Wydawnictwo MAG zapowiada mega-super-hiper wyczekiwaną książkę Alastaira Reynoldsa. "Przebudzenie Aurory" wyląduje na sklepowych półkach 30 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 592 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Tom Dreyfus jest prefektem, jednym z oficerów organizacji policyjnej o nazwie Panoplia. Jego rewirem jest Migotliwa Wstęga – olbrzymi wir kosmicznych habitatów orbitujących wokół planety Yellowstone, rojnego ośrodka międzygwiezdnego imperium rozciągającego się na wiele światów.
Najnowsza sprawa: dochodzenie w sprawie zabójczego ataku na jeden z habitatów, na którym zginęło ponad dziewięciuset ludzi. W trakcie śledztwa natrafia na trop sprawy o wiele poważniejszej niż masowe morderstwo – sekretnego spisku zawiązanego przez tajemniczą istotę, dążącą do przejęcia całkowitej władzy nad Migotliwą Wstęgą.
#ksiazkiwhoresbane'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@bojowonastawionaowca Od ostatniej książki Reynoldsa minęło trzy lata i jeden miesiąc. W tym czasie los autora w MAGu zmieniał się jak w kalejdoskopie. Wreszcie się udało
Wydawnictwo MAG wznawia trzeci tom Sagi o Zielonych Kościach. "Dziedzictwo jadeitu" Fondy Lee w sprzedaży od 18 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 784 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
W Dziedzictwie jadeitu, niezwykle wciągającym ostatnim tomie Sagi zielonych kości, rodzeństwo Kaulów walczy z konkurencyjnych klanami o honor oraz władzę nad metropolią inspirowaną miastami Azji Wschodniej.
Jadeit, tajemnicza magiczna substancja, ongiś dostępna wyłącznie dla wojowników zielonej kości z Kekonu, budzi obecnie zainteresowanie na całym świecie. Wszyscy pożądają niezwykłych możliwości, jakie daje – od tradycyjne zainteresowanych takimi sprawami rządów, najemników i królów zbrodni, aż po nowych uczestników tej gry, takich jak lekarze, sportowcy i studia filmowe. Walka o jadeit toczy się na wielu frontach i staje się coraz bardziej krwawa. Rodzina Kaulów nigdy już nie będzie taka sama.
Zmęczeni wojną i licznymi tragediami Kaulowie muszą się borykać z resentymentami i starymi ranami. Ich przeciwnicy stają się coraz potężniejsi, a krajowi zagrażają walki frakcyjne oraz cudzoziemskie wpływy. Klan musi się nauczyć odróżniać przyjaciół od wrogów, zapomnieć o dawnych rywalizacjach i być gotowy na straszliwe poświęcenia… ale niezniszczalne więzy krwi i lojalności mogą nie wystarczyć, by ocalić klany zielonych kości oraz kraj, którego przysięgły bronić.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane czy ja dobrze widzę? Wznowienie, 30 miesięcy od polskiej premiery, z barwionymi brzegami, tańsze od pierwszego wydania? Da się? Najwidoczniej tak, wtf.
Tytuł: Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan
Autor: Catherine Nixey
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Filtry
Format: e-book
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10
Autorka, bez silenia się na obiektywizm, rozlicza wczesne chrześcijaństwo z destrukcyjnego wpływu na ówczesny świat, a także na świat współczesny, bo zarówno nauka, jak i kultura często opierają się na pozostałościach antyku. Książka przedstawia różne aspekty tego, jak pierwsi chrześcijanie, rosnąc w siłę, opierali swoją aktywność na niszczeniu pogańskich pozostałości, likwidowaniu niezależnej myśli i prześladowaniach. Do tego autorka przytacza wiele przykładów zakłamania chrześcijaństwa, które lubi wyolbrzymiać własne krzywdy, robić z głupoty bohaterstwo i przemilczać, jak ogromne szkody wyrządziło.
