#dziendobry #perypetiedziwena ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#heheszki #memy
Ech. Jak nie alergia, to ból głowy. Nie będzie spokoju choć na chwilę. XD

#dziendobry #perypetiedziwena ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#heheszki #memy
Ech. Jak nie alergia, to ból głowy. Nie będzie spokoju choć na chwilę. XD

Zaloguj się aby komentować
752 + 1 = 753
Tytuł: Sezon Burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Liczba stron: 404
Długość: 14h
Ocena: 7/10
Hm. Ta książka mnie nie porwała, choć nie mogę powiedzieć, że nie miała elementów, które mi się podobały - bo takich było całkiem sporo. Poszła trochę poza kolejką, bo chronologicznie dzieje się przed Mieczem Przeznaczenia, a do tego to chyba ostatni audiobook przygotowany przez już upadłe studio. Pani Jeziora musi jeszcze trochę poczekać, bo obecnie nie mam aż tyle czasu na formę pisaną.
No ale wróćmy do tematu. Sezon burz jest z mojej perspektywy opowieścią dość chaotyczną, którą można by trywialnie streścić jako: „Stary, gdzie moje miecze?”. I choć na początku średnio kupowałem ten motyw, to ostatecznie myślę, że się obronił. Poza scenami mocno memicznymi - jak walka deską - wreszcie dostajemy tu wiedźmina, który pamięta, że potrafi używać znaków, bo w sadze dzieje się to dosłownie kilka razy, a tutaj w jednej książce jest ich chyba kilkanaście. Niby trochę gryzie się to z wyznaniem Geralta, że używanie znaków wyczerpuje, więc ich nie nadużywa, ale nigdy nie byłem fanem takiego ograniczenia. Do tego pojawia się przynajmniej jeden znak, którego wcześniej w ogóle nie kojarzyłem - ten wywołujący sen, Somne.
Jest też scena przygotowania do walki - wreszcie. Wcześniej raczej dostawaliśmy opisy z perspektywy innych osób, które Geralta nie znały, a tutaj pokazano coś więcej. Pod względem samej walki Geralt z Sezonu burz przypomina tego Geralta z gier CD Projekt Red. W sadze jest głównie kozakiem od miecza, a tutaj faktycznie wygląda jak „ten” wiedźmin: niby mag, naszprycowany eliksirami mistrz walki. Same eliksiry też dostały więcej ekspozycji, co uznaję za plus. Ogólnie całe poszerzenie wiedźmińskiego lore odbieram pozytywnie.
W ogóle Sapkowski kiedyś wyjaśnił, co spowodowało tę burzę na końcu? Bo pewna czarodziejka wydaje się dość mylnym tropem. Widziałem też teorie o benkarcie ze Starszą Krwią, ale nie pamiętam, czy mężczyźni z tym genem również mogli wywoływać podobne zjawiska, jak Pavetta.
Dobre mamy za sobą, więc czas na złe. Przede wszystkim coś, za co pewnie ktoś mnie zaciuka jak Geralt kuroliszka: sposób, w jaki do pewnego momentu prowadzona jest ta historia, zwyczajnie nie pasuje do estymy, jaką cieszy się Sapkowski. Jeśli masz masę wiedzy do przekazania czytelnikowi, to robienie tego w sposób sztuczny, na zasadzie „siadaj, teraz opowiem ci niezłą historię”, jest po prostu słabe. A to dość często miało miejsce w tej książce. Od listów wysyłanych między ważnymi postaciami, po sceny, w których Geralt musi wysłuchiwać ekspozycji podanej niemal jak wpis z Wikipedii. Dobry pisarz potrafi wpleść takie informacje w fabułę tak, że nie czuć sztuczności. Tutaj momentami miałem wrażenie, że autor mówi: „siadaj, teraz będzie encyklopedia”, i trzeba tego słuchać. Kompletnie mi to nie podeszło. Gdyby był to jeden moment - spoko. Ale tego jest naprawdę sporo. Jasne, poszerzało to lore, ale w sposób bardzo nienaturalny.
Odniosłem też wrażenie, że w książce było znacznie więcej powtórzeń niż zwykle. Nie wiem, może mi się tylko wydawało, ale mam to zapisane w notatkach. No i sporo knurzenia na początku - również mam to zanotowane. Chodzi oczywiście o „związek” z Koral.
Ogólnie nie żałuję, że ukończyłem ten tytuł. Miejscami było bardzo ciekawie, w innych momentach raczej przeciętnie, ale ocena 7/10 to nie są pipeloki. Nadal było całkiem dobrze. Jezu, właśnie spędziłem godzinę nad pisaniem recenzji dla nikogo. Co ja robię ze swoim życiem. xD
Przynajmniej @fonfi się ucieszy, bo nie porzuciłem Wiedźmina przed ostatnią książką. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Niby proste pytanie, bo jak to jak trzymać ołówek podczas rysowania? Normalnie, tak jak się pisze, prawda? No nie do końca. Pomyślałem, że przyda się wam taka wiedza, o ile już jej nie posiadacie. Nawet jak korzystacie z innych technik i mediów, jedną z podstaw pozostaje efektywne wykorzystywanie swoich narzędzi, a dobrze dostosowany uchwyt może sprawić, że wiele rzeczy, z którymi obecnie macie problemy, stanie się prostszymi. Sam, mimo że rysuję głównie cyfrowo, też korzystam od czasu do czasu ze sposobów opisanych niżej. Zebrałem je dla was z książki DRAWING for Beginners, Michaela Adamsa. Nie polecam jeszcze, bo nie ma najlepszych ocen, a...
Na jaw wychodzą kolejne, niewygodne dla niektórych fakty. Czasami wystarczy wyjść do biblioteki by niechcący na coś trafić
#heheszki #perypetiedziwena @Umypaszka @Dziwen


