Zdjęcie w tle

DexterFromLab

Gruba ryba
  • 366wpisów
  • 5567komentarzy

Dostałem maila z potwierdzeniem, że Pro Libris wydrukuje mój esej w majowym wydaniu. Z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim osobom, które mimo wagi tematów podejmują rękawicę i dyskutują ze mną w moich długich dywagacjach. Wiem, że czytanie moich wypocin jest ciężkie, i doceniam wszystkich, którzy jeszcze mnie nie zablokowali – a jest ich wielu. Szczególne podziękowania dla koleżanki @Kaligula_Minus – rozmyślania na temat celowości wysiłku to efekt dyskusji z nią, szczerze dziękuję. Teraz czekamy na wydanie gazety, jak wydrukują, to z pewnością wrzucę tutaj zdjęcie ze strony. Pozdrawiam!

#chwalesie

Zaloguj się aby komentować

Kolejny dzień na L4 – a właściwie sobota spędzona z rodziną. Coraz wyraźniej widzę obraz całości. Pamiętacie sytuację, gdy zgubiłem samochód? Ktoś tu wtedy słusznie pisał, że to czas na wizytę u specjalisty. Korpo chciało wycisnąć ze mnie wszystkie soki, a to były ewidentne znaki ostrzegawcze.

W międzyczasie miałem takie zaniki, że np. jadąc autem, przez kilka sekund nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Albo wychodziłem z pokoju i natychmiast zapominałem po co. To był efekt totalnego przeciążenia układu nerwowego. Wtedy tego nie widziałem, ale w końcu powiedziałem „dość”. Każdego ranka myślałem tylko o tym, jak bardzo nienawidzę tej roboty. Ale dobrze płacili – w 3 lata spłaciłem mieszkanie. Ciągle stawiałem sobie nowe cele: jeszcze zarobię na to, jeszcze na tamto...

W pewnym momencie dotarło do mnie, że żyję w ciągłym strachu. Że jestem niewystarczająco dobry, że nie dowiezę tematu, że ktoś mnie „nakryje na oszustwie”. Strach przed brakiem pieniędzy i biedą był moją jedyną motywacją.

Teraz patrzę na to z perspektywy i widzę, ile przeszedłem. Pożegnanie ojca, praca w „kołchozie” pod gigantyczną presją, spłata kredytu. To, że w końcu pękłem, nie znaczy, że jestem słaby. To znaczy, że jestem potwornie zmęczony. To nie bumelanctwo, to odpoczynek, na który ciężko zapracowałem, a mój organizm po prostu wystawił rachunek. Instynkt samozachowawczy zadziałał w ostatnim momencie.

Teraz muszę odpocząć, a potem przebudować życie. Muszę sprawić, by lęk przestał być motorem napędowym. Chcę być obecnym ojcem, a nie tylko maszynką do zarabiania pieniędzy. Mam wszystkie karty w ręku: samoświadomość, fach, oszczędności i wsparcie lekarzy. Mam też dziedzictwo mojego ojca – naukę, jak być dobrym człowiekiem. Teraz muszę to tylko przełożyć na nowoczesny świat.

Mam plan i czuję się lepiej. Najtrudniejsze zadanie na teraz? Nauczyć się odpoczywać.


#wypaleniezawodowe

@DexterFromLab jesteś w dobrym momencie, też widząc koniec kredytu zmieniłem pracę, jest lepiej, czy dobrze - zobaczymy, ale możliwość zmiany na taką którą będę lubił, niezależnie od zarobków to naprawdę piękna sprawa

@DexterFromLab


W międzyczasie miałem takie zaniki, że np. jadąc autem, przez kilka sekund nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Albo wychodziłem z pokoju i natychmiast zapominałem po co. To był efekt totalnego przeciążenia układu nerwowego.

Nie nie nie, absolutnie. Po prostu osoba która gra nami w grę gdzie wszyscy jesteśmy simsami, anulowała Ci zadanie, zanim do niego dotarłeś. To sie zdarza w symulacjach.

