Bardzo spodobał mi się pomysł na osadzenie historii w alternatywnej rzeczywistości, w której Fiona nigdy nie została uratowana przez Shreka, Osioł dalej jest Osłem, a Kot... wybuchłem śmiechem, jak go zobaczyłem. xD
Polubiłem przekaz, że warto doceniać to, co się ma, zamiast zadręczać się, że trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona.
Jednakże sama animacja mi się nie spodobała. Nie wiem dlaczego, ale coś mi zgrzytało, jakbym oglądał cutscenkę z gry komputerowej, która swoją premierę miała dwadzieścia sześć lat temu. Zdecydowanie jedynka i dwójka o wiele lepiej się zestarzały.
Zimna pokerzystka-modelka powoli zaczyna mieć obcesję na punkcie sądowej sprawy tortur i morderstwa trzech nastolatek
W teorii lubie to co ten film robi. Dotyka tematyki perwersyjnej fascynacji true crime, zapominającej o tych dotknętych tragedią a skupiającej się na rozwiązaniu zagadki. Problem w tym że film w ogóle do mnie nie trafia. Ciężko mi się oglądało, może po prostu mój gust jest w mniej edgy filmach.
@JacusDobraMorda Dla mnie to był super film, oglądałam spięta, wciągnięta -to w sensie odczuć, ładnie mnie trzymał za mordę, dzięki konstrukcji głównej bohaterki, do której nie pasuje żadna definicja.
Reżyseria: Reżyserami 1. sezonu Rodu Smoka (2022) byli przede wszystkim Miguel Sapochnik, Clare Kilner, Greg Yaitanes oraz Geeta V. Patel
Czas trwania: 10x1h
Ocena: 8/10
W końcu wziąlem się za nadrabianie Rodu Smoka i podoba mi się ten serial, tyle że brakuje mi tutaj wielkiego świata jaki byl pokazany w Grze o Tron, byl odcinek, gdzie balem sie, ze pójdzie to już coraz gorzej, ale jednak na szczęście pomyliem sie i bylo coraz lepiej. Jedyny zarzut. to fakt, ze dzieje sie to w zasadzie w jednym zamku, a wolalbym bardziej otwarty teren akcji. Super rozgrzewka przed Rycerzem Siedmiu Królestw.
Już w pierwszym odcinku zakochałem się w głównych bohaterach. I w początkowo małomównym Connellu, i w zadziornej Marianne, choć to tylko pozory, które z każdą kolejną minutą pękają.
Zgadzam się z opinią, że ten serial może działać terapeutycznie dla wszystkich, którzy czują, że nie pasują do grupy. W obojgu zobaczyłem siebie, przez co poczułem się lepiej z moją przeszłością, która wiązała się głównie z poczuciem braku przynależności i zrozumienia przez innych.
Jednocześnie to serial, który wielokrotnie wzbudzał mnie poczucie niepokoju. Łapałem się na tym, że czułem niechęć do włączenia kolejnego odcinka z obawy, że coś przykrego wydarzy się pomiędzy bohaterami albo ogółem w ich życiach. Równie często miałem rację.
Sama ich relacja była trudna. Connell przez długi czas był emocjonalnie niedostępny, z czasem jednak się otworzył. Z kolei Marianne po wielu przykrościach i niedopowiedzeniach coraz bardziej zamykała się w niskim poczuciu własnej wartości, a potem nienawiści do samej siebie, wiążąc się przez to z nieodpowiednimi osobami.
Normalnie ponarzekałbym także na przesyt scenami erotycznymi... ale tutaj zostały nakręcone wyjątkowo ze smakiem, że ani trochę mi nie przeszkadzały.
Dlaczego więc nie wystawiłem najwyższej oceny, mimo że tak bardzo spodobał mi się ten serial? Przez finałową scenę, która jest jedną wielką kliszą. W momencie, gdy w końcu oboje zrozumieli, ile dają sobie nawzajem szczęścia, oczywiście musiało wydarzyć się coś, z czego jedno z nich nie było w stanie zrezygnować. I znowu zamiast być szczęśliwi, to muszą się rozstać i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą do siebie. Być może kolejnego razu już nie będzie.
