Drugi sezon serialu. Znana z pierwszej części para detektywów poszukuje sprawcy zabójstw, który najpierw śledzi i prześladuje ofiary, następnie je porywa, a martwe ciała zostawia ucharakteryzowane w specyficzny sposób. Do tego niewyjaśnione zaginięcia z okresu kilku lat.
Zdecydowanie dobry sezon, utrzymujący poziom pierwszego. Fabuła ciekawa, rozwiązanie zagadki niebanalne, wyraziste i nieszablonowi bohaterowie. Do tego odważne zagrania fabularne. Polecam.
Książkę czytałem dwa razy, więc właściwie ten sens był głównie próbą porównania. Na początku nieco protestowałem, bo usunęli cały proces zrozumienia co się dzieje, ale w sumie to nie serial, żeby można było na to poświęcić 50 minut. Z drugiej strony pozbyli się wielu ziemskich wątków z książki, które w sumie nie miały zbyt wielkiego znaczenia. Generalnie udało im się z tego zrobić całkiem miłe kino - Gosling na pewno w tym mocno pomógł (w książce Grace nadrabiał naukowym podejściem, a nie humorem, ale w kinie to nie przejdzie).
Zdecydowanie wolę książkę - różne zdziwienia i odkrycia, uczenie Rockiego rzeczy, o których nie miał pojęcia - coś dla mnie [oczywiście pomijając mnóstwo różnych problemów i nieścisłości, bo Erydian nie powinno tam w ogóle być, ale w sumie lepsze to niż Marsjanin]. Muszę przyznać, że zrobili całkiem ładny i udany obraz z tego.
Czy wrócę do tego filmu? Raczej nie.
Klimat tamtych czasów bardzo dobrze pokazany, podobnie jak główna rola bardzo dobrze zagrana, takie mam wrażenie. To do czego mam uwagi to fakt, że nie pokazano wielu ważnych momentów z życia Chopina, a niektóre z tych, które pokazano nieco zmieniono. Generalnie film godny polecenia, ale jeśli się wgłębić w biografię Fryderyka Chopina, to widać dużo ubytków.
Nie wiem od czego zacząć, raczej nie oglądam donghua - chińskiego odpowiednika anime, wiele mnie po prostu odstrasza, przesadzona animacja komputerowa, która aż razi, modele 3d wyglądające jakbym oglądał letsplay jakiegoś tekena.
Odbiór chińskiej kultury jest dla mnie trudny, jeśli się zdecyduje już na przeczytanie lub obejrzenie czegoś, to albo mamy niezrozumiałe nawiązania do historii, albo wklejoną w opowieść doktrynę komunistycznej partii chin.
Dlaczego więc zdecydowałem się obejrzeć? Pewnie dlatego że czytałem manhuę.
Release that Witch skupia się na historii inżyniera który pewnego razu budzi się w innym świecie stylizowanym na średniowiecznej Europie jako księciunio i postanawia swoją wręcz czasami encyklopedyczną wiedze przekuć w citybuildera zmieniając tą fantastyczną "Europę" na modłę komunistycznych chin z nutką epoki trzech dynastii.
A no i mamy czarownice i magie, ale to chyba szczegół.
Wyszło tylko 8 odcinków, z planowanych 12, wydawca się wycofał czy coś, ale patrząc na zainteresowanie serią wydaje mi się że zostanie produkcja wznowiona.
Zastanawiałem się co zrobić z tą historią bo wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Pierwsze 12 odcinków jest świetne, trudno do czegokolwiek mi się przyczepić i z łatwością oceniłbym na 9/10. Niestety im idziemy dalej, czy nie daj Boże oglądamy sezon 2 oraz 3 to widać duży spadek jakości i ich osobiście nie polecam ani nie uważam, że warto je opisać.
Głównym bohaterem historii jest tajemnicza kula, która ma obserwować świat i jest w stanie przybrać formę tego z czym weszła w poruszającą interakcję. Na początku staje się ona kamieniem potem wilkiem, który towarzyszy samotnemu chłopcu żyjącemu na śnieżnym pustkowiu. Widzimy tu jego podróż, naukę nowych umiejętności czy rozwój własnych emocji.
Nie chcę spojlerować dlatego nie mogę się zbytnio rozpisać ale historia Gugu to jedna z bardziej poruszających opowieści jakie widziałem w anime w ogóle, a wyciskaczy łez oglądam dość sporo.