Zaloguj się aby komentować
Tera tylko dojechać do roboty bez wahy, bo oczywiście człowiek nie zatankował jak się zaświeciła rezerwa, wyczymać kilka godzin i wikend. XD
#perypetiedziwena #dziendobry

Zaloguj się aby komentować
#dziendobry #perypetiedziwena ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#heheszki #memy
Ech, alergio na pyłki, proszem, wyp... :<

Zaloguj się aby komentować
Powiem wam, że Windows 11 to jednak programistyczny majstersztyk. Serio. Tyle jest narzekania, tyle jadu, a niepotrzebnie. Żeby to zobrazować, przytoczę wam moją historię z chwili obecnej. Wcale nie jestem zły. Też serio.
No to mam ja sobie ikonkę Steama w trayu, ale coś nie chce działać, wywala crasha, to go wyłączam w Managerze Zadań, wchodzę w menu start i mam gupią myśl. Zawsze muszę go tam odpalać, przeniosę ikonkę na pulpit, jak w każdym normalnym systemie i będzie szybciej na przyszłość. Jak pomyślał, tak zrobił, ale stało się nieoczekiwane. Ikonka ma rozszerzenie .exe - myślę: Ciul, pewnie upośledzony system dodał przez przypadek taki artefakt w nazwie. Odpalam. Steam chce się aktualizować. Ciul, mam czas. Zaczynajo wyskakiwać foldery na pulpicie, myślę - pliki tymczasowe, tutaj?
Co się okazało. Przeniesienie ikony nie stworzyło skrótu do Streama, tylko przenisło cały j.... program otwierający .exe z folderu Steam znajdującego się w Program Files. To co miało być aktualizacją, tak naprawdę instalowało mi Steama na PULPICIE. Co oznacza, że teraz tego gówna musiałem szukać w systemie, przenieść ponownie we właściwe miejsce i działa bez aktualizacji. Gdybym wywalił do kosza, to musiałbym Steama pobierać od nowa.
Debil, który to tak zaprojektował, lub ten, co wpadł na pomysł, żeby LLM pisał kod systemu, niech się ... . I to równo. xD
No i tak. Przyznam, że powinienem mieć czerwone flagi wcześniej przez to .exe, ale przyznam, że nie spotkałem się jeszcze z taką akcją. Na linuxie normalnie sobie przeciągam i działa dobrze. To samo w Windows 10. xD
I tak, mam Linuxa na innym kompie. Zwyczajnie mam sporą bibliotekę w GOG'u, a tam gry średnio działają na
Plus programy do rysowania tak sobie działają na linuxie. No i nie chce mi się ponownie kupować licencji.
#perypetiedziwena #zalesie #windows11 #windows #technologia

