Do filmu podchodziłem trochę jak pies do jeża, wyobrażałem sobie, że to będzie nudny film ktory w większości bedzie pokazywał walki na ringu ale sie myliłem. Okazało sie ze najwięcej Tutaj poświęcono relacji między głównym bohaterem a jego partnerka, problemom jakie wspólnie przeżywają oraz o przyjaźni, co mnie pozytywnie zaskoczyło i fajnie sie ogladalo dzieki temu. Poza tym bardzo podobała mi sie rola jaka zagrał tu Dwayne Johnson, myślałem ze umie grac tylko przygłupich karków a jednak potrafi cos wiecej. Po seansie jeszcze bardziej utwierdziłem sie przekonaniu ze Grzesznicy nie zasłużył na Oscara, bo to kolejny seans z nominowanych filmów ktory moim zdaniem byl lepszy od tegorocznego wygranego. Moze nie zasłużył na Oscara, ale lepszy byl. Pozdrawiam i polecam.
Jak nie przepadam za serialami medycznymi, bo kojarzą mi się głównie z Na dobre i na złe, a jedyny jaki sprawdziłem do tej pory to byl House to ten moim zdaniem przebija Housa'a. Podobają mi się w nim bohaterowie, dynamika, to, że każdy odcinek jest nakręcony jako jedna godzina w szpitalu. Kapitalnie to wszystko wychodzi i ciężko się oderwać.
Taki zwykły akcyjniak, fabuła też zwykła jak to w akcyjniakach o napadzie, Chris Hemsworth w głównej roli ze swoją klasyczną miną cwaniaka, lubię go w tego typu filmach, nic nadzwyczajnego, ale zabawa dobra i można polecić.
Dokument średni, ale podejrzewam, że najprawdopodobniej miał na celu uświadomienie rodziców obecnych nastolatków, że istnieje coś takiego jak manosfera, redpill i tak dalej. Stwierdzenia raczej mało znane ludziom nieobeznanym z internetem. Taka przestroga, że ich pociechy mogą oglądać różnych „kołczów” i brać ich za wzór męskości.
Moim zdaniem ci „kołczowie” po prostu wyczuli, że tego typu treści będą się sprzedawać. Jak powiedział jeden z nich: brzydzi się OnlyFansem i „modelkami”, jednakże nie przeszkadza mu to zarabiać na nich poprzez firmę, która zajmuje się promowaniem tych kobiet. Myślę, że wiele głoszonych przez nich poglądów to tylko gra pod łatwowierną publiczkę.
Co oczywiście może mieć i pewnie ma szkodliwy wpływ na społeczeństwo.
Trzeci sezon serialu. Akcja przenosi się o 2 i pół roku do przodu. Anonimowe miasto żyje kończącym się tysiącleciem i zbliżającym rokiem 2000. W lesie na Grontach trwają ekshumacje, w trakcie których zostaje odkryty szkielet kobiety z tajemniczym wisiorkiem. Pojawia się też nowa, bezwzględna grupa przestępcza, która przemyca spirytus, narkotyki i żywy towar. Jass i Mika ponownie łączą siły, szczególnie że w międzyczasie nagle znika córka redaktora Zarzyckiego.
Serial stracił trochę na swoim uroku. Za dużo toczących się równolegle wątków i postaci jak na tak mało czasu ekranowego. Fabuła straciła już trochę na świeżości, te same wątki ciągnące się od pierwszego sezonu stają się już trochę nużące.
2024*
Schuhardt czy jak to się pisze, to ma czas swojego życia. Wszędzie występuje, wszędzie go pełno, ja swego czasu tego, co grał Rahima i młodego Beksińskiego i księdza, a teraz jakoś zniknął czy zlał się z tłem.
@RogerThat Fakt, my też z różową mieliśmy taki okres, że co coś włączyliśmy to pojawiał się Schuhardt. Strach już było lodówkę otworzyć żeby stamtąd nie wyskoczył
Drugi sezon serialu Netflixa. Akcja przenosi się o 12 lat do przodu. Anonimowe miasto znane z poprzedniego sezonu pada ofiarą powodzi tysiąclecia. W jej skutek las na Grontach zaczyna odsłaniać swoje mroczne tajemnice. Woda wyrzuca także ciało młodego chłopaka, którego okoliczności śmierci nie są do końca jasne. Sprawą zajmuje się Jass. policjantka przysłana ze stolicy, która stara się przebić przez lokalne układy i rozwikłać zagadkę.
