Kur+a spotkałem fanatyka linuxa, już mnie głowa boli #linux


Kur+a spotkałem fanatyka linuxa, już mnie głowa boli #linux


Zaloguj się aby komentować
aloha. jest tu jakiś majster od #linux #fedora ??? pierwotnie miałem na tym kompie win11pro, dorzucilema do niego fedora43 i miałem opcję "dual boot". ostatecznie zdecydowałem się na wyjebane #windows #windows11 i zostało mi w c⁎⁎j wolnego miejsca na dysku którego nie potrafię ogarnąć żeby było to dostępne jako partycja systemowa dla fedory. da się to przesunąć/zmienić bez reinstalacji systemu?


@PrzylecialWiekszySamolot Musisz rozszerzyć tą partycje btrfs / o to wolne miejsce. Tak jak koledzy ci wyżej radzą, najprościej odpalić system z pendrive i to zrobić za pomocą jakiegoś programu GUI np. gparted. Jako, że to jest btrfs to możesz normalnie rozszerzyć ją zamiast tworzenia nowej osobnej ale polecam zrobić backup przed operacją bo nigdy nie wiadomo. Opisz sprawę jakiemuś modelowi AI to cię przeprowadzi krok po kroku jak to zrobić.
w sumie to ni c⁎⁎ja te podpowiedzi i różne tutoariale oraz AI mi nie pomogły, bo żaden nie wziął pod uwagę zmiany UID partycji którą ma ogarniać grub. więc następnym razem jak będę chciał polecić komuś Linuxa to pi⁎⁎⁎⁎lę to bo za dużo jebania się z prostymi rzeczami , gdzie każdy artykuł i link mówi żeby zrobić coś innego
Zaloguj się aby komentować
W przyszłej wersji Ubuntu (już za miesiąc) będą gwiazdki w sudo podczas wpisywania hasła.
#linux #ubuntu

Zaloguj się aby komentować
Wymyśliłem sobie, że do tego mojego grzebania przydałby się jakiś agent do pomocy. Raczej spodziewałem się, że twory od największych graczy w ogóle nie odpalą, bo te zwykle mają w sobie jakieś binarki, żebym nikt im ściśle tajnych tajemnic nie ukradł. Ale poza tym byłem raczej optymistycznie nastawiony, bo taki agent nie robi przecież nic niezwykłego. Jedynie wysyła zapytania w sieć i wykonuje komendy. Nawet w Prologu dałoby się to zakodzić bez pisania natywnych wspomagaczy.
Nie doceniłem jak bardzo jest przekombinowany współczesny soft
Claude Code - Od razu wywala wiadomość, że riscv64 jest niewspierany. Nic z tym nie zrobię, więc idziemy dalej.
opencode - Tutaj wywala błąd, że brakuje modułu opencode-cośtam-riscv64. Prawie to samo, ale jednak daje nadzieję. Tym bardziej, że to open source, więc na pewno da się coś z tym zrobić, c'nie? No, tak nie za bardzo, bo projekt ma iście hipsterski stack (w negatywnym tego słowa znaczeniu, bo taki Rust na riscu śmiga aż miło, lepiej niż C/C++). Ostatecznie orzekam, że nie ma szans tego zbudować na riscv64 w najblizszym czasie, przynajmniej dopóki bun nie wyjdzie na tę architekturę.
aider - Ten jest bardziej zwodniczy, bo zaczyna coś mielić i wydaje się, że coś może z tego być. Ostatecznie jednak wywalił się na kompilacji, którejś zależności.
Gemini - Tutaj małe zaskoczenie, bo okazuje się, że agent od Google (Gemini CLI) jest open source. Github pokazuje, że to sam TypeScript i JavaScript, więc może się uda. Hahaha, taki c⁎⁎j, wywala się na jednej zależności.
Crush - Claude wymyślił, że może to zadziała. Nigdy nie słyszałem, ale to golang, więc wygląda obiecująco. Po czym wywala się na kompilacji jakiejś zależności... again...
Zwycięzca
pi - Potem stwierdziłem, że zamiast botów popytam się ludzi. Poszedłem na Discorda, puściłem pytanie w eter i dostałem odpowiedź. O tym agencie też nigdy nie słyszałem, ale zapowiada, że jest prosty. Jest dość toporny w konfiguracji, ale działa. Co jest niepokojące to, że wykonuje komendy bez pytania, więc pewnie któregoś dnia pod wpływem halucynacji zaora tę moją płytkę.
Poza tym ma fajną domenę: https://pi.dev/
#linux #riscv
Zaloguj się aby komentować
Konsolę to chyba mogę już sprzedać.
#linux #riscv

