Kolejna odsłona przygód prywatnego detektywa Philipa Marlowe'a (Humphrey Bogart). Zostaje on wynajęty przez bogatego dżentelmena do ochrony jego pięknej córki. Nieopatrznie sam staje się ofiarą starannie ukartowanej intrygi, której rozwiązania strzeże mroczna zasłona milczenia i zbrodni... Znakomita adaptacja debiutanckiej powieści Raymonda Chandlera.
Świetne kino noir. Bogart lepiej wypada w roli Marlowe'a od Dicka Powella chociaż i tamten nie zagrał złej roli. Czuć, że gatunek zaczyna się rozwijać. Postaci stają się wyraźniejsze, ich ukryte motywy mają drugie dna. Marlowe węszy nawet po rozwiązaniu głównej sprawy i jak prawdziwy detektyw musi dojść do prawdy nawet ryzykując swoim życiem.
Seria składająca się z 13 odcinków, która opowiada o grupie licealistek chcących wyruszyć w podróż na Antarktydę. Mimo wstępnie dość absurdalnego pomysłu historia trzyma się realizmu, bohaterki muszą zdobyć fundusze, przekonać dorosłych, przejść wymagane szkolenia i zmierzyć się z przeciwnościami samej podróży.
Największym plusem tej serii jest bycie świadkiem jak początkowe marzenie staje się rzeczywistością, gdzie każda z nich ma różne motywacje, swoje własne problemy i co zrobią by stawić im czoła.
Bardzo przyjemne kino, które zostawia po seansie ciepłe uczucie na sercu, a jeśli lubicie się śmiać czy wzruszyć to na pewno miło spędzicie te kilka godzin. W moim odczuciu jest to taki bardziej poważny K-On, który nie boi się trudnych tematów.
Wspominaliśmy Cię na #hejtopiwo Ktoś zagadał, że fajnie poznać ludzi, ale czasami to ciężko dosłyszeć nicka i tak napomknąłem, że szkoda, że nie ma z nami @nbzwdsdzbcps
@nbzwdsdzbcps Lol a widziałem gdzieś ostatnio jakiś urywek z tego i tam było o podróży na Antarktyde ale myślałem, że to taki żart tylko a one na serio xD. No nic, jak podobne do K-On to wlatuje na plan to watch listę.
@nbzwdsdzbcps Ok znać dam, ale to raczej nie będzie szybko bo na PTW liście na MALu mam ponad 400 tytułów i ja to oglądam losowo jak mnie akurat najdzie ochota na jakiś konkretny motyw. Ale teraz widzę, że to jest od Madhouse to nawet szybciej obejrzę.
@KUROT Do tego łatwiej trzymać poziom w krótkiej serii, także na pewno warto obejrzeć ale będę opisywał również to co średnio mi się spodobało lub trzymało różny poziom zależnie od sezonu.
Ależ to naciągana historia. Alicja Huberman otrzymuje od agenta rządowego zadanie infiltracji organizacji nazistowskiej. W tym celu udaje się do Rio de Janeiro. Dziewczyna zgadza się. Wkrótce, w ramach zadania, zostaje żoną jednego z podejrzanych, Alexandra Sebastiana. Alex jest w pełni świadomy tego, że w mieście kręcą się agenci wywiadu amerykańskiego, ba, nawet widzi ich szefa w restauracji, w której je obiad z Alicją. Widzi, że spotyka się ona z agentem, który jej zaproponował to zadanie i do momentu balu w swojej posiadłości (na którym ten również się zjawia) nie ma większych podejrzeń. Zawiodłem się tu na fabule ale Bergman faktycznie gra świetnie.
Nie podchodziłem do filmu Christy jak do typowego filmu biograficznego, bo nie znam się na boksie ani na samej bokserce, o której opowiada ta historia. Mimo to główna rola aktorska wypadła całkiem dobrze, a ogólnie poziom aktorstwa był okej. Fabuła jest raczej schematyczna, podobna do klasycznych filmów o bokserach w stylu Rocky, więc nie ma tu niczego wyjątkowo odkrywczego. Mimo to to przyjemny film na jeden wieczór i ogólnie mi się podobał.