Autorką jest twórczyni A Silent Voice i myślę, że chciała poprowadzić historię w zbyt ambitnej, globalnej formie i nie udźwignęła tego. Mimo wszystko te pierwsze 12 odcinków oglądałem z zapartym tchem i wzbudziło to we mnie mnóstwo emocji co również wam polecam doświadczyć.
Omg 3 sezony i każdy po 20 odc, ktoś w to musiał bardzo wierzyć. W sumie obił mi się o oczy sezon trzeci tego jak szukałem anime do obejrzenia. Najnowszy sezon kończy historie czy będą jeszcze następne albo trzeba doczytać mange?
@Catharsis Nie interesowałem się czy to całość bo od drugiego sezonu było już niestety męczące przez spadek poziomu, a 3 był jeszcze gorszy. Tak jak pisałem pierwsze 12 jest świetne ale nie polecam oglądać więcej niż pierwszy sezon chyba, że chcesz sprawdzić sam czy może wpadnie w Twój gust.
Akiba Maid War to krótki 12 odcinkowy serial z gatunku brutalnej, czarnej komedii, która przypomina mi trochę dzieła Tarantino i opowiada o pokojówkach pracujących w lokalnych kawiarniach w Akihabarze.
Główną bohaterką historii jest 17-letnia Nagomi, której marzeniem jest zostać pokojówką, uszczęśliwiać ludzi, śpiewać czy rysować serduszka z ketchupu na omletach. Zatrudnia się ona w kawiarni Ton Tokoton gdzie dziewczyny zakładają świńskie uszy i chrumkają w trakcie rozmowy. Zaczyna z nią również druga nowa pracownica, która jest jednak od niej ponad dwa razy starsza i razem muszą walczyć o przetrwanie własnej kawiarni co jest znacznie bardziej brutalne niż może się wydawać.
W pierwszej części serialu skupiony byłem głównie na absurdalnym humorze, krwawych scenach i myślałem, że nie będę zawracał wam głowy by polecić ten tytuł bo do tamtej pory miał solidne 6. Ostatnie odcinki oraz zakończenie historii jednak zmieniło moje zdanie i było znacznie lepsze niż się spodziewałem.
Ostatni odcinek posiada scenę po napisach, którą warto obejrzeć by poznać zamknięcie historii. Dodatkowo bardzo doceniam grę słów w tytułach gdzie potrafią one mieć więcej niż jedno znaczenie jak np w Shingeki No Kyojin, Puella Magi Madoka Magica czy opisane właśnie Akiba Meido Sensou.
Powiem tak, póki ten film był thrillerem, miał detektywistyczne elementy to był dobry, nawet bardzo, ale potem jak pojawił się pewien plot twist mniej więcej w połowie to moim zdaniem zepsuło bardzo wrażenie i oglądało mi się gorzej. Niepotrzebne czarymary.
@kopytakonia moim zdaniem bardzo dobry. Ten główny motyw super tzn bardzo chciałem się dowiedzieć jak to się zakończy i w sumie zakończenie nie było spieprzone.
Przeczytałem kiedyś w „Fantastyce” bądź „Nowej Fantastyce”, już nie pamiętam, opowiadanie o misji kolonizacyjnej wysłanej z Ziemi. Na statku znajdowała się określona liczba przyszłych kolonistów pogrążonych w hibernacji, a o ich bezpieczeństwo miało zadbać dwóch wyselekcjonowanych mężczyzn, dobranych tak, że uzupełniali się doświadczeniem i umiejętnościami. Wszystko zostało doskonale zaplanowane... oprócz jednej rzeczy. Nikt nie wziął pod uwagę tego, że załoganci mogli najzwyczajniej w świecie się nie polubić.
Przypomniało mi się to, gdy akcja „Interstellar” przeniosła się na drugą z trzech obiecujących planet. Zastanawiałem się, dlaczego obecny tam doktor Mann wysyłał informacje o tym, że da się tam założyć kolonię, skoro wszystko na pierwszy rzut oka wskazywało, że wcale tak nie jest. Do misji samobójczej wybrano najlepszych z najlepszych, mimo to chyba nie przewidziano, jak ewentualne fiasko może wpłynąć na ich psychikę.
Nie będę wypowiadał się o zgodności z ówczesnym stanem wiedzy, ponieważ nie jestem na tyle mądry. Jednakże chciałem docenić to, że sceny w przestrzeni kosmicznej były... ciche. Nie słychać było wybuchów, co dobrze podkreślało ciszę panującą w kosmosie.
