317 191 + 3 + 101 + 3 + 29 + 21 + 9 = 317 357
Przejazdy z całego tygodnia plus dzisiejsz wycieczka na Mielec.
Przejazd ścieżką leśną
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





317 191 + 3 + 101 + 3 + 29 + 21 + 9 = 317 357
Przejazdy z całego tygodnia plus dzisiejsz wycieczka na Mielec.
Przejazd ścieżką leśną
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
317 171 + 20 = 317 191
nienawidzu deszczu
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
317 106 + 65 = 317 171
To nieprawda że nie można iść jak zapowiadają deszcze, trzeba iść wcześnie rano i mieć szczęście :) pierwsza jazda z sąsiadem jego forma do dopracowania ale chętny na duże dystanse :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Cześć, to znowu ja, dość tych czułości, do rzeczy. Naoglądałem się na YT pierdół o woskowaniu łańcucha w rowerze i w sumie slusznie bo to już częsta praktyka jest, więc stwierdziłem, że sam się w to pobawię i zobaczę co z tego wyjdzie. Poprzedni łańcuch LG500 przejechał 1570km, zobaczymy co teraz wyjdzie po moim chałupniczym woskowaniu. Na początek przedstawię Wam bohatetów tego wpisu Łańcuch, to taka dzika świnia, brudzi się w błocie i ciągle wydłuża, typowy wieprz
Wosk, po prawidłowym nałożeniu izoluje wieprza od blota aby ten był czysty, niestety nie przeciwdziała wydłużaniu tylko odwleka w czasie, ale to zawsze coś na plus
Trzeci...
316 956 + 10 + 2 + 8 + 12 + 9 + 8 + 9 + 76 + 8 + 8 = 317 106
wrzucam DPD z 2 ostatnich tygodni. Liczyłem, że w ten weekend uda się coś dużego strzelić, ale primo pogoda nie rozpieszcza, a secundo to podziębiony jestem, a za tydzień zawody, więc nie chcę ryzykować pogorszenia sytuacji :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Czy wstałem dziś o 5:30 aby po 6 wyjechać z domu by dojechać do Kościerzyny parę minut po 7 aby przybić piątkę z ziomeczkiem. Po czym stwierdzić, że nie jedziemy 155 km w Kaszebe Runda bo warunki są ku⁎⁎⁎⁎ko niesprzyjające. Pojechać do biura zawodów, oddać numer startowy i wrócić o 8:30 do Gdańska ? Być może xD
Jeszcze mi wczoraj wieczorem telefon padł na amen Poco X3 pro... #zalesie
#rower

Zaloguj się aby komentować
316 609 + 36 + 41 + 18 + 102 + 17 + 29 + 37 + 25 + 34 + 8 = 316 956
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
316 590 + 19 = 316 609
Do przyjaciela na urodziny i powrót.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
316 545 + 45 = 316 590
Dzisiejsza #szosa. Wyrobiliśmy się idealnie przed pierwszą ulewą. ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ
#rowerowyrownik #rower

Zaloguj się aby komentować
316 479 + 66 = 316 545
66 km, głównie lasami. Kręciliśmy wokół przysłowiowego komina, pilnując uważnie chmur, ale udało się trochę pojeździć. Dopiero wjazd do miasta zaowocował kroplami deszczu, ale nic strasznego.
Takie traski fajne mamy w lasach, a rowerzystów zero - wszyscy tylko do Ustki i z powrotem. Szutry premium, zero cywilizacji, natura. Czego chcieć więcej?
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin



Zaloguj się aby komentować
316 438 + 41 = 316 479
Jazda po odznake z Garmina, łapanie mini kwadratów i wandrera
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin




Zaloguj się aby komentować
316 360 + 20 + 5 + 9 + 5 + 6 + 5 + 11 + 5 + 12 = 316 438
20 km na #gravel, reszta na trekkingowym babciowozie.
#rowerowyrownik #rower

Zaloguj się aby komentować
316 300 + 60 = 316 360
Pokręciliśmy z @wonsz na lody do Kątów Wrocławskich. Lody dobre. Trasa spoko. Trochę brakowało mi sił, ale i tak dobrze się bawiłem :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
316 149 + 100 + 2 + 4 + 4 + 26 + 7 + 3 + 5 = 316 300
Z dziećmi, do pracy i wczorajsza połówka Kampinosu z kolegą. Przez 70 km fajna pogoda a później to nieprawda, że wpadliśmy w ulewę a już na pewno nie padał grad i prawie 30 km na pewno nie jechaliśmy w deszczu. I wcale nie rozbierałem się cały na korytarzu i moja nie krzyczała, że zapcham piaskiem pralkę i prysznic... bo jej nie było
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin


Zaloguj się aby komentować
Ujęcie Czarnej Wdy. Kropi, ale w końcu sprzęt przeciwdeszczowy jest nie tylko po to, żeby siedzieć w plecaku #rower #ktoranowstajetenidziepobulki

Zaloguj się aby komentować
315 930 + 2 + 2 + 2 + 2 + 2 + 2 + 98 = 316 040
W końcu coś pokręcone, wybrałem się do Opolskiego i z powrotem.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
315 862 + 37 = 315 899
Takie tam wokół komina jeździliśmy, nic wyjątkowego, ot - by się ruszyć.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Bardzo fajny wpis o tematyce #ultra, który znalazł się na fanpeju Gravel.love
Trochę długi, ale tylko trochę.
Janek Szczygielski aktualnie zamyka stawkę Seven Serpents. W momencie publikacji do mety ma jeszcze 450 km, ale że ultrasi spędzają dużo czasu w samotności i mają czas na przemyślenia, to zebrało mu się na taką rozmkinę:
Chciałbym odnieść się do wielkiej afery wokół Radka „profesora ultra" Gołębiewskiego. Nie będę go oceniał, nie będę wygłaszał tu żadnych prawd objawionych, podzielę się tylko moją prywatną opinią - przemyśleniami popartymi kilkoma tysiącami kilometrów przejechanych w ultra, w Polsce i nie tylko, w najlepszych momentach otwierając drugą połowę stawki finiszerów.
Jestem średni i to bardzo.
Wyścigi gravelowe i ultra wchodzą na coraz wyższy poziom profesjonalizacji. Stawki są coraz wyższe, sponsorzy dają więcej, ciśnienie na wygraną jest coraz większe, a zasady nadal są różnie interpretowane (nie tylko na naszym rodzimym podwórku), co otwiera pole do wielu nadużyć
Na razie jedynymi słusznymi i dostępnymi „narzędziami", jakimi dysponujemy, są transparentność, szczerość i zdrowy rozsądek.
Nie wiem, czy pamiętacie Badlands sprzed kilku lat, w którym startowała ekipa ferwee.cc i robili film z trasy. Jeden z chłopaków jechał trasę na motocyklu i filmował pozostałych, ich przyjaciel - gość, z którym jeździli na bikepacking - jechał część trasy z nimi na motocyklu. Cała sytuacja była zgłoszona do organizatora przed startem , a zasady jasno ustalone: media team ma trackery i nie może w żaden sposób okazywać wsparcia zawodnikom. W żaden! Nie mówię tu o podawaniu wody czy batonów - media team nie mógł rozmawiać z zawodnikami. Zawodnicy mogli mówić do media teamu i kamery, ale ci nie mogli odpowiadać. Sytuacja wydawałoby się kuriozalna. Tylko że wcale nie.
Podczas swoich zawodów i nie tylko niejednokrotnie popełniałem najgłupsze błędy: powtarzałem tę samą czynność w kółko i od nowa, oczekując innych rezultatów, albo odkręcałem śrubkę, chcąc ją przykręcić, bo liczyłem, że gwint zaraz z łapie.
Nie dlatego, że nie umiem przykręcić śrubki, ale dlatego, że byłem już tak zmęczony, że oczywiste i racjonalne decyzje nie były wcale tak oczywiste i racjonalne. Mając wtedy przy sobie wypoczętego kolegę, przyjaciela, który powiedziałby mi: ,mordo, źle to robisz, zrób to tak", dałoby mi to więcej niż 4 banany i 3 puszki coli.
A gdyby jeszcze dorzucił: ,świetnie ci idzie, dawaj dalej, wierzę w ciebie", to kolejne 4 żele nie dałyby mi tyle. Bo w pewnym momencie w ultra jedzie się bardziej głową i to ona potrzebuje czasem najwięcej pomocy. Dlatego decyzja organizatora, jaka jest, każdy widzi - słuszna.
Z drugiej strony jest sytuacja Lael Wilcox, która bijąc kolejny rekord Tour Divide, została zdyskwalifikowana, bo towarzyszył jej własny media team, w którym była jej partnerka, a sama jej obecność na trasie była wsparciem. Lael wróciła więc do Banff, pojechała jeszcze raz i rekord pobiła.
Czy ktoś na tym zyskał? Nie wiem.
Czy ktoś na tym stracił? No, ja straciłem, bo film nie był tak dobry, jak mógłby być.