Brazylia, rok 1977. Po konflikcie z biznesmenen uniwersytecki profesor musi uciekać pod przykrywką do rodzinnego miasta
Pomimo intryg, ukrytych agentów, zleceń zabójstw, konspiracji i innych rzeczy które można potraktować jako żywcem wziętych z brazylijskiego bonda - to nie jest film akcji. Nie tworzy się tutaj szpiegowski thriller, film idzie w bardziej spokojniejszą (a przynajmniej spokojniejszą niż się spodziewałem) drogę studium bohatera walczącego ze skorumpowanym systemem. Skupia się na pojedyńczym przypadku, ale spośród jego relacji z rodziną, innymi prześladowanymi jednostkami, a także przez multum pobocznych wątków, dostajemy bardzo szczegółowy obraz całego społeczeństwa brazylijskiej dyktatury.
Na minus na pewno pierwszy akt - widz jest wrzucony w sam środek chaosu wszystkich wątków fabularnych, długo zajmuje połapanie się w historii. Wydaje mi się że sporo by zyskał przy drugim oglądaniu, kiedy dokładnie wie się jakiego filmu się spodziewać
Film o trasie koncertowej czarnoskórego geniusza muzyki klasycznej i włoskiego cwaniaka z północy na południe, w czasach silnego rasizmu (akcja odbywa się w 1962) w Stanach Zjednoczonych, w szczególności w południowych stanach.
@Piechur oglądałem go dawno temu i nie czułem żeby historia była na siłę byle "postępowo". Powiem nawet że zaciekawiła mnie na tyle żeby zainteresować się tematem postrzegania osób czarnoskorych w tamtym okresie.
Rodzice izraelskiego żołnierza dowiadują się że ich syn poległ na służbie. Lawina niekontrolowanych wydarzeń rozpoczyna się, gdy okazuje się to jednak pomyłką
Gorzej działa mi jako satyra na izraelskie wojsko, trochę pachnie memem poniżej (chociaż na pewno jest anty-IDF, nie dawałbym pozytywnej opinii gdyby nie było). Bardziej mi podchodzi jako film o absurdzie: decyzjach niby racjonalnych, które wymykają się spod tej racjonalności i jakiejkolwiek kontroli.. Sytuacjach z których nie można wyciągnąć żadnych lekcji, można tylko przeżyć i iść dalej.
Film mocno zmienia tony w ciągu filmu, z dramatu w absurdalną komedię i z powrotem, w kółko. Zdecydowanie highlightem jest środkowa sekcja na posterunku, kiedy film najbardziej staje się absurdalną komedią. Uwielbiam humor tego filmu, nie odbiera nic dramatowi całej sytuacji a kontrastuje. Sprawia że kulminacja całego filmu mocno wchodzi
Jeśli to jest film postapo ze znaną koncepcją, tylko w oryginalnym wykonaniu, to wtedy 7/10.
Ale objerzałem go pod wpływem teorii... że jest to sequel filmu "Willy Wonka i fabryka czekolady". Gdy trafiłem na dość popularny na YT film o tej teorii, to najpierw odpaliłem seans "Snowpiercera", a później wróciłem do YT. I muszę przyznać, że ta teoria jest całkiem przekonująca xD
Dwóch policjantów, pracujących na co dzień w wydziale zabójstw Komendy Stołecznej Policji, odkrywa, że z pozoru przypadkowe morderstwa zaczynają się ze sobą łączyć. Tajemniczości całości dodaje fakt, że wokół sprawy zaczynają kręcić się ludzie ze służb i polityki. A kolejni ludzie wciąż giną.
Mam co do tego serialu (jego 1. sezonu) mieszane uczucia. Z jednej strony fabuła całkiem ciekawie i zgrabnie skonstruowana, momentami zaskakująca, do końca nie wiadomo co się wydarzy. Z drugiej strony jest to strasznie "sterylny" świat, bliższy bardziej telenoweli niż prawdziwemu kryminałowi, przez co ciężko było mi się w niego w pełni wczuć. Nawet melina wydaje się względnie sympatyczna. Daleko mu pod tym względem do serialu "Pitbull", który stanowi dla mnie wyznacznik udanego polskiego serialu kryminalnego.
