u mnie byl dosyc typowy schemat ja, starszy o rok-dwa, czarna owca; brat, zlote dziecko. glownie wynikalo to z rozpieszczania tego mlodszego, mimo ze de facto roznica wieku, tym bardziej w nastoletniosci byla pomijalna. nawet pojawienie sie 10 lat mlodszego trzeciego syna nie rozbilo schematu, sredni brat odreagowywal utrate roli oczka w glowie przesladowaniem najmlodszego, co jest chyba najwieksza patologia w tej rodzinie i dzieje sie do dzis, najmlodszy walczy z depresja i myslami samobojczymi
on byl piateczkowym uczniem, zaprzegajacym cala rodzine do pomocy, ja generalnie olewalem cala nauke w domu, bo ujawnienie sie z jakimis zadaniami domowymi czy sprawdzianami tylko prowokowalo surowa dyscypline, a latwiej bylo zebrac jeden opierdol po wywiadowce niz raz w tygodniu jak sie dostalo pale za brak zadania albo z jakiejs kartkowki. mam analityczny umysl, wiec przedmioty scisle, ktore wymagaja szybkiego lapania regul rozwalalem bez zadnego przygotowania, bylem najlepszy z mojego rocznika i jezdzilem na konkursy, co wywolywalo mocna zazdrosc u brata. teraz wiem, ze "spiky skillset" jest typowy dla spergow takich jak ja, a zmuszanie mnie do zakuwania reszty przedmiotow nie mialo sensu, przez moj profil autyzmu Pathological Demands Avoidance. ostatecznie wyszedlem na ludzi i mam zal do rodzicow o grozby uzywania kar cielesnych, ktore zadnego skutku nie przynosily, a tylko poglebialy poczucie wlasnej niskiej wartosci i bycia zlym dzieckiem
brat nie bal sie prosic o realizacje swoich zachcianek, ja uwazalem ze na nie nie zasluguje i jak cos chcialem, to kupowalem za kieszonkowe i urodzinowe zaskorniaki, do dzisiaj mam problem z proszeniem o pomoc
ogolnie wydaje mi sie, ze zawsze byl wredny i przesmiewczy i teraz opisalbym go jako narcyza/socjopate, znalazl sobie ulegla dziewczyne, ktorej bardzo wspolczuje, zmajstrowali sobie dziecko z wpadki, na ktorego psucie nie chcialem patrzec, wiec zerwalem kontakt tak z nim jak i z rodzicami, ktorzy do bledow w wychowaniu nie chca sie przyznac. dopiero jak oznajmilem, ze ode mnie wnuka sie nie doczekaja, to probowali cos tam przeanalizowac, ale nie bylo to szczere. siebie bym opisal jako osobowosc unikajaca/schizoidalna, dosyc typowe po takim wychowaniu
ogolnie starzy mieli wzglednie wyjebane pod plaszczykiem wychowania hands off approach, nie reagowali na wrednosc brata, dopiero jak dochodzilo do rekoczynow, w ktorych mialem przewage ze wzgledu na wiek, to w ruch szedl pasek ojca, dopiero niedawno sie dowiedzialem, ze mlody nigdy paskiem nie dostal, bo matka go bronila.
nadal uwazam, ze to wychowanie nie odbiegalo mocno od sredniej, bywaly pewnie gorsze patologie, jak i o wiele zdrowsze rodziny. thanks for coming to my TED talk