A co, jeśli miałbym żonę, dzieci i mieszkałbym na trasie jakiegoś ultra, jechałbym już długo i zobaczyłbym moje dzieci z transparentem na trasie?
Gdybym zatrzymał się pocałować żonę i przytulić dzieci... przecież nie ma takiego żelu energetycznego, takiej coli, która dałaby tyle siły i mocy jak coś takiego. Chyba, nie wiem, nie mam.
Wiem, że takie rzeczy się dzieją. Wszędzie. Nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, żeby coś takiego oprotestować. Wiem za to, że nie chciałbym się kolegować z kimś takim.
Przytoczę też sytuację, której sam doświadczyłem - zdecydowanie mniej medialną.
Podczas zeszłorocznego ultra w jakimś tam kraju aspirującym do UE, na kilkadziesiąt kilometrów przed CP2 (połowa 650-kilometrowej trasy) pękła mi szprycha w tylnym kole. Do CP2 dojechałem już bez trzech szprych.
Był tam hotel, spało w nim kilku zawodników oraz moja przyjaciółka, która była akredytowanym fotografem zawodów. W hotelu zameldowałem się około północy. Dość zrezygnowany, nie miałem jak naprawić koła, serwisów w okolicy brak, gotowy zrezygnować z zawodów...
Zgodnie z zasadą „never scratch at night" poszedłem spać. Przy śniadaniu na WhatsAppowej grupie zawodów napisałem wiadomość, że koło padło, a ja się wypisuję. Przy śniadaniu z fotokoleżanką ustaliliśmy, że ona odda mi swoje koło, ogarniemy jej transport samochodem, a ja dokończę trasę, bo to fajna trasa była.
Napisałem więc znów na czacie, że mimo wycofania się z zawodów i rankingu będzie można mnie spotkać na trasie, bo jadę, ale już poza klasyfikacją.
Organizator odpisał, że jeśli nikt tego nie oprotestuje, to mogę zostać w klasyfikacji, bo szanuje takie podejście i „bawmy się dobrze". Nikt nie oprotestował.
Drugą połowę trasy przejechałem „na strzał", wylądowałem na 12. miejscu z 24 startujących.
60 km przed metą był ostatni podjazd na asfalcie. Jechałem już prawie półtorej doby ciągiem, w nocy było 7 stopni, w dzień 45. Achillesy rwały mnie tak, że nie wiedziałem, czy bardziej boli pchanie roweru, czy jazda. Podjazd był na asfaltowej drodze, co chwila ktoś się zatrzymywał i pytał mnie, czy mnie nie podwieźć. Co chwila mówiłem sobie, że z następnej propozycji skorzystam, i za każdym razem odmawiałem.
Nie bałem się, że ktoś to zobaczy i mnie zdyskwalifikuje - to był na tyle krótki odcinek, że organizator musiałby sprawdzać moją prędkość na każdym kilometrze, żeby to wyłapać, a droga była taka, że samochody nie jechały tam więcej niż 30 km/h. Ale nie chodziło o to, czy ktoś się o tym dowie, czy nie, czy to „wypłynie". Bo ja bym wiedział.
Ja sam przed sobą nie mógłbym powiedzieć, że to zrobiłem.
I co z tego, zapytacie? No nic.
Na tych zawodach też ludzie parkowali kampery przy trasie albo samochody, żeby pojechać do hotelu i wrócić na to samo miejsce. I co? No i nic.
U nas dzieci podają napoje, są punkty z jedzonkiem i piciem, które czasem czekają na ostatnich zawodników, a czasem nie. I co? I nic.
Dla mnie pomaganie tym „kotom", którzy mają średnią 30 km/h na dystansie 150 km po piasku, nie jest spoko. Bo to nie oni są bohaterami, to nie oni przekraczają swoje granice.
Prawdziwymi bohaterami ultra są dla mnie ci wszyscy starsi, w gorszej formie, ci, którzy przekraczają swoje granice. Mimo pracy, dzieci, chorej matki i psa, z którym trzeba iść na spacer, znajdują czas na rower i na zawody. Ci, którzy jadą, żeby pokonać siebie, swoje słabości, a nie kolegę z innym numerem na rowerze. Ci, którzy robią coś, co dla nich jest niemal niemożliwe.