Nie spodziewałem się, że to będzie tak dobry film.
Przede wszystkim nie zgadzam się z różnymi komentarzami, że to pornografia przemocy. Myślę, że trudno jest inaczej pokazać przemoc domową bez pokazywania rzeczywistej przemocy. To musiał być obraz brutalności, żeby dobitnie zaznaczyć, jak wygląda życie ofiary przemocowca. Że nie dotyka jej agresja wyłącznie fizyczna, ale także psychiczna i ekonomiczna.
Nie zgodzę się także z tym, że „płeć ma przemoc”, czyli męską. Już na początku mamy przykład przemocowej matki, która w żaden sposób nie wspiera swojej córki, a wręcz przeciwnie, ciągle ściąga ją w dół. Siostra nadużywająca alkoholu i wyzywająca swojego męża od debili, impotentów i cip. Znajome męża głównej bohaterki ignorujące wyraźny problem. Czy chociażby partnerka, która okładała samą siebie, byleby tylko móc pozbyć się swojego partnera, wyprowadzonego przez policję z własnego domu.
Wydawałoby się, że zachowanie głównej bohaterki jest bardzo nielogiczne - dlaczego po prostu nie odejdzie od swojego męża? I dokąd miałaby pójść? Matka zmarła. Siostry ciągle nie było. Własnych pieniędzy najpewniej nie miała. Poza tym pewnie przez całe swoje życie słyszała od matki, że jest najgorszą osobą na świecie, niczego wartą, że przez nią rodzicielka porzuciła swoje marzenia. Skoro mówiła tak do dorosłej córki, to wcześniej zapewne było identycznie. Więc prawdopodobnie Gosia nie wierzyła, że poradzi sobie sama. Że może uwolnić się od męża.
Łatwo jest oceniać taką osobę i jej zachowanie, ale nie wiemy, co siedzi w jej głowie. Szczególnie, gdy jej partner za każdym razem wmawia jej kłamstwa, robi z nią głupią, manipuluje, zastrasza, oczernia, ośmiesza. Gdy sama już nie wie, w co ma wierzyć.
Od początku seansu czułem wewnętrzne napięcie, wiedząc, że prędzej czy później COŚ nastąpi. I ani trochę nie przeszkadzała mi poszatkowana fabuła - mimo że czasem nie wiedziałem, czy to rzeczywistość, to myślę, że dobrze odzwierciedlało to stan głównej bohaterki.
@cyberpunkowy_neuromantyk fajny wpis. Podpisuję się pod tym też. Dla mnie alternatywa happy endu przy tym wszystkim wyglądała aż za bajkowo. Ale dla równowagi psychicznej można uznać, że obie wersje zakończenia mogły by być możliwe, czyli ta optymistyczna też.
a) można wyrwać się z takiego piekła
b) często kobiety same z siebie wracają do tego piekła
Ogółem można potraktować „Dom dobry” jako taki film informacyjny: jak działają tacy przemocowcy, że kobietom nie jest łatwo, ponieważ ludzie im nie wierzą, że nie wierzą im, ponieważ niektóre kobiety potrafią kłamać i oczerniać swoich partnerów. Jak szukać pomocy i że ta pomoc jest możliwa. I tak dalej, i tak dalej.
@cyberpunkowy_neuromantyk widzę, że zachęciłem społeczność Hejto do obejrzenia Domu Dobrego na Prime
Zachowanie głównej bohaterki było nielogicznej, bo była osobą o niskiej samoocenie (dzięki matce), a potem mąż zafundował jej ostre pranie mózgu (gaslighting). Ta poszatkowana fabuła miała potęgować to co się działo w jej głowie. I jeszcze dla wyolbrzymienia tego efektu to mąż otrzymał władzę absolutną w postaci układów i znajomości. Co do zakończenia - myślę, że reżyser pokazuje dwie skrajne opcje - uwolnienie się od potwora wymagające przejścia raz jeszcze koszmar przed sądem (lepsza opcja) lub wykończenie potwora i przejście sądowego koszmaru o wywalczenie możliwie krótkiego wyroku (gorsza opcja), ale wydaje mi się, że to przenikanie się zakończeń wskazuje na to, że Gosia nadal się mota i analizuje co powinna zrobić i wizualizacją tych przemyśleń są właśnie te poszatkowane scenki, które pomieszane są ze wspomnieniami (np. red flagów, które zignorowała).