Sezon lepszy od poprzednika, fabuła jest ciekawsza, jednocześnie udanie nawiązując i rozwijając wątki poprzednika. Bohaterowie są realistycznie. Jedyne co mierzi to strasznie naiwne i tendencyjne przedstawienie losów ludności niemieckiej po wojnie - Qui ventum seminat, turbinem metet.
Zgadzam się z panem Andrzejem Sapkowskim, więc staram się oddzielać ekranizacje od pierwowzorów. W przypadku „Wielkiego marszu” jest to o tyle łatwiejsze, że książki... jeszcze nie przeczytałem.
I jest to dobry film. Nie zgodzę się, że nudny - dialogi bohaterów zostały tak dobrze napisane, że nie zdziwię się, że przeniesiono je żywcem z powieści. Uwielbiam talent Kinga do pisania dialogów i tym bardziej go doceniam, że tego typu historia musiała się opierać na dialogach właśnie, żeby nie przesadzić z „akcją”. Czyli śmierciami kolejnych postaci, mniej lub bardziej ważnych.
Jednocześnie przeszkadzało mi parę rzeczy.
Przede wszystkim sam dystans i brak sensownego przygotowania niektórych postaci. Pójście w trampkach na taki marsz to zdecydowanie bardzo głupi pomysł. Szkoda, że nie została wyjaśniona kwestia, jak bardzo biedni są ludzie, którzy decydują się na wzięcie udziału w marszu z dwuprocentową szansą na wygranie. No ale jak powiedział jeden z głównych bohaterów, nie zna nikogo, kto by się nie zgłosił - tym bardziej więc powinni się przygotowywać. Ale i tak dystans, który przeszli, wydaje się nieprawdopodobny.
No i nie ma co ukrywać, że historia jest przewidywalna. Od początku wiadomo, kto zostanie na samym końcu. Brakuje więc tego elementu zaskoczenia i trwogi, czy przypadkiem ci bardziej sympatyczni bohaterowie nie odpadną jako jedni z pierwszych.
Przeszkadzało mi samo zachowanie uczestników marszu. Wszyscy byli rywalami, skąd więc empatyczne podejście i pomaganie innym? Gdy słuchałem relacji z gett żydowskich, to jednocześnie dziwiło i nie dziwiło mnie, że zamknięci tam Żydzi potrafili skazywać na śmierć „mniej potrzebnych” albo po prostu biednych mieszkańców, żeby tylko odsunąć od siebie widmo śmierci. Dlaczego więc chłopaki nie zachowywały się inaczej? Po co pomagać komuś, kto mógłby wygrać i tym samym doprowadzić do twojej śmierci? To tym bardziej niezrozumiałe, że mieli jasne motywacje: nie tylko przeżyć, ale zdobyć także górę pieniędzy i spełnić jedno życzenie.
Jedynym wytłumaczeniem może być to, że sama historia jest alegorią wysyłania młodych mężczyzn na często bezsensowną wojnę. I w tym poczuciu braku sensu oraz śmierci, która może nadejść w każdej chwili, szukają pocieszenia w towarzyszach dzielących ten sam los.
Pierwotnie chciałem wystawić ocenę osiem na dziesięć, ale jak zacząłem myśleć o tych przeszkadzających mi wątkach, obniżyłem ocenę do siedmiu. To dobry film, z potencjałem na coś więcej, ale niestety, tak się nie stało.
Wystarczyła mi informacja, że Vince Gilligan napisał serial dla Rhei Seehorn, żeby wiedzieć, że będę miał do czynienia z czymś niesamowitym.
Vince jest świetnym scenarzystą, którego „Better Call Saul” uważam za jeszcze lepszy serial niż „Breaking Bad”. Głównie dzięki rewelacyjnie napisanej i zagranej Kim Wexler. Vince tą postacią pokazał, że kobiety mogą być silne na swój sposób, że nie trzeba tworzyć karykatur mężczyzn, żeby żeńska bohaterka była „badassem”. Trudno jest mi znaleźć lepiej wykreowaną kobiecą postać.
No i nie myliłem się. „Pluribus” już po pierwszym sezonie w moim prywatnym rankingu wyprzedził „Better Call Saul”.