@Vampiress jest wspomniane, ale jest też wspomniane, że mnisi ścierali teksty by zapisywać ten sam papier na nowy czy brali też udział w rąbaniu bezcennych rzeźb, książka jest raczej o tej gorszej części
>W zacisznych skryptoriach mnisi uratowali wiele dzieł, ale jeszcze więcej bezpowrotnie zniszczyli. (...) W czasach, gdy o pergamin nie było łatwo, słowa wielu antycznych pisarzy starto, by ponownie zapełnić karty bardziej wzniosłymi treściami. Palimpsesty (starogreckie palin – ponownie; paso – ścieram) wskazują na czas, kiedy te antyczne dzieła zniknęły. Komentarzami Augustyna do psalmów zapisano ostatnią kopię O państwie Cycerona . Autobiograficzne dzieło Seneki zmieniono w kolejny egzemplarz Starego Testamentu. Dzieje Salustiusza zostały starte, aby pozyskać pergamin dla świętego Hieronima. Inne antyczne teksty utracono z powodu ignorancji. Pogardzane i porzucone na wiele lat rozsypały się i zmieniły w pokarm dla myszy, ale nie dla myśli. Całkowicie utraciliśmy dzieło Demokryta , jednego z największych greckich filozofów i ojca teoretycznych podstaw anatomii. Do naszych czasów przetrwał jeden procent literatury łacińskiej, dziewięćdziesiąt dziewięć – przepadło. Wiele można osiągnąć, posługując się tępym narzędziem obojętności i zwykłej głupoty.
@Vampiress Zawsze kiedy widzę jakąś antyczną rzeźbę bez nosa, to zastanawiam się, czy to jakiś bohaterski mnich albo inny nawiedzony wyżywał swoją frustracje na niej, czy to może jednak zwykła erozja. W zdecydowanej większości to niestety ta pierwsza opcja. Czasem nawet szli o krok dalej, i wykuwali krzyże, ale z reguły wystarczyło im tylko te rzeźby lekko oszpecić.
Wydawnictwo Replika zapowiada dwa nowe elementy serii Wierzenia i zwyczaje. Opracowanie zbiorowe "Ramajana. Epos staroindyjski" i "Saga rodu Wolsungów oraz Saga o Ragnarze Lodbroku" Jana Kołakowskiego w księgarniach od 14 kwietnia 2026 roku. Wydania w twardych oprawach liczą 336 i 432 stron, w cenie detalicznej 59,90 i 69,90 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.
"Ramajana. Epos staroindyjski"
Staroindyjski epos sanskrycki jako uniwersalna narracja o dharmie i porządku świata
„Ramajana“ to jeden z najważniejszych eposów staroindyjskich, wywodzący się z tradycji ustnej i przypisywany legendarnemu poecie Walmikiemu. Opowiada historię księcia Ramy, który na skutek dworskiej intrygi zostaje zesłany na wygnanie wraz z żoną Sitą i wiernym bratem Lakszmaną. W czasie pobytu w lesie Sita zostaje porwana przez króla demonów Rawanę, co prowadzi do dramatycznej walki dobra ze złem i ostatecznego zwycięstwa Ramy.
Epos ten bywa odczytywany zarówno jako pełna baśniowych motywów alegoria, jak i opowieść mogąca mieć historyczne korzenie. Niezależnie od interpretacji, „Ramajana“ służy przede wszystkim przekazywaniu dharmy – zasad etycznych hinduizmu, których Rama jest uosobieniem. Ukazując ideały króla, męża, żony, brata i władcy, dzieło to przez wieki dostarczało wzorców postępowania i wyjaśniało, w jaki sposób moralność i prawo podtrzymują harmonię świata.
Ponadczasowość „Ramajany“ sprawia, że epos ten pozostaje żywy także współcześnie, inspirując twórców literatury i filmu. Jego uniwersalne przesłanie – odwieczna walka dobra ze złem oraz konieczność obrony sprawiedliwości – czyni z historii Ramy opowieść aktualną w każdej epoce, niezależnie od miejsca i czasu.
"Saga rodu Wolsungów oraz Saga o Ragnarze Lodbroku"
Wikingowie i nordyccy bogowie. Podstępne knowania i krwawe wyprawy. Potężni władcy i waleczni woje. Oto dwie najważniejsze islandzkie sagi, z których zrodził się obraz świata Północy funkcjonujący powszechnie w dzisiejszej kulturze.
Saga rodu Wolsungów opowiada historię rodziny, w której losy wielokrotnie ingerował sam Odyn. Od jej założyciela Wolsunga, poprzez Sigmunda, aż po Sigurda i Brynhildę i zniszczenie burgundzkiej dynastii Gjukingów. Wolsung, prawnuk Odyna, został wycięty z łona matki po sześciu latach ciąży, gdy ta zaczęła przeczuwać własną śmierć. Jego wnuk Sigurd jako wybraniec władcy bogów pokonał smoka Fafnira, a córka Sigurda, Aslaug, została żoną króla Ragnara.