I tak, jestem trochę zły, że historia nie zakończyła się szczęśliwym zakończeniem, chociaż z tym też można się kłócić, bo gdyby popatrzeć na nich z osobna, to każde z nich miało swój „happy end”. Szkoda tylko, że nie wspólny.
Mnie najbardziej cieszy, że dzięki tej serii odrodziła się moda na klasyczny kryminał, a nie te skandynawskie ciężkie powieści, od których można dostać depresji.
@Desmod Ludzie z tagu filmmeter powiedzieli, że anime im nie przeszkadza i ustaliliśmy, że wrzucamy na ich tag. Dodawaj do postu tag #anime to mangozjeby będą wołane. Jakby się to bardzo rozrosło albo jednak zaczęło ich boleć anime to można się wtedy przenieść na osobny tag.
Przygotowałem też na szybko mały pomocnik do robienia postów z anime co ci pobiera sam automatycznie info o anime i jego okładkę: https://animemeter.vercel.app/ . Ofc nikt nie każe ci z tego korzystać i możesz używać tego co reszta ludzi na tagu, jak ci wygodnie.
Najnowszy sezon, w którym Mickey Haller zostaje wrobiony w zabójstwo byłego klienta. Przez cały sezon będziemy obserwować proces i zmagania Mickeya z wymiarem sprawiedliwości.
Aktorsko wypada średnio, cały sezon wyciąga za uszy sędzia Stone, adwokat Maggie i prokurator Dana, ta ostatnia w negatywnym sensie, ale gra mistrzowsko. Sam Mickey gra w tym sezonie gorzej i super, że w pewnym momencie obronę przejmuje Maggie i sezon zaczyna się rozkręcać.
Może nie jest wybornie, ale wciągnąłem całość wczoraj zarywając nockę, a dawno nic mnie aż tak nie wciągnęło. Dlatego polecam.
@WujekAlien Obejrzałem na dwa strzały. Podobne odczucia, ale jednak nie dałbym więcej jak 7.
Brak jakichś ciekawszych spraw pobocznych plus sam fakt że główna fabuła jest z tych "w połowie już w zasadzie wiadomo co i jak się stało, ale nie ma dowodów" a sam plottwist to ledwo można nazwać plottwistem. No i obowiązkowy wątek lesbijski
No i trochę to, że dowody prokuratury (poza ciałem w bagażniku) były non-stop cienkie jak siki węża. Co nie zmienia faktu, że aktorsko tak jak pisałeś - sędzie, prokurator i była żona nr 1 świetni.
@Ragnarokk Racja, choć jak bym chyba nawet wolał ten sezon bez spraw pobocznych. Mam wrażenie, że odciągały uwagę niepotrzebnie od głównego wątku, a tak jak piszesz, były mało ciekawe.
Im dłużej myślę o tym filmie, tym niższą ocenę chcę mu dać. Zaczęło się od szóstki, a zjechało o oczko, a teraz zastanawiam się, czy nie wystawić czwórki. Zostawmy więc piątkę - średni.
Uwaga, spoilery.
Do pewnego momentu bardzo mi się podobał, nie będę ukrywał - jak to znajomy ujął, gdy poszedł do kina, myślał, że to film, który spodobałby się raczej jego mamie, niż jemu. Wychodzi na to, że bym się z nią pogadał. ; )
Przestało mi się podobać po pierwszej zmianie narratorki. A im dalej w las, tym gorzej. O zakończeniu nawet nie chce mi się mówić, było strasznie głupie. Zadziwiający zbieg okoliczności, że do domu przyjechała akurat policjantka, której siostra była kiedyś zaręczona z Andrew. Szkoda gadać.
Irański mechanik zbiegiem okoliczności spotyka człowieka, którego podejrzewa, że był jego prześladowcą w czasie więziennych represji
Film skutecznie łączy bycie politycznym dramatem i czarną komedią. Miejscami zbyt łopatologicznie wypowiada swoje tezy jak na mój gust, ale to dalej dobry film o cyklach zemsty
Fajna kontynuacja fajnej animacji. Przynajmniej kilka razy głośno się roześmiałem i ogółem dobrze się bawiłem, bez nudy.