@Dziwen To wygląda na problem instalatora steama a nie windowsa. Nie zapytał po uruchomieniu i nie czekał na potwierdzenie w jakim folderze chcesz zainstalować?
Albo coś ściemniasz. Akurat przy przesuwaniu "ikonek" na pulpit windows11 pyta co chcesz zrobić lub domyślnie tworzy ikonę z linkiem. Musiałeś wykonać przeniesienie świadomie albo ściemniasz. Dlaczego tak myślę? Bo odwołujesz się "co by się stało gdybym wywalił do kosza?". Nic by się nie stało. Kosz w windowsie ma opcję "przywróć".
Zaloguj się aby komentować
680 + 1 = 681
Tytuł: Wieża Jaskółki
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Dzień dobry. Ja tu z recenzyją - taką, po której niejeden gotówby chwycić za widły, a inni mogą o herezji krzyczeć. Tak naprawdę to nie. No ale dość gadania - jadło stygnie, a gości nie wypada trzymać w progu. Rozgośćcie się. XD
Gdyby tego dnia po zapadnięciu zmroku ktoś zdołał cichaczem podkraść się do zagubionej wśród moczarów chaty z zapadniętą i obrośniętą mchem strzechą, gdyby zajrzał przez szpary w okiennicach, zobaczyłby w skąpo oświetlonym łojówkami wnętrzu jak Dziw cierpi katusze przez pierwsze 30% "Wieży Jaskółki". Ale to nie było możliwe. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Chata pustelnika Dziwisza była dobrze ukryta wśród mokradeł. Na wiecznie pokrytym mgłą pustkowiu, na które nikt nie odważał się zapuszczać.
Tak, początek tego tomu był bardzo frustrujący. Nudny. Jedynym co go ratowało, to wszystko, co było związane z pustelnikiem. Nie opowieść, jaką słyszał, tylko on sam, jego historia, jego interakcje z ... . To było fajne i potrzebne. Cała reszta jednak wydawała mi się po prostu tragiczna. Od szczurów, którzy totalnie mnie nie interesują, jako postaci, przez postaci losowe, które ponownie muszą odpowiadać o świecie, kończąc na czymś, co jest typowe w seriach książkowych, a mnie mierzi prawie za każdym razem.
Chodzi o potrzebę streszczenia tego, co było wcześniej, uciekając się do sztucznych scen i dialogów. Jako, że do serii podchodzę najczęściej jednym ciągiem - ja wiem co się działo i takie rzeczy działają na mnie jak płachta na byka. Marnują mój czas. Ale jak zaznaczyłem to mój personalny problem. Ja po prostu jestem dziwny i wolałbym streszczenie ważnych rzeczy jako wstęp do książki, który mogę pominąć, niż coś narzuconego w losowym miejscu, oderwanego od historii.