Po pierwsze, mamy do czynienia z przystępnym science fiction, które może się spodobać osobom nieprzywykłym do tego gatunku. Ziemia została opanowana przez wirus, łączący ludzi w rój o wspólnej świadomości. Jednakże znalazła się garstka odporna genetycznie, która zachowała swoją tożsamość. Wśród nich jest Carol Sturka, grana przez świetną Rheę Seehorn. Tak, uwielbiam tę aktorkę i ani trochę się tego nie wstydzę.
Po drugie, Vince igra z widzem. Odcinek kończy się wstrząsającym odkryciem, o którym dowiadujemy się dopiero w kolejnym? Podany oczywisty powód do nienawidzenia kosmitów, którzy jedzą ludzkie mięso, bardzo szybko zostaje wytłumaczony jako mało szkodliwy. Ludzie i tak umierają, więc szkoda, żeby cokolwiek się zmarnowało. ; )
No i nie dziwię się, dlaczego kolejne odcinki były wypuszczane co tydzień. W sumie to żałuję, że nie zrobiliśmy tak z dziewczyną - myślę, że w oczekiwaniu przeprowadzilibyśmy wiele rozmów na temat różnych teorii, a tak to moglibyśmy po prostu włączyć następny epizod.
Po trzecie, uwielbiam czarny humor i humor sytuacyjny, a tu jest tego sporo. W dodatku jest nienachalny, niewymuszony, jak chociażby scena z dronem wykorzystywanym w logistyce ostatniej mili. Wielokrotnie śmiałem się na głos.
Po czwarte, jest to niespieszny serial. Ujęcia często są długie, nie czułem się zmęczony ani przytłoczony, tylko wręcz odpoczywałem podczas oglądania. No i Vince nie traktuje widzów jak głupków, którym trzeba wszystko tłumaczyć. Często dostajemy urywki wiadomości, często coś dzieje się w tle, na drugim planie, bohaterka nie mówi do samej siebie, żeby widz przypadkiem się nie pogubił w fabule. Szkoda, że zrobiła to w finale sezonu, ponieważ już wcześniej były różnego rodzaju wskazówki, które dążyły do tej konkluzji, no ale to postać sobie to uświadomiła.
Po piąte, serial skłania do przemyśleń, a to uwielbiam w różnej twórczości.
Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności? Moim zdaniem to mała cena. Choć sam nie wiem, czy chciałbym do nich dołączyć. X)
Atrakcyjniejszy wydaje się scenariusz z odpornością na wirusa, dzięki czemu mamy do dyspozycji ogromną piaskownicę z rojem służących, chcących zadowolić nas za wszelką cenę. Do tego stopnia, że spełniają każdą, nawet najgłupszą zachciankę. Wyobrażałem sobie podróże po całym świecie bez konieczności znoszenia obecności innych turystów, strzelanie z różnej broni (chociażby RPG czy minigun), próbowanie potraw przygotowanych przez najlepszych kucharzy na świecie, ba, mógłbym nawet zorganizować mecz NBA z takimi koszykarzami, jakich bym sobie tylko zażyczył. Nie dziwię się, że jeden z „ocaleńców” postanowił korzystać z życia i nie dość, że odtwarzał sobie scenki z filmów, to miał swój prywatny harem i tak dalej. Normalnie raj na Ziemi.
Na koniec chciałbym się odnieść do wątku homoseksualnej relacji głównej bohaterki z jej wieloletnią partnerką, a potem z Zosią. Czy był na siłę? Oczywiście, że nie - pasował do całości. Czy można stworzyć normalny obraz takiej relacji? Oczywiście, że tak - Vince to udowodnił. Oby więcej takich.
Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności?
Też o tym rozmyślałam, jednak z każdym odcinkiem przekonywałam się, że to po prostu ugrzeczniony Borg, ale dalej Borg, który chce podbić cały Wszechświat. Jedyne co jest kulą u nogi to owe zasady, których MUSZĄ się trzymać, startrekowy Borg po prostu asymilował, nie musiał nic robić naokoło.
Więc nie do końca sądzę, że ludzki "rój" jest czymś ok, szczególnie, że asymilując skazują w pewien sposób ludzkość na wyginięcie a równocześnie chcą nieść "wirus" po kosmosie, by przejmował kolejne świadomości.
Świetny serial, fajna recka - zgadzam się też co do aktorki.
Myślę, że właśnie dlatego tak to zostało przedstawione.