Zaloguj się aby komentować
Znów szkalują ubuntu:
Dziura w snap i systemd pozwala na przejęcie lokalnego roota, nawet z kontenera firefox
#linux #ubuntu #cyberbezpieczenstwo
Zaloguj się aby komentować
Parszywe cenzorskie hieny chcą dopaść Linuksa. A ten się broni w sposób, który boli serce.
https://x.com/Pirat_Nation/status/2034224293807100363
#linux #cenzura #polityka #brazylia #archlinux

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Obraz producenta do Milk-V Mars bazowo ma wbite repozytorium Debian Ports zamrożone gdzieś tam w 2022 (okazuje się, że Debian robi co jakiś czas snapshoty swoich repo). Nie można nawet odświeżyć bazy pakietów bez grzebania, bo klucze już się dawno przeterminowały (nie żeby to miało sens o ile na przykład nie skasuje nam się lokalna baza paczek).
Jako że mi już wszystko działa to nie zaszkodzi próbować ten stan zmienić. Tak że zdecydowałem się zaktualizować system. Najpierw podbiłem datę repo do roku 2023. Udało się bez jakichś fajerwerków. Do tego biblioteka, której potrzebowałem pojawiła się w wymaganej wersji.
Potem trochę pobadałem sytuację, bo zastanawiało mnie, dlaczego repo jest w wariancie unstable. Okazało się, że Debian ma oficjalne wsparcie dla riscv64 od niedawna i po prostu wcześniej pakiety leżały sobie w Debian Ports, bo tam się trzyma architektury, które nie są już/jeszcze wspierane. I jest tam tylko unstable, bo paczki tam są z definicji niestabilne.
Potem doczytałem jeszcze, że riscv64 jest wspierany od wersji trixie. Plan był taki, żeby przełączyć się na oficjalny kanał, a jądro póki co zostawić, jakie jest (5.15, podobno jeszcze wspierane w tym roku, więc Debian teoretycznie powinien z nim działać). Odpaliłem jakiś internetowy generator sources.list i skopiowałem zwrotkę do odpowiedniego pliku. Jeszcze tylko trzeba było zaciągnąć pasujące klucze i apt update przeszło (oczywiście z jednym repo sobie nie poradziło, ale jeszcze nie wiem dlaczego i czy w ogóle mi jest ono potrzebne).
Przemyślałem swoje opcje, apt upgrade to w takiej sytuacji raczej samobójstwo, bo nie wiem na ile kompatybilna jest oficjalna linia Debiana z wcześniejszą, eksperymentalną gałęzią. Na początek zaktualizowałem sobie kilka pomniejszych pakietów i nic nie wybuchło. I wtedy stwierdziłem, że zaktualizuję sobie Firefoksa (tam był taki stary mocno, że nawet Hejto nie działało). Pojawiła się przede mną ściana tekstu, a ja jestem prosty człowiek, więc odruchowo klepnąłem enter. Zaczęło się instalować i wtedy zorientowałem się, że razem z liskiem aktualizują się takie kluczowe pakiety jak libc6 czy base-files. Pomyślałem, że po czymś takim już chyba nie wstanie. Co prawda mam backup karty, ale z poprzedniego dnia, więc trochę szkoda. I wtedy wywaliła się instalacja jakiegoś pakietu. Jednego z tych ważnych. Teraz to już na pewno nie stanie, ale zawsze warto walczyć. Czy coś.
Feralny pakiet postanowiłem zainstalować z palca. Nie da się, bo inny ważny pakiet jest nieskonfigurowany. A w ogóle to wersje są wszystkie ch⁎⁎⁎we. No to wbijam do /var/cache/apt i już przez dpkg instaluję tego diabła. Nie da się, bo wszystko rozjebane. Dopisuję "--force" czy inny "--ignore" i przechodzi. I na tę melodię miotam się przez następne kilka minut, aż komputer nie przestaje krzyczeć. Dokańczam instalację wiszących pakietów, a później Firefoksa i wszystko ostatecznie przechodzi mimo licznych komunikatów o rozwiązywaniu konfliktów. Firefox nawet działa, Hejto działa, tylko kolory są na odwrót. No, trudno, teraz trzeba przejść do kroku, gdzie to wszystko jednie czyli restartu.
O dziwo, płytka się uruchomiła. Tylko system wygląda trochę inaczej, bo Firefox pociągnął za sobą aktualizację też niektórych komponentów. Na razie siedzę na wpół aktualnym systemie, bo brakuje mi odwagi, żeby zaktualizować pozostałe 913 pakietów.
Kolory się potem naprawiły, pewnie wskutek aktualizacji któregoś pakietu (bo jeszcze kilka podbiłem próbując coś skompilować). I płytka pod obciążeniem zjada więcej prądu, ale też szybciej mieli, więc chyba niechcący odblokowałem też jakieś wyższe stany energetyczne.
#linux #riscv

