Zdjęcie w tle

DexterFromLab

Gruba ryba
  • 392wpisów
  • 5900komentarzy

Widzę tu coraz więcej wpisów o szukaniu pracy, o frustracji, o 300 osobach na jedno ogłoszenie. I chcę wam powiedzieć jedno: to nie jest wasza wina. Rynek jest obiektywnie zepsuty.

Ofert pracy w Polsce jest najniżej od 15 lat — 26 tysięcy miesięcznie wobec 88 tysięcy rok wcześniej. Europejski przemysł się sypie sektor po sektorze: automotive, stal, chemia, budownictwo. Nasi główni klienci — Niemcy — są w trzecim roku recesji. Do tego wojny handlowe, koniec taniej energii i cały region związany wojną na Ukrainie.

A za co "rośnie" PKB? Za pożyczki i sektor wojskowy. Polska ma najwyższy deficyt w UE — ponad 6% PKB. Wydajemy 5% PKB na obronność. To jest ekonomia zbitej szyby — szklarz zarabia, ale nikt nie pyta co można by kupić gdyby szyba była cała.

Pierwszy prognostyk poprawy? Koniec wojny na Ukrainie. Od tego momentu region zacznie odzyskiwać siłę. Jeśli wojna się skończy w tym roku, to do stanu z 2019 wracamy mniej więcej w 2032. A jeśli wszystko pójdzie dobrze — automatyzacja, AI, 4-dniowy tydzień pracy, realna poprawa jakości życia — to perspektywa 15 lat, nie 5.

Co z tym zrobić? Nie powiem wam co robić. Ale powiem co ja robię: będę się przekwalifikowywał jeśli trzeba, pracował za mniejszą stawkę jeśli trzeba, ale nie będę się przejmował ponad miarę. Trzeba mieć co włożyć do gara i za co opłacić rachunki. Resztę ogarniemy. Życie jest za krótkie żeby je poświęcać na panikę.

Trzymajcie się tam. Nie jesteście sami i nie jesteście leniwi. Czasy są po prostu ciężkie.

#rozkminy #feels #rynekpracy

Zaloguj się aby komentować

Moja rodzina jest z repatriantów z Galicji. Prababcia nie umiała czytać po polsku jak przyjechała do Polski. Pradziadek to był gość co budował i tracił majątki na dwóch kontynentach – Stany, Serbia, Polska. Nie mógł usiedzieć na miejscu. Ciekawa osobowość, ponoć miotało nim po świecie.

I była taka kobieta. Nauczycielka w szkole podstawowej. Mąż oficer, zginął w obronie przed Niemcami. Mogła się załamać. Zamiast tego przyszła do mojej rodziny i zaczęła uczyć. Za darmo. Bo widziała potrzebę.

Nauczyła prababcię czytać. Potem widziała że babcia ma problem z nauką – usiadła z babcią. Potem z wujkiem. Potem z moim ojcem. Przychodziła do domu, żelazna dyscyplina, godziny nad książkami. Cztery pokolenia jednej rodziny przeszły przez jej ręce. Stawaliśmy przed nią ze spuszczoną głową. Babcia mówiła „tak trzeba". I miała rację.

Ojciec maturę zdał dopiero jak ja byłem w szkole. W wojsku wymusili. Siedział całe wieczory i próbował zapamiętywać rzeczy które nie chciały wejść do głowy. Angielski szedł mu ciężko. Przeżywał że nie umie się uczyć jak koledzy. A potem ode mnie wymagał dużo. Bo znał tylko jedną drogę – siłą woli, więcej wysiłku, nie odpuszczaj. Tę drogę dostał od niej.

Mnie też próbowała uczyć. Zanim zacząłem szkołę. Pamiętam że to było dość traumatyczne przeżycie. Kazała siedzieć nad książką i uczyła literek. Mama się przestraszyła i mnie zabrała. Ale ta kobieta wiedziała co robi. Znała nas lepiej niż my sami.

Ja miałem dwójki z dyktand. Całe dzieciństwo. Nieważne ile godzin siedziałem nad zeszytami. Imion nie zapamiętywałem, dat nie zapamiętywałem, miesięcy po kolei nauczyłem się jak miałem dwadzieścia lat. Z historii co najwyżej trójka – rozumiałem wszystko ale nie mogłem zapamiętać kto kiedy i gdzie. Szkoła miała mnie za lenia. A ja po prostu miałem inaczej działający mózg. Nikt tego wtedy nie wiedział.