Borg wlatuje z „RESISTANCE IS FUTILE” i od razu włącza się tryb buntownika. Jak o tym myślę, to w sumie nie chciałbym zostać jednym z dronów. X)
W „Pluribus” zostało to przedstawione jako osiągnięcie Nirvany i tym podobne - znacznie przyjemniejsze obraz.
Ograniczenia „roju” są dziwne. Z jednej strony nie mogą wbrew Carol zrobić niczego z jej ciałem, ale nie przeszkadziło im to w „zarażeniu” całej ludzkości bez zaoferowania im możliwości wyboru.
Lata 80., schyłek PRL, miasto wojewódzkie w Polsce B. Dochodzi do tajemniczego morderstwa działacza młodzieżowego i prostytutki. Sprawą ma zająć się cyniczny i zgorzkniały dziennikarz lokalnego dziennika Wanycz, który jedyne o czym myśli to planowany od dawna wyjazd na zachód. Dostaje do pomocy nowozatrudnionego żółtodzioba, który przeprowadził się do miasta ze świeżo poślubioną żoną z Krakowa, chcąc odciąć się od ojca partyjniaka. W tle tajemnicze samobójstwo dwójki nastolatków.
Ciekawy serial kryminalny, jak na polskie warunki bardzo dobry i klimatyczny. W prawdzie sama fabuła nie porywa, ale dla scenografii i aktorstwa warto.
Oglądałem tylko pierwszy sezon. I byłby to sezon wybitny gdyby nie końcówka. Ostatni odcinek to jest takie szybkie kończenie wątków że aż złapałem się za głowę. Wyglądało to tak jakby planowali jeszcze dwa trzy odcinki ale przyszedł producent i powiedział kończyć to tu i teraz. Szkoda
@bori mnie strasznie znudził. Fajnie się oglądało lata mojej młodości na ekranie, ale czegoś brakowało. Kilka osób z pracy w UK też to oglądało i im się podobało. Choć dla nich chyba te lata 80te były ciekawsze niż sam kryminał.
Generalnie spodziewałem się w tym filmie więcej sportu, tenisa stołowego, a dostałem nieco chaotyczny film o pewnym siebie egoiscie, narcyzie i zapatrzonym w siebie bucu. Mimo zaskoczenia bardzo podobał mi się seans, taki film pode mnie trochę akcji, szaleństwa, trochę powagi, tematy rodziny, więzi, stosunków międzyludzkich, a a pomiędzy akcje typu ta z psem. Jestem pod wrażeniem jak Chalamet zagrał główną rolę i osobiście uważam, że zrobił to lepiej niż zdobywca Oskara w Grzesznikach. Dobrze się bawiłem, nie dłużył się mimo, że trwa ponad dwie godziny, są to niezłe emocje i rozrywka
Najlepiej zrealizowana i najnowsza część całej serii opowiadająca historię postaci, która przewijała się w poprzednich sezonach w tle pochłaniając góry jedzenia. Jeśli mielibyście powiedzieć czym wyróżnia się źrebak po narodzinach to prawdopodobnie byłoby to stanie na własnych nogach. Główna bohaterka Oguri Cap nie była w stanie tego zrobić bo urodziła się ze słabymi, wykrzywionymi nogami przez co musiała być ręcznie podtrzymywana do karmienia, a jej nogi były codziennie masowane z nadzieją, że będzie w stanie chodzić.
Początkowo jedyną cechą wyróżniającą Oguri był ogromny apetyt spowodowany niedożywieniem. Koń potrafił zjadać z głodu własne posłanie czy chwasty, a jej brutalny, siłowy styl biegu przyniósł jej przezwisko "Potwora". Nie bez znaczenia jest również tytułowe szare umaszczenie, które w tamtych czasach było łączone ze słabszą genetyką koni, które nie wygrywają najważniejszych wyścigów.
Anime oddaje rzeczywisty wpływ Oguri Cap na całą Japonię i jej udział w ogromnej popularyzacji wyścigów. Dzięki szaremu koniowi z prowincji, na trybunach obok hazardzistów zaczęły pojawiać się kobiety, młodzież i rodziny z dziećmi. Właśnie te uwielbienie i jej popularność zapoczątkowało w kraju trend produkcji pluszowych maskotek koni wyścigowych, z którymi fani przychodzili na zawody.
Manga zakończyła historię kilka miesięcy temu ale anime jeszcze nie jest skończone i składa się z dwóch sezonów gdzie widzimy rozwój tytułowego szarego kopciuszka.