Po 3 wojnie światowej ostatni ludzie na ziemi zamieszkują "Kopułę", gdzie w oczekiwaniu na zbawienną arkę zaczynają powoli szaleć.
W sumie vibeuje ale nie mam pojęcia dlaczego. Nie będę udawał że w pełni rozumiem co ten film chciał przekazać. Ogrom symboliki, nawiązań do religii, systemów kapitalistycznych czy komunistycznych jest w pewnym momencie przytłaczający. Nie jestem nawet pewien czy pełne zrozumienie w pierwszym seansie jest oczekiwane, czy bardziej celem jest chłonięcie atmosfery filmu. A jest co chłonąć, film klimatem przypominał mi Łowcę Androidów ze swoimi filozoficznymi podtekstami i ślicznymi post-apo zdjęciami.
Film widziałem pierwszy raz, będę musiał obejrzeć teraz ponownie Blade Runnera 2049, bo są tam wyraźne nawiązania.
Przenosimy się do wspaniałych czasów sprzed pandemii... do 2019 r. No mieli niezłe wyobrażenie naszych czasów - trzeba przyznać (do 2049 r. też już wcale niedaleko).
Przede wszystkim film robi wrażenie. Czasy sprzed CGI - co wyraźnie widać i co warto docenić. Mnóstwo świetnej roboty ze światłem, bardzo dobra muzyka. I wiele pytań.
Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Nie. O jednorożcach.
Nieobecny w życiu dwóch córek ojciec-reżyser wraca z propozycją aby obsadzić jedną z nich w roli w swoim filmie.
Kurde, dawno mnie żaden film tak nie poskładał. Przez dłuższą część film ukrywa bagaż emocjonalny całej rodziny w niedopowiedzeniach i niezręcznych rozmowach na tyle zręcznie, że kiedy jest pod koniec filmu jedna scena z uwolnieniem emocji, to przyznaje że łezka poleciała.
Swietny aktorsko w całej obsadzie. Dotyka całej gamy tematów rodziny, zmian pokoleniowych i traum przenoszonych z rodziców na dzieci. Komediowe tony tu i ówdzie (jak filmowy prezent dziadka) sprawiają że pomimo tematyki nie jest to ciężki seans (co nie oznacza że odejmują od powagi). Dla mnie film 2025 roku
Film zaczyna z grubej rury - przedstawia różne relacje z zamachu na World Trade Center. Między innymi rozmowy telefoniczne ofiar.
Chwilę później jest jeszcze mocniej, ponieważ jesteśmy świadkami torturowania zakładnika przetrzymywanego przez CIA. Zacząłem się zastanawiać, czy człowieka, który pomógł w doprowadzeniu do śmierci kilku tysięcy osób, powinno się traktować humanitarnie? Skoro on nie uszanował czyjegoś życia, to czy zasługuje, by uszanować jego?
Nie mam żadnej odpowiedzi na tak trudne pytanie.
Na szczęście potem reżyserska postanowiła dać widzowi odpocząć i tempo mocno spadło, co ma swojego zalety, ale i może też znudzić, jako że film trwa prawie trzy godziny. Potem czekałem już tylko na misję wyeliminowania Osamy bin Ladena. Z tego, co pobieżnie przeczytałem, film wydaje się całkiem nieźle odwzorowywać operację. Przynajmniej według dostępnych informacji.