Zaloguj się aby komentować

Kochane dzieciaczki. Co ja wczoraj miałem stresa to głowa mała. Dostałem SMS od szefa że nie ma mnie tydzień w pracy, a zwolnienia nie ma. Patrzę w system. No nie ma, było do 1 lutego. Psychiatra się pomylił jak wypisywał zwolnienie i zamiast 1 marca wpisał 1 lutego. Piszę do tego lekarza, dzwonię głucho. Potem o 9 napisałem znowu a tam dalej cisza. Już chodzę po ścianach. Myślę jadę pod gabinet. Wcisnąłem się przed pacjentów i wchodzę i mówię że zwolnienie jest źle wystawione xD. A on na to że się pomylił i poprawia. No to wprowadził korektę, przeprosił i po sprawie. Ale co się strachu najadłem. Serio myślę jak mam wrócić do roboty to pierwsza rzecz jaką robię to składam wypowiedzenie. Ja nie jestem w stanie patrzeć na ten kod ani chwili dłużej z ale jest okres wypowiedzenia i będę musiał. Chyba będę musial dostać jakieś leki żeby się przemóc i jak to L4 się skończy, pociągnąć jakoś na tym wypowiedzeniu. Po wszystkim stres zszedł i zrobiło się cieplutko na brzuszku. Ale widzę jak ten odpoczynek jest mi potrzebny. Jak woda na młyn. Zresztą ostatni tydzień to żaden odpoczynek bo walczyłem o życie z tą grypą xD. Ale coś mi siada na głowę bo to ADHD nie odpuszcza. Ciągle muszę mieć zajęta czymś głowę. A to gra komputerowa, a to jakiś programik sobie napiszę dla siebie. To się nasiliło od stresu. A potem wieczorami ta gonitwa myśli która sprawia że nie da się spać a uczucie takie jakby w mózg gryzły mrówki xD leki na ADHD będę próbował dopiero po 2 wizycie... Czuje się raczej średnio, lepiej niż chodząc do pracy ale dalej nie mogę odpocząć.

#wypaleniezawodowe

@DexterFromLab Ja nie jestem w stanie patrzeć na ten kod ani chwili dłużej z ale jest okres wypowiedzenia i będę musiał.

Nie masz urlopu do odbioru? 1 stycznia powinien Ci się wyzerować do 26 dni. Jak rzucisz papierami to pracodawca ma obowiązek albo wypłacić Ci za niewykorzystany urlop, albo kazać Ci na niego iść. Zawsze to pięć tygodni mniej w robocie.

Zapisz sie do "sajko"... to juz robi sie IMO gruby temat jak Cie czytam....

serio mówię.

Jak kcesz zwyczajnie pogadać to zapraszam *choć przestrzeni" ostatnio mało.

@DexterFromLab ja nie biorę leków na ADHD, choć u siebie podejrzewam i mam mocne podstawy do tego, ale biorę przeciwlękowe i też jest git. Jak gonitwę myśli się wyciszy to odrazu jaśnieje świat

Zaloguj się aby komentować

Czego nauczyłem się w hobbystycznej pracy z AI?

Załóżmy że robiłem sobie taki automatyczny tłumacz do książek. Wrzucam pdf w jakimś języku i chce mieć te książkę w ładnym czytelnym formacie po polsku.

Czas pracy pół roku temu to kilka dni i efekt był taki sobie.

Dzisiaj pewnie wystarczy napisać prawidłowy prompt i użyć nowszej generacji modelu do kodowania a efekt będzie dużo lepszy niż ostatnio i to za pierwszym razem w kilkanascie minut.

Wniosek z tego jest taki że jeżeli coś nie wychodzi Ci za pierwszym razem, to nie szkodzi! Odłóż na bok i pamiętaj wrócić za pół roku to uda się za pierwszym razem bez frustracji.


Future is now!


#rozkminy

@DexterFromLab Ja ze swojej strony dodam, że warto poświęcić czas na naukę pisania promptów. Uzyskiwane efekty są nieporównywalne. Mimo, że do rozmowy korzysta się z modelu językowego, który powinien rozumieć "nasze", to nie do końca tak jest.


Ja często proszę, aby zaprezentowano mi dekodowanie mojego prompta i przedstawienie kolejnych etapów generowania. Od razu widać, jak nieraz źle rozumie zamysł albo wykonuje odwrotną kolejność.