Niestety, nie jestem fanem podróży w czasie czy międzywymiarowych, dlatego wyjaśnienie głównego wątku nie przypadło mi do gustu. Tworzy się swego rodzaju pętla, która nie ma najmniejszego sensu. Naoglądałem się tego wystarczająco dużo w różnych „Star Trekach” i zawsze uważałem takie odcinki za jedne z gorszych.
Film dobry, muzyka epicka, dobrze się ogląda z słuchawkami na uszach.
Abstrahując od poprowadzenia fabuły to poszczególne wątki są dające do myślenia.
Początek mnie przygniótł, perspektywa (która dla pokolenia naszych dzieci może być realna), kiedy wiadomo, że klimat Ziemi został już tak zachwiany, że nie ma odwrotu i trzeba szukać planety B - przerażające, bo możliwe.
Fajna bajka, postanowilem ocenic z poziomu wewnętrznego dziecka i kurcze, az odlozylem telefon. Stestuje w niedziele na rodzicach. Wpadl za free na sweettv wiec skorzystalem.
Taki sobie film. Trzyma w napięciu nawet, dobrze zagrany, muzyka mi się w nim podobała, ale fabularnie ogólnie taki średni. W ogóle to był mój pierwszy film Polańskiego jaki oglądałem w życiu chyba. Zaintrygował mnie opis, pomysł na fabułę, ale rozegrane to zostało małostkowo, spodziewałem się czegoś więcej
To jest już ostatnia część z uniwersum Uma Musume, tym razem pod postacią filmu kinowego. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się po koniodziewczynach tylu emocji i momentami tak ciężkiego dramatu sportowego przedstawiającego prawdziwe wydarzenia. W wielu anime kłuje mnie w oczy plot armor, który sprawia, że bohater wygrywa mocą przyjaźni po swoim "training arcu" czy robi coś co wydaje się bardzo nieprawdopodobne i psuje mi wszelką immersję. W tym przypadku gdy seria jest oparta na faktach każda porażka boli mocniej, każda wygrana cieszy bardziej, a postacie wydają się bardziej realistyczne. Wzruszyłem się na tej serii wiele razy.
Film ma trochę ostrzejszą kreskę niż poprzednie animacje i momentami bardzo przypomina mi Kill La Kill szczególnie we wstawkach komediowych. Opowiada on historię Jungle Pocket, która po gonitwie jakiej była świadkiem również pragnie się ścigać i chce być najlepsza. Jej charakter przypomina trochę agresywnego chuligana co jest ukłonem w stronę temperamentu konia na jakim jest wzorowana. Nie wiem czemu ale jej scena z podawaniem ręki swojej idolce bardzo zapadła mi w pamięć gdzie widać było nie tylko radość ale szacunek do utytułowanej koleżanki.
Nie chciałbym spojlerować dlatego jeszcze po krótce zwrócę uwagę na dwie bardzo ważne postacie, które pojawiają się w tym filmie. Mianowicie Agnes Tachyon, która przedstawiana jest jako szalony naukowiec czy T.M. Opera O., która w poprzedniej części była komediowo przerysowaną, narcystyczną ekstrawertyczką, a teraz poznajemy ją lepiej. Chciałbym dodać tutaj opis prawdziwych koni bo jest co opisać ale nie chcę psuć wam radości z oglądania.
W tej części jest również moim zdaniem najlepszy zekranizowany wyścig czyli Arima Kinen z 2000 roku, bardzo emocjonujący, najlepiej wyreżyserowany moment w jakimkolwiek sportowym anime i pełen szczegółów z prawdziwego wydarzenia. Przeczytanie coś więcej o jego przebiegu po skończonym seansie daje dodatkowe tło jak brutalny, pełen presji był.
Świetnie się bawiłem na tej franczyzie i mam nadzieję, że zekranizują resztę mangi Cinderella Gray czy przedstawią więcej historii innych koni gdy zrobią to w tak dobry sposób jak inne części.
Ja osobiście mam mocny niedosyt historii Gold Ship. Jest postacią poboczną, a po ilości wygranych i charakterze konia, na jednym wdechu obejrzałabym chociaż film o nim/niej
Bardzo spokojny o spokojnym człowieku, który marzy o spokojnym życiu z własną rodziną. Ale jak to w życiu bywa, marzenia rzadko się spełniają.
To film o tym, że można umrzeć już za życia, jeśli człowiek nie potrafi poradzić sobie z żałobą i oszukuje samego siebie, że najbliżsi wcale nie umarli, tylko gdzieś wyjechali. Kiedyś pewnie wrócą, prawda? Dlatego trzeba na nich poczekać zamiast pójść dalej.
