Postanowiłem sobie odświeżyć ten klasyczny już film. Myślę że nie trzeba o nim nic pisać. Po upływie 17 lat sprawił mi jeszcze większą przyjemność niż pierwotnie.
Miniserial produkcji Netflixa opowiadający historię śledztwa przeprowadzonego po zamachu na lot 103 linii Pan Am nad szkockim miasteczkiem Lockerbie 21 grudnia 1988 roku.
Serial dosyć ciekawy, chociaż mocno kameralny, zapewne z powodu budżetu. Oglądało się dobrze, chociaż druga część sezonu robi się przegada, przez co finalna ocena została obnizona o 1 punkt.
Na koniec z przekąsem zauważę, że da się zrobić serial bez wielkich przekłamań, a plansza informacyjna na początku odcinka o zmianach i różnicach w stosunku do rzeczywistości, nie boli.
Mam wrażenie że zaczynają dopiero wszyscy aktorzy łapać konwencję, brnąć w absurd i dobrze się bawić, nawet Aniela już jakby mniej drewniana.
W sumie to każde komediowe seriale, jak zaczynasz oglądać to jest na początku trochę wtf - jak co ludzie powiedzą, czarna żmija czy chłopaki z baraków, ale potem łapiesz klimat i zaczyna cię to śmieszyć.
Młody prokurator trafia na zesłanie do powiatowego miasta gdzieś na pomorzu. Pierwszą sprawą staje się zaginięcie syna pisarki Julii Sarman. W toku śledztwa zaczynają wypływać brudy lokalnej społeczności.
Całkiem dobrze się oglądało i nawet zgrabna fabuła, mimo kilku braków i naiwnych rozwiązań.
Film pokazujący w ciekawy sposób temat medium czy zdolności nadprzyrodzonych, do połowy jest intrygująco, od połowy zmienia się trochę w taki delikatny horrorek, trochę nieudolnie, ale jest okej. Główna rola też zagrana dobrze. Ogólnie dobrze się to ogląda, wciąga i jest moim zdaniem "równy" gdzie ma być spokojniejszy to jest, gdzie ma być intrygująco to jest, a gdzie niepokojąco chwilami to też się mu udaje.
Film przygodowy familijny, klasyczne przygody, na plus to, ze rzeczywiscie bylo to kręcone w krajach, w których sie dzieje a nie jakis greenscreen. Moim zdaniem ocena na filmweb jest zaniżona. Przyjemnie sie to oglada, ladne aktorki i czasem nawet humorystyczne sceny. Taki Indiana Jones z temu. Ogolnie polecam
Lecialo se to ostatnio na TVN, jakoś mnie tak wciągnęło więc pomyślałem - a co dodam do swojego skromnego licznika!
Przyjemny film rodzinny prawie jak za starych czasów, można oglądać z pociechami jeśli je macie (ja nie mam) i ogólnie są nawet zabawne momenty, spodziewałem się jakiegoś cringu a to na prawde niezły film.
Brutalna opowieść o policjancie z wydziału zabójstw, który samotnie walczy z mafią, mając przeciwko sobie skorumpowany wymiar sprawiedliwości i cały świat przestępczy miasta.
Całkiem zręczny kryminał. Tytułowy bohater dobrze pasuje do archetypu detektywa z filmów noir z jednym zastrzeżeniem - jest szczęśliwie żonaty i ma dziecko. Dosięga go zemsta gangsterów i wyrusza na prywatną vendettę w celu odnalezienia winnych. Prawie wszyscy są przeciw niemu włączając w to jego przełożonych. Dość dziwny finał ponieważ bohater doprowadza winnych przed oblicze sprawiedliwości bez bezpośredniego kontaktu z nimi. Gdyby nie to, ocena była by wyższa.
Klimat noir - 5/10, brak deszczowych scen, dużo scen za dnia
Awangardowy statek kosmiczny "Event Horizon" znika bez śladu w trakcie dziewiczego rejsu. Siedem lat później odnajduje się, a na jego pokład zostaje wysłana misja ratunkowa. Jednak wejście na pokład przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, a wnętrze pojazdu zdaje się skrywać mroczną tajemnicę. Przypadkowe uruchomienie eksperymentalnego napędu grawitacyjnego przez jednego z ratowników uruchamia ciąg fatalnych zdarzeń,.
Wróciłem do tego filmu po prawie równo dwóch latach, aby uczcić odejście Sama Neilla. Powtórny seans przyniósł lepsze wrażenia - teraz bardziej doceniam sam pomysł na film, grę aktorską i osiągnięty klimat. Jedynym mankamentem jest dla mnie to, że nie czułem tutaj klimatu zamknięcia w nicości wszechświata, czego można by oczekiwać po filmie fabularnie osadzonym w kosmosie.
Drugi sezon biograficznego serialu o Elżbiecie II obejmujący okres od 1956 do 1963 roku, ale również liczne retrospekcje z lat wcześniejszych. Główną osią sezonu zdają się być problemy w małżeństwie z księciem Filipem, ale sporo miejsca zajmują także kłopoty innych członków rodziny, przede wszystkim księżniczki Małgorzaty i jej życia uczuciowego, a w tle tego wszystkiego są losy Wielkiej Brytanii w tym okresie.
Drugi sezon trzyma poziom pierwszego i nie zawodzi, główną zasługą są tu aktorzy. Trochę tylko nie do końca trafiona jest tu obsada prezydenta Kennediego. To co rzuca się w oczy, to straszna sztuczność i teatralność monarchii brytyjskiej - nie wiadomo w zasadzie jaki cel przyświeca jej funkcjonowaniu, oprócz teatru dla ludu.
@bori Dobry to był serial chociaż niektóre sezony były słabsze. Ale to że z ostatnim trafili niemal idealnie jak Elżbieta wykorkowała to uważam za spiseg xD
Serial opowiada o życiu Elżbiety Aleksandry Marii Windsor, powszechnie znanej jako Elżbieta II, Królowa Zjednoczonego Królestwa i pozostałych Królestw Wspólnoty. Sezon 1. obejmuje swym zakresem lata 1947-1956 - ślub z Filipem, księciem Danii i Grecji, początki małżeństwa, chorobę ojca, króla Jerzego VI, objęcie władzy w 1952 roku i pierwsze lata rządów.
Sporo o tym serialu słyszałem, więc zaciekawiony postanowiłem z różową w końcu go obejrzeć. I nie powiem, robi wrażenie. Historia opowiedziana jest ciekawie i z rozmachem, a aktorzy dobrze dobrani, kreujący autentyczne postaci. Mimo kilku drobnych błędów historycznych ogląda się go dobrze i wciąga.
Wiedeń tuż po wojnie. Amerykański pisarz Holly Martins przyjeżdża do tego podzielonego na cztery strefy okupacyjne, zniszczonego miasta zaproszony przez swojego przyjaciela. Okazuje się jednak, że ten nie żyje. Został potrącony przez ciężarówkę. Okoliczności wypadku są dość niejasne. Pisarz, autor powieści kowbojskich, próbuje zgłębić tajemicę śmierci przyjaciela. W pewnym momencie stwierdza, że jest obserwowany...
Rewelacyjny film-noir. Głównie za sprawą ujęć i kadrów. Niejednokrotnie można zrobić stopklatkę i wydrukować z niej piękny plakat. To chyba pierwszy film czarno-biały jaki widziałem, który był jako taki nakręcony bo na to pozwalała ówczesna technologia ale wydaje się jednocześnie, że to celowy i bardzo trafiony zabieg. Gra świateł i cieni jest tu wg mnie mistrzowska. Często używany kadr holenderski podkreśla atmosferę suspensu. Jest to jednak trochę nietypowy film-noir ponieważ dużo w nim czarnej komedii co wg mnie trochę mu odbiera od bycia pełnoprawnym filmem tej kategorii. Jednocześnie spełnia on praktycznie wszystkie jej wymagania chociaż widać, że nie jest to celowy zabieg reżysera. Bardzo ciekawa pozycja na liście. Jest to ostatni film-noir z lat '40 na mojej liście.
Podczas silnego huraganu były żołnierz armii amerykańskiej stawia czoła gangsterom, którzy opanowali hotel na Florydzie.
Humphrey Bogart zagrał średnio. Najlepiej wypadł Edward G. Robinson jako Johnny Rocco, gangster przewodzący gangusom, którzy terroryzują właścicieli hotelu. Historia bez rewelacji, dreszczowiec w zamkniętym budynku podczas burzy. Role kobiece również bez szału. Ogółem średni film, zdecydowanie nie-noir.