Teraz wiem że to ADHD. Pamięć robocza na minusie, ale jak mnie coś wciągnie to w jeden dzień robię to co inni w tydzień. Buduję systemy automatyzacji w pracy, ogarniam rzeczy które wymagają głębokiego myślenia. Ale zapamiętać numer telefonu albo imię nowo poznanej osoby? Tragedia. Musiałem mieć imię żony zapisane na kartce i przypominać sobie przed spotkaniem bo nie znałem nikogo z takim imieniem i nie miałem z czym skojarzyć.

Ojciec miał to samo. Pradziadek pewnie też – to się dziedzczy. Babka Śmietankowa nie znała słowa ADHD ale widziała ten wzorzec wracający z pokolenia na pokolenie. Robiła jedyne co umiała – wbijała dyscyplinę siłą, bo innej metody wtedy nie było.

Teraz patrzę na swoje dziecko i widzę to samo. Tylko że moja córka nie będzie musiała przez to przechodzić w ciemno jak ja, ojciec, babcia i wszyscy przed nami. Bo ja jestem pierwszy w tej linii który rozumie co to jest.

Nie znam imienia tej nauczycielki. Mówiliśmy na nią Babka Śmietankowa. Każde pokolenie mojej rodziny dodało coś od siebie. Pradziadek miał ten gen i wolność. Babka Śmietankowa dodała dyscyplinę. Ojciec przekazał siłę woli. Ja dodaję zrozumienie.

Dobra robota, Babko Śmietankowa.


#feels

Zaloguj się aby komentować

Hej hej. U mnie tyle się działo, że nawet nie wiem jak to wszystko opisać. Najpierw biłem się z myślami. Że nie potrzebuję wcale dużo zarabiać. Że mogę poszukać takiej pracy, która będzie dla mnie lżejsza. Że mogę założyć firmę i na B2B pracować i będzie spoko. A spróbuję też uruchomić własny projekt – jestem w trakcie, ale powoli już od dłuższego czasu coś tam sobie czasem dłubię. I jak już w końcu uspokoiłem myśli, przestałem w głowie mielić scenariusze i pogodziłem się z tym co będzie, ułożyłem plan – to wszystkie plany wzięły w łeb. Ale wyjaśnię po kolei.

Miałem zamiar rzucić wypowiedzenie od razu pierwszego dnia, jak tylko pojawię się w biurze. Miałem taki plan, że po prostu walnę wszystko i się zwolnię, i wcale tego nie ukrywałem. L4 też nie miałem zamiaru przeciągać w nieskończoność. Po prostu lekarz powie że wystarczy i można wracać, wracam i rzucam papier. Mam jeszcze 3 miesiące wypowiedzenia... Jakoś dam radę.

No i dzwonią do mnie z pracy. Szef mówi, że jest restrukturyzacja i że mogą mi zmienić stanowisko. Wiem na jakie, wiem co miałbym robić, wiem z kim miałbym pracować. Znam tych ludzi, z którymi miałbym być w zespole, i znam gościa, który miałby być moim kierownikiem – próbował bezskutecznie ściągnąć mnie do siebie od dłuższego czasu. I tamta robota jest dużo lepsza. Szczerze – dokładnie wiem czym miałbym się zajmować i leży mi to.

Zgodziłem się na rozmowę – jestem na L4, mogę się zgodzić, ale to zależy ode mnie czy chcę. Zadzwonił kierownik. Jasno powiedziałem mu o swoich planach, bez żadnego szantażu, bo dla mnie to gra o zerową stawkę – chcę odejść i nie mam nic do stracenia. A szczerość to luksus, na który rzadko można sobie pozwolić, a ja nie lubię tych korpo gierek, więc otwarcie mówię co myślę i co czuję. To jest mało profesjonalne, ale traktuję to jako element swojej osobowości i rozumiem cenę, jaką za to płacę i co na tym zyskuję – więc mówię prawdę bez ogródek. Kiero stwierdza, że wszystko jasne, że tego się właśnie spodziewał. Ogólnie człowiek bardzo uprzejmy, miły i kulturalny, ale jednak manager w korporacji, który niestety dla mnie sumiennie wykonuje swoje obowiązki.

