Hej, doradźcie kto ma rację. Ostatnio w zerówce córka miala na zajęciach o zwierzętach. No i miały naklejki ze zwierzętami i przyklejały je do odpowiednich grup tj. ssaki, ptaki, ryby itp. I wlasnie w rybach Pani kazała im wkleić delfina. Wytlumaczyłem córce, ze delfin to nie ryba tylko tak wygląda ale jest ssakiem.
Minęło pare dni, córka wraca zapłakana i mówi, że Pani ją skarciła, ze sie wymądrza bo ta zwróciła uwagę na błąd na zajęciach. Poszedłem na drugi dzień pogadać z nią, kobita mowi ze to takie uproszczenie bo delfin wyglada jak ryba wiec nie bedzie dzieciom wody z mózgu robic bo sa za małe i ze nie bede ja uczyl jak ma uczyc ogólnie. Corka interesuje sie zwierzetami, ogladamy Animal Planet itp. i troche mnie wkurza gadanie dzieciom takich głupot. Na dodatek zona twierdzi, ze tez sie wymadrzam, niepotrzebnie dziecku mieszam i nie powinienem sie wtracac. Myslicie że naprawdę niepotrzebnie sie odezwalem? #pytanie #szkola #dzieci #zwierzeta
Jest u mnie w szkole taki spierdon co już od pierwszej klasy jak był w szkole n0rmicstwo patusy i 0skariat się na niego ztargetowali, było parę takich akcji, że chłopa w pare osób do kibla zaciągneli i dali dla niego wpierdol taki, że ledwo wstał albo zgłosił jakiegoś chłopa do dyrekcji i przez niego tego chłopa wyjebali i później ten spierdon chodził z p⁎⁎dą pod okiem. Szkoda mi go strasznie bo nikt nie zasługuje na takie traktowanie, ale jednak ten chłop jest strasznie irytujący i taki dumny z siebie to się w sumie nie dziwie, że tak go jadą wystarczyło by jakby od początku siedział cicho i nic nie mówił, wątpię wtedy, że by się go czepiali...
Dobra. Teraz na poważnie na temat laptopów dla 4 klasistów.
Przez lata narzekamy że szkoła się nie zmienia - Jak ojciec przyszedł na wywiadówkę, mówił że nic się nie zmieniło. Jak ja chodzę teraz na wywiadówkę - też mówię że nic się nie zmieniło w szkole. Pewnie dziadek to samo by powiedział.
Przez dziesiątki lat szkoła się nie zmieniła. Tablica na kredę, ławki, przepisywanie z tablicy do zeszytu, podręczniki i ćwiczenia.
U mnie jeszcze w 2008r były tablice interaktywne - tak interaktywne, że były uruchamiane raz na ruski rok, bo żaden z nauczycieli nie kwapił się uruchamiać, szybciej by księdza wezwali by złe duchy z tej tablicy odpędzać.
Mamy 2023r, czas pchać ten przestarzały system do przodu. Jednym z warunkiem jest to by każdy uczeń miał komputer w domu, na jakimś tam minimalnym poziomie.
Oczywiście, rodzice mogą kupić... Można to przerzucić na rodziców. Ale pytanie: jak ktoś idzie do pracy, to pracuje na własnym komputerze czy jednak dostaje o firmy? Dlaczego rodzic, który już wydaje tysiące na podatki, musi do tego systemu dopłacać, by jego pociecha mogła ukończyć szkołę?
No i kwestia kompatybilności. Jedno dziecko będzie mieć super laptop - apple, drugi rozsypujący się laptop pamiętający Euro 2012.
Na jednym laptopie pójdzie oprogramowanie wymagane, a na drugim też nie.
Nie jestem socjalistą, ale definitywnie jestem za równym startem dla dzieci. Dzieci są wyjątkiem, bo one nie mogą wybrać w jakiej rodzinie się urodzą. Jeden urodzi się jako zawód syn, a drugi w patologicznej rodzinie, gdzie cała kasa idzie na wódkę, dragi i papierosy a laptopa zobaczy tylko u kumpla na chacie.
Sam pamiętam dzieci w szkole, które nie miały podręczników. Bo rodziców nie było stać - albo i też mieli te dzieci w d⁎⁎ie. Zgadnij kto miał lepsze oceny? Dziecko z podręcznikami czy te dziecko bez nich?
Jako to że płacę takie podatki - między innymi edukację - wymagam jednak by cała wyprawka była po stronie państwa. Niech państwo zajmuje się tym profesjonalnie - od A do Z. Bo sam pamiętam za dziecka gdy wyprawka dla dziecka kosztowała tysiące bo jakiś tam podręcznik w 2008r kosztował 130zł.... 130zł za podręcznik! w 2008r!