Rodzeństwo sierot swym uporem, ambicją i bezwzględnością zbudowało miliardowe imperium farmaceutyczne, którego fundamenty zostały oparte na kontrowersyjnym leku przeciwbólowym. Gdy w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć spadkobiercy imperium, plany sukcesji stają się zagrożone.
Na serial natrafiliśmy z różową zupełnym przypadkiem przeglądając Netflix. Zaciekawiony tytułem nawiązującym do opowiadania Edgara Allana Poego, jednego z moich ulubionych w jego twórczości, postanowiłem dać mu szansę. I od dawien dawna nie zostałem tak pozytywnie zaskoczony.
Czym ten serial nie jest? Na pewno nie jest adaptacją powieści, z oryginału zachowując tylko tytuł i pewne luźne nawiązania fabularne do twórczości Poego. Poza tym to jest zupełnie samodzielny twór.
To, co muszę przyznać - serial nas po prostu zachwycił. Dawno nie widziałem już tak dobrego serialu w klimacie grozy. Wszystko tutaj zagrało - klimat, scenografia, aktorzy i fabuła. Najmocniejszym atutem jest tu rola Marka Hamilla - jego trzecioplanowa postać tajemniczego adwokata rodziny została w mojej ocenie fantastycznie wykreowana. Aż chciałoby się rzec, że z byciem złodupcem wyjątkowo mu tutaj do twarzy. Twórcy umiejętnie snują historię, jednocześnie sprawnie i umiejętnie kierując uwagą widza tak, by za chwilę go zaskoczyć lub wystraszyć. Do końca też nie wiemy co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni głównego bohatera. Wisienką na torcie są tutaj recytowane przez Rodericka fragmenty wiersza "Annabelle Lee", nadające całości sznytu klasycznej powieści grozy spod pióra Poego, elegancko spinając całość fabuły klamrą.
Czemu nie dałem 10? Końcowy efekt i finalny odbiór serialu troszkę zepsuł mi ostatni odcinek, który był jak dla mnie zbyt rozciągnięty i przegadany. Twórcy postanowili za dużo wątków rozwiązać i wyjaśnić widzom, przez co zatracono fantastyczną atmosferę wcześniejszych odcinków. Czasem jednak lepiej zostawić pewne niedopowiedzenia.
Dla fanów Poego czy Lovecrafta ten serial to pozycja obowiązkowa.
Film o tym jak jedna informacja może zmienić myślenie o innym człowieku, można się po seansie zastanawiać kto był "najgorszym". a kto "najlepszym". Ja oczywiście obejrzałem film bo grał w nim Robert Pattinson, a bardzo go lubię i lubię obserwować jego dojrzewanie aktorskie po serii Zmierch, więc zawyżam może ocene jak to ja w filmach z nim. Generalnie godny polecenia film, ale spodziewałem się więcej tytułowej dramy.
Unikałem tego filmu przez dekadę. Bo przez takie filmy ludzie wierzą, że Mars to jest taka Ziemia, tylko trochę zimniejsza i trzeba chodzić w skafandrze. Ale przecież to żaden problem, prawda? xD
Stąd bardziej mi się spodobał "Projekt Hail Mary". Bo to jest sci-fi - oparty na astrofagach, które magicznie rozwiązują wiele problemów (promieniowanie kosmiczne, energia, a nawet siła ciążenia). A tu mamy zamiast tego bullshit - po prostu wszystkie największe problemy odrzucamy i mamy ludzi na Marsie!