Później dzwoni do mnie ten drugi kiero, dokładnie 10 minut później. Konkretna propozycja – nowe obowiązki, nowe stanowisko, od pierwszego dnia jak tylko wrócę zaczynam pracę nad nowymi rzeczami, a to czego tak nie lubiłem odchodzi w niepamięć. Rzadkie spotkania po południu, jeśli już to nieregularne, albo może nawet wcale jak się uda. Miałem jeszcze jedno pytanie – 4/5 etatu, piątki wolne. Da się? Da się! Nie ma problemu. Mówię, że muszę skończyć rekonwalescencję. Odpowiada, że OK, poczekają. Że to co robiłem sam do tej pory jako pracę dodatkową, teraz będzie robiło kilka osób i będzie pełen etat tylko na to, bez zadań pobocznych.

Nie pozostaje mi nic, tylko się zgodzić. Dostałem wszystko czego mogłem chcieć. Wolne piątki, nowe zadania, nowy zespół, jedna strefa czasowa... W zasadzie myślałem, że puszczą mnie i nasza wspólna historia się skończy. A jednak nie. Tak, wiem – mają swoje za uszami. Ale szczerze powiedziawszy... Nie muszę się martwić, nie muszę szukać pracy. Mam wysokie wynagrodzenie – nie znajdę takiego nigdzie, na ten moment to prawie niemożliwe – i dostałem 4/5 etatu. I będę pracował z ludźmi, których znam i lubię. Więc problem sam się rozwiązał. Nie ma co się obrażać na życie za honor – po prostu biorę ten deal.

A mam jeszcze miesiąc wolnego od lekarza. Testuję te leki na ADHD, odpocznę jeszcze chwilę i zabieram się do roboty. Nie jestem jakimś tytanem pracy i gdyby życie było darmowe, to bym nie pracował. Sensu wielkiego poza wypłatą nie widzę, bo nie ratuję ludzkiego życia i nie pomagam ludziom jak lekarze, ratownicy, pielęgniarki czy strażacy. Ale to mój fach – to umiem robić i tak zarabiam na chleb. Więc tak, koledzy – zarobię na chleb. I będę robił to za co płacą, i zachowam balans między pracą a życiem. Ale jeszcze trochę – teraz jeszcze odpoczynek.

#wypaleniezawodowe

@DexterFromLab no i k⁎⁎wa BARDZO DOBRZE!

Bierzesz co chcesz i co Ci pasuje. Akurat jest po drodze z obecną firmą - to dobrze dla nich, bo Ty byś sobie poradził.

Przekroczyłeś pewną granicę, złamałeś blokady w samym sobie. Teraz to TY wyrażasz zgodę na warunki pracy, jak nie pasuje to "do widzenia"

Wszedłeś na wyższy etap, uwolniłeś umysł...

Pamiętaj o tym na co byłeś już gotowy i nie daj się zepchnąć, z powrotem do roli bezwolnego robotnika.

Szacun za decyzję o gotowość do jej realizacji. Zobacz, że samo to wystarczyło by poprawić Twoją sytuację.

Gratki.

Ja ogólnie przeszedłem na tryb zadaniowy i zgodnie z wytycznymi jakbym pracował to tygodniowo by to było może z 15 godzin.

Jak jest możliwość robię więcej za dodatkowe $ a mimo to śniadania jadam w domu.

Tak trzeba żyć

Zaloguj się aby komentować

Mam jedną pierdoloną schizofrenię — zaburzenia emocjonalne, proszę puść to na antenie.

Myślę, że wszyscy jesteśmy jedną świadomością. Uniwersalną. Dla całego wszechświata.

Jestem Bogiem — uświadom to sobie. Ty też jesteś Bogiem, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Albo nie chcesz wiedzieć.

Umysł jest twórcą iluzji, że każdy z nas ma swoje indywidualne życie. Tymczasem jedna prawdziwa świadomość w rzeczywistości doświadcza wszystkiego. Jednocześnie. Zawsze.


W bezsensie sens jest jedynym balansem.