Rzadko się zdarza, aby sequel był lepszy od pierwowzoru, a tutaj tak było w moim odczuciu. Podczas gdy pierwsza część starała się być zarówno Jasiem Fasolą i parodią Jamesa Bonda oraz była pełna brytyjskich gagów, które były wciskane na siłę, tak tutaj było ich trochę mniej a przy tym były bardziej naturalne. Również fabuła - w jedynce dość niedorzeczna i to mi psuło odbiór komedii, a tutaj logiczniejsza, a przede wszystkim bardziej spójna.
Każda akcja ma swoją reakcję, nie jest tak wyssana z palca jak w jedynce i konsekwencje mają swoje przyczyny.
Lekki film na odmóżdżenie. Szkoda, że dodatkowa scena w trakcie napisów była słabsza od jedynkowego gagu, ale nadal fajnie uzupełniająca :)
Btw. @renkeri zauważyłem, że szukajka na filmmeterze nie znajduje coś dodanych filmów (pomimo, iż je nalicza). Tutaj przykład sprzed 2 dni. Możesz na to zerknąć?
Od wczoraj Dom dobry jest dostęp w Prime Video, więc mimo pewnych obaw zdecydowałem się na seans. Film jest mocny, ale nie aż tak brutalny jak się spodziewałem patrząc na recenzje i komentarze widzów.
Z jednej strony fabuła to przerysowane case study, z drugiej pokazuje uniwersalne mechanizmy przemocy domowej (fizycznej, psychicznej, emocjonalnej, seksualnej, ekonomicznej) stosowanej przez toksycznego partnera. Każdy przypadek przemocy domowej jest inny. W tym przypadku nie bez znaczenia jest to, że główna bohaterka wychowała się w dysfunkcyjnej rodzinie przez co nie ma poczucia wartości i może liczyć tylko na ograniczone wsparcie ze strony bliskich. Z kolei główny bohater jest wpływową osobą o szerokich znajomościach, więc czuje się kompletnie bezkarny (ba, nawet racjonalizuje swoje zachowanie).
Fabuła jest poszatkowana w tik-tokowym stylu, co z jednej strony utrudnia odbiór i niekoniecznie przypadnie wszystkim do gustu, ale z drugiej świetnie oddaje stan psychiki ofiary przemocy psychicznej i emocjonalnej (gaslighting). Z uwagi na taką konstrukcję zakończenie zostało otwarte.
Scenariusz i gra aktorska stoją na dość przeciętnym poziomie, jednakże nie to jest najważniejsze w tym filmie, a oczywiście sceny walk. A te stoją na naprawdę wysokim poziomie i są realistyczne - w końcu w filmie wzięli udział prawdziwi członkowie Navy SEALs i SWCC, których nazwiska nie pojawiają się w napisach końcowych z powodu chęci zachowania anonimowości.
Jak zwykle po takich ruchomych obrazkach nachodzi mnie myśl, czy żołnierze powinni zakładać rodziny. Z jednej strony nie: dla żon, dzieci czy innych bliskich to na pewno stresujące, gdy ich mąż/ojciec/syn bez przerwy się naraża podczas misji i nie wiadomo, czy wróci cały czy w ogóle żywy. Z drugiej strony tak: żołnierze mają dodatkową motywację, żeby zrobić wszystko, by przeżyć.
Podziwiam też siłę charakteru. Jeden z ich kumpli mocno oberwał, a mimo to nie wpadają w panikę, tylko dalej robią swoje. Kończą misję, opatrują rannego i tyle, emocje zostawiając na później.
Podziwiam też gotowość do oddania życia za członków oddziału. Rzucenie się na granat, by przykryć go własnym ciałem, żeby pozostałym nic się nie stało, to z pewnością ogromna walka z instynktem, który prawdopodobnie kazałby schować się w bezpiecznym miejscu, o ile takie by się znalazło.
Prywatny detektyw Philip Marlowe, wynajęty przez Moose'a Malloy, opryszka który właśnie wyszedł z więzienia po odbyciu 7-letniego wyroku, ma odnaleźć jego byłą dziewczynę, Velmę, której od 6 lat nikt nie widział. Sprawa okazuje się trudniejsza niż Marlowe się spodziewał, ponieważ jego, z początku obiecujące, śledztwo prowadzi w skomplikowaną sieć intryg: przekupstwa, krzywoprzysięstwa i kradzieży, gdzie niczyja motywacja nie jest oczywista, a najmniej Marlowe'a.