Tu robi się nawet gorzej, bo streszczenie nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości, ale zahacza też o przyszłość. W efekcie, jeśli ktoś - tak jak ja - liczył, że sceny po walce na moście doczekają się sensownego epilogu w Wieży Jaskółki, to się rozczaruje. Co więcej, coś, co było w pewnym sensie punktem zwrotnym poprzedniego tomu, czyli akceptacja przez Geralta, że nie musi dźwigać wszystkiego sam - zostaje tutaj cofnięte. Nie "na żywo". W streszczeniu. I jasne, bez tego pewnie nie byłoby sceny z Milvą, przy której po raz pierwszy prawie na głos parskłem śmiechem. Problem w tym, że sam sposób pokazania regresu Geralta po prostu mi nie siadł. Jeśli chodzi o Milvę, to też istotna rzecz z końcówki poprzedniego tomu, krwawa, zostaje rozwiązana "poza ekranem", gdzieś między wierszami relacji Jaskra.
Ale potem przychodzi moment Milvy i nagle wszystko robi się automatycznie lepsze, ciekawsze. Historia wychodzi z chaosu i zaczyna się porządkować. Każdy wątek zaczyna coś wnosić i gdyby nie te pierwsze 30%, spokojnie mówił bym o ocenie na poziomie dziesiątki. Ten "moment Milvy" jest dla mnie punktem zwrotnym - bo choć wcześniej coś już zaczynało się ruszać, dopiero wtedy naprawdę zaczęło wciągać. Tak, jak poprzednie tomy.
W mojej osobistej topce scen na pewno znalazłyby się: pewna jaskinia i rozmowa, finałowa walka, wydarzenia na wyspach - i chyba nawet Kovir. Już wcześniej pisałem, że Dijkstrze nie kibicuję, ale sposób, w jaki jest napisany, to dla mnie absolutna czołówka postaci. Bardzo podobał mi się wątek pustelnika i jego rozmowy z ... . Zakończenie tej relacji, też świetne. Fajnie, że jest, mimo okoliczności.
Przy okazji sceny z druidami też zrobiły swoje. Frustrujące to było, zwłaszcza koniec, ale potrzebne. No i wiecie które sceny z Cahirem. Nie ukrywam, że trochę to miejscami naiwne było, bo chłop miał być w sumie niemal oskalpowany, a kilka dni później, normalnie walczył. No ale nie odbiera to nic fajnym scenom z Geraltem. Plus nowa osoba w kompanii też mi się podoba. Zadziorna, fajny kontrast. Dobrze pasuje do ciotki i wujka.
Czyli w sumie ocena to:
Pierwsze ~ 30% książki: 4/10
To, co potem: 10/10
Z takich mniej oczywistych rzeczy, to całkiem ciekawie obserwuje się konflikt ras w tej serii. Chyba Yarpen miał bardzo ciekawy komentarz w "Krwi elfów", że parafrazując, to, że elfy przyszły tu pierwsze i zrobiły ze starszymi rasami to samo, co ludzie potem z nimi, daje im w ich mniemaniu prawo, by czegokolwiek żądać. Oczekują pójścia pod ramię z tymi, których wcześniej sami zniewalali. Bardzo fajny aspekt, zwłaszcza przez pryzmat rozmowy Geralta z pewnym elfem. Z pewnością da mi do myślenia podczas kolejnego podejścia do gier, już po ukończeniu cyklu.
Pisane jak zwykle na telefonie, to może być chaos, ale dzisiaj nie mam czasu poprawiać.
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Proszę się przyzwyczaić. To tylko projekcje....
#sowieuniswersum #perypetiedziwena #heheszki #humorobrazkowy
@Dziwen