Kiedy przestajemy istnieć jako istota, wracamy do jedności ukrytej w pustce i nieistnieniu. Nicość to potencjał bez formy — chaos, który ciągle rodzi się z niczego.

Przysięgam na ogon —

uwierzysz w co zechcę,

a poczujesz jeszcze od tych lepsze dreszcze.

#rozkminy

Zaloguj się aby komentować

Miałem dzisiaj rozmowę o pracę, wyszło przez przypadek, kolega podesłał ofertę. Ja patrzę za czymś na fragment etatu. Generalnie to odmówiłem dalszej rekrutacji. Jest pytanie o to czym zajmuje się poza pracą. Ale zapytałem jakiej odpowiedzi ona oczekuje? Pyta mnie o moje życie prywatne czy o co? xD

Ale swieżbiło mnie żeby odpowiedzieć że jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty, że tak kocham programować że już nie mogę się doczekać aż mnie zatrudnią bo tak bardzo kocham pracę w korporacji że już bym chciał napierdalać dla nich nadgodziny xD


#zalesie

Zależy też na jakim etapie rozmowy to padło, na początku można je traktować jako ice breaker. Albo szansę na odstresowanie i możliwość kandydata na swobodną wypowiedź o czymś dla niego przyjemnym, w założeniu bardziej naturalną.

@DexterFromLab Normalne pytanie. Można poznać drugiego człowieka, z którym będzie się spędzać jakąś część dnia. Technicznie łatwo kogoś podciągnąć. Jak ktoś jest zjebany i nie potrafi o sobie opowiedzieć nawet dwa proste zdania, to po co się z takim kimś użerać później. Taki jest mój punkt widzenia.

Zaloguj się aby komentować

Dostałem maila z potwierdzeniem, że Pro Libris wydrukuje mój esej w majowym wydaniu. Z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim osobom, które mimo wagi tematów podejmują rękawicę i dyskutują ze mną w moich długich dywagacjach. Wiem, że czytanie moich wypocin jest ciężkie, i doceniam wszystkich, którzy jeszcze mnie nie zablokowali – a jest ich wielu. Szczególne podziękowania dla koleżanki @Kaligula_Minus – rozmyślania na temat celowości wysiłku to efekt dyskusji z nią, szczerze dziękuję. Teraz czekamy na wydanie gazety, jak wydrukują, to z pewnością wrzucę tutaj zdjęcie ze strony. Pozdrawiam!

#chwalesie

@DexterFromLab czytanie wypocin nie jest ciężkie. Sama przechodzę różne stany i czuję, że wsparcie, nawet od osób ukrytych za nickami to kolejny cios, jak gdzieś pisałam, do skucia skorupy ze złych doświadczeń, oczekiwań innych i problemów osobistych. Dziękuję, że mnie wyróżniłes. To także i cios dłutem dla mojej skorupy.

Zaloguj się aby komentować

Kolejny dzień na L4 – a właściwie sobota spędzona z rodziną. Coraz wyraźniej widzę obraz całości. Pamiętacie sytuację, gdy zgubiłem samochód? Ktoś tu wtedy słusznie pisał, że to czas na wizytę u specjalisty. Korpo chciało wycisnąć ze mnie wszystkie soki, a to były ewidentne znaki ostrzegawcze.

W międzyczasie miałem takie zaniki, że np. jadąc autem, przez kilka sekund nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Albo wychodziłem z pokoju i natychmiast zapominałem po co. To był efekt totalnego przeciążenia układu nerwowego. Wtedy tego nie widziałem, ale w końcu powiedziałem „dość”. Każdego ranka myślałem tylko o tym, jak bardzo nienawidzę tej roboty. Ale dobrze płacili – w 3 lata spłaciłem mieszkanie. Ciągle stawiałem sobie nowe cele: jeszcze zarobię na to, jeszcze na tamto...

W pewnym momencie dotarło do mnie, że żyję w ciągłym strachu. Że jestem niewystarczająco dobry, że nie dowiezę tematu, że ktoś mnie „nakryje na oszustwie”. Strach przed brakiem pieniędzy i biedą był moją jedyną motywacją.