Losy legendarnego wodza i najsłynniejszego z wikingów – sławne podboje, aż po okrutną śmierć i zemstę jego synów – opisuje Saga o Ragnarze Lodbroku. Wraz ze swymi wojami król krwawo podbijał nawiedzane ziemie Brytów i Franków. Sam będąc bohaterem na poły legendarnym, uznawany bywa za ojca postaci w pełni historycznych: Ivara Bez Kości, Bjorna Żelaznobokiego, Halfdana Ragnarssona czy Sigurda Wężowe Oko.
Obie te łączące się ze sobą opowieści przez wieki kształtowały wyobrażenie o ludziach Północy, inspirując i znajdując odbicie w sztuce i kulturze, chociażby w epickiej Pieśni o Nibelungach, twórczości J.R.R. Tolkiena czy serialu Wikingowie.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Klasyczek - czworo rodzeństwa trafia przez szafę do magicznej krainy, w której z winy złej czarownicy trwa wieczna zima, ale nigdy nie ma Bożego Narodzenia.
Za każdym razem uderza mnie jak ta książka jest krótka i jak szybko się ją czyta, bo kiedy się o niej myślę, to mam wrażenie bardzo długiej i bardzo bogatej opowieści - nie wiem skąd się to bierze
Za każdym razem też uderzają mnie wątki chrześcijańskie, których nie zauważa się raczej przy pierwszym czytaniu, gdy po prostu człowiek cieszy się tą opowieścią, gdzie dobro zwycięża zło i wszystko się dobrze kończy.
@KatieWee fajna historia. Przeczytałem dopiero niedawno, jako dorosły chłop a raczej żona czytała na głos naszym synom a ja słuchałem Przyznam, że też mi się wydawało, że to książka 500 stron a tu takie maleństwo. Starałem się wyprzeć z głowy te odniesienia chrześcijańskie, bo mi to psuło odbiór.
Świat kończy się nagle i w bardzo dziwny sposób. W jednej chwili niemal wszyscy ludzie znajdujący się w budynkach i pojazdach giną, zostają zmiażdżeni, gdy cała infrastruktura Ziemi zapada się pod powierzchnię na potrzeby budowy lochów. Przy życiu zostają tylko ci, którzy byli na zewnątrz. Ocaleni szybko odkrywają, że planeta zamieniła się w gigantyczny dungeon, a oni są uczestnikami brutalnej gry transmitowanej kosmicznej publiczności.
Jednym z uczestników gry jest Carl, który trafia do lochu razem z kotką swojej dziewczyny - Pączusiem. I choć brzmi to absurdalnie, właśnie od tego momentu zaczyna się jedna z najbardziej zwariowanych i wciągających przygód w gatunku litRPG.
To książka, która doskonale rozumie, czym powinien być dobry litRPG. Mechanika gry - poziomy, klasy, przedmioty i rozwój postaci - są integralną częścią świata, ale nie przytłaczają fabuły. Dungeon pełen jest dziwnych pomysłów, groteskowych potworów i absurdalnych wyzwań, a jednocześnie cały czas czuć realną stawkę, bo porażka oznacza śmierć. Nie sterujesz innym graczem w grze, sam nim jesteś.
Świetna jest ta kontrolowana absurdalność świata. Cała apokalipsa okazuje się elementem kosmicznego show, w którym sponsorzy, reklamy i komentarze publiczności są równie ważne jak sama walka o przetrwanie. Zadania potrafią być groteskowe, system nagród bywa kompletnie niepoważny, a wiele potworów czy lokacji wygląda jak pomysł wyjęty z najbardziej szalonej gry komputerowej. Do tego dochodzą momenty, w których mechanika gry zderza się z realnymi emocjami bohaterów i właśnie ten kontrast działa.
Największym atutem powieści jest jednak duet Carl i Pączuś. Kotka bardzo szybko przestaje być tylko zwierzęcym towarzyszem i staje się jedną z najzabawniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci w książce. Ich relacja dodaje historii ogromnej dawki humoru, który świetnie kontrastuje z brutalnością świata.
Nowe osiągnięcie! JAK ĆMA DO OGNIA.
Zaatakowałeś i spowodowałeś obrażenia u moba na poziomie o 75 wyższym od twojego. Fakt, że jesteś teraz w stanie przeczytać tę wiadomość, sugeruje, że jesteś jednym z największych jebanych farciarzy w Lochu. Pamiętaj tylko, że szczęście gra na dwie strony, jak twoja stara.