Zaloguj się aby komentować
Ciul, pewnie nikt nie zobaczy, bo nocny drop, ale nie chce mi się jutro myśleć o wrzucaniu. I tak mam do zrobienia kolejny wpis na bookmeterze. xD
Przed państwem bardzo profesjonalny teledysk stworzony przez mua, bardzo profesjonalnie. Większość tekstu napisała @Kaligula_Minus o TUTAJ i o TUTAJ, jako wierszyki opowiadające co się dzieje na rysunku, który macie TUTAJ. Ja to tylko obrobiłem, dodałem refren i ogarnąłem w SUNO. xD
W sumie ponad 70 ręcznie rysowanych warstw i stanowczo za dużo przepalonego czasu w edytorze video, który na pewnym etapie zaczął się ciąć. xD
GOŚCINNY WYSTĘP ZALICZYLI: @owczareknietrzymryjski @Wrzoo @Rozpierpapierduchacz @pingWIN @bojowonastawionaowca @zomers @sireplama @ErwinoRommelo @KatieWee @parabole @LeniwaPanda a gnieciony był @rith
#perypetiedziwena #zafirewallem #czerstwyhumor #hejtomeme #narysunki

Zaloguj się aby komentować
657 + 1 = 658
Tytuł: Chrzest Ognia
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Na ten moment Chrzest Ognia to dla mnie najlepszy tom serii, choć jak wiecie, zostało ich kilka do końca i może coś tu się zmieni. Nie mam do czego się przyczepić, dlatego napiszę pewnie tylko o tym, co mi się najbardziej podobało - wszystko. Koniec recenzji. Tak naprawdę to nie. W sensie coś napiszę, ale odpowiedzią pozostaje: "wszystko". xD
Ci, którzy mówili, że ten tom bardziej mi podejdzie, bo jest tu więcej Geralta - mieli rację. Nie chodzi tylko o to, że „dużo Geralta = z automatu lepsza ocena”. Bardziej o to, że to jest historia o kryzysach i największy dosięga właśnie naszego wiedźmina. Każda z ważniejszych postaci przechodzi tu swój własny chrzest ognia. Jedni dopiero wchodzą w ten proces, inni są już w jego trakcie, nie wszyscy wyjdą z tego w całości. I właśnie obserwowanie tego jest najmocniejszym punktem książki.
Nie ma tu wielu wielkich, epickich pojedynków (poza końcówką i kilkoma mniejszymi walkami z losowymi żołnierzami), ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Znowu dostajemy motyw podróży - i to jest coś, co w Wiedźminie kupuję za każdym razem. Nie wiem, czemu aż tak dobrze to działa. Może przez ekipę, jaką zawsze przy takich okazjach dostajemy. Krasnoludy robią robotę jak zwykle, a tutaj dochodzi jeszcze Regis - którego po prostu uwielbiam. Wcześniej z gry, teraz oficjalnie też z książki.
Zaskoczyło mnie też to, jak bardzo podoba mi się wątek Dijkstry, choć tu chyba dość skromnie opisany. Nie dlatego, że mu kibicuję - wręcz przeciwnie. Po prostu lubię jego opanowanie i sposób, w jaki podchodzi do swojej roli. Jest w tym jakaś chłodna konsekwencja, która dobrze kontrastuje z resztą wydarzeń.
Nie podoba mi się natomiast wątek Szczurów i to, co dzieje się z Ciri - ale mam wrażenie, że dokładnie o to chodziło Sapkowskiemu. To ma uwierać. I szczerze mówiąc - jeśli dojdzie do spotkania z Bonhartem, to nie widzę tu miejsca na współczucie dla tej grupy.
No i jestem bardzo ciekawy, co dalej z Milvą, zwłaszcza po wydarzeniach spod mostu. Sapkowski moim zdaniem umiał całkiem dobrze opisywać traumy i trudne dylematy innych postaci, więc pewnie dał jej fajną historię w kolejnym tomie.
W razie czego tu macie link do mojej poprzedniej recenzji, czyli tomu 2. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Stefek mnie często inspiruje tymi wrzutkami w Redakcji, a w tym przypadku no musiałem to przerobić. XD
Ziomeczki mają średni okres, to może ktoś poratuje ciepłym słowem.
#perypetiedziwena #memy #hejtomeme #czerstwyhumor @Rozpierpapierduchacz @pingWIN

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Cóż. Miałem ciśnienie na próbę czegoś nowego i wyszło to. Jak wiecie, ja najczęściej nie rysuję bez obrysów, bo to do tego to trzeba mieć dobrego skilla, co widać po grafice tej edycji - że go nie mam. Tu spróbowałem pierwszy raz zarysować szczegóły za pomocą mniej kontrastujących linii.
Jako, że #kacikmelomana nie miał swojej grafiki, to pomyślałem, że coś skrobnę przy okazji. Zostawiłem też miejsce dla @LeniwaPanda , żebyś mógł sobie uzupełniać na szybko temat obecnej edycji. O ile w ogóle ci się spodoba takie coś. xD
#dziwenrysuje #perypetiedziwena #tworczoscwlasna
Poza konkursem, bo i tak jako organizator nie liczę się w zawodach.