Teraz patrzę na to z perspektywy i widzę, ile przeszedłem. Pożegnanie ojca, praca w „kołchozie” pod gigantyczną presją, spłata kredytu. To, że w końcu pękłem, nie znaczy, że jestem słaby. To znaczy, że jestem potwornie zmęczony. To nie bumelanctwo, to odpoczynek, na który ciężko zapracowałem, a mój organizm po prostu wystawił rachunek. Instynkt samozachowawczy zadziałał w ostatnim momencie.

Teraz muszę odpocząć, a potem przebudować życie. Muszę sprawić, by lęk przestał być motorem napędowym. Chcę być obecnym ojcem, a nie tylko maszynką do zarabiania pieniędzy. Mam wszystkie karty w ręku: samoświadomość, fach, oszczędności i wsparcie lekarzy. Mam też dziedzictwo mojego ojca – naukę, jak być dobrym człowiekiem. Teraz muszę to tylko przełożyć na nowoczesny świat.

Mam plan i czuję się lepiej. Najtrudniejsze zadanie na teraz? Nauczyć się odpoczywać.


#wypaleniezawodowe

@DexterFromLab


W międzyczasie miałem takie zaniki, że np. jadąc autem, przez kilka sekund nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Albo wychodziłem z pokoju i natychmiast zapominałem po co. To był efekt totalnego przeciążenia układu nerwowego.

Nie nie nie, absolutnie. Po prostu osoba która gra nami w grę gdzie wszyscy jesteśmy simsami, anulowała Ci zadanie, zanim do niego dotarłeś. To sie zdarza w symulacjach.

Zaloguj się aby komentować

Kochane dzieciaczki. Co ja wczoraj miałem stresa to głowa mała. Dostałem SMS od szefa że nie ma mnie tydzień w pracy, a zwolnienia nie ma. Patrzę w system. No nie ma, było do 1 lutego. Psychiatra się pomylił jak wypisywał zwolnienie i zamiast 1 marca wpisał 1 lutego. Piszę do tego lekarza, dzwonię głucho. Potem o 9 napisałem znowu a tam dalej cisza. Już chodzę po ścianach. Myślę jadę pod gabinet. Wcisnąłem się przed pacjentów i wchodzę i mówię że zwolnienie jest źle wystawione xD. A on na to że się pomylił i poprawia. No to wprowadził korektę, przeprosił i po sprawie. Ale co się strachu najadłem. Serio myślę jak mam wrócić do roboty to pierwsza rzecz jaką robię to składam wypowiedzenie. Ja nie jestem w stanie patrzeć na ten kod ani chwili dłużej z ale jest okres wypowiedzenia i będę musiał. Chyba będę musial dostać jakieś leki żeby się przemóc i jak to L4 się skończy, pociągnąć jakoś na tym wypowiedzeniu. Po wszystkim stres zszedł i zrobiło się cieplutko na brzuszku. Ale widzę jak ten odpoczynek jest mi potrzebny. Jak woda na młyn. Zresztą ostatni tydzień to żaden odpoczynek bo walczyłem o życie z tą grypą xD. Ale coś mi siada na głowę bo to ADHD nie odpuszcza. Ciągle muszę mieć zajęta czymś głowę. A to gra komputerowa, a to jakiś programik sobie napiszę dla siebie. To się nasiliło od stresu. A potem wieczorami ta gonitwa myśli która sprawia że nie da się spać a uczucie takie jakby w mózg gryzły mrówki xD leki na ADHD będę próbował dopiero po 2 wizycie... Czuje się raczej średnio, lepiej niż chodząc do pracy ale dalej nie mogę odpocząć.

#wypaleniezawodowe

Zapisz sie do "sajko"... to juz robi sie IMO gruby temat jak Cie czytam....

serio mówię.

Jak kcesz zwyczajnie pogadać to zapraszam *choć przestrzeni" ostatnio mało.

@DexterFromLab ja nie biorę leków na ADHD, choć u siebie podejrzewam i mam mocne podstawy do tego, ale biorę przeciwlękowe i też jest git. Jak gonitwę myśli się wyciszy to odrazu jaśnieje świat

Zaloguj się aby komentować

Czego nauczyłem się w hobbystycznej pracy z AI?

Załóżmy że robiłem sobie taki automatyczny tłumacz do książek. Wrzucam pdf w jakimś języku i chce mieć te książkę w ładnym czytelnym formacie po polsku.