Generalnie cały film/książka nie ma sensu, bo marsjańska atmosfera jest dla nas próżnią. Nawet najmocniejszy huragan nie zrobiłby na nas żadnego wrażenia - niczego nie przewróci, ani nie oderwie, a już na pewno nie zagrozi rakiecie. Co ciekawe ciśnienia pokazywali dobre (w "budynku" było nieco obniżone - ma to sens), na zewnątrz też prawidłowe, ale to w skafandrach skopali (chyba zabrakło 1 na początku) i wychodziło, że tam mieli takie z poziomu 9500 m npm. Szczegóły. No ale dobra, skoro nie huragan, to może ktoś sobie przypomniał, że zostawił w domu włączone żelazko i odlecieli bez jednego - zdarza się. Mam jeszcze problem ze sceną wybuchu śluzy - zupełnie tego nie rozumiem. W skutek nieszczelności ta marsjańska próżnia dostaje się do środka? Pod ciśnieniem? Rozrywa materiał do wewnątrz i doprowadza do eksplozji. Czego? To powietrze pompowane do śluzy z systemu mogłoby uciekać na zewnątrz, a dziura w materiale faktycznie spowodowałaby problem - śluza byłaby bezużyteczna i wymagałaby naprawy. Ale 0,7 atm to nie jest materiał na hollywoodzkie wybuchy.
Idźmy dalej: botanik, ma kartofle, czyli będzie dobrze, prawda?
Nie. [choć wybór rośliny całkiem rozsądny]
Tu się nie znam na tyle, więc pytanie: czy serio wystarczy zmieszać piasek z gównem, żeby mieć glebę? Bo coś mi się nie wydaje, że to tak działa. W glebie jest od cholery składników, mikroorganizmów, a i tak ją nawozimy potasami, azotami, fosforami i innymi. Więc obstawiam, że nawet, gdyby miał do dyspozycji piasek, to raczej nic by z tego nie wyszło. Ale regolit to nie jest piasek. To mieszanka m.in. różnych metali, w tym ciężkich oraz nadchloranów. To jest toksyczne zarówno dla ludzi, jak i dla roślin. Nawet budowanie czegokolwiek z tego materiału wymagałoby ich usunięcia z regolitu, a co dopiero jeśli chodzi o uprawy. Podsumowując: prowiant się kończy i umierasz z głodu. Kurtyna.
Promieniowanie oczywiście pomijamy, zarówno w rakiecie, jak i na Marsie - to tylko 2 lata misji, czyli nowotwory i zaćma - pikuś.
Kolejny problem, to siła ciążenia, a właściwie jej brak. Oczywiście zastosowali klasyczny wybieg z obrotowym pokładem (przy tak małym promieniu musiałby się szybko kręcić, co byłoby dużym problemem dla ich błędników). To nie jest takie proste do obejścia. A bez tego w ciągu 9 miesięcy jest ubytek masy mięśniowej i szkieletowej, a przecież na Marsie jest robota, a nie rehabilitacja. Tam w rakiecie była scena, kiedy ktoś schodził do tego pierścienia po drabinie - niby ok, ale drabina musi być dostępna z dwóch stron (lub muszą być dwie drabiny). W takim układzie wchodzi się jedną stroną, a schodzi drugą (polecam Scifuna o cylindrze O'Neilla).
tl;dr Miałem nieco frajdy z wyszukiwaniem takich rzeczy i weryfikowaniem na bieżąco. Widoki bardzo ładne, końcówka w typowo amerykańskim stylu: tłumy na Times Square i wszystkich innych placach świata, wóda, dziwki, lasery, łzy szczęścia, happy end. Wzruszyłbym się, gdyby wreszcie udało się wymyślić coś innego.
@sireplama Niestety nie, to Matt Damon, czy jak mu tam.
Tu się gość czepia bardziej szczegółów filmu - słusznie, na wiele z tych rzeczy nie zwróciłem uwagi, albo je olałem. Ale ciekawy filmik, dzięki.
Mi chodziło przede wszystkim o realia samego Marsa i wyprawy
Najnowsza ekranizacja jedynej powieści Emily Brontë, chociaż właściwszym byłoby tu określenie reinterpretacja.
Przełom XVIII i XIX wieku. Zubożały szlachcic sprowadza do domu cygańskiego przybłędę, Heathcilffa, którym zamierza się zaopiekować. Z czasem, między nim a jego córką Katy, rodzi się uczucie, niemożliwe do spełnienia z powodu konwenansów, sprowadzając na nich przekleństwo.
Film zrobił na mnie złe wrażenie. Cała powieść została okrutnie okrojona i spłycona. Zabrakło kilku postaci, a sam główny wątek został w zasadzie urwany w połowie. Strona wizualna, poza pięknymi plenerami, także w mojej opinii jest nietrafiona. Sztuczność, wręcz teatralność głównych lokacji odziera film z gotyckiego uroku powieści. W konsekwencji początkowe wrażenia są tak złe, że za pierwszym podejściem zakończyłem oglądanie po jakichś trzech kwadransach.