Pod koniec tomu nasz duet dostaje nawet opcję wyboru pupila, a to jego opis:
Ale Pączuś patrzyła tylko na ostatnią klatkę. Znajdował się w niej kuropodobny dinozaur pokryty różowym puchem. Zaczął gruchać do kotki i ćwierknął. Wyglądał żałośnie. Natychmiast zrozumiałem, co spodobało się Pączuś. Znajdował się w samym centrum kategorii estetycznej „tak brzydkie, że aż słodkie”. Mógł mieć ze dwadzieścia centymetrów wzrostu. Stał na dwóch nogach i przechylał do mnie głowę. Wyglądał jak kawałek surowego kurczaka, w którego ktoś wetknął przypadkowo znalezione piórka w odcieniach różu. Zamiast skrzydeł miał dwa tycie ramionka, a do tego wężowy ogon. Skrzeczał, otwierając dziób, odsłaniając przy tym rządek ostrych ząbków.
Dungeon Crawler Carl to jedna z najlepszych książek litRPG, jakie czytałem - szalona, brutalna, absurdalna i jednocześnie niesamowicie wciągająca.
Dobra, daje tej książce jest max. 100 stron i jak się nie rozkręci to mam w d⁎⁎ie i pytam ai o streszczenie bo Vin to połączenie debilki z idiotką. Dawno k⁎⁎wa bardziej irytującej, gównianie napisanej postaci nie widziałem.
Ja dalej męczę Wiatr i Prawdę i nie jest tak źle jak @Dziwen pisał. Ale resztę twórczości sobie daruję, ciągnie się to tak, że już zapomniałem pierwsze tomy.
Dziękuję za tę krótką acz treściwą recenzję. Mało co mnie obrzydza tak jak wszechobecne jaranie szlugów we wszelakich polskich "dziełach" kultury, więc skreślam z listy do przeczytania. xd
Kolejny drop książkowy z vinted, pięknie ilustrowany album w języku litewskim. Fun fact - takie kobaltowe (dla mężczyzn: te niebieskie) koraliki nadal są produkowane w Afryce i można je kupić na Etsy albo eBayu.
Trzeci i ostatni tom serii o Jake’u Brigance. Grisham ponownie zabiera czytelnika do Clanton w stanie Mississippi. Tym razem adwokat podejmuje się obrony nastolatka oskarżonego o zamordowanie policjanta. Jake zgadza się na bronienie chłopca tylko w przesłuchaniu wstępnym, a później ma go przejąć inny adwokat. Tak się jednak nie dzieje. Sprawa od początku wydaje się beznadziejna - dowody są przytłaczające, a opinia publiczna domaga się surowej kary. Jake próbuje jednak dotrzeć do prawdy stojącej za dramatycznym wydarzeniem i zrozumieć, czy za czynem chłopca kryje się coś więcej niż zimna kalkulacja. Proces szybko zamienia się w walkę nie tylko o wyrok, ale też o zrozumienie kontekstu tragedii.
Największą siłą "Czasu łaski" jest to, jak dobrze Grisham prowadzi sam proces. Autor po raz kolejny pokazuje, że wciąż jest mistrzem powieści sądowej - napięcie budowane jest nie przez spektakularne zwroty akcji, ale przez drobne szczegóły zeznań, emocje świadków i moralne dylematy stojące przed ławą przysięgłych. Historia ma też mocny, bardzo ludzki wymiar, bo zamiast prostego podziału na dobro i zło dostajemy opowieść o tragedii, która rozgrywa się na wielu poziomach.
Dla mnie to najlepszy tom całej serii. Grisham świetnie wykorzystuje znane już postacie i atmosferę małego miasteczka, a sam proces jest wciągający od początku do końca. Jedyną rzeczą, która zaczyna trochę zgrzytać, jest powtarzalność schematu zagrożenia życia Jake’a i jego rodziny. To element, który pojawiał się już wcześniej i tutaj znów wraca w bardzo podobnej formie, a szkoda, bo jest zupełnie zbędny.
Podsumowując: świetnie napisana seria thrillerów prawniczych, która potwierdza, że Grisham najlepiej czuje się właśnie na sali sądowej i potrafi zabrać na nią czytelnika tak, że sam poczuje, że siedzi na widowni, a momentami nawet na miejscu dla oskarżonego.