No i jeszcze nauczenie się korzystania z narzędzi. Powolutku coraz mniej sensownym jest korzystanie bezpośrednio z jednego modelu z jego poziomu. A najkorzystniej wyglądają (cenowo również) zewnętrzne narzędzia, które korzystają z wielu modeli od różnych dostawców i tym samym wykorzystują najlepsze na daną chwilę opcje w zależności od potrzeb.

@DexterFromLab lepiej, nie dość, że AI przetłumaczy na polski, to jeszcze przeczyta głosem Fronczewskiego, jak audibooka ;)
#futureisnow

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaczynam się czuć lepiej. Każdego dnia trochę bardziej.

Nadrabiam zaległości w domu, w życiu, w głowie. Kontakt z dzieckiem się poprawił - mam czas, mam cierpliwość, mam siłę żeby wytłumaczyć zamiast krzyczeć. To jest bezcenne.

Mam wolny czas. Tylko dla siebie. I dopiero teraz widzę jak bardzo mi tego brakowało. Przez lata nie miałem chwili żeby się zatrzymać i pomyśleć.

Dalej boli mnie brzuch. Dalej jestem zmęczony. Ale stopniowo dociera do mnie w jak słabej sytuacji byłem. Te pieniądze z korpo absolutnie nie były tego warte.

A że nigdy nie nauczyłem się żyć w luksusach i zawsze byłem sobą - to poza numerkami na koncie będzie tylko lepiej.

Jestem pozytywnie nastawiony. Choć dzisiaj trochę choruję na jakiegoś wirusa

#wypaleniezawodowe #blog

Zaloguj się aby komentować

Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi? Myślę, że odpowiedź jest prostsza niż nam się wydaje.

Zastanawiam się dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi. To nie są odosobnione przypadki. Relatywne odczucie szczęścia jest niskie.

Otóż myślę, że wszystkie te problemy biorą się stąd, że człowiek w swojej naturze to istota społeczna. Gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie ludzkości jednym przymiotnikiem, to byłoby właśnie to: istoty społeczne. I tutaj właśnie wyszliśmy w złym kierunku, przeciwko swojej własnej naturze. Zabijamy kontakty społeczne - plemiona. Nasze ciała i umysły podświadomie domagają się właśnie tego - swojego własnego plemienia. Jeśli urywamy kontakty i nie mamy bliskich przyjaciół oraz swojej określonej roli w bliskiej grupie - cierpimy. Jeśli cierpi jeden z członków naszej bliskiej grupy, to my też cierpimy.

Oczywiście mechanizmów powstawania cierpienia jest więcej, ale jest ono bardzo subiektywnym odczuciem i moim zdaniem właśnie między ludźmi większość problemów bierze się z zaburzenia tych bardzo prostych mechanizmów społecznych.

Często jest też tak, że praca zawodowa - której wykonujemy nienaturalnie dużo, bo 40 godzin w tygodniu - oraz pułapka w postaci pętli dopaminowych na portalach społecznościowych i różnych TikTokach i YouTube'ach zabiera nam czas i siły mentalne na kontakty społeczne. To też przekłada się na podwyższony stres i niższe poczucie szczęścia, co można porównać właśnie do izolowania społecznych rybek.

Patrzeć na nas należy jak na przykład na rybki w akwarium. Jeśli są społeczne, to trzymamy je razem. Rybki widzą innych członków swojego gatunku i to redukuje u nich stres. Jeśli rybki społeczne będą trzymane osobno, wywoła to u nich nadmierny stres, gorsze zdrowie i w konsekwencji śmierć. Podobnie jest u ludzi. To jest takie proste.

Można na nas patrzeć jak na biologicznie zaprogramowane roboty, które wykonują swój program. Taka jest nasza natura - ten kod wypracowany w toku ewolucji. Tego się już nie da zmienić w ciągu jednego życia czy nawet wielu pokoleń, bo to miliony lat ewolucji. I tyle, tak jest po prostu.

Trzeba to zrozumieć, zacząć dbać o kontakty społeczne, przyjąć swoją rolę i traktować to po prostu jak codzienną rutynę i mycie zębów. Jeśli będziemy dbać o sieć naszych kontaktów społecznych - relatywny poziom szczęścia się poprawi.

Takie jest moje zdanie na ten temat.