Film ratują trochę aktorzy odtwarzający pierwszoplanowe postacie, których gra jest na tyle dobra, że widać niemal autentyczną chemię między bohaterami. Z drugiej strony, ich relacja w pewnym momencie zostaje okrutnie spłycona tylko do zwierzęcego pożądania, odzierając ją z większej głębi.
Moja ocena to "ujdzie", ale odejmując po punkcie za sztuczną scenografię i netflixowy zwyczaj wciskania wszędzie "różnorodności", daję ostatecznie 2.
@michal-g-1 OP w komentarzu wyżej ma rację, mnie irytuje tekst typu "to adaptacja, nie musieli się trzymać powieści". Skoro tak, to czemu wgl podpinali się pod powieść Emily Brontë? Mogli to nazwać "Mroczne pożądanie", "Namiętność na wrzosowisku" czy coś w ten deseń i nadać postaciom inne imiona. No ale wtedy nie można byłoby się polansować na kontrowersjach i nie przyciągnęłoby się fanek Wichrowych Wzgórz do kin.
@bori już po trailerze było widać, że z książką ten film będzie miał wspólne jedynie tytuł i imiona postaci i że ogólnie wyjdzie porno dla niedorżniętych mamusiek. Oczekiwania zostały w 100% spełnione, wyszło gunwo, którego, jak zauważyłam w necie, bronią przeważnie najwyraźniej niedopchane grażyny
Dla mnie beznadziejne zakończenie. Tyle czasu pracowali nad wirusem, żeby potem go nie użyć przez V1, a wystarczyło trochę poeksperymentować z promieniowaniem i Kimiko nagle staje się równie silna co Soldier Boy? xD
I jeszcze to, że Homelander już dawno mógł zabić całą ekipę, ale nie wiadomo dlaczego tego nie zrobił.
@cyberpunkowy_neuromantyk jak się uprzesz to ma sens.
Soldier boia torturowali uranem, homelandera piekli w piekarniku i dlatego są najsilniejsi bo prawie ich zabili setki razy. Jak goku, stawali się silniejsi dzięki porażkom xDDDD
Homelander nie zabił ivlch wcześniej bo potrzebował przeciwników żeby zebrać wyznawców i stworzyć obozy koncentracyjne
A ostatnia walka, to po prostu typ sobie nie radzi w stresujących sytuacjach, może jest najsilniekszy ale psychika wysłała mu maila do kupy że spotkanie w gaciach xD
Jak się uprzesz, to wszystko można przedstawić, żeby miało sens. X)
A nie o to w tym chodzi, przez co uważam, że finał nie dowiózł po i tak przeważnie rozczarowujących poprzednich dwóch sezonach.
Mnie chodziło o obozy koncentracyjne właśnie. Niby trzymał Hughiego po to, żeby wyciągnąć Butchera i Starlight z ukrycia, ale... miał pod sobą wielu supków i cały rząd Ameryki. Znalazłby ich prędzej czy później, więc nie musiał trzymać chłopaków w obozie.
Już był najpotężniejszy na świecie, a po zaaplikowaniu V1 jeszcze bardziej. Bez problemu potrafił zabić innych supków, ale nagle z Butcherem miał problem i ten walczył z nim jak równy z równym. Jasne, Butcher też był supkiem, ale brakowało pokazania tej ogromnej mocy Homelandera.
W ogóle też nie rozumiem, dlaczego Homelander nie sprawdził kryjówki, w której była Kimiko, mimo że wcześniej zamierzał to zrobić. Jasne, Frenchie odciągnął jego uwagę, ale Homelander tak o odpuścił?
Ja przestałem oglądać serial jak z serialu gdzie ludzie rozkminiali jak pokonać supka zmienił się w 3 sezonie na (nie będę spoilowal bo kto oglądał to wie). Dalej jest to samo w kolejnych sezonach?
Trochę leniwy, ale całkiem spoko zamknięcie tego serialu. Mocno dogorywał przez 2 ostatnie sezony, więc bałem się, że będzie powtórka z GoT. Na plus scena z łomem, nawiązująca do komiksu :)