Po seansie pomyślałem, że trochę szkoda, że nie było tutaj tak, jak w komiksach „Blacksad”. Rozchodzi się o dopasowanie gatunków zwierząt do pełnionej funkcji. Na przykład, że goryl był rzeczywistym „gorylem”, ochroniarzem, a pies policjantem. ; )
No i dużym minusem jest to, że przy polskim dubbingu piosenka nie została przetłumaczona.
Drugi sezon przebojowego serialu Netflixa, opartego na absurdalnym humorze ubranym w historycznej szacie, o najsłynniejszym Janie Pawle w dziejach, jego rodzinie i chłopach. Nasz bohater dalej szuka sławy, córka miłości, syn bogactwa a szwagier żony.
Dalej dobrze się ogląda, mimo słabszego początku dalsze odcinki trzymają poziom.
Nie jestem ogromnym fanem serii „Fallout”. Trochę grałem w gry, ale żadnej nie przeszedłem (mimo że kiedyś byłem bardzo blisko ukończenia jedynki), chociaż bardzo podoba mi się świat przedstawiony. Stąd oceniam serial jako po prostu produkcję, a nie ekranizację, pomimo tego, że według Todda Howarda ruchome obrazki są kanoniczne.
Drugi sezon kontynuuje wątki rozpoczęte w pierwszym i na szczęście nie dorzuca zbyt wielu nowych, co niestety moim zdaniem jest częstym zabiegiem kolejnych sezonów.
Lucy wciąż ściga ojca i powoli przestaje już być nieco naiwną i idealistycznie podchodzącą do życia oraz ludzi wychowanką Krypty. Bardzo spodobała mi się scena, w której z satysfakcją strzelała do ghuli, mimo że nie powinna mnie cieszyć taka przemiana.
Z kolei Maximus traci wiarę w ideały, w których cieniu dorastał. Te dwie postacie nie są oryginalne, jednakże dobrze się ogląda ich historię.
Ogółem to dobry serial. Ładnie się na niego patrzy, nie razi jakimiś głupotkami, regularnie wykorzystuje motywy znane z gier i często puszcza oczko do fanów. Sam byłem w stanie wychwycić niektóre nawiązania.
Cieszy to tym bardziej, że to jedna z najlepszych ekranizacji gier. Nie jest to wybitnym osiągnięciem, ponieważ próby przeniesienia gier na ekrany z reguły kiepsko się kończyły, ale twórcy „Fallouta” nie mają czego się wstydzić. Raczej nie jest to serial, o którym bym dyskutował godzinami. Za to do odmóżdżenia się czemu nie.
@cyberpunkowy_neuromantyk Ja mam mieszane uczucia odnośnie zakończenia.
W 1 sezonie otrzymaliśmy dużo odpowiedzi na koniec i to w jakim kierunku będziemy iść dalej a teraz mamy niektóre wątki otwarte, cześć zmarnowanych (jak Norma a szkoda bo w 1 sezonie był najlepszy). Na siłe wątek Lucy i Ghula można podciągnać, że jest zamknięty i zaczyna się coś nowego.
Sprawa House'a też nie wyjaśniona, jak doszło do zagłady atomowej, kto w zasadzie to zrobił. Do tego wątek krypciarzy - niektórych kwestii nie musiało być jak kółko kazirodczych spotkań... Zabrali tylko cenny czas.
Podsumowując - liczę, że mają na to spójną wizję i patrzą na to z lotu ptaka i dobrze zepną z następnym sezonem.
Odnośnie adaptacji lore, fabuły, smaczków z gry jest to najlepsza adaptacja gry a byłem przekonany przed premierą drugiego sezonu The Last of Us, że to oni będą dzierżyć ten tytuł ale spartolili całkowicie fabułę.
@cyberpunkowy_neuromantyk z gry zrobili kreskówkę tak moim zdaniem, za dużo idiotyzmów w fabule i poczynaniach postaci (ale pewnie podobnie było z ostatnimi odsłonami Bethesdy, w które nie grałem). Scenografia i efekty jeszcze jakoś ratują ten serial. Daję 5,5/10.
Tak jak obiecałem, wracam z recenzją drugiego sezonu i to jest właśnie ten moment, w którym seria przestaje być bajką o dziewczynach z końskimi uszami, a staje się pełnokrwistym dramatem sportowym. Jeśli pierwszy sezon był słaby to drugi nie ma się czego wstydzić w porównaniu z innymi opowieściami sportowymi. Pomimo formy, anime te wyjątkowo dobrze trzyma się faktów historycznych i przybliża nam jedną z najbardziej emocjonalnych historii japońskich wyścigów konnych.