Kwestia laptopów jak dla mnie to sprawa rozwiniętego kraju, że kupuje dzieciom. Szkoła ma być jako tako jak praca - ma zapewnić ci narzędzia do pracy.
A rodzic zamiast latać po sklepach i antykwariatach - powinien spędzać czas z dzieckiem. Ma wysłać do szkoły, i profesjonalna szkoła powinna zajmować się z wszystkim. Od wyprawki, po laptopy - po wszystko. Tak by rodzić mógł się bawić dzieckiem po pracy.
Ale zaraz ktoś powie: Ale ola boga! Ja tak nie miałem, musiałem!
No tak, nie miałeś. Bo żyłeś w ujowych czasach. Żyliśmy w czasach na dorobku gdzie wszystkiego brakowało. Ale wypracowaliśmy taki stan rzeczy, że już nasze dzieci nie muszą przez te gówno przechodzić.
Jeszcze porównanie laptopa szkolnego do magnetowidu. Nosz ku@% xD
Nie raz w podstawówce byłem gnębiony lub próbowano mnie gnębić. Ilosć solówek w jakich wziąłem udział na przerwach w szkole niezliczona, ale za to nie musiałem płacić za udział w sztukach walki. Pozwolę sobie podzielić się z Wami krótkimi historiami jakie przeżyłem.
Pamiętam jak w gimnazjum jakiś nazwijmy go roboczo "pajac" który mnie słownie cisnął, biegł sobie korytarzem. Ja że byłem wkurwiony sytuacją, poczułem zagrożenie. I akurat szedłem sobie korytarzem, ten biegł w moją stronę a ja mu haka w bebech zajebałem. Właściwie to nabiegł na wyprowadzony cios.
Wtedy jak to zwykle bywa, winą obarczono mnie i ciągano mnie z matką po psychologach i pedagogach.
Innym razem jakiś śmieć na mnie napluł, to nie powiem, przykro mi się zrobiło i co wtedy? Pani od polskiego, przeproście się. Jakby to k⁎⁎wa była moja wina że jakiś śmieć mi dokuczał xD Tak wygląda polska edukacja. W normalnej szkole albo by go wzieli do izolatki i spuścili wpierdol jakimiś linijkami, albo wyjebali ze szkoły.
W gimnazjum też miałem ciekawą akcję. Chodziłem do nabliższego gimnazjum koło mojego miejsca zamieszkania więc no nie wybierałem lepszego bo tu miałem blisko. No i była oczywiście utworzona klasa "patologiczna" dla typowych sebixów którzy nie stronili w tym wieku od alko, narkotyków itd.
Stoje sobię na przerwie i gadam z ziomkiem, śmieszkujemy fajnie wszystko tego, a nagle gość mi front kicka wypierdala aż na ścianę poleciałem. Włączył się rage mode więc w sumie chciałem tylko go ze schodów zrzucić, ale był większy i silniejszy niż ja i wtedy pierwszy raz w życiu wyłapałem lute na morde. P⁎⁎da pod okiem itd. Natomiast mi udało się tylko porwać mu koszulkę, dosłownie w pół. Tutaj przynajmniej szkoła zareagowała normalnie, bo zgrali nagrania z kamer i gość miał sprawę w sądzie po kilkunastu miesiącach (byłem jako poszkodowany). Musiałem po całej akcji w szkole jechać na policje złożyć zeznania plus zrobić RTG głowy. Przy okazji na sprawie dowiedziałem się że połączyli tą sprawe z tym że posiadał też saszetę z białym towarem. Tłumaczył się tuman że niby ktoś mu podłożył. A najśmieśniejsze było to że gość powiedział że przecież ja mu zniszczyłem koszulke - prezent od ciotki, bardzo sentymentalny XDDDDD
j⁎⁎ać nauczycieli języka polskiego, którzy wymagali "poprawnej interpretacji". tych którzy kreatywnych uczniów którzy wychodzili poza schemat ciemiężyli groźbami upierdolenia przedmiotu
a potem zdziwienie, że nie mamy nowej sztuki i kultury. k⁎⁎wa sami do tego doprowadziliście zabijając ją w zarodku
Zadawanie przez nauczycieli zadań domowych czy jakiejś k⁎⁎wa nauki na weekend powinno być karalne bo weekend jest od wypoczynku a nie od zakuwania, mam takiego kolegę co mu tyle skurwiele nazadawali, że cały dzień siedzi i się uczy nawet nie miał czasu pograć czy pogadać. Pi⁎⁎⁎⁎li się już w głowach i tym nauczycielom i tym pajacom w tym ministerstwie edukacji bo oni chyba myślą, że uczniowe to nie robią nic tylko się uczą a jak się nie uczą to albo śpią albo patrzą w ściane. Albo jeszcze mnie rozpierdala to, że tak jak w moim przypadku jestem na technice mechanice i mam biologie i się muszę uczyć na sprawdzian z je⁎⁎⁎⁎ch krzyżówek genetycznych, ja się pytam po jaki c⁎⁎j mi to jest potrzebne w moim zawodzie?