To także próba pokazania, że można się zatrzymać w danym miejscu i mocno się go uczepić, ale świat i tak pójdzie dalej. Z nami lub bez nas.
Przeszkadzał mi jedynie głos narratora tłumaczącego niektóre sceny i uczucia głównego bohatera, jakby reżyser obawiał się, że widz nie zrozumie tego, co akurat widzi. Myślę, że bez narratora byłby to o wiele lepszy film.
Chyba moja ulubiona polska seria współczesnych komedii, a nie przepadam za bardzo za współczesnymi komediami. Dość prosty schemat: zderzenie „nowoczesnego” ze „staroświeckim”, co jest szczególnie zabawne, że autor postanowił skrytykować oba podejścia. Można mu zarzucić, że trochę przejaskrawił postać Małgorzaty, no ale może po prostu pozwolił Mai Ostaszewskiej zagrać samą siebie, nie wiem.
Obie główne bohaterki nie są zbyt sympatyczne, za to główni bohaterowie nadrabiają. Tadeusz jest sympatyczną ciepłą kluchą, który bardzo polubił się z Andrzejem i ich duet jest po prostu świetny, mimo że tak naprawdę niewiele robią. xD
Film nawet skłania do myślenia. Że można być dobrym partnerem, ale jeśli nie spełnia się potrzeb drugiej osoby, to może ona szukać zaspokojenia gdzie indziej (Tadeusz z Wandzią). Że można być złym partnerem, a i tak zakochana osoba będzie na wszystko pozwalała i wybaczała (Andrzej z Małgorzatą). Że ludzie pod wpływem różnych wydarzeń mogą się zmienić na lepsze, ale czy to wystarczy, żeby naprawić dawne krzywdy? Syn na przykład cieszy się, że ojciec stał się bardziej otwarty i ciepły, mimo że przez wiele lat taki nie był.
Na tle innych polskich komedii „Teściowie” mocno się wybijają.
Trochę tak, ale fajnie pokazał, jak może zachowywać się człowiek, który został porzucony (Małgorzata z młodym kochankiem) czy kobieta, która nagle odkrywa swoją seksualność (Wandzia). Bawił mnie też wątek biednego Tadzia zachowującego się jak smutny lew, któremu chętna lwica podgryza jądra. xD
Mimo że nigdy jakoś nie przepadałem za Supermanem (najnowszego oceniłem na 5/10), to jednak postanowiłem dać szansę Snyderowi i obejrzeć jego wersję. I wiecie co? Mogłem ten czas spędzić znacznie lepiej.
To na tyle nudne ruchome obrazki, że film oglądałem na cztery czy pięć razy - po prostu zasypiałem w trakcie. Zmusiłem się do obejrzenia całości, żeby z czystym sumieniem ponarzekać.
Ale w sumie to nie chce mi się narzekać, szkoda czasu. xD
Film ma bardzo dobrą muzykę, przez co robi klimat, taki szorstki, gęsty nie wiem jak to nazwać jeszcze mógłbym, bardzo wciąga i trzyma w napięciu. Jest jednak jeden minus - po obejrzeniu nie wiedziałem właściwie o czym ten film był i do czego dążył. Fajnie się ogląda, 2 godziny minęły jak z bicza strzelił, ale bardzo czuć tutaj zmarnowany potencjał fabularnie. Widać, że reżyser umie w budowanie klimatu, ale chyba przy tym wszystkim zapomniał o fabule.
Świat przyszłości. Ludzkość zaczyna coraz śmielej eksplorować kosmos, powstają stałe bazy na Księżycu oraz Marsie. Roy McBride, major wojsk kosmicznych, dostaje za zadanie próbę kontaktu z własnym ojcem, który 20 lat wyruszył z misją na krańce Układu Słonecznego celem poszukiwań pozaziemskiego życia i słuch po nim zaginął. A z kierunku w który wyruszył, do Ziemi zaczynają docierać tajemnicze wyładowania elektromagnetyczne niszczące ziemską infrastrukturę.
Film którego premiera została przeze mnie przegapiona, a szkoda. Fabuła może nie porywa, ale aktorska śmietanka oraz fantastyczne ujęcia wiele wynagradzają. Do tego świetne plenery w okolicach Neptuna. Trochę boli finał ze straconym potencjałem.
Uwielbiam ten film, uwielbiam to jak zagrał tam Brad Pitt, główną rolę też bardzo lubię, generalnie jeden z moich ulubionych filmów i polecam każdemu obejrzeć chociaż raz w życiu.