Czas pracy pół roku temu to kilka dni i efekt był taki sobie.

Dzisiaj pewnie wystarczy napisać prawidłowy prompt i użyć nowszej generacji modelu do kodowania a efekt będzie dużo lepszy niż ostatnio i to za pierwszym razem w kilkanascie minut.

Wniosek z tego jest taki że jeżeli coś nie wychodzi Ci za pierwszym razem, to nie szkodzi! Odłóż na bok i pamiętaj wrócić za pół roku to uda się za pierwszym razem bez frustracji.


Future is now!


#rozkminy

@DexterFromLab lepiej, nie dość, że AI przetłumaczy na polski, to jeszcze przeczyta głosem Fronczewskiego, jak audibooka ;)
#futureisnow

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaczynam się czuć lepiej. Każdego dnia trochę bardziej.

Nadrabiam zaległości w domu, w życiu, w głowie. Kontakt z dzieckiem się poprawił - mam czas, mam cierpliwość, mam siłę żeby wytłumaczyć zamiast krzyczeć. To jest bezcenne.

Mam wolny czas. Tylko dla siebie. I dopiero teraz widzę jak bardzo mi tego brakowało. Przez lata nie miałem chwili żeby się zatrzymać i pomyśleć.

Dalej boli mnie brzuch. Dalej jestem zmęczony. Ale stopniowo dociera do mnie w jak słabej sytuacji byłem. Te pieniądze z korpo absolutnie nie były tego warte.

A że nigdy nie nauczyłem się żyć w luksusach i zawsze byłem sobą - to poza numerkami na koncie będzie tylko lepiej.

Jestem pozytywnie nastawiony. Choć dzisiaj trochę choruję na jakiegoś wirusa

#wypaleniezawodowe #blog

Zaloguj się aby komentować

Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi? Myślę, że odpowiedź jest prostsza niż nam się wydaje.

Zastanawiam się dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi. To nie są odosobnione przypadki. Relatywne odczucie szczęścia jest niskie.

Otóż myślę, że wszystkie te problemy biorą się stąd, że człowiek w swojej naturze to istota społeczna. Gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie ludzkości jednym przymiotnikiem, to byłoby właśnie to: istoty społeczne. I tutaj właśnie wyszliśmy w złym kierunku, przeciwko swojej własnej naturze. Zabijamy kontakty społeczne - plemiona. Nasze ciała i umysły podświadomie domagają się właśnie tego - swojego własnego plemienia. Jeśli urywamy kontakty i nie mamy bliskich przyjaciół oraz swojej określonej roli w bliskiej grupie - cierpimy. Jeśli cierpi jeden z członków naszej bliskiej grupy, to my też cierpimy.

Oczywiście mechanizmów powstawania cierpienia jest więcej, ale jest ono bardzo subiektywnym odczuciem i moim zdaniem właśnie między ludźmi większość problemów bierze się z zaburzenia tych bardzo prostych mechanizmów społecznych.

Często jest też tak, że praca zawodowa - której wykonujemy nienaturalnie dużo, bo 40 godzin w tygodniu - oraz pułapka w postaci pętli dopaminowych na portalach społecznościowych i różnych TikTokach i YouTube'ach zabiera nam czas i siły mentalne na kontakty społeczne. To też przekłada się na podwyższony stres i niższe poczucie szczęścia, co można porównać właśnie do izolowania społecznych rybek.

Patrzeć na nas należy jak na przykład na rybki w akwarium. Jeśli są społeczne, to trzymamy je razem. Rybki widzą innych członków swojego gatunku i to redukuje u nich stres. Jeśli rybki społeczne będą trzymane osobno, wywoła to u nich nadmierny stres, gorsze zdrowie i w konsekwencji śmierć. Podobnie jest u ludzi. To jest takie proste.

Można na nas patrzeć jak na biologicznie zaprogramowane roboty, które wykonują swój program. Taka jest nasza natura - ten kod wypracowany w toku ewolucji. Tego się już nie da zmienić w ciągu jednego życia czy nawet wielu pokoleń, bo to miliony lat ewolucji. I tyle, tak jest po prostu.

Trzeba to zrozumieć, zacząć dbać o kontakty społeczne, przyjąć swoją rolę i traktować to po prostu jak codzienną rutynę i mycie zębów. Jeśli będziemy dbać o sieć naszych kontaktów społecznych - relatywny poziom szczęścia się poprawi.

Takie jest moje zdanie na ten temat.


#feels #rozkminy

@DexterFromLab Niestety ale wykonywanie pracy "taśmowo", bez realnego kontaktu z innymi ludźmi, to jest dramat społeczny. Nawet przed erą pracy zdalnej to dostrzegałem - człowiek niby miał te pięć minut rozmowy podczas kawy czy przerwy śniadaniowej ale pozostałe 95% czasu spędza tak naprawdę w samotności klepiąc bezmyślnie w komputer. A jeśli praca naprawdę jest wymagająca to po tych ośmiu godzinach nie masz kompletnie ochoty na interakcje z innymi ludźmi. I tutaj z "pomocą" przychodzą media społecznościowe i wszelkiego typu platformy rozrywkowe - zamiast się wysilać na rozmowę odpalasz hejto, youtube, netflixa itd.


Dlatego lubię jeździć do rodziców bo są na emeryturze i u nich się żyje zupełnie inaczej. Trzeba pomalować płot - kilka osób pracuje obok siebie i gada o jakiś pierdołach. Trzeba wykopać warzywa z ogródka - też wszyscy pracują razem i wiodą niekończące się rozmowy o niczym. Totalnie inny świat, taki bardziej naturalny. To jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo młodego pokolenia jest nie do zrozumienia dla starszych ludzi. Moja babcia uważa za żart i stale niedowierza jak mówię o mojej pracy i wspominam, że potrafię przez cały dzień nie odezwać się do nikogo nawet słowem. Czasy się strasznie zmieniły pod tym względem ale nasza psychika raczej nie odrzuci tylu lat ewolucji w społeczeństwie.

Zaloguj się aby komentować

Zbieram pomysły co dalej z pracą. Oto moja lista - może ktoś ma doświadczenie z czymś podobnym?

1. Sklep z rękodziełem

Mam laser, robię mandala i ozdoby ze sklejki. Jedno jajo właśnie idzie na WOŚP. Może da się z tego żyć?

2. Książka dla dzieci

Rysuję w takim prymitywnym stylu, jak malowidła jaskiniowe. Proste historie z morałem. Córka mówi że niezłe.

3. Automatyka przemysłowa

Mam dyplom i doświadczenie. Koledzy ze studiów pracują w branży. Stabilne, ale wstawanie o 6 rano...

4. IT na pół etatu

Zostać w branży ale bez tego całego korporacyjnego szaleństwa. Pytanie czy ktoś w ogóle zatrudnia na pół etatu?

5. Consulting AI + dotacje unijne

Firmy dostają kasę z UE na wdrażanie AI (do 70% dofinansowania!). Potrzebują kogoś kto im to ogarnie. Znam się, lubię, umiem.

Co myślicie? Ktoś próbował czegoś podobnego?


#wypaleniezawodowe #pytanie

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zrobię nowy tag Dzisiaj obudziłem się niewyspany. No trudno. Córeczka odprowadzona do szkoły. Potem rechabilitacja na 9 - na kolano. Godzinę pograłem w CIV 3 - klasyka gatunku. Uwielbiam tę część. Teraz posprzątałem mieszkanie. Stopniowo nadrabiam zaległości. Nie chce o wszystkim pisać ale w końcu naprawiam i sprzątam rzeczy które mi zalegały. I tak powoli do przodu. Fajnie jest być kurą domową teraz zabieram się za obiadek - będą pulpeciki!


Dzisiaj wieczorem pójdę na trening z kalisteniki a jutro pobiegam


Dalej boli mnie brzuch z nerwów i ciągle myślę co dalej.


Jest opcja żeby zająć się automatyką - bo mam z tego dyplom. Albo rękodzielnictwo. Albo freelancing... Albo może jakiś spokojny projekt w IT ale na pół etatu? Nie wiem. Jeszcze tydzień temu myślałem że chce rzucić IT w cholerę ale może jednak pod pewnymi warunkami mógłbym to robić? Nie wiem. Muszę odpocząć i dać sobie czas. Przede wszystkim muszę dość do siebie.