#feels #rozkminy

@DexterFromLab Niestety ale wykonywanie pracy "taśmowo", bez realnego kontaktu z innymi ludźmi, to jest dramat społeczny. Nawet przed erą pracy zdalnej to dostrzegałem - człowiek niby miał te pięć minut rozmowy podczas kawy czy przerwy śniadaniowej ale pozostałe 95% czasu spędza tak naprawdę w samotności klepiąc bezmyślnie w komputer. A jeśli praca naprawdę jest wymagająca to po tych ośmiu godzinach nie masz kompletnie ochoty na interakcje z innymi ludźmi. I tutaj z "pomocą" przychodzą media społecznościowe i wszelkiego typu platformy rozrywkowe - zamiast się wysilać na rozmowę odpalasz hejto, youtube, netflixa itd.


Dlatego lubię jeździć do rodziców bo są na emeryturze i u nich się żyje zupełnie inaczej. Trzeba pomalować płot - kilka osób pracuje obok siebie i gada o jakiś pierdołach. Trzeba wykopać warzywa z ogródka - też wszyscy pracują razem i wiodą niekończące się rozmowy o niczym. Totalnie inny świat, taki bardziej naturalny. To jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo młodego pokolenia jest nie do zrozumienia dla starszych ludzi. Moja babcia uważa za żart i stale niedowierza jak mówię o mojej pracy i wspominam, że potrafię przez cały dzień nie odezwać się do nikogo nawet słowem. Czasy się strasznie zmieniły pod tym względem ale nasza psychika raczej nie odrzuci tylu lat ewolucji w społeczeństwie.

Zaloguj się aby komentować

Zbieram pomysły co dalej z pracą. Oto moja lista - może ktoś ma doświadczenie z czymś podobnym?

1. Sklep z rękodziełem

Mam laser, robię mandala i ozdoby ze sklejki. Jedno jajo właśnie idzie na WOŚP. Może da się z tego żyć?

2. Książka dla dzieci

Rysuję w takim prymitywnym stylu, jak malowidła jaskiniowe. Proste historie z morałem. Córka mówi że niezłe.

3. Automatyka przemysłowa

Mam dyplom i doświadczenie. Koledzy ze studiów pracują w branży. Stabilne, ale wstawanie o 6 rano...

4. IT na pół etatu

Zostać w branży ale bez tego całego korporacyjnego szaleństwa. Pytanie czy ktoś w ogóle zatrudnia na pół etatu?

5. Consulting AI + dotacje unijne

Firmy dostają kasę z UE na wdrażanie AI (do 70% dofinansowania!). Potrzebują kogoś kto im to ogarnie. Znam się, lubię, umiem.

Co myślicie? Ktoś próbował czegoś podobnego?


#wypaleniezawodowe #pytanie

Zaloguj się aby komentować

Zrobię nowy tag Dzisiaj obudziłem się niewyspany. No trudno. Córeczka odprowadzona do szkoły. Potem rechabilitacja na 9 - na kolano. Godzinę pograłem w CIV 3 - klasyka gatunku. Uwielbiam tę część. Teraz posprzątałem mieszkanie. Stopniowo nadrabiam zaległości. Nie chce o wszystkim pisać ale w końcu naprawiam i sprzątam rzeczy które mi zalegały. I tak powoli do przodu. Fajnie jest być kurą domową teraz zabieram się za obiadek - będą pulpeciki!


Dzisiaj wieczorem pójdę na trening z kalisteniki a jutro pobiegam


Dalej boli mnie brzuch z nerwów i ciągle myślę co dalej.


Jest opcja żeby zająć się automatyką - bo mam z tego dyplom. Albo rękodzielnictwo. Albo freelancing... Albo może jakiś spokojny projekt w IT ale na pół etatu? Nie wiem. Jeszcze tydzień temu myślałem że chce rzucić IT w cholerę ale może jednak pod pewnymi warunkami mógłbym to robić? Nie wiem. Muszę odpocząć i dać sobie czas. Przede wszystkim muszę dość do siebie.


Dobrego dnia wszystkim :)

#wypaleniezawodowe #blog

@DexterFromLab daj sobie czas. Jak wyleciałem z poprzedniej roboty, to blisko 3 miesiące wypowiedzenia naprawdę mi pomogły poukładać co i jak chcę robić. I nowa robota też, dużo luźniejsza. Może mniej rozwojowa, ale na ten moment życia to jest lepiej niż okej.

Mogę troszeczkę odnieść do tej sytuacji.


Od 2011 roku zajmowałem się szeroko rozumianym web dewelopmentem. Jakieś 3 lata temu wypaliłem się zupełnie zawodowo. Po prostu te wszystkie taski, waterfalle, jiry, projekty gdzie stajesz na rzęsach, żeby wszystko było okej, a projekt i tak idzie w pizdu, bo tak.. Byłem tak sfrustrowany, że postanowiłem rzucić to wszystko w pizdu... I do tej pory szukam miejsca dla siebie.


Od tej pory jeździłem boltem, pracowałem na hartowni, próbowałem sił w handlu, ale jednak to nie to.


Czy żałuję decyzji? Absolutnie nie. Głowa czysta jak nigdy dotąd. Uwolniłem się od palenia trawy, którą próbowałem tłumić emocje. Może finansowo nie jest tak świetnie jak za dawnych czasów, ale radzę sobie.

Zaloguj się aby komentować

Wyobraźcie sobie że tydzień temu miałem spotkanie w pracy. Męczyła mnie ta praca, bolał mnie brzuch jak o niej myślałem. Jak pomyślałem że mam jeszcze patrzeć w ten kod to dosłownie chciało mi się żygać. Podchodziłem do tego kodu jak pies do jeża a oni po tygodniu mojego testowania kiedy już miałem pewność że wszystko działa to zaczęli się doktoryzować nad każdą lonijką na code review. Jestem na L4 bo powiedziałem o tym lekarzowi a teraz byłem u psychiatry. Mam leki uspakajające ale ta cała sytuacja mnie stresuje i boli mnie brzuch. A jak przypomnę sobie o swojej robocie to dalej chce mi się żygać xD serio ten kod to był ściek i tak samo proces. A teraz siedzę, boli mnie brzuch z nerwów i myślę co dalej. Ehhh to wypalenie zawodowe w najczystszej postaci. I dalej nie mogę przez to zasnąć #zalesie

20 lat klikania w kąkuter i jak w pierwszej robocie nabawiłem się nerwicy i tylko zmiana pracy pomogła, tak w ostatnich latach znalazłem sposób: dzieci i JDG i nie mam czasu się stresować bo nikt mi nie da L4.


Z tego co czytam po komentarzach wyżej to za dużo myślisz a za mało masz wyjebane. I co z tego że się ktoś doktoryzuje nad każdą linią kodu? Jeśli jesteś w stanie merytorycznie uzasadnić czemu tak, no to problem z głowy, jeśli nie to dałeś gdzieś d⁎⁎y. Jeśli martwisz się że nie skończysz taska do końca sprintu bo rewiev idzie jak krew z nosa to następny task planujesz z uwzględnieniem tego "rozbudowanego i dokładnego procesu" ¯\_(ツ)_/¯

Pamiętam kiedyś okres w moim życiu kiedy po przyjściu z pracy potrafiłem leżeć 3-4 godziny zwinięty w pozycji embrionalnej z powodu bólu żołądka. Endoskopia, kolonoskopia, morfologia, badanie na helikobakter, nic nie udało się znaleźć.
Aż w końcu zmieniłem pracę i cudownie ozdrowiałem.

Zaloguj się aby komentować

Dlaczego nikt nie licytuje mojego jaja?

Jeżeli chcecie wspomóc czeczeński program atomowy i wesprzeć Jurka Owsiaka w dostawach wzbogaconego uranu, to serdecznie zapraszam do licytacji! Nie będziecie żałować – to naprawdę ładne jajo i szkoda mi go było wystawiać Teraz będę musiał zrobić nowe :)

https://allegro.pl/oferta/dekoracyjne-jajo-mandala-28-5-cm-18266055800

#wosp #sprzedam #chwalesie

ba8ea200-cb88-45e7-ac7b-3cc88954139b

Zaloguj się aby komentować

Kolega pyta jak poznawać kobiety. Nie wiem co doradzić, czasy są inne... a jednak mogę!

Nie chodzi o to żeby podbijać do każdej laski. Sprawa jest inna. Chodzi o to żeby obserwować kobiety.