W historiach sportowych łatwo kibicować komuś kto przechodzi drogę od zera do bohatera i jako "underdog" wygrywa pomimo przeszkód ale to nie jest taka historia. Trzeci sezon pokazuje dramat sportowca, który jest silny, zdrowy i wygrywa, a mierzy się z presją oczekiwań, że będzie tak bez końca.
Główną bohaterką tego sezonu jest Kitasan Black, która jest wielką fanką poprzedniej protagonistki. To nie jest tylko zmiana jednego talentu na drugi ale pokazanie zupełnie innej perspektywy.
Najbardziej spodobał mi się jej konflikt wewnętrzny, gdzie jako fanka Tokai Teio chciałaby być taka jak jej idolka, a zdaje sobie sprawę, że jest jej przeciwieństwem. Nie jest geniuszem z wybitnym przyśpieszeniem czy talentem ale odkrywa w sobie to czego innym brakuje. Doceniam ten odświeżający motyw rozwoju osobistego przez akceptację swojej mocnej strony i wykorzystanie jej.
Bardzo dobra była również historia poboczna o "Klątwie Satono" czy nawiązania do rzeczywistych wydarzeń czy właścicieli konkretnych koni.
Znacie jakieś dobre filmy albo seriale gdzie się mało dzieje? Bo ostatnio obejrzałem Pluribus, gdzie też tak jest w wielu odcinkach i przypomniałem sobie jak mi się takie coś podoba. xd
Gatunek i tematyka obojętna, lubię np. Patersona, Reality, A ghost story, American Honey.
Przedstawienie fragmentu życia Williama i Agnes Shakespearów przez pryzmat tragedii która dotknęła tę rodzinę.
Powolny i smutny, ciężko nie uronić łezki, nawet jeśli uważam że na końcu pozostawia trochę niedosytu. Śliczne wygląda, zieleń + muzyka bardzo nastraja do kontemplacyjnego nastroju.
Tym filmem nadrobiłem prawie wszystkie nominowane do oscara za najlepszy film na wieczór (poza F1 który za mało mnie obchodził). Mój osobisty ranking na #oscary , zaczynając od mojego ulubionego:
@Evivalarte taki był chyba też cel - miał wkurzać wszystkich dookoła, w tym widza. Wiadomo, nie jest to komfortowe zawsze do oglądania, ale z drugiej strony też bardziej prawdziwy (nie mówię tu o realności tych wydarzeń, co nieidealnym bohaterze). Aktorsko też Marty zagrany był bardzo dobrze moim zdaniem.
Skuszony tym, jaki hype ma ten film obejrzałem go i racja poruszył mnie, zesmucił, ale nie bardziej niż inne dobre dramaty, które oglądałem. Nie wiem czym kieruje się komisja Oscarów i może jestem zbyt prostym człowiekiem, aby docenić sto procent takiego widowiska, ale nie rozumiem, skąd ten hype. Kreacje głównej pary bardzo dobre - racja, bardziej szedłbym tutaj w stronę za główną rolę kobiecą. Dramat po prostu dobry. Tylko "po prostu", bo po zachwytach jakie widzę od jakiegoś czasu w internecie spodziewałem się, że będę zbierać szczenę z podłogi, a takiego wow nie odczułem. Ukazanie cierpienie rodziców (głównie matki) po stracie dziecka jest tutaj ukazane bardzo emocjonalnie i łamie serducho, ale ostatecznie jestem rozczarowany.
@kopytakonia - już dzisiaj na temat tego filmu komentowałem: https://www.hejto.pl/wpis/jak-juz-endrevoir-wspominal-wczoraj-byla-randka-bylismy-w-kinie-na-dwoch-filmach?commentId=558e17f7-08bc-46c6-9f01-f120ba04a0ed
@koszotorobur no mnie aż tak ten film nie poruszył, oczekiwałem, że wywoła u mnie rozmaite uczucia, wywołał jedynie trochę smutku (którego tez się spodziewałem więcej w trakcie seansu) i z tego względu mniej więcej jestem zawiedziony. Za to bardzo podobała mi się rola głównej bohaterki jak zagrała.
Dwóch fanatyków teorii spiskowych porywają CEO medycznej korporacji będąc przekonanym że jest ona kosmitą.