Zaloguj się aby komentować
639 + 1 = 640
Tytuł: Czas Pogardy
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.
„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.
Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.
Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.
Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Zaloguj się aby komentować
Hm. XD
Uznałem, że przy recenzjach zostanę przy innych postaciach, bo tego Gonu to na ten moment tyle, co kot napłakał w książkach. No ale zmarnować się nie mogło. XD
#perypetiedziwena #czerstwyhumor #wiedzmin #dziwenrysuje @ErwinoRommelo

Zaloguj się aby komentować
628 + 1 = 629
Tytuł: Krew Elfów
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 10/10
Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD
Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.
Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.
Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.
Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.
Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.
Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD
– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.
Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

Ja się ogólnie zgadzam z tym że ból d⁎⁎y z powodu Ciri w W4 jest śmieszny, ale akurat argument z cytatu łatwo odbić. Pobawię się w adwokata diabła :P
– Znak Aard – stwierdziła spokojnie. – Chciałeś mi zaimponować? Za pomocą takiego samego gestu , wzmocnionego koncentracją, wysiłkiem woli i zaklęciem, mogę za chwilę wyrzucić polana przez komin, tak wysoko, że będziesz myślał, że to gwiazdy. – Ty możesz – przyznał. – Ale Ciri nie. Nie jest w stanie złożyć Znaku Aard. Ani jakiegokolwiek innego. Próbowała setki razy i nic. A sama wiesz, że do naszych Znaków wystarcza minimum zdolności. A zatem Ciri nie ma nawet minimum.
Zaloguj się aby komentować
Czas powołać nową instytucję ds nadzoru nad ptaszynami.
Gniazdowy @Dziwen czuwa i radzi!
Czasami coś narysuje
I na Hejto pośmieszkuje.
#perypetiedziwena #heheszki


Zaloguj się aby komentować
626 + 1 = 627
Tytuł: Miecz Przeznaczenia
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: SuperNOWA
Format: audiobook
Ocena: 9/10
Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.
Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.
Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.
A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.
Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD
Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD
Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD
> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

- Dlaczego więc twoje oczy pełne są strachu, Geralcie z Rivii? Twoje ręce drżą, jesteś blady. Dlaczego? Aż tak bardzo boisz się ostatniego, czternastego imienia, wykutego na obelisku? Jeśli chcesz, powiem ci, jak brzmi to imię.
- Nie musisz. Wiem, jakie to imię. Krąg się zamyka, wąż zatapia zęby we własnym ogonie. Tak być musi. Ty i to imię. I kwiaty. Dla niej i dla ciebie. Czternaste imię wykute w kamieniu, imię, które wymawiałem w środku nocy i w blasku słońca, w mróz, upał i deszcz. Nie, nie boję się wymówić go teraz.
- Wymów je zatem.
- Yennefer... Yennefer z Vengerbergu.
- A kwiaty są dla mnie.
Skończmy z tym - powiedział z wysiłkiem. - Weź... Weź mnie za rękę.
Wstała, zbliżyła się, poczuł bijący od niej chłód, ostre, przenikliwe zimno.
- Nie dziś - powiedziała. - Kiedyś, tak. Ale nie dziś.
- Zabrałaś mi wszystko...
- Nie - przerwała. - Ja niczego nie zabieram. Ja tylko biorę za rękę. Po to, by nikt nie był wówczas sam. Sam we mgle...
Dorosły człowiek, piąta dekada życia, czytałem te opowiadania naście razy, kilka razy słuchałem. Dalej jak czytam potrafią mnie brać dreszcze.
Zaloguj się aby komentować