Pierwsza z ekranizacji przygód prywatnego detektywa Philipa Marlowe'a. Definiowany jako jeden z klasyków gatunku #noir . Fantastyczne przejścia, ujęcia i gra światłami jak na 44 rok. Na ekranie widzimy praktycznie tylko nocne sceny. Główny bohater grany przez Dicka Powella przekonuje i dobrze wprowadza nas w atmosferę LA. Klimat gęsty, wszyscy wokół Marlowe'a są źli a przynajmniej neutralni i mają swoje ukryte motywacje. Najlepszy z #filmynoir dotychczas.
Film jest dość zabawny, wszak w głównej roli mamy Jasia Fasolę., tzn. Rowana Atkinsona. Główny bohater jest specjalnym agentem... tylko że wyjątkowo niezdarnym, który wpadł na trop przestępcy czyhającego na brytyjski tron. Dosłownie.
Przeszkadzały mi w nim niektóre brytyjskie "gagi", tj. trochę dziwny humor, który chyba próbował udawać miejscami wspomnianego Jasia. Całość jest mocną, bardzo nierealną fabularnie komedią, ale śmieszną, głupkowatą do obejrzenia na raz do odprężenia po dniu pracy. Na odmóżdżenie. A, i jest dodatkowa, krótka scena w trakcie napisów z której akurat śmiechłem srogo, chyba najbardziej z całego seansu xD
W ogóle to angielski plakat dodatkowo śmieszy (go użyję zamiast PL), bo kojarzy mi się z Jonem Snowem z Gry o Tron. Nawet imię (prawie) się zgadza. You know nothing Jon Snow.
A oglądam chyba dzięki @pingWIN, bo o ile dobrze pamiętam ostatnio wstawił chyba gifa z drugiej części... z Tybetu i mnie zaciekawiło co to za film xD. A jeśli nie Ty nielocie to sorry.
@Atexor Nie ja, ale też go widziałem i pamiętam xD Na pewno się pojawiło przy wątkach z @suseu. W sumie w życiu bym nie trafił, że to pochodzi z tego filmu xD
Film ten, czy raczej bajkę... animację (dla dorosłych) oglądałem z miesiąc temu, ale teraz sobie o niej przypomniałem, gdy na Hejto pojawił się wpis o poradniku bezpieczeństwa od @371t3. Wydaje mi się, że ktoś już go tutaj polecał, niemniej filmmeter go nie znajduje. Filmweb go kategoryzuje jako "animacja, dramat oraz film wojenny", choć dodałbym tu także dodatkowe określenia jak katastroficzny oraz psychologiczny, zaś typowego "wojennego" tu nie ma, tylko wokół tego trochę się kręci.
Opowiada on o parze staruszków, którzy również otrzymali takiego typu poradnik bezpieczeństwa na wypadek wojny nuklearnej w czasie, gdy na świecie pewien konflikt wisiał na włosku. Odgrywa on tam ważną rolę. Nie chcę spoilerować, niemniej akcja dzieje się w ich domostwie i podwórku/dworze (gardenie, bo rzecz się dzieje w UK), a skupia się na ich przygodach, przemyśleniach oraz... starczej miłości. Bardzo fajnie zobrazowano typowe rozumowanie przeciętnego staruszka po 40 po 70. Sama kreska jest troszkę specyficzna, inna od innych bajek lat 80, ale zarazem urokliwa.
Bardzo go polecam... ale NIE z dziećmi. Po seansie polecam zajrzeć na imdb po ciekawostki, zwłaszcza wyjaśnienie jednej, która się pojawia w trakcie napisów końcowych. Jest on bez problemu dostępny z lektorem na CDA.
Ocena 8/10, blisko nawet 9, są drobnice które mogły być lepsze, ale nie mogę ich opisać bez spoilerowania.