Nie jestem wielkim fanem Yorgosa i jestem szczerze zdziwiony że tak mi podeszło. Jest to film dyskomfortowy i cyniczny, jak większość jego filmografii. Różnica jest taka że to pierwszy film Yorgosa w którym zadziałał mi jego humor, wraz z trwaniem filmu zacząłem kupować bohaterów i przedstawiony świat. Nie jest to film który zostanie ze mną na długo, ale to dobra rozrywka na wieczór.
Jak już @Endrevoir wspominał, wczoraj była randka. Byliśmy w kinie na dwóch filmach ale skupmy się na tej ciekawszej pozycji. Nigdy nie pisałam recenzji i raczej to co napisze, nie będzie wybitnie;)
Ogladaliśmy Hamneta.
Film dotyczy życia Williama Szekspira a raczej historii nieco zakulisowej.
Syn rękawicznika spłacał długi ojca ucząc dzieciaki łaciny. Pewnego dnia ujrzał przepiękną kobietę idącą w czerwonej sukni z sokołem na ramieniu i nie mógł się oprzeć, musiał z nią porozmawiać i tak poznał tajemniczą Agnes, która uchodziła za córkę czarownicy z lasu. Oczywiście była miłość, ślub itd.
Po tym jak urodziło się ich pierwsze dziecko, William zaczyna szaleć przebywając na wsi. Żona odnajduje rozwiązanie w wyjeździe męża do wielkiego miasta, do Londynu.
O czym jest ten film? Po pierwsze, o milości, stracie, ludziach oddanych sobie.
Film jest nieco tajemniczy i dziki, poprzez sceny w lesie z którym Agnes była związana. Dzieło mierzy się z problemem niespodziewanej śmierci ale też przedstawia niesamowita więź pomiędzy rodzeństwem.
Film podnosi temat aktualny do dziś - rozłąka małżonków w poszukiwaniu zarobku, a z drugiej strony widzimy kobietę, która walczy z trudem codzienności która nie jest prosta.
To co mnie ujęło, to mimo że małżonkowie, mimo że gdzieś tam się poróżnili, dużo przeszli, nadal jest pomiędzy nimi nić porozumienia.
Oczywiście ja jak to ja, wzruszyłam się i usmarkałam po babsku. Piękny film. Nie wiem czy widziałam coś tak trafiającego do mnie. Polecanko
@Evivalarte - świetny film - powracający do korzeni sztuki filmowej - zero fajerwerków - zjawiskowa rola Jessie Buckley - temat może i szarpiący emocjami ale bez tanich sztuczek - możliwe, że to jaskółka zwiastująca renesans dobrego bezpretensjonalnego kina obyczajowego i odwrót od moralizowania na siłę.
@koszotorobur było mi niesamowicie dobrze na tym filmie, bez prob szokowania widzą. A jednocześnie ja czułam że sięgnięto do głebokich emocji, strachu, nadziei, utraty sił.
Ta aktorka jest przepiękna! Cały film zachwycałam się jej urodą. To, że film jest bez pudrowania, taki jaki jest.
Żona Justina, która chciała zdemaskować przestępstwa koncernu farmaceutycznego w Afryce, zostaje zamordowana. Mężczyzna chce ją pomścić.
Dobry film, ale moim zdaniem za dużo w nim melodramatu, co nie jest w moim guście. Z drugiej strony można było dzięki temu zrozumieć co te dwie osoby dla siebie znaczyły i co przechodzi mąż. Historia testowania leków przez firmę farmeceutyczną na ludziach z Afryki, o tym, że przysyłają im przeterminowane leki, albo nie do końca przetestowane, dobrze pokazane co się dzieje w świecie korporacji. Zakładam, że jest tak w prawdziwym życiu i wykorzystuje się nieświadomie ludzi w krajach trzeciego świata. Daje do myślenia. Ralph Fiennes jak zwykle na najwyzszym poziomie.
Film w moim odczuciu niepokojący przez muzykę, kolorystykę i grę aktorską. Oglądałem z zaciekawieniem i wciągnął mnie od początku do końca, jednak musiałem przeczytać w internecie interpretacje zakończenia, bo sam nie zrozumiałem, miałem wielkie WTF na końcu. Są momenty, że myślisz, że się czegoś domyślasz, a nawet myślisz "o, jest tak jak myślalem" ale zakończenie psuje te wszystkie domysły i nie wiesz nagle co właśnie obejrzałeś. Trochę przerost formy nad treścią, ale ogólnie bardzo dobry film.