Tak jak w przypadku „profesora ultra" - czołówka, najlepsi, „koty i konie" powinni bezwzględnie przestrzegać zasad. Za każde odstępstwo od reguł - dyskwalifikacja, bez taryfy ulgowej i grożenia palcem (szacun dla organizatora Trans Balkan). Co do reszty - „daj pan spokój".
Nie wiem, mi zawsze „koło zapoconego siodełka" latało, które miejsce zajmę. Nie chcę tu urazić nikogo, z kim kiedykolwiek stanąłem na starcie i mecie, ale to nie z tobą, kochany, się ścigam, nie z tobą walczę.
W d⁎⁎ie mam, które masz miejsce.
Ścigam się z czasem, a walczę z samym sobą.
To są moi jedyni przeciwnicy na rowerze - czas i ja sam.
tak jak na tym podjeździe, mimo że naprawdę miałem dość, to wygrałem. Z tym średnim czasem na mecie, pożyczonym kołem wygrałem, bo wjechałem na tę górę o własnych siłach, bez pomocy. A potem pojechałem na metę, zbiłem piątkę, wypiłem piwo z buta i byłem z siebie za⁎⁎⁎⁎ście dumny.
Może jestem głupi, mało ambitny, ale jeśli dla ciebie ma znaczenie, czy będziesz na mecie 88. czy 89., to coś robisz nie tak, coś ci się pomieszało od tej całej jazdy.
Dlatego jeśli ktoś śpi w zakładzie pracy na trasie albo sobie zaparkował kamper po drodze, schował suche ciuchy w krzakach - mnie to nie rusza. To jest jego sprawa i jego sumienia. Jeśli on dalej uważa, że zrobił coś niesamowitego, pokonał siebie, swoje granice, regulamin i jest z tym nadal ok, czuje, że postąpił słusznie, a jego sumienie jest z tym ok, to ja jestem z tym ok. Bo nie z nim walczę.
I wiadomo, fajnie się ścigać, ale to nie o tym jest ultra.
Ale tak jak napisałem na początku: to nie jest prawda objawiona, to moja własna opinia. A pana Radka Gołębiowskiego będę szanował i tak, bo jeździ jak wariat, jak skrzydlaty koń, jak kot na kokainie. A jeśli ktoś chce mu odebrać tytuły z wcześniejszych imprez, niech najpierw go objedzie na dowolnym dystansie, a jeśli nie jest w stanie, to niech wraca na miejsce i jeździ dla przyjemności.
Ale to też jest tylko opinia.
Bo pamiętajcie, kochani, większość z nas jeździ dla przyjemności, dla zabawy, a za dużo zasad ślepe ich przestrzeganie psuje zabawę. :))
Pozdrawiam, Ultras amator
#rower
Zaloguj się aby komentować
315 850 + 3 + 3 + 6 = 315 862
Pracodomy i dzisiejszy transport na pomiar ciała #hejtokoksy
Od lutego zeszło 5 kg, w tym większość w tłuszczu :) Fajnie byłoby się zakręcić koło 80 kg ale i tak jestem zadowolony, najmniej sadła w historii moich pomiarów
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
315 671 + 7 + 8 + 164 = 315 850
w tym tygodniu tylko raz do roboty, ale za to poniedziałkowy urlop wykorzystany na życióweczkę.
Po takim dystansie jestem pewien, że coś muszę zrobić albo z bibsami albo siodełkiem, bo dyskomfort po 100km był już konkretny. Plusem jest to, że następnego dnia czułem lekko achillesy, a myślałem, że zakwasy nie pozwolą mi wstać z łóżka :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Furto Otarć nie, ale jakieś krosty, a przecież myję się minimum raz na dwa tygodnie
Czasem jest problem po 60km, czasem nie ma przy 100km. Mam wrażenie, że jest gorzej przy płaskich trasach, pewnie przy podjazdach i zjazdach jednak trzeba zmienić pozycję.
@jakibytulogin z krostami też mam problem, ale w tym roku się nieco poprawiło. Może w pewnej części przez niższą wagę, a częściowo przez inny krem. Wcześniej stosowałem krem z Decathlonu (lipa), assosa (tylko nieco lepiej), a aktualnie chwalę sobie polski Race Balm Anti Friction Chamois. Jest zdecydowanie gęstszy od pozostałych.
Ogólnie co do higieny, to zawsze przed dłuższą jazdą biorę prysznic i dokładnie się wycieram, dopiero potem nakładam krem.
Zaloguj się aby komentować