48 + 1 = 49
Tytuł: Zgiń kochanie
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Dramat / Psychologiczny
Reżyseria: Lynne Ramsay
Czas trwania: 1h 59m
Ocena: 3/10
Jennifer Lawrence wciela się w Grace, kobietę która przechodzi ciężką depresję poporodową. Akompaniuje jej Robert Pattinson w roli jej zagubionego przez chorobę żony partnera.
Chciałbym opisać jakoś fabułę, ale ten film jej nie ma. Nie ma tu rozwoju depresji, nie ma pokazanego jej wpływu na główną bohaterkę, na jej bliskich, nie ma jakiegoś rozwiązania. Tu już nie chodzi o to że film jest niechronologiczy, to częsty zabieg przy filmach pokazujących historie z problemami psychicznymi, ale nawet kiedy sceny, miejsca, wydarzenia się mieszkają da się świetnie zachować fabułę co wielokrotnie udowodnił Tarantino, Richie, czy ostatnio Smarzowski w "Domu dobrym". Tu się to nie udało, a może nie miało się udać.
Poszedłem na ten film, bo temat depresji poporodowej jest mi bliski, uważam go za turbo ważny i nadal zbyt mało poruszany. Ale ten film w niczym nie pomoże. Jest na siłę wypchany symboliką, praktycznie wylewa się ona z każdego wątku. Gdyby ją usunąć to film nic by nie stracił, ale zamknąłby się w sześćdziesięciu minutach. Według Lynne Ramsay depresja poporodowa to losowe uderzanie głową w ściany, bycie bez przerwy napalonym i chodzenie na spacery i w sumie nie wiemy skąd, czemu, jak. Lawrence starała się jakoś pokazać rozpad osobowości, który często towarzyszy kobietom wpadającym w depresję poporodową, serio po niej to widać że starała się jak mogła, ale scenariusz i reżyseria skutecznie jej w tym przeszkodziły. Oprócz przeintelektualizowanych symboli w filmie mamy jeszcze stereotypy, a jakże. Pattinson gra tu swoją pierwszą rolę gdzie można nie zauważyć że po Jude Law jest drugim najprzystojniejszym mężczyzną na świecie (nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym). Pattinson zagrał człowieka absolutnie żałosnego. Kogoś kto nie widzi problemów i potrzeb żony, kto przestaje widzieć w niej kobietę a zaczyna jedynie matkę swojego dziecka, kto stawia tylko na siebie i swój punkt widzenia, a przy tym wszystkim jest chorobliwie nieporadny. W większości scen wygląda jakby miał wybuchnąć z zagubienia, usiąść i się rozpłakać czekając aż przyjdzie mama i przytuli.
Film ma dwa plusy. Pierwszym jest pokazanie że w depresji poporodowej często nie chodzi o dziecko. Tu dziecko było postacią nawet nie czwartoplanową, było dużo dalej. Czasem można było nawet zapomnieć że ono jest. Bałem się trochę że film będzie straszeniem płaczem, karmieniem, przewijaniem itp., ale tego tu nie ma. Drugim plusem jest budowanie nastroju dźwiękiem. Ten film jest głośny, momenty kulminacyjne są bardzo głośne i jest to drażniące, wywołuje dyskomfort. Tu szczekanie psa, tu kapanie wody, tu skrzypienie huśtawki, tu głośne jedzenie - to się kumuluje i świetnie współgra z tym jak czuje się główna bohaterka. Z drugiej strony, kiedy jest cisza, to widać też równowagę u głównej bohaterki. To wyszło świetnie.
Także podsumowując - świetna rola Lawrence, dobra gra dźwiękiem. Taki film do puszczenia na jakimś festiwalu aby widownia mogła w przerwie między jednym a drugim filmem poudawać że pochyla się nad ważnym problemem i wejść na kolejny film, a potem zapomnieć że go w ogóle widziała.
#filmmeter #filmy #film #ogladajzhejto