Zaloguj się aby komentować
Właśnie mam wczesny dostęp do aplikacji, która pozwala dyktować tekst i go kopiować do konkretnej aplikacji – na bieżąco. Póki co działa z kontem w serwisie ElevenLabs. Program nazywa się „EDict”.
Niemniej trzy rzeczy mnie w szczególności zachwycają – po pierwsze, działa to na Linuxie, bez żadnych trików z Wine'em, po drugie, stworzył to członek redakcji Kontrabandy, i po trzecie, stworzyła to osoba chorująca na rdzeniowy zanik mięśni. Czapki z głów.
Niestety nie mogę jeszcze udostępnić aplikacji do pobrania, ale tak czy inaczej – wiadomość o tym, że ktoś w wolnym czasie zaczął tworzyć aplikację mającą na celu poprawić doświadczenia z...
W końcu się przemogłem i zainstalowałem Ubunciaka na starym firmowym laptopie, tak o żeby sobie potestować i sie pobawić.
Ależ to zapie*dala w porównaniu do Windowsa xD
#komputery #linux
Zaloguj się aby komentować
Nie może być zbyt dobrze w życiu. Działają mi co prawda głośniki na Bluetooth, ale klawiatura już nie. Rozłącza się po chwili. Sprawdziłem też mysz i pada, to samo. Słuchawki działają, przesyłanie plików też, czyli coś jakby zjebane było z inputami. Śledztwo w toku.
#linux #riscv
Zaloguj się aby komentować
Background: Kupiłem sobie płytkę z RISC-V (Milk-V Mars) i teraz walczę z przeciwnościami losu oraz współczesnej technologii.
Z jakiegoś powodu obraz od producenta nie zawiera sterowników do wifi i BT. Wczoraj udało się zrobić wifi, dzisiaj uda się Bluetooth (nie bez oporu, z obu stron).
Jestem tak dobrze sytuowany, że w skład mojego majątku wchodzą dwa dydki do Bluetooth. Jeden jest wpięty w komputer (właściwie to w monitor, ale wiadomo, everything is connected), a drugi leży w gratach (bo anioł we śnie przepowiedział mi, że kiedyś się przyda podobnie jak 10 kabli HDMI, 20 USB i ten kabel od chujwieczego). Rzeczony dydek jest malutki, znacznie mniejszy niż kompaktowy moduł wifi, który podłączyłem wczoraj do płytki. Jest tak mały, że ciężko go było znaleźć, bo wsadziłem go do pudełka, żeby był łatwiejszy do znalezienia. Problem w tym, że ja nigdy niczego nie wkładam do pudełek (zwykle je wywalam) tylko wrzucam do skrzynki z gratami, więc najpierw przeczesałem całą skrzynkę zanim wpadłem na to, żeby sprawdzić zawartość pudełka z napisem "Bluetooth".
Na początek chciałem zobaczyć przypadek, kiedy działa, więc wtyknąłem go w laptopa i sprawdziłem dmesg. Załadowały się pliki firmware. Szukam w necie, gdzie te pliki znajdę, żeby później je ściągnąć na płytkę (bez zaskoczenia, chip jest od Realtek mimo, że dydek ma logo Edimax). To jeden element układanki, ale muszę też się dowiedzieć, który moduł kernela za tym stoi. Widzę, że każda linijska zaczyna się od hci1, ale po sprawdzeniu okazało się, że do nazwa urządzenia (hci0 zostało przydzielone do BT wbudowanego w laptopa). Nie znajduję niczego, co by wyglądało na nazwę modułu, więc bez zbędnego pierdolenia przeszukuje po prostu katalog bluetooth w źródle kernela pod kątem product id urządzenia (który podaje mi lsusb). Jedno trafienie w pliku btusb.c. Vendor id się zgadza, chip RealTeka też, więc będę celował w ten moduł.
Przechodzimy do płytki. Konkretnie do źródeł kernela od producenta, które sobie ściągnąłem wcześniej. Coś będzie trzeba dokompilować. Po krótkich oględzinach okazuje się, że ten moduł już jest w konfiguracji. Niestety konfiguracja konfiguracją, ale te moduły, które były w obrazie nie chcą się wczytać z jakiegoś powodu, więc i tak muszę to sobie skompilować. Przećwiczone już z wifi, więc wiem, że moduły skompilowane na tych źródłach działają. Jak już skończyło mielić wczytuję skompilowany moduł btusb przez insmod (nie chcę ich nigdzie instalować w systemie dopóki nie mam pewności, że jest ok). Brakuje symboli, dmesg podaje, że brakuje rzeczy w stylu intel_cośtam, rtl_cośtam itp. I tak się ładnie składa, że w katalogu bluetooth są moduły o nazwach btintel, btrtl itp. No, więc je też ładuje. Wtedy btusb wchodzi bez problemu. Podpinam dydka. dmesg podaje tylko, że coś podłączyłem i elo. Co to jest nie wie nikt. Sterownik bluetooth pozostaje niewzruszony.