U mnie w szkole średniej od chyba drugiej klasy, była zasada, że zero zadań domowych. Mamy się uczyć na lekcjach, a co nie stihneme na lekcjach tak dokończsz w domu. Ocen za to nie było. Były jednak referaty czy jak to nazywacie. Dostawało się listę tematu i miało dwa tygodnie na przygotowanie pracy na ten temat. Można bylo oddać písemně albo przedstawiać przed całą klasą. Tego nieznosilem, ale po latach widzę, że było dobre.
Co do nauki niepotrzebnych rzeczy to niestety się zgodzę. Kończyłem szkole mechaniczną i jako jedyny zdawałem biologię. Specjalnie dla mnie zwolali komisje i siedziałem sam na sali. Komisja była wkurzona, że dla jednego ucznia musi jechać do jakiegoś małego miasto do szkoły mechanicznej, technikum, bo jakiś głupek chce zdawać biologie.
Patrząc na poziom nauczania, nich giną. Lata studiów pedagogicznych? Gdzie? W szkołach jest wszechobecna przemoc, nauczyciele nie panujący nad swoimi emocjami w stosunku do uczniów. Splunięcie w pysk to jedyne na co zasługują w większości.
Nauczyciele - jedna grupa zawodowa, dobrze wykształceni więc na partię dla debili kierujących się prostymi emocjami i tak nie zagłosują. A tu mamy bezpośrednią korzyść majątkową dla masy gospodarstw domowych wszelkiej maści - to sprawdzone i działa.
Ona nie jest żadnym profesorem, ma tytuł doktora habilitowanego. Filologii, czyli zna się na literaturze rosyjskiej ale niekoniecznie na czymkolwiek innym. I jest najwyraźniej z pochodzenia rosjanką więc jej antyukraińskie nastawienie nie zaskakuje. Normalna V kolumna.
@Armo11 jak ja chodziłem do szkoły to byłem permanentnie wykluczony higienicznie, bo nie było ani mydła, ani srajtaśmy i jakoś nikt się tym nie przejmował.
@jiim dziewczynki też były wykluczone higienicznie i nikt się tym nie przejmował. to znaczy że nie trzeba nic robić w celu chociaż minimalnej pomocy dzieciom w trakcie miesiączki?
"Zobrazowanie typowej gimbazjalnej dyskoteki. Prosperujące chady z młodymi julkami na wolnych tańcach, a w oddali Euzebiusz z kolegą przyglądają się całej sytuacji."
W dyskusjach o edukacji jest ten "problem", że każdy przez system przeszedł, więc każdy się na nim zna. Dodatkowo ludzie, którzy nie lubili swoich nauczycieli będą przeciwni jakiejkolwiek reformie mającej uczynić zawód nauczyciela atrakcyjnym.
@blimsien_yankovic tymczasem konstytucja mówi, że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna xD
taka bezpłatna, że płacisz na fundusz pomocy szkole, podręczniki, ćwiczenia, zeszyty i pierdyliard innych rzeczy
w ogóle uwielbiam w tym kraju wszelkie zapiski tego typu, podobne walenie w c⁎⁎ja jest w kodeksie pracy, koń by się uśmiał jak się czyta te mądrości i porówna ze stanem faktycznym.
nie wiem po co utrzymywać tę fikcję? dla lepszego samopoczucia?
Dzisiaj możecie świętować na okrągło. Bo mamy dzień liczby Pi. Amerykański zapis daty 3.14.
Starożytne cywilizacje już znały tą wartość, np Egipcjanie używali przybliżenia 22/7 co daje 3,142857... czyli różni się tylko o 0,04 procenta od prawdziwej wartości. Lepszym przybliżeniem jest 355/113 (zaczynając pisać od mianownika to mamy ciąg znaków 113355, łatwo zapamiętać), wtedy błąd względem prawdziwej wartości to tylko 0,0000085%