Opowieść skupia się na Tokai Teio i Mejiro McQueen, dwójce bardzo utalentowanych zawodników. To nie jest generyczna opowieść o drodze na szczyt od zera do bohatera, a przypomina mi bardziej film "Wyścig" o rywalizacji Laudy i Hunta. Wiele fikcyjnych historii oszukuje widza, że sukces sportowy to suma posiadanego talentu i pracy wykonanej na treningach. Istnieje jeszcze jeden, trzeci czynnik, który jest straszniejszy niż najlepsi rywale. To czynnik losowy, kruchość własnego organizmu, w którym ciało się poddaje niezależnie od tego, jak silna jest wola walki.
Nawet te nieszczęsne koncerty idolek z pierwszej części zeszły na tak daleki plan, że właściwie przestały mi przeszkadzać, przytłoczone powagą historii. Świetny był również wątek poboczny konia Rice Shower, który przedstawia punkt widzenia sportowca, który jest ofiarą ciemnej strony kibicowania.
Podsumowując, drugi sezon to emocjonalny rollercoaster, który nie bierze jeńców, a mnie wzruszył do łez. Jeśli nie chcecie marnować czasu na słabe historie to jest właśnie miejsce, w którym warto zacząć. To jedna z emocjonalnie najlepszych sportowych historii, jakie widziałem w ogóle.
@Rozpierpapierduchacz Dokładnie animacja w ostatnim filmie czy sezonie Cinderella Gray jest rzeczywiście na wysokim poziomie. Tutaj jeszcze pod względem animacji nie jest tak dobrze i czasami CGI jest średnie ale jest na to proste wytłumaczenie. Gra Uma Musume wyszła dopiero po wypuszczeniu drugiego sezonu i ogromny strumień pieniędzy dopiero zaczął płynąć.
Mimo, że to gra mobilna jakiej nawet nie sprawdzałem bo nie jestem zbytnim fanem takich gier to jednak zarabia wyjątkowo dobrze.
Dodam jeszcze ciekawostkę finansową, że pewne serie anime sprzedaje się w tomach po kilka odcinków i ten sezon jest rekordzistą największej ilości sprzedanych fizycznych nośników w ogóle w świecie anime. Cały sezon składał się z 4 tomów gdzie jeden kosztował blisko 300 złotych (tak wysoka cena powiązana była również z wirtualnymi nagrodami do odebrania w grze), a średnia sprzedaż tomu wynosiła ponad 165 000 kopii. Na drugim miejscu wszech czasów jest seria Evangelion z wynikiem około 130 000.
Po tym sezonie wyszła gra mobilna w tym uniwersum, która w roku premiery była w top 3 najlepiej zarabiających gier mobilnych w ogóle mimo bycia obecną tylko w Japonii. Aktualnie zarabia ponad 300 mln dolarów rocznie.
@nbzwdsdzbcps Trochę oszukiwany rekord skoro sprzedawali wraz z anime bonusy do gry. Skoro gra jest taka popularna to na bank masa osób kupowała głównie dla tych bonusów. A zwłaszcza jak to były jakieś ultra limitowane rzeczy których nie dało się zdobyć w jakiś inny sposób.
@nbzwdsdzbcps Czy jeżeli totalnie nie interesuje mnie aspekt sportowy i tego biegania to jest sens to oglądać dla samego Slice of Life i dramy czy raczej se odpuścić? xD
@Catharsis W takim wypadku na pewno bym nie zaczynał od pierwszego sezonu jeśli chcesz sprawdzić czy jest to tytuł dla Ciebie bo jest znacznie słabszy, a zawsze możesz do niego wrócić później.
Drugi sezon to dobry start z powodu świetnej historii i znajdziesz tutaj bardzo dużo dramy. Najlepsza animacja pojawia się w ostatnim filmie Beginning of a New Era oraz serii Cinderella Gray gdzie widać ile pieniędzy zainwestowano. Daj proszę znać co sądzisz gdy zdecydujesz się obejrzeć bo w pełni polecam i jestem ciekaw opinii innych ludzi z naszego tagu.
@nbzwdsdzbcps To sprawdzę kiedyś, może dostane jakiegoś natchnienia. Muszę też chyba zacząć sobie zapisywać komu mam napisać co sądzę o jakiejś polecanej mi serii jak już ją oglądne bo zaczynam się w tym gubić xD.
Dałem się skusić po obejrzeniu shorta z tego filmu - spodobał mi się koncept męża, który „próbował przez dwadzieścia dziewięć lat małżeństwa”.
Nie chcę demonizować kobiety, ale dziwię się, że chłop tyle z nią wytrzymał. Mnie zaczęła irytować już od pierwszego pojawienia się na ekranie, począwszy od dziwnego akcentu po sposób komunikacji. Często też atakowała swojego męża, głównie słownie, ale zdarzyło się i fizycznie. Nic zaskakującego, że mężczyzna wolał po prostu milczeć, być nieobecny, co było jednym z zarzutów.
To mnie dziwi, że ludzie w związkach potrafią być dla siebie niemili i często się krytykują. Ba, potrafią nawet ośmieszać drugą osobę w towarzystwie. Może to kwestia niedopasowania do siebie, może kwestia braku odpowiednich wzorców.
Na przykład o synu głównych bohaterów jego koleżanka powiedziała, że często wydaje się nieobecny. O to samo oskarżyła go jego matka, że zachowuje się jak ojciec. Przejął wzorce po rodzicielu, co przy takiej matce również nie powinno dziwić - po prostu wolał jej nie wchodzić w drogę, bo i tak nie mógł mieć własnego zdania. Gdy rozmawiali o wierze w Boga, usłyszał tylko, że gdyby dobrze zrozumiał pewne rzeczy, to by na pewno w niego wierzył, a skoro tak nie jest, to się myli. Kobieta nawet nie potrafiła dyskutować, ponieważ uważała, że tylko ona ma rację.
Po prostu czasem są ludzie, z którymi naprawdę trudno jest żyć. Czy to ich wina? Poniekąd tak, ponieważ trzeba włożyć sporo pracy w to, żeby związek był udany, co oznacza przede wszystkim pracę nad sobą. I tego chyba zabrakło w przypadku głównych bohaterów.
Aktorsko bardzo słabo, fabularnie również. Taka gorsza „M3GAN”, o której kiedyś napisałem na swoim blogasku (link w komentarzu). Najlepiej wypadła Megan Fox, odgrywająca rolę „atrakcyjnej androidki, która niespodziewanie ujawnia swe mroczne intencje”. Dobrze wcieliła się w rolę sztucznego człowieka, ale nie wiem, czy to zasługa jej dobrej gry aktorskiej czy jednak złej gry aktorskiej. ; )
Jednakże film skłonił mnie do przemyśleń, a to bardzo lubię w dziełach kultury, na temat tego, czy seks z androidem podchodzi pod zdradę. Mężczyzna porównał to do wibratora swojej żony. Poniekąd się z tym zgadzam - to i to jest w tym przypadku „narzędziem”.
Jednakże nie dziwię się jego żonie, że zareagowała, jakby zdradził ją z inną kobietą. W końcu zrobił to z Megan Fox, a nie z plastikowym kadłubkiem czy sztuczną pochwą. Pewnie też bym się poczuł dziwnie, gdybym zastał dziewczynę z reprodukcją Henry'ego Cavilla, mimo że nie byłby żywym człowiekiem.
Mroczne miasto bardzo mi się podobało jako solidne, klimatyczne kino science fiction. Film wyróżnia się wyrazistymi bohaterami — szczególnie główny bohater oraz doktor, którzy zapadają w pamięć i nadają historii głębi. Choć efekty specjalne miejscami trącą już latami, zupełnie nie przeszkadza to w odbiorze i nie psuje mrocznej atmosfery. Mam wrażenie, że ten film mógłby spokojnie stać w jednym szeregu z Matrixem — tym bardziej zastanawia mnie, dlaczego nie odniósł podobnego sukcesu.
Uprzedzając: tak, jest wątek homoseksualny. Nie, nie został przerysowany i oglądało się go przyjemnie. Poza tym, kogo dziwi, że w wojsku są homoseksualiści? Młodzi, nabuzowani testosteronem chłopcy zostają zamknięci na kilkanaście tygodni, śpią w jednym baraku, wypróżniają się i biorą prysznice razem (nie ma osobnych kabin). Jak tu się nie skusić na kumpla? ; )
Pomijając już śmieszki, to uważam „Boots” za dobry serial, traktujący o toksycznej męskości, przekazujący pewną naukę o tym, że sami odpowiadamy za swoje życie i nie ma nikogo, kto nas uratuje. Jasne, że znajdą się osoby, które wyciągną pomocną dłoń, jasne, że udzielą wsparcia, ale i tak wszystko zależy od nas samych, od naszej dyscypliny, siły woli, samozaparcia czy czegokolwiek innego.
Jednocześnie to też nauka, że trzeba się dopasować do miejsca, w którym przebywamy, żeby dobrze się tam czuć. Homoseksualizm w marines był (jest?) poważnym wykroczeniem, więc zniewieściały chłopiec, jakim jest główny bohater, w teorii nie ma czego szukać w piechocie morskiej. A mimo to zaciąga się, trochę za namową kumpla, trochę z chęci zmiany czegoś w swoim życiu, przede wszystkim samego siebie. Przez swą zniewieściałość i brak „typowej męskiej energii” był mocno gnębiony w szkole.
Utożsamiam się z tą postacią. W technikum przypięto mi łatkę geja, mimo że byłem wtedy w związku z dziewczyną, i dość mocno obciążało mnie to psychicznie. Nie miałem wtedy na tyle sił, psychicznych czy fizycznych, żeby postawić się prawie że całej klasie, więc poniekąd rozumiem, co muszą czuć osoby, które boją się wyjść z szafy i być w pełni sobą.
Podoba mi się też złamanie stereotypu, że geje to zniewieściali i zmanierowani chłopcy, mówiący wyższym tonem i przesadnie gestykulujący. Okazuje się, że jeden z największych badassów, można powiedzieć, że prawdziwy męski mężczyzna, bezlitosny zabójca i postrach rekrutów, jest homoseksualistą. I jego wątek romantyczny został poważnie poprowadzony.
No i fakt, że cały serial opowiada o treningu rekrutów, bardzo mi przypadł do gustu. Nie wiem czemu, ale to zawsze moje ulubione części filmów czy seriali wojennych. Co prawda drący ryja sierżanci nie umywają się do tego z „Full Metal Jacket”, ale dają radę. Rozbawiło mnie, że kumpel głównego bohatera zapytał go, czy nie obejrzał tego filmu, gdy mu go polecił, żeby wiedział, z czym się spotka. ; )
@cyberpunkowy_neuromantyk poddałem się po dwóch odcinkach. Znudził mnie. Trochę taki serial dla młodzieży. Dorosły człowiek raczej nic w nim nie znajdzie dla siebie.
Nigdy jakoś wybitnie nie wiedziałem zbyt wiele o koniach, ani wyścigach konnych. Przed seansem znałem tylko historię dwóch koni czyli Secretariata, o którym widziałem kiedyś film i do którego zauważyłem wiele nawiązań w innych produkcjach. Przez niego wpadła mi w ręce historia o japońskim koniu nazwanym Silence Suzuka, która rzeczywiście mnie poruszyła. W skrócie był to koń, który wygrywał wyścigi w pięknym stylu z ogromną przewagą. Prowadził również w wyścigu, po sześciu wygranych z rzędu gdzie przy pełnej prędkości złamał nogę ale zamiast się przewrócić i pokoziołkować to dał radę jeszcze zwolnić przez co prawdopodobnie uratował swojemu dżokejowi zdrowie czy nawet życie za co mu potem otwarcie dziękował. Niestety złamanie było tak poważne, że koń został tego samego dnia poddany eutanazji na torze. Nie zdawałem sobie również sprawy jak bardzo popularny jest to sport w Japonii, mimochodem w trakcie oglądania dostawałem wiadomości, że dany wyścig był oglądany przez 80 czy 100 tysięcy ludzi co wydawało mi się absurdalne bo jest to wynik na poziomie finału mundialu w piłkę nożną. Najbardziej rekordowy wyścig konny odbywający się w tym kraju oglądany był przez prawie 200 tysięcy ludzi.
Pewnie pomyślicie sobie co ten przydługi wstęp ma wspólnego z powyższą serią, gdzie na plakacie są anime dziewczynki. Powiem więcej to nie są zwykłe dziewczynki tylko Uma Musume (Uma oznacza koń, a Musume najczęściej młodą kobietę czyli konio-dziewczyny). Historia dzieje się w Japonii gdzie żyją normalni ludzie, a obok nich swego rodzaju reinkarnacje najbardziej znanych koni jakie znamy (jednym z nich jest wspomniana we wstępie Silence Suzuka), które są tylko dziewczynami bez względu czy jako oryginał były ogierem czy klaczą (tak, są znane przypadki klaczy, które wygrywały z samcami ale nie był to częsty widok).
To co ta seria robi dobrze to odwzorowuje realne wyścigi, ich przebieg i tworzy postacie, które są odbiciem nie tylko konia ale również dżokeja czy właścicieli. Pierwszy sezon jest zdecydowanie najsłabszy i uważam, że to dobrze bo jest to nareszcie świeży powiew gdzie autorzy uczą się na swoich błędach zamiast po świetnym pierwszym sezonie zaczynają kręcić słabsze i słabsze kontynuacje. Widać ich rozwój oraz oczywiście skokowy wzrost zainwestowanych pieniędzy gdzie w kolejnych częściach opiszę również skąd się biorą.
Pierwszy sezon to średnia animacja, która posiada zabawne wstawki komediowe i traci u mnie dużo przez postać Silence Suzuka gdzie historia zakończyła się lepiej niż w rzeczywistości. Nie jestem również fanem pomysłu wykonywania koncertów w stylu idolek przez zwycięzców. Przeszkadza mi to pewnie dlatego, że jestem po prostu fanem poruszania ciężkich, emocjonalnych tematów i pełen realizm bardziej mi odpowiada ale zapewniam, że będzie go tutaj jeszcze bardzo dużo.
Sama historia skupia się na postaci konia Special Week gdzie jego droga w większości przedstawiona jest jako generyczny rozwój bohatera, który staje się lepszy, bardziej rozpoznawany w wyścigowym świecie. Historia jest oparta na faktach, tak jak i wyniki wyścigów przez co trudniej przewidzieć co się stanie bo nie ma tutaj plot armoru, który sprawia wrażenie nienaturalnego rozwoju akcji oraz siły przyjaźni, która pokonuje wszelkie przeciwności.
Jeśli czujecie się zainteresowani musicie odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie czy zawsze musicie obejrzeć coś po kolei czy szkoda wam czasu na przeciętnie zrealizowane historie. Jeśli jesteście w pierwszej grupie to zapraszam do seansu gdzie nie będzie on wybitny ale zobaczycie w tle postacie, które w kolejnych częściach poznacie lepiej i kilka razy się uśmiechniecie. Jeżeli jesteście w drugiej grupie to polecam poczekać na moją recenzję drugiego sezonu, który jest jedną z najbardziej poruszających historii sportowych z jakimi się zetknąłem.
@nbzwdsdzbcps O xD. Pamiętam jak chodziłem jeszcze do szkoły to śmialiśmy się z ziomka z naszej paczki, że "ogląda takie gówno" XD. Bo on lubił oglądać takie przeróżne specyficzne serie i raz jak nam o tym powiedział to odpaliliśmy to w klasie na informatyce i tak parzymy jak te anime dziewczynki biegają jak konie i bardzo nas to bawiło xD.
Widziałem też ostatnio, że gra z tego była dość popularna na Steamie itp ale nah, szans nie ma żeby zainteresowało mnie anime o biegających koniodziewczynkach xD. Zresztą zwykłe konie mnie też nigdy nie interesowały.
@Catharsis Zgadza się, sam jestem pod wrażeniem poważnych tematów poruszanych pod względem sportowych historii w każdej kolejnej części poza pierwszą.
Poza tym świadomość, że opowiedziana historia jest oparta na faktach dodaje ładunku emocjonalnegom i ogląda się lepiej niż większość historii sportowych. Do tego animacja w ostatnich sezonach jest na bardzo wysokim poziomie.