Tak jak pisałem wcześniej, sprawdzałem czy product id tego urządzenia występuje w źródłach kernela. Ino nie zrobiłem tego na tym konkretnie kernelu od Marsa, ale przez Githuba na tym najnowszym, waniliowym, od pana Torvaldsa. Niby urządzenie nie jest najnowsze, ale może ociągali się z dodaniem go do jądra. Tak więc instaluję ag (wichajster do przeszukiwania plików) i przelatuję folder bluetooth. Ni ma nigdzie tego product id. Sprawdzam sobie jeszcze raz na Githubie, gdzie mi się to znalazło i na płytce w tym samym pliku szukam tego miejsca. W oficjalnym kernelu w tej sekcji jest 6 urządzeń, a w płytkowym tylko jedno. Ale zaraz, jeśli dobrze rozumiem to jest lista urządzeń, które mają w sobie jakiś tam chipset. Czyli chip jest obsługiwany, ale to konkretne urządzenie z tym samym krzemem w środku już nie. Stwierdziłem, że j⁎⁎ać konwenanse i dopisałem id tego mojego dydka do pliku btusb.c. Kompilacja, rmmod, insmod i coś się załadowało. Macham sobie myszką po ekranie i okazuje się, że pojawiła się ikonka BT. Wchodzę w ustawienia BT. "Nic tu nie ma, lol. Weź wtyknij dongle Bluetooth.". No, pojebie mnie zaraz.
Ale mam jeszcze asa w rękawie czyli drugiego dydka. Odpinam od peceta i wpinam w płytkę. Coś się wykryło, ale dmesg raportuje, że brakuje znowu jakiegoś pliku. Ściągam firmware, tym razem Broadcom. Wrzucam do /lib/firmware i rewtykam dydka (a wyciągnięcie takiego maleństwa nie jest łatwe, bo nie ma jak złapać). dmesg wypisał identyczny komunikat, jak na lapku, aczkolwiek tym razem oczywiście nadano nazwę hci0. Czyli wydaje się działa. Robię oględziny. Ikonka jest, ale według settingsów znowu nic nie ma. Identycznie jak przy tamtym.
W tym momencie naszła mnie myśl, że może to GNOME jest po⁎⁎⁎⁎ny. Bo w sumie jest, każdy to wie. Trzeba przejść do tradycyjnych metod czyli do konsoli. Wstukuję sobie literki "blu" i naduszam tabulator. Pokazują mi się różne polecenia, większość zaczyna się od "blueman". Za moich czasów był chyba bluez, ale nie znam się. Nigdy mnie szczególnie temat Bluetooth nie interesował. Każdy, kto kiedyś usiłował sparować dwa urządzenia przez blutacza wie, że w tym protokole siedzi diabieł. Wracając do poleceń, "blueman-manager" wygląda obiecująco. Odpalam. Jest tam taka lista, na niej jedna pozycja ze słowem, którego nie kojarzę. Jestem prostym człowiekiem, jak widzę coś na ekranie to to klikam bez zastanawiania się. Chyba się łączy, ale ostatecznie się nie udaje. Wpsiuję owe tajemnicze słowo w Kaczkę i okazuje się, że to marka telewizora. Ja nie mam telewizora. Tutaj wpada myśl, żeby spróbować się połączyć z czymś, co należy do mnie.
Wstaję i idę po plecak. Wyciągam głośniczek JBL. Już nawet nie pamiętam, czy jest w tym jakaś bateryjka czy nie, ale na wszelki wypadek podłączam go do pierwszego lepszego portu USB na jaki natrafiam (możliwie jak najdalej od płytki, żeby dydek miał utrudnione zadanie). Naduszam na symbol BT i głośniczek zaczyna radośnie mrugać. Na ekranie, na liście pojawił się JBL. Tutaj następuje moje chodzenie od głośniczka do ekranu i z powrotem. Za trzecim razem się udaje. Głośniczek przestaje migać i przechodzi do świecenia, więc jest szansa, że się sparował. Odpalam YouTube w przeglądarce na płytce, żeby zrobić jakiś dźwięk. Odpalam jakiś teledysk. Trwa to wieki, a ja cierpliwie nasłuchuję muzyki. Nagle z głośniczka dobiegają głosy walki. Być może jakieś małe stworzonka zalęgły się w głośniku, gdy ten leżał w plecaku i teraz zaczęły się tłuc między sobą o dostęp do energii z USB. Wtedy patrzę na ekran i widzę reklamę jakiejś gównogierki na komórki, która pasuje do dźwięków z głośnika. Czyli wszycho działa, a w JBL widmo wojny na moim terytorium zostało zażegnane.
Dla porządku sprawdziłem też tamtego Edimaksa. Też działał. Czyli oba dydki działają. Pozytywne zakończenie tej pięknej historii.
A klawiaturka z obrazka już do mnie idzie. I teraz już mam, jak ją połączyć.
#linux #riscv #zawszekurwacos