Co?! Chyba czytaliśmy inną książkę. Peterson odwołuje się do Bibli tak jak odwołuje się do baję Disneya i Piotrusia Pana. Mówi i tym, że nie bez przyczyny pewne historie przetrwały tysiące lat i to zanim zaczęto je spisywać. Potem omawia do tego dziesiątki badań naukowych, podlanych wieloletnimi obserwacjami jako psycholog kliniczny. Gościu, to jest jedna z najlepszych książek z pogranicza “jak żyć?” jaką można znaleźć.
(Chociaż dzisiejsz Peterson to już trochę odklejeniec)
@bartek555 Na pytanie jak żyć najlepiej odpowiada książeczka czekowa z 10 miejscami na wpisywanie kwot.
Tylko trochę droga i nie można pożyczyć z biblioteki i rzucić na xerox.
@bartek555 Jordan miał jakąś mega, ale to mega załamkę psychiczną kilka lat temu (wcale mu się nie dziwię), od tamtej pory ostrożnie patrzę na to co produkuje, ale jego stary content jest bardzo wartościowy, będę się przy tym upierał.
angielski oryginał 12 Rules for Life: An Antidote to Chaos ukazał się na początku 2018
@bartek555 Ci dam kurwa dziadka zaraz. Pasa zdejmę i ci to chude marynarskie dupsko zleję, szczylu! :P
JP wypłynął dużo wcześniej bo się postawił, a że był zbyt dobrze wykształcony i zbyt elokwentny, ciężko było go ujebać. Polecam legendarną rozmowę z Cathy Newman, oops, który to rok był?
Chwilami ludzie zapominają jak się internet zmienił od tamtego czasu. Sam chwilami zapominam.
@Hilalum By uniknąć opóźnień i przekładań premier teraz każda ich książka będzie wydana pięć miesięcy po przetłumaczeniu tekstu. Od teraz się to unormuje
Można się spierać, czy zaliczyć powieść K. Dicka do cyberpunku, czy może to zbyt wczesny utwór, który nie zawiera wszystkich elementów typowych dla gatunku. Nie można jednak odebrać autorowi ogromnego wpływu na powstanie/rozwój tego podgatunku fantastyki naukowej. W końcu na podstawie wymyślonej przez niego historii powstał scenariusz filmu, który określił stylistykę wielu przyszłych utworów.
Dick sporo miejsca poświęcił androidom – sztucznie stworzonym istotom, kształtem przypominającym ludzkie ciała. W powieści androidy mogą z powodzeniem udawać ludzi, pracować, być gwiazdami operowymi, a nawet przewyższać ich intelektem.
Myśl o tym, że humanoidalne roboty mogłyby chodzić pomiędzy nami, dla wielu jest przerażająca. Przynajmniej tak mnie się wydaje – ilu z nas wsiadłoby do taksówki kierowanej nie przez człowieka, a przez sztuczną inteligencję? Ja pewnie tak. Patrząc na to, co dzieje się na drogach – czy AI mogłoby być gorsze od polskich kierowców? No, ale mogę być wyjątkiem, ponieważ ogólna narracja jest taka, że ludzi straszy się sztuczną inteligencją ‒ tym, że zabierze nam pracę, hobby (wystarczy spojrzeć na generowane obrazy czy zdjęcia), a nawet życie, jak chociażby w „Terminatorze”.
Dlatego wymyślono test opierający się na empatii, dzięki któremu można rozpoznać androidy. Te może i potrafią być przebiegłe i bardziej inteligentne od ludzi, jednakże brakuje im wspomnianej empatii. Można udawać, ale w naturalnych reakcjach/odruchach człowiek wciąż przewyższa sztuczną istotę. Czy aby jednak na pewno?
Dick nie zapomniał o ludziach upośledzonych, z osobowością schizoidalną i im podobnych. No i są przecież osoby niby zdrowe, ale o bardzo niskim poziomie empatii i inteligencji emocjonalnej. Sam niestety takie spotkałem. Potrafiły, w obliczu problemów zdrowotnych psa, przedłożyć własną przyjemność (pójście na wesele) nad operację tylnych łap, skazując zwierzę na cierpienie. Uspokajam, że nie stałem wtedy biernie i psina otrzymała potrzebną pomoc.
Podobnie było w sytuacji stłuczki, w której udział wzięła ich córka. Pierwsze pytanie matki było o to, czy samochód jest cały, a nie, czy z córką jest wszystko w porządku. Następnie niechęć do zabrania dziewczyny na SOR, mimo że skarżyła się na ból w odcinku szyjnym, tłumaczona jest tym, że długo się czeka na przyjęcie.
Czy w obliczu takich ludzi, test opierający się na empatii ma w ogóle sens, skoro łatwo byłoby pomylić takiego człowieka z androidem? Chyba lepszy byłby test DNA czy coś, co nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości, z kim bądź czym mamy do czynienia.
Ciekawe jest to, że empatia stała się dla ludzi na tyle ważna, że powstał merceryzm – religia koncentrująca się na empatii właśnie. Ludzie poprzez skrzynki empatyczne mogli dzielić się z innymi swoimi emocjami, a także współodczuwać ból Mercera, obrywającego kamieniami podczas wędrówki. Rany mu zadane przechodziły na uczestników, którzy w realnym świecie również przez nie cierpieli.
Dodatkowo, ludziom tak bardzo zależy na pokazaniu swojej empatii, że pragną mieć żywe zwierzęta. I zależy im do tego stopnia, że posiadanie tytułowej elektrycznej owcy uważane jest przez głównego bohatera za coś wstydliwego. Niestety, w postapokaliptycznym świecie żywe egzemplarze są bardzo rzadkie, a przez to bardzo drogie.
Czy androidy żyjące pośród nas to rzeczywiście taki problem? Jasne, w powieści android mógł zyskać wolność jedynie w wyniku śmierci swojego właściciela, więc wolno żyjący egzemplarz z góry był podejrzewany o morderstwo. Ale czy w sytuacji, gdyby mogły żyć ot tak, byłoby to złym rozwiązaniem? Żyjemy w cieniu wizji o zapaści demograficznej, więc androidy powinny pomóc zapełnić lukę, tak jak poniekąd oczekujemy tego teraz od imigrantów.
Jednakże, czy bylibyśmy w stanie zaufać komuś, kto nie wykazuje oznak empatii? Androidy z jednej strony chcą być wolne, z drugiej nie są lojalne wobec innych androidów, z którymi dzielą los, i w obliczu porażki godzą się na nią, zamiast do końca walczyć o swoje „życie”. Czy w takim razie pomogłyby umierającemu człowiekowi? Albo poświęciłyby się, żeby uratować kogoś innego?
Dodatkowo stworzyłoby to inny problem: brak pewności, czy mamy do czynienia z żywą osobą. Dickowi udało się sprawić, że każdą nową postać podejrzewałem o bycie androidem. W większości przypadków miałem rację, ale dało mi to do myślenia. Jeśli chodzi o codzienne kontakty, jak zakupy spożywcze czy obsługa w banku, nie miałoby to dla mnie znaczenia, gdyby taki android był „wystarczająco ludzki”. Jednakże nie wiem, czy przez pomyłkę chciałbym się zakochać w androidce.
Jako ludzie nie mamy problemu, by obdarzyć uczuciami androida czy robota. Nie mam na myśli od razu poważnych uczuć jak miłość (chociaż wiele utworów pokazuje, że to możliwe), ale zwyczajną sympatię czy współczucie. Kto nie nazwał ludzkim imieniem swojego robota sprzątającego? W powieści żona Deckarda żałuje androidów, które według niej mąż zabija, a według niego tylko usuwa. Za to sam łowca w pewnym momencie zapałał uczuciami do jednej z androidek, co skończyło się stosunkiem seksualnym – czymś niedopuszczalnym w jego zawodzie, a mimo to jakże częstym wśród innych łowców.
Z pewnością dostosowanie się do nowej rzeczywistości byłoby dla wielu osób bardzo trudne, ale nie uważam, że niemożliwe. Z własnej ciekawości i chęci obserwacji, jak mogłoby to wpłynąć na społeczeństwo, chciałbym doczekać momentu, w którym istniałyby androidy dorównujące nam inteligencją.
Pytanie na koniec: czy empatii da się nauczyć? Trudno powiedzieć, ale na pewno warto próbować. W próbach tych mogłaby pomóc technologia VR, rozwinięta o możliwość pełnej immersji z wygenerowanym światem. Wyobraźcie sobie szkolne lekcje, podczas których uczniowie zanurzają się w różne scenariusze i odczuwają określone emocje. Mogliby poznać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na przewlekłą chorobę czy ‒ bliżej dorosłości ‒ poniżana, bita lub nawet gwałcona. Dosłownie wejść w czyjąś skórę.
Pozbywania się książek ciąg dalszy. Poprzedni wpis jest nadal aktualny.
Wypociny polityka, który zasłynął wniesieniem wibratora do sejmu są z autografem.