Możesz nawiązać komunikację na wiele sposobów. Np. jesteście w jednym pomieszczeniu, kawiarni czy gdziekolwiek. I jakaś kobieta ci się przygląda. Wzrokiem wraca do ciebie kilkukrotnie. Ogląda się za tobą kiedy myślisz że nie patrzy i powtarza to.

I teraz tak:

Kobieta patrzy raz i ocenia

Patrzy drugi raz bo coś ją interesuje

A trzeci raz patrzy bo jej się podoba

Jak zauważysz ukradkiem że kobieta spojrzała w twoją stronę 3 razy to znaczy że masz szansę ją poznać

A jeśli spojrzała raz i unika kontaktu wzrokowego to się do niej nie odzywaj bo wezwie policję xD

#heheszki #porady

@DexterFromLab

Jak zauważysz ukradkiem że kobieta spojrzała w twoją stronę 3 razy to znaczy że masz szansę ją poznać

No chyba, że właśnie się masturbujesz

A pamiętacie szkoły podrywu? Popularne były kiedyś. Jacyś wannabe treneiros brali kasę od norników i szkolili ich w wyrywaniu dziewczyn w galeriach handlowych. Teraz są pewnie kołczami, albo mówcami motywacyjnymi.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Lubię majsterkowanie. Dzisiaj zrobiłem sobie materac do spania na twardej desce. Na tym dodatkowo twarda gąbka - dobrana eksperymentalnie. Na koniec wsadziłem to do pokrowca po starym materacu.


Kontekst jest taki, że wypada mi dysk i na zwykłym materacu z gąbkami czy spreżynami po prostu cierpię i nie mogę spać. Odkryłem że najlepiej śpi mi się na takich prostych łóżkach które są twarde, tanie i mają po prostu taką gąbkę. Nie wyszło jakoś super tanio bo za gąbkę i za płytę zapłaciłem 300 zł. Ale wygoda na ten moment jest rewelacyjna. Zobaczę jak będzie mi się na tym spało.


Poprzednio miałem materac z włuknem kokosowym, ale nie poleca bo chwilę było dobrze, ale włókna szybko się rozeszły i zaczęło to się zapadać.

Żeby nie cierpieć to spałem na płycie ze sklejki, którą podpierałem biodro. Ale kiedy się przewrwcałem na bok to zaczynało uwierać. Teraz jest idealnie.

#chwalesie #diy

b89c5b51-dc38-4c39-984d-ff9795fa4e22
bf2f0997-9eb1-40b7-95ea-477ff107a201

@DexterFromLab fajny patent! Plus zdrowia życzę! Ten wypadający dysk (przepukline / dyskopatie) masz potwierdzoną rezonansem? Polecam dobrego fizjoterapeutę. Ile ja się namęczyłem z bólem lędźwi i wypadającym dyskiem, jeden neurochirurg już mówił o operacji. Trafiłem po paru nieudanych próbach do młodego chłopaka fizjoterapeuty który… zaczął mi masować brzuch. Pomyślałem no debil jakiś. Po paru zabiegach puściło. Miałem tak spięte od siedzenia mięśnie głębokie brzucha że mi ciągnęły biodra, nogi i kręgosłup. Rozluźnienie i wzmocnienie d⁎⁎y pomogło

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj pierwszy dzień mojego leczenia wypalenia zawodowego. Na razie Pani doktor powiedziała że mam odstawić ten konkuter, zrobić badania krwi i zgłosić się do niej. Zobaczymy jak to będzie, na razie mój organizm ma różne reakcje obronne na samą myśl o pracy. Jak tylko o tym pomyśle to mnie rwie na wymioty. Dostałem L4 posiedzę trochę życzcie zdrowia!


#feels #zalesie

@DexterFromLab jaka branża? Jak długo i jakie objawy miałeś? Pytam bo ja IT i niczego mi nie brakuje, ale to wszystko jakieś takie bez sensu

@DexterFromLab życzę powodzenia bo bitwa to trudna ale dasz sobie radę. Trzymam kciuki i jeśli potrzebujesz to chętnie służę radą albo po prostu ciepłym słowem. Miałem wypalenie zawodowe, poradziłem sobie bez L4 bo u mnie na to nie dają ale pomógł mi psycholog i to, że pewnego dnia coś w bani mi kliknęło i obudziłem się z uczuciem że mam wyjebane. Pomogło - nawet nie zmieniłem pracy po prostu mam wszystko co mnie nie interesuje jako człowieka w ku⁎⁎⁎ie. Ciekawostka, dostałem lepszy bonus potem za wyniki xD

Zaloguj się aby komentować

11 lat w IT. Ostatnio dużo myślę.