Zaloguj się aby komentować
Zerwałem ethernetowe kajdany.
Z jakiegoś powodu Debian od Milk-V nie zawierał sterów do sieciówek (pewnie jakieś licencyjne sprawy, bo praktycznie wszystkie potrzebują firmware).
W pierwszej kolejności ściągnąłem od nich źródło kernela (było oczywiście na GitHubie). Włączyłem najpierw zwykłe budowanie, bo nie bardzo wiedziałem co zrobić (dawno nie kompilowałem kernel). No, oczywiście zbudował się cały kernel (i to ze złą konfiguracją), a ja jestem leniwy, więc wymyśliłem, żeby zbudować sobie tylko moduły od tego pyrdka wifi (jakiś TP-Link, ale tak naprawdę chip od Mediatek). Po chwili wykminiłem, że muszę wstukać "make menuconfig". Okazało się, że teoretycznie te moduły już są. No, pewnie dlatego, że załadował złą konfigurację. Okazuje się, że tę, którą używa aktualne jądro można odczytać z /proc/config, więc też tak zrobiłem. Zaznaczyłem wszystko, co się zaczynało na mt76 (bo tak mniej więcej nazywa się chip wifi według lsusb).
Kompilacja.
Szukam plików .ko. Nie ma. Po sprawdzeniu jakichś rzeczy w necie `make modules` wygląda obiecująco. Zbudowało się. Ładuje wszystko insmodem do oporu. Dalej ni ma wifi. Wstukuję dmesg. Sterownik nawet zaskoczył, ale nie mógł załadować firmware'u. No, nic dziwnego, bo nie ma. Szukam sobie paczki w necie i instaluję (po drodze chyba coś mi rozjebała w systemie, bo zainstalowałem razem z wykonywaniem skryptów instalacyjnych, ale to się okaże przy następnym odpaleniu). Odłączam i podłączam dydka. dmesg mówi, że spoko. Sprawdzam ikonkę do wifi. Są sieci i wszystko działa.
Jeden kabel mniej.
Jutro pewnie bluetooth, a teraz muszę się napić.
#riscv #linux

@m_h nie wiem, ja stary jestem i znam tylko Debiana.
Tak na szybko patrząc to są tylko inne modele https://github.com/riscv/meta-riscv
Zaloguj się aby komentować
Milk-V Mars oraz różne przydasie.
Teraz muszę wykombinować, jak zrobić wifi na tym czymś i odciąć od żółtej pępowiny.
#komputery #riscv #linux


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#linustechtips #youtube
Nigga, you just went full #arch You never go full #arch
https://youtu.be/b-owBhLGaH4
#linux
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować