej Grecji, przegląd dawnych metod leczenia i znanych postaci, których zachowanie można by dziś interpretować przez pryzmat schizofrenii. No i dość gruba powtórka z "Czarnej owcy", tylko podana z troszkę innej perspektywy. Miejscami serio myślałem, że mam odpaloną poprzednią książkę.
Ale potem zaczyna się właściwa część - i to ona robi całą robotę. Jeffrey A. Lieberman przechodzi od historii do konkretu: pokazuje, czym schizofrenia jest jako choroba, jak ją rozumiemy dzisiaj i jak bardzo to rozumienie zmieniało się na przestrzeni lat. Dużo miejsca poświęca temu, jak powstawały kolejne leki przeciwpsychotyczne - od tych pierwszych, dość prymitywnych i obciążających pacjentów skutkami ubocznymi, po nowocześniejsze terapie. Bardzo dobrze widać, że to nie jest zamknięty temat, tylko coś, co nadal się rozwija i wciąż ma potencjał do dalszych usprawnień. Może nawet prewencji.
Szczególnie mocne jest to, jak książka pokazuje ludzi - nie tylko chorobę. Historie pacjentów są tu kluczowe: jedni nigdy nie dostali pomocy, inni trafili na system, który ich zawiódł, a jeszcze inni - przy odpowiednim leczeniu i wsparciu - potrafili wrócić do całkiem normalnego życia.
Dużym plusem jest też to, że autor nie unika trudnych tematów. Historia psychiatrii, szczególnie w kontekście schizofrenii, to nie tylko rozwój nauki, ale też ogrom błędów, nadużyć i zwykłego okrucieństwa - od zamykania ludzi w instytucjach bez realnej pomocy, po eksperymenty i terapie, które dziś trudno sobie wyobrazić. Nie wspominając o rasizmie. To wszystko tu jest i nie jest wybielane.
Jednocześnie książka mocno osadzona jest w realiach amerykańskich. System „opieki zdrowotnej” w USA, problemy z dostępem do leczenia, kwestie bezdomności czy funkcjonowania osób chorych w społeczeństwie - to wszystko jest bardzo konkretne, ale też momentami trudne do przełożenia na europejskie realia. Nie wiem, czy to wada, bo to naturalna perspektywa autora, ale chwilami brakowało mi szerszego, bardziej międzynarodowego spojrzenia. Ono tu jest, ale ograniczone.
Nie będę ukrywał - zdarzały się momenty frustracji. Niektóre dygresje wydawały mi się zbędne i wybijały z rytmu. Ale kiedy książka wraca na właściwe tory, bardzo szybko to rekompensuje. Zwłaszcza wtedy, gdy skupia się na konkretnych przypadkach i pokazuje, jak cienka bywa granica między funkcjonowaniem a całkowitym rozpadem życia.
Po ukończeniu trudno też nie zacząć myśleć o własnych doświadczeniach. W moim przypadku wróciły wspomnienia osoby, którą znałem - kogoś, kto pasował do wielu opisów z tej książki, ale jednocześnie ukrywał ważne rzeczy przed psychiatrą z obawy przed etykietką „wariata”. Po 20 latach bez kontaktu, mogę tylko mieć nadzieję, że o ile to była schizofrenia, ta osoba znalazła sposób, by się otworzyć.
Rozpad umysłu to nie jest książka idealna, ale jest bardzo potrzebna. Nie umiem jej bardziej polecić. Dostaje DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI
#bookmeter #ksiazki
> #dziwensieodchamia <
#psychiatria #schizofrenia

Zaloguj się aby komentować