Dobrego dnia wszystkim :)

#wypaleniezawodowe #blog

@DexterFromLab daj sobie czas. Jak wyleciałem z poprzedniej roboty, to blisko 3 miesiące wypowiedzenia naprawdę mi pomogły poukładać co i jak chcę robić. I nowa robota też, dużo luźniejsza. Może mniej rozwojowa, ale na ten moment życia to jest lepiej niż okej.

Mogę troszeczkę odnieść do tej sytuacji.


Od 2011 roku zajmowałem się szeroko rozumianym web dewelopmentem. Jakieś 3 lata temu wypaliłem się zupełnie zawodowo. Po prostu te wszystkie taski, waterfalle, jiry, projekty gdzie stajesz na rzęsach, żeby wszystko było okej, a projekt i tak idzie w pizdu, bo tak.. Byłem tak sfrustrowany, że postanowiłem rzucić to wszystko w pizdu... I do tej pory szukam miejsca dla siebie.


Od tej pory jeździłem boltem, pracowałem na hartowni, próbowałem sił w handlu, ale jednak to nie to.


Czy żałuję decyzji? Absolutnie nie. Głowa czysta jak nigdy dotąd. Uwolniłem się od palenia trawy, którą próbowałem tłumić emocje. Może finansowo nie jest tak świetnie jak za dawnych czasów, ale radzę sobie.

Zaloguj się aby komentować

Wyobraźcie sobie że tydzień temu miałem spotkanie w pracy. Męczyła mnie ta praca, bolał mnie brzuch jak o niej myślałem. Jak pomyślałem że mam jeszcze patrzeć w ten kod to dosłownie chciało mi się żygać. Podchodziłem do tego kodu jak pies do jeża a oni po tygodniu mojego testowania kiedy już miałem pewność że wszystko działa to zaczęli się doktoryzować nad każdą lonijką na code review. Jestem na L4 bo powiedziałem o tym lekarzowi a teraz byłem u psychiatry. Mam leki uspakajające ale ta cała sytuacja mnie stresuje i boli mnie brzuch. A jak przypomnę sobie o swojej robocie to dalej chce mi się żygać xD serio ten kod to był ściek i tak samo proces. A teraz siedzę, boli mnie brzuch z nerwów i myślę co dalej. Ehhh to wypalenie zawodowe w najczystszej postaci. I dalej nie mogę przez to zasnąć #zalesie

20 lat klikania w kąkuter i jak w pierwszej robocie nabawiłem się nerwicy i tylko zmiana pracy pomogła, tak w ostatnich latach znalazłem sposób: dzieci i JDG i nie mam czasu się stresować bo nikt mi nie da L4.


Z tego co czytam po komentarzach wyżej to za dużo myślisz a za mało masz wyjebane. I co z tego że się ktoś doktoryzuje nad każdą linią kodu? Jeśli jesteś w stanie merytorycznie uzasadnić czemu tak, no to problem z głowy, jeśli nie to dałeś gdzieś d⁎⁎y. Jeśli martwisz się że nie skończysz taska do końca sprintu bo rewiev idzie jak krew z nosa to następny task planujesz z uwzględnieniem tego "rozbudowanego i dokładnego procesu" ¯\_(ツ)_/¯

Pamiętam kiedyś okres w moim życiu kiedy po przyjściu z pracy potrafiłem leżeć 3-4 godziny zwinięty w pozycji embrionalnej z powodu bólu żołądka. Endoskopia, kolonoskopia, morfologia, badanie na helikobakter, nic nie udało się znaleźć.
Aż w końcu zmieniłem pracę i cudownie ozdrowiałem.

Zaloguj się aby komentować

Dlaczego nikt nie licytuje mojego jaja?

Jeżeli chcecie wspomóc czeczeński program atomowy i wesprzeć Jurka Owsiaka w dostawach wzbogaconego uranu, to serdecznie zapraszam do licytacji! Nie będziecie żałować – to naprawdę ładne jajo i szkoda mi go było wystawiać Teraz będę musiał zrobić nowe :)

https://allegro.pl/oferta/dekoracyjne-jajo-mandala-28-5-cm-18266055800

#wosp #sprzedam #chwalesie

ba8ea200-cb88-45e7-ac7b-3cc88954139b

Zaloguj się aby komentować