Nie powiem że nienawidziłem każdej chwili. Były momenty kiedy coś zadziałało, kiedy rozwiązałem problem, kiedy system stanął na nogi. Ale to nigdy nie była pasja. To był sposób na życie. Dobry sposób - płacił, wychodził mi jako tako, dawał stabilność.

Na studiach uczyłem dzieciaki robotyki na LEGO Mindstorms. Sam to rozkręciłem - poszedłem do szkoły językowej z pomysłem, oni dali sprzęt i klientów, ja opracowałem program. Robiłem też szkolenia dla nauczycieli jak uczyć na tych zestawach. Ale to była "popierdółka", nie prawdziwa praca. Więc poszedłem w programowanie, bo to poważne, bo płaci, bo tak wypada.

I tak minęło 11 lat.

Java, C, Python, embedded, backend, CI/CD, Docker, Kubernetes. Międzynarodowe zespoły, praca zdalna, projekty dla automotive, rolnictwo precyzyjne, telematyka. CV wygląda solidnie. Zarobki? Nie narzekam.

Ale siedzę ostatnio nad code review i myślę - po co? Kolejna dyskusja o tym czemu zrobiłem X a nie Y. Kolejna obrona każdej linijki jakbym bronił pracy doktorskiej. Kolejny refaktor który trzeba tłumaczyć, testować, uzasadniać.

I nie chodzi o to że ktoś jest dla mnie nieuprzejmy. Nikt nic złego nie powiedział. Po prostu patrzę na to wszystko i czuję: dość. Spokojnie, bez dramatu. Po prostu dość.

Mam 35 lat. Spłacone mieszkanie, zero kredytu, trochę odłożone. Żona zarabia. Rok przeżyję bez problemu.

Ale nie o to chodzi.

Dotarło do mnie ostatnio jedno zdanie i nie mogę się go pozbyć z głowy: robię rzeczy których nie lubię za pieniądze których nie potrzebuję w strachu że stracę coś, czego tak naprawdę nie muszę mieć.

Mam siłę konia, zdrowie, głowę na karku. Znam skromne życie, jestem zaradny. Umiem gotować, majsterkować, naprawiać rzeczy, znam się na elektronice. Mogę pracować fizycznie, dobrze prowadzę pojazdy. Czego tu się bać?

Nie wiem jeszcze co z tym zrobię. Może wrócę do uczenia ludzi - kiedyś mi to wychodziło. Może coś zupełnie innego. A jak nie wyjdzie - ofert w IT nie brakuje.

Ale pierwszy raz w życiu mam luksus żeby się zatrzymać i pomyśleć. I chyba z tego skorzystam.


#zalesie #feels #pracbaza

@DexterFromLab to ja od drugiej strony - od zawsze chciałam być programistą i od kilkunastu lat jestem. Nadal mam z tego dużo frajdy, zmaganie się z czymś, układanie w głowie i w kodzie kawałków w jak najlepszy sposób, a potem działający, elegancki rezultat dają mi satysfakcję. AI tego nie zmieniło, i tak rzadko napisze coś z sensem, zwykle mam tę rozrywkę, że z politowaniem mogę mu pokazać "pacz, debilu, jak to ma być zrobione" - zdejmuje ze mnie głównie inwestygację i debugowanie.


Lat mam sporo więcej niż większość w tym wątku, do emerytury zostało mniej niż 10. Myślę, że istotnym czynnikiem jest to, że jestem w sensownym projekcie z dojrzałym zespołem. Z poprzedniej pracy zrezygnowałam, bo frustracja mi się wylewała uszami - nie widziałam żadnego sensu w tym, co robiliśmy. Teraz - jak renkom odjął. Na code review patrzę jak na dupochron, jeśli przejdzie jakiś babol, to jest to wspólna odpowiedzialność i nie ma pokazywania palcami, kto winny, tylko szukamy rozwiązania i sposobu, żeby problem się nie powtórzył. Kiedyś wysadziłam kawałek produkcji i miałam okazję przetestować, że to nie są czcze deklaracje.


Nie wiem, czy kiedyś mi się ta praca znudzi. Chyba nie, skoro po tylu latach i wielu frustrujących projektach jest nadal dobrze.

Ja prawie całe życie zawodowe pracowałem w korpo. Tylko, że dużo mniej płatne niż poważne IT i praca na excelu i jakiś programikach do obsługi papierów i klienta. Potem dali mi mały 4 osobowy zespół do zarządzania i tak lata lecialy. Ja tam siedziałem bo było stabilnie ale motywacja szła w dół. W końcu miałem bardzo poważny kryzys, nie widziałem sensu w niczym, byłem blisko końca i to było straszne. Jak teraz o tym myślę to obudziłem się w ostatniej chwili.

W końcu rzuciłem wypowiedzenie bez żadnego planu i poszedłem na 6 miesięczne płatne L4. Stwierdzilem, że i tak nic gorszego się nie zdarzy. Załatwiłem zwolnienie od psychiatry żeby ZUS się nie przyczepił (co miesiąc płatne 150zł).

W między czasie odpoczywałem i zastanawiałem się czym się zająć. Lubiłem dłubać w drewnie i padło na to. Poszukałem pracy jako stolarz i zmieniłem robotę na fizyczną. Na początku było ciężko się przestawić, nie powiem. Jak w memie "inny świat, inni ludzie" ale się przełamałem i to była dla mnie dobra lekcja. W między czasie postanowiłem zbudować własną małą przydomową stolarnię. Rozbudowałem istniejące pomieszczenia gospodarcze z 25m2 na 100m2. Aktualnie mam stan zamknięty, jeszcze bez maszyn. (pomagał mi emerytowany sąsiad budowlaniec, któremu płaciłem na godziny). Budynek wyszedł 1 klasa, sam go murowałem, sam ocieplałem, kładłem klej i siatkę a teraz kładę wełnę na dach. Największej pomocy potrzebowałem przy budowie dachu. Już samo zbudowanie budynku dało mi ogrom satysfakcji i jestem bardzo dumny z siebie.

Chociaż bardzo mało znam się na stolarce drewnianej to mimo wszystko stawiam wszystko na jedną kartę i idę w to na 100%. Póki co dalej pracuję u kogoś, a po pracy buduję swoje, by docelowo przejść na własną działalność.

Od kiedy znalazłem swój cel w życiu i namacalnie dążę do jego realizacji, jest mi dużo lepiej. Aktualnie mam 36 lat i czuję się jakbym zmartwychwstał i wiem, że mogę bardzo dużo. Dziś jest ciężko fizyczne ale super psychicznie. Mam konkretne cele, trzymam dyscyplinę i odnalazłem swój sens. Oczywiście nadal zdaję sobie sprawę, że jestem tylko nic nie znaczącym pyłkiem w wielkim świecie ale zmieniam cały swój i mojej rodziny świat na lepsze i to mi w zupełności wystarcza.

Czujesz, że musisz odpocząć?

Masz odpowiednie warunki i zasoby?


W takim razie odpowiedź jest tylko jedna.

Jebaj to i naładuj baterie.

Pozwól sobie zatęsknić za pracą.

Zaloguj się aby komentować

Wszedłem do kuchni i widzę – leży masło na blacie... Przypomniałem sobie Pana Masełko! Jak miałem 12 lat, to byłem na kolonii i był tam taki chłopak, co miał 9 lat. Gość zjadał tę małą kostkę masła bez chleba. A nawet kilka, jak były. I mówiliśmy na niego Pan Masełko! To było fajne Wiecie, te budżetowe kolonie w latach 2000. Na śniadanie parówka, keczup, chleb z masłem i ta kawa zbożowa – to mleko z wodą. Potem zbiórka, wyjście na plażę. Powrót, obiad, jakaś zabawa grupowa wieczorem, kolacja i wygłupy do nocy. Pan Masełko był ze mną w domku, w pokoju obok. Miał wtedy jakieś 9 lat i był naprawdę spoko gościem, chociaż trochę otyły. Nie wiem zupełnie dlaczego

Pozdrawiam Pana, Panie Masełko, jeśli Pan to czyta!

#hejtowyzwanie #feelsy

